• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[1 czerwca 1972, dom Laurenta] Nie ma przypadków w krainie duchów

[1 czerwca 1972, dom Laurenta] Nie ma przypadków w krainie duchów
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#21
30.08.2023, 22:23  ✶  

Zamiast odpowiedzieć, czy były jakieś efekty – to wzruszyła ramionami. Jeśli Laurent mówiąc o efektach miał na myśli, że było coś lepiej, to nie było, bo było całkowicie bez zmian. Dla ludzi Zimni byli czymś nowym, nawet tam, w kowenie, nie do końca byli pewni z czym mają do czynienia. Słyszała już coś o tej energii… ale duch babci był trzecią osobą, która o tym mówiła, więc pewnie coś w tym właśnie było. Tylko… co dalej? Jak ten proces odwrócić? To, że nawet słońce nie mogło jej ogrzać było… Było straszne. Zgadzała się – to był upiorny temat. Ze wszech miar trudny, zwłaszcza dla niej, bo w jego wyniku musiała zastanowić się nad wieloma rzeczami, wiele przewartościować. Ostatnie kilka miesięcy były więc obfite w te rozmyślania, w poszukiwania wiedzy o śmierci i wampiryzmie, by być lepiej gotowa na wszystko, co czekało ją przy Saurielu. Nie bała się goi, lecz nad naprawdę wieloma się zastanawiała. W tym koronne jak mu pomóc, jak mu choć trochę ulżyć czy ułatwić życie, skoro nikogo innego najwyraźniej to nie obchodziło. Tylko ją. Ale to też było jej życie. Jej przyszłość. Jeśli się o nią nie zatroszczy, to będzie chujowa.

To chyba był ten przełom. Jakoś się trzymała, panowała nad sobą, ale kiedy Laurent ją objął, przysunął do siebie, to coś w niej pękło i poczuła, że już dłużej tego nie utrzyma. Łzy pociekły z kącików jej oczu i wzięła gwałtowny wdech, wstrzymując po tym oddech. Ta delikatność i czułość, niczym dotyk motylich skrzydełek na jej powiece, całkiem ją rozkleiła. Słuchała go, oczywiście. Jak mówił do niej. I przytuliła się do niego, tak jak ją do tego zachęcił. Potrzebowała tego. W tym miesiącu może nawet bardziej niż kiedykolwiek. Chciała wieść normalne życie, a ono odbiegało od normalności na dalekie mile. Chciała mieć normalną rodzinę, chciała… Ale nie wszystko czego się chciało, można było dostać.

- Jeśli tego nie zrobię, to mnie w najlepszym wypadku wydziedziczą. A potem odbiorą wszystko, na co pracowałam tyle lat – to był toksyczny związek, pomiędzy nią, a jej rodzicami, wiedziała to… ale już dawno temu na tym polu wpoili jej posłuszeństwo. Jak miałaby się sprzeciwić? A gdyby po prostu spróbowali ją wyeliminować, a nie tylko wydziedziczać? A to wydziedziczenie i odebranie tych wszystkich rzeczy… to byłoby dla niej straszne. Naprawdę straszne. Co miałaby wtedy zrobić? Gdzie się podziać? Jaki znaleźć cel w życiu, które nagle legło w gruzach? Może nie myślała o tym trzeźwo, może za bardzo była przesiąknięta wizją tego, że ją skończą jeśli im się tak otwarcie sprzeciwi. - On chciał wieść inne życie i zobacz jak skończył. Myślisz, że ze mną obejdą się delikatniej? – ukryła twarz w dłoniach. Zresztą miała Sauriela samego z tym wszystkim zostawić? Laurent miał rację, powinna to wszystko przemyśleć. Ale z drugiej strony, czy powinna to przed Saurielem ukrywać? Chciała dać mu choć trochę nadziei, ale czy wiadomość o sposobie… jak mgliście to nie brzmiało o jednoznacznie jednocześnie, nie była zabraniem tej nadziei? Z drugiej strony… może był też jakiś inny sposób? A może zupełnie go to nie interesowało i dobrze było jak było…?

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#22
30.08.2023, 22:54  ✶  

W tym świecie płacz był domeną słabych, a przynajmniej tak ci za każdym razem wmawiano. Musiałeś nienagannie się prezentować, idealnie uczesać i ubrać odpowiednią kreację. I zawsze, zawsze się uśmiechać. Nigdy nie pozwalać sobie na to, żeby twoje oczy zeszły niżej i badały podłogę, miast sięgać gwiazd. Oto był świat czystej krwi. Rodzina rodzinie nierówna, a nazwisko tylko czasem miało z tym coś wspólnego. Rodzina, nazwisko - zgrupowania tworzyli w końcu ludzie. Nie te literki z drzewa genealogicznego, które według większości linię krwi kreowały. Smutny, okrutny los. Ludzie tak wczytywali się w gazetach, niektórzy tak zazdrościli, a tymczasem ten cały splendor był siarką pokryty. Podpisany cyrografami, których się nawet nie chciało nosić. Czy lepiej miał ten w czepku urodzony? Podziwiany całe życie? To, byś się nie schylał, uczone było uderzeniami linijki w plecy. To, żebyś nie stawiał kulfonów na kartce, wpajano uderzeniami w palce bacikiem. Tak uczyłeś dziecko, bo przecież od razu musiało się poddać. Złamać.

Tak lały się łzy tych, którzy płakać nie mogli.

Głaskał ją. Nie mówił, że wszystko jest w porządku i nie uciszał. Głaskał i trzymał przy sobie - była doskonałą bryłką lodu do tego, żeby się wystudzić w gorące lato, ale teraz gorąco nie było. Było na tyle chłodno od wiatru z morza, że Laurent wręcz palił w kominku mimo tego, że zmarzluchem nie był. Przewidywał, że ogrzanie się będzie bardzo przyjemne po całej sesji. Nawet jeśli Victorii to chyba nie robiło żadnej różnicy. W pomieszczeniu i tak nie mogło być ani za gorąco ani za zimno. Magia robiła do pewnego stopnia swoje. Na pewno za to zimne było jej ciało, ale gorące były jej łzy, które leciały po jej policzkach.

- Twoja rodzina ma wpływy, ale nie jest wszechmocna. Ty również masz przyjaciół, którzy wpływy mają i którzy ci pomogą. Możesz się do tego przygotować, zabezpieczyć. Możesz być wolna, Victorio. I przede wszystkim szczęśliwa. Jesteś odważna, mądra, wierzę, że biuro aurorów również nie znajduje się pod wpływami rodziny Lestrange, żeby twoja matka mogła w to ingerować. - Łatwo mówić, trudniej zrobić. Oczywiście, że tak. Ale to było możliwe, to było w zasięgu jej dłoni. Musiałaby tylko zawalczyć o to, żeby nauczyć się oddychać sama za siebie i przestać pozwalać, by oddychała za nią matka. W chwilach takich jak ta nawet cieszył się, że był takim... brzydkim kaczątkiem swojej rodziny, którego w sumie nikt specjalnie nie chciał, ale jego ojciec był zbyt miękki, żeby oddać go do sierocińca. Jemu nikt ślubów nie ustawiał, dopóki dbał o rodzinny interes i nazwisko nikt mu nawet nie przeszkadzał. Prewettom pasowało to, że się usunął w cień. - On to on. Cokolwiek się w jego życiu działo, w twoim nie będzie tak samo. - Nie znał historii tego człowieka, ale nie był Lestrange. Zresztą na tragediach innych, niestety, ale można się uczyć. Nie dlatego, by już czegoś nie robić - dlatego, by zrobić coś lepiej.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#23
31.08.2023, 10:57  ✶  

Była nauczona, że nie wolno płakać, nie wolno okazywać słabości. Przyzwyczajona do tego, by z kamiennym wyrażeń twarzy znosić upokorzenia, łamiące serce rozkazy i powinności. Miała się prezentować dumnie. Miała iść przez życie z podniesiona głową, idealna córka, idealnej rodziny. Cóż z tego, że z bocznej linii. Nie dziedzic nazwiska, tylko najstarsza córka drugiego syna. Może dlatego Isabella miała takiego pierdolca na punkcie perfekcji, żeby wszyscy widzieli, że choć nie dziedzic – prezentuje się lepiej niż tamci. Że wychowana jest w dokładnie tych samych wartościach, że nie może robić co chce, tylko tańczy jak jej zagrają.

- Przygotowuję się. Już jakiś czas temu powzięłam kroki żeby się zabezpieczyć… ale bardziej przed Rookwoodami. Zdaje się, że oni nie dysponują taką gotówką jak Lestrange i obawiam się, że będą chcieli położyć łapy na mojej fortunie – a ta była niemała. Lestrange byli obrzydliwie bogaci. A ona miała jeszcze mnóstwo swoich pieniędzy. Ale też kupiła mieszkanie w Londynie – żeby mieć gdzie się zatrzymać, gdyby coś poszło bardzo mocno nie tak. Tylko… to chyba nie miałoby być na stałe. - Ale ile można uciekać? Całe życie? Przed własną rodziną, przed Śmierciożercami… co ze mnie zostanie? Kim będę musiała się stać, żeby przeżyć? – tak, zdecydowanie łatwiej powiedzieć niż zrobić. - I co z moją siostrą – młodziutką… bała się że to na nią matka wyładuje całą swoją frustrację. Nie mogła tak po prostu odejść. Tak, przygotowywała się, ale jako ostateczność, gdyby została przyparta do ściany i nie miała już żadnego innego wyjścia. - Zaalarmowało mnie to, że mi nie powiedzieli kim on jest. Podpytywałam delikatnie, kiedy już wiedziałam, ale nie puścili pary z ust. To dla nich… chyba bardzo ważny układ, skoro zadali sobie tyle trudu. Nawet nie chcę myśleć o tym co zrobią, jeśli ucieknę – miała swoje zobowiązania przecież. A nie będzie się mogła w nieskończoność ukrywać w Biurze Aurorów, nawet jeśli Lestrange nie mieli tam swoich wpływów. I co zrobią Saurielowi? To nie było z żadnej strony proste.

Przetarła oczy wierzchem dłoni i westchnęła, starając się uspokoić. Rzadko kiedy miała takie momenty słabości jak teraz. Ale nie była kamieniem, który niczego nie odczuwa, jak niektórzy myśleli.

- Przepraszam. Jesteś zmęczony i masz swoje problemy, a ja ci dokładam moich – pociągnęła nosem. - Pójdę już… Bardzo, bardzo ci dziękuję. Mogę ci się jakoś odwdzięczyć? – uniosła głowę i spojrzała zaczerwienionymi oczami na Laurenta, gotowa w zasadzie wstać i pójść już… nie chciała mu się narzucać, już i tak miała poczucie, że zrobiła to nazbyt, nadwyrężając jego gościnność. Wciąż nie wiedziała co ma zrobić. Co powiedzieć Saurielowi. Bo to czego się dowiedziała było jednocześnie dobrą i bardzo złą wiadomością.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#24
31.08.2023, 14:18  ✶  

Rodzina rodzinie była nierówna, ale każda miała swoje za uszami i każda miała coś w swojej kieszeni. U jednych były to ilości pieniędzy u innych wpływy, niektórzy mieli oba w mniejszej czy większej ilości. Lestrange sianem z kieszeni nie śmierdziało. Byli stałymi bywalcami tak na wyścigach jak i w kasynach Prewettów i potrafili tam zostawiać niemałe sumy. Nie byli więc i samemu Laurentowi obcy jako jedna z tych najmilej witana przez niego klientela w swoim małym zakątku raju. Victorię w końcu też tutaj widywał, tylko w sprawach całkowicie innych niż pieniężne. Nie wiedział, czy kobieta cokolwiek z fortuną swoją robi, czy ją pomnaża, bo jak na razie to był jej posag, który postanowiła jakoś... ukryć? Przenieść? Otworzyć nową skrytkę w Gringocie? Nie był nawet pewien, czy wypada mu o to pytać, bo jednak kwestia pieniędzy była sprawą delikatną i czasami lepiej było tego nie wiedzieć - dla obu stron. Szczególnie, kiedy sytuacja nie była pewna.

- Widzisz? Więc już jesteś bezpieczniejsza. - Bo jeśli nie przed Rookwoodami to przed swoją rodziną. Pod tymi samymi nazwiskami mogło być kilka rodzin, z których jedna sypała pieniędzmi z rękawa, a druga żyła całkiem skromnie, bo akurat posad nie był odpowiedni. Victoria miała po rodzinie pieniędzy bardzo dużo. Laurent powinien być osobą, która przekaże nazwisko dalej, ale nie było takiej opcji. Jego krew była brudna, to wystarczyło, żeby na drzewie pozostał brzydki, wypalony ślad. Na szczęście tak nie było. Po prostu sobie rósł, dojrzewał, taka latorośl. Ale tak się dało. Tak się naprawdę dało. - Jakimi Śmierciożercami... Victorio, na móżdżek żaby... - Wystraszyła go teraz całkiem mocno. Laurent o Śmierciożercach wiedział tyle, co czytał o nich w gazetach. Co o nich słyszał. Co widział po ich przejściu, gdy zostawiali za sobą popiół i zgliszcza. - Nigdzie nie musiałabyś uciekać, mogłabyś nadal tu żyć, w Londynie, pracować. Mogłabyś się wyprowadzić do innego miasta. Masz naprawdę ogrom możliwości. - Ujął jej twarz, kiedy trochę uspokoiła swój płacz, by spojrzeć w jej oczy, żeby zacząć ocierać jej łzy, przesuwając kciukami po jej skórze. Rozmazał się trochę jej makijaż. Sięgnął po chustkę do spodni i zaczął ją powoli ocierać, doprowadzać do porządku. - Przestań. Nic nie zrobią twojej siostrze. Mogliby wystosować taki szantaż, ale nic by nie zrobili. To ostatnia osoba, która im zostanie. A może byłaby osobą, której by takie życie odpowiadało. Nie każdy potrzebuje szukać swojego szczęścia. Niektórzy lubią, kiedy im się pokaże drogę. - I to była prawda. Przecież wielu czystokrwistych było, mimo wszystko, zadowolonych ze swojego życia. Nawet jeśli nosili nieprzyjemne wspomnienia, ale tych domy były pełne. Niekoniecznie musiało mieć to związek z przenoszeniem ze sobą dziedzictwa. Laurent tak się zmartwił stanem kobiety, że nawet zapomniał chwilowo o bólu głowy. - Victorio. Niczego nie zrobią. - Złapał ją za ramiona, zacisnął palce, żeby wbić jej tę prawdę do głowy. - Będą próbowali, ale jesteś wojowniczką. Poradzisz sobie z nimi, a nie będziesz sama. Wiesz, że może w pojedynku sobie nie radzę, ale na salonach nie jestem taki bezbronny. - Czy w polityce. Czy w relacjach. A nie był jedyną osobą, która gotowa była jej bronić i zapewnić jej świetne miejsce do życia. - Ostatecznie z Rookwoodami też można się dogadać. Jeśli to na pieniądzach im zależy. Kto wie? Może sami by nawet zerwali zaręczyny, gdyby odpowiednio z nimi porozmawiać? - I to wcale nie było takie oczywiste. Trzeba tylko wiedzieć, z czym się mierzysz, jak do tego podejść i w zasadzie kim jest twój wróg oraz kto założył kajdany, które cię krępują.

- Przepraszać mnie możesz tylko za to, że zgadzasz się na własne nieszczęście. - Puścił ją, kiedy się odsunęła, ale wyciągnął za nią chusteczkę, żeby mogła otrzeć samej sobie twarz. Albo wysmarkać nos. - Tak, Victorio. Podejmij decyzje, które cię uszczęśliwią. Tak mi się odwdzięczysz najbardziej. - I mówił to z pełnym przekonaniem, z sercem na dłoni. I z nadzieją, że naprawdę ułoży sobie życie ta Królowa Nocy.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#25
31.08.2023, 22:01  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 31.08.2023, 22:51 przez Victoria Lestrange.)  

Potrzebowali tylko tego półtorej roku znajomości, obfitującego w schadzki, seks i mnóstwo rozmów, by Victoria czuła się przy Laurencie całkiem swobodnie. By nie czuć się skrępowana różnymi rzeczami czy tematami, by bez większego zawahania pozwolić sobie na otwarcie się i rozmowę o rzeczach, o których z każdym by nie rozmawiała. Była Cynthia, ale z nią przecież nie sypiała. A Laurent miał całkowitą rację, kiedy naszło go wrażenie, że był jedną z niewielu osób, które do siebie w ten najbliższy, najbardziej intymny sposób dopuściła. Tak i kwestia finansowa nie była tutaj tematem tabu; Prewett był wszak biznesmenem i znał wagę pieniądza, z kim jak nie z nim mogłaby o tym porozmawiać? Kwestia jej zabezpieczenia wydawała się być prosta – założona skrytka w Gringottcie, dodatkowa do tego, co już miała. A gdyby Laurent dopytał, to powiedziałaby mu, że założyła ich kilka by pieniądze podzielić i zabezpieczyć. Do tego ta kamienica na Pokątnej… mało urządzona (chociaż po kilku dniach spędzonych tam razem z Saurielem, na pewno bardziej zyskiwała w oczach i na przytulności, bo właściwie wszystko co ze sobą na ten wyjazd zabrała – to tam zostawiła. By coś tam było, by można było z tego mieszkania korzystać wygodniej. To były drobne rzeczy i Victoria nie robiła tego wszystkiego na raz w jakiejś nagłej intensywności, nie chciała zwrócić na siebie uwagi większej niż to potrzeba. Starała się wszystko robić po cichu, po malutku. Chciała zabezpieczyć tak siebie jak i Sauriela, skoro oboje byli tylko laleczkami w rękach marionetkarzy.

- Poniekąd – zacierała ślady, a przynajmniej starała się utrudnić ich wyśledzenie, jednak nie było to niemożliwe. I była pewna, że gdyby rodzina się uparła, to by ją znaleźli. - Robię to wszystko… na wszelki wypadek – powiedziała cicho. Głos nadal miała słaby, słychać było w nim te wszystkie fałszywe nuty zdradzające, że choć Lestrange się uspokoiła, to zawsze mogła wybuchnąć na nowo. Ale nie wybuchła. Po prostu uniosła głowę, powoli i znowu pozwoliła sobie na moment zatonąć w błękicie jego spojrzenia. Tylko na momencik… ale nie było w tym żadnego podtekstu. - Laurent… Jestem aurorem, trudnię się w łapaniu czarnoksiężników. Poza tym byłam na Beltane i stałam przeciwko niemu. Widział moją twarz, chciał żebyśmy przed nim uklęknęli. Poza tym czytałeś wywiad. Pewnie prędzej czy później sobie o mnie przypomną i dopiszą mojej osobie kilka dodatkowych cech odpowiednich by mnie wyeliminować. Jakby te, które już są, nie były wystarczające – nie była miłośnikiem mugoli ani szłam. Ale po Beltane wiedziała już że Śmierciożercy w nosie mają czarodziejów czystej krwi – ich też zaatakowali. To, co opowiadali, to były tylko puste frazesy by zaskarbić sobie sympatię miłośników starego porządku.

Uśmiechnęła się do niego blado, kiedy ujął jej twarz w dłonie i zaczął delikatnie wycierać jej łzy, psując tym samym makijaż. Ale on widział ja już tyle raz i w makijażu, i bez niego, i w jego strzępkach, że naprawdę nie robiło jej to większej różnicy. Potrzebowała tego. Tego delikatnego dotyku, pocieszenia, podania jej możliwości, których ona nie widziała… czy to było możliwe? Wyrwać się spod szponów rodziny? A jeśli ją wydziedziczą, jeśli wypalą jej twarz i nazwisko i imię na rodzinnym gobelinie… nie wiedziała jak sobie z tym poradzi. Była Lestrange. Była też Parkinson. Bez tych nazwisk… kim była wtedy? Co znaczyła wtedy?

Ale przecież to właśnie dlatego nie uciekała przed prasą. Przecież to dlatego zgadzała się na wywiady, to dlatego nie uciekała przed dziennikarzami, wychodząc do nich, kiedy Mavelle i Patrick woleli trzymać się z tyłu. By świat o niej usłyszał. O tym, co robiła. By jej rodzina zastanowiła się dobrze trzy razy czy bardziej opłacalne jest ją wydziedziczyć, czy jednak tolerować, nie narażając się na żaden skandal obyczajowy.

- Nie musisz sobie radzić w pojedynkach. Masz mnóstwo innych zalet – uśmiechnęła się do niego i nawet uniosła dłoń, żeby krótko przejechać nią po policzku Laurenta. Ludzie naprawdę się zmieniali…  potem pokręciła głową. Wizja tego, że miałaby stracić Sauriela sprawiała, że ściskało jej się serce. Naprawdę go… naprawdę go lubiła. Tylko czy to uczucie należało w pełni do niej? - Wiesz… Nigdy nie sądziłam, że tak to będzie wyglądać. Tak bardzo mi pomagasz. I tak bardzo ważny dla mnie jesteś. Słuchasz mojego bezsensownego gadania… – wzięła jeszcze jeden wdech i wydech, by mieć pewność, że zaraz znowu się nie rozpłacze. Chwilę później faktycznie przyjęła od niego chusteczkę by osuszyć swoją twarz. Wiedziała, że musi wyglądać koszmarnie… więc wzięła swoją różdżkę i wycelowała nią w siebie, by doprowadzić się do godnego stanu. Nastąpiła wymiana chusteczek. On dostał jej, ona dostała jego. Po tym wstała i uśmiechnęła się raz jeszcze do Laurenta. - Dziękuję ci za wszystko. Podarowałeś mi jakąś namiastkę spokoju – to był bardzo cenny prezent.

Znała rozkład domu, skierowała się więc do drzwi, odprowadzana przez Laurenta. Tam odwróciła się do niego.

- Wiesz, że gdyby coś się działo… cokolwiek. Możesz do mnie przyjść? Z czymkolwiek – powiedziała cicho, z bardzo ciepłym uśmiechem. Raz jeszcze wyciągnęła rękę, by pogładzić go po policzku. Już miała życzyć mu dobrej nocy i otworzyć drzwi, kiedy poczuła nagły, ostry ból głowy, a oczy zaszły jej mgłą. To było takie dziwne wrażenie… musiała złapać się framugi drzwi.


!lestrange4
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#26
31.08.2023, 22:01  ✶  
Poczułaś w swoich ustach metaliczny posmak. Przypomniał ci dwie rzeczy: to, jak kiedyś oblizałaś łyżkę i poczułaś jej smak tak intensywnie, że aż poczułaś ciarki i... momentalnie zasłabłaś. To wróciło tak szybko, jak uderzenie pioruna.

Twoje zęby wbijające się w ludzkie ciało, rozrywające czyjąś skórę. Krew tryskająca z szyi, rozdzierający płuca krzyk kogoś, kto nie mógł wydostać się z twojego uścisku. Wydawało ci się, że błagał cię o litość, że nie chciał umierać, ale to nie miało już znaczenia. Miałabyś go teraz zostawić? Nie. Byłaś głodna, potrzebowałaś tego jak powietrza.

To było tylko wspomnienie, ale poczułaś to również w rzeczywistości. To chore pragnienie przelało się na obecną ciebie. Na krótki moment - mogłaś zdusić to w sobie szybko, a po nieprzyjemnym uczuciu pozostało jedynie obrzydzenie.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#27
01.09.2023, 00:27  ✶  

Ach... spotkanie twarzą w twarz z Czarnym Panem. Samo wspomnienie o tym sprawiło, że Laurenta przeszedł zimny dreszcz, choć może miał on coś wspólnego z tym, jak sam źle się czuł i jeszcze od przytulania Victorii, która najprzyjemniejsza do przytulania nie była. Była wręcz bardzo nieprzyjemna do tego. Laurent rozumiał postulaty, które zostały wydane, choć nie pojmował, jak można było być tak złym człowiekiem. Rozumiał, że niektórzy ludzie mieli filozofię, które sprowadzały ich na złą drogę i że świat nie mógł być tylko biały, bo to czerń pozwalała bieli zaistnieć. Niestety rozumiał także to, że niektórzy wykorzystywali jakąś ideę, żeby spełniać swoje chore ambicje. Co było ambicją Voldemorta? Tego już nie wiedział, ale może powinien wiedzieć. Powinien się bardziej interesować, nie zamykać swoich pięknych oczu tylko oglądać ten świat wyraźniej, dokładniej i chłonąć go mocniej. Zyskać świadomość, bo wiedza była najwyższą wartością, jaką można było uzyskać w tak nieprzychylnych dla człowieka czasach. Czysta, brudna krew - nagle to wszystko nie miało znaczenia. Nadal pamiętał ich rozmowę, kiedy, można powiedzieć, spotkali się po raz pierwszy. Na pewno po raz pierwszy po Hogwarcie. Padły wtedy słowa, czy czysta krew nie powinna się czuć bezpiecznie. Sam nie uważał, że to jest takie zero jedynkowe wtedy, dziś było to wiadome. Zapewne było to tłumaczone prostym "osiągnięcie celu wymaga ofiar". Ewentualnie tym, że ktoś był zwolennikiem szlam czy im pomagał, czy też... cokolwiek takiego. Kiedy wchodził ci ktoś w drogę zawsze znajdziesz usprawiedliwienie ponurego aktu.

- Bardzo dobrze, że udzieliłaś tego wywiadu. Ciężej jest dotknąć osobę medialną. Powinnaś się zastanowić jeszcze bardziej otwarciem świateł reflektorów. - Utrata reputacji czy też jakaś potwarz wysunięta przez prasę nigdy nie była miła, ale wiedział, że to też rzecz, która najmniej martwiła Victorię. Coś, co potrafiła przełknąć, albo przyjąć z dumą. Natomiast to by sprawiło, że ludzie mogliby chcieć śledzić jej poczynania, a przynajmniej dziennikarze. Ci zaś czasami potrafili nawet spędzać sen z powiek sędziów i aurorów (heh), co zaś dopiero jednej rodzinie. Wszystko da się uciszyć, wszystkim w tym świecie dało się zamotać, zakręcić. Ale na to potrzebny był czas, a ten czas wtedy Victoria mogła wykorzystać na wiele sposobów - na swoją korzyść.

- Bezsensownego? Victorio... być może to jest temat, który przesądzi o twoim całym życiu. Twoje obawy i pragnienia, smutki i troski, lęki i odwaga - wszystko to ma znaczenie. - To było ważne, bardzo ważne, a te niektóre słowa, które wypływały z jej ust były potwierdzeniem, jak bardzo pomocy potrzebowała - nawet takiej mentalnej. Słownej. Że potrzebowała wsparcia w tych trudnych chwilach. A on jej zawsze z chęcią wysłucha i zawsze gotów był jej z chęcią pomóc. Przy niej naprawdę sam doceniał własne zalety i nie przeszkadzały mu tak swoje wady. Bo go akceptowała. Bo kochała go takim, jakim jest. I czuł się przy niej dobrze, swobodnie i bezpiecznie. Chciał jej dać to samo a nawet więcej. Chciał zbudować jej skrzydła, które nie zachwycą bogów opowieścią - o tym, jak słońce skrzydła topiło i jak bohater spadał w dół. Nie. Ona miała naprawdę polecieć. Przecież znał się na lataniu. - Podaruję ci go zawsze, kiedy będziesz tego potrzebowała, Victorio. - Wyszeptał, uśmiechając się delikatnie. To mógł jej dać - chociaż malutkie tchnienie. Kiedykolwiek by tego nie potrzebowała. Choć trudno pojąć, że w tym wariactwie i ciężarze tematów mogła tego spokoju zaznać. Lecz... przecież czasami to właśnie była ta magia. Człowiek musiał z siebie emocje wyrzucić, żeby móc się wygadać i w efekcie - poczuć spokój.

I nawet chciał jej odpowiedzieć na jej słowa, zapewnić, że oczywiście! Chciał. Tylko że Victoria nagle zasłabła.

- Victorio! - Laurent bardzo rzadko skracał imiona. Czasami mu się zdarzało. Rzadko. Podbiegł do kobiety i złapał ją, żeby ją jakoś podtrzymać, żeby w razie czego z nią opaść na ziemię, gdyby straciła przytomność w kontrolowany sposób, a nie żeby poleciała. Bo jakoś nie sądził, że potrafiłby ją bezpiecznie przenieść na sofę. - Słyszysz mnie? Victorio? Wszystko w porządku? - Mówił do niej, bo nie wiedział, co się stało. Wyglądało to dość niebezpiecznie - po prostu.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#28
01.09.2023, 10:25  ✶  

- Wiem. Dlatego go udzieliłam – Laurent powiedział na glos jej motywację. Wszystko co nią kierowało, kiedy decydowała się odpowiedzieć Lockhartowi o tym, co wydarzyło się na Polanie Ognisk. Wiedziała, że stała się popularna już w momencie, w którym skończyła się wichura, a do ludzi zaczęło docierać, co się właściwie stało. Jednym ludziom rozpoznawalność przeszkadzała, uciekali przed błyskami fleszy, a inni… inni przekuwali ją w siłę, albo chociaż w broń. Victoria postanowiła zrobić to drugie. - Ciągle myślałam o tym jak to wykorzystać na swoją korzyść… – mruknęła, zastanawiając się nad tematem. Nie wiedziała czy ktoś jeszcze w ogóle będzie chciał z nią rozmawiać, dlatego kuła żelazo, póki było gorące. - Pewnie jeśli będzie okazja… tylko boję się trochę o innych – o tych ich bliskich, w których może to uderzyć.

Bezsensownego, bo miała wrażenie że czasami gada bez sensu, wolała słuchać niż sama wylewać na drugą osobę te wszystkie swoje myśli. Nie do końca były poukładane; część z nich rozbiegła się i próbowała uciec z jej poukładanego świata i szufladek, w których było ich miejsce. Prawda była jednak taka, że nawet ona, o tak analitycznym umyśle, potrzebowała czasami wypowiedzieć te myśli na głos, czasami potrzebowała pomocy – tej słownej, od kogoś innego.


Pociemniało jej w oczach, zupełnie nagle i bez ostrzeżenia. Dobrze że złapała się dłonią framugi drzwi, przynajmniej nie poleciała jak długa, a tylko bokiem i plecami na ścianę. Poczuła na języku i w ustach ten tak mocno metaliczny smak, a przecież nie ugryzła się w język… nic sobie nie zrobiła. Nogi się pod nią ugięły, były jak z waty, jak więc miały utrzymać w pionie ciężar jej ciała? Ciarki przeszły jej po plecach.

Osunęła się po tej ścianie, asekurowana dłońmi mężczyzny, który nie miał zielonego pojęcia co się właśnie dzieje. Słyszał jej opowieści, ale słyszeć, a widzieć to na własne oczy… nie widziała go przez moment, bo ten widok przesłaniała jej czerwona mgła – głodu, agresji, pożądania… ale głównie głodu i ekstazy. Victoria odetchnęła. Patrzyła się na szyję Laurenta, taką smukłą, delikatną, gładką skórę… niemal czuła ruch krwi w jego ciele. Chciała zbliżyć się do niego, wgryźć… była głodna. Tak cholernie głodna. Tak tego pragnęła. Przejechała językiem po swoich zębach… i nie wyczuła tam kłów. Nie wyczuła…

Otworzyła szeroko oczy. Serce biło jej jak oszalałe, a mimo to nie czuła uderzenia gorąca. Tylko chłód. I pobladła wyraźnie. To nie byłam ja - pomyślała. Uniosła drżącą dłoń by zakryć sobie usta, jakby chciała zakryć to, czego tam wcale nie było. To nie byłam ja. Miała ochotę zwymiotować. Jak w ogóle mogła pomyśleć o wgryzieniu się w szyję Laurenta? Znowu przeszedł ją dreszcz – ale nie zadowolenia, tylko obrzydzenia. Znowu poczuła szczypanie oczu i łzy w ich kącikach. To wrażenie było tak silne... tak intensywne…

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#29
01.09.2023, 14:24  ✶  

Nie była nieprzytomna. Nie straciła przytomności. Widział jej uchylone oczy, choć przez moment nieobecne. Teraz też spoglądała na niego, na... na jego szyję. Trzymał ją przy sobie, bardzo blisko siebie, a ona spoglądała na jego szyję z czymś bardzo obcym i bardzo niebezpiecznym w oczach. Czymś, czego Laurent u niej nigdy w życiu nie widział, ale przecież nie spotykali się codziennie, nie wiedział, jak dokładnie wyglądała jej praca, albo raczej - jak ona w tej pracy wyglądała. Ale był pewien, że takiego wyrazu twarzy Victoria Lestrange nie miała prawdopodobnie nigdy w swoim życiu. Czy on nadal trzymał ją czy może już była to inna osoba? Czy to coś poszło nie tak w trakcie rytuału i coś ją opętało, czy może... odwiedziła ją babcia. Ta część babci, która nie była miłą i uprzejmą staruszką. To jednak nie wpadło jeszcze do jego mądrej głowy w przeciągu tych marnych sekund, w jakich potoczyła się cała ta sytuacja. Sekund - bo nawet nie minut.

Zamilknął. Patrząc z przestrachem na Victorię przestał się odzywać i tylko ostrożnie ją trzymał. Nie leciała z nóg, utrzymała się na nich. A on miał przemożoną chęć się odsunąć, powoli i ostrożnie, jak odsuwa się od dzikiego stworzenia, które poczuło się zagrożone i osadzone twoją obecnością. Nie poruszył się jednak. Przestał się ruszać prawie wcale i tylko jego serce przyśpieszyło rytmu w zupełnym niezrozumieniu tego, co widzi i czego doświadczał. Gest, jaki wykonała, jak przesunęła językiem po zębach...

- Victorio? - Powtórzył jej imię, teraz już o wiele ciszej. O wiele spokojniej. I może to zadziałało jak czar, a może był to tylko zbieg okoliczności, że jej oczy otrzeźwiały, że jej twarz zmieniła swoje barwy, choć niby fizycznie wcale nic się nie zmieniło. To dziwne napięcie i pożądanie zamieniło się w jej oczach w strach i obrzydzenie. - Ciii, spokojnie... - Przygarnął ją do siebie ostrożnie znów, trochę niepewny w zasadzie, czy to co, co działo się przed chwilą było chwilowe, czy może będzie tego jakiś nawrót? Czy to to, o czym mówiła? Atak wspomnień, nad którym nie miała żadnej kontroli? Przytulił ją, przesuwając dłoń z jej głowy na plecy. - Już jest dobrze, nic się nie dzieje... - Zapewniał ja dalej. - To było tylko chwilowe. - I to nie był jeszcze czas, żeby pytać, co właściwie się stało. I co jej przeszło przez głowę przez tych parę sekund, kiedy świat się zupełnie zatrzymał.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#30
01.09.2023, 17:26  ✶  

Tyle, że teraz nie była w pracy. Była tutaj całkowicie prywatnie, zresztą zawsze gdy widywała się z Laurentem, to całkowicie prywatnie, nie przynosiła do niego swojej pracy. Może kilka razy widział ją w mundurze, może spotkała się z nim tuż po wyjściu z biura, ale kwestii zawodowych w te spotkania nie mieszała. Więc nie musiał wiedzieć jaka w pracy była, choć znając ją, łatwo to było sobie wyobrazić – skrupulatna, nie porywcza, spokojna… i z pewnością nie nosiła takiego dzikiego i głodnego wyrazu twarzy jak przed chwileczką. Było w tym coś upiornego, niepokojącego… ten błysk w jej spokojnych oczach, który mówił o jakiejś takiej grozie… że druga osoba nie jest całkowicie bezpieczna.

Ale to trwało tylko chwilę. Kilkanascie oddechów i dwa razy więcej uderzeń serca. Strach w oczach Laurenta utrzymał się jednak trochę dłużej i został przez nią wychwycony, kiedy dotarło do niej co robi i na co się gapi – bo zamrugała kilka razy i wgapila się w jego oczy. Gwałtownie i łapczywie wzięła oddech, orientując się, że go wstrzymała, a za chwilę osunęła się po tej ścianie całkiem, siadając zupełnie nieelegancko, i wplątała dłonie we włosy, zaciskając je na nich mocno.

- Niech to się już skończy – wydusiła z siebie, ledwie słyszalnie. Pewnie gdyby Laurent nie znajdował się tak blisko, to mogłoby mu to umknąć. W jej głosie słychać było strach, błaganie i bezsilność. - niech to się skończy zanim całkiem oszaleję – zanim straci nad sobą kontrolę i następnym razem… rzuci się na kogoś. Było tego blisko, wiedziała to. Czuła to. Jego strach. Gdyby jednak się odsunął… co by zrobiła wtedy?

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurent Prewett (10229), Pan Losu (125), Victoria Lestrange (9133)


Strony (4): « Wstecz 1 2 3 4 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa