• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 8 9 10 11 12 … 16 Dalej »
[czerwiec 1971] Victoria & Laurent | Przyszły panna młoda

[czerwiec 1971] Victoria & Laurent | Przyszły panna młoda
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#1
17.09.2023, 17:25  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.09.2024, 21:59 przez Król Likaon.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Victoria Lestrange - osiągnięcie Badacz Tajemnic I

Niektórych imprez po prostu nie można było sobie darować nawet ze względu na grzeczność. Byłby to pełnoprawny wstęp do tej historii zakładając, że Laurent w ogóle chciał sobie darowywać przyjęcia, na które był zapraszany, co zaś było wątpliwie możliwe. Gotów był wręcz przychodzić nawet bez zaproszenia (na te przyjęcia otwarte, rzecz jasna), jeśli go pominięto na liście gości, tylko po to, żeby się pobawić w towarzystwie pań. Jak i panów. Bywały jednak i takie, które niekoniecznie wiązały się z prawdziwą obietnicą szaleństw, miodu i mleka. Niektóre stanowiły chęć wyciągnięcia czystego zysku, bo zasoby ludzkie były czymś bardzo cennym. Jak i były te, na których żeby dobrze się bawić trzeba było mieć dobre towarzystwo. Towarzystwo Victorii Lestrange zaś było więcej niż trafione. Dlatego też kiedy Laurent otrzymał zaproszenie na ślub dalekiej kuzynki z nazwiskiem Prewett posłał zaproszenie również i do pierworodnej państwa Lestrange. To miało być jedno z tych przyjęć, na którym niekoniecznie wszystkich znasz, poza członkami rodziny. Gdzie spodziewasz się, że przewiną się twarze raczej osób towarzyszących, niż samych zaproszonych, a i sam blondyn kuzynki za dobrze nie znał. Ktoś jednak z rodziny musiał pójść, a że ojciec nie zamierzał, Pandora nawet nie przepadała, to och, jaka szkoda! Padło na niego. Czyli żadnej szkody nie było.

Tak po prawdziwe nawet nie był pewien, co powinien ubrać i jakie wejście na ten ślub zrobić, żeby nie przedobrzyć. Trochę poszperał za tą częścią rodziny, trochę się dowiedział, czego się spodziewać, żeby też posłać do Victorii odpowiedni dress code. W końcu jedną z podstaw było to, że nie można wyglądać lepiej niż panna młoda, a jak do samej Victorii napisał: w twoim wypadku z samą urodą będzie trudno, nie wiem czy codzienna sukienka nas uratuje przed tym faux pas. Postawił więc na najprostszy wóz i ledwo dwa abraksany zabrały ich na miejsce, a i tak wzbudziło to niemałe zainteresowanie - jak zawsze, kiedy te konie pojawiały się w okolicy, bo ludzi przyciągało ich niezwykłe piękno. Przybrał się w ciemniejsze kolory, bo w granat, stawiając na całkowicie prosty, pozbawiony nadmiernych ozdobników strój - nie to, żeby na co dzień nosił nadmiernie wymyślne, ale... cóż, w świecie czarodziejów trzeba było się prezentować, prawda? Może i Laurent nie aspirował do zajmowania pierwszych stron gazet, a wręcz przeciwnie - mocno dawkował prasę - ale to nie znaczyło, że miał nie pilnować pewnych zasad dobrego ubioru! Ze smakiem, gustem i klasą. Choć czasem wręcz miał skłonności do wyglądania jak miliony monet. Tylko czasem.

- Kogo dzisiaj będziemy obgadywać? - Zapytał z szerokim uśmiechem, prowadząc Victorię przez piękny ogród, gdzie odbywać miał się ślub. Oczywiście żartował, bo oboje byli tacy szybcy do wielkiego obgadywania, że kąśliwych komentarzy nie byłoby końca... Kościółek był nieopodal, ale nawet nie tutaj. Polana była obstawiona przez udekorowane krzesła, stoły, przygotowano miejsce dla orkiestry, która niedługo miała zacząć grać, kiedy para ruszy po dywanie w kierunku przygotowanego miejsca, gdzie już stał kapłan gotowy do ceremonii. Pierwsze przywitania, wręczania prezentów i inne takie były już za nimi, teraz ceremonia i hyc prosto do baletów. Które pewnie będą trwały tutaj dzisiaj i jutro, najpewniej pojutrze, ale Laurent nie planował zostawać nawet do dnia jutrzejszego. Chociażby z tego powodu, że nie potrafił znieść tabunów pijanych ludzi na weselach. - Przyznaję, że piękne miejsce na ślub. Wyobrażałaś sobie swój własny? - Czasem był to absolutnie drażliwy temat, ale jednocześnie taki prawdziwy. Taki ludzki. Bo Laurent sobie swoje wesele wyobrażał - i było to naprawdę smutne wyobrażenie. Nie dlatego, że byłoby brzydkie, czy coś w ten deseń. Nie, Edward i Pandora zadbaliby o to, żeby to było huczne wydarzenie. Problem polegał zupełnie na czymś innym.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#2
17.09.2023, 19:51  ✶  

Całkiem lubiła te wszystkie bale i inne spotkania towarzyskie. Lubiła trochę porozmawiać ze znajomymi twarzami, lubiła potańczyć… ale nie do bladego świtu, nie. Pokazać się, pobawić i zawinąć. Nie spodziewała się za to, że gdziekolwiek Laurent będzie chciał się pokazać z nią. Ta znajomość między nimi kwitła w najlepsze od ponad pół roku, ale raczej w prywatnym zaciszu, nie na ustach znajomych i rodziny. Tym niemniej… Dlaczego miałaby odmówić? Naprawdę lubiła towarzystwo Prewetta, dogadywali się ze sobą naprawdę bardzo dobrze i w jakiś sposób stał się jej bardzo bliski. Dlatego się zgodziła pójść z nim na wesele jakiejś dalszej rodziny, którą sam nawet słabo znał. Komplement jaki od niego otrzymała w liście skwitowany został uśmiechem, jakoś ciepło się robiło na sercu kiedy ktoś mówi ci coś miłego – a to było bardzo miłe, nawet jeśli sama Lestrange się z tym nie zgadzała… I w codzienną sukienkę wcale się nie ubrała. Natomiast zrozumiała sugestię i to, co wybrała, nie było suknią balową, bogato zdobioną, nic z tych rzeczy. Była taka, by pasowała na ślub i możliwie prosta i ładna, nie krzykliwa. Absolutnie nie chciała, żeby to na niej skupiał się wzrok, a nie na pannie młodej. Sukienka, jaką wybrała, była równie ciemna, co strój Laurenta, żeby do siebie pasowali, skoro już idą tam razem. Dzisiaj nawet zrezygnowała z mocnej czerwieni ust, w jaką lubiła się zdobić, a w bordo, współgrające z jej ciemnymi oczami i jeszcze ciemniejszymi włosami.

Nie przepadała za tymi przejażdżkami wozem z abraksanami. Była skłonna się zgodzić, że to sto razy lepsze od miotły, bo na miotłę by nie wsiadła, a do wozu dawała się zaprowadzić, ale każdorazowo musiała ściskać Laurenta za rękę i prosić go, żeby ją zagadywał, albo jakoś inaczej rozpraszał jej uwagę, żeby nie myśleć, że właśnie lecą. Miała cholerny lęk wysokości. Ona. Pierdzielony prawie-auror; to tak cholernie godziło w jej dumę, ale niestety… było. Kiedy już wylądowali, to potrzebowała chwili, by jednak dojść do siebie. Dlatego przechadzka po ogrodzie była całkowicie na miejscu. Musiała się uspokoić, a jak lepiej to zrobić jeśli nie patrząc na kwiaty, które tak ubóstwiała?

– Kogo tylko chcesz – odpowiedziała po prostu. – Albo kto się nawinie – no właśnie… raczej oboje kiepsko nadawali się do plotek. Coś czasem sobie opowiedzieli, z tego co któreś zasłyszało, albo było świadkiem, coś skomentowali, ale ich rozmowy i interakcje nie kręciły się zbyt mocno wokół innych ludzi, nie w tym znaczeniu w każdym razie. Były lepsze tematy i lepsze rzeczy do roboty niż poświęcanie myśli innym. – Piękne – przyznała i zamilkła. Faktycznie, czasami to był drażliwy temat – dla niej zwłaszcza. Po tym co zgotowali jej rodzice… Zaręczyny, o których poinformowali ją cztery dni wcześniej, z człowiekiem, którego nawet nie znała, dwa miesiące męczarni i… koniec, tak po prostu. Zamiast ślubnego kobierca – pogrzeb. Czuła wyrzuty sumienia, chociaż wiedziała, że nie powinna, i to ją frustrowało. Wyrzuty sumienia, bo czuła ulgę, że jego już nie było. – Wyobrażałam – odpowiedziała krótko po chwili. Ale co z tego, że sobie wyobrażała? Wcale go nie chciała. Nie z kimś, kogo nawet nie lubiła, a już na pewno nie kochała. – Nie mówmy o tym – poprosiła, biorąc Laurenta pod rękę. – Pomówmy o czymś milszym i weselszym. Jak na przykład co cię podkusiło, żeby zabrać mnie ze sobą – uśmiechnęła się, mając nadzieję, że gładko zmieniła temat z tego, który mógł bardzo skutecznie już na starcie popsuć im, a na pewno jej, humory.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#3
17.09.2023, 23:00  ✶  

Dostała dokładnie tyle czasu, ile potrzebowała. Zdawał sobie sprawę z tego, że lot nie był dla niej przyjemnością, natomiast był najszybszym środkiem transportu, kiedy nie dostawało się świstokliku, nie potrafiło teleportować bezpośrednio na miejsce (co zresztą i tak z uwagi na ilość gości byłoby mało możliwe) albo nie miało dostępnej bezpośredniej sieci fiuu. Zostawał jeszcze Błędny Rycerz, ale ten raczej tak daleko nie dojeżdżał. No i - jechać tak na ślub? Takie osoby, jak oni? Nawet nie wypadało. Kiedy nie chcesz robić przedstawienia, musisz się chociaż dopasować do obyczajów. Laurent wiedział, że nie lubiła lotów i że nie lubiła się stroić w nie wiadomo jakie dziwne kreacje, które ciągle podtykała jej matka. Pewnie ona śledziła ostatnie szyki mody, ale chociaż blondyn starał się prezentować elegancko, to akurat na bieżąco z łatwo zmieniającymi się trendami nie był. Z jakiegoś powodu dla świata to zazwyczaj miało ogromne znaczenie, czy prezentowałeś się w kolorach modnych w tym sezonie i czy nosisz kieckę odpowiedniego kroju, no bo jak nie to... właśnie - gotowi obgadywać. Były też takie kreacje i takie szaty dla mężczyzn, które były zwyczajnie uniwersalne. W taki klasycyzm uderzał właśnie Laurent.

- Najlepiej wyjdzie nam obgadywanie kwiatów. Nie do końca podoba mi się ta wiązanka przy krzesłach, przesyt formy... - Zaczął nawet nie czekając na odpowiedź od strony Victorii, potraktował to żartem, ze śmiechem, bo cholera - taka była prawda. Owszem, zdarzyło się niektóre osoby skomentować, siłą rzeczy, bo czasami ludzie naprawdę mieli odstrzelone pomysły. Przecież większości rzeczy i tak nie wypadało powiedzieć w twarz, bo przede wszystkim należało tę twarz utrzymać. Zachować. Tak dla siebie jak i dla drugiej strony. No, chyba że chciałeś dla tej osoby źle... bo Laurent potrafił się czasem wyzłośliwić. Ale tylko w ramach samoobrony albo obrony kogoś innego.

Laurent miał mieszane uczucia co do tego, co wydarzyło się z narzeczonym Victorii. Bo to było zwyczajnie złe i przykre. Wstrząsające. Kolejna śmierć, teraz tak blisko... przeskoczyć jedną osobę i już można było się znaleźć na radarze okrutnych osób, które bez problemu decydowały o tym, kto ma nie żyć a kto żyć. Wypadek. Zadziwiająco wiele rzeczy było teraz wyjaśniane wypadkami. Za wiele. Więc było to zatrważające. I jednocześnie... choć nie powiedział tego na głos, to przecież ten człowiek sprawiał, że Victoria była nieszczęśliwa. Czy to powód, żeby myśleć, że dobrze się stało, że umarł? Nie, brońcie bogowie i tak blondyn nie rozumował. Natomiast to, że Victoria nie musiała za niego wychodzić już dobre było. On ją unieszczęśliwiał - i unieszczęśliwiłby bardziej. Musiałaby urodzić jego dziecko, słuchać jego matki, która by się we wszystko wpychała, a do tego miałaby Isabellę na plecach. Przepis na to, jak wykończyć tę wspaniałą kobietę. Spoglądał na nią teraz, kiedy wypowiedziała to jedno, magiczne słowo. Piękne.

- Najpiękniejsza istota na szczęście jest przy mnie. - Nie odezwał się od razu, powiedział to przyciszonym głosem - nikt nie musiał ich słuchać. Zresztą najlepiej wszystko niknęło w tłumie, a komplementy wcale nie musiały być bardzo zobowiązujące. Nie zamierzał kontynuować nawet sam tematu, kiedy tylko wyłapał tę zmianę w jej nastroju. - Bycie piękną ramką dla olśniewającej partnerki jest dla mnie zaszczytem. Nie mogłem sobie wyśnić lepszego towarzystwa na to wesele. - Podjął, mówiąc już nieco głośniej, albo po prostu - normalnie. - Lubię twoje towarzystwo, Victorio. Zastanawiałem się, czy to nie będzie dla ciebie jakimś przekroczeniem granicy, więc bardzo mi miło, że się zgodziłaś. Niemiło tylko dlatego, że musiałem cię wymęczyć abraksanami.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#4
18.09.2023, 08:32  ✶  

Zdawała sobie z tego sprawę, dlatego nie narzekała i nie skarżyła się. Ogólnie rzadko to robiła, w ciszy znosząc wszystkie niedogodności jakie pod nogi rzucał jej los. Przed Laurentem nie kryła, że ma lęk wysokości i tu nie było żadnej niechęci do abraksanów, bo niczym nie zawiniły. Chodziło o samo bycie w powietrzu. I naprawdę wiedziała, że to irracjonalne. Tak czy tak, lot z nią w powozie był jeszcze jedną okazją do tego, by się poprzytulać i poopowiadać bzdury, byle tylko czuła się względnie bezpiecznie i odsuwała myśli od tego, co niepotrzebne.

Co zaś tyczyło się dziwnych kreacji… może część z nich była ostatnim krzykiem mody, ale część wyglądała jakby Isabella zatrzymała się że dwadzieścia lat temu, albo przeżywała drugą młodość za pomocą córki. Ale teraz tym bardziej nie lubiła tych strojów ze względu na to, jak wymuszono na niej, by ubrała jeden z nich na te przeklęte zaręczyny – bo suknia była prezentem od Rosierów. Łatwo zgadnąć, że Victoria miała teraz uraz i jak tylko mogła, to unikała kontaktów z tą rodziną. Nie z powodu poczucia winy (tego irracjonalnego), a ze złymi wspomnieniami, jakie z nimi miała. I tak starała się ubierać stylowo, na tyle modnie i mało fikuśnie, żeby nikt nie posądził ją o brak zainteresowania nowinkami, ale też by było jasne, że Victoria ma swój styl. Zasady dotyczące kolorów doskonale znała, tak więc oboje na tym weselu prezentowali się dobrze, nie wyróżniali się zanadto, prócz wejścia z abraksanami, rzecz jasna.

- Mogłaby być odrobinkę bardziej stonowana, to prawda – podchwyciła z uśmiechem na ustach, bo chyba żadne z nich nie mówiło poważnie. Wiązankom nic nie było, były dobre takie, jakie były i podkreślały charakter całego wydarzenia. Nikt by nie pomylił tego, co ma się tutaj odbywać.

Odwróciła się do niego, kiedy w tej krótkiej ciszy kontemplowała otoczenie, a Laurent tak cichutko powiedział coś, co przywołało rumieńce na jej policzki. Rzadko się rumieniła, zwykle była jak tą rzeźba bez emocji, spokojna, czasami coś się przebiło, zwykle nie pilnowała się dopiero, kiedy była sam na sam z kimś, komu ufała i przy kim wiedziała, że może spuścić z tonu. Ale nawet wtedy prawie się nie rumieniła. Zrobiła to teraz. Najpiękniejsza istota? Jakże to było… uśmiechnęła się do niego lekko, ciepło. Było w tym coś intymnego, to jak cicho to powiedział, jak…

- Dziękuję – odpowiedziała równie cicho co on.

A później uśmiechnęła się pod nosem, kiedy Laurent zaczął już normalnie mówić o powodach, dla których ją zaprosił.

- Nie, nie było żadnym przekroczeniem granicy – gdyby było, to by musiał poszukać innego towarzystwa na wesele. Ale i z tymi granicami… one były bardzo płynne. Z jej strony obecnie nic jej nie ograniczało, znowu była "wolna", panna na wydaniu – ale niedawno straciła narzeczonego i uważała raczej, że przynajmniej na jakiś dłuższy czas będzie miała spokój. Czy raczej: miała taką nadzieję. - Mi też bardzo miło. Lubię takie przyjęcia – byle nie za długo, ale sama możliwość przebywania wśród ludzi i zabawy… bardzo to lubiła. Więc jeśli Laurent miał ochotę potańczyć to trafił na odpowiednią partnerkę. - Nie przejmuj się tym. To nic takiego. Z tobą mogę latać. Ale na miotłę nie wsiądę – bardzo cicho się zaśmiała i pociągnęła Laurenta. - Chodź, chyba za chwilę będą zaczynać.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#5
18.09.2023, 12:14  ✶  

Victoria bardzo dużo rzeczy znosiła w ciszy. Zbyt dużo. Chciała dla wszystkich dobrze, tylko chyba zapominała przy tym o sobie samej. Jej wygoda stawała się czasem nieważka w jej własnych oczach, tak mu się przynajmniej wydawało, a nawet nie potrafił na to położyć pełnej karty. Gdzie miała swoje granice? Miała na pewno, nadal była dumną przedstawicielką domu Lestrange. Nabierającą na dumie, kiedy prostowała się i wychodziła w tłum i sprowadzającą do uroczego misia do przytulania, kiedy znajdowałeś się z nią sam na sam. Była bardzo delikatna i wrażliwa, nic dziwnego, że preferowała założyć na siebie maskę zbudowaną z oklumencji, żeby nie dało się tego wyczuć od razu. Swoją delikatność należało chronić. Ludzie za bardzo kochali rozbierać i niszczyć wszystko, co delikatne było. W końcu taka zabawa była prostsza niż stawania jak równy z równym. Częściowo uważał, że to też duma nie pozwalała przyznawać się do chwil słabości, jakie przeżywała. Chciała je znieść z klasą, a nie pokazywać z tej najmniej ładnej strony. Strach i ból potrafił niszczyć człowieka i pozostawiać z niego wrak, same wyzute szmaty, przeżute przez gardło.

Fakt, z tą wiązanką tak naprawdę nie było niczego nie tak, ale to nie było nawet bardzo istotne. Nie dla nich. Nie, kiedy nikt nie słyszał komentarza, bo na takowy by się nie poważył wśród ciekawskich uszu. Chociażby dlatego, żeby nikogo nie urazić. To, co się komuś podobało, co się niepodobało - gusta i guściki, prawda? Jedni kochali właśnie przesyt, drudzy preferowali rzeczy delikatne, subtelne. Laurent zaliczał się do tych drugich, przy czym nawet banalność potrafiła mieć dla niego olśniewający urok, kiedy była odpowiednio wydana. Bo banalne gesty bywały najbliższe sercu. Proste i... chciane. Wolał kilka dobrych słów czy pudełko czekoladek przekazanych z sercem niż wystawny prezent, z którym nie wiesz nawet do końca, co zrobić. I tak go obracasz w dłoniach, bo niby miło, ale w sumie to... wiadomo. Tak jak ze słowami. Przecież ten komplement wcale nie był nadmiernie wyszukany, ale był szczery. Nie trzeba poematów, żeby podkreślić, że ktoś jest dla ciebie istotny, że go doceniasz, że go podziwiasz. Tak jak nie potrzeba wielkich odpowiedzi, żeby takie słowa docenić - tak, jak ona to zrobiła. Subtelnie i z rozkoszą, którą chciało się scałować z tych delikatnych ust.

- Będziemy wracali w nocy, kiedy już się towarzystwo napije. - Albo późnym wieczorem, wszystko zależało od tego, jak dobrze im tutaj pójdzie i czy sami będą się dobrze bawili. Przedwcześnie wrócić również nie wypada, więc jeśli zabawa będzie zła to będą musieli się troszkę przemęczyć... choć wątpił, by w towarzystwie Victorii jakakolwiek impreza była zła. Głównie wynikało to z tego, że nawet jeśli inne towarzystwo nie podpasuje to mieli właśnie siebie. Mogli usiąść z boku, przejść się między kwiatami, zacząć się bawić w odgadywanie ich gatunków. - Na miotłę? Eugh... - Zrobił gest ręką, jakby chciał odepchnąć od siebie tę parszywą wizję, jaką przed nim kobieta postawiła. - Przecież nie jestem barbarzyńcą, żeby damę zabierać na miotle. - Uśmiechnął się znowu, bo chociaż nie to, żeby nie potrafił na niej latać, to było to niewygodne, męczące i nieprzyjemne. Nie to co grzbiet abraksana. - Cieszę się, że tak mówisz. Wolałbym to jednak ograniczyć do minimum. - Ze względu właśnie na jej przypadłość. Starał się ją w pełni zajmować, zagadywać, opowiadać wtedy po kolei wręcz czytankę z pierwszej encyklopedii zwierząt. Cokolwiek, żeby myślami była w tym, a nie w fakcie, że nie ma kontroli nad tym, co dzieje się z bryczką - więc i jej ciałem.

Wkroczyli na miejsce dla gości i zajęli swoje krzesła. Nie było mowy o pierwszym rzędzie, ale to chyba zupełnie nikomu nie przeszkadzało - jemu nie. Widok i tak był na ceremonię, a to najważniejsze. Goście powoli się poschodzili i zajmowali resztę przygotowanych krzesełek. W powietrzu czuło się to specyficzne napięcie, które niby było stresem, a w gruncie rzeczy oczekiwaniem na to, na co czekało się już od..! Czasami tylu lat, czasami tylu miesięcy. Bo raczej takich imprez nie organizowano z dnia na dzień. I była tylko modlitwa, żeby panna młoda nie miała twarzy, jakby zaraz miała się rozpłakać, bo wcale nie kochała tego, za którego miała wyjść.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#6
18.09.2023, 18:50  ✶  

Nie przystoiło narzekać, ani uskarżać się na wszystko – przecież nie była jedyną osobą, którą coś gniotło w sercu i w życiu. Czy narzekanie coś polepszało? Niespecjalnie. A i kto chciał słuchać taką marudę? Złej baletnicy przeszkadza nawet rąbek u spódnicy, a ona nie chciała być tą złą. Chciała żeby ją pochwalono, żeby doceniono, żeby ktoś w jej rodzinie powiedział „dajesz z siebie wszystko, jesteś najlepsza, chodź, odpoczniesz sobie”. Albo, że są z niej dumni. Nie mówił tego nikt oczywiście. Ale ten bunt… co on by zmienił? Oprócz tego, że byłaby postrzegana jako nieznośna i że to nie przystoi damie jej kalibru. Czy to by polepszyło jej sytuację? Sądziła, że nie. Wydawało jej się, że byłoby tylko gorzej. Ale kiedy siedzisz w bagnie po uszy, łatwo uwierzyć ci, że nie czeka cię już nic dobrego, że to najwięcej na ile zasługujesz, że masz tyle, ile jesteś wart. Człowiek zaszczuty zaczynał postrzegać swoją sytuację za zupełnie normalną i tak trudno było się z tego wyrwać samemu…

W trakcie ślubu powinno się mówić tylko miłe rzeczy, w końcu to był bardzo wyjątkowy dzień. Dlaczego ktokolwiek miałby go popsuć? Panna młoda zalana łzami innymi niż szczęścia… Ach, cóż by to była za katastrofa. Jakaś wiązanka kwiatów nie była tego wart – tym bardziej, że Victoria wcale nie uważała ich za brzydkie, nic z tych rzeczy. Nie znała też ani panny młodej, ani pana młodego… Znała Laurenta, rzecz jasna. Jakieś pojedyncze znajome twarze gdzieś jej mignęły, ale nikt konkretny, nic specjalnego. Ale to jej nie przeszkadzało w tym, by myśleć sobie, że to będzie udana impreza i będzie się dobrze bawić. Laurent nie pił alkoholu, co najwyżej zamoczył usta. Ona mogła wypić nieco więcej – w tym za niego, jakby ktoś miał krzywo patrzeć (zawsze mogli się wymienić swoimi kieliszkami szampana), ale też nie pijała nie wiadomo jak dużo, bez przesady znowu. Zaś komplement… Może i nie był wyszukany,, może był banalny i wręcz tani, ale Victoria tak rzadko słyszała tak miłe rzeczy, nawet mówione na siłę, że kiedy ktoś sprzedawał jej taki tekst, brzmiący tak szczerze… Jak miał nie chwytać za serce?

– Idealnie – na tym polu też się rozumieli i dogadywali. Żadne z nich nie chciało tutaj siedzieć do białego rana, z napitymi ciotkami, wujkami i innymi gośćmi, którzy po którymś kieliszku alkoholu robili się głośni, rubaszni i niesmaczni. Nie chodziło o zawinięcie się z imprezy kiedy tylko nadarzy się okazja, bo skoro już się wystroili i pojawili, to można było się rozerwać i ze sobą pobawić. Ale po co siedzieć do oporu? – Nie sugerowałam, że wziąłbyś mnie na miotłę. Ja po prostu im nie ufam, nie wsiądę i już. Chodziło mi o to, że nie jest tak źle, bo do powozu weszłam, więc się nie przejmuj – chyba mu nie mówiła skąd ten lęk wysokości? Właśnie przez miotły i naukę latania na pierwszym roku w szkole. Później strach zakorzenił się w głowie i tak już został. Kiedy siedzieli w powozie, kiedy ściskała jego rękę, albo się przytuliła… jakoś łatwiej to było znieść, ten lot w powietrzu, jakiekolwiek to wszystko nie było irracjonalne.

Pierwszy rząd był dla rodziny. Drugi i trzeci zresztą też. Ona była tu kompletnie obca, to Laurent był spokrewniony, ale i on wcale nie pchał się na przód, zajęli więc miejsca nieco dalej, siadając obok siebie. Pan młody stał na podwyższeniu razem z kapłanem, po chwili zabrzmiała muzyka i panna młoda, pod rękę ze swym ojcem, została poprowadzona po dywanie. Nie wyglądała, jakby miała zapłakane oczy – można więc było odetchnąć. Sama ceremonia nie była zbyt długa. Formułki wypowiadane przez kapłana, powtarzane przez młodą parę… Kilkanaście minut i było po krzyku. Jedyną płacząca osobą była chyba matka pani młodej, zalana łzami w pierwszym rzędzie. Chwilę później nastąpił symboliczny pocałunek pary i przejście po dywanie pomiędzy krzesełkami, by dostać się do tej mniej oficjalnej części wesela – bo do tej zabawowej. Druhny szły za panną młodą, poprawiając jej długi welon, jakaś mała dziewczynka sypała płatki kwiatów po drodze. Ludzie zaczęli się podnosić z krzesełek, wstała też Victoria z Laurentem. Poproszono gości do grupowego zdjęcia z parą młodą. Kilku dokładnie, by na koniec poprosić niezamężne panny wraz z partnerami, żeby ustawili się do zdjęcia z przodu. Miało to tez swój strategiczny powód, bo chwilę później pani młoda wystąpiła do przodu, stanęła tyłem i rzuciła swoim pięknym bukietem za plecy.

Victoria znała ten zwyczaj i uważała za strasznie głupi. Uchyliła się, nie mając zamiaru tych kwiatów w ogóle dotykać, w nadziei, że dziewczyna, która stała obok niej, będzie chętniejsza do zamążpójścia i wyciągnie dłoń po lecące do nich kwiaty.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#7
18.09.2023, 20:12  ✶  

Może nikt jej tego nie mówił oprócz Laurenta. A może tak nawykła do tego, że mówili jej negatywy i nimi karmili, że już nawet nie zapamiętywała, że coś dobrego jej powiedziano. Dobro łatwo rozpływało się pod dotykiem nieczułych palców. Przygnieciona jasność i miękkość zastępowana była szorstkością i ciemnością. Łatwo opadały wtedy ramiona. Łatwo czuło się ograniczonym, zmęczenie dopadało, wbijało się pazurami w ciało i trzymało. Ciężko było się wyrwać. Laurent nie wierzył jednak w to, że mrok mógł tak łatwo sobie z nimi poradzić. Wierzył, ciągle i uparcie, że nadzieja była cnotliwą panna, ale czasem wychodziła z niej rasowa ladacznica. Wdzięczyła się i mrugała, ale koniec końców musiałeś złapać ją w pasie i przyciągnąć do siebie, żeby posmakować jej ust. I nie było w tym niczego niewinnego. Każdy potrzebował w coś wierzyć. Nie każdy miał na tyle sił, żeby Nadzieję przyciągnąć samemu do siebie, więc trzeba było mu lekko pomóc. Tak jak Victoria potrzebowała pomocy, żeby uwierzyć w samą siebie. Znaleźć pewność, że jest kobietą godną uwagi, piękną i mądrą. Niestety wystarczyło jedno przekreślone małżeństwo, żeby starania poszły pod butem złej siostry - Beznadziei. Zdeptane i zbrudzone zostawiły smutny smak na krańcu języka Victorii. Ten smak potrafił niszczyć najlepszy smak tego, co miała dalej kosztować. Nawet gdy już przestanie odczuwać ten smutek z tym związany, kiedy zacznie myśleć, że dobrze się stało, to w niej gdzieś pozostanie. Ponieważ przeżywała rzeczywistość głębiej niż chciała sama to przyznać czy pokazać.

Kiedy usiedli i jeszcze towarzystwo się zbierało, dosiadało i rozsiadało, zagadywał ją jeszcze trochę, przedstawiając niektóre osoby. I tłumacząc, że w zasadzie on sam panny młodej nie zna za bardzo, nie jest bliską krewną z jego rodziną, ale ponieważ jego ojciec jest głową rodu to wypadało im zaprosić. Ojciec nie miał czasu, jego siostra, jako dziedzic, nie przepadała za imprezami - tak padło na niego, jak wytłumaczył. A że on znowu z przyjemnością uczęszczał na takie wydarzenia to nawet nie było mu przykro. Tym bardziej, kiedy Victoria zgodziła się mu towarzyszyć. Tak, było parę znajomych osobistości - siłą rzeczy. Ten świat był zadziwiająco mały, kiedy zaczynałeś się orientować kto się z kim zadaje, z kim przyjaźni, kogo lubi. Nici powiązań były o wiele bardziej poplątane niż wydawało się na pierwszy rzut oka. Gdy jednak orkiestra zaczęła grać, zwiastując początek uroczystości, to zamilkł, tak jak zaczęli milknąć pozostali goście. Miło się na to patrzyło. Laurent zawsze spoglądał na młodą parę ciekaw, czy są szczęśliwi. Czy to małżeństwo ich uszczęśliwiło. Nie widział w ich oczach wielkiej radości, namiętności, czystego szczęścia, które jaśniałoby tak, jak to opisywali w książkach, ale nie wyglądali na smutnych. Ich uśmiechy nie wydawały się sztuczne. Więc... nawet jeśli się nie kochali to chociaż akceptowali? Lubili? Może miłość między nimi przyjdzie z czasem? Krótka ceremonia zwieńczona fotografiami - kiedy tylko formalności się skończyły znowu nastała wrzawa, ludzie zaczęli gratulować państwu młodemu, kiedy ci do nich zeszli, komentować między sobą wzajem, że piękna suknia, że jak romantycznie i tym podobne.

Laurent cofnął się w końcu troszeczkę, puszczając Victorię na przód, żeby ustawiła się razem z innymi pannami, które chciały łapać kwiaty. I oczywiście, że chciały złapać ten wianek, przecież to było dobre życzenie na przyszłe małżeństwo, miało wyłonić nową szczęśliwą! Laurent nie był zniewalająco wysoki, żeby widzieć cokolwiek przez te wyciągnięte w górę ręce, stojąc tutaj za tymi wszystkimi paniami, Victoria też nie chciała pchać się na sam przód, bo i nie śpieszyło się jej do zamążpójścia - rozumiał całkowicie. Tak jak nie chciała rozmawiać teraz na temat zaręczyn, ślubu... jeszcze nie. Było za wcześnie.

Los jednak bywał przewrotny i wianuszek poleciał prosto do dłoni... Victorii. Tylko że ta była sprytniejsza - odsunęła się.

Zamyślony Laurent już taki sprytny nie był i automatycznie wianuszek chwycił.

Rozżalony głos kilku panien, a potem śmiech następnych i zdziwienie panny młodej, która zakryła sobie dłonią usta, a potem też się zaśmiała. Na policzkach Laurenta pojawiły się rumieńce, kiedy spojrzał na swoje ręce, na wianuszek i zrobiło mu się najzwyczajniej w świecie głupio w tej sytuacji. Mimo to uśmiechnął się szeroko, częściowo jednak rozbawiony, spoglądając z przeprosinami na osoby wokół.

- Może ja po prostu oddam pannie młodej i rzuci jeszcze raz..? - Zagaił głośno, żeby panna młoda go usłyszała.

- Nie, nie, zachowaj! - Machnęła dłonią i rozbawiona dała się poprowadzić swojemu mężowi do stolika. Panny, bez obietnicy szybkich zaślubin, zaczęły się rozchodzić.

I Laurent został tak z tym bukiecikiem i czerwonymi policzkami, bardzo zakłopotany caaałą sytuacją.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#8
18.09.2023, 21:20  ✶  

Gdyby mogła wybrać, czy chce by ta chwila trwała wiecznie, to by wybrała. Każdy potrzebował w swoim życiu czułości, ona, ta z pozoru chłodna, zdystansowana, wiecznie analizująca różne rzeczy kobieta również. Może nawet bardziej niż inni, bo życie jej tego poskąpiło. Jej rodzice tej czułości nie okazywali, albo zupełnie minimalnie – i bardziej jej ojciec niż matka. A ona po prostu potrzebowała czasami usłyszeć coś miłego. Potrzebowała się przytulić i poczuć ciepło drugiej osoby. Wiele więcej wcale nie chciała, tylko tyle. Zupełne minimum. A jej przyszłość nie rysowała się w kolorowych barwach i wcale nie wierzyła, że czeka ją tam cokolwiek dobrego. Nie chciała więc mówić ani myśleć o jakichś zaręczynach i ślubach, które znowu wymyślą (bo na pewno to zrobią) jej rodzice. Gdyby tylko miała wolną rękę… to co by wybrała? Nie wiedziała. Nigdy się nad tym nie zastanawiała.

Laurent może i nie górował nad innymi mężczyznami, ale nad większością panien, w tym nad Victorią (nawet jeśli miała na sobie śliczne buciki na szpilce) – owszem. Las rąk mógł jednak zaburzyć pole widzenia. Śliczny bukiecik, który panna młoda trzymała w rękach przez całą ceremonię poleeeciał, jakaś pannica nawet podskoczyła, żeby go złapać, kiedy Victoria zgrabnie się odsunęła, ale… wcale nie wylądował z rękach tej chętnej panienki.

Złapał do Laurent.

Victoria odwróciła się i nie była pewna kto był bardziej zdziwiony: Laurent, panienki, panna młoda, goście czy sam bukiet. Komentarze swoje, śmieszki swoje, policzki Laurenta poczerwieniały wyraźnie, kiedy tak miętolił kwiatuszki w swoich dłoniach. Zbiegowisko szybko się przerzedziło, ludzie byli już głodni i spragnieni alkoholu, jak to na takich uroczystościach bywało. Victoria za to stała obok Laurenta, w pierwszej chwili niezbyt pewna co ma zrobić, ale w końcu cichutko się zaśmiała i nawet uniosła dłonie, żeby go złapać za policzki i zmusić, żeby na nią spojrzał.

– Ups – nie umiała się teraz nie uśmiechać. – Nie tak miało być. Odsunęłam się, żeby jedna z tych dziewczyn go sobie złapała, a tu o – zachichotała cicho, chcąc jakoś rozładować atmosferę i zakłopotanie Laurenta. W żyyyciu go takim nie widziała i nie sądziła, że zobaczy. – Nic się nie stało, wiesz? – ściągnęła w końcu swoje przyjemnie chłodne dłonie, żeby złapać go teraz za jego palce. – Nie przejmuj się, to tylko głupi zwyczaj. Najwyżej te panienki nie wyjdą za szybko za mąż, żadna strata.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#9
18.09.2023, 23:28  ✶  

Laurent czuł wręcz uderzenia gorąca do głowy, do swojej klatki piersiowej, z tego poczucia wstydu, który go złapał, jakiegoś zażenowania i... sam nie wiedział, czego jeszcze. To był taki głupi, beznadziejny odruch - to złapanie tego bukietu. A jakoś reakcje ludzi wcale nie były tutaj pomocne i wyjątkowo mocno przesunęła się ziemia pod jego nogami. Wybrzuszyła, a to wybrzuszenie powodowało brak równowagi. Niemal zawsze szybko ją odzyskiwał, ale poczucie wstydu..? Takie, jakie miał teraz..? Nie, na pewno nigdy go Victoria takim nie widziała, bo sam nie wiedział... a nie, wiedział. Podobne uczucia miał, gdy był jeszcze chłopcem w Hogwarcie. Kiedy się z niego śmiali jak z brzydkiego kaczątka. Kiedy mu dokuczali. A on się pieklił, wstydził, albo nabierał czerwieni na policzkach ze złości. Podczas swoich pierwszych zbliżeń z dziewczętami - tak, wtedy może odczuwał ten wstyd, to znajome, ale dawno zapomniane odczucie. I teraz pojawiło się tak zupełnie niespodziewanie, że naprawdę miał problem żeby odzyskać swój normalny pion. Nic się nie stało. Te słowa w głowie czasami były najgorszymi gwoździami do trumny. Bo przybijałeś je sobie sam, nie broniłeś się przed nimi, a wręcz przeciwnie - broniłeś się przed tymi bodźcami, które miały dać twojemu ciału i umysłowi jakieś sygnały. Jakieś znaki. Miało powiedzieć, co powoduje u ciebie negatywne odczucia, czego nie chcesz, albo może właśnie czego bardzo potrzebujesz. Więc to nie do końca tak, że "nic się nie stało", skoro reakcja była aż tak duża i tak ostra, prawda?

Spojrzał na nią, kiedy dotknęła jego policzków i nakierowała jego twarz ku swojej. W te śliczne, brązowe oczy nie dało się nie spojrzeć, żeby nie zostać zaczarowanym i oczarowanym, więc tutaj nie było wyjątku - czar zadziałał. W końcu Victoria była czarownicą, które babka miała wielkie osiągnięcia, więc czy to nie czasem krew przechodziła na krew? Tak mówili. Że te cechy w rodzinie pozostawały. To był nawet fakt. Przecież to właśnie krew sprawiała, że mieliśmy wyjątkowe zdolności. Rodzina jednak rodziną, bo to nie przez jej pryzmat spoglądał Laurent Prewett na tę kobietę. Siłą rzeczy o swoich rodzinach i rodzicach rozmawiali, niekoniecznie wylewnie, ale wystarczająco, żeby sytuacja była jasna. Czysta sielanka nie mogła istnieć w rodzinach czystej krwi, a perfekcyjna rodzina była tylko niespełnionym, amerykańskim snem, który nie miał szans pokrycia rzeczywistości. Odwzajemnił jej uśmiech swoim nieco niepewnym.

- Cóż... będę przyszłym panną młodą? - Złapał jej żart i chwycił się go, żeby pomóc samemu sobie w ustabilizowaniu tego wydarzenia i własnej reakcji na nie. Tak, zaciskał te palce na tym bukieciku nawet trochę za mocno, przebierał nimi po nich, jakby chciał co najmniej pozliczać pojedyncze łodyżki wsunięte w całą kompozycję. - Wiem... wiem, oczywiście, że się nic nie stało. - Odetchnął i uniósł jedną dłoń do własnego policzka, rozbawiony, czując jaki jest on ciepły. Laurent nie był przesadnie blady, ale i tak miał jasną karnację więc te rumieńcie pięknie było widać na skórze. - Będę musiał jakoś z tym żyć. Czuję się prawie jak twój rycerz, który uratował cię ode złego. - Zaśmiał się cicho, prostując i odzyskując swój rezon. W oczach pojawił się błysk, gładko rozjaśniając niepewność sytuacji, w jakiej się znalazł. Starał się gładko przystosować do tego, co mu zostało rzucone, dopasować swoimi... kolorami. Szybko załatać niedoskonałości. - Och, na nogi Morgany... - Prychnął, kręcąc lekko głową i spoglądając na tę wiązankę. - Ładna. - Przyznał, a chociaż tyle dobrze! - Zabiorę ją do domu na pamiątkę.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#10
19.09.2023, 08:32  ✶  

Coś się stało, ale w jego głowie. Otoczenie bardzo szybko temat zostawiło, nie ciągnąc go dalej prócz pierwsze zdziwienie i śmieszki, chociaż bardziej to z tych panien co to kwiatków nie złapały. Pojedyncze komentarze odniosły się do tego, że może paniczowi tak spieszno na ślubny kobierzec, ale to była ciekawostka na chwilę. Victoria powiedziała mu, że nic się nie stało nie po to by całą sytuację zbagatelizować, a dlatego, że przecież widziała jak zareagował. Żeby go uspokoić. Żeby wiedział, że to nic takiego, że ona nie będzie się z niego śmiać, bo przecież nie było z czego. Zresztą raczej mało kto śmiał się dosłownie z Laurenta, bardziej to były śmieszki z sytuacji.

Spojrzał na nią, to dobrze. Uśmiechała się do niego, jej oczy też się uśmiechały. Nie w ten bezczelny sposób, nigdy w ten, a w ten delikatny i taki miły, ciepły.

- Haha, jeśli chcesz być… – pociągnęła żarcik odrobinkę dłużej, pozwalając sobie nawet na puszczenie do niego oka. Dawała mu czas, żeby się uspokoił, nie chciała go ciągnąć jeszcze do dalszej części wesela. Zresztą chwila minie nim ludzie się tam ogarną, to nigdy nie było tak szybciutko. - Bo i powinieneś. Bukiet leciał prosto na mnie – a Victoria nie miała ochoty znosić pytań, że w takim razie kiedy ślub, czy może właśnie z Laurentem, ile planuje dzieci… w innej sytuacji, kiedy to nie było tak szybko, troszkę ponad dwa miesiące po pogrzebie, zniosłaby to zupełnie normalnie, bo to nie chodziło o Laurenta, ani o to że on w tym równaniu by jej przeszkadzał (przecież w innym wypadku nie zgodziłaby się pójść z nim na to wesele), a o nią i o te wszystkie uczucia, które niechciane zostały gdzieś zepchnięte. Nie chciała ślubu z Rosierem, ale nie chciała też by do niego nie doszło akurat przez jego śmierć. Gdzie to stawiało ją? W jakiejś wyjątkowo nieprzyjemnej pozycji, tym bardziej że to ona wyciągała jego ciało spod gruzów… i nawet nie wiedziała, że to on. - Nawet bardzo ładna – nie było w niej przesady, kwiaty były cięte, świeże, tak pięknie pachniały – Victoria czuła to, gdy tak trzymała za dłonie Laurenta, centralnie mając głowę nad tym złapanym przez niego bukietem. Miała ochotę wspiąć się na palce by złożyć mu naprawdę słodki pocałunek, żeby nie myślał o tym, że złapał jakieś kwiatki, które miała otrzymać jakaś z tamtych panien. Przez moment walczyła ze sobą, mieląc w głowie granicę, to czy wypada i ile ludzi jest na widoku, ale tych akurat było niewiele, bo ostatnie pary właśnie ruszyły by przejść tam, gdzie będzie miała miejsce cała zabawa. W końcu Lestrange wspięła się na palce, żeby pocałować go bardziej w policzek, a nie w usta, i tak trafiła w kącik ust. To było krótkie, szybkie i jakże czułe, i miała nadzieję, że nie zostawiła śladu ze swojej szminki. Jego policzki nie wyglądały już tak, jakby swoją barwą chciały dorównać dorodnej piwonii. Ciemnowłosa uśmiechnęła się lekko. - Idziemy? Teraz chyba lepiej nie robić wielkiego wejścia.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurent Prewett (3850), Victoria Lestrange (2744)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa