• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Poza Wyspami v
« Wstecz 1 2
[7.07.1972] Rejs Rodziny Crouch, Atlantyk

[7.07.1972] Rejs Rodziny Crouch, Atlantyk
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#31
19.09.2023, 17:00  ✶  

Czasem chyba ludzie liczyli na cuda? Tak, czasem naprawdę na to liczyli. Siedzieli ze złożonymi dłońmi do modlitwy i te modły wznosili - prosto do Nieba. Może usłyszy ich jeden z drugim aniołem zasiadającym na puchatej chmurce, a może modły te sięgną jeszcze wyżej? Zaśpiewają o nich dęby, zaszumią wierzby? Matka Natura zlituje się i ześle swoje błogosławieństwo. Nie, to tak nie działało. Szczęście do nikogo nie trafiało samo z siebie. Trzeba było wyjść mu naprzeciw. Jeśli tylko nagim okiem i przez lupę spoglądasz na człowieka, nie poznasz prawd żywych. Nie zajrzysz w głąb człowieka i nie poznasz jego prawdziwej natury. Podchodzenie do osoby wycofanej i nieśmiałej było doprawdy jak próba zbliżenia się do szlachetnego jednorożca. Z tym, że nie każdy człowiek był z natury tak czysty, jak one. Martin Crouch czysty jak łza w końcu nie był. Robił rzeczy, które w świetle prawa nie były uznawane, a moralność niektórych czynów mogłaby podpaść pod sąd tych wywołanych już aniołków. Jak szybko można się przekonać, że nad aniołami też ktoś czuwa? Pojawiał się wtedy archanioł z płonącym mieczem, by nieść sprawiedliwość i przygniatać zdradliwe węże swoim butem do ziemi. Miażdżyć je i przypominać, że tak Bóg stworzył ten świat, by pełzały brzuchem po ziemi i nigdy nie stały o własnych siłach. Nie, Martin nie błyszczał, w zasadzie był całkiem niewidzialny. Znikał w tłumie, wtapiał się w niego. Więc podchodząc do niego - liczysz na cud? Na to, że przywitasz się, zapytasz o pogodę i co? Pociągnie temat? Tacy ludzie wyciągali z człowieka energię, kiedy nie mogłeś z nimi złapać nici porozumienia. Czasem samo klikało, a niekieeedy trzeba się było natrudzić. Laurent był ciekawy, czy Martin gotów był podjąć rozmowę, żeby "zabawić gościa" czy może faktycznie dlatego, że poczuje się swobodnie i jakoś tak... w miarę dobrze. Chociaż trochę. Obawiał się tylko tego, że nie będzie w stanie wyczytać tych niuansów z bardzo oszczędnej mimiki Martina i tych jego... ach, te oczy. Takie piękne i tak dogłębnie smutne - bo puste. Jakby jego dusza opuściła już ciało i błąkała się teraz między falami, chcąc płynąć razem z syrenami daleko stąd. Tylko... gdzie? Czego szukała? I czemu opuściła swojego właściciela?

- Nie będę dopytywał, są to wyłącznie państwa sprawy. - Wystawił dłoń do przodu w znaku "stop", ale nie dlatego, że chciał zatrzymać Martina. Przy słowach, jakie dobrał i uśmiechu był to symbol, że zatrzymywał samego siebie. Stawiał tutaj linię zarówno dla kultury rozmowy jak i jej swobody. Można dociekać i pytać o różne rzeczy, przekraczać progi wścibskości. Być jak dziecko, które kijem trąca mrowisko i niszczy je, żeby tylko poobserwować mróweczki przy pracy. Ale żeby być destrukcyjnym w swej niepozorności (jak wilcza jagoda) Laurent potrzebował dostać odpowiedni bodziec. Bardzo negatywny bodziec. Tutaj go nie było. - Mam nadzieję, że nie będzie to przekroczeniem tej krótkiej znajomości, ale podziwiam ogrom pracy, jaki przyjął pan na swoje barki. Zaoferowałbym pomoc w kryzysowych sytuacjach społecznych, ale to już na pewno byłoby przekroczeniem pewnej swobody relacji, prawda? - Pytanie zostało zadane luźno, nawet trochę śmiechem, by spokojnie można było zbić to jako żart, machnąć dłonią. Rozgonić na wzór tytoniowego dymu z ulubionych cygar szlachty. I owszem, Laurent chętnie by pomógł, ale kiedy kogoś nie znasz nawet nie wypadało przyjmować tego typu pomocy. No bo właśnie - nawet tej osoby nie znasz. Szkoda. Świat byłby naprawdę lepszym miejscem, gdyby ludzie skorzy byli sobie wzajem częściej pomagać niż mówić "spierdalaj". - Rozumiem. - Nie był ani zawiedziony, po prostu przytaknął tej opowieści, krótkiej, prawdziwej, rzeczowej. Ach, prawdziwy statek piracki... okradający, łupiący - to byłaby prawdziwie romantyczna opowieść! Laurent mógłby się w niej rozmarzyć - gdyby tylko nie to, że piractwo było, no właśnie, całkowicie niepoprawne. Kradzież była niepoprawna. Potrafiła czasem całkowicie zniszczyć czyjeś życie. Co jednak naprawdę zainteresowało Laurenta to słowa, które wypłynęły z ust Martina później.

- Jest pan romantykiem, panie Crouch? - Znów Martin zabrzmiał tak... poetycko. W taki sposób, że serce Laurenta było poruszone, że poruszało się i zabiło jak migotało słońce na płatkach śniegu. Sam nie potrafił jeszcze powiedzieć, co to takiego było. - Czy ta błękitna przestrzeń morza jest wyzwalająca, czy może wiatr, który porywa wszystkie znoje i smutki?



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Tłumacz
These scars don’t lie,
I’m living in an empty time
Falling through space,
I’m living in an empty place.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ubrany na czarno. Z bliznami na twarzy. Puste spojrzenie. 180cm.

Martin Crouch
#32
20.09.2023, 14:37  ✶  

Laurent otwarcie stawiał granice. Nie wślizgiwał się jak wąż, spijając co się dało spomiędzy wierszy. Crouch poczuł się bezpiecznie w jego towarzystwie. Być może jeszcze nie całkowicie swobodnie, za bardzo poczuwał się do stanowiska gospodarza.

Skinął głową słysząc komplement, obrał go za szczery.

— Zdaje mi się, że nie byłoby panu ciężko wejść w tą rolę, ale nie byłoby to dobrym rozwiązaniem, obarczać gościa pracą — odpowiedział spokojnie. — Lubi pan tego typu wydarzenia?

Chciał poznać jego doświadczenie, być może Laurent podsunie mu jakąś inspirację.

Czy jest romantykiem? W pierwszej chwili zaprzeczyłby ale zdawał sobie sprawę, że byłoby to kłamstwo.

— Tak, zapewne można mnie tak określić — odpowiedział po chwili zawahania. — Sam jednak nazwałbym to bardziej wrażliwością na piękno otaczającego świata.

Taka mogłaby być definicja romantyka, lecz zbyt często wiązano ją z uniesieniami międzyludzkimi. A te tak bardzo go już nie interesowały.

— Jedno i drugie. Bycie na morzu jest jak bycie poza przestrzenią, w zupełnie innym wymiarze. Dotyk wiatru potwierdza jednak ciało w świadomości, że to wszystko wciąż się dzieje, że to nie sen. Jednocześnie interesująco jest poznać wiatr wiejący swobodnie, nie stłamszony przez kamienice Londynu.


Koncert ustał. Martin Crouch przeprosił rozmówcę i stanął obok Rhiannon, której występ zwieńczony był oklaskami.

— Bardzo dziękujemy za ten piękny koncert, panno Pettigew — zwrócił się do czarownicy, po czym odwrócił się do zebranych. Na moment go zamurowało. Tyle osób patrzyło się właśnie na niego. Skupił wzrok na ścianie za nimi. — Dziękuję państwu za wzięcie udział w tej części rejsu. Zapraszam teraz do baru lub poczęstunek w jadalni. Do zobaczenia jutro na śniadaniu, które podawane będzie od siódmej do dziesiątej.

Skłonił lekko głowę i usunął się w cień. Goście zaczęli rozchodzić się w różne miejsca statku, by miło spędzić resztę wieczora.

Nieoceniony Stażysta
god gives his silliest battles to his most tragic of clowns
wiek
20
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
stażysta, szpital św. munga
zdezorientowane spojrzenie; ciemnobrązowe oczy; ciemnobrązowe włosy w wiecznym nieładzie; cienkie usta; przeciętny wzrost 174 cm; dobrze zbudowany, jednak wynika to raczej z diety i ciągłego latania z jednego zakątka szpitala św. Munga w drugi niźli intensywnym ćwiczeniom fizycznym; wada wymowy (jąkanie się) objawiające się w sytuacjach stresowych

Cameron Lupin
#33
24.09.2023, 18:47  ✶  

Zamrugał parokrotnie, z coraz to większym zdziwieniem słuchając wyjaśnień Heather, która potwierdziła, że faktycznie dobrze powiązał nazwisko Prewett z zaproszonych na bal kobiet. Kiedy jednak wplątano w to jeszcze brata Brenny i cały klan Malfoyów, Cameronowi nieco zakręciło się w głowie. Tyle nazwisk, tyle powiązań... Jak ludzie to ogarniali? Dobrze, że nigdy nie planowałem zostać historykiem, pomyślał, wzdrygając się na samą myśl. To, że pamiętał kilku pacjentów z oddziału, było cudem, a co tu dopiero rozeznanie się w koneksjach czarodziejskiej ''arystokracji''.

— Masz zaskakująco dobrą pamięć, jak na to, ile wypiliśmy tamtej nocy — stwierdził, bo poniekąd był pod wrażeniem. Po tym, ile szampana i wina w siebie wlali, Cameron ledwo kojarzył, gdzie skończyli tę noc, nie mówiąc już o szczegółowych opisach wszystkich gości. No i bóbr. Tak, o tym nie dało się zapomnieć. — Zazdroszczę. Chociaż my się chyba bawiliśmy lepiej, niż reszta.

Zanim opuścili salę restauracyjną, Cameron podebrał z tacy dodatkową porcję wina musującego. Nie za bardzo wiedział na co powinien się nastawiać, idąc na ten koncert, więc wolał się jakoś zabezpieczyć, zwłaszcza że był tutaj z Rudą. Na „normalnej” imprezie, pewnie po prostu zaczęliby obgadywać ludzi, ale Lupin miał wrażenie, że tutaj to nie przejdzie. Goście Crouchów mogli być dużo mniej tolerancyjni od tych, których spotkali u Brenny i Erika.

— A tą Pettigrew kojarzysz? — spytał, kiedy zaczęli przebijać się przez korytarze statku. — Gra coś nowoczesnego? — W jego oczach zagościł błysk nadziei. — Wiesz gitara, perkusja, czy... Coś w tym stylu? — Skrzywił się lekko. A co jeśli to była jakaś podstarzała śpiewaczka operowa? — Nie, żeby było coś złego w klasyce...

Zaczął oglądać się na prawo i lewo, czy ktoś ich przypadkiem nie podsłuchał. Wolałby nie podpaść organizatorom tym, że obgaduje ich atrakcje, zanim w ogóle wyrobił sobie zdanie na ich temat. Koniec końców Cameron dotarł wraz z Heather na salę.

A więc fortepian... Cóż, mogło być dużo, dużo gorzej. Lupinowi przeszło przez myśl, że gdyby padło na flecistkę, to nie mógłby się powstrzymać przed paroma żartami na temat tego instrumentu muzycznego. A wtedy to już na pewno zwrócono by na nich uwagę, bo zapewne oboje ryknęliby śmiechem. Koncert fortepianowy upłynął więc Cameronowi na dyskretnym popijaniu wina i próbach zrozumienia przekazu utworów, jakie wygrywała gościom panna Pettigrew.

Kiedy występ dobiegł końca, para nie czekała na innych gości, tylko ruszyła w trzewia statku, co by odszukać swoją kabinę i spędzić trochę czasu we własnym towarzystwie. Jak najdalej od zgiełku tworzonego przez resztę zaproszonych na rejs czarodziejów i czarownic.


Cameron Lupin & Heather Wood
Postacie opuszczają sesję
Tłumacz
These scars don’t lie,
I’m living in an empty time
Falling through space,
I’m living in an empty place.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ubrany na czarno. Z bliznami na twarzy. Puste spojrzenie. 180cm.

Martin Crouch
#34
01.10.2023, 11:34  ✶  

Nowy dzień, nowe atrakcje. Goście mogli raczyć się wybornym śniadaniem. Do wyboru były kanapeczki, naleśniki, jajka w różnej formie oraz bekon i fasola. W którymś momencie kapitan Jack Crouch przeszedł się po jadalni spoglądając na szwedzki stół uginający się od tych smakołyków.

— Tyle jedzenia ten statek w ciągu swoich stu lat nie widział — roześmiał się i już prawie sięgnął po jajko na twardo gołą ręką, gdy pojawił się jego brat i wsunął mu w łapę widelec ratując przed skandalem obyczajowym. Matka by umarła ze wstydu!

Po przyjemnym śniadaniu gości zaproszono do bawialni. Czekał tam już na nich strojnie ubrany jegomość z zakręconym wąsem. Obok niego na stoliku stał kociołek z jakimś specjalnym dołem, który wyglądał na doczepiane palenisko. Kociołek wyróżniał się również pokrywką.

— Panie i panowie! Mam przyjemność dokonać pierwszej na świecie prezentacji Termomiciołka! — oświadczył uroczyście, gdy wszyscy zajęli miejsca. — Gdy nie zadowalają was skrzaty, bądź po prostu sami pragnęlibyście zasmakować przygody gotowania, warto postawić na najlepszego asystenta w gotowaniu. Ten oto kociołek posiada niesamowite funkcje pomagające w przygotowaniu wspaniałego posiłku!

Czarodziej zaczął wychwalać samogotujący produkt, wymieniać wszystkie jego funkcje, takie jak mieszanie, ważenie, gotowanie i tak dalej. Zdradził też kilka przepisów, które Termomiciołek potrafi przyrządzić. Na sam koniec, w formie prezentacji, przygotował gulasz z kurczęcia i dyni, po czym porozdawał porcyjki degustacyjne zainteresowanym czarodziejem. Rozdał też ulotki zawierające informacje o produkcie oraz możliwości zakupu za spore galeony (można płacić w ratach!). Wielu gości zainteresował ten nowoczesny wynalazek.

Tłumacz
These scars don’t lie,
I’m living in an empty time
Falling through space,
I’m living in an empty place.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ubrany na czarno. Z bliznami na twarzy. Puste spojrzenie. 180cm.

Martin Crouch
#35
26.10.2023, 19:40  ✶  
Po pokazie czarodzieje znów mieli chwilę dla siebie. Czekały na nich jeszcze inne atrakcje podczas tego rejsu. Koncert Oleandra Crouch'a, czy wieczorne opowieści o przygodach kapitana statku, Jack'a Crouch'a.
Goście miło spędzili czas na Atlantyku, z dala od zamieszania spowijającego współczesny im świat. Mieli okazję wziąć udział w degustacji win oraz przystawek z Ameryki Łacińskiej, a także wziąć udział w rytuale odnowienia z tradycji kreolskich czarodziejów.
Rejs zakończył się bez większych przeszkód i tylko jeden pijany gość wypadł za burtę (został uratowany).

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cameron Lupin (1870), Desmond Malfoy (570), Heather Wood (1963), Laurent Prewett (4484), Martin Crouch (3064), Oleander Crouch (731), Pandora Prewett (2287), Philip Nott (2132)


Strony (4): « Wstecz 1 2 3 4


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa