Niechętnie wrócił do przeglądania notatek pozostawionych przez magipsychiatrów z dziennej zmiany. Tylko tamtego dnia przyjęto dwadzieścia siedem pacjentów skarżących się na omamy, z czego osiem postanowiono pozostawić w Lecznicy na obserwację. Wiedział, że do rana liczby te mogą być większe. Przeczesał czarne włosy palcami, wzdychając przy tym ciężko - już teraz brakowało łóżek i planowano przearanżować dawno nieużywany budynek na szpital polowy dla najlżejszych przypadków. Ale czy takie warunki będą sprzyjać rekonwalescencji? Szczerze w to wątpił, ale niewiele miał w tej kwestii do powiedzenia.
Z rozmyślania wyrwało go pukanie do drzwi. Zaraz potem drzwi jego gabinetu się otworzyły i do środka weszła z jedna pielęgniarek; równie blada i zmęczona co reszta personelu.
— Przepraszam za najście doktorze Black — zaczęła niepewnie — ale w pokoju wizyt czeka na pana kobieta.
Kolejna ofiara tego obłędu, pomyślał. Zdziwił go nieco fakt, że czarownica nie czekała na korytarzu, ale najwidoczniej musiała zostać tam przez kogoś zaprowadzona.
— Niech wejdzie, mogę się nią zająć — odparł, odsuwając na bok dokumenty. Miał nadzieję, że pielęgniarka wyjdzie i po chwili wróci z oczekującą na wizytę kobietą, ale ona stała w miejscu. Podniósł na nią zaskoczone spojrzenie.
— To raczej nie jest pacjentka. Przedstawiła się jako Vespera Rookwood i sprawiała wrażenie, jakby musiała pana pilnie zobaczyć...
Vespoera? W Lecznicy Dusz? Poczuł, jak krew odpływa mu z twarzy. Czyżby coś się stało? Och, z pewnością musiało stać się coś złego; w innym wypadku nie odwiedzałaby go w pracy w środku nocy, prawda? Podniósł się gwałtownie ze swojego miejsca, aż kawa w filiżance zakołysała się niebezpiecznie jej brzegów, schował różdżkę do kieszeni i chwycił za opartą o blat mahoniową laskę.
— Dziękuję za informację — odpowiedział najbardziej beznamiętnie, jak tylko potrafił, choć wewnątrz gotował się z niepokoju, a następnie razem z pielęgniarką opuścił gabinet. Przemierzając główny gmach Lecznicy modlił się w myślach do Matki o to, by jego przyjaciółce nic nie zagrażało. Wreszcie zjawił się w progu niemalże pustego pokoju odwiedzin - pomieszczenia z dużymi oknami wychodzącymi na południe, zastawionego kanapami, fotelami i stolikami, przy których pacjenci spędzali czas z odwiedzającymi ich bliskimi.
Serce niemalże wyskoczyło mu z piersi na widok nocnego gościa.
— Dobry wieczór, Vespero — przywitał się z nią skinieniem głowy, walcząc z chęcią porwania jej w ramiona. Pielęgniarka, która powiedziała mu o wizycie kochanki wciąż kręciła się w korytarzu za jego plecami i nasłuchiwała, zatem musiał wykazać się pełnym profesjonalizmem i powstrzymać od zdradzania wszystkim charakteru łączącej ich relacji — Co cię do mnie sprowadza?
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory