• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[17.06.1972] This is a man's world

[17.06.1972] This is a man's world
Pan i Władca Prewettolandu
los chce ze mną grać w pokera
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Elegancki, dumny, nienaganny. Wysoki (ok. 184 cm wzrostu), warzący ok. 85 kg. Dobrze zbudowany, co z reguły ukrywa pod markowymi ubraniami. Nie nosi niczego, co nie pochodziłoby od projektanta. Twarz ma zwykle bez wyrazu, chyba że w jego otoczeniu jest bliska rodzina - wtedy pogodny, dowcipny. Z resztą wedle uznania. Ocieka charyzmą na poziomie półboga. Pies na baby. I nie tylko. Włosy siwe, długie, w artystycznym nieładzie. Broda pedantycznie przycięta.

Edward Prewett
#11
12.10.2023, 18:40  ✶  
Tak, dumny byłem z tego mojego syna. Może dopiero otwierał swoje skrzydła, jeśli chodziło o biznes, ale miał potencjał, a tego drygu, tej bezduszności trzeba było się po prostu wyuczyć, ale to samo przychodziło z czasem, kiedy po prostu trafiało się na gnidy społeczne. Jedna, druga, trzecia i człowiek nabierał charakteru, nie dawał sobie na głowę wejść, szczególnie kiedy miał świadomość na ile może sobie pozwolić. A my, Prewetci, to mogliśmy sobie pozwalać na naprawdę sporo. To dodawało nie tylko efektu, splendoru, ale również potencjalnej wszechmocności.
- Zajmiesz się zorganizowaniem spotkania z Ministrą czy osobiście mam się tym zająć? - zapytałem Laurenta, bo nie było co czekać z jego planami, poza tym może przy okazji spotkania poruszylibyśmy temat tego mordercy ze snów. Aurorom przyda się nieco presji z góry, żeby tam za leniwi się nie zrobili. Taka młoda kadra, sam Orion i Atreus... Powinni mieć wysoko poprzeczki postawione by nie tracić gardy, a jak zaczną przysypiać na służbie, to jeszcze ich co sieknie.
- Nie obiecuję, że zmienię o niej zdanie, ale nie mówię nie... Może mnie pani Ministrowa w czymś zaskoczy, haha - zaśmiałem się, bo szczerze w to wątpiłem, ale dobra! Bogowie lubili się bawić śmiertelnikami, używającymi mocnych słów, więc kto wie? Może coś mnie zaskoczy, bo osobiście to mniemam, że NIGDY nie polubię Pani Minister. Nawet jeśli założy nieprofesjonalnie krótką spódnicę.
- Zgrzebek, herbatka razy dwa, przynieś też coś słodkiego - poprosiłem skrzata, na chwilę zwracając na niego swe spojrzenie, po czym zerknąłem na Laurenta. Jeśli nie chciał nic dodać od siebie, to machnąłem ręką na skrzata by se poszedł. Lubiłem go, ale nie zamierzałem zanadto się nad nim rozczulać. Jeszcze zrobiłby się leniwszy albo inne skrzaty by się buntowały. Ważne, że robiły swoje.
Ale dobra! Nie ma co się rozczulać, kiedy mi tu przez Pandorkę krew odeszła z twarzy. Nie sądziłem by jakikolwiek mężczyzna był godny Pandorki, bo to było niewykonalne. Nie było czegoś takiego jak odpowiedni dla niej. Nic z tych rzeczy. I nie będzie żadnych uciech u matki. Niczego nie będzie!
- TO ROZMAWIAŁEŚ Z JEGO OJCEM?! - zapytałem podniesionym głosem. Odchrząknąłem jednak, reflektując się. Twarz syna, taka łagodna była tuż obok mnie. Nie chciałem na niego krzyczeć, ale nie mieściło mi się w głowie, że Pandorka ukrywała przede mną jakieś koligacje, relacje z mężczyzną. Tak się nie godziło. Nie godziło. - Jeśli przeprowadza zmówiny z pominięciem mojej osoby, to ja ci gwarantuję, synek, że żadnych powiązań z nami ta rodzina nie będzie miała. Jak on się nazywa? Skąd jest? Bardzo mi się to nie podoba. Tak nie powinno być - stwierdziłem surowo, bardziej do siebie niż do Lorka. Choć właściwie pytałem go o kilka informacji dodatkowych na ten temat, to myślami byłem w przestrzeni kosmicznej, układając sobie adekwatne pomsty w stosunku do tych miłych i sympatycznych ludzi.
Aż mnie palce rozbolały prawej dłoni, bo zdałem sobie sprawę, że nadmiernie ściskam ją w pięść. Oburzające!
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#12
12.10.2023, 19:56  ✶  

- Nie mam takich kontaktów, żeby organizować spotkanie z Minister, ojcze. - Uśmiechnął się do mężczyzny, bo to w zasadzie było całkowicie urocze, że uważał, że mógł sam się tym zająć. Wtedy po co potrzebowałby pomocy? Ach, warte zastanowienia. Ale nie - nie był w stanie zorganizować tego samodzielnie. - To jednak nie teraz. Muszę jeszcze załatwić kilka spraw i się do tego przygotować. - Żeby to spotkanie było już czymś poparte. Czymkolwiek, oprócz badania gruntu, które zamierzał poczynić. Bo czy tak naprawdę to było możliwe? Nakłonić Minister Magii do tego, żeby zmienić prawo? - Jeszcze zostałaby Samantha Crouch do przekonania. - Przesunął palcami w zamyśleniu po podbródku. Polityka... - Życie byłoby nudne, gdyby politycy regularnie nas czymś nie zaskakiwali. - Powiedział nieco krytycznie, ale z rozbawieniem, bo to tak pół żartem, pół serio - gdyby zawsze w Ministerstwie były idealne osoby na idealnych stanowiskach to ten świat funkcjonowałby prawdopodobnie doskonale. A nie funkcjonował. Mimo to Edward się w nim perfekcyjnie odnajdował i chyba rzeczywiście w lwiej części była to kwestia nauki, przyzwyczajenia. Wyrobienia sobie charakteru. Jednocześnie wcale nie każdy się nadawał. To, co dla jednych było wzmocnieniem, dla innych było łamaniem. Niszczeniem.

Laureent nieco przygarbił swoje ramiona na moment, spoglądając niepewnie na zdenerwowanego... nie - wkurwionego Edwarda. Na niego? Nie, raczej nie. Czym zawinił, że rozmawiał z ojcem Hjalmara, przecież to nie była zbrodnia? Zawinił tym, że w ogóle się odezwał. Ale może to nawet lepiej. Jeśli coś między nimi było to Pandora chyba powinna przetrwać to starcie prędzej niż później. Choć na pewno nie chciał być prowodyrem zamieszania, a tym bardziej nie spodziewał się, że Edward tak zareaguje. Że kompletnie niczego nie wie. Chyba Pandora dobrze wiedziała, co robi, że mu nie mówi. Cóż, mleko się rozlało. Będzie musiał przepraszać Pandorę.

- T-tak, byłem odwiedź ich kuźnię, tworzą biżuterie i... bronie... zamawiam od nich podkowy dla abraksanów. - Przynajmniej taki był plan, żeby podpisać dłuższą współpracę. W ogóle nie powinien się z tego nawet tłumaczyć, najlepiej by chyba było, żeby zamilknął, bo czuł, że każde słowo mogło tylko bardziej pogorszyć sytuację. Ale powiedzieć "nie" Edwardowi? Ha... Pandora miała na to siłę. On nie bardzo. - Ja nawet nie wiem, czy oni są razem, Edwardzie! - Podniósł trochę głos, bo zaczął się znowu czuć przypierany do ściany. I tak to właśnie wyglądało. Wszystko, co miało być sympatyczną rozmową, obracało się w to, że Edward wpadał w jakiś szał z powodu nieodpowiedniego zdania albo słowa i wszystko zaczynało się sypać. - Przecież Pandora by nie zrobiła żadnych zaręczyn za twoimi plecami, ojcze! Proszę, opanuj się. - Pandora sobie zapewne z nim lepiej poradzi... O wiele lepiej. Ona potrafiła znosić humory ojca, byli ulepieni z tej samej gliny pod względem mocy charakteru i uparcia. - Nic ci nie powiem na jego temat, bo znając ciebie zaczniesz szukać informacji, albo bogowie wiedzą co jeszcze zrobisz... - Powiedział ciszej.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Pan i Władca Prewettolandu
los chce ze mną grać w pokera
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Elegancki, dumny, nienaganny. Wysoki (ok. 184 cm wzrostu), warzący ok. 85 kg. Dobrze zbudowany, co z reguły ukrywa pod markowymi ubraniami. Nie nosi niczego, co nie pochodziłoby od projektanta. Twarz ma zwykle bez wyrazu, chyba że w jego otoczeniu jest bliska rodzina - wtedy pogodny, dowcipny. Z resztą wedle uznania. Ocieka charyzmą na poziomie półboga. Pies na baby. I nie tylko. Włosy siwe, długie, w artystycznym nieładzie. Broda pedantycznie przycięta.

Edward Prewett
#13
14.10.2023, 18:13  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.10.2023, 18:15 przez Edward Prewett.)  
- Oczywiście, poinformuj mnie, kiedy będziesz gotowy, a ja to załatwię - odparłem do Laurenta, bo skoro to nie było jego priorytetem, to moim tym bardziej. Szczególnie że nie byłem pewien, czy ta Pani Ministra od razu przyjmie nas na audiencji, czy może będzie kręciła nosem? Może będę musiał negocjować? Cóż, ostatecznie nie odmówi nam suka. Może napiszę jej bezczelnie by włożyła coś seksi. Ale musiałaby mieć minę! Hahaha.

Podobnie ja musiałem mieć minę na rewelacje o Pandorce. Och, nic mnie w ostatnim czasie tak nie zabolało jak wieści o tym, że kręcą się wokół niej jacyś zbóje. Można by rzec, że w niewielkim stopniu przebijała ją informacja na temat niedoszłej śmierci Lorka. Dopiero teraz, tak teraz, zauważałem, jaki zrobiłem kategoryczny błąd, dając im wolną rękę do odkrywania świata, do edukacji, do zdobywania doświadczeń. Takich rzeczy to ja się nie spodziewałem ani po jednym, ani po drugim. Najgorsze było to, że przez większość czasu zatajali przede mną wiedzę, istotną wiedzę na temat ich życia, którą powinienem wiedzieć. Byłem ich ojcem, do cholery, i głową tego rodu... Choć teraz, to nie był już dumny ród, tylko jebany zaścianek. Co potwierdzały słowa Lorka o tym, że ta rodzinka to właściciele jakiejś małej kuźni. Robole. Doprawdy, potrafili mnie dobić doszczętnie!
- Pragnę zauważyć, synu, że to moja córka. Kiedy będziesz miał własną córkę, to porozmawiamy na ten temat... Albo zresztą, jesteś empatycznym młodzieńcem, więc teraz wyobraź sobie, że te wszystkie panny, które obracałeś w swoich ramionach, mają ojców i pomyśl sobie, co byś czuł gdyby one były twoimi córkami, wiedząc, co robiły z jakimś pierwszym lepszym chłopakiem albo... co gorsza chłopakami - mówiłem, zapadając się w tym fotelu z każdym słowem. Jedyna opcja, to jak nic zamknięcie jej w wieży i oczekiwanie na jakiegoś odpowiedniego kawalera, bo ewidentnie wolna ręka to już nie wolna ręka, to ryzyko, które mogło pogrążyć nas wszystkich. Zły tok myślenia, zły tok myślenia. - Przyjdzie nam z tego skandal nad skandale... Kobietom tak się nie wybacza rozwiązłości jak mężczyznom, Lorek. To będzie skandal większy niż pompa medialna związana z moim ślubem. Nie było cię wtedy, to nie wiesz... Wrzało! - Tak, to już podchodziło pod panikę. Najgorsze w tym wszystkim jednak nie były relacje rodzinne, relacje rodziny ze światem, pismaki czy cokolwiek inne, tylko fakt, że moja Pandorka... Kochałem Pandorkę całym swoim ojcowskim sercem i nie zamierzałem jej oddawać żadnemu mężczyźnie. Nawet aranżowanemu. Nie zamierzałem.
Gwałtownie wyprostowałem się na fotelu, jak gdyby znów zaczęły wyć syreny zwiastujące nalot na Londyn. Wbiłem swe ciemne oczy w Laurenta.
- Jeśli zamierzasz w ten sposób się do mnie odzywać, Laurencie, to od teraz mów mi Ojcze, a nie per Edward. Śpiewaj mi tu teraz, co tylko wiesz o tym chłopaku, i radzę ci nie wystawiać mojej cierpliwości na próbę - odparłem jak najbardziej ostro i nieznosząco sprzeciwu. Za dużo luzu było w tym domu, zdecydowanie za dużo. Mieliśmy parę wież w zamku. Jedna mogła zaraz zostać zarezerwowana dla Laurenta.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#14
14.10.2023, 18:32  ✶  

Rodzinne spotkanie, co? Wesoła pogawędka, która ma na celu tylko poploteczkowanie. Nie mogło to się tak skończyć, prawie żadne ich spotkanie się tak nie kończyło, chociaż sporo ich zaczynało. Zatajanie informacji... aaach. Miał prawo się denerwować, prawda? Miał rację. Laurent by go przepraszał, gdyby słyszał od niego takie oskarżenie, ale ta część na razie pozostawała w ciemnej, burzowej głowie Edwarda Prewetta. W jego oczach widać było tylko pobłysk tych piorunów, które już były coraz bliżej. Słychać było ich wyraźny pomruk, który niósł się echem po zamkowych salach. Straszny. Zeus - czy nie padło to imię już między nimi? Król tego miejsca, król swojego własnego świata, dla którego słowo "nie" istniało tylko wtedy, kiedy sprzeciwiałeś się osobom próbującym wyrządzić krzywdę jego rodzinie albo interesom. Ewentualnie kiedy wypowiadałeś je na zawołanie bądź dlatego, że tego oczekiwał. Nie było tu miejsca na "nie". Brakowało przestrzeni na komfort, kiedy Edward zaczynał zajmować całą przestrzeń. Burza przynosiła zapach ozonu i lekkość. Lecz zanim to nastało niosła ze sobą parny zastój, który zapierał dech w piersiach.

- Pierwszym, lepszym... - Powtórzył za nim cicho, automatycznie, patrząc na niego. Proszę, tato... proszę... Zobacz mnie. Czemu to zawsze musiała być Pandora? Czemu ją tak kochała Aydaya? Co miała w sobie takiego, czego jemu brakowało? Czy to chodziło o ten charakter? Dlatego, że nigdy nie był wystarczająco odważny, wystarczająco przebojowy? Ale jak miała go kochać kobieta, która musiała patrzeć na owoc jednego z wielu związków swojego męża. I to taki, który został przygarnięty pod jej spódnicę. - Jako możesz przyrównywać Pandorę do takich zachowań, ona nigdy wcześniej nawet nie spojrzała na żadnego mężczyznę. - Chciał jej bronić. Uratować cokolwiek z tego, co tutaj się podziało, jak się kisiło, jak grzmiało i cisnęło. Rozciągało ojcowski gniew nad jego własną pieczarą. - Jaka rozwiązłość! Jak możesz to w ogóle sugerować? Mierzysz Pandorę swoją miarą? Chyba nie powinieneś. Ma... - więcej godności. Ale tego nie powiedział. Zatrzymał się w ostatnim momencie, chociaż miał problemy z zatrzymywaniem się w takich chwilach. Przełknął ciężko chwilę, łapiąc kciuk w palce drugiej dłoni, by zacisnąć na nim mocno palce. - Pandora powinna sobie kogoś znaleźć, dlaczego chcesz stanąć na drodze do jej szczęścia? - Nie rozumiał tego. Przecież Edward chciał zawsze dla Pandory jak najlepiej. I czemu nagle odwoływał się do jego empatii? Owszem, był bardzo empatyczny, ale nie potrafił się teraz postawić na miejscu, o którym mówił Edward, bo taka sytuacja nie miała miejsca. Widział za to nieuzasadniony gniew, który bardzo chciałby ugasić. Nieposkładane myśli, które wybuchnęły.

- D-dobrze, ojcze... - Zadrżał, zaciskając już całe dłonie o siebie. Wystraszył się. Bał się tego spojrzenia. Dlatego zapadła chwila ciszy po wystosowaniu kolejnego żądania. Powiedz to. Jeśli cokolwiek miało się tutaj podziać to mogło już od samej Pandory. Nie zamierzał pogarszać tej sytuacji. To było jej życie, cokolwiek by się nie działo. Powiedz to. Nie, nie, nienienie... - Nie. - Odpowiedział. Albo wydusił z siebie. A może to bezwiednie wyszło z jego ust? Udało się. To słowo przeszło przez jego gardło. - Niczego ci nie powiem, ojcze.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Pan i Władca Prewettolandu
los chce ze mną grać w pokera
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Elegancki, dumny, nienaganny. Wysoki (ok. 184 cm wzrostu), warzący ok. 85 kg. Dobrze zbudowany, co z reguły ukrywa pod markowymi ubraniami. Nie nosi niczego, co nie pochodziłoby od projektanta. Twarz ma zwykle bez wyrazu, chyba że w jego otoczeniu jest bliska rodzina - wtedy pogodny, dowcipny. Z resztą wedle uznania. Ocieka charyzmą na poziomie półboga. Pies na baby. I nie tylko. Włosy siwe, długie, w artystycznym nieładzie. Broda pedantycznie przycięta.

Edward Prewett
#15
16.10.2023, 21:29  ✶  
Nie - tak powiedział. Powiedziałem pieprzone nie. Po prostu nie, a zaraz, że nie powie mi niczego. Niczego ci nie powiem, ojcze - dokładnie tak to ujął, a ja sam nie wiedziałem, czy słyszałem w swojej głowie przeraźliwy ryk wściekłości, czy raczej niepokojącą, piszczącą uciążliwie ciszę, jak gdyby gwałtowny ruch, jakieś słowo czy skinienie... Jak gdyby coś wywiało z mojej głowy wszystko, a było tam po prostu nie. Jebane nie. Niczego ci nie powiem, ojcze. Niczego ci nie powiem.
Apokalipsa według Edwarda Prewetta, męczennika ojców utrapionych przez wybryki własnych dzieci, wystawiających tę ojcowską cierpliwość, anielską momentami, kiedy kontrolował sytuację... ALE JAK MIAŁEM JĄ DO CHOLERY KONTROLOWAĆ, SKORO NIC O NICH NIE WIEDZIAŁEM!?!?!?
Wstałem, stałem czy ki chuj. Dotarło do mnie, że stoję i myślę, że stoję i obijam się o myśli. Jedno było pewne, musiałem to sobie aż powtórzyć by bardziej nie wybuchnąć, bo to nawet nie była namiastka tego, na co było mnie stać. Skup się, Edward. Jedno było pewne - Edward Prewett nigdy nie tracił kontroli. Tak, Edward Prewett nigdy nie tracił kontroli, tylko trafiał na niepowołane niedogodności. Otóż to. Niepowołane niedogodności.
Wróciłem powoli na swoje miejsce, rozruszałem nieco mięśnie. Sprawdzałem, czy aby na pewno są na swoim miejscu, czy gdzieś może jednak nie zastygłem, czy się nie przewrócę z tego wszystko. Oddychanie przychodziło mi z trudem, a co dopiero oddychanie. To był jakiś żart, że własny syn, najdroższy Lorek, moje słońce najjaśniejsze Aż kuło nieznośnie w piersi, ale nie zamierzałem dać tego po sobie poznać. Bowiem Edward Prewett nigdy nie tracił kontroli. Nawet nad własnym ciałem.
Wyprostowałem się dumnie, poważny, stając na powrót za swoim biurkiem, za swoim bogactwem, władzą i fosą. Wzrok miałem ciemny, gromisty czy mroczny. Nie mówiłem nic, tylko wbiłem spojrzenie w Laurenta. Nie chciałem, żeby czuł się jak śmieć, żeby był taki drobny i taki łatwy w moim myślach do zniszczenia, ale sam mnie do tego doprowadzał. Pragnąłem go kochać nieodparcie, spędzać z nim najlepsze chwile w naszym życiu, być powiernikiem jego tajemnic i obaw, a zamiast tego...
- Chciałem być waszej dwójce przyjacielem, kumplem, kimś, komu mogą zaufać... Ale najwyraźniej na to nie zasłużyłem. Poświęcałem wam każdą chwilę, którą chcieliście mi przeznaczyć, rzucałem wszystko i też cierpliwie czekałem, kiedy mieliście inne sprawy... Ale wy nie! Kogo we mnie widzisz, Laurencie? Kogo we mnie widzisz, synu? Bo nie ojca, nie przyjaciela, nie wsparcie. Kim dla was jestem?! - zapytałem, starając się panować nad wściekłością, nad rozpaczą, nad tym wszystkim, co się we mnie zbierało, ale nogi mi się uginały, głos drżał w pewnych momentach. - Nigdy nie chciałem dla was źle. Chciałem być częścią waszego świata, ale widzę, że jedyne na co was stać w stosunku do mnie, to zatajanie informacji, unikanie mnie i jeszcze obracanie moich ZMARTWIEŃ W ŻART! - wyrzuciłem z siebie, opierając się o biurko. Potrzebowałem oparcia jak nic, inaczej już dawno padłbym na fotel. Nie zamierzałem dawać Laurentowi tej satysfakcji, że wykańcza starego. Jeśli będzie trzeba, znajdę w sobie siłę, złapię za mieć i zetnę tyle głów, ile będzie trzeba. Nie byłem słaby i nigdy nie będę.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#16
16.10.2023, 21:49  ✶  

Wstał. Laurent cofnął się bardziej w fotelu, chociaż zaczął się zastanawiać, czy nie lepiej byłoby ten fotel opuścić i rzucić się do drzwi w nadziei, że wybiegnie stąd szybciej, niż ojciec zdąży go zatrzymać. Bo to miał właśnie ochotę zrobić. Uciec. Ucieczka była fatum, która go goniła, ale pomagała mu się uspokoić. Gdy głowa była bardziej pusta od emocji, kiedy serce tak nie waliło to łatwiej było do rozmowy wrócić. To był bardziej instynkt niż przemyślenia. Mimo to nie wstał i do biegu się nie rzucił bojąc się bardziej tego, co by było, gdyby uciec nie zdążył niż tego, co się stanie tu i teraz. Niż tego, że wstał. Oprócz cofnięcia w fotel przygarbił bardziej ramiona, uciekając nieco spojrzeniem z jego twarzy trochę na bok, skacząc nim z biurka, przez fotel, który opuścił, aż do jego sylwetki. By znowu zerknąć na twarz. Milczał. Czy naprawdę był bardzo zły? Może jednak nie? Nie krzyknął, nie zrobił żadnego ruchu, nie kazał spierdalać. Czasem jednak cisza była bardziej przerażająca od grzmotu. Kiedy szalała burza dokładnie wiedziałeś, czego się spodziewać i jak reagować. Nie wchodź pod wysokie drzewa, nie stój na otwartym polu, nie przebywaj przy wodzie - ona przyciąga te gromy. Kiedy dopiero widzisz burzowe chmury nie wiesz, czy zaraz pierwszy z piorunów nie uderzy właśnie w ciebie. Choć akurat w tym przypadku pierwsze z nich już strzeliły i zbierały swoje żniwo.

Trwała ta cisza, dopóki nie przerwał jej ruch ze strony Edwarda. Przeszedł wolno, z dumą, oddalając się od syna, żeby znowu stanąć na miejscu, które gloryfikowało jego władzę. Miejscu, z którego miał najlepsze spojrzenie na wszystko i wszystkich. Jego tron, z którego boskie komendy chyba musiały mieć już większą moc. W końcu zabłysnęły znowu jasne promienie.

Laurent przymknął powieki i odwrócił głowę od ojca, starając się nie kulić, tylko siedzieć wyprostowanym, starając się nie drżeć, tylko opanować ciało, starając się nie zamykać oczu.... wszystko z tego wychodziło po trochę. Marnie i mizernie, ale powieki w końcu otworzył i spojrzał w kierunku srebrzystowłosego mężczyzny, nie patrząc w jego twarz, w te ciemne, gniewne oczy, które nie mierzył w żadne drzewo, otwarte pola, czy wodę. Mierzyły w niego. Spoglądał na jego ręce, które opierał na biurku.

- P-przepraszam, ojcze. - Czemu to pytanie było takie trudne? I czemu miał odpowiadać za nich obojga? Przecież to wydawało się oczywiste - był przyjacielem, był rodzicem, był towarzyszem, był wsparciem. I był głową tego rodu. Zmusił swoje mięśnie do współpracy, żeby się wyprostować i minimalnie przesunął się w fotelu na jego kraniec, choć wcale nie chciał wydostawać się z tej pseudo bezpiecznej mikroprzestrzeni, jaką sobie wygospodarował. - J-jesteś tym... wszystkim... - Merlinie, jak mu to przekazać, jak mu to wyjaśnić? Paskudny uścisk w klatce piersiowej zaczął sprawiać, że jego oddech stał się nieregularny. Serce kuło. Poczuciem winy, że do tego doprowadził. Z następnymi słowami Edwarda był jeszcze gorzej. Podniósł błękitne oczy, w których zaklęto morskie, lazurowe wybrzeża, by spojrzeć ojcu w oczy. Naprawdę tak myślał? Że to... obrócenie w żart? - T-to nie t-tak, P-pandora na pewno chciała ci zr-obić niespodziankę, ojcze. Czekała n-na odpowiedni moment. A-a może ja źle zrozumiałem, m-może to był... żart... - Od strony Hjalmara i Dagura rzecz jasna. Opuścił znowu spojrzenie, czując, jak czerwienią mu się policzki ze stresu. Nerwowo przesuwał panokciami po skórkach na wypielęgnowanych dłoniach. - J-jesteś... niesprawiedliwy... - Powiedział cicho, nawet nie będąc pewnym, czy ojciec to dosłyszy. Na głośniejsze stwierdzenie nie miał odwagi w tej panice.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Pan i Władca Prewettolandu
los chce ze mną grać w pokera
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Elegancki, dumny, nienaganny. Wysoki (ok. 184 cm wzrostu), warzący ok. 85 kg. Dobrze zbudowany, co z reguły ukrywa pod markowymi ubraniami. Nie nosi niczego, co nie pochodziłoby od projektanta. Twarz ma zwykle bez wyrazu, chyba że w jego otoczeniu jest bliska rodzina - wtedy pogodny, dowcipny. Z resztą wedle uznania. Ocieka charyzmą na poziomie półboga. Pies na baby. I nie tylko. Włosy siwe, długie, w artystycznym nieładzie. Broda pedantycznie przycięta.

Edward Prewett
#17
18.10.2023, 22:32  ✶  
Ach, serce mi się łamało, kiedy Laurent był taki przerażony, biedny. Wyobrażałem sobie, że Zofia musiała być podobnie zdruzgotana, kiedy tęskniła za swoim światem, kiedy nie miała we mnie odpowiedniego wsparcia, kiedy usychała z miłością do wody, żyjąc w bezdusznym i dusznym mieście. Miałem za swoje, miałem cholernie za swoje i za swoje błędy, za wszystko.
Stałem jednak niewzruszony, bo czasami trzeba było być dupkiem, nieprzejednanym gościem, gromistą burzą czy wzburzonym morzem, żeby później było lepiej, żeby było łatwiej, żeby twoi wrogowie nie chodzili po świecie, śmiejąc ci się w twarz. Szkoda tylko, że to własnym dzieciom musiałem załatwiać te doświadczenia, musztrę, psychiczną karę. Nie chciałem tego i nigdy do tego nie dążyłem, ale fakt był faktem, że na szacunek trzeba było sobie zasłużyć, a ja najwyraźniej aż zanadto im folgowałem, rzucałem pieniądze na każde ich zachcianki, ogólnie rozpieszczałem ile wlazło.
- Laurencie, nie usprawiedliwiaj Pandory. Nie masz pojęcia jak jest, tylko teoretyzujesz, a ja chcę konkrety - odparłem, siadając, bo nie chciałem się dłużej męczyć, stojąc tak nad biurkiem, poza tym zapowiadała nam się bezlitośnie długa rozmowa. Tak długa aż wsiąknie Laurentowi do głowy, że ojciec ma wiedzieć o synu i córce wszystko, niezależnie od tego, czy to sprawiedliwe, czy niesprawiedliwe.
- Życie ogólnie jest niesprawiedliwe, więc... Opowiedz mi wszystko co tylko wiesz, a co może mnie zainteresować, co powinienem wiedzieć o tobie, o Pandorze, o reszcie rodziny. Zacznij od Pandory i jej potencjalnego chłoptasia. Radzę nie ukrywać istotnych, ale zawstydzających faktów, bo zapewniam cię, że jak się dowiem okrężną drogą, a się dowiem, co ku temu to nie mam złudzeń, to nie będę tak łaskawy jak w tej chwili - odparłem chłodno, tym samym zapowiadając, że to jeszcze nie był szczyt moich możliwości. Sięgnąłem po czysty arkusz papieru i zamoczyłem pióro w atramencie by nieco nasiąknęło. Tak, zamierzałem robić notatki, więc oczekiwałem naprawdę obszernej spowiedzi ze strony Laurenta.
- Tylko poproszę fakty, a nie teorie. Teoretyzować będę sobie do poduszki - stwierdziłem niczym szef, a nie ojciec. To mogło niechybnie przypomnieć Laurentowi, że jest stary to nie tylko bawił się w stajnie czy lunche z królowymi, ale miał też swoje inne sprawy, czarne i ciemniejsze, że miał władzę tam, gdzie niekiedy światło nawet nie dochodziło. - Rób sobie, proszę, przerwy na oddychanie.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#18
18.10.2023, 23:06  ✶  

Edward mieszał słowa Laurenta z błotem. Rzucał wszystkie kolejne skrawki na ziemię, przydeptywał obcasem i jeszcze nakazywał prosto w swoje oczy. Pilnował, żeby to były oczy. Nie miała ta rozmowa zakończyć się na paru rzuconych zdaniach. Chciał więcej. Chciał, żeby Laurent się pozbierał i żeby powiedział mu więcej zdań, z których będzie mógł ułożyć pasującą całość. Zdaniem blondyna - nie kontrolował się. Cierpiał na przerost ego. Albo cierpiał na miłość. Na ojcowską miłość, która mieszała się z tym, czego sam został nauczony i jaki miał być dla tego świata. Mniej by bolało, gdyby zamiast chcieć z jego gardła słów to zacisnął sam te ręce na jego gardle jak tamten morderca, żeby wydusić z niego ostatnie tchnienie. Byłoby lżej niż to, co teraz się działo.

Ciężko było odnaleźć żal w tym człowieku. Targał i rwał, dopóki z zebranych zeznań nie ułożył przed sobą dywanu posłuszeństwa. Tak właśnie kończyło serce w kawałkach, które Laurent bardzo chciał mu przynieść. I przynosił. Ośmielał się wyciągać je na swoich drobnych dłoniach, ośmielał się czasami pokazać samego siebie i powiedzieć o słowo czy dwa więcej, za każdym razem popełniając ten sam pieprzony błąd - że zaistnieje. Że będzie on, nie to, czego chce Edward Prewett i to, czego Edward Prewett potrzebuje. Że potrzebą jego ojca nie będzie porwania go na skrawki, które potem utoną w błocie, tylko będzie chciał całość - z tymi niezdarnymi wadami i tymi rzeczami, które czasem wychodziły później, bo wstyd się było przyznać, albo... cokolwiek innego. Czy to było takie złe..? W matematycznych równaniach głowy rodu - na pewno. A przecież Laurent nie był równaniem matematycznym. Nie był ułamkiem, nie odmieniał się przez przypadki jak w surowo wyznaczonych ramach języka. Kiedy go niszczył, kiego go rwał to powstawały rany. Lepił je potem i leczył, składał z powrotem w całość i zapewniał, że właśnie tak miało być, bo to wszystko z tej ojcowskiej opieki. Że on chciał dobrze i chciał najlepiej, po prostu czasami musiał sobie jakoś poradzić z tym, jaki selkie był uparty i niepokorny. Kolejnym błędem może było po prostu wybaczanie tego wszystkiego? Gdyby jednak postępował inaczej to co by mu zostało? Przecież to... Edward był jego ojcem. Kochał go. Nawet kiedy wciąż posypywał te rany solą, bo one wcale nie goiły się tak, jakby siwowłosy sobie tego życzył. Laurent już nie miał na to sił. Na to łamanie skrzydeł, niszczenie piękna, które chciał mu pokazać, na te ciągle pojawiające się blizny, których nie dało się dojrzeć gołym okiem. Był wobec tego... tak beznadziejnie nieporadny. Bezradny wręcz. Ciągle było tak samo cholernie przykro - i co z tego?

Zostawał żal wypalony przez łzy na skórze.

Życie ogólnie jest niesprawiedliwe, więc... Opowiedz mi wszystko.

Dłonie Laurenta drżały, zaciskając się na spodniach i zaczęły kapać na nie wielkie jak groch łzy. Blondyn przestał patrzeć na ojca i pochylał głowę. Czy to jest normalne? Bo boli bardzo. Potrzebował go. Naprawdę bardzo potrzebował Edwarda. Chciał... tak bardzo chciał się przed nim otworzyć. Potrzebował jego siły. Tej, której nie miał. Potrzebował jego autorytetu, ale... nie w tym wydaniu. Nie tak. Nie w taki sposób. Nie było istotne, co mu powie, Edward po prostu nie odpuści. Jak zawsze. Dopóki nie wymusi na nim wszystkich odpowiedzi, nie ważne, co by się tutaj działo, to nie odpuści.

Nabrał tchu w płuca, bo rzeczywiście zapomniał o oddechu.

Podniósł się powoli z fotela i uniósł wzrok, skupiony do granic wytrzymałości, tak jak zresztą napinał swoje mizerne mięśnie, żeby się zmusić do podniesienia się z miejsca. Na niepewnych nogach zaczął cofać się w kierunku drzwi. Dwa, trzy niepewne kroki... żeby odwrócił się od ojca plecami i skierował się już do nich szybkim krokiem. Chcąc najzwyczajniej w świecie stąd uciec. Bez żadnego słowa.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Pan i Władca Prewettolandu
los chce ze mną grać w pokera
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Elegancki, dumny, nienaganny. Wysoki (ok. 184 cm wzrostu), warzący ok. 85 kg. Dobrze zbudowany, co z reguły ukrywa pod markowymi ubraniami. Nie nosi niczego, co nie pochodziłoby od projektanta. Twarz ma zwykle bez wyrazu, chyba że w jego otoczeniu jest bliska rodzina - wtedy pogodny, dowcipny. Z resztą wedle uznania. Ocieka charyzmą na poziomie półboga. Pies na baby. I nie tylko. Włosy siwe, długie, w artystycznym nieładzie. Broda pedantycznie przycięta.

Edward Prewett
#19
21.10.2023, 22:30  ✶  
A chciałem by było pięknie między nami, kwieciście, z powerem, z zabawą, śmiechem i niepowagą. Żebyśmy byli jak dwoje przyjaciół, a nie jak ojciec i syn, czy tyran i jego ofiara, a jednak... Edward Prewett nie tracił kontroli, a wstrętne wybryki moich dzieci trzeba było ukrócić. Wszystko, całe zachowanie Laurenta, unikanie odpowiedzi na moje pytania, milczenie tylko potwierdzało regułę, że działo się być może w ich życiu coś jeszcze bardziej gorszego do ckliwych miłostek, że mogło być zdecydowanie gorzej niż przewidywałem, niż przekazywałem swoim wybuchem Laurentowi.
Zacisnąłem dłonie. Nie podobał mi się ten brak zaufania, niechęć do szczerości, jak gdybym miał zaraz z tymi informacjami stąd wyjść i obwieścić je światu. Nieładnie. Niepotrzebny opór stawiał ten mój synek, a te łzy... Choć krajało się to moje ojcowskie serce na ich widok, to nie drgnąłem, jakbym zamienił się w kompletny posąg. Może faktycznie się nim stawałem? Powiało chłodem nie tylko z moich słów, ale również miałem wrażenie, że ręce mi skostniały, że dłonie były kostkami lodu.
Żałowałem jedynie, że Laurent ostatecznie wybrał najgorszą z możliwych opcji.
- Zapewniam cię, synu, że kiedy tylko przestąpisz próg tego gabinetu bez mojego pozwolenia, będzie cię czekać dwutygodniowy szlaban we wschodniej wieży. Zalecam dokończenie rozmowy - odparłem oschle, nawet nie obracając głowy w jego kierunku. To, że wstał, że nie powiedział nic, że ruszył w kierunku drzwi... To było bezczelne nieokazanie szacunku rozmówcy, a potem niech mi mówi, że jestem ważny, że jestem kochany, że jestem jego ojcem. Ach, kotłowało się we mnie, ale nie mówiłem nic więcej, nie krzyczałem ani nie wrzeszczałem, nie unosiłem głosu, bo byłoby jedynie gorzej.
- Zgrzebku! - zawołałem. Czy ja nie zamawiałem jego usług już wcześniej? Gdzież to się on podziewał? Zaraz może być bardziej potrzebny, aniżeli do noszenia herbatki. Jak najbardziej herbaty również potrzebowałem jak diabli, ale niebawem trzeba będzie przykuć mojego syna do więziennej kuli.
Sięgnąłem po jeden z nieotwartych listów z biurka. Laurent miał wolną wolę, więc niech z niej korzysta, ale każdy wybór, ja to wiedziałem, że każdy wybór miał swoje konsekwencje. Każde działanie miało swoje konsekwencje, więc wiedziałem, że mojego zachowania też już nie cofnę...
Aż z tego wszystkiego spadł mi cholerny kałamarz na podłogę, robiąc hałasu, bo się rozbił, pewnie rozlał wszędzie. Przeklęte ręce.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#20
21.10.2023, 22:57  ✶  

Zatrzymał się i przykulił ramiona, słysząc ojcowskie słowa. Jego dłoń już prawie dosięgała do klamki. Jeszcze tylko parę kroków i mógłby stąd wyjść. Zostawić to za sobą, choć nie dałoby się udawać, że nic się nie stało. Ta cisza między nimi była przerywana jego szlochem. Cofnął powoli swoją rękę, którą chciał wyciągać do klamki, stojąc w tym pokoju, który teraz wydawał się zupełnie pusty, nie potrafiąc postąpić tak do końca, jak powinien był zrobić. Czyli wyjść. Nie potrafiąc też odpowiedzieć na pytania Edwarda. Podskoczył wręcz, kiedy kałamarz upadł na podłogę i dopiero wtedy obrócił się w kierunku Edwarda. Czerń wyglądała obrzydliwie pośród tych wszystkich piękności, jakimi ojciec kochał się otaczać. Brzydki, czarny kleks, jak krew przelana w niewłaściwym celu i niewłaściwym miejscu. Albo jak parę łez.

- I c-co dalej? Zamkniesz mnie? J-jak matkę? - Może Edward nie zrobił tego własnoręcznie, może jej nie groził tak, jak jemu teraz wiedząc, że Laurent nie potrafił się teleportować. Ale uwięził ją - jak kanarka w klatce. - N-nie chcę... nie... - Wziął głęboki oddech i oderwał wzrok od biurka przetaczając rozjaśnionymi łzami oczami po meblach i suficie. Potrzebował oparcia. Źle mu się oddychało, bardzo źle, serce go kuło, cała klatka piersiowa bolała. - N-nie chcę o t-ym mówić. O Pa-ndorze. - Głęboki wdech, urwany. - C-czemu zawsze-e ona? Czemu o-ona jest zawsze najw-ażniejsza? Czee-emu musisz mi to z-zawsze robić?! - Zaczynał wpadać w histerię i słowa teraz już płynęły same. - T-tak bardzo się stałem... Dla Aydayi też... cze-emu... - Wycofał się pod drzwi, żeby oprzeć się o nie plecami starając utrzymać na nogach. - Czemu mnie w ogóle sprowadziłeś na ten świat... Czym w ogóle dla ciebie jestem? Zastępstwem? Pamiątką po Zofii?! - Kolejny paniczny wdech. Jego głos stawał się coraz głośniejszy i tylko przybierał na decybelach.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Edward Prewett (8117), Florence Bulstrode (2364), Laurent Prewett (9618)


Strony (5): « Wstecz 1 2 3 4 5 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa