• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Poza Wyspami v
« Wstecz 1 2
[lato 1972] Perła Morza. Ten, który myślał o sobie

[lato 1972] Perła Morza. Ten, który myślał o sobie
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Norvel Twonk to czarodziej nieznanego statusu krwi, który poświęcił własne życie, aby ocalić mugolskie dziecko przed mantykorą. Za ten czyn odznaczono go pośmiertnie Orderem Merlina I Klasy.

Norvel Twonk
#21
13.10.2023, 01:20  ✶  
Geraldine odepchnęła żywego trupa, ale już odpychając go wiedziała, że to wszystko na nic. Tak, cofnął się. Tak, Erik wyczarował więzy a te oplotły ich przeciwnika, ale zaledwie sekundę później rozerwał je jakby były z papieru. Jeszcze gorzej było u Victorii – tak, perfekcyjnie wyczarowała ogień i perfekcyjnie trafiła nim w żywego trupa, ale ten… no cóż, wyglądało na to, że był z Parkinsonów.
Coś sprawiało, że przebudzone ze snu żywe trupy wydawały się nie do pokonania. Nie dało ich się zranić. Nie dało się ich uszkodzić. Nie dało się ich związać na dłużej lub powstrzymać na dłużej. Nie wszystkie były tak gadatliwe jak ten znajdujący się w restauracji, ale wszystkie wydawały się nieśmiertelne i skupione wokół jednego tylko celu: doprowadzenia pętli, w której trwała Perła Morza do samego końca.
Z dołu ciągle dochodziły do Victorii, Erika i Geraldine krzyki szamoczącego się i przymocowanego do ściany atrium dziecka. Dwa żywe trupy znowu szły na ich trójkę. Wyciągały ku nim szponiaste ręce a ciemna energia, którą dostrzegali w ich oczach płonęła złowróżbnym światłem.
I wtedy…
To było jak tąpnięcie. Nie, nie pełne huku i świstu, ale wciąż bardzo znaczące. Jakby świat na chwilę zamarł. Zatrzymał się zupełnie i Victoria, Erik, Geraldine mogli pomyśleć, że za chwilę znowu wpadną do jakiejś wizji. Poczuli się tak, jakby metaforycznie uderzyła w nich morska fala, uniosła swoją siłą i przepchnęła o metr do tyłu. Ich oddechy zwolniły, zrównały się z powolnym oddechem statku a potem… jakby usłyszeli długi i pełen ulgi wydech. Czarna energia w oczach żywych trupów osłabła, ten który był z Parkinsonów nagle przestał z nich być i zamienił się w żywą pochodnię.
Z dołu dobiegł ich pełen wściekłości kobiecy krzyk.

Tura trwa do 16.10.2023 roku do godziny 21.00
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#22
14.10.2023, 17:13  ✶  

Tu było coś nie tak. Tak mocno nie tak. Widziała przecież jak Geraldine odpycha trupa, jak Erik oplata go ciasno linami – a ten rozerwał je, jak gdyby nigdy nic, jakby to były cieniutkie niteczki, a nie liny stworzone z samej magii. No i nie widziała jeszcze żywego trupa, który byłby odporny na ogień… o ile nie wypił wcześniej eliksiru odporności na ogień, ale te nie trwały w nieskończoność i jakoś wątpiła, by na statku był zapas takiego specyfiku, który nadal zachował swoją moc, chociaż minęły przecież dziesiątki lat i cykle zanurzania i wynurzania. No chyba, ze był Parkinsonem… Właściwie to Victoria już się zastanawiała co by się na przykład stało, gdyby na przykład ona została kiedyś wampirem – czy słońce by ją spopielało? Miała za mało danych i to była tylko chwila zastanowienia kiedyś tam. Teraz natomiast wyraźnie się zdziwiła. Ale skoro ani liny nic nie dawały, ani ogień… To jakie mieli opcje?

Mogli jeszcze spróbować odciąć im łeb. Już podnosiła dłoń z różdżką, gotowa do wykonania ataku, gdy trupy, z wyciągniętymi przed siebie rękoma, z ostrymi jak brzytwa paznokciami, szły na nich i…

Wtedy jakby wszystko się zatrzymało. Nie umiała tego wyjaśnić, nie umiała tego wytłumaczyć, bo to wszystko działo się na poziomie umysłu – w końcu nic w nich nie uderzyło, żadna fala, żadna deska ze schodów, a jednak miała wrażenie, jakby coś ją zalało. Tak jak działo się to już wcześniej, kiedy statek chciał im pokazywać różne rzeczy… Ale nic takiego się nie stało, tylko oddech jej zwolnił, serce też nie wybijało już szybkiego staccato. Wdech, wydech, wdech… Victoria mogłaby przysiąc, że usłyszała długi wydech, jak wydech kogoś, kto bardzo długo cierpiał, i teraz miał w końcu moment wytchnienia. Czerń w oczodołach ich przeciwników nagle przestała być tak intensywna, a ogień, którym okalała jednego z nich – zapłonął, dokładnie tak, jak powinien to zrobić.

Krzyk, jaki ich dobiegł, który można było określić mianem wściekłego, zaalarmował Victorię. Nie mieli czasu na zabawę w ciuciubabkę.

– Z drogi – warknęła do trupów, wedle swojej wcześniejszej myśli, chcąc spróbować za pomocą magii ściąć łeb płonącemu trupowi, żeby mieć pewność, że przestanie się ruszać. Miała nadzieję, ze Geraldine i Erik poradzą sobie z drugim. A potem chciała po prostu jak najszybciej zbiec po schodach na dół, wedle wcześniejszego planu – o ile jej towarzysze poradzą sobie w drugim trupem.


Kształtowanie
Rzut PO 1d100 - 99
Sukces!

Rzut PO 1d100 - 37
Slaby sukces...
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#23
15.10.2023, 21:21  ✶  

Nic nie mogło pójść zgodnie z planem. Powinien był się tego spodziewać. Przecież w tej wyprawie nie było nic normalnego począwszy od tego ile osób się na nią wybrało, aż po dziwne zdarzenia jakich doświadczyli na pokładzie tego przeklętego statku. Pomimo tego wszystkiego Erik liczył, że mógł przynajmniej pokładać wiarę w swojej własnej magii. A i ona go zawiodła, gdy zaklęcia okazały się nieefektywne. Podobnie zresztą jak czary Geraldine.

— To ten statek — warknął z niezadowoleniem, puszczając pod nosem niezbyt przyjemną wiązankę przekleństw. Zaczął się powoli wycofywać, jednak w dalszym ciągu celował różdżkę w ich przeciwników. — Możemy spróbować ich wysadzić. Po kilku bomardach nie będą już w takim dobrym stanie.

Desperacja, czy zwykła irytacja? Ciężko powiedzieć. Zaczynał odnosić wrażenie, że jakiś prymitywny lęk zaczął się odzywać wewnątrz jego głowy. Nagle poczuł, że wcale nie znajduje się na rozległym statku, a raczej w metalowej puszce, która w każdej chwili mogła zanurzyć się z powrotem pod powierzchnię wody. Zacisnął mocniej palce na rączce różdżki. Już miał wypowiadać inkantację, ale...

Zamrugał, gdy poczuł na twarzy lekki wietrzyk. Nie miał pojęcie, czy tylko mu się wydawało, ale nagle wszystko się uspokoiło i zwolniło. A może to jego zmysły się wyostrzyły? Może to właśnie był ten moment, gdy statek zamierzał ponownie zniknąć pod wodą, a wilcza natura Erika wysyłała mu ostatni sygnał, poniekąd dając mu szansę na ucieczkę. Wzrok Longbottoma mimowolnie powędrował w kierunku, z którego przyszli, jednak nie ruszył się nawet o krok.

— Co do — podskoczył na dźwięk kobiecego krzyku wydobywającego się z niższych poziomów okrętu. Zanim zdołał przejąć inicjatywę, to Victoria ruszyła do przodu jako pierwsza, dosyć efektywnie pozbywającego się jednego z trupów.

Erik poszedł w jej ślady, jednak nie dał się ponieść gniewowi. Po raz kolejny spróbował wyczarować świetliste pnącza, które miałyby obwiązać trupa, a następnie obalić go na ziemię. To powinno im utorować drogę na dół. O ile udało im się pozbyć tej przeszkody, mężczyzna powędrował za panną Lestrange na dół.


(Kształtowanie) Świetliste liny x2
Rzut PO 1d100 - 6
Akcja nieudana

Rzut PO 1d100 - 57
Sukces!


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#24
16.10.2023, 06:00  ✶  

Nie do końca wszystko szło po jej myśli. Na całe szczęście jednak udało jej się odepchnąć tego żywego trupa i nie miał możliwości jej zeżreć, czy coś. Erik i Vicotria dołączyli do ataku, jednak to też najwyraźniej nie zadziałało.

Liny, które jej przyjaciel wyczarował bardzo szybko zostały zniszczone przez tego stwora, ogień wydawał się nie ruszać tego drugiego. Nie wydawało się jej, żeby to było normalne. Każdą istotę powinno móc dać się zniszczyć. Coś musiało je trzymać przy życiu - nie miała jednak pojęcia, co.

Nie umykało jej to, że dziecko nadal krzyczało. Nie mieli jednak możliwości być wszędzie. Musieli czyścić ten statek po kolei z całego zła. Najgorsze jednak było to, że marnowali czas, bo nie mieli pojęcia, w jaki sposób pozbyć się tych dziwnych, martwych ale jednak żywych.

Wtedy wydarzyło się coś. Coś, czego nie umiała wytłumaczyć. Krótka chwila, moment, zawieszenie. Poczuła to bardzo dokładnie, jednak nie umiała tego wytłumaczyć. Jakby świat się zatrzymał, a coś zmieniło. Nie miała pojęcia, co to znaczy, wiedziała jednak, przeczucie podpowiadało jej, że jest inaczej. Jakby ta chwila była jakimś dziwnym przejściem między rzeczywistościami. Może tylko się jej wydawało? Nie, na pewno coś się zmieniło.

Wtedy usłyszała kobiecy krzyk, brzmiał, jakby ją coś zdenerwowało. To tylko upewniło Geraldine w tym, że faktycznie doszło do jakiejś zmiany.

Victoria ruszyła przodem. Gerry nie zamierzała zwlekać, Erik bardzo zgrabnie wyczarował liny, które oplotły drugiego z żywych trupów. Nie zamierzała jednak go zostawiać, bo jeszcze wyrwałby się po raz kolejny. Mruknęła pod nosem zaklęcie, które miało wyczarować siłę, która oderwie żywemu trupowi głowe od ciała. Następnie ruszyła za nimi w dół.


kształtowanie
Rzut Z 1d100 - 47
Sukces!

Rzut Z 1d100 - 54
Sukces!
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Norvel Twonk to czarodziej nieznanego statusu krwi, który poświęcił własne życie, aby ocalić mugolskie dziecko przed mantykorą. Za ten czyn odznaczono go pośmiertnie Orderem Merlina I Klasy.

Norvel Twonk
#25
17.10.2023, 23:35  ✶  
Głowa płonącego żywego trupa odpadła od ciała, gdy Victoria odcięła ją jednym płynnym ruchem nadgarstka i poprawnie spleconym zaklęciem. Bezgłowe ciało zrobiło jeszcze dwa, może trzy kroki a potem z wyciągniętymi do przodu rękoma runęło na ziemię.
Magiczne liny oplotły ciało drugiego przeciwnika i tym razem, ten wcale nie zdołał ich rozerwać ot tak, jakby były z papieru. Siłował się z nimi rzężąc ciężko a w jego oczach poza czarną energią pojawił się również głód, wieczny głód, który pchał nieumarłych do ataku na żywe istoty. Zaklęcie Geraldine położyło kres jego istnieniu.
O, jak inaczej w tym momencie wyglądała walka. Żywe trupy nadal pozostawały silne, ale nie były już nieśmiertelne.
Zbiegając po schodach w dół, całą trójką widzieli kolejnych przebudzonych nieumarłych. Victoria i Erik naliczyli siedmiu a zbiegająca jako ostatnia Geraldine ośmiu (Victoria i Erik zdążyli też zobaczyć, że przyczepiony do ściany atrium duch dziecka uwolnił się z niewidzialnych więzów i wystrzelił – jak z procy – ku korytarzowi na pierwszym piętrze). Ale to nie żywe trupy były ich głównymi przeciwnikami. Na samym dole czekała na nich kobieta w zniszczonej, czarnej sukni. Była w średnim wieku. Upiornie blada. W ręku trzymała różdżkę. Nie wyglądała na nieumarłą. Wyglądała jak normalna czarownica, tylko na pierwszy plan wybijała się jej nienaturalna bladość, jakby od wielu, naprawdę wielu lat nie miała dostępu do światła słonecznego.
Przez dźwięki, gdy nadbiegali uniosła głowę i zapatrzyła się na nich z nienawiścią. Na twarzy miała ślady łez a z jej oczu, wcześniej przesłoniętych jakąś mgłą, biła teraz dzika wściekłość i rządza mordu. Machnęła różdżką i Erik uniósł się w powietrze jak szmaciana lalka. Zawisł nad podłogą w atrium, jakieś cztery metry nad ziemią.
- Mogliście po prostu zasnąć i nigdy się nie obudzić – wysyczała nieznajoma. – Nie pozwolę wam zabić mojej córki!
Ruch, tylko ruch nadgarstka dzielił ją od ciśnięcia Erikiem o ziemię.

Tura trwa do 20.10.2023 roku do godziny 21.00
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#26
18.10.2023, 18:56  ✶  

Cicho wypuściła powietrze przez usta, kiedy udało jej się pozbyć jednego z truposzy, a Erik i Geraldine pozbyli się drugiego. W takim wypadku mieli czystą drogę, by zbiec na dół, nie niepokojeni przez nic i nikogo, chociaż Victoria po drodze widziała to, o czym mówiła Gerry – że wyczuwała potwory, WSZĘDZIE. I miała rację, bo pojawili się znikąd, nagle, pieprzone żywe trupy, ale wiedziała, że nie mieli czasu na nich i tylko by ich spowolnili. Bo krzyk, jaki słyszeli, ten kobiecy, zdecydowanie nie mógł należeć do żadnego z tych trupów. Po drodze jeszcze widziała, ze duch w końcu się uwolnił (co mogło „złapać” ducha?).

A miała naprawdę złe przeczucie, bo skoro ktokolwiek w ogóle ma tutaj jeszcze siłę krzyczeć i to w momencie, kiedy w końcu da się pozbyć żywych trupów, po tym dziwacznym uczuciu… to jej kobiecy i aurorski zmysł mówił: nie jest dobrze.

I nie było. Bo kiedy zbiegli na dół, zobaczyła dziwną kobietę, która nie wyglądała jak nieumarła. Była koszmarnie blada, niemalże jak wampir, no i… miała różdżkę. Ach, no i nie przypominała nikogo, kogo Victoria znała, kto tutaj się z nimi wybrał i kogo w ogóle szukali.

Nienawiść jaką się w nich wpatrywała wywoływała aż ciarki na karku, lecz nim zdążyli cokolwiek zrobić, ta machnęła różdżką i biedny Erik znowu został celem ataku. Tylko, ze tym razem znacznie groźniejszego.

Victoria nie zamierzała się z nią wdawać w dyskusje, zresztą pewnie nic by top nie było, bo teraz były ważniejsze rzeczy. Jak to, że mogła tylko machnąć różdżką, a Longbottom zaryłby prosto w posadzkę, z czterech metrów – że mogła nim cisnąć, a nie że jedynie by spadał. Nie zamierzała na to pozwolić

– Gerry! ŁAP GO! – krzyknęła za to, i sama machnęła ręką, chcąc rozproszyć jakąkolwiek magię rzuciła na Erika. A jeśli miała ku temu możliwość – to zablokować ewentualne kolejne zaklęcie.


Rozpraszanie
Rzut PO 1d100 - 75
Sukces!

Rzut PO 1d100 - 39
Slaby sukces...
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#27
18.10.2023, 23:45  ✶  

Po prostu za dużo nie myśl, powtarzał sobie co rusz Longbottom, mknąc przez kolejne schody statku, co by zejść do jego centrum.

Minęli żywe trupy, minęli ducha dziecka... A on naprawdę wolał się nie zastanawiać nad tym, jakie jeszcze tajemnice skrywał statek. I kto z ich drużyny łowców przygód na nie trafił. Wystarczyło mu jego własnych przeżyć. A kulminacją tego wszystkiego było, to gdy ni stąd, ni zowąd wystrzelił w powietrze. Wbrew swojej woli.

— AAAAAA!

A daj mi wreszcie, kurwa, spokój, przeklął w myślach Erik. Chociaż nie miał lęku wysokości, tak, gdy znalazł się cztery metry nad podłogą, oblał go zimny pot. Irytacja... Nie, nie. Złość wywołana tym, że po raz kolejny znalazł się na celowniku upiorów nękających ten statek, stawała się nie do zniesienia. Upadek z takiej wysokości nie brzmiał jak coś, czego chciałby doświadczyć na własną rękę, jednak miał wiarę w umiejętności swoich towarzyszek.

Czuł, jak magia czarownicy napiera na jego ciało, utrzymując je w powietrzu, jednak starał się wykręcić dłoń pod takim kątem, aby móc wycelować w nieznaną kobietę różdżką. Dzieliła ich spora odległość, była spora szansa na to, że nie trafi. Prawdopodobieństwo, że dobrze wyceluje, również nie było takie znowuż niskie. Bądź co bądź miał za sobą całe lata spędzone w Brygadzie Uderzeniowej, jak i prawie dwudziestoletnie obycie z własną różdżką. Wiedział na co go stać.

— Raz skrzatowi śmierć — mruknął, biorąc głęboki oddech. Oby wszystko poszło po jego myśli.

Różdżka poszła w ruch. Plan był prosty. Posłużyć się magią Kształcenia i rozniecić ogień bezpośrednio na sukni wiedźmy. Longbottom zdawał sobie sprawę, że ten nie spali jej na miejscu (zresztą nie taki był jego cel), ale powinien ją rozproszyć. To powinno na chwilę odwrócić uwagę ich przeciwniczki i pozwolić Geraldine i Victorii, aby sprowadziły go na ziemię... A potem dokończyły robotę. Bądź co bądź, gdzieś tam z tyłu czaiło się już też stadko żywych trupów, czyż nie?



(Kształtowanie) Wyczarowanie magicznego ognia na sukni przeciwniczki x2
Rzut PO 1d100 - 47
Sukces!

Rzut PO 1d100 - 73
Sukces!


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#28
19.10.2023, 08:35  ✶  

Udało im się pokonać te dwa żywe trupy, które stanęły na ich drodze. Wszystko się zmieniło, nie były już niesmiertelne, to musiał być ten moment, kiedy wszystko się zatrzymało. Bardzo dobrze. Yaxley nie miała pojęcia, co dzieje się w innych częściach statku, jednak jeśli oni walczyli to może jej kuzyni, Brenna i cała reszta również działała? Podejrzewała, że tak właśnie było. Może wspólnymi siłami uda im się zneutralizować całe niebezpieczeństwo i opuszczą bezpiecznie ten statek.

Pobiegli dalej, musieli nadal walczyć, żeby pokonać całe niebezpieczeństwo. Pojawiały się kolejne trupy, Gerry naliczyła ich osiem, ale to nie było to, czym musieli się teraz zająć.

Znaleźli się na samym dole, gdzie czekała na nich jakaś kobieta. Była cholernie blada, jednak nie wyglądała na trupa. Nie musieli czekać długo, żeby zobaczyć do czego jest zdolna. Uniosła różdżkę i rzuciła zaklęcie w stronę Erika, który wzbił się w powietrze. Oni się na niego dzisiaj uwzięli. Zdążyła jeszcze pomyśleć, gdy zobaczyła jak przyjaciel podnosi się w powietrze.

Usłyszała głos Victorii i jej łap go. Zignorowała to jednak. Widziała żądzę mordu na twarzy kobiety, widziała jej gniew. Zupełnie było jej obojętne to, że Vica jest aurorem. Byli w niebezpieczeństwie, miała nadzieję, że Longbottom nie uderzy zbyt mocno o podłogę, ale wydawało jej się to najlepszym rozwiązaniem.

Panna Yaxley machnęła różdżką i wypowiedziała na głos zaklęcie, chciała odciąć głowę wiedźmy od ciała, wyczarować siłę magii, która to zrobi. Pozbyć się jej na zawsze.


kształtowanie

Rzut Z 1d100 - 57
Sukces!

Rzut Z 1d100 - 49
Sukces!
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Norvel Twonk to czarodziej nieznanego statusu krwi, który poświęcił własne życie, aby ocalić mugolskie dziecko przed mantykorą. Za ten czyn odznaczono go pośmiertnie Orderem Merlina I Klasy.

Norvel Twonk
#29
19.10.2023, 14:47  ✶  
Raz skrzatowi śmierć, wymamrotał Erik.
I już leciał w dół. Trudno było orzec, czy doprowadziło do tego zaklęcie splecione przez Victorię czy też stało się coś jeszcze, na co nie mieli żadnego wpływu a czego konsekwencje mieli właśnie ponosić.
Zaklęcie, które próbowała spleść Geraldine nie przyniosło żadnego rezultatu. Jednocześnie poczuła ostry ból w piersiach. Tak, jakby ktoś owinął właśnie palce wokół jej serca i próbował je ścisnąć. To samo uczucie uderzyło w Victorię i, o dziwo również w upiorną kobietę, choć w jej przypadku – wyglądało to bardziej tak, jakby drgnęła i poczuła, że coś się właśnie wydarzyło. Uniosła rękę i dotknęła nią własnej piersi a z jej ust dobył się wrzask. Geraldine i Victorii pociemniało przed oczami z bólu i zabrakło sił na oddech. Osunęły się na ziemię, ale tym razem nie po to by zasnąć w świecie pełnym wizji, ale ze słabości. Czuły, że umierały, że ich serca walczyły właśnie o ostatnie uderzenia.
Erik z impetem spadł na podłogę atrium a przegniłe deski, pordzewiałe śruby i słupy konstrukcyjne nie wytrzymały jego ciężaru. Poleciał jeszcze niżej i uderzył w podłogę jednej z kajut. Poczuł chrupnięcie w ręce, która amortyzowała najwięcej uderzenia, ale ból nie był aż potężny jak mógłby być, bo i jego serce ściskała właśnie niewidzialna dłoń. Tu na dole było ciemno, śmierdziało glonami i rozkładającymi się rybami, ale Longbottom czuł tylko jak słabnie, jak jego serce walczy o życie.
I wtedy ból ich serc przeminął. Geraldine i Victoria czuły, że powoli wracają im siły. Znowu coś się zmieniło na statku – upiorna kobieta dalej wrzeszczała a żywe trupy, które widzieli gdy zbiegali po schodach – powoli, ale z uporem zbliżały się. Trzy z nich odłączyły się i ruszyły ku korytarzowi dla pasażerów drugiej klasy.
Serce Erika również się uspokoiło, ale nie minął pulsujący i piekący ból w ręce. Tak naprawdę bolał go cały bok, na nogach miał potężne siniaki. Miał też sporo otarć na ciele a w ustach czuł posmak krwi, ale w tym momencie najbardziej doskwierała mu ręka.
Upiorna kobieta umilkła. Machnęła różdżką, a potem wystrzeliła snop ognia ku sufitowi atrium. Magiczny ogień rozlał się po nim, ale nie palił wszystkiego na swojej drodze – płonęły tylko suche elementy a statek ciągle był miejscami mokry od wody, ogień więcej narobił przy tym gryzącego nosy dymu, niż płomieni. Machnęła znowu, posyłając drugi snop w stronę balustrady schodów na piętrze. Może przez szaleństwo, w którym tkwiła od kilkudziesięciu lat a może, bo domyśliła się, że ktoś właśnie zamordował jej córkę, sama postanowiła spalić Perłę morza wraz ze wszystkimi, którzy znajdowali się na jej pokładzie.
Tura trwa do 22.10.2023 roku do godziny 21.00
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#30
20.10.2023, 21:06  ✶  

Nie była pewna, czy poprawnie rozproszyła zaklęcie, ale nie miała czasu się nad tym zastanowić, bo w następnej sekundzie Erik już leciał na podłogę z niemałej wysokości, zaś Gerry celowała w kobietę. Zdążyła jeszcze tylko pomyśleć, że „oby Erikowi się nic nie…”, kiedy poczuła, jakby ktoś właśnie dotykał jej serca, w środku i zaciskał na nim palce. Stęknęła z bólu i mimowolnie uniosła lewą dłoń na wysokość serca, przykładając ją płasko poniżej mostka. To był rozdzierający ból, mini-zawał na pokładzie statku-widmo, aż trudno było złapać oddech.

Umieram – pomyślała i poczuła żal. Żal, bo ledwie wczoraj Sauriel mówił, że musi mu pozwolić odejść, a tymczasem to ona odchodziła… Straciła wizję, widziała tylko czerń, jakby oczy odwróciły jej się w głąb czaszki i znowu poczuła, że uderza kolanami o spróchniałe deski statku. Za chwilę już leżała, walcząc o ostatni oddech, o ostatnie uderzenie serca. Więc to nie ogień, a woda miała być jej końcem? Tym razem życie nie przebiegło jej przed oczyma, a jedynie twarze bliskich jej osób… Nie zdążyła im powiedzieć wielu rzeczy.

I tak nagle jak się zaczęło – nagle się też skończyło. Ból zniknął, a ona mogła znowu wziąć głębszy oddech. Przesunęła dłonie po pokładzie i zacisnęła palce na różdżce, podnosząc się choćby na tyle, by klęczeć. Trupy zbiegały po schodach, a blada, wrzeszcząca kobieta, wycelowała różdżkę w sufit, by wytworzyć ogień.

Niedobrze. Muszą się stąd jeszcze wydostać! Nie chciała tu umierać, nie chciała pójść na dno razem z tym wrakiem. Niewiele myśląc wycelowała różdżkę w ogień, jaki wytworzyła ta dziwna kobieta, by spróbować wytworzyć wodę i zgasić to, co zdążyło się zapalić. Statek mógł być mokry, wilgotny, ale pewne elementy zajęły się ogniem, a to bardzo, bardzo niedobrze…

– E-erik! – krzyknęła. – Żyjesz?! – i jeszcze te zbiegające po schodach trupy…

Drugim zaklęciem chciała posłać w stronę kobiety ciśnienie powietrza, by ją odsunąć, może udałoby się nią cisnąć o ścianę i choć na chwilę mieliby spokój…


Kształtowanie – woda
Rzut PO 1d100 - 92
Sukces!

Kształtowanie – ciśnienie powietrza
Rzut PO 1d100 - 59
Sukces!
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Ian Borgin (769), Atreus Bulstrode (1141), Augustus Rookwood (773), Avelina Paxton (367), Brenna Longbottom (2109), Erik Longbottom (3419), Geraldine Greengrass-Yaxley (3083), Laurent Prewett (917), Mavelle Bones (773), Norvel Twonk (5263), Sebastian Travers (1036), Stanley Andrew Borgin (265), Victoria Lestrange (3618)


Strony (7): « Wstecz 1 2 3 4 5 … 7 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa