• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic Ministerstwo Magii v
« Wstecz 1 2 3
[5.05.1972] Cain & Victoria | What a plot twist you were

[5.05.1972] Cain & Victoria | What a plot twist you were
Keeper of Secrets
I am not actually tired, but numb and heavy, and can't find the right words.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 182cm wzrostu Cain jest przeciętnej budowy osoby, która coś tam ćwiczy - nie chudy, nie wielce umięśniony. Ma ciemnobrązowe włosy i oczy barwy burzowych chmur, tak ciemne, że z daleka mogą wydawać się czarne. Jego zainteresowane otoczeniem spojrzenie podkreślone jest wiecznymi worami pod oczami.

Cain Bletchley
#1
18.10.2023, 21:11  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.09.2024, 22:01 przez Król Likaon.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Victoria Lestrange - osiągnięcie Badacz Tajemnic I

Pięć dni fajrantu. Tak właśnie trzeba żyć! - czy tak myślał ktokolwiek w tym biurze? Cain nie był pewien, bo większość jednak nosiła jeśli nie kije w dupach, to przynajmniej honorowe poczucie służby. Tymczasem był Cain i Alastor, którzy mogli na to wszystko patrzeć, jak lata, miota się... w takim upajającym slow motion życia. I tak samo Cain patrzył na papiery, których kolejny stos zawitał na jego biurku, a on sumiennie i dokładnie przenosił połowę tych dokumentów (tak, liczył) na biurko obok. W wyniku tego stworzony został mur Chiński, tylko taki w wersji angielskiej, na który teraz mężczyzna patrzył z lekkim powątpieniem, ściągniętymi w wąską kreskę wargami, ale jednocześnie kiwnął do siebie z uznaniem głową i spojrzał z ukosa na filiżankę z herbatą, która tutaj stała, przekręcił ją, przesunął... w końcu wziął i przestawił na parapet koło siebie, bo coś czuł, że przy tych wszystkich teczkach i z jego świetną koordynacją ruchową zaraz wszystko będzie w tej herbacie. Wtedy by już usiadł ze znudzeniem i robił jedno wielkie nic.

To wszystko zakładało, że jego partnerka, która miała dzisiaj wrócić do roboty, odzywała się cokolwiek i nie tonęła tylko i wyłącznie w swojej pracy. Bo Cain był samotnikiem. Głównie z konieczności, niż faktycznego wyboru. Nikt nie lubił, kiedy im zaglądasz do głowy i nikt nie chce, żebyś od razu potrafił powiedzieć, kiedy kłamią, kiedy kogoś kochają, a kiedy nie. Kiedy nienawidzą, a kiedy zdradzają. Oczywiście Cain zachowywał większość tego dla siebie samego, Strażnik Tajemnic, ale potem trafiało się coś takiego, że po prostu nie mogłeś tego pominąć czy nad tym przeskoczyć... A może po prostu był taki antypatyczny i celowo, podświadomie od siebie ludzi odpychał? Zaraz - to celowo czy podświadomie? Fakt był taki - przesiadywał zazwyczaj sam, nie był duszą towarzystwa i chociaż nikt mu nadmiernie nie dokuczał, to osobą, z którą ewentualnie przesiadywał, był jeden Alastor czy Atreus. A temu alkoholikowi daleko było do świętoszka.

Przybił sobie samemu piątkę za dobrze wykonaną robotę przydzielenia pracy Zimnej, która wracała właśnie po trudach i znojach Beltanowych przeżyć... a przybił ją sobie nie dlatego, że tak ją tą robotą naprawdę zawalił, tylko po tym, jak już rozdzielał na pół i jej dawał tą połowę, to kiedy swoje zrobił zabierał jej jedną czwartą i robił za nią po godzinach. No bo jednak... była tą ofiarą Beltane, prawda..?

Stukot obcasów na korytarzu. Z zaciekawieniem i wyciągniętymi pod stołem nogami spojrzał na drzwi, uśmiechając się nieco, gdy te się otworzyły. Weszła. Śliczna kobieta o włoskiej urodzie, którą widział już nie raz i nie dwa, która bardzo ładnie lśniła w tym biurze. Ściągnięta tutaj w zasadzie ze względu na jej umiejętności, bardzo świeża bułeczka do schrupania. Wykazująca się. Przynajmniej tak od ucha do ucha dało się wyrobić o niej opinię. Bogaczka do tego z szanowanego, czystokrwistego domu. Ciekawe, czy była takim samym dupkiem, jak większość Lestrange? Podniósł się z krzesła. Uczesany, o ciemnych, niemal czarnych włosach i z ciemnymi, szarymi oczami, które przy odpowiednim oświetleniu również zdawały się być czarne. Koszula była niedopięta na ostatnich trzech guziczkach i mężczyzna nie kłopotał się z krawatem - poza tym nie wyróżniał się... kompletnie niczym. Taka osoba, która była "okej", ale w zasadzie ginęła wśród tych przystojnych i charyzmatycznych czarodziejów i czarownic.

- Czeeść. - Uśmiechnął się i wyciągnął do kobiety dłoń. - Mam nadzieję, że się wyspałaś, bo roboty nie brakuje. - Wskazał obiema rękami biurko Victorii. - Tadaaam. - Może byłoby to bardziej zjawiskowe przedstawienie, gdyby nie to, że Cain miał spokojne ruchy i nie nabrał na wielkiej ekspresywności przy tym. - Kazali podzielić po połowie. - Rozłożył bezradnie ramiona, jakby nie miał na to najmniejszego wpływu. - Witaj w nowym super duecie aurorskim. - Bo czy będzie miło to się jeszcze okaże.



• • •
Sarkazm (rzeczownik) - środek przeciw idiotom. Dostępny bez recepty.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#2
18.10.2023, 21:54  ✶  

To były chyba najtrudniejsze dni jej życia – w tym sensie, że w życiu nie była tak słaba i tak zmęczona. I nigdy nie było jej tak zimno. Tak kurewsko zimno, jakby siedziała w samym lodowatym piekle, gdzie został tylko płacz i zgrzytanie zębami (z zimna). Przez te ostatnie dwa dni nawet gdyby chciała nie opuściłaby domu, jej ukochany ogródek nie istniał, ledwo stała na nogach, trzęsła się i na domiar wszystkiego – tęskniła za tym cholernym wampirem, jakby właśnie był jej odkrytą miłością życia. Nie rozumiała tego, ale… starała się przejść nad tym do porządku dziennego, bo nic przecież nie da użalanie się nad sobą. I tak cały swój wolny czas poświęciła na spanie (czy tam na próby spania, chociaż była tak cholernie zmęczona, że nawet nie potrzebowała do tego eliksirów), gapienie się w przestrzeń albo w piwnicy, warząc eliksiry najróżniejszej maści, sprawiając że zapasy jakie mieli w domu topniały w zastraszającym tempie. Czuła się słaba, jakby jej ciało ledwo mogło unieść jej ciężar, a widmo bólu, który rozdzierał każdą komórkę jej ciała… cóż. Nadal pamiętała jak to bolało. I najgorsza miesiączka świata czy inne kamienie nerkowe nie bolało jak to.

Była niepewna, czy podoła pracy. I prawdę mówiąc wcale nie chciała jej podołać. Czy nie zrobiła już dość? Czy nie weszła w same ognie, by dostać się do Limbo i stanąć oko w oko z Lordem Voldemortem? Kazał im klęknąć przed sobą – i nie zrobiła tego. A nawet stanęła naprzeciwko… czego właściwie? Zostań. Poczekaj tu z nami na innych. Tamten głos kusił, ale Lestrange wiedziała, że ma jeszcze dużo do zrobienia. Dużo do przeżycia… Chciała żeby dano jej spokój. I nie wierzyła, że uda jej się pójść w teren, że sobie tam poradzi. Dlatego napisała do Harper i poprosiła, żeby na jakiś czas pozwoliła jej zostać w Biurze, bo choć domyślała się ile jest pracy (i wcale nie chciała do niej iść), to zwyczajnie i tak tylko by przeszkadzała. Okazało się też, że roboty papierkowej to było po czubek głowy, a nawet i więcej.

Całe szczęście.

Nie była dzisiaj ubrana całkowicie przepisowo – to znaczy nie miała tych ciężkich, wiązanych butów, bo i tak nie poszłaby w teren. Spodnie zamieniła na spódnicę, ale poza tym nie było większych zmian – nadal była na czarno, nadal miała koszule i marynarkę, po prostu wyglądała jak typowa biurwa, tyle że z odznaką aurora. Była blada, miała nieco podkrążone oczy, choć pociągnięte czernią kąciki i długie rzęsy nieco odwracały od tego uwagę. Poza tym wyglądała po prostu schludnie – uczesana, z rozpuszczonymi włosami zebranymi z tyłu delikatnie klamrą,z torebką na ramieniu – musiała ja wziąć, bo gdzieś musiała zabrać wszystkie swoje leki i eliksiry, jakie kazał jej brać ojciec. Nic poza tym się nie zmieniło. Nigdy nie była ruchliwa, zwykle powolna w swojej egzystencji raczej milczącej niż gadatliwej, choć nie można było powiedzieć że była nieśmiała, nic z tych rzeczy. Ludzie, którzy znali ją bardziej, mogli liczyć na całkiem spory potok słów, to przed nieznajomymi była całkowicie cicha.

I całkowicie chłodna w obyciu – a teraz to już w ogóle była zimna, chociaż naprawdę niespecjalnie.

Listownie dostała wiadomość, że przydzielono jej partnera, który pokój teraz zajmuje i że wszystkie jej rzeczy zostały tam przeniesione. Nie umiała się tym bardziej przejąć niż "niech będzie". I z takim właśnie nastawieniem otworzyła drzwi.

Najpierw jej ciemne oczy zbadały otoczenie, dopiero potem spoczęły na Cainie, który nawet wstał, żeby ją powitać. A już w windzie i korytarzy kiwała tylko głową do ludzi, cicho mamrocząc pod nosem przywitanie, kiedy tak się wszyscy na nią gapili.

Wszyscy. Się. Na. Nią. Gapili.

WSZYSCY. Jakby była samą Morganą, która im się nagle po tysiącu lat objawiła.

Cicho zamknęła za sobą drzwi.

Te wszystkie detale ubioru Bletchleya jakoś jej umknęły, to było najmniej istotne. Jego wygląd? Ładny chłopak. Victoria miała ewidentną słabość do wysokich i ciemnowłosych, ale moc Beltane nie pozwalała jej stwierdzić niczego więcej.

- Hej – powiedziała czysto na przywitanie, a jej głos nie był z tych wysokich dziewczęcych trelów, był nieco niższy, ale na pewno nie gruby. Raczej przyjemny i do niej pasujący. Na moment się zawahała na tą wyciągnięta dłoń i Cain mógł to zauważyć, ale ostatecznie wyciągnęła też swoją. Przeraźliwie zimną. I uścisnęła mu dłoń, możliwie krótko, bo nie chciała mu sprawić dyskomfortu. Znała go rzecz jasna. Ale jakoś nigdy nie było okazji do jakiejś dłuższej interakcji. - Powiedzmy, że się wyspałam – odpowiedziała i widząc jego entuzjazm, spojrzała na swoje biurko. Papiery. Równiutko ułożone. Odetchnęła i można było nawet mieć wrażenie, że z ulgą. To, że Cain miał takie spokojne ruchy też jej nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie. Ona była równie powolna życiowo. Zazwyczaj. Spojrzała na swoje kupkę papierów a potem na biurko bruneta, porównując jego kupkę, była nawet równa, nie ściemniał. - To dobrze – nie chciała żadnego specjalnego traktowania z tytułu, że właściciele przez pewien czas uważano ją za martwą i spisywano na straty. Podział po połowie jej odpowiadał. - Miło mi, naprawdę. Do tej pory musiałam siedzieć raczej sama – odpowiedziała, ale bez takiego entuzjazmu. To nie dlatego, że się nie cieszyła, było jej wszystko jedno, ale po prostu nie miała na to zbyt siły. Ale i tak spróbowała się uśmiechnąć. - Chyba długo cię nie było – zauważyła, podchodząc do swojego biurka, na którym położyła swoją torebkę i odsunęła krzesło.

Keeper of Secrets
I am not actually tired, but numb and heavy, and can't find the right words.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 182cm wzrostu Cain jest przeciętnej budowy osoby, która coś tam ćwiczy - nie chudy, nie wielce umięśniony. Ma ciemnobrązowe włosy i oczy barwy burzowych chmur, tak ciemne, że z daleka mogą wydawać się czarne. Jego zainteresowane otoczeniem spojrzenie podkreślone jest wiecznymi worami pod oczami.

Cain Bletchley
#3
18.10.2023, 22:40  ✶  

Wyglądała... nijako. Jej oliwkowa karnacja świetnie maskowała bladość, ale nawet mimo tego wyglądała nijako. Byle jak. Mimo tego, jak się ubrała, jak się prezentowała... A i tak odetchnął z ulgą. Tak mentalnie, nie tak ostentacyjnie. Nabrał głębokiego wdechu i powoli wypuścił powietrze z ust, jak człowiek trochę niepewny tego "pierwszego spotkania" mimo, że zostali już sobie przedstawieni. Ile to... ponad pół roku temu. Czy ona w ogóle jeszcze pamiętała jego imię i nazwisko? Pewnie latało tu gdzieś z boku na bok, ciężko było się nie znać, chociażby większości. Już szczególnie, gdy było się królem i panem papierkowej roboty, bo twoja reputacja wynikała z "krewny Moodych i Stewarda" oraz z "co on tutaj robi". Jak to co? Nie widać? Papiery. To odetchnięcie nie było wywołane tym, że sprawiała wrażenie, jakby go kojarzyła i pamiętała. Wynikało z tego, jak było przy niej cicho. Żadnych kolorów. Żadnych nici. Nic. Normalnie reagował na takie osoby alerginicze. Ale oto miał przed sobą Victorię Lestrange, Gwiazdeczkę nam wschodzącą nad Londynem, przyjaciółkę Brenny, wzorową prymuskę, Tę, Która Przeżyła. Stanęła oko w oko z Voldemortem i przeżyła. Może to powinno właśnie niepokoić, ale wtedy sporo innych osób musiałby również oskarżyć o to, że zaprzyjaźnili się z Czarnym Panem... a wiedział, że tego nie zrobili. Chyba że nagle wszyscy wynaleźli sposób uciekania przed Trzecim Okiem, w co dziwne, ale wątpił. Może to dlatego wydała się taka nijaka? A może to przez to, że chyba miała kij w dupie przy kręgosłupie? Niezależnie od tego, uśmiech zadowolenia prezentował się na jego twarzy, jako ten uśmiech zadowolenia z tego, że oto ma kompana do kąpania się w papierach.

Była nijaka w swoim wyrazie, w swoim nastroju, w swojej pustce. Za to poza tym - prezentowała się całkiem elegancko i wcale nie jak ofiara, która wypełzła spod pazurów Lorda Voldemorta. I tylko dlatego, że był bardzo dobrym kłamczuszkiem nie podskoczył i nie rzucił jakąś kurwą, kiedy ich dłonie się spotkały. Nazwanie ich "Zimnymi" było jakimś śmiesznym niedopowiedzeniem, chociaż zarazem świetnie pasującym określeniem. Ona była lodowata, nie zimna! Jego dłonie przy niej były istnym pożarem.

- Cain Blletchley. Tak jakbyś zapomniała. - Siebie przedstawiać nie musiała ze względów dość oczywistych. Usiadł z powrotem na swoje krzesło, kiedy już zrobił prezentację - bo reszty nie musiał. Całe biuro znała, wiedziała, gdzie są dokumenty, gdzie co leży - a to, co czekało i tak miała posegregowane, bo przecież Cain wszystko poukładał, skoro już rozdzielał na połowy i sam chciał sobie ułatwić pracę w tym syfie i rozgardiaszu. - Cieplutka jesteś. - Nie powstrzymał się z komentarzem, ze wzrokiem już na teczce przed sobą, ale uniósł na nią spojrzenie. Nie to, że chciał jej celowo sprawić przykrość, ale... ale... ale prowokacyjne teksty chyba miał już po prostu wpisane w naturę. Właściwie chciał szybko wiedzieć, na czym tutaj stoją w tym pokoju. Już i tak szkoda mu jej było, przecierpiała swoje Piekło Dantego, ale nie zamierzał się bawić w jakieś ckliwe traktowanie. O paradoksie - a gdyby widział jej kolory od razu, gdyby się z niej wylewały, to zamknąłby mordę o wiele szybciej. - Miło? Czy będzie miło to jeszcze zobaczymy. - Uśmiechnął się, w jego głosie pobrzmiało rozbawienie, jakby powiedziała coś zabawnego. A przecież powiedziała całkiem sympatyczne słowa. Żeby nie było wątpliwości - jego ton i spojrzenie też nie były antypatyczne, wprost przeciwnie. I tak, patrzył na nią z zainteresowaniem, choć akurat nie z powodu tego, że była Zimną. Była jego nową partnerką. - Richard też na początku mówił, że mu miło. - Pociągnął żart, wyjaśniając go, żeby właśnie nie pomyślała, że zaprzecza tym słowom, bo zamierza być... wredny. Jego poprzedni partner robił wszystko, byle nie musieć łazić z Cainem. Czasami bardzo zabawnie było na to patrzeć. - Po czym poznajesz? Po pięciokrotnie większej stercie papierów do wypełniania? - Zaszeleściły kartki, kiedy w końcu teczkę otworzył.



• • •
Sarkazm (rzeczownik) - środek przeciw idiotom. Dostępny bez recepty.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#4
18.10.2023, 23:07  ✶  

Wyglądała nijako, bo czuła się nijako. Awansowała, bo trzy dni temu wyglądała jak gówno i czuła się jak gówno, i wiedziała doskonale, że będzie potrzebowała jeszcze trochę czasu, żeby zacząć czuć się… w miarę normalnie. Nie miała siły się tym nawet przejmować, starała się jak mogła, ale ludziom mijanym na korytarzu chyba niezbyt to przeszkadzało. A ją za mało to obchodziło wszystko, prócz tego, że trochę nieswojo się czuła z tą nagłą atencją od wszystkiego i wszystkich. O Cainie… Nie miała zielonego pojęcia co myśleć. Ale była kobietą o niemalże anielskiej cierpliwości: znosiła paplaninę Brenny od lat, no i znosiła humorki Sauriela… A to już chyba coś znaczyło. I nie to, że była kobietą pozbawioną charakteru, po prostu… była raczej cicha…

A potem pojawiała się za plecami i równie cicho mówiła, że jak zaraz nie pójdą do łóżek to odejmie im wszystkim punkty za gówniarskie zachowanie – taka właśnie była w szkole. Łatwo było poddać się wrażeniu, że miała kij w dupie tak głęboko, że sięgał po samą szyję, a ona… nawet zdawała sobie z tego sprawę, ale było to zupełnie niecelowe. To chyba ta zupełnie gładka maska, którą zapewniała jej wyćwiczona lata temu oklumencja.

Tabula rasa.

– Tak, pamiętam – przyznała, kiedy jej się przedstawił, a ona zabrała już rękę. Nie czuła ciepła. Nic nie było w stanie jej ogrzać. Ba, było jej wręcz cholernie zimno, ciągle. Zdążyła się do tego trochę przyzwyczaić, więc przynajmniej nie trzęsła się jak młoda brzózka na wietrze. – Victoria Lestrange – odpowiedziała mu na to, żeby już dopełnić tę formalność. Uniosła spojrzenie znad swojej torebki, w której właśnie grzebała, kiedy rzucił ten swój komentarz. – Co ty nie powiesz – odpowiedziała na zaczepkę. – Słuchaj, może powinieneś skoczyć do Munga, mogę ci załatwić szybką wizytę po znajomości, bo najwyraźniej coś jest z tobą nie tak, skoro mój dotyk jest dla ciebie ciepły – nie wiedziała do końca dlaczego ludzie z automatu brali ją za szarą myszkę, która nie potrafi odpyskować, ale proszę. Skoro chciał się bawić w ten sposób, to mogli się pobawić. – Może masz coś nie tak z krążeniem, hm? – zasugerowała i wróciła do grzebania w torebce, by w końcu wyciągnąć dwa flakony wypełnione jaskrawą cieczą, ułożyła je na biurku, po sekundzie przesunęła jeden z nich, żeby było równo, i usiadła. – Miło – powtórzyła niewzruszona i oparła łokcie na stole, splatając obie dłonie ze sobą w powietrzu. – A co mówił później? – zaciekawiła się i po prostu spojrzała na Caina, zamiast wziąć się do roboty. Tak, wypadało żeby wiedzieli na czym tutaj stoją. Wypadało się trochę poznać, skoro od dzisiaj mieli stanowić duet… jakiś tam. – Po tym, że dawno cię nie widziałam – stwierdziła po prostu, bez cienia wyrzutu. Ot, stwierdzenie faktu, nic więcej.

Keeper of Secrets
I am not actually tired, but numb and heavy, and can't find the right words.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 182cm wzrostu Cain jest przeciętnej budowy osoby, która coś tam ćwiczy - nie chudy, nie wielce umięśniony. Ma ciemnobrązowe włosy i oczy barwy burzowych chmur, tak ciemne, że z daleka mogą wydawać się czarne. Jego zainteresowane otoczeniem spojrzenie podkreślone jest wiecznymi worami pod oczami.

Cain Bletchley
#5
19.10.2023, 08:15  ✶  

Pierwsze koty za płoty jak to mawiają, czyli najgorsze, bo przedstawianie się, mają za sobą. Trzeba przyznać, że kobieta znosiła to z klasą... Cokolwiek ją spotkało. Na pewno jednak nic miłego. Nie trzęsła się, nie płakała, nie miała miny jakby zaraz jej świat miał się zawalić - a pewnie był tego bliski. Tym bardziej się cieszył, że nie będzie musiał się przejmować jej szarą czy ołowianą aurą, która pożerała prawdziwe kolory i przyprawiała o zawroty w brzuchu. Może to też było ruchem Harper? Cholera wie. Ta szalona kobieta była nieprzewidywalna. Niektóre rzeczy robiła 200iq moveset, żeby potem zrobić coś, czego nikt nie rozumie. Ale to wtedy pewnie też część większego planu, przynajmniej tak łatwiej to było sobie wytłumaczyć. Nic dziwnego w końcu, że ludzie byli zainteresowani nowym "zjawiskiem", chociaż niekoniecznie było się czym podniecać. Nie zauważył tutaj wielkiego ruchu pod tytułem "oooo Zimniii" nawet mimo Atreusa. Ludzie tutaj widzieli już dużo rzeczy. Za to nie zdziwiłby się gdyby wpadali z innych biur pod byle pretekstem. Np. Złożyć, hehe, kondolencje. Badacze naukowi na pewno mieli pożywkę. Nie jego sprawa, on się nie znał na kowenach, tych wszystkich dziwnych klątwach i innych umarłych albo w pół umarłych.

- Dzięki, mam umówione stałe wizyty. - Rzucił luźno w odpowiedzi, zastanawiając się, czy odpowiedź kobiety jest odruchem obronnym i frustracją spowodowaną tym, że wszyscy reagowali na jej zimno czy może jednak czarnym poczuciem humoru. A może tą sławną, urażoną kobiecą dumą? Morgano uchowaj, żeby nie to ostatnie! Kobiety były zazwyczaj głupsze od mężczyzn... Oczywiście statystycznie. I nie, niekoniecznie tak myślał, za to pomyślał, żeby kiedyś ten tekst przetestować. - Może. - Oderwał spojrzenie od papierów, żeby spojrzeć w kierunku okna. Chociaż chyba do listy przypadłości tego by sobie nie dopisywał. - Dziękuję, wezmę to pod uwagę przy następnej wizycie. - Nie ma to jak koleżanka z pracy co się troszczy o twoje zdrowie, co? Uśmiechnął się jednak pod nosem na te pyskówki, które poleciały z drugiej strony pokoju. Panował tu porządek. Przynajmniej ten papierologiczny i minimalizacja wszystkiego, co mogłoby zagracać. Żeby nie rozpraszało. Żeby za dużo się nie zmieniało.

- Później mówił niewiele, przynajmniej do mnie, więc musiałabyś zapytać jego przyszywanych partnerów. - Czy było mu przykro z tego powodu? A skąd! To nie tak, że się wielce migał od pracy, bo bez tego nie da się niczego zmienić, nikogo ochronić. Ale nawet tutaj było niewiele osób, którym można było zaufać. A może - szczególnie tutaj. - Nie miałaś partnera? - Czasem się tak zdarzało, Cain nie był zbyt przywiązany do tego partnetowania, potrafiły się często dziać roszady przy okazji różnych zadań. Bo ten potrzebny tu, a tamten potrzebny tam, tego umiejętności chcemy tu a tamtego gdzieś indziej. Ale tak, zawsze partnera dobierali. Może miała pecha i było nierówno. Ktoś chociaż skorzystał na śmierci Serwują. Tego już jednak nie powiedział z przyzwoitości. - Wiesz jak jest, nawet jak Gównojady grasują to człowiek potrzebuje wakacji.



• • •
Sarkazm (rzeczownik) - środek przeciw idiotom. Dostępny bez recepty.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#6
19.10.2023, 10:09  ✶  

Mogła się załamać, a mogła… udawać, że wszystko jest w porządku. Wolała robić to drugie, zwłaszcza że już się poużalała nad sobą przez ostatnie dni, a pewnie jeszcze złapią ją momenty słabości i będzie się załamywać. Martwiła się, bardzo, bo póki co lekarze nie byli w stanie powiedzieć co się z nią w ogóle działo. Jej ojciec i inni, którzy ja w w pierwszy dzień po badali mieli teorie, że to jakaś utrzymująca się hipotermia że względu na pobyt w Limbo i spędzenie kilku godzin w korzeniach drzewa rosnącego do góry nogami, ale sama już nie wiedziała… to wychłodzenie chyba nie sprawiałoby, że nie jest w stanie czuć żadnego ciepła. I że nie działa na to żaden eliksir ani maść rozgrzewająca, ani gorąca kąpiel, ani właściwie nic. Czasami nadal się trzęsła, próbowała opatulić czymś ciepłym, nawet jeśli nic to nie dawało – minęło zbyt mało czasu, by mogła się całkowicie przyzwyczaić, ale po prostu robiła dobrą minę do złej gry…

Nie wiedziała, dlaczego Harper postanowiła sparować ją z Cainem. Może miała w tym jakiś cel, choćby taki, żeby ktoś miał na nią oko, jak będzie siedziała w biurze (a czekały ją długie dni nim wróci do służby w terenie), a może chodziło o niego, albo o nikogo właściwie i po prostu tak jej spasowało. Nie zamierzała w to wnikać, bo nie miała do tego kompetencji. Zawsze lepiej było mieć tego partnera niż nie… nawet jeśli ten jej miał sławę siedzącego w biurze. Nie przeszkadzało jej to póki co.

Ludzie widzieli dużo rzeczy. Tylko nie takie, jakie przydarzyły się jej, Mavelle, Patrickowi i Atreusowi. Co im dokładnie było nie wiedział absolutnie nikt. Nikt! A skąd ludzie wiedzieli, że w Limbo stali naprzeciwko Voldemorta – tego też nie wiedziała… ale jakoś się dowiedzieli i być może to połączenie zimna, Limbo i Voldemorta dawało mieszankę tego, że teraz pisano o nich w gazetach i… gapiono się na korytarzach Ministerstwa, kiedy próbowała się dostać do pracy.

- To dobrze. Trzeba dbać o swoje zdrowie i je regularnie kontrolować – odpowiedziała po prostu, nadal ciągnąć tę zaczepkę i dziwaczną wymianę zdań. Jej odpowiedź była wszystkim po trochu, i reakcja obronną, i frustracją, i urażoną dumą, ale także przekorą jej charakteru i próbą przejścia z tego nieszczęścia do porządku dziennego. To była walka z samą sobą.

- Jego zdanie nie interesuje mnie tak bardzo, żeby chcieć koniecznie je poznać. Sama sobie wyrobie opinię. Myślałam po prostu, że może trochę mi to ułatwisz– stwierdziła i zapatrzyła się na niego, po czym powoli ściągnęła z góry kupki pierwsza teczkę. Ale tylko ściągnęła, nawet nie zabrała się za jej otwieranie. - Takiego stałego to nie. Raczej z doskoku jak czegoś trzeba było – odpowiedziała już normalnie, bo czemu miałaby do wszystkiego podchodzić z defensywą. Wszystko wskazywało na to, że będą spędzać z sobą dużo czasu więc po co od razu wprowadzać między nimi negatywną atmosferę? I tak minęło trochę za mało czasu żeby Victoria była w stanie wyczuć Caina i to jaki jest, jedyne co jej póki co przychodziło do głowy, to to, że albo nie wiedział jak trzymać język za zębami, albo po prostu sam ją testował i celowo szturchał ją kijem, żeby wiedzieć z jakiej gliny jest ulepiona i jak wielką sztywniarą. - Nie przepytuje cię, po prostu stwierdziłam fakt. To było przyjazne zagajenie do rozmowy jeśli nie zauważyłeś – stwierdziła i odrobinkę uniosła brwi, ale nie w zdziwieniu, nie. W zainteresowaniu.

Keeper of Secrets
I am not actually tired, but numb and heavy, and can't find the right words.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 182cm wzrostu Cain jest przeciętnej budowy osoby, która coś tam ćwiczy - nie chudy, nie wielce umięśniony. Ma ciemnobrązowe włosy i oczy barwy burzowych chmur, tak ciemne, że z daleka mogą wydawać się czarne. Jego zainteresowane otoczeniem spojrzenie podkreślone jest wiecznymi worami pod oczami.

Cain Bletchley
#7
19.10.2023, 13:15  ✶  

Oklumenci byli zimni. Zbyt zimni. Wycofani i niechętni do tego, żeby wysunąć nosek ze swoich bezpiecznych stref. Gdyby był oklumentą, to pewnie robiłby tego odwrotność, żeby tworzyć złudzenie otwartości. Nie to, żeby teraz wielce inaczej się zachowywał, bo chociaż nie należał do krzykaczy ani posiadaczy hektolitrów zapasów adrenaliny we krwi jak Brenna, nie był też jak napalone młodziki na jakąś akcję (albo i starsi gracze tego biura) to żaden był z niego milczek. Jeden Patrick wystarczył za całą grupę w kwestii wycofania i siedzenia w swoim fluffy zaułku z napisem "możesz przyjść na herbatę, ja posłucham". Nie "ja pogadam" tylko "ja posłucham". Rzecz jasna prześmiewczo to ujmując, bo Patrick wcale nie był złym kompanem do popołudniowych herbatek, jeśli nie oczekiwało się pierdolenia trzy po trzy albo ploteczek z najnowszego świata mody. Victoria zresztą też nie wypadła przed nim na wielce rozmowną. Przed nim - to jest w tych krótkich momentach, jak mieli ze sobą styczność, na przykład w kuchni jak potrafili się ludzie zebrać na kawę, przerwę obiadową, czy cokolwiek innego, bo akurat wszyscy nie byli gdzieś w terenie i każdy chciał się wymienić ploteczką czy dwiema z biura. Była jedną z tych niewielu osób, na które nie działało wsadzanie kija w mrowisko. Choć według niego - po prostu mrowisko nie było trafione. Należało jedynie znaleźć odpowiedni temat.

- Przemawia przez ciebie doświadczenie zawodowe? - Słyszał o tym, a raczej - usłyszał o tym RAZ, kiedy Victoria tutaj przyszła została przedstawiona - i zostało powiedziane, że pracowała w Departamencie Wypadków i Katastrof jako restaurator i amnezjator. Ten raz całkowicie wystarczył. Chciało się dokręcić śrubeczkę, zagaić, że w takim razie dobrze, żeby i ona o swoje zadbała. żeby codziennie chodziła do lekarza, ale to byłaby już przesada i to gruba. Chciał posprawdzać granice i ustalić, z kim ma do czynienia, a skoro nie przez kolor to musiał to robić słownie i poprzez wyciąganie wniosków. Te próby testów mogły mieć różny wynik, w tym taki, że z frustracji mógł zostać ofukany za bycie wrednym - i tyle z wrażenia tego cichego kolesia za biurkiem. Natomiast był ciekaw, czy pokaże kawałek siebie, czy będzie się zawsze chować za kamienną maską.

- Brak słów komentarza z jego strony był całkiem wymowny. Jeśli mówimy o ułatwianiu. - Bo utrudniał? Nie, skądże znowu! To znaaczy... mógł wszystko podać na tacy, to prawda, ale wtedy byłoby to co najmniej o jedną czwartą mniej zabawne, niż było. "Zabawne". Ot, każdy miał swój sposób na konwersację i poznawanie ludzi wokół siebie, tak to chyba trafniej było ująć? Victoria była rzeczowa. Ale potrafiła całkiem nieźle bujać się od burty do burty, kiedy przychodziło do złośliwości. - Ale podbiję stawkę jak w kartach czarodziei i dopowiem, że chyba się zgodził z moim twierdzeniem, że wylosowałem odznakę w paczce Fasolek Bertiego. - Hm. Nie obchodziło ją to, co mówią inni, ale jednocześnie chciała znać prawdę o tym, co było tutaj. Jej pytanie więc o to, co mówił później niekoniecznie dotyczyło. Ona na niego spoglądała, a on właśnie wysmarował pierwszy podpis i pieczątek na dokumencie, żeby do złożyć i odłożyć na nową kupkę. - Jakbyś kiedyś miała dość moich niewysublimowanych żartów to wystarczy powiedzieć. Najlepiej słowo klucz, którego raczej nikt się nie spodziewa, na przykład "szaławiła". - Wysupłał pierwsze lepsze dziwne słowo, którego chyba nigdy nie słyszał wypowiedzianego na głos. Tym nie mniej chodziło o zapewnienie jednak tutaj jakiejś strefy komfortu i powiedzenie, że potrafi się zamknąć, jeśli trzeba. Albo przynajmniej wytyczyć jakieś granice. - Karta stałego klienta została przybita w biurze, doraźnie proponuje się tu kawę z muffinkiem. - Uśmiechnął się wesoło, unosząc na nią na moment oczy. Uważane spojrzenie, takie trochę ciekawskie, trochę psotliwe. - Wbrew pozorom przysięgam, że nie migam się od pracy. Nawet jeśli nie mam takich imponujących papierów. - Jak Ty. Bo chociaż Victoria była tutaj krótko to szczególnie teraz stanie się prawdziwą Gwiazdeczką.

- Czy nie wszystkie takie pytania w ustach aurora brzmią jak lampka na oczy i "mów albo avada kedavra"? - Żartował sobie, chociaż brzmiało to całkiem poważnie, nawet mimo uśmiechu. - Większość osób zauważyła moją znikomą obecność po rosnącej stercie papierów, dlatego sobie z tego żartuję. - Rozjaśnił sytuację, żeby nie sądziła, że potraktował to właśnie tak - jak przesłuchanie, jak to powiedziała sama.



• • •
Sarkazm (rzeczownik) - środek przeciw idiotom. Dostępny bez recepty.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#8
19.10.2023, 15:26  ✶  

To nie do końca było tak, że Victoria wiecznie chowała się za tarczą oklumencji. Pokazywała swoje kolory w gronie, któremu ufała, i gdzie czuła się dobrze i swobodnie – ale nawet tam w sytuacjach… bardziej stresowych… potrafiła machinalnie skryć twarz za maską, nawet jeśli nie taka była jej intencja. Nie wiedziała jaki jest Cain, nie wiedziała nawet, że jest aurowidzem. Oklumencja była jak płaszcz, zwłaszcza kiedy szła tutaj i przyglądali jej się dosłownie wszyscy – wtedy po prostu chcesz się skryć, schować twarz, nie pokazywać słabości. Później to było już jak przyzwyczajenie, a po Beltane… komu można było ufać? Tego Victoria nie wiedziała, więc miała tylko małe grono zaufanych…

Każdy miał coś, co irytowało. Victoria rzecz jasna również. Natomiast wychowała się z cholernie wymagającą matką, musiała znosić jej wymysły, nie dziwne więc, że nie tak łatwo było ją wyprowadzić z równowagi – trzeba się było postarać. Zawsze była bardziej spokojna niż choleryczna, a dla wielu wręcz zbyt spokojna. Irytująco wręcz spokojna, bo chcesz takiego wkurzyć, a on nic. Jakie jednak były intencje Caina? Czy chciał zobaczyć w jej oczach złość? Albo po prostu cokolwiek?

- Przemawia przeze mnie troska o zdrowie partnera – odparła za to po prostu, nie dając się złapać jak rybka na haczyk. Prawdę mówiąc to nawet tego nie wyczuła, ot – dalej ciągnęła rozmowę. Nie sądziła, że było to nawiązanie do jej pierwszej pracy w Ministerstwie. I to takiej jaką wykonywała cztery lata… w Departamencie Przestrzegania Prawa była lat pięć i pół, a w Biurze Aurorów – trzy i pół. To wciąż krócej niż praca w Czarodziejskim Pogotowiu i użeranie się z mugolami, albo poszkodowanymi po nieudanej teleportacji. Inne katastrofy zdarzały się niezwykle rzadko. Już prędzej słowa Caina skojarzyłaby bardziej z tym, że jej babcia była ordynatorką Munga.

- Kto wie. Może po prostu brakowało mu słów z zachwytu? – zasugerowała, ale zrozumiała już doskonale, że nie o to chodziło Bletchleyowi. Ale mało ją to obchodziło, ot nie była taka uprzedzona. Waliło ją czy był czarodziejem czystej krwi, czy półkrwi, nie miało akurat to dla niej większego znaczenia, wątpliwości miała tylko do mugolaków, ale to przez wzgląd na pracę w Pogotowiu – po prostu naogladala się tragedii tworzonych właśnie przez nich. Tak czy siak, nie gardziła nimi, nic z tych rzeczy. Tak samo jak po prostu była osobą, która dawała szansę ludziom, i Cain też przed nią właśnie stał. - Mmmmm, wątpię – spojrzała na bruneta krytycznie i wyraziła swoje zdanie co do wylosowania odznaki w paczce słodyczy. I jakoś jej się nie wydawało że był tu przez znajomości. Raczej po prostu miał swoje ukryte talenty, których nie pokazywał szerszemu gronu. - To zbyt niebezpieczna robota, żeby trzymali tutaj kogoś kto się do tego nie nadaje – wyjaśniła zaraz swój tok rozumowania, bo nie chciało jej się bawić w grę pod tytułem "domyśl się". Zwykle i tak nie zdawała egzaminu. - Wybacz, raczej nie mam w zwyczaju się zgadzać z kimś tylko dlatego, że sam tak mówi. Ludzie zazwyczaj mówią różne głupoty mało pokrywające się z prawdą – i uśmiechnęła się nawet miło, a na pewno nie kpiąco.

- Zapamiętam, ale raczej nie musisz się martwić. Niektórzy mówią, że mam wręcz irytująco anielską cierpliwość i brak poczucia humoru – to drugie nie było prawdą. Miała poczucie humoru… tyle że wyjątkowo beznadziejne. Żarty wypowiadała z kamienną twarzą przez co jak ktoś nie wiedział, to miał problem złapać czy mówi serio czy jednak nie. - Szaławiła? Mówisz o sobie? – nie wyglądał na takiego, no ale kto wie? Oczywiście że znała znaczenie tego słowa, była kobietą która bardzo dużo czytała… - Kawa i muffinki to bardzo dobry wybór – skomentowała, nadal nie otwierając teczki. - Bez przesadny. Na razie to ewidentnie ja się od niej migam, a sama poprosiłam o tymczasową pracę w biurze – stwierdziła i z bólem serca otwarła teczkę, która wzięła z góry kupki. Nie czuła się jak żadną gwiazdą, nawet jeśli była porządnie przeszkolona i miała bardzo dobre wyniki – to była ciężka praca i chęć zaimponowania rodzinie. I fakt był taki, że jako auror była tu krótko, ale była tu również na kursie autorskim… trochę lat więc minęło. Ale nie gadało się ze wszystkimi, no i wtedy to się głowie uczyła.

- Co? – spojrzała na niego sceptycznie. Jaka avada kedavra, żadnych takich. Starała się nawiązać kontakt, nie musiał jej się tutaj od razu spowiadać że wszystkiego co robił. - No jasne, crucio bo nie odpowiadasz od razu i imperio, żeby nie trwało to za długo – chujowy był to żart, ale ona akurat mówiła to z sarkazmem. - Aha. Rozumiem. To musieli mieć wyjątkowo mało pracy skoro mieli czas patrzeć na piętrzące się papiery – zauważyła złośliwie, choć ta złośliwość nie była skierowana do Caina.

Keeper of Secrets
I am not actually tired, but numb and heavy, and can't find the right words.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 182cm wzrostu Cain jest przeciętnej budowy osoby, która coś tam ćwiczy - nie chudy, nie wielce umięśniony. Ma ciemnobrązowe włosy i oczy barwy burzowych chmur, tak ciemne, że z daleka mogą wydawać się czarne. Jego zainteresowane otoczeniem spojrzenie podkreślone jest wiecznymi worami pod oczami.

Cain Bletchley
#9
19.10.2023, 19:08  ✶  

- Jesteś empatyczna czy to pragmatyzm? - Haczyk? Hmm... żeby rybka złapała na haczyk to jeszcze trzeba było mieć naprawdę dobrą przynętę. To była zaledwie gra skojarzeń, ale rzeczywiście - prawie jakby spławik siedział w wodzie i powodował rozchodzące się od niego słoje wody. Naturalne, a jednak nie. To był jednak tylko kawał plastiku zanurzony w jeziorze, gdzie w tym naturalność? Tylko tam, gdzie tafla reagowała na obecność ciała obcego, a ryby myliły to z listkiem albo robakiem dryfującym na falach. Sądziły, że natura przynosiła im coś dobrego, a tymczasem to człowiek chciał, żeby ta woda przyniosła mu soczystą rybkę na obiad.

Rzeczywiście - każdy miał coś, co go irytowało, denerwowało, przeszkadzało. Jedni alergią reagowali na dzieci, inni na drapanie paznokciami po tablicy, a jeszcze inni na klikanie długopisu. Jednych doprowadzał do białej gorączki dźwięk mew o czwartej rano przy oknie, a inni spali przy tym dźwięki smacznie. Jednych denerwowały żarty seksualne, innych bawiły. Próba wyczucia siebie wzajem, co komu przeszkadza, co komu nie, była tutaj sztuką. Sztuką... której Cain w sztukę nie przerabiał, bo żaden z niego był wielki manipulator czy szachista na planszy relacji i życia. Był zwykłym gościem, który po prostu droczył się ze swoją wspólniczką, z którą miał od tej pory pracować. Chyba najtrafniej było to porównać do wbijania szpileczek w poduszeczkę. Albo w żywą tkankę? Uświęconą myślą samousprawiedliwienia - nie miało boleć, ale tylko debil pomyślałby, że żarcik o "jaka jesteś ciepła" nie wywoła żadnej przykrej reakcji.

- Na pewno. - Poparł ochoczo tę wersję wydarzeń, jaką przedstawiła sama Victoria, bo i kto nie chciałby zostać brany dokładnie z tej strony? Ale również - kto dawał odznakę aurora osobie, która miała pracować w biurze? Od tego można było zatrudnić kogoś, kto się tym stricte zajmie. Albo właśnie kogoś, kto się tym zajmie i czasami pomoże w terenie - takiego Caina. Victoria była chyba takim typem niedowiarka, który miał całkiem sporą wiarę w to biuro i możliwości ludzi wokół. Tym nie mniej i tak było to żartem, bo nie przedstawiał siebie z tak tragicznej strony, jako nieroba i nieuka, w papierach może i nie zachwycał super wybuchami ognia, ale swoje też miał. Jeśli ktoś chciałby tylko spojrzeć, w końcu mieli tutaj swoje akta. Niecałe. I nie wszystkie. Większość siedziała grzecznie u Harper jako tajne przez poufne. - Jakbyś wierzyła w moje żarty to dopiero czułbym się zaniepokojony. - Uzupełnił jej wątpienie i to, że nie ma w zwyczaju osądzać czyichś umiejętności, albo i nie po tym, że tak o sobie mówi. Sceptycyzm to cenna rzecz. A jeszcze cenniejszą był zwykły zdrowy rozsądek, bo w te absurdy chyba tylko dziecko by uwierzyło. To nie ze względu na umiejętności im się gorzej pracowało. To ze względu na to, że gość nie był tak cierpliwy jak Victoria. Nie dogadywali się najlepiej. - Nie dostałaś do rąk własnych moich papierów do zapoznania się? - Jeśli nie rozmawiała z Harper to co, wzięli ją i rzucili mu na pożarcie? Raczej nie było czego pożerać, ani on nie był żarłoczny, ani Victoria nie była owieczką do zjedzenia. - Specjalizuję się w magii zauroczeń, dobrze sobie radzę z translokacją, więc raczej mnie nie znajdziesz w pierwszym szeregu walczących ze złem. - Wyjaśnił jej już całkowicie normalnie i po ludzku - to było ważne, żeby wiedziała, czego się po nim spodziewać. - I jestem naprawdę wybitnie chujowy w mapach. - Uśmiechnął się szeroko. - I znam się dobrze na hipnozie. Więc... głównie przygotowuję teren, żeby duzi chłopcy i dziewczynki z dużymi różdżkami mogli się bawić, albo sprzątam, jeśli nawalą. - Każdy miał swoją rolę. Tym nie mniej, tak jak powiedział, nie wymiguje się od roboty, kiedy trzeba było zrobić coś... "bardziej ekscytującego" w mniemaniu świata.

- Naprawdę? Jak dla mnie tryskasz humorem na prawo i lewo. - Cain miał spokojny głos, taki ciągle balansujący gdzieś na granicy sympatii a żartu. Brzmiał żywo w przeciwieństwie do zmęczonych, zblazowanych ludzi, ale jednocześnie nie energicznie. - Nie, mówię o słowie bezpieczeństwa. - Niektórzy takich używają w sypialniach, a oni mogli używać sobie w gabinecie, kto niby bogatemu zabroni? Oprócz tego, że drugi bogaty. - Migasz od pracy... - Przechylił głowę na bok z lekkim powątpieniem co tego migania się, choć nadal rozbawiony. Czy mówiła poważnie, czy też nie - nie miał pojęcia. Mogła sobie wyrzucać, że inni pracują, a ona nie - to byłoby takie typowe dla tego biura, gdzie większość zasuwała w pocie czoła. Większość, bo niektórzy jednak naprawdę lubili unikać pracy. Nie skomentował tego jednak dalej i zostawił przemyślenia dla siebie. Victoria nie zdążyła sobie tutaj wyrobić opinii leserki.

Normalnie prychnąłby śmiechem z tego żartu, gdyby nie wszystkie te złe rzeczy, jakie się stały i działy. Gdyby nie to, ile ludzi zginęło na Beltane. Dlatego tylko się uśmiechnął pod nosem, doceniając ten cynizm, jaki się tutaj pojawił i dystans. Zmarłych już nic nie było w stanie przywrócić do życia. Gdyby był na tym Beltane - co by to zmieniło..? Jego myśli nawet nie zdołały się zatrzymać na tym, kiedy kobieta dodała o tych papierach - i wtedy już rzeczywiście prychnął śmiechem.

- Ja jak podziwiałem dokumenty na twoim biurku to nadałem im nawet nazwę - "Mur Londyński". - Pochwalił się swoim równie chujowym żartem i przejawem ironii wobec tych papierzysk.



• • •
Sarkazm (rzeczownik) - środek przeciw idiotom. Dostępny bez recepty.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#10
19.10.2023, 20:07  ✶  

Nie była przesadnie empatyczna, ale to nie tak, że nie posiadała zdolności współodczuwania. Posiadała, tylko przykryta była chłodną analizą i pragmatyzmem właśnie. Czy było to coś złego? A to już zależało kto pytał.

– Powiedziałabym, że mieszanka jednego i drugiego – odpowiedziała za to. A ile jednego w stosunku do drugiego, to już musiał odkryć sam, a Matka mi świadkiem, że Victoria nie była osobą, która nadmiernie by takiemu poznaniu utrudniała. Partner w pracy takiej jak ich oznaczał, że będą spędzali ze sobą mnóstwo czasu; jasne, pewnie czasem trzeba będzie się inaczej podzielić, ale domyślnie zostali sparowani jako duet pracujący razem, znaczy, że Harper uznała, że ich umiejętności uzupełniają się wzajemnie i będą dobrze razem współdziałać. Victoria nie wiedziała kiedy decyzja została podjęta – czy na szybko po Beltane, czy jednak zapadła już wcześniej i wszystko czekało aż Cain wróci, ale nie było to nadmiernie istotne… chyba. Szpileczki jakie wbijał w jej mięciutkie ciałko nie przechodziły przez warstwę muru, jakim się otoczyła i w rezultacie tylko patrzyła na niego, mrugała i się uśmiechała… albo nie, zależy. Ale nie wyglądało na to, żeby była jakoś dotknięta jego słowami. Dotknęło to ją, że jej matka tak się wzdrygnęła kiedy ją złapała, a obcy człowiek… Bletchley nawet się nie wzdrygnął, a miał do tego pełne prawo. Jego komentarz o tym, że jest cieplutka też był o wiele lepszy niż te, które słyszała pod swoim adresem w szpitalu polowym: że jest zimna tak, jakby dotykało się… trupa. To było niemiłe, a nie to co mówił Cain.

Niekoniecznie miała wielką wiarę w biuro, po prostu była realistką i po tych trzyletnich kursach był jeszcze egzamin. I nie wszyscy go zdawali. Skoro więc Cain go zdał, no to znaczyło, że się nadawał w jakimś tam stopniu, tak czy nie? No tak. Znaczyło, że posiadał umiejętności, dzięki którym był tutaj potrzebny – to było tak proste jak to, nie było w tym żadnej większej filozofii.

– Och, a to to były żarty? – „zdumiała” się z poważną miną, tylko odrobinę unosząc brwi. Brzmiała tak samo… niemal zblazowanie jak cały czas, nie było większej różnicy w intonacji ale tak prawdę powiedziawszy to nawet w tym momencie nie była wina skrycia się za kapturkiem z oklumencji. Była po prostu… nadal zmęczona. Zresztą nie od parady przyniosła ze sobą eliksiry na wzmocnienie organizmu. I nie, to nie tak, że wierzyła, że Cain mówił poważnie, absolutnie nie. – A kiedy? Trochę nie bardzo był na to czas, dzisiaj pierwszy raz wyszłam z domu. Po prostu napisałam do Moody, że potrzebuję na jakiś czas jedynie pracy w biurze, bo będę tylko zawadzać w terenie. Zgodziła się i napisała mi po prostu, że teraz będziesz moim partnerem i który pokój i tak dalej – niemalże wzruszyła ramionami, niemalże, bo ruch jaki wykonała był ledwie widoczny. – Nawet nie bardzo się orientuję co się dzieje, ani co się mówi – stwierdziła i pierwszy raz spojrzała w kierunku drzwi, ale bardzo szybko wróciła wzrokiem do bruneta. Wysłuchała go ze swoim zwyczajowym skupieniem i po tym, gdy przedstawił jej swoje zdolności, pokiwała głową. I nawet się uśmiechnęła – blado bo blado, ale jednak. – W porządku. Ty moje akta czytałeś, czy też ci powiedzieć to i owo? – miała wrażenie, że całkiem gładko udaje jej się wyczuć kiedy Cain mówi serio, a kiedy nie, ale to było póki co tylko przeczucie. Zaś po tym, co o sobie powiedział, to doszła do wniosku, że ich zdolności się uzupełniają. To dobrze. – O mapy się nie martw – ona nie miała takich problemów na całe szczęście. Nie umknęło jej uwadze przekleństwo, ale nic na ten temat nie powiedziała.

– Nie powiedziałam, że to prawda, tylko, że niektórzy tak uważają – zauważyła, ale wcale nie była pewna, że on wyczuł jej naprawdę beznadziejne poczucie humoru. Za to chwilę później cicho wypuściła powietrze przez nos, w takim cichutkim parsknięciu. – Słowo bezpieczeństwa. No dobrze, skoro uważasz, ze jest potrzebne, to możemy je ustalić. I może być tym absurdalnym, które podałeś, obojętnie mi – rzeczywiście skojarzyło jej się to bardziej z jakimś seksualnym tematem, ale atmosfera pomiędzy nimi w tym momencie nie była w żadnym wypadku dwuznaczna, więc nie miała nic przeciwko pociągnięcia tego tematu troszkę dalej. – No. Spójrz. Ty robisz już chyba trzecią teczkę, a ja ledwie otworzyłam pierwszą i nawet nie wzięłam do ręki pióra – takie miganie się miała na myśli, bo nie czuła absolutnie żadnych wyrzutów sumienia z tego tytułu, że siedziała teraz na krześle za biurkiem, a nie biegała po Kniei Godryka. Jasne, lubiła doprowadzać sprawy do końca, nie raz zostawała na nadgodzinach, ale starała się zachować w tym wszystkim zdrowy rozsądek i jednak odpocząć porządnie, nie robiąc z każdej aktywności poza Ministerstwem pracy. – Mur Londyński? A oddzialał co od czego?

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cain Bletchley (4027), Victoria Lestrange (3975)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa