• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic Ministerstwo Magii v
« Wstecz 1 2 3
1972, Wiosna | 9 maja | Szczęście to wkulwianie swojego blata

1972, Wiosna | 9 maja | Szczęście to wkulwianie swojego blata
moon's favourite poem
and the rest is rust
and stardust
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Drobniutka, choć wysoka na 177 centymetrów wzrostu, o popielatych włosach. Śmiech przywodzący na myśl świergot ptaków. Śpiewny, uroczy głos. Choroba objawia się u niej srebrnymi tęczówkami i wędrującym rumieniem.

Sarah Macmillan
#1
23.10.2023, 18:08  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.10.2023, 22:49 przez Eutierria.)  
Ministerstwo Magii, Biuro Macmillana
Sarah Macmillan & @Murtagh Macmillan

Ubrała się dzisiaj bardzo elegancko. Normalnie chodziła trochę roztrzepana, w jasnych, luźnych sukienkach z lejących materiałów, bo lubiła pozować na kogoś bardzo eterycznego, a te bardzo dobrze współgrały z kolorem jej włosów i oczu. Czuła się w nich jak jakaś leśna driada lub nimfa, wróżka po prostu, może nawet wiła, gdyby tylko miała nieco ładniejszą twarz. To jednak była okazja iście wyjątkowa - miała się wreszcie, po tych wszystkich dniach dumania nad jego poczytalnością i bezpieczeństwem, zobaczyć ze swoim paskudnym, kochanym, beznadziejnym, wyjątkowym, zjebanym (...) Mortkiem... Murtaghiem... Jak w ogóle powinna teraz na niego mówić? Kim dla siebie byli?

Ależ to było przykre, że w ogóle musiała zadać sobie to pytanie. Przecież jeszcze lata temu odpowiedź była tak oczywista - Mortek był dla niej wszystkim, był jedynym rycerzem, jakiego potrzebowała w swoim życiu, był jej najbliższą osobą i oparciem. Dzisiaj go nie poznawała. On pewnie też nie poznał jej w pierwszej chwili, kiedy drzwi gabinetu przekroczyła dziewczyna w upiętych włosach i ciemnej garsonce, z czarną woalką zasłaniającą srebrne tęczówki. Przyszła do niego ubrana jak na mugolski pogrzeb, bo po prostu uwielbiała być dramatyczna.

- Dzień dobly, zdlajco - usiadła na krześle stojącym naprzeciw jego biurka, zakładając nogę na nogę. Widać było, że bardzo wiele wysiłku włożyła w chodzenie w tak wysokich butach bez potykania się, co wyglądało dosyć komicznie i całkiem prawdopodobnie wstając zapomni o tym jak się ubrała i upadnie przez to na podłogę. - Pszyszłam zgłosić zaginięcie skszata z rhodzinnego domu. Ma ciemne włoski, jakieś sto osiemdziesiąt dwa centymetly wzlostu i do tej pory rheagował na imię Moltek.

On i tata wychowali ją na księżniczkę. Tak też się więc zachowywała. I nie, nie wzruszało jej to, że najprawdopodobniej zrobiła mu właśnie totalny obciach.


she is passion embodied,
a flower of melodrama
in eternal bloom.
Danger in disguise
"Death is a release; not punishment."
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki (182 cm), szczupły, brodaty szatyn. Zwykle ubiera się w czarne garnitury z dobranym golfem lub koszulą z krawatem. Na dłoniach często nosi skórzane rękawiczki, ukrywając swoją chorobę. Jego oczy są głęboko osadzone i bardzo jasne, wręcz srebrzyste. Na dłoniach nosi sygnety, zaś na ramiona zwykle narzuca czarodziejską szatę w odcieniach czerni i zieleni. Posiada spinki do mankietów ze swoją ulubioną drużyną Quidditcha - Goblinami z Grodziska.

Murtagh Macmillan
#2
23.10.2023, 22:26  ✶  
„Walczyłam, w końcu jestem brygadzistką, byłam na służbie, jak wielu innych” – powiedziała naszej redakcji Heather Wood... - oczy Murtagha prześlizgiwały się po artykule z Proroka Codziennego z umiarkowaną ciekawością. Nie potrzebował gazet, żeby być za bieżąco z najciekawszymi wydarzeniami, ale też uważał za swój obowiązek wiedzieć, co prasa pisze na ten temat. W końcu to ona z dużej mierze kształtowała opinię publiczną. Tym razem czytanie ze zrozumieniem utrudniał mu jeden mały szczegół - lada moment w jego biurze miała pojawić się Sarah Macmillan, jego "mlodsa siostsycka", jak ją kiedyś przedrzeźniająco nazywał. Sam nie wiedział, czego spodziewać się po tym spotkaniu. Czy dziewczyna będzie chciała sprowadzić go na powrót na łono rodziny? Czy będzie na niego zła, czy może bardziej zmartwiona? W jej listach dostrzegł obie te emocje. Nie mogąc dalej skupić się na czytaniu, odłożył gazetę i rozejrzał się po swoim biurze.

Pomieszczenie było dość przestronne. Mieściło w sobie zabytkowe, mahoniowe biurko i fotel na którym właśnie siedział, skórzaną kanapę i dwa fotele ze stolikiem kawowym dla bardziej nieformalnych rozmów, rzędy szaf z poustawianymi na nich księgami oraz duże, zaczarowane okno, za którym tego dnia padał rzęsisty deszcz. Większość pracy jego biura odbywała się w trzech pomieszczeniach, do których prowadziły ozdobione podobizną skrzata domowego drzwi. On już od dawna nie musiał zajmować się większością praktycznych aspektów rejestracji i relokacji skrzatów domowych i robił to tylko w wyjątkowych sytuacjach. Przez większość czasu nadzorował pracę swoich podwładnych, składał podpisy na pismach i odpowiadał za komunikację z szefami innych biur ministerstwa, kiedy to było wymagane.

Jego przemyślenia przerwało pojawienie się w biurze dziewczyny, która wparowała do środka, nawet nie pukając. Jego twarz nie zdradziła żadnego wyrazu, a usta rozwarły się lekko aby wyrzucić ją za drzwi, ale wtedy ona usiadła i usłyszał jej głos. Jakże drogi mu niegdyś, sepleniący sopran, którego radość była kiedyś jego jedynym celem w życiu. Och, jakże dawno temu to było! Serce zabiło mu szybciej - nie wiedział, ze strachu czy podekscytowania - ale ukrył to szybko, odsuwając na bok gazetę i poprawiając krzywo leżące pióro.
- Szybko wydajesz opinie, siostrzyczko. - jego głos ociekał sarkazmem, ale czy nie jest powszechnie wiadomym, że najlepszą obroną jest atak? - Wystarczy ominąć kilka rodzinnych obiadków, oraz poświęcić się swoim ideałom a już jest się zdrajcą? - dodał, uspokajając swój głos do spokojnego stacatto, każde słowo wypowiadając z rozwagą.
- Proszę powiedz, że nie fatygowałaś się aż tutaj bo się za mną stęskniłaś. - naprawdę starał się nie okazywać tego, że widok siostry przywołał w nim wspomnienia z dzieciństwa, z czasów kiedy jego kompas moralny nie był jeszcze tak spaczony a jego ręce ubrudzone krwią niewinnych.
moon's favourite poem
and the rest is rust
and stardust
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Drobniutka, choć wysoka na 177 centymetrów wzrostu, o popielatych włosach. Śmiech przywodzący na myśl świergot ptaków. Śpiewny, uroczy głos. Choroba objawia się u niej srebrnymi tęczówkami i wędrującym rumieniem.

Sarah Macmillan
#3
25.10.2023, 12:24  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.10.2023, 12:28 przez Sarah Macmillan.)  
Siedząc już na miejscu, nie rozglądała się wcale wokoło - te wspomniane wcześniej, srebrne oczy, były skupione wyłącznie na nim - na braciszku, który niegdyś rozpromieniał jej oblicze samą swoją obecnością - teraz natomiast sprawiał, że się czuła jakby leżała w jakiejś ciemnej krypcie, z twarzą obróconą do muru i ktoś ją zmusił do nasłuchiwania, jak łkają dzieciątka w przedsionku zaświatów, próbując oczyścić swoje brudne dusze przed przejściem na drugą stronę, bo umarły potępione przez plugawe rytuały. Tak właśnie odczuwała ten dramatyzm, dlatego się ubrała na czarno, chociaż czerń do niej nie pasowała wcale. Bo się przy nim czuła jak na pogrzebie wszystkiego, co kochała - zawsze chciała mieć dzieci, którymi mogłaby się zajmować, więc ich krzyk rozdzierał jej duszę w podobny sposób, co brak Murtagha kiedy najbardziej go potrzebowała - w okowach napływającego do umysłu szaleństwa.

Wiecznie blada i niezajmująca rozmyślań innych kapłanka, jeżeli już się komuś z czymś kojarzyła, to ją zwykle brali za lekkoducha, a ona wręcz przeciwnie - ducha miała tak ciężkiego, jak ciężkie były te spinające ją z ciemną stroną kajdany, którym nie chciała, w przeciwieństwie do swojego brata, ulegać. Może i była w tym dziecinna jak diabli i wciąż wierzyła w prawdziwą miłość, może ją rozpieszczano w młodości do granic możliwości i coś na pewno straciła na drodze rozwoju, co bez problemu zyskały jej koleżanki, ale przestała już dawno sądzić, że cokolwiek się działo, to w nią nie uderzy. Ostatnio uderzało w nią wszystko, co tylko zechciało i bardzo boleśnie przypominało o tym jak kruchą była ludzka skorupa.

- Szybko? Ileż to miesięcy miałabym jeszcze czekać, aby ją wydać?

Na moment zacisnęła usta w wąską linię. Była bardzo charyzmatyczna i potrafiła zagrać swoją mimiką, ale co jej z tego, skoro zależało jej na bracie tak bardzo, że już czuła jak łzy napływają jej do oczu.

- Wystarhczy jeden opuszczony z phremedytacją! Taki opuszczony bez myśli, że tam są ci, co ci ufają i najważniejsze - et ta soeur, Murtagh! - Oznajmiła z szybkością błyskawicy i czuła tym faktem zawstydzona, bo przekazała to o wiele bardziej emocjonalnie niż się o to ubiegasz chcąc kogoś zmanipulować. - Co ty myślałeś - pójdziesz sobie gdzieś i ja tak po p'ostu nie będę pamiętać o twoim istnieniu, o pustej przestrzeni w miejscu, gdzie zawsze stałeś... Tęsknota i śmiehć są jednymi z najpiękniejszych poezji, jakimi się może oblec kobieta. Jeszcze nie udało im się zablać mnie do ghrobu, widocznie wszechświat postanowił uhonohować mnie za męki inną koloną...

Bardzo się z ubrania tej koronki na twarz teraz cieszyła. Nigdy by nie wpadła na to, jak wiele taki kawałek materiału może dać człowiekowi bezpieczeństwa.

@Murtagh Macmillan


she is passion embodied,
a flower of melodrama
in eternal bloom.
Danger in disguise
"Death is a release; not punishment."
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki (182 cm), szczupły, brodaty szatyn. Zwykle ubiera się w czarne garnitury z dobranym golfem lub koszulą z krawatem. Na dłoniach często nosi skórzane rękawiczki, ukrywając swoją chorobę. Jego oczy są głęboko osadzone i bardzo jasne, wręcz srebrzyste. Na dłoniach nosi sygnety, zaś na ramiona zwykle narzuca czarodziejską szatę w odcieniach czerni i zieleni. Posiada spinki do mankietów ze swoją ulubioną drużyną Quidditcha - Goblinami z Grodziska.

Murtagh Macmillan
#4
25.10.2023, 13:34  ✶  
Pierwszym i największym orężem kobiety, jest dramatyzm.
Murtagh nie pamiętał, czy gdzieś to przeczytał, czy też od kogoś usłyszał, ale całym sercem się z tym zgadzał. To nie tak, że gardził kobietami, bo szanował zarówno swoją matkę, jak i parę innych kobiet, które wywarły na nim pewne piętno w życiu. Tym niemniej, nawet one jawiły mu się jako istoty wiotkie, słabe, niestałe w uczuciach i emocjach, którymi łatwo było manipulować, a na najmniejszą przeciwność losu reagowały przesadą i płaczem. Wielu mężczyzn temu ulegało, przyjmując postawię opiekunów, protektorów i książąt na białych rumakach. Jemu w zupełności wystarczyła rola zwierzchnika i dozorcy, który brał co zapragnął i pilnował, aby inwentarz nie wymknął mu się spod kontroli. Czy łzy siostry wywoływały w nim jakieś uczucia? Jeśli już to lekkie poirytowanie, bo przecież prowadzili tylko rozmowę, a ona zachowywała się jak gdyby własnoręcznie wyrwał jej serce z bijącej piersi.
Krew, krew, krew. Krew wzywa krew. Krew płaci za krew.
Mężczyzna zamrugał, wstał i podszedł do barku, stojącego przy oknie po prawej stronie biurka. Nalał sobie do kieliszka ognistej whiskey, nie odrywają butelki, dopóki naczynie nie zapełniło się w ponad połowie.
— Napijesz się? — zapytał siostrę, wrzucając do swojej szklanki kostkę lodu z magicznie schłodzonego garnuszka. Wątpił, by miała na to ochotę, choć bardzo chciał, żeby się zgodziła. Może po alkoholu jej dramatyzm udałoby się nieco stonować? Niezależnie od jej odpowiedzi, kontynuował, cały czas odwrócony do niej tyłem, patrząc na ponury widok za oknem.
— Mam trzydzieści trzy lata, Saro. Nie wiem, jakimi mrzonkami nasz drogi dadaidh* ładował ostatnimi czasy twoją główkę, ale nie zamierzam dopasowywać się do waszego wypaczonego poczucia lojalności. To, że nas spłodził, nie oznacza, że jesteśmy jego własnością i mamy być na każde jego skinienie. — odwrócił w końcu wzrok od okna, zaś w jego oczach płonęła czysta, niczym nie hamowana nienawiść. Sama wzmianka o ojcu sprawiała, że przed jego oczyma stawała twarz Diany, szczęśliwa, spłakana, przerażona, pełna litości. Gdyby mógł, starłby rodziciela z powierzchni ziemi, w zamian za cierpienie jakie ten, pospołu z rodzicami dziewczyny, mu zafundował. I to już nie chodziło o to, że Murtagh go nie rozumiał. Teraz rozumiał, dlaczego Macmillan senior zachował się tak a nie inaczej, nie pozwalając na ten mariaż. Część jego cieszyła się nawet, że Diana mogła pozostać dla niego młodzieńczą miłością, czystą i niewinną, bo nie miał żadnej pewności, że nie skończyłaby tak jak wiele innych kobiet, które poznał później. Oczarował, rozkochał w sobie, wyniósł na piedestał, po czym zrzucił z niego na samo dno, podeptał i słuchał ich jęków błagania, o litość. Lub o więcej. Tym niemniej, iskra nienawiści, którą podsycał w sobie przez te wszystkie lata, miała się w najlepsze i nie zamierzała przygasnąć. Gdyby dać jej szansę, mogłaby się nawet przerodzić w prawdziwą pożogę.
— Tobie natomiast chyba pasuje rola owieczki, która podąża za pasterzem tam, gdzie ten ją kijem przegoni. — zakończył jadowicie, wracając z alkoholem do biurka i siadając z powrotem na fotelu. Czy sprawiało mu przyjemność krzywdzenie siostry? Skoro tak przeszkadzał mu jej płacz, jej dramatyzm, to dlaczego wciąż wypowiadał słowa jak sztylety, wycelowane by dopiec, by zranić? Tak naprawdę sam do końca nie wiedział. Podświadomie, chciał ją chronić przed sobą samym, przed tym czym się stał jako dorosły człowiek, bo przecież ona nie wiedziała. Podejrzewała, widać to było z jej listów, ale nie wiedziała na pewno i nie do jakiego stopnia stał się wrakiem człowieka, moralnym rynsztokiem. A jeśli by ją ochronić, musiał ją wpędzić głębiej w objęcia tatuśka, jeśli nawet miała by wyjechać gdzieś i poślubić kogoś, kto odetnie ją od niego całkowicie, to cóż z tego? Dla siebie samego nie widział już ratunku, ale wciąż miał nadzieję, że uda mu się oszczędzić Sarah.

Odkryj wiadomość pozafabularną
* - scot. gaelic "tatuś"
moon's favourite poem
and the rest is rust
and stardust
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Drobniutka, choć wysoka na 177 centymetrów wzrostu, o popielatych włosach. Śmiech przywodzący na myśl świergot ptaków. Śpiewny, uroczy głos. Choroba objawia się u niej srebrnymi tęczówkami i wędrującym rumieniem.

Sarah Macmillan
#5
27.10.2023, 14:20  ✶  
Sarah spięła się w miejscu, raz jeszcze marszcząc nosek, kiedy tylko wyobraziła sobie, jak to whiskey trafia do wnętrza jej ust. Obrzydliwe. Nie dlatego, że nie lubiła czegoś mocniejszego - Macmillan oddawała się o wiele gorszym uciechom niż objęcia alkoholu, po prostu ten smak... Nikt nie wyrwie jej z takiej myśli, że mężczyźni po prostu kłamali mówiąc jak bardzo im ten trunek smakuje - to musiała być jakaś gra, oszustwo. Whiskey smakowało, jakby ktoś ci kazał wylizać opakowanie po przeterminowanym pasztecie.

- Przecież to jest gorzkie, Muhtagh... jak chcesz mnie spić, żebym się zamknęła, to następnym razem przygotuj nalewkę z wiśni czy coś - wzgardziła propozycją od razu, poprawiając usadowienie paniusi - chciała na tym swoim krzesełku, z nóżką nałożoną na nóżkę, wyglądać dumnie, najdumniej na świecie, zupełnie jakby jeszcze kilka sekund temu nie powstrzymywała napływających do oczu łez.

Słuchała go w ciszy, ale te słowa nieszczególnie do niej docierały, bo nie rozumiała wybrzmiewającego za nimi znaczenia. Dla jej brata mogło być to wszystkim, źródłem największej w życiu męki i goryczy, dla niej... cóż, jej to tak naprawdę nigdy nie dotknęło, nie częścią tych kłótni, nie czuła się też nigdy częścią spraw sercowych Murtagha, co jej w końcu do tego było, skoro ich więź była czymś na kompletnie innym poziomie. Pewnie gdyby umysł Sarah objął to w odpowiednim czasie, to by się za bratem wstawiła. Teraz, po tym wszystkim, co się stało, odebrała to pokracznie, w skupieniu na swoim interesie.

- Mrzonkami? - Nie brzmiała na zdenerwowaną, bardziej na rozczarowaną. - Słabo wychodzi ci stawianie go w złym świetle, kiedy ledwie tydzień temu Pops ulatował mi życie, zabierhając mnie z pochłoniętego walką Beltane. Tak, to Beltane, gdzie te oszołomy niszczyły nasze dziedzictwo, święte miejsce stworzone przez naszych przodków...

Chociaż z łatwością kupowało ją progresywne myślenie szerzone przez jej młodych znajomych, traciło ono na swojej sile, kiedy mówiła o miejscach kultu i wierze - nie była przykładem najbardziej oddanej kapłanki, dużo brakowało jej do świętości, ale budowanie swojego życia wokół kowenu uczyniło ją kimś całkowicie od tego zależnym.

- Mówisz, że do twarzy mi z posłuszeństwem? - Znów zacisnęła usta w wąską linię. Nie podobały jej się ani te słowa, ani ten ton, z jakim jej to rzucił. - Oboje wiemy, że gdyby to była plawda, to byłabym kimś zupełnie innym niż tehaz.

Ciemne myśli z tyłu jej głowy pchały ją do rozwiązań tak radykalnych, że staliby teraz oboje u boku ich kuzyna w walce o idee ich przodka. Ona się jednak przed tym intensywnie wzbraniała, tylko... Tylko to stawało się coraz cięższe i cięższe.

@Murtagh Macmillan


she is passion embodied,
a flower of melodrama
in eternal bloom.
Danger in disguise
"Death is a release; not punishment."
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki (182 cm), szczupły, brodaty szatyn. Zwykle ubiera się w czarne garnitury z dobranym golfem lub koszulą z krawatem. Na dłoniach często nosi skórzane rękawiczki, ukrywając swoją chorobę. Jego oczy są głęboko osadzone i bardzo jasne, wręcz srebrzyste. Na dłoniach nosi sygnety, zaś na ramiona zwykle narzuca czarodziejską szatę w odcieniach czerni i zieleni. Posiada spinki do mankietów ze swoją ulubioną drużyną Quidditcha - Goblinami z Grodziska.

Murtagh Macmillan
#6
27.10.2023, 23:40  ✶  

Czy whiskey była gorzka? Murtagh nie uważał, żeby była przesadnie niesmaczna. Poza tym, kto pił alkohol dla smaku? Chyba tylko wytworne pannice i zdemoralizowani kapłani. Do głowy przyszedł mu Sebastian i Murtagh uśmiechnął się do swoich myśli. Nie zamierzał jednak zmuszać siostry do picia mocnego alkoholu, zamiast tego wyjął z barku butelkę piwa kremowego i kubek po czym postawił jedno i drugie na biurku przed Sarą.
- Trochę minęło, odkąd matka częstowała mnie wiśniówką. Może dostanę butelkę na święta, jeśli będę miał szczęście.- powiedział do niej, a jego ton nieco złagodniał. - Jeśli chcesz, to mam też to. - wskazał od niechcenia dłonią na butelkę.


Oczywiście, że Sarah nie rozumiała jego rozterek miłosnych. Przecież kiedy on kończył Hogwart, ona miała dopiero 7 lat i w głowie były jej zupełnie inne rzeczy niż stan emocjonalny brata. Sam Murtagh również był daleki od wyciągania historii sprzed trzynastu lat, żeby tłumaczyć swoje obecne nastawienie i postępowanie wobec ojca. To oznaczałoby opowiedzenie jej o jego powolnym upadku moralnym, połączonym z obrastaniem w ekstremistyczne ideały. A to z kolei wymagałoby, żeby Murtagh przyznał przed samym sobą, że jego poglądy są ekstremistyczne. A przecież postępował po prostu tak jak dyktował mu natarczywy głos z tyłu głowy. Głos logiki, czyż nie? Mężczyzna wiedział jaka była prawda o tym, do kogo należy ten głos. Czy to jednak znaczyło, że był pozbawiony logiki? Czy mógł się mylić?


Kiedy Sarah zaczęła mówić o Beltane i o tym, że prawie zginęła, zawahał się. Jego twarz przez chwilę wyrażała autentyczne zmartwienie i mogło się wydawać, że zaraz otworzy usta, żeby zapytać "Wszystko okay?" i przeprosić ją, że był tak bezmyślny i tak ją naraził. Na kilka sekund znów był jej starszym bratem, który pierwszy był przy niej, kiedy spadała z zabawkowej miotły i obcierała sobie kolana. Który zabawiał ją piosenkami i całował w czoło na dobranoc.
A potem czar prysł, i twarz Murtagha wykrzywiła pogarda.
- Pewne rzeczy powinny odejść w niepamięć i dać miejsce nowemu. Jeśli Matka jest taka potężna, mogłaby sama chronić swoje miejsca kultu. A ja zapewniam cię, że wydarzenia tamtego wieczora nie były wycelowane na zrobienie ci krzywdy... Czy jakiemukolwiek innemu czystokrwistemu czarodziejowi czy czarownicy. - czy powiedział o kilka słów za dużo? Czy Sarah mogła się domyślić, że wie o tych wydarzeniach niż ogół społeczeństwa? Czy to co mówił było w ogóle prawdą, według jego wiedzy? Murtagh chciał wierzyć, że tak. Przecież kiedy przysięgał posłuszeństwo i służbę Czarnemu Panu, robił to bo ten miał podporządkować sobie mugoli i poprowadzić czarodziejów czystej krwi w świetlaną przyszłość. To właśnie ich - czystokrwistych miał chronić i wynieść na piedestał. Nie miało sensu, żeby chciał ich skrzywdzić.


Ostatnie słowa Sarah zakuły go najmocniej. Wiedział, o czym mówiła, a raczej do czego się odnosiła i niezmiernie go to irytowało. Naprawdę myślała, że była od niego lepsza, bo zamiast posłuchać głosu ich wspólnego przodka, postanowiła z nim walczyć i mu się przeciwstawiać? Może teraz jej się wydawało, że jest dzielna i odważna, ale jak długo wytrzyma bóle głowy, nudności, natarczywe wrzaski rozsadzające czaszkę? I ostatecznie, czy On naprawdę nie miał racji? Przecież oboje mieli czystą krew, świat, którego zrealizowania pragnął ich przodek byłby dla nich wspaniały. Nie musieliby się ukrywać, mogliby czarować jak tylko zechcą, mugole nie mogliby ich za to prześladować a zamiast tego musieliby powstrzymać swój rozwój technologiczny. Na jakiś pokręcony sposób, według Murtagha, nawet Matka powinna być zadowolona z takiego obrotu sprawy.
- Może nie byłoby to takie złe... Wiesz, gdybyś Go posłuchała, zamiast cały czas walczyć, mogło by się okazać, że to co do ciebie szepcze ma sens. - Murtagh nie chciał zwerbować swojej siostry, za żadne skarby świata. Ale gdyby była przychylna ich sprawie, oszczędziło by jej to wiele rozterek i cierpienia w przyszłości.

moon's favourite poem
and the rest is rust
and stardust
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Drobniutka, choć wysoka na 177 centymetrów wzrostu, o popielatych włosach. Śmiech przywodzący na myśl świergot ptaków. Śpiewny, uroczy głos. Choroba objawia się u niej srebrnymi tęczówkami i wędrującym rumieniem.

Sarah Macmillan
#7
28.10.2023, 01:57  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.10.2023, 01:59 przez Sarah Macmillan.)  
Nie lubiła piwa kremowego. Ale lubiła alternatywy. Postarał się dla niej, to było miłe. A za bycie dla niej miłym ludzie zasługiwali na to, żeby przymykała oko na pewne rzeczy...

- Niech będzie.

Ale na pewno nie na aprobatę na tyle silną, żeby nalała sobie to piwo sama.

- Chciałbyś świata, w któhym bogowie mieszają się w sphrawy śmiehtelników? - Oczywiście, że powiedział za dużo, ale jednocześnie powiedział za mało - za dużo, aby nie utwierdzać siostry w przekonaniu, w jakim kierunku skręcił w ciągu ostatnich dwóch lat, za mało, aby zaczęła sądzić, że brał udział w ataku na sabat. - Ale samo to, że to mówisz, świadczy o tym, że nie masz pojęcia o splawie poza pieldołami, jakie zechciano ci wmówić... Wiedziałbyś jak silny boski piehwiastek był w tym zawa'ty, gdybyś tylko był z nami, kiedy Bulst'ode się obudził. Albo gdybyś chociaż sphróbował wysłuchać mugoli w Dolinie... Ale to przecież mugole, plawda, Muhtagh?

Ona widziała wszystko, co tylko dane było zobaczyć niewalczącym. Widziała sceny zaraz przed potyczkami, widziała uciekających ludzi i nacierające na nie, zamaskowane potwory. Widziała Zimnych, dotykała ciała Atreusa, doświadczyła siły rytuału Beltane, przez który miała aktualnie złamane serce. No i najważniejsze - słyszała opowieści. Opowieści wykraczające całkowicie poza dotychczasowe postrzeganie świata i magii.

Była pewna, że na przestrzeni kolejnych dni wszystko może się jeszcze zmienić.

- I nie 'ozśmieszaj mnie, małe dziecko uma'ło na moich oczach, a ja mogłam tylko patrzeć, jak przyklywają jego ciało kocem. Ulodziłam się dziedziczką Slythelina, ale gdybym stała w złym miejscu o złym czasie, to odwiedzałbyś mnie na moim globie, nikt mi nie wmówi, że za tymi działaniami stoi coś więcej niż żądza zdobycia mocy. Spostrzegłam to, nie posiadając szczególnie tęgiego umysłu, więc i inni wklótce przekonają się o plawdzie tych działań.

Obraziła samą siebie, ale było w tym coś jeszcze - ślepota na to, że ona dokładnie wiedziała, czego oczekiwał od nich Salazar Slytherin i nie był to wcale przelew czarodziejskiej krwi.

- Oh, czyli nie przeszkadza ci wcale to, że jestem „jak owieczka”, o ile pasterzem jest ktoś phowadzący mnie zgodnie z twoją nayyacją... - Z narracją pieprzonych potworów! Ściszyła głos, tak żeby nikt ich na pewno nie usłyszał mimo wiszących w pomieszczeniu emocji. - Tego właśnie chcesz? Żebym posłuchała tych słów, zaczęła zabijać ludzi? - Tak jak podejrzewała, że robi to on? I miała ku temu silne powody - nawet nie jego zachowanie, nie odrzucenie rodzinnych wartości - ale jej własny umysł. Sarah słyszała te podszepty coraz częściej, coraz intensywniej i z każdym kolejnym dniem wydawały jej się o ziarnko piasku bardziej przekonujące. Ile miała jeszcze wytrzymać, zanim pójdzie w jego ślady? Z jakiegoś powodu obawiała się, że wcale nie tak długo jakby chciała, ale nie wyobrażała sobie, w jaki sposób miałaby dokonać tego, o co była proszona. Nie skrzywdziłaby muchy, jakim wariatem musiał być jej przodek, jeżeli żądał od niej skrzywdzenia człowieka? - Co lobisz, kiedy nie ma cię w domu? Twoja placa nie wygląda na szczególnie zajmującą, skolo możesz w tlakcie popijać sobie whiskey.

@Murtagh Macmillan


she is passion embodied,
a flower of melodrama
in eternal bloom.
Danger in disguise
"Death is a release; not punishment."
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki (182 cm), szczupły, brodaty szatyn. Zwykle ubiera się w czarne garnitury z dobranym golfem lub koszulą z krawatem. Na dłoniach często nosi skórzane rękawiczki, ukrywając swoją chorobę. Jego oczy są głęboko osadzone i bardzo jasne, wręcz srebrzyste. Na dłoniach nosi sygnety, zaś na ramiona zwykle narzuca czarodziejską szatę w odcieniach czerni i zieleni. Posiada spinki do mankietów ze swoją ulubioną drużyną Quidditcha - Goblinami z Grodziska.

Murtagh Macmillan
#8
28.10.2023, 11:09  ✶  

Bzzz, bzzz, bzzz. Słowa Sarah były dla niego podobne do bzyczenia komara, który wleciał przez uchylone okno do pomieszczenia i nie chciał dać o sobie zapomnieć. Normalnym odruchem jest, że chce się takiego komara zmienić w plamę na ścianie.... Prawda? Nie to, żeby Murtagh od razu miał podobne odczucia w stosunku do siostry, ale słowa, które wypadały z jej ust, wprawiały jego dłonie w świerzbienie. "Ona nawet nie wie..." myślał do siebie, zdejmując dłonie z biurka i opierając je na udach, gdzie jeden kciuk zaczął nerwowo skrobać skórę drugiego. "Nawet nie wie ile ma szczęścia, że jest moja siostrą. I może mówić to co mówi. Bo inaczej..." Skrobanie przybrało na sile, kiedy mężczyzna walczył z narastającą ochotą by wstać z fotela i sprzedać siostrze siarczysty policzek. Panny z dobry, czystokrwistych rodów nie powinny mieszać się w politykę.


— Tak Saro, to tylko mugole. Nie cieszy mnie specjalnie ich cierpienie samo w sobie, ale oni sami to na siebie ściągnęli. A może już zapomniałaś lekcje z Historii Magii? Gdybyśmy nie chowali się na obrzeżach świata, nakładając zaklęcia ukrycia na wszystkie ważne dla nas miejsca i zmieniając im pamięć, to oni bez wahania wypowiedzieli by nam wojnę. Polowali by na nas jak na zwierzęta. Ba, nawet zwierzęta polują, żeby przeżyć! Mugole robią to z czystej nienawiści.— Ta jego historyjka, jego narracja, była pełna dziur i niedopowiedzeń, ale tego mężczyzna akurat nie widział. Albo nie chciał widzieć. Jeśli mógł sobie jakoś wytłumaczyć i usprawiedliwić swoje postępowanie, to nie czuł niczego do swoich ofiar. I mógł się do woli rozkoszować ich cierpieniem, choć siostrę zapewnił o czymś zupełnie innym.


— ... Żebym posłuchała tych słów, zaczęła zabijać ludzi? — Nie, Saro! Matka i Merlin mi świadkiem, że próbuję trzymać cię od tego wszystkiego jak najbardziej z daleka! Chcę, żebyś znalazła sobie męża, urodziła mu dzieci, opiekowała się kowenem i była szczęśliwa! Część tych myśli musiała odmalować się na jego twarzy, podczas gdy jego nerwowe skrobanie kciuka przerodziło się w rozmyślne wbijanie twardego rantu rodowego sygnetu w dłoń. To właśnie chciał jej powiedzieć, ale wiedział, że jeśli otwarcie jej to powie, to tym bardziej zmotywuje ją szukania, kopania, i gotowa była naprawdę zacząć zamieniać się w niego, wyobrażając sobie, że wyciągnie go z tego bagna, jeśli sama wejdzie w nie wystarczająco głęboko. A on wiedział, że wtedy po prostu oboje by w nim utknęli.
— Nie, nie chcę. Chcę, żebyś przestała do cholery wtrącać się w nie swoje sprawy. Wracaj do kowenu, idź się pomodlić za pokój na świecie i mój powrót na łono rodziny. Może Matka cię wysłucha, porazi mnie piorun i wtedy będę już zawsze niedaleko, sześć stóp pod ziemią. — jego słowa były jadowite, pełne złości a jednocześnie brzmiała w nich nura fałszu. I nie wymagało bardzo tęgiego umysłu żeby zrozumieć, że nie wszystko z tego co mówi, jest tym co myśli.


— Chodzę po Nokturnie i torturuję szlamy. Wiesz, ostatnio takiej jednej dziewczynie wmówiłem, że jej chłopak ją zdradza z kobietą o wiele piękniejszą od niej, a potem ta kobieta zadała jej tyle bólu, że dziewczyna błagała, żebym ją zabił. — powiedział to tak beznamiętnym tonem, sięgając znów po kieliszek który odłożył na biurko, że zabrzmiało to dokładnie tak jakby mówił pierwszy lepszy absurd jaki mu przyjdzie do głowy, tylko po to żeby ją spławić. Czy Sarah miała szansę domyślić się, że usłyszała właśnie najczystszą prawdę?

moon's favourite poem
and the rest is rust
and stardust
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Drobniutka, choć wysoka na 177 centymetrów wzrostu, o popielatych włosach. Śmiech przywodzący na myśl świergot ptaków. Śpiewny, uroczy głos. Choroba objawia się u niej srebrnymi tęczówkami i wędrującym rumieniem.

Sarah Macmillan
#9
28.10.2023, 13:53  ✶  
- Nie ściągnęli tego na siebie, ale tego też nie wiesz...

Zawsze był taki mądry, ale teraz wydawał się stać obok tych wydarzeń. To dobrze, to tak dobrze! To wspaniale, że nie brał w tym udziału... a może po prostu była strasznie naiwna. Rozbudziło to w niej nadzieję, że starszy Macmillan nie był wcale tym, za kogo miała go przez ostatnie lata. Był zagubiony, nie wiedział, nie rozumiał do końca. No i najważniejsze - nie było go tam, nie pomógł im zaatakować jej dobrego miejsca, po prostu łyknął to wszystko, co mu piali koło ucha. Zdecydowanie wolała go jako debila niż mordercę.

- Wś'ód cza'odziejów rhównież są źli ludzie, tego też uczono nas na histo'ii magi. Tego uczy mnie rhównież te'aźniejszość. Uczysz mnie tego... ty.

Ostatnie słowo brzmiało i smakowało gorzko. Ale to była prawda - przecież on sam pozował teraz na złego człowieka, na potwora wręcz, na kogoś traktującego niemagów jak podludzi za błędy ich przodków. Gdyby trzeba było płacić za to, co zrobili praojcowie, to ani ona, ani on by się nie urodzili, bo wszystkich potomków Slytherina skazano by na śmierć.

- Gdybym chciała wywołać nad tobą burzę, z'obiłabym to i bez jej wstawiennictwa. Ale ja tego nie chcę. Miałeś rhację w tym, co mówiłeś zalaz po tym, jak przekloczyłam phóg twojego gabinetu. Tęsknię. I naplawdę, szczerze wierzę w to, że mimo tego, co pleciesz, da się ciebie ulatować, nawet jeżeli tszeba 'atować cię pszed samym sobą. A on mi wcale nie mówi, żebym siedziała w kowenie i modliła się za twoją duszę. Przy poziomie, na jakim znajdują się jego poplecznicy, pozostaje tylko żhreć ziemię z rhobakami i moydować dalej, ku czci bogów, od któlych nikt już nic nie chce i nie bez powodu - mówiła, uparcie ostrzegając ją przed czymś, do czego w rzeczywistości oboje nieuchronnie dążyli. Do upadłości. Ależ to była kompletna beznadzieja, żyć w rzeczywistości, w której nawet będąc kimś pragnącym miłości i pokoju, trzeba było mierzyć się ze świadomością bycia naroślą rakową na pięknie tego świata.

- Jesteś obrzydliwy. Wszyscy mężczyźni są obrzydliwi, tylko wy pothraficie tworzyć takie histo'ie.

Widać było od razu, że dotknęło ją to bardzo osobiście. Nie, nie przez śmierć, ale przez jej ostatnie doświadczenia - wbiła nawet na moment wzrok w podłogę. Do tej pory myślała, że Slytherin nie podejdzie jej z żadnej strony, bo przecież nie ma w niej ani grama gniewu, ale teraz to poczuła - to delikatne uczucie zazdrości, niby to iskra, ale umysł podążył za nią i dotarł do tego wyobrażenia młodego Rookwooda z dwójką innych ludzi. Bez niej. Bo ona nie była przecież wystarczająca, nawet jeżeli oddałaby mu całą siebie, to potrzebował innych, aby uzupełnić luki. Aż zakuło ją w klatce piersiowej. Zdrada. Co to było za obrzydliwe słowo. I jak nisko upadła, jeżeli wydawało jej się bardziej obrzydliwe niż szlama i morderstwo.

@Murtagh Macmillan


she is passion embodied,
a flower of melodrama
in eternal bloom.
Danger in disguise
"Death is a release; not punishment."
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki (182 cm), szczupły, brodaty szatyn. Zwykle ubiera się w czarne garnitury z dobranym golfem lub koszulą z krawatem. Na dłoniach często nosi skórzane rękawiczki, ukrywając swoją chorobę. Jego oczy są głęboko osadzone i bardzo jasne, wręcz srebrzyste. Na dłoniach nosi sygnety, zaś na ramiona zwykle narzuca czarodziejską szatę w odcieniach czerni i zieleni. Posiada spinki do mankietów ze swoją ulubioną drużyną Quidditcha - Goblinami z Grodziska.

Murtagh Macmillan
#10
30.10.2023, 10:34  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.10.2023, 10:37 przez Murtagh Macmillan.)  

Bzzz, bzzzz, bzzz... Jej słowa wciąż bzyczały, wwiercając mu się w głowę i zmuszając do myślenia, kwestionowania, bronienia swoich przekonań, z którymi przecież było mu tak wygodnie. Kochał siostrę, na swój własny i zdecydowanie pokręcony sposób, ale nie uważał, żeby wiedziała co dla niej jest najlepsze. Nie był przyzwyczajony do tego, że zamiast małej, cichej Sarah, siedziała przed nim kobieta, która wie czego chce, a przynajmniej potrafi głośno wyrazić swoją niepochlebną opinię na jego temat.

Tym razem kiedy mówiła milczał, nie przerywając jej wywodów, przyjmując jej słowa i czekając aż je z siebie wyrzuci. Ona mogła mówić, a on mógł wyobrażać sobie, że każde z wypowiedzianych przez nią zdań zamienia się jadowitego węża i spada na biurko między nimi, wściekłe i oskarżycielskie.
Gdybym chciała wywołać nad tobą burzę, z'obiłabym to i bez jej wstawiennictwa. Plask, żmija.
I naplawdę, szczerze wierzę w to, że mimo tego, co pleciesz, da się ciebie ulatować... Plask, kobra.
Jesteś obrzydliwy. Plask, grzechotnik.
Z każdym kolejnym wężem, jego szczęki zaciskały się mocniej, a wściekłość wzbierała w jego piersi niczym fala przypływu. Przecież próbował ją chronić, ocalić i oszczędzić jej uczestnictwa w tej całej jatce, która miała niedługo się rozegrać. Chciał odsunąć ją jak najdalej od świata, który miał niedługo zatrząść się w posadach i wywrócić do góry nogami. Przecież to co zdarzyło się w Beltane było jedynie delikatnymi wstrząsami, zapowiadającymi prawdziwe trzęsienie. Skoro już to ją tak bardzo poruszyło, to jak miała przetrwać wojnę?


W tym właśnie momencie, Murtagh podjął decyzję, że musi za wszelką cenę odsunąć siostrę jak najdalej od epicentrum wydarzeń. Jeśli miałby w tym celu sprzysiąc się z samym diabłem to trudno, zrobi to. Przełknie dumę i nienawiść do ojca, byle tylko ten wysłał Sarę gdzieś daleko, znalazł jej inny cel w życiu i zmusił ją do posłuszeństwa. A kiedy to wszystko się uspokoi, wtedy Murtagh z przyjemnością sprowadzi siostrę z powrotem do Londynu, żeby pokazać jej Nowy Wspaniały Świat, który dla niej stworzy. I wiedział, był tego pewien, że chociaż jej się to na początku na pewno nie spodoba, to w końcu wpadnie mu w objęcia i mu podziękuje. Tak, tak właśnie będzie... Syczał mu do ucha cichy głosik, a Murtagh już się nawet nie zastanawiał czy pochodzi od od niego czy ich wspólnego przodka. Tymczasem musiał sprawić, żeby Sarah w chwili słabości nie przyszła go prosić o pomoc, żeby nie uciekła do niego, bo mogłaby odkryć potwora, którym stał się jej brat, a tego żadne z nich by nie zniosło.


- Skoro tak bardzo okropny i zły jestem... To po co w ogóle się kłopoczesz, siostrzyczko? - wymawiał każdą sylabę i zgłoskę bardzo wyraźnie, wręcz prześmiewczo - choć nigdy do tej pory nie nabijał się z jej wady wymowy. - Nie wpadło ci do tej malutkiej, pięknej, delikatnej główki, że może ja wcale NIE CHCĘ, żeby mnie ktoś ratował? Może, zupełnie przypadkiem, NIE POTRZEBUJĘ ratunku? - jego głos powoli nabrał mocy, a sam Murtagh wstał z fotela, opierając dłonie o krawędź biurka. Z jego kciuka sączyła się niewielka stróżka krwi.
- Nie masz pojęcia, jak okropne rzeczy robiłem. Nie wyobrażasz sobie, jak dużo przyjemności mi to sprawiło. Nie pojmujesz, jak czarna jest moja dusza.- Z każdym zdaniem przesuwał się bliżej, wychodząc zza biurka i stając ponad nią - jego twarz tonęła w cieniach, jego postać górowała nad nią, na tle okna.
Uderz ją, skrzywdź ją, to takie łatwe... Przed oczami stanęła mu dziewczyna, której krew plamiła jeszcze niedawno koszulę, którą miał teraz na sobie. Po jego twarzy przemknął cień, kiedy zrozumiał, jak niedaleko był od skrzywdzenia własnej siostry. Ze świstem nabrał powietrza, jego rozszerzone nozdrza zadrgały i z mocą odsunął się od niej, odwrócił tyłem i podszedł do okna - do barku. Drżącymi rękoma otworzył karafkę z whiskey i pociągnął alkohol bezpośrednio z niej, nie dbając o szklankę, która pozostała na jego biurku. Szklany korek zagrzechotał na blacie.

@Sarah Macmillan
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Murtagh Macmillan (3352), Sarah Macmillan (2853)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa