Tak też uczynił i bez pretensji ze strony solenizanta wymknął się z przyjęcia jeszcze nim słońce całkowicie schowało swą tarczę na horyzoncie. Zapomniał jednak, że Oddech Bazyliszka nie jest zwykłym trunkiem, a bimbrem pędzonym przez zaprawionego w boju alkoholika konesera trunków i nawet niewielka jego ilość może mocno zaszumieć w głowie.
W takim też stanie zjawił się w mieszkaniu, którego próg przekroczył chwiejnym krokiem z policzkami czerwonymi jak dojrzałe truskawki i mętnym wzrokiem rozejrzał się dookoła, aż jego spojrzenie nie zatrzymało się na sylwetce Vespery. Wówczas jego twarz rozjaśnił szczery uśmiech.
— Och, och... nie śpisz? Dobrze, dobrze, w takim razie nie będę musiał czekać z nowiną do rana. Spotkałem kota i go pogłaskałem i chyba podpisałem tym jakiś cyr.... cyrkiel... cyrkograf, bo on za mną szedł i nie wiedziałem co zrobić, bo, wiec zabrałem go ze sobą, ale nie bądź proszę zła, ja go jutro zawiozę do Lecznicy, bo potrzebujemy kota, bo nasz aktualny jest już stary i nie chce mu się już polować na myszy i słyszymy wieczorami jak biegają po poddaszu — zaczął się tłumaczyć — Vespero... Poznaj Mruczka — oświadczył dumnie, wyciągając zza marynarki pokaźnych rozmiarów świnkę morską. Była czarna niczym węgiel, z drobną białą plamką pod bródką. Zastrzegła uszami i zamachała łapkami w ramach protestu, więc postawił gryzonia na ziemi, który natychmiast powędrował do Vespery i otarł się o jej nogi.
Niczym kot.
Ale to przecież była świnka morska.
A Perseus wciąż się uśmiechał.
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory