• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Bliskie Okolice Londynu v
« Wstecz 1 2 3 Dalej »
[21 kwietnia 1972] Drewniane molo

[21 kwietnia 1972] Drewniane molo
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Brązowowłosy i niebieskooki mężczyzna, wyróżniający się z tłumu przede wszystkim za sprawą swojego wzrostu. Niewielka domieszka krwi olbrzymów sprawiła, że osiągnął nieco ponad 2 metry wzrostu. Łatwo z niego czytać, w przypadku Theona emocje praktycznie zawsze są wypisane na twarzy. Nie stara się z nimi kryć. Często można go spotkać z papierosem w ręku bądź wyczuć specyficzny zapach, niekiedy lekko dominujący nad pozostałymi.

Theon Travers
#1
27.02.2023, 13:55  ✶  

21 kwietnia 1972
Theon & Lycoris


Próbował ją od tego pomysłu odwieść. Nie chciał narażać na niebezpieczeństwo. Opowiadając o swoim spotkaniu z syreną, ostatnim czego spodziewał się było to, iż sprawą tą Lycoris zainteresuje się bardziej. Dostrzeże w tym coś więcej. Jakieś drugie dno. Sam Theon nie widział w tym zejściu niczego niezwykłego. Niepokojącego. Wartego zbadania. Dla niego sprawa była w zasadzie dziecinnie prosta. Stało się, trzeba było się po tym pozbierać i ruszyć dalej. Nie widział potrzeby rozkładania całego tego zajścia na czynniki pierwsze. Poddawania analizie.

I chyba nie bardzo też rozumiał skąd taki pomysł pojawił się u przyjaciółki.

Od czasów, kiedy ukończył Hogwart - a w jego przypadku miało to miejsce trochę później niż w przypadku Black – w każdym miesiącu starali się znaleźć przynajmniej jeden dzień, który mogliby przeznaczyć na wspólny wypad do pubu, na piwo. Czasami towarzyszyli im również inni znajomi, przy czym nie było ich z reguły zbyt wielu. Małe grupy funkcjonowały lepiej, łatwiej było się dogadać. Odnaleźć. Mając zaplanowany taki wspólny wypad na ten piątek, Theon zamierzał wyciągnąć Lycoris z pracy. Swoją robotę skończył już dawno temu, konieczne do odsiedzenia godziny grzecznie odsiedział za swoim biurkiem. Był wolny. I co za tym idzie – mógł działać.

Problem pojawił się, kiedy w pomieszczeniach przeznaczonych dla pracowników Biura Koronera, zamiast przyjaciółki, znalazł krótką notkę, którą ta zostawiła koleżance po fachu. Starsza kobieta wręczyła ją Theonowi, a ten nagle poczuł chęć wyrzucenia z siebie porządnej wiązanki przekleństw.

Black czasami bywała zdecydowanie za bardzo impulsywna oraz lekkomyślna. Kiedyś na pewno wpakuje się z tego powodu w jakieś porządne tarapaty. To nie ulegało wątpliwości.

Dotarcie nad jezioro, znajdujące się w pobliżu rodzinnej posiadłości Yaxleyów, nie zajęło mu wiele czasu. Teleportacja poszła sprawnie. Oczom ukazała się znajoma okolica. Wysoka trawa. Zniszczona ławka, na której ktoś pozostawił zieloną chustę. Zarośla otaczające jezioro, ograniczające widoczność i zasłaniające drewniane molo. Podniszczone. Naznaczone przez czas, którego upłynęło wiele odkąd po raz ostatni ktoś zdecydował się zająć tym miejscem. O nie zadbać. A warto zaznaczyć, że miało ono spory potencjał. Theon nadal pamiętał jak prezentowało się przed laty, kiedy jako dzieciak spędzał tu wiele czasu. Z siostrą. Bratem. Rodzicami. Przyjaciółmi.

Teraz jednak nie było czasu na tego rodzaju przemyślenia.

- Lycoris?! – potrzebował chwili, ale kiedy tylko wstępnie zapoznał się z okolicą, zaczął zbliżać się w stronę jeziora  nawołując przyjaciółkę po imieniu. Rozglądał się uważnie, wypatrywał znajomej sylwetki, twarzy, nasłuchiwał odgłosów.

I nawet nie przyszło mu do głowy, że pojawiając się tu kolejny raz, narażał swoją własną dupę. To nie miało teraz znaczenia.

- Black, kobieto, czy Ty naprawdę nie masz za grosz rozsądku?! – wydzierał się, starając się dotrzeć do molo. Nieszczególnie krył się ze swoją irytacją, która w całkiem wyraźny sposób przeplatała się ze zmartwieniem. Jedno i drugie uczucie nie było bezpodstawne. Nieuzasadnione. Ani tym bardziej na wyrost.

Call me the Villain
You should see me in a crown
Your silence is my favorite sound
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wiecznie znudzona i zblazowana mimika okrywa płaszczem wyraziste kości policzkowe, pełne usta i oczy tak głęboko piwne, jakby sama piana morska wyrzucona na brzeg w nich mieszkała. Koścista aparycja jest podkreślona wielokroć przez wysoki wzrost, sięgający wybitnym stu siedemdziesięciu sześciu centymetrom. Zdecydowanie bardziej kanciasta, aniżeli kobieca - porusza się, jak i nosi, po męsku. Nosi za sobą ciężką woń piżmowych perfum, głos ma zupełnie niemelodyjny, niski i ochrypły.

Lycoris Black
#2
27.02.2023, 14:12  ✶  

Nie była zbytnią fanką łona natury, gęstych traw, głębokich, tajemniczych jezior i rozłożystego, na wzór waty cukrowej, listowia drzew – wolała miałki pył uliczny londyńskiego bruku, aniżeli niteczki żmij przewijające się pod butami, wzbijając gęsty dym szelestu. Pamiętała jednak to miejsce doskonale – jeszcze za czasów hogwardzkich zdarzało jej się dotrzeć na to miejsce u boku Theona; przesiadywali na zdezelowanym molo i dyskutowali – bo im tematów do dyskusji nigdy nie brakowało. I choć była o wiele bardziej cyniczna, cięta i nieprzystępna niż Yaxley, dogadywali się niebywale dobrze; czuła, iż może być przy nim stuprocentową sobą, nawet jeśli  to „bycie sobą” oznaczało rzucanie kąśliwych uwag w jego kierunku. On jednak nigdy się tym nie przejął.

Była zaskoczona, jakie pokłady cierpliwości do niej miał ten człowiek.

A że była istotą impulsywną i lekkomyślną, decyzje podejmowała natychmiastowo, bez zawahania i odpowiedniego wyważenia czynów – prawdopodobnie dlatego w pracy miała wielu wrogów, którzy byliby w stanie utopić ją w łyżce wody; jej wyśrubowana buta i arogancja były doskonałą łatką, która opatuliła jej całą sylwetkę. Ludzie schodzili jej z drogi, nie chcąc się jej narazić.

Nie była przecież agresywna, a przynajmniej nie pod woalką fizyczną; daleko jej było do pacyfistki, mimo wszystko nie uznawała brudzenia sobie dłoni. Była typem intrygantki, grającego w otwarte karty, buńczucznego wcielenia złości i kąśliwości.

Mieli pójść tam przecież razem, skończywszy jednak pracę wcześniej, postanowiła udać się na miejsce spotkania w towarzystwie własnym i poczekać na Theona racząc się widokiem sielskiej natury. Tak naprawdę w dupie miała pluskanie rybek w stawie, wolałaby wychylić szklankę ognistej, jednak przyjaźń zdawała się wymagać poświęceń niekiedy. Zostawiwszy więc notatkę, udała się samodzielnie na molo.

Idę sama, dogoń mnie, jeśli potrafisz. Buziaki, L.

Przeczesując więc wysokie trawy, prędko znalazła się na molo, siadając na jego krawędzi. Przez dłuższy czas wbijała wzrok w taflę wody, obserwując marszczenia pojawiające się na powłoce wraz z podmuchami nieprzejednanego wiatru. Kwietniowa pogoda wprawiła świat w nastroje wiosenne; dopiero na końcu świata mogła to ujrzeć.

Wtem coś zaigrało światłem w wodnym odmęcie; coś, co ją zaciekawiło, pochyliła się więc nad powierzchnią chwiejnie. Niczym oczarowana wpatrywała się w istotę, która zwolna wyłaniała się z mętnych głębin; głos Theona, który słyszała daleko, odbijał się echem w umyśle, gdyż teraz nie liczyło się nic innego – tylko to tchnięcie magii w nudny, rzęsisty staw – bo przecież nawet nenufary na powierzchni nie dodawały mu uroku. Wyciągnęła dłoń, dotykając nią chłodnej tafli wody, gdy syrena chwyciła ją za nadgarstek.

Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Brązowowłosy i niebieskooki mężczyzna, wyróżniający się z tłumu przede wszystkim za sprawą swojego wzrostu. Niewielka domieszka krwi olbrzymów sprawiła, że osiągnął nieco ponad 2 metry wzrostu. Łatwo z niego czytać, w przypadku Theona emocje praktycznie zawsze są wypisane na twarzy. Nie stara się z nimi kryć. Często można go spotkać z papierosem w ręku bądź wyczuć specyficzny zapach, niekiedy lekko dominujący nad pozostałymi.

Theon Travers
#3
14.03.2023, 19:44  ✶  

Nadal miał w pamięci swoje spotkanie z syreną. Choć dawniej jezioro zdawało się być miejscem bezpiecznym, obecnie Theon miał solidne podstawy do tego, by z grona takowych je wykreślić. Nie podobało mu się w związku z tym to, iż Lycoris postanowiła udać się tutaj sama. Bez niego. Zwłaszcza, że i do wspólnego wypadu nie był w tym przypadku nastawiony szczególnie optymistycznie. Wierzył, że czasem warto było nie kusić jednak za bardzo losu. Zwłaszcza, że ten potrafił być mocno przewrotny.

I mógł porządnie dać się człowiekowi we znaki.

Zauważył Lycoris, ledwie dostał się w okolice molo.

- Lycoris?! - padło kolejny raz z jego strony.

Minęła kolejna chwila, zanim zorientował się w tym, co właśnie miało miejsce. Poczuł nagle jak jego serce przyśpiesza; jak robi mu się gorąco; jak z wolna narasta panika. Dane było mu zobaczyć jak stworzenie łapie Black za rękę. Nadgarstek. Jak zaprasza ją do siebie. Wciąga do wody. Potrzebował chwili, żeby być w stanie się otrząsnąć.

Pozbyć się własnych wspomnień.

Zacząć działać.

Wyszarpał własną różdżkę, rzucając w kierunku syreny pierwsze zaklęcie jakie przyszło mu do głowy. Nie było to przemyślane. Nie było to najlepsze możliwe rozwiązanie. Czasami jednak lepsze jest takie niż żadne. Zwłaszcza kiedy w grę wchodzi ratowanie życia bliskiej osoby.

- Expulso! - padło z jego ust.

Nie zwracając większej uwagi na efekt, rzucił się w stronę końca molo, a następnie wskoczył do jeziora, starając się możliwie najszybciej dostać do Lycoris. Nie miała teraz znaczenia niemalże paraliżująco zimna woda, ani też ciążące, mokre od niej ubrania.

- Lycoris? Ly? - starał się do niej dostać. Złapać. Ani trochę się przez ten czas nie uspokoił. Nie przestał też odczuwać strachu wiążącego się z tym, czego był świadkiem.

Wreszcie dotarł do celu, ujmując kobietę pierw za dłoń, a w chwilę później - również obejmując w pasie. Ostrożnie starał się ją odciągnąć od syreny, która potraktowana zaklęciem, nie była w stanie im w żaden sposób zaszkodzić. Nie teraz.

Dlaczego jednak zdecydowała się na to wcześniej? Było to w jakimś stopniu niecodzienne. I ciężko było wyrzucić tę myśl z głowy. Zwłaszcza komuś, kto w jakimś stopniu na tego rodzaju stworzeniach się przecież... znał.

Próbował wydostać się razem z Black z wody.

- Wszystko w porządku? Nic Ci nie jest? - pytał po drodze, brzmiąc na tak przejętego tym wszystkim... jak faktycznie był. Po prostu.

Call me the Villain
You should see me in a crown
Your silence is my favorite sound
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wiecznie znudzona i zblazowana mimika okrywa płaszczem wyraziste kości policzkowe, pełne usta i oczy tak głęboko piwne, jakby sama piana morska wyrzucona na brzeg w nich mieszkała. Koścista aparycja jest podkreślona wielokroć przez wysoki wzrost, sięgający wybitnym stu siedemdziesięciu sześciu centymetrom. Zdecydowanie bardziej kanciasta, aniżeli kobieca - porusza się, jak i nosi, po męsku. Nosi za sobą ciężką woń piżmowych perfum, głos ma zupełnie niemelodyjny, niski i ochrypły.

Lycoris Black
#4
16.03.2023, 20:12  ✶  

Mętna woda hipnotyzowała, zmarszczkami i nenufarami skłaniała do dotknięcia gładkiej, szklistej powierzchni; coś było w niej urokliwego, w zielonkawej barwie, widocznych pałkach wydostających się z jej odmętów. Wgapiała się więc nieprzejednanie, pochylając się coraz bardziej na krawędzi molo. Dłoń, która zanurzyła się w chłodnej, kwietniowej wodzie, znikła za woalką brudnozielonej cieczy i trwała tak przez momenty, zupełnie jakby owładnęła jej ciało niewiadoma hipnoza.

Nie słyszała jego nawoływań; nie słyszała absolutnie nic, gdy syrenia dłoń złapała ją za nadgarstek gwałtownie, wciągając za sobą w niebezpieczne głębiny.

Pocałunek syreny był wyjątkowy w swej krasie; jednocześnie obrzydliwy i nęcący zarazem. Oddech prędko zamarł w płucach, które poczęły wypełniać się łapczywie łapaną wodą. Wszystko się działo szybko, jak w tym kalejdoskopie wspomnień – uwydatniając jedynie niektóre szczegóły, a wyzbywając się urokliwości ogółu. Zamotała się przez chwilę w gęstych glonach, gdy syreni uścisk osłabł, a wokół jej talii owinęła się dłoń Theona.

Wyciągnięta na molo, przemoczona i drżąca na całym ciele, zaczęła konwulsyjnie kaszleć; wypluła parę haustów wody, która zechciała ją wypełnić, pozbawiając jakiegokolwiek tchu. Leżała tak na plecach bezwładnie, gdy jego głos do niej dotarł – otworzyła wówczas szeroko oczy, podrywając się do pozycji siedzącej.

– Który to już raz mnie ratujesz? – spytała z lekką drwiną, której nie mogła pozbyć się nawet w tak krytycznej sytuacji.

Ujęła jego twarz w duże, smukłe dłonie, zamykając go w okowach dotyku. Wpatrywała się tak w niego przez kilkanaście powolnych sekund, sunąc kciukami wzdłuż kości jarzmowych.

– Dziękuję – wypluła z siebie wreszcie, tak jakby to proste słowo nie potrafiło przejść jej przez krtań i ujrzeć światło dzienne.

Opuściła dłonie i odchyliła się na powrót. Na całym ciele zadrżała – kwietniowa pogoda nie sprzyjała kąpielom w lodowatym jeziorze.

Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Brązowowłosy i niebieskooki mężczyzna, wyróżniający się z tłumu przede wszystkim za sprawą swojego wzrostu. Niewielka domieszka krwi olbrzymów sprawiła, że osiągnął nieco ponad 2 metry wzrostu. Łatwo z niego czytać, w przypadku Theona emocje praktycznie zawsze są wypisane na twarzy. Nie stara się z nimi kryć. Często można go spotkać z papierosem w ręku bądź wyczuć specyficzny zapach, niekiedy lekko dominujący nad pozostałymi.

Theon Travers
#5
21.03.2023, 22:49  ✶  

Uwolnienie Black od syreny, następnie wyciągnięcie jej z jeziora, nie było zadaniem łatwym. A przynajmniej Theon za takie go nie uważał. Przyjemnym przeżyciem również by tego nie nazwał. W żadnym razie. Na pewno nie chciałby w tym przypadku zaliczyć powtórki z rozrywki. Zarówno w bliższej jak i dalszej przyszłości.

Kiedy znaleźli się na molo, w nieco chaotyczny sposób starał się pomóc Lycoris dojść do siebie. Niekoniecznie wybierając odpowiednie metody, podejmując się w tym przypadku tych właściwych działań.

- Z jeziora, to dopiero taki pierwszy przypadek. - odpowiedź nieco wymijająca.

Widząc, jak drży z zimna, przy pomocy swojej nowej różdżki, z którą nie zdołał się jeszcze do końca zgrać, postarał się osuszyć jej mokre i ciężkie od wody ubranie. Drobna pomoc, mogąca mieć spore znaczenie o tej porze roku. Końcówka kwietnia była całkiem przyjemna, ale nie na tyle, aby pozwalać sobie na kąpiele w jeziorze i liczyć na brak konsekwencji tego typu działań.

- Nie dziękuj. Po prostu następnym razem nie rób takich głupot, dobrze? - nie krył się z tym, że zdołała go nieźle wystraszyć. Niezbyt często bywał poważny, teraz jednak nie dało się mieć co do tego większych wątpliwości. O ile pozostawało w tym przypadku miejsce na wątpliwości jakiekolwiek.

Wreszcie posadził tyłek na molo, pozwalając sobie na westchnięcie. Napięcie powoli z niego schodziło. Cały ten strach, który mu towarzyszył odkąd zobaczył ją w towarzystwie tej przeklętej syreny. Niby wiedział, że istnieje ryzyko, ale wiedzieć a zobaczyć na własne oczy, to zupełnie inna sprawa.

- Co Ciebie do tego podkusiło? Dlaczego nie mogłaś poczekać? - nie wytrzymał zbyt długo, musząc zadać te dwa pytania. Wybrzmiały tutaj lekkie pretensje. Uzasadnione, bo przecież Lycoris nie była nieświadoma. Może powinien się wreszcie nauczyć, że czasami lepiej o pewnych rzeczach jej nie mówić. Tak dla pewności; żeby nie kusić losu, który potrafił niekiedy być naprawdę złośliwy.

Dłonie potarły twarz. Nie patrzył na nią, spojrzenie kierując w stronę dziwnie spokojnego jeziora. Kto by pomyślał, że mogło wiązać się z nim jakieś zagrożenie?

- Naprawdę mnie wystraszyłaś, wiesz?

Call me the Villain
You should see me in a crown
Your silence is my favorite sound
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wiecznie znudzona i zblazowana mimika okrywa płaszczem wyraziste kości policzkowe, pełne usta i oczy tak głęboko piwne, jakby sama piana morska wyrzucona na brzeg w nich mieszkała. Koścista aparycja jest podkreślona wielokroć przez wysoki wzrost, sięgający wybitnym stu siedemdziesięciu sześciu centymetrom. Zdecydowanie bardziej kanciasta, aniżeli kobieca - porusza się, jak i nosi, po męsku. Nosi za sobą ciężką woń piżmowych perfum, głos ma zupełnie niemelodyjny, niski i ochrypły.

Lycoris Black
#6
24.03.2023, 13:25  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.11.2023, 15:40 przez Lycoris Black.)  

Pocałunek syreny, mokry i miękki, wciągnął ją w podwodne arkana, nęcąc niewiadomym, więżąc w mdłym uścisku; nie liczył się brak oddechu, gdy ostatni wydech opuścił jej płuca, ani fakt, iż była o krok od utonięcia – wszystko tańczyło na jawie i istniała wówczas tylko ta jedna milionowa wszechświata, w której wodne stworzenie otulało ją subtelnie. Była w końcu w swoistym czarze, nic innego nie miało znaczenia; każdy szkopuł momentalnie stał się niewiadomą istotności – gotowa była wytłoczyć ostatnie hausty tlenu z klatki piersiowej tylko po to, aby poczuć to mocniej; dotkliwiej. Uścisk syreniej dłoni zamykający się na jej nadgarstku uświadamiał o nieodwołalności chwili – jednak czy w tamtym momencie liczył się fakt, iż będzie wyściełać jezioro ciałem topielicy?

Zawsze ją przecież ratował. Nie miało znaczenia, w jak patowej sytuacji się znalazła – on zawsze był. Za każdym razem gotowy aby wyciągnąć w jej upadłą stronę dłoń; był zdecydowanie zbyt dobry, zbyt urokliwy dla jej parszywej osobowości. Dostrzegła to dopiero, gdy salwa kaszlu opuściła jej krtań wraz z mętną wodą jeziora, na której nenufary tworzyły rzęsiste ścieżki.

Zadrżała ostatni raz na ciele, nim osuszył jej ubranie ruchem różdżki. Podciągnęła kolana pod brodę, ognisko wzroku umieszczając w jego osobie; rozchyliła różane wargi, gotowa coś powiedzieć, jednak żaden dźwięk nie opuścił jej ust. Otrząsnąwszy się po chwili, spojrzenie skierowała na spokojną taflę jeziora, która jeszcze przed chwilą jawiła się gwałtownością.

– Nie mogę tego zagwarantować. Może zbyt lubię, jak mnie ratujesz? – zabrzmiała retoryką, parskając śmiechem w puencie pytania.

Przysunęła się do niego, zamykając odległość, która ich dzieliła. Chwilę tak trwała, opatulając rękami podwinięte kolana, wzrok zaklinając w mętnej wodzie jeziora – tak spokojnej w tym momencie, jak niespokojna była zaledwie parę chwil wcześniej.

– Przepraszam – wydusiła z siebie po chwili.

Westchnęła lekko, układając głowę na jego barku; nagły paroksyzm bliskości ogarnął jej ciało, które aż drgnęło niepokornie.


Trwała tak więc, martwa, bez wyrazu, ważąc każde słowo, a tych kłębiła się niebotyczna ilość na scenie umysłu. I nawet niebo, osnute puchem bielutkich chmur, słońce mrugające, roztaczając wokół siebie wstęgi promienne, błękit nieba niepoprzetykany skazami – nawet te drobnostki, które kreowały rzeczywistość nową i niezależną, ujmującą w demonicznym tańcu ich dwoje, wpatrzonych w siebie na wzór oniemiałych, tak, jakby właśnie rozwarła się przed nimi szczelina nieważkiej intymności; ta, która skąpała ich spojrzenia, utknięte w oczach; ta, która zatrzymała oddech w płucach i wreszcie – ta, która naruszyła bezpieczeństwo lekkiej przystani przyjaźni, kreując ich przecież na odmienne tory. Tak, jakby nie czuli tego od lat; tak, jakby te emocje zakwitły dopiero w tej jednej sekundzie, gdy jej włosy zwinięte były w mokre strąki, gdy drżała na całym ciele – tym, które pokryło się siateczką spadających gwiazd śmierci.

Czy wiedziałeś, że ogon spadającej gwiazdy czyni się na skutek spalania wodoru? One umierają; umierające gwiazdy śmierci.

Wzrok przeniosła raz jeszcze na szklistą taflę jeziora, teraz niezmąconą, zupełnie daleką od sugestii, jakoby koszmary ją zamieszkiwały. Otrząsnęła się gwałtownie, podwijając kolana pod brodę, zamykając spojrzenie w niebycie. Chciała jedynie zostać przez niego zabrana, zaniesiona gdzieś daleko ponad horyzont – całe życie uciekała dla tej jednej chwili; chwili, o której snuła mrzonki, nieświadoma nawet ich niebagatelnego istnienia. Zmarszczyła nos nieznacznie, zagryzając dolną wargę nieomal do krwi.

– Ty idioto – wyszeptała, a jej oczy zaczęły wzbierać mokrymi łzami.

Tylko na te słowa mogła się zdobyć; tylko te nieme treści zabarwiły przestrzeń, gdyż drgający podbródek, tak niepasujący do jej bytu, zmusił spojrzenie na ponowne umoszczenie się w przestrzeni, której nie żal było sercu. Myśli maści rozmaitej krążyły po umyśle, nie mogąc odnaleźć swojego akwenu, swojego miejsca przylegania, swojej niszy, w której mogłyby wygodnie spocząć. To wszystko było absurdalne, niepodobne, krzywdzące i okrutne.

Nie znała tych emocji. I prawdopodobnie nadal by ich nie znała, gdyby nie on.

Momentalnie zrodziła się w niej wściekłość na samą siebie; odkrywając rysy słabości na własnym profilu, dławiło ją coś niemożliwie. Nie mogła wywnioskować, skąd tak szalony sentyment do Theona; skąd troska w jego głosie i skąd przeklęta kula myśli gromadząca się w krtani – myśli niemożliwych do wyartykułowania i wygłoszenia brzmieniem w eter. Nie była gotowa na odsłonięcie się, ukazanie swej ludzkiej natury, innej, aniżeli sykliwej, zblazowanej, znudzonej życiem pracownicy prosektorium.

Złapała ten ułamek nieba, który chylił się ku nim; nikt nie wiedział, absolutnie nikt – taniec w deszczu można było przyrównać do tego bosko-nieboskiego stanu – krople osadzały się na policzkach, jeszcze niedawno dotykanych przez syrenie dłonie.

– Chodźmy – wydusiła z siebie raptem po chwili, podnosząc się z drewnianych desek wyściełających molo. Poczekała również na niego, nie będąc jednak w stanie spojrzeć mu w oczy. Uciekanie było jej domeną, od absolutnie wszystkiego – na prozie codzienności zaczynając i na emocjach kończąc.

Czuła, jakby wszystko uległo zniszczeniu; jakby bycie przy nim było niebywale trudne, a jedynie konieczne. Jakby przeżywała pierwsze, dziewczęce zauroczenie, lecz nie miało ono nic wspólnego z realną miłością. Po prostu dostrzegła, jaką rysą istotności się dla niej odznaczał. Wargi zszyły się milczeniem, nie pozwalając słowom umykać spomiędzy ich płatków.

Wróć do mnie, gdy zechcesz. Gdy nocne połacie staną się dla ciebie za ciężkie. Gdy słońce przypomni ci o moich piegach, a woda morska odnajdzie odbicie w moich oczach. Kochaj mnie tu i nie tylko tu.

Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Brązowowłosy i niebieskooki mężczyzna, wyróżniający się z tłumu przede wszystkim za sprawą swojego wzrostu. Niewielka domieszka krwi olbrzymów sprawiła, że osiągnął nieco ponad 2 metry wzrostu. Łatwo z niego czytać, w przypadku Theona emocje praktycznie zawsze są wypisane na twarzy. Nie stara się z nimi kryć. Często można go spotkać z papierosem w ręku bądź wyczuć specyficzny zapach, niekiedy lekko dominujący nad pozostałymi.

Theon Travers
#7
18.11.2023, 18:11  ✶  

Nie zareagował. W normalnych okolicznościach odbiłby piłeczkę, odpowiedział na jej słowa. Postarał się zadbać o lekką, przyjemną atmosferę. O uczucie komfortu, które wszak wiele ułatwiało. Nie tylko w przypadku ich dwojga. Zamiast tego siedział na tym cholernym molo, starając się jakoś poskładać w całość po zajściu, które miało miejsce ledwie chwilę temu. Nie był mniej roztrzęsiony od Black. Zarazem jednak świadomy tego, że powinien być tym, na którego ramieniu się wesprze. Bo przecież zawsze tak to pomiędzy nimi wyglądało. Jedno mogło liczyć na to drugie. Niezależnie od okoliczności.

Dlatego też znalazł się ponownie obok niej.

Przytulił.

- Hej, wszystko jest w porządku. - słowa wypowiedziane miękko, ledwie tylko zauważył spływające po policzkach łzy. Moment słabości, który nie zdarzał się często. Nie komuś takiemu jak Lycoris.

Na ile długo pozwoliła aby tak trwali?

Jak długo obydwoje wpatrywali się w jezioro, które teraz było zwodniczo spokojne. Nie wydawało się, aby z jego strony mogło nadejść jakiekolwiek zagrożenie. Obydwoje wiedzieli jednak, że sprawy miały się zupełnie odmiennie. Przytrafiło im się coś, co pozbawiło ich w tym kontekście wątpliwości. A przy okazji sprawiło, że zderzyli się z czymś więcej.

Z czymś, co mogło przedefiniować to, co łączyło ich od wielu lat.

Tylko czy aby na pewno powinni cokolwiek tutaj zmieniać?

Nie oponował, kiedy zdecydowała, iż powinni opuścić to miejsce. Miała racje. Pozostawanie tutaj nie było bezpieczne. Ciężko było przewidzieć czy i kiedy syrena mogłaby ponownie zapragnąć towarzystwa jednego z nich.

- Powinniśmy wracać. - przyznał jej rację.

Choć sam nie był kimś, kto zwykł uciekać, w obecnych okolicznościach chętnie zaszyłby się we własnym mieszkaniu. Spędził kilka godzin z dala od innych ludzi. Mogąc wszystko przemyśleć. Poukładać sobie w głowie.

Nie było to czymś dla niego typowym.

- Chcesz pierw zatrzymać się w posiadłości? - zaproponował, wskazując na ścieżkę, która mogła doprowadzić ich do rodzinnej posiadłości Yaxleyów. Trasa nie była długa. Co prawda w doprowadzeniu się do porządku wystarczająco pomocna była sama magia, ale... czasami dobrym jej uzupełnieniem mogła okazać się chociażby gorąca herbata. 

Call me the Villain
You should see me in a crown
Your silence is my favorite sound
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wiecznie znudzona i zblazowana mimika okrywa płaszczem wyraziste kości policzkowe, pełne usta i oczy tak głęboko piwne, jakby sama piana morska wyrzucona na brzeg w nich mieszkała. Koścista aparycja jest podkreślona wielokroć przez wysoki wzrost, sięgający wybitnym stu siedemdziesięciu sześciu centymetrom. Zdecydowanie bardziej kanciasta, aniżeli kobieca - porusza się, jak i nosi, po męsku. Nosi za sobą ciężką woń piżmowych perfum, głos ma zupełnie niemelodyjny, niski i ochrypły.

Lycoris Black
#8
18.11.2023, 18:25  ✶  

Coś pękło w niej nieodwołalnie, rzęsistymi łzami spływając po policzkach, szklistymi torami znacząc oblicze, puentowane tylko pociągnięciami nosem. Chwile zwątpienia i załamania nie zdarzały się jej często; ba, należały do chyżo ukoronowanych rzadkości, na które pozwolić sobie mogła tylko w obliczu jego, tylko, gdy inne oczy nie świdrowały jej niepokornie, a świat nie topił się w miałkości. Rozlało się między nimi coś, co od lat było tłamszone, a zawierało się w tym miękkim uścisku, przytuleniu prawdziwej żmii, przed którą drżały korytarze ministerialne. On jednak wiedział, że go nie ukąsi; że padnie w jego ramiona mimowolnie, odnajdując opokę wyłącznie w zapachu jego wody kolońskiej i trzydniowym zaroście drażniącym jej czoło, gdy opierał o nią podbródek.

Nie wiedziała ile spopielonych chwil minęło; ile słodko-gorzkich szeptów wieczności przesunęło się między nimi lekko, pozostawiając ich samych sobie, nad spokojną taflą jeziora, w którym mieniły się chmury i trącane wiatrem listowie – wpatrywali się tak w zacieniony horyzont, który zdawał się teraz być tak blisko, jak nieomal ich emocje dzielone na dwoje – uczucia, którym nie dawali upustu i które nie miały nazwy.

Były zbyt wiążące, zbyt zobowiązujące.

Zderzyli się z fasadą zbudowaną z własnych słów i zarówno tego, co niewypowiedziane. Gdzieś w głębi, na samym dnie, coś zadrżało niepokornie – niby chcąc się uwolnić. Ona jednak zdusiła to, tak jak dusiła przez ostatni czas. Na kanwie umysłu wciąż zapisany był moment, w którym pamiętnego wieczoru, który sprowadził ich do tańca na nagrobku, opadła w jego ramiona, potykając się o bruk. Zawarła się wówczas między nimi pewna obietnica, a ona sama, zbyt speszona, aby stanąć frontem do własnych uczuć, kazała mu nikomu o tym nie mówić.

Teraz jednak brała głęboki wdech, opierając się o jego bark.

Skinęła głową na jego słowa i podniósłszy się z molo, ruszyła wraz z Yaxley’em w kierunku rezydencji. Myślami targały nieprzebrnięte huragany, które niweczyły wszystko, także tę nieprzystępną fortecę, z której ułożyła swoje całe życie. Nagle wszystko się waliło, pozostawiając po sobie pobojowisko, a ją – nagą.

– Tak, chodźmy – rzekła na propozycję – musiał jednak dostrzec, iż coś uderzyło ją z dziwnie silną mocą; codzienna Lycoris zapewne rzuciłaby jakąś kąśliwą uwagę, ona jednak – przerażona nie na żarty – szła obok niego, milcząca.

Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Brązowowłosy i niebieskooki mężczyzna, wyróżniający się z tłumu przede wszystkim za sprawą swojego wzrostu. Niewielka domieszka krwi olbrzymów sprawiła, że osiągnął nieco ponad 2 metry wzrostu. Łatwo z niego czytać, w przypadku Theona emocje praktycznie zawsze są wypisane na twarzy. Nie stara się z nimi kryć. Często można go spotkać z papierosem w ręku bądź wyczuć specyficzny zapach, niekiedy lekko dominujący nad pozostałymi.

Theon Travers
#9
20.11.2023, 20:52  ✶  

Widział. Dostrzegał, że coś szalało w jej wnętrzu. Nie zareagował na to jednak ani jednym słowem. Pozwolił, aby podczas niedługiego spaceru do rezydencji, panowała pomiędzy nimi cisza, przerywana jedynie odgłosami otaczającej ich przyrody. Zapewniając przestrzeń, która możliwe, iż niekoniecznie była tym czego potrzebowali.

Kilka minut pozwoliło na to, aby dostrzec pomiędzy drzewami zarys posiadłości. Kolejna, krótka chwila wystarczyła, aby dojrzeć można było całą nieruchomość od frontu. Składającą się z dwóch pięter. Poddasza. Wiekową, ale niewątpliwie zadbaną. Gdzieniegdzie porośniętą bluszczem. Posiadającą wiele uroku oraz długą historię.

- Myślę, że mamy jakieś dwie minuty, zanim... - zaczął, oczywiście się w tym aspekcie myląc. Jeden ze skrzatów domowych znalazł się tuż przed nimi, gotów się zająć Paniczem oraz jego towarzyszką.

Skłonił się nisko, gotów zaopiekować się niezapowiedzianymi gośćmi.

- P-paniczu Yaxley, nie informował p-pan o swojej wizycie. - zaczął. Wbrew temu, co można było pomyśleć, nie było w tym choćby grama pretensji. Skrzat się po prostu usprawiedliwiał. W posiadłości nikt nie był przygotowany na pojawienie się Theona. Zwłaszcza w towarzystwie Lycoris. - P-proszę nam wybaczyć, n-nie jesteśmy odpowiednio p-przygotowani. - po tych słowach spojrzał na Blackówne. - P-panienka Black. Miło p-panienkę widzieć. - pozwolił sobie na tyle.

Theon oczywiście niczego nie oczekiwał. Nie wymagał cudów na kiju. Zdawał sobie sprawę z tego, że ani rodzice, ani skrzaty zajmujące się rodzinną posiadłością, nie mieli szans na to, aby się na tę wizytę odpowiednio przygotować.

- Nie szkodzi, nikogo nie uprzedziliśmy o wizycie. - odpowiedział. Następnie zerknął przelotnie na Lycoris. -  Zorganizuj nam tylko coś do picia. Herbata będzie dobra? - ostatnie słowa skierował do przyjaciółki, o ile wciąż mógł określać ją tym mianem. Mogła doprecyzować, samodzielnie zdecydować na co miała akurat ochotę. Theon nie oponowałby nawet w sytuacji, gdyby to były procenty. Sam jednak chęci na alkohol chwilowo nie miał. - Wiesz gdzie są rodzice? - następnie jeszcze zwrócił się do skrzata z tym drobnym pytaniem. Skoro pojawili się na miejscu, dobre wychowanie wymagało się przywitać. A jeśli nie zamierzali tego zrobić...

...cóż, wtedy dobrze byłoby pewnych miejsc unikać. Dla uniknięcia niezręcznych, mało komfortowych sytuacji.

Jaskier pokiwał głową.

- P-pan jest w swoim gabinecie. P-pani była w ogrodzie. - nie miał pewności odnośnie aktualnego miejsca pobytu Jennifer. Te mogło się wszak zmienić. Zwłaszcza gdyby przypadkiem coś zwróciło jej uwagę. Odgłosy jakiejś rozmowy? Tylko czy byli na tyle głośno?

- Dziękuje. - wypowiadając ostatnie słowa, gestem dał znać stworzeniu, iż może zostawić ich samych. O ile Lycoris nie miała czegoś do dodania, niczego więcej nie potrzebowali.

Call me the Villain
You should see me in a crown
Your silence is my favorite sound
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wiecznie znudzona i zblazowana mimika okrywa płaszczem wyraziste kości policzkowe, pełne usta i oczy tak głęboko piwne, jakby sama piana morska wyrzucona na brzeg w nich mieszkała. Koścista aparycja jest podkreślona wielokroć przez wysoki wzrost, sięgający wybitnym stu siedemdziesięciu sześciu centymetrom. Zdecydowanie bardziej kanciasta, aniżeli kobieca - porusza się, jak i nosi, po męsku. Nosi za sobą ciężką woń piżmowych perfum, głos ma zupełnie niemelodyjny, niski i ochrypły.

Lycoris Black
#10
24.11.2023, 17:43  ✶  

Między westchnięciami wszechświata, urastało w niej coś do rangi absolutu, którego nie potrafiła w żaden sposób powstrzymać – uczucia krążące wokół nich jak satelity, przecinając się co jakiś czas, przybierały miano niewiadomych. Bo przecież nie wiedziała, co czuła do niego pomiędzy tymi uderzeniami serca staccato, między miriadami myśli lotnych, między grymasów malujących się na wargach. A przecież dla niego zawsze była namacalna i istniejąca, choć butna i arogancka w całej swojej zblazowanej krasie, pomagała mu na rozciągłości życia jak tylko była w stanie. Ich znajomość, sięgająca sielskich lat hogwardzkich, utkanych w ten masyw szkolnych murów, nie była nigdy prosta.

Niezrozumienie wielokrotnie kwitło między nimi, jak te przeklęte deszcze majowe, które obmywały gałęzie magnolii spiłowane gdzieś przy skwerze, które raz jej przyniósł – ot tak, dla żartu samego w sobie. Lycoris nigdy kochliwa nie była, a biorąc za podstawę własną emancypację i niezależność, parsknęła wówczas jedynie – kwiaty jednak przyjęła.

Milcząca i zaklęta, związana tymi przeklętymi pętami oddania, nie odezwała się ani słowem, kiwając jedynie głową na propozycję herbaty, aż nie zostali jedynie we własnym, dusznym towarzystwie.

– To się wymyka spod kontroli – wydukała w końcu, wypuszczając powoli powietrze więzione w płucach.

Nie skorzystała z zajęcia jednego z foteli, zamiast tego, skrzyżowała ręce na piersi i poczęła pieszą wędrówkę od jednej ściany do drugiej. Absolutnie celowo omijała wzrokiem jego oblicze, bo chyba po raz pierwszy w życiu była skłonna się rozkleić i rozpaść na milion kawałków – a tych by przecież nie skleiła na powrót w pierwotną całość.

Teraz to ona była gotowa odpiłować te przeklęte gałęzie magnolii.

– Theonie, nie chcę zniszczyć tego, co mamy. Jednak… – zamilkła w bezkresie, zatrzymując się przed nim, po raz pierwszy tego popołudnia wbijając igły wzroku w jego tęczówki.

Jej beznamiętny wygląd przypominał płytę nagrobną – pewne kwestie pozostawały niezmienne; on jednak znał ją na tyle dobrze, że każde z tych drobnych drgnięć kącików warg mógł odczytać prawidłowo. Bardziej prawidłowo, niż ona była w stanie; a lubiła przecież myśleć o sobie świadomie i pewnie – teraz jednak, jak dziecko majaczące we mgle, pogubiła się pośród własnych, pozornie uporządkowanych myśli i niemo go prosiła, aby jej je wyjaśnił.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Lycoris Black (3118), Theon Travers (2647)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa