Gdyby Elaine wiedziała, co chłopak do niej czuł może by odrobin spasowała ze swoim zachowaniem, ale nie wiedziała, że mogła w ten sposób na kogoś oddziaływać, a zwłaszcza na Felixa, który był obok niej od zawsze. Był jej [i]przyjacielem[i]. Nie potrafiła myśleć o nim inaczej, nie potrafiła wyzbyć się wrażenia, że jest odpowiednią osobą na odpowiednim miejscu zapominając czasami o tym, że był po prostu też mężczyzną. Elaine zawsze unikała stosunków stricte damsko męskich, nie wiedziała jak jej zachowanie, jak jej ciało oraz uroda może oddziaływać na płeć przeciwną. Bycie obok Felixa sprawiło, że zapomniała o takich rzeczach i dopiero uczyła się uwodzenia, kokietowania, flirtowania. Dopiero zaczynała ten etap znajomości z innymi mężczyznami.
Na jego słowa zachichotała, zaśmiała się i po prostu pokręciła głową. Doskonale zdawał sobie sprawę, że mianem przyjaciela mógł być nazywany tylko on. W głębi serca Felix bardzo jej się podobał, lubiła patrzeć w jego oczy, na jego uśmiech, na jego skupienie, gdy robił swoje cuda z eliksirami, ale nigdy nie przypisywała temu większej wartości – starała się nie zniszczyć tej przyjaźni, aby nigdy go nie stracić, bo nie wyobrażała sobie życia bez niego. Gdy słyszała jego stłumiony głos spod wody, słysząc jego nawoływania i strach w końcu wypłynęła tuż przed nim łapiąc go za ramiona i patrząc mu w twarz.
– Boi dudek – wyszczerzyła się wesoło i odpłynęła na plecach w kierunku brzegu. Na jej skórze pojawiła się gęsia skórka, a usta zrobiły się sine, zdecydowanie nie była to pora na pływanie. Wyszła z wody, która zaczęła z niej skapywać, podeszła do swojego kocyka i sięgnęła po sporej wielkości ręczniki; jeden przyszykowała od razu dla Felixa, a drugim się okryła ocierając się z wody. Usiadła na kocyku i wyłożyła się na słońcu niczym mała foczka.