28 kwietnia 1972
Restauracja przy Alei Horyzontalnej - Theon & Lycoris
Szykując się na umówione spotkanie, raz za razem odtwarzał w głowie słowa starszego brata. Byli ze sobą z Nicholasem blisko. Mogli na sobie polegać. Theon ufał mu na tyle, że brat stał się on pierwszą osobą, której powiedział o tym, co działo się pomiędzy nim a Lycoris. Podzielił się z nim swoimi obawami; swoim brakiem pewności dotyczącym tego czy powinni w to wchodzić. Jeden błąd mógł wszak zniszczyć długoletnią przyjaźń. Mógł doprowadzić do tego, że z życia Yaxleya zniknie jedna z najważniejszych dla niego osób.
Nie chciał tego błędu popełnić na samym początku.
Kierując się radami otrzymanymi od brata, zamierzał zająć się wszystkim tak jak należało. W odpowiedni sposób. Zarezerwował stolik we wskazanym lokalu. Ponoć całkiem niezłym. Zadbał o adekwatny do okazji strój. Odwiedził też sprawdzonego fryzjera, żeby doprowadzić do porządku nieco już przydługie włosy. Na samym końcu dopilnował również tego, aby na miejscu zjawić się z lekkim wyprzedzeniem. Przed czasem. To ostatnie stanowiło w jego przypadku całkiem spore osiągnięcie, ponieważ punktualność nigdy nie zaliczała się do grona licznych zalet, które z całą pewnością posiadał.
Na Lycoris czekał przed wejściem do restauracji znajdującej się przy Alei Horyzontalnej. Lokal był drogi. Elegancki. W ciągu ostatnich miesięcy zebrał sporo dobrych opinii. Tak przynajmniej słyszał. Nicholas wypowiadał się o nim w samym superlatywach. Sam niekoniecznie się w tego typu sprawach odnajdywał. Wiedza na takie tematy nie była mu nigdy dotąd potrzebna. Ubrany w szary sweter, jeansowe spodnie, nie odstawił się co prawda niczym szczur na otwarcie kanałów, ale ciężko było mu cokolwiek zarzucić. Obserwując okolice, dopalał z wolna papierosa.
Liczył, że dzięki niemu zdoła się nieco uspokoić.
Zajmie czymś swoje ręce.
O ile dostrzeżenie tego na pierwszy, a nawet drugi rzut oka, dla większości ludzi byłoby zapewne niemożliwe, nerwy wciąż nie odpuszczały. Nie znikały obawy dotyczące tego czy aby na pewno podjęli w tym przypadku właściwą decyzje. Dla Theona nie było to coś, z czym był bliżej zaznajomiony. W takich sytuacjach nie znajdywał się często. Nie był typem człowieka, który przejmował się... w zasadzie czymkolwiek. Przez innych często postrzegany był jako lekkoduch, a nawet duże dziecko. Przez matkę z tego powodu dość często krytykowany.
Ale nie o tym teraz.
Widząc znajomą twarz, rzucił pozostałości papierosa na chodnik, następnie dogasił przydeptując butem. Wyszedł jej na przeciw, wyciągając rękę.
- Cześć. Gotowa? - witając się rzecz jasna kompletnie zapomniał o tym, że ponoć warto było kobiecie w takiej sytuacji powiedzieć jakiś komplement. Cokolwiek miłego? Mogła to być nawet jakaś drobnostka. Z drugiej strony, może było lepiej, że za bardzo się tutaj nie wysilał. Nie tworzył pomiędzy nimi jakieś dziwnej, sztucznej atmosfery. Ostatecznie przecież... obydwoje wiedzieli na co się piszą. Z kim zdecydowali się wejść do tego samego przedziału w pociągu.
Oczekiwanie tego, że towarzysz okaże się nagle kimś zupełnie innym byłoby zapewne prawdziwą głupotą.