Czerwiec 1972
Theon & Lycoris
Spotkanie z Lycoris odkładał świadomie. Wydarzenia z ostatnich tygodni na tyle skomplikowały jego sytuacje, że miał cholerny mętlik w głowie. Nie wiedział w jaki sposób to wszystko poukładać. Uporządkować. Miał problem z określeniem tego, od czego dokładnie należało zacząć. W jaki sposób to zrobić. Z tego też względu zdecydował się na najprostsze, możliwe wyjście.
Było nim ukrywanie się.
O ile do pracy wrócił dość szybko, tak do swojej codziennej rutyny już niekoniecznie. Przez dłuższy czas był jakby przyklejony do biurka. Jeśli nie było takiej potrzeby, nie wychylał nawet nosa na korytarz. A co było w tym wszystkim najgorsze? Ano to, że cierpliwie musiał wysłuchiwać trajkotania jednej ze swoich współpracownic o tym, jak cudowna była jej wnuczka. Jakimś dziwnym trafem kobieta uznała, że byłby dla niej idealnym kandydatem; że by do siebie pasowali.
Theon nawet przez krótką chwilę jej optymizmu nie podzielał.
Poza tym ostatnim czego potrzebował były kolejne komplikacje na tle uczuciowym.
Na odwagę i odwiedziny w prosektorium, zdecydował się w około dwa tygodnie po tym, jak wrócił do pracy. Przekonany został przez brata, uznał że dalsze zwlekanie z tym nie ma sensu; że tylko jeszcze bardziej mu zaszkodzi. Z czterema jagodowymi babeczkami zmierzał w stronę dobrze znanych sobie drzwi. Nieśpiesznie. Niepewnie? Rozważając zapewne to czy nadal może wziąć nogi za pas.
Wycofać się.
Weź się w garść, idioto...
Wolną ręką sięgnął w kierunku klamki. NIe pukał. Po prostu nacisnął ją, otworzył drzwi. Wszedł do środka tak samo, jak to robił wielokrotnie w przeszłości. Tak jakby wchodził właśnie do pomieszczenia, w którym sam pracował.
- Hej, przyniosłem coś słodkiego... - nie bardzo wiedział w jaki sposób zacząć. Niestety w jego ręce nie trafił w ostatnim czasie poradnik mówiący o tym, jak wytłumaczyć się z 20 dniowego snu oraz poprzedzającego go pocałunku z inną kobietą. Ani nic podobnego. Musiał więc improwizować. I może nawet szło by mu z taką improwizacją całkiem nieźle, gdyby nie to, że w tym konkretnym przypadku... zdawało mu się naprawdę zależeć. Rzecz wręcz niespotykana.
Warta odnotowania w podręcznikach do historii.