Norka nawet nie zauważyła, że pytanie zabrzmiało dość dwuznacznie. Była całkiem niewinna, tak niewinna jak to tylko możliwe, aż dziwne, że udało jej się przy tej niewinności doprowadzić do tego, że powitała na świecie Mabel. Cóż, wydarzyło się to dawno temu, a każdy ma czasem chwilę zaćmienia. Nie wpadła na to, że to pytanie może być niestosowne. Zdecydowanie lepiej dla niej, bo pewnie by sobie o tym przypominała każdego wieczora przed snem, kiedy wracały do niej te najbardziej żenujące chwile.
- Brzmi dobrze. - Na szczęście zamierzał jej wszystko objaśniać na bieżąco, inaczej zapewne by się w tym zgubiła, tak mogła mieć pewność, że zrozumie to, co jej wywróży. Wydawało jej się, że jest naprawdę doświadczony w czytaniu z kart, a przynajmniej takie sprawiał wrażenie, chociaż Norka należała do tych osób, które ufały niemalże od razu, więc mogła to być złudne założenie, chociaż czy gdyby był nie doświadczony wiedziałby w jaki sposób objaśnić to takim jak ona? Pewnie nie. Musiał to robić wiele razy.
Przyglądała mu się uważnie, kiedy tasował karty. Robił to bardzo dokładnie, zauważyła skupienie na tej czynności, jakby to był jakiś magiczny rytuał, a może dlatego, że faktycznie to był rytuał. Ta dziedzina magii dla niej była zawsze nie do końca jasna, więc pozostawało jej tylko podziwianie mężczyzny przy tym procesie.
Nie umknęła jej zmiana tonu głosu Morpheusa, gdy mówił do kart. Wydawało jej się, że się trochę oddalił, jakby nie był do końca obecny na miejscu, może trochę był w transie, choć to mogło być zbyt wyolbrzymione określenie.
Panna Figg siedziała nachylona nad ladą, ciekawa, co pokażą karty. Bała się jednak chociażby drgnąć, aby mu nie przerywać, czy nie przeszkadzać, właściwie to oddychała też cicho, aby nie zakłócać jego działań. Nie chciała mu przeszkodzić.
Obserwowała jego dłonie, kiedy pokazywał jej krzyż i objaśniał zasady jego działania. Słuchała uważnie wszystkiego, żeby jej przypadkiem nic nie umknęło. Nie odezwała się przy tym ani słowem, jakby nadal bała się zakłócić ciszę.
Zastanawiała się, co może uznać za zdradę o której wspominał. Jej życie nigdy nie było usłane różami, aczkolwiek myślała, że miała już to za sobą, że przerobiła to wszystko, może faktycznie nadal głęboko, gdzieś to w niej tkwiło.
Cesarzowa, o której wspomniał później chyba trochę bardziej jej się spodobała, nawet niewielki uśmiech pojawił się na jej twarzy, gdy zaczął jej o tym opowiadać. Nie mogła zrozumieć, jak to możliwe, że tak wiele można wyczytać z kart. - Związku, najpewniej radzieckiego. - Powiedziała raczej do siebie pod nosem, bo nie uważała, żeby to mogło się jej przydarzyć, trzymała się skutecznie na dystans po to, aby nie zajmować się głupotami, żeby znowu ktoś nie zakręcił jej w głowie. Nie powinna w ogóle się zajmować takimi rzeczami. - Chociaż to wszystko, tak jakby ma sens. - Dodała jeszcze, bo naprawdę wydawało jej się, że zaczyna się to układać w całość.