• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Wyspy Brytyjskie Walia [10.07.72, pod wieczór] Łuski i szpony

[10.07.72, pod wieczór] Łuski i szpony
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#11
24.12.2023, 19:17  ✶  
Kiwnęła jedynie głową, z dość ponurą miną. Najwyraźniej trafiły na sporą i bardzo podejrzaną grupę. Jednorożce? Konszachty z czarnoksiężnikami, na odległość cuchnącymi czarną magią? I wreszcie smoki? Niby nieprawdopodobne, ale właśnie… takie „komponenty” były sporo warte.
– Trudno powiedzieć. Wiedziałam, że obóz raczej będzie pusty. Myślałam, że zwinęli się stąd przez nas, ale może nic do nich nie dotarły i odeszli, bo dostali, czego chcieli? A jeśli mieli całego smoka, jedna mała łuska mogła niewiele dla nich znaczyć… – powiedziała jeszcze Brenna, nim skoczyła w dół.
Najwyraźniej myśli Victorii biegły podobnym torem do tego, na jaki zabłądził umysł Brenny, bo zająknęła się właśnie dlatego: pomyślała, że kłusownicy mogli zabrać młode i zostawić dorosłą samicę, a potem umknąć. Oszczędzali sobie starcia z dorosłym smokiem, pisklęta zaś mogli podkarmić, poczekać aż podrosną – na tyle, by miały więcej krwi, większe serca, twardsze łuski, ale nie na tyle, aby stały się naprawdę niebezpieczne.
Ewentualnie zrezygnowali ze smoczycy, bo dotarły do nich informacje o tym, że ktoś dookoła nich węszy.
– Szlag. Wracamy – zgodziła się bez oporów. Zrezygnowała nawet z robienia kolejnych zdjęć do materiałów dowodowych, porwała jedynie fragment skorupki jajka. Tego też lepiej byłoby nie robić, ale nie ściągnie przecież ekipy do smoczej jaskini. Gdyby zresztą chociaż podejrzewała, że mogło chodzić o smoki, na pewno nie weszłyby tutaj we dwie! Brenna, wbrew pozorom, nie była przecież absolutnie pozbawiona instynktu samozachowawczego. Wbrew temu, co twierdził jej brat. Bo teraz uznała za świetny pomysł natychmiastowe wycofanie się.
Wyciągnęła różdżkę i pchnęła pośpiesznie jeden z pobliskich kamieni pod półkę skalną, z której dopiero co zeskoczyła, a potem z rozbiegu wskoczyła na niego.
– Podsadzę cię – zaproponowała, bo sama była wyższa i na upartego mogła wspiąć się z tego głazu na górę.
Mniej więcej sekundę po tym, jak to powiedziała… ich uszu dobiegł dźwięk trudny do pomylenia z jakimkolwiek innym. Nawet jeżeli nigdy wcześniej się go nie słyszało, dało się instynktownie zrozumieć, co nadciąga.
To był ryk smoka.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#12
24.12.2023, 23:41  ✶  

Oni nawet nie byli w oczach Lestrange podejrzani. Byli cholernie winni. A zaczęło się od polowania na najczystsze, najbardziej niewinne magiczne istoty, jakie znała ludzkość – jednorożce. I to na jednorożce z młodymi… A tu były młode smoki. Czy to był jakiś schemat? Chodziło o bezbronne zwierzęta, które pod nieobecność rodzica można było sobie złapać i mieć stały dostęp do różnych części wykorzystywanych przez czarodziejów we wszelkich dziedzinach wytwórczych?

Może i taka jedna łuska niewiele dla nich znaczyła, ale Victorii nie chciało się wierzyć, bo to małe znalezisko było cholernie cenne i samo w sobie dużo warte. To nie było byle co. I ciemnooka sądziła, że oni doskonale zdawali sobie sprawę z siły pieniądza. Może zbyt wiele w nich pokładała, ale wydawało jej się, że może jednak uciekali stąd w popłochu, a nie w zorganizowanym pośpiechu. Może nie przed nią i Brenną… ale właśnie przed smoczycą? Przynajmniej przed smoczycą. Mógł tu też być samiec. A to źle, naprawdę bardzo źle.

To nie tak, że nie miły szans ze smokiem, ale prawda była taka, że kompletnie nie były na to przygotowane, a poza tym lepiej było się po prostu pod smoka nie pchać. I to jeszcze wkurwionego smoka. Przy tych skorupach jaj wszelkie wątpliwości pryskały; ta łuska nie była żadnym przypadkowym znaleziskiem, w tych górach nie było żadnych hipogryfów, można było zapomnieć o lekkiej robocie. A Brenna i Victoria wlazły wprost do smoczego leża, nie chciało być inaczej. Co miały to miły… a teraz najsensowniej byłoby się ewakuować i ewentualnie zobaczyć, co się stanie. Czy usłyszą jakiegoś smoka, czy jednak okaże się, że gniazdo jest opustoszałe…

– Biegnij. Ja się– – rzuciła do Brenny, bo już widziała oczyma wyobraźni siebie z odartymi kolanami w tej wielkiej ucieczce. Mogła się teleportować na półkę. Nie zdążyła jednak dokończyć, bo wtedy obie usłyszały ryk i choćby chciała się oszukać, to byłoby to szalenie trudne. To był ryk wściekłości. – teleportuję… – dokończyła i mimowolnie odwróciła głowę w stronę źródła tego ryku. – Będę cię osłaniać – tak będzie bezpieczniej dla Brenny. Bo gdyby jednak smok chciałby je spalić żywcem… no Victoria to przeżyje. Brenna… Niekoniecznie. – No dalej! – ponagliła nawet Longbottom, nim sama teleportowała się te dwa metry w górę na półkę skalną.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#13
25.12.2023, 11:34  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.12.2023, 11:53 przez Brenna Longbottom.)  
rzuty

- Tu się nie da teleportować!!! - przypomniała Brenna na propozycję Victorii. Teleportacja byłaby faktycznie najlepszym wyjściem, ale kłusownicy otoczyli okolicę zaklęciami, które to uniemożliwiały, by chronić się przed niespodziewanymi gośćmi... dlatego się tutaj wspinały.
Istniała niby szansa, że działał tylko z jednej strony, ale tym razem miały pecha. Czar sięgał także okolic wejścia do tunelu, którym się tu dostały. Dało się teleportować w samej grocie i pod skarpę, ale już nie pod wejście do korytarza.
Czy zaczynała ją ogarniać pewna panika? Owszem. Nie była osobą, która nie wie, czym jest strach, a w obliczu smoka, rozwścieczonego tym, że odebrano mu młode, chyba nawet najodważniejszy poczułby, że po kręgosłupie przebiegają mu zimne dreszcze. Ale nie ruszyła się. Przecież nie było mowy, żeby zostawiła Victorię, bo tak, ta nie spłonie, ale już wizja jej pożeranej przez smoka była w głowie Brenny nadzwyczaj plastyczna.
Musiała coś zrobić.
W myśl zasady, że lepiej zapobiegać niż leczyć, a w tym wypadku lepiej zapobiec wejściu smoka do środka niż tłuc się ze smokiem, machnęła różdżką w stronę wejścia, sięgając po czar, z którym ostatnio eksperymentowała. Kamienie zaczęły nadbudowywać się jeden na drugim, zagradzając wejście do jaskini. Ledwo sekundę później po drugiej stronie rozległ się kolejny ryk, znacznie bliższy, a potem odgłos uderzenia, kiedy smocza matka z furią zaatakowała przeszkodę. Było raczej jasne, że nieważne, jak potężny był to czar – dawał im co najwyżej kilkanaście dodatkowych sekund przewagi.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#14
26.12.2023, 01:41  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.12.2023, 01:48 przez Victoria Lestrange.)  

Victoria zwyczajnie nie lubiła wysiłku fizycznego. Wiedziała doskonale, że ciągle jej kondycja nie jest taka, jaką by sobie życzyła, naprawdę starała się nad tym pracować, ale nie ulegało wątpliwości, że wolała znacznie bardziej statyczny tryb życia i ucieczka w teleportację była dla niej dość naturalna. Nie doprowadzała tego do takiego ekstremum jak Apollo, by teleportować się z pokoju do pokoju albo z dołu na górę schodów, ale w takich sytuacjach jak ta… wolałaby polegać na teleportacji, choćby tylko z dołu na górę skarby, by resztę przebiec do wyjścia, a nie musieć się podciągać, podnosić, cuda na kiju…

– Kur – wa umilkło gdzieś w głowie, ale Brenna spokojnie mogła to sobie dopowiedzieć, nawet jeśli Victoria zacisnęła zęby i stała się znowu tą wersją siebie, która nagle potrafi się szybko poruszać, a nie tylko stać, ewentualnie truchtać. Już w biegu wsadziła sobie różdżkę do buzi, nie chcąc ryzykować jej straty, bo już w ogóle stałaby się bezużyteczną kukłą. Była wkurwiona – na tej durny czar, bo to tylko budziło pytanie, jak bardzo ci kłusownicy sami musieli ryzykować, nie dając sobie furtki na łatwiejszą ucieczkę z pisklakami. Jak bardzo musieli się bać nalotu kogoś z zewnątrz?

Chyba bardzo. Czas Brenny był chwilowym ułatwieniem, dawał czas na to, by Longbottom faktycznie podsadziła Victorię, bo ta była zbyt niska, by nawet po podskoczeniu móc się złapać półki skalnej na górze.

Musiała jednak wysilić mięśnie, by podciągnąć swój ciężar ciała na ramionach i wczołgać się na górę. Była jednak na to zbyt słaba. Albo zbyt rozkojarzona. Albo jednak ten ryk gdzieś tam ją gniótł, może tak właśnie smakował smak…? Ostatecznie złapała ponownie za różdżkę i wycelowała w te kamienie, które przed momentem Brenna ustawiła na wejściu by zagrodzić drogę smokowi, chcąc wzmocnić jej czar na chwilę dłużej.

– Właź. Sama sobie nie poradzę – warknęła, zła na siebie i w ogóle na wszystko wokół. To nie był jej tydzień. Wszystko co mogło pójść źle – szło źle. Brenna będzie musiała ją złapać z góry i wciągnąć, bo najwyraźniej Lestrange była zbyt słaba, by wczołgać się tam sama.


Aktywność fizyczna
Rzut N 1d100 - 12
Akcja nieudana

Rzut N 1d100 - 2
Akcja nieudana
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#15
26.12.2023, 14:33  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.12.2023, 14:41 przez Brenna Longbottom.)  
Brenna łatwo mogła sobie dopowiedzieć, bo sama w myślach powtarzała ulubione słówko Vincenta Prewetta raz za razem. Kurwa, kurwa, kurwa. Jej samej to zaklęcie niezbyt dziwiło, obstawiałaby, że smoków, jako dość odporne na magię, może nie dałoby się ot tak teleportować… ale na pewno utrudniało im to w tej chwili życie, że nie mogły aportować się na samą półkę i Lestrange tylko skróciła sobie trochę drogę.
To nie tak, że Brenna miała coś przeciwko niebezpieczeństwu. Przywykła do niego. Taką miała pracę. Tym zajmowała się po godzinach.
Ale walka ze smokami bez przygotowania, w dwie osoby, wydawała się jej trochę przekraczać granice.
Zaklęła pod nosem, zatknęła różdżkę za pasek i pośpiesznie wlazła na górę, a potem pochyliła się, aby złapać Victorię i wciągnąć ją za sobą. Mogłyby kombinować z wyczarowywaniem lin albo drabin, ale ostatecznie w tej chwili szybciej było już zdać się na taką metodę.
Tyle że to wszystko też zajmowało czas.
Kiedy Lestrange znalazła się już na górze, u boku Brenny, rozległ się huk, a kamienie zasypały grotę – kilka z nich potoczyło się tam, gdzie ledwo chwilę stały obie kobiety. Cała ściana nie runęła jeszcze, ale smoczyca zdołała wcisnąć przez powstałą dziurę łeb. Błyszczące, smocze ślepia, zwróciły się ku nim, nieomylnie odnajdując intruzów.
A potem otworzyła paszczę.
Victoria Lestrange nie miała większych problemów z przewidzeniem, co się zaraz stanie: nie mogąc dorwać ich szponami, smoczyca postanowiła je spopielić. Dla potomkini Parkinsów nie miał to być wielki problem, ale Brenna miała całkiem spore szanse zamienić się w spalonkę.


af
Rzut PO 1d100 - 3
Akcja nieudana

Rzut PO 1d100 - 71
Sukces!


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#16
26.12.2023, 18:07  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.12.2023, 18:14 przez Victoria Lestrange.)  

Sama rzadko przeklinała w towarzystwie i na prywatnych wyjściach; zdarzało się oczywiście, że coś tam jej się wymsknęło, ale ogólnie to kurwa nie stawała się żadnym przecinkiem w jej wątpliwym słowotoku (chociaż to nie tak, że przecież nic nie gadała, a kiedy było trzeba, to i nadążała za gadulstwem Brenny). Zresztą… Ani Laurent, ani Sauriel nie lubili, kiedy jej się wymsknęło to i owo. Za to w pracy… O w pracy kiedy było trzeba, to Victoria stawała się innym człowiekiem i potrafiła rozmawiać dokładnie, tak jak trzeba i z kim trzeba. Te kurwy, które leciały sobie w głowie Brenny, to urwane słowo, gdzieś tam też pływało po meandrach umysłu panny Lestrange, teraz tym bardziej, kiedy właściwie znalazły się trochę w potrzasku. Miały przed sobą jedynie to wąskie przejście, a wcześniej półkę skalną – i były tu zamknięte sam na sam ze smokiem, nie mogąc się stąd teleportować.

I nie były na to kompletnie przygotowane. Victoria zaczynała dostrzegać, że od tego cholernego Beltane nic tylko naraża życie i choć płacili jej dużo, to w tym wszystkim nie miała poczucia, że choć swoje życie rzucała na szalę, to Ministerstwo się nią zajmie w razie czego. Po akcji z Limbo musiała szukać odpowiedzi na własną rękę, nie mogąc w tej materii liczyć na rząd. A przy tym, że narażała życie… to miała poczucie, że zaczyna być jej wszystko jedno. To chyba było to uczucie beznadziei; tego, że cokolwiek nie zrobi, bo i tak jest szansa, że po prostu umrze, bo tak, bo Ministra i inni mieli to w dupie, bo nekromancja jest och taka zła i niedobra, trzeba zakazać.

Głupim ogniem też można było zabić człowieka, a jakoś tego nikt nie zakazywał. Tak, ogniem nie można było wskrzesić człowieka… ale i tak ludzie kombinowali nielegalnie i robił się problem.

Victoria złapała za wyciągnięte przez Brennę dłonie i z jej pomocą wgramoliła się na górę. Po drodze usłyszała trzask prutego materiału, musiała zahaczyć gdzieś nogawką, ale miała to w tej chwili kompletnie gdzieś. Była już na nogach, kiedy smok w końcu przebił się przez mur z kamieni, Victoria odruchowo spojrzała w tamtą stronę i zobaczyła oko. A nawet dwoje oczu. I… już wiedziała. Oczywiście, że wiedziała, kiedy smocza paszcza przecisnęła się przez wyłom.

– Brenna. WIEJ! – krzyknęła i zresztą sama puściła się biegiem po półce, za Brenną, nie zamierzając pozwolić by Longbottom znalazła się na bezpośredniej linii ognia. W razie czego gotowa była zasłonić przyjaciółkę własnym ciałem, albo rzucić ją na ziemię, by najgorsza fala przeszła po niej. To, że jej ubranie tego nie przetrwa, nie miało teraz absolutnie żadnego znaczenia.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#17
27.12.2023, 11:39  ✶  
Rzuty na to, czy dziewczyny zdążą zwiać bez problemu...
Na poobijanie i poparzenie Bren

Brennie nie trzeba było powtarzać dwa razy. Gdyby był z nią ktoś inny, może by protestowała albo próbowała wyczarowywać ochronne tarcze, ale Victoria Lestrange już jako dzieciak wzbudzała w Brennie ogromną zazdrość, bo mogła włożyć rękę do ogniska, a jej ta sztuczka nigdy nie wychodziła. Rzuciła się do wejścia do korytarza, tyle że...
...chociaż była szybka, to ogień był szybszy od niej.
Strumień płomieni przemknął przez jaskinię. Gdyby nie przedziwna odporność na płomienie Parkinsonów, Victoria zapewne by tego nie przeżyła, a sama Brenna - została dość paskudnie poparzona. Teraz jednak, gdy Lestrange pchnęła ją własnym ciałem ku wejściu do tunelu, skończyło się tak, że obie wpadły do środka. Ogień podpalił ubranie na plecach i ramionach Victorii, nie czyniąc jej samej krzywdy, a gorący podmuch poparzył nieco bok Brenny, chociaż fakt, że przyjaciółka przyjęła na siebie główne uderzenie i zbiła ją z nóg, ochronił ją przed poważniejszymi oparzeniami.
Upadając w dół rozdarła spodnie, poobijała oba kolana, pokaleczyła dłonie i jeszcze walnęła głową o podłoże, aż zobaczyła przed oczyma wszystkie gwiazdy, ale żyła. Obie żyły.
Otaczał je zapach siarki i spalenizny: przypalonego materiału z ubrania Victorii.
- Tori... ty płoniesz - wymamrotała, wczołgując się głębiej do tunelu i sięgając po różdżkę. Dłoń jej nieco drżała, ponieważ gryfońska odwaga (czy też głupota) gryfońską odwagą, ale nie codziennie smok zionie na ciebie ogniem, a twoja koleżanka staje w płomieniach. Machnęła różdżką, próbując wygasić ogień, bo chociaż ten może i nie miał naruszyć skóry Victorii, zakładała, że kobieta wolałaby nie występować tego wieczora w charakterze żywej pochodni. – Ja pierdolę, gonił nas smok, nikt nam nie uwierzy – podsumowała, uśmiechając się nieco szaleńczo. Bo... no skoro przeżyły, to w tej chwili zdawało się jej to prawie zabawne. Mimo tego, że będzie czekało ją bardzo, bardzo dużo roboty, bo powinna teraz zabrać się za szukanie tych drani i piskląt, zanim się ich pozbędą. Dźwignęła się na nogi, chociaż kolana trochę zaprotestowały, a poparzony bok dał się we znaki. Oj, będzie musiała użyć maści na poparzenia od Nory... – Spadajmy w głąb, zanim ta pani wpadnie na to, żeby zionąć ogniem do środka tunelu. Nic ci nie jest?


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#18
28.12.2023, 02:38  ✶  

Ta miłość, jaką od dziecka miała do ognia, była nieodzownym dowodem, że była córką swojej matki. Może i były podobne z wyglądu, podobieństwo nie do zaprzeczenia, choć Victoria nie była skórą zdjętą z Isabelli; ale z charakteru były przecież kompletnie inne (czyżby?). Za to to, że ciemnooka potrafiła wsadzić łapy do ogniska i nie wyć  bólu, a wręcz wyciągnąć je i pokazać, że przecież nic jej nie jest, było ostatecznym dowodem na to, że była krwią z krwi Belli. I ta zdolność… Okazywała się szalenie przydatna. Czy jak była dzieckiem i razem z Brenną szalały po Dolinie Godryka, czy w szkole, kiedy pierwsze zaklęcia i mikstury nie wychodziły, jak trzeba i coś wybuchło żywym ogniem, kiedy w złości wrzuciło się do kominka papiery, by dwie sekundy później przypomnieć sobie, ze to przecież ważne i lądowało się na kolanach, by je wyciągnąć ku uciesze kolegów z pokoju wspólnego, i w końcu w pracy najpierw brygadzisty, a potem aurora. W takich sytuacjach jak ta… była wręcz niezastąpiona.

Nie było tu czasu na zbędne myślenie. Ogień był szybki i gorący, i nie było możliwości, by go wyprzedzić, skoro nie mogły się stąd teleportować donikąd. Były w potrzasku, pułapce zastawionej przez kłusowników na samych siebie… albo całkowicie świadomie wszystko zrobili tak, by Ministerstwo wpadło w te smocze sidła? To by było bardzo zmyślne i wcale nie niemożliwe. Nie przewidzieli tylko jednej rzeczy: Victorii. Pchnęła Brennę, wpadły do tunelu, Lestrange upadła całkowicie świadomie na Longbottom, by zakryć ją swoim ciałem możliwie jak najszczelniej… Poczuła podmuch, jak ogień liże jej ciało, jej włosy, jej plecy – to było miłe uczucie. I nawet to, nawet gorący smoczy ogień nie był w stanie sprawić by poczuła jakiekolwiek ciepło. Uderzyła się ręką w ścianę, zaryła po niej, zdzierając sobie trochę skórę, poobijała kolana, ale poza tym… Była jak nietknięta. Smok by się pewnie zdziwił, gdyby miał czas i możliwość zajrzeć w te dziurę, w którą wpadły.

Ale najwyraźniej tyle wystarczyło. Bo żyły – a niewiele ludzi mogło się pochwalić, że przeżyło bezpośrednie zionięcie smoczym ogniem ze smoczej paszczy, gdyby przed tym nie zażyli, całkowicie na to gotowi, eliksiru ochrony przed ogniem. Victoria podniosła się z Brenny, przetoczyła na bok, by następnie jak najszybciej wstać. Nie dbała teraz o własne ubranie, ani o to, że jej stanik to się już nie nadawał do trzymania niczego, ani że koszula też jej chyba zaraz odpadnie, a marynarka to była dwoma malutkimi płatami materiału. Ani, że wciąż płonęła. Wyciągnęła ręce do Brenny, by pomóc jej wstać.

– To nic – mruknęła, nie zwracając uwagi na ten ogień. Nie miały na to czasu. – Wiejmy… zanim się uwolni i wsadzi tu swój dziób – technicznie to łeb, ale wiadomo, o co chodzi. Lestrange zdołała się tylko schylić jeszcze po swoją różdżkę, chyba tylko cudem uniknęła spopielenia. I najwyraźniej obie myślały o tym samym. – Nie… – odpowiedziała Brennie tylko, bo nie czuła jeszcze pieczenia na ręce i kolanach, adrenalina robiła swoje. – A ty? – zapytała jeszcze, i puściła się biegiem po korytarzu, w którym się znajdowały, oczywiście na tyle, na ile mogła… Chyba że Brenna zwolniła, to starała się dotrzymać jej kroku i w razie czego zostać w tyle. Tak, z pewnością czekało je dużo pracy, a na pewno czekał na nie raport. I niczego nieświadomy Apollo.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#19
28.12.2023, 12:26  ✶  
Brenna i tak machnęła różdżką, wygaszając płomienie, spowijające Victorię, ale potem niemal natychmiast odwróciła się i ponownie rzuciła zaklęcie: tym razem ustawiając ścianę w miejscu, gdzie znajdowała się wejście.
Na wszelki wypadek.
- Nic mi nie jest – odparła natychmiast, bo przecież nie było aż tak źle. Póki mogła poruszać się szybko i żwawo o własnych siłach, wrzucała obrażenia do kategorii „nic”. Ruszyła w dół i nie zwalniała ani na chwilę, chociaż po kilkunastu krokach, kiedy adrenalina zaczęła powoli opadać, obrażenia dały się we znaki. Smok za plecami był naprawdę bardzo dobrą motywacją do tego, żeby nie tracić czasu.
– Mogę transmutować ci to ubranie, ale to nie utrzyma się jakoś długo. Mogłabym oddać ci bluzę, ale też jest ciut przypalona, więc nie wiem, czy ją chcesz – oświadczyła Brenna, kiedy znalazły się z powrotem w grocie, gdzie wcześniej rozbito obozowisko. Usiadła wreszcie wprost na kamiennym podłożu i ściągnęła z siebie bluzę – sama nie przyszła tu w mundurze, a w stroju odpowiednim do wspinaczki. Bok ubrania był niemal zwęglony. Pod spodem Brenna miała koszulkę na ramiączkach, i ta już nie ucierpiała aż tak mocno, była tylko odrobinkę nadpalona, chociaż Bren czuła, że niestety bok na pewno ma poparzony. Na całe szczęście jedynie od gorąca, nie od ognia.
Nie chciała martwić Victorii, więc nie zaczęła oglądać swoich żeber, za to w świetle różdżki poddała oględzinom najpierw dłonie, potem kolana i wreszcie wydobyła z kieszeni chusteczkę, by otrzeć krew z twarzy. Ogólny bilans wykazywał, że nie jest źle, jak na to, że omal nie zginęły.
– Skoro mają smocze pisklaki, priorytet sprawy chyba właśnie wzrósł – westchnęła Brenna, przeczesując palcami włosy. Będzie musiała przyspieszyć nie – do – końca – legalną wizytę w Chinatown… – Hej, Victoria, chcesz jechać w sierpniu do Afryki? – spytała, jakby właśnie o tym rozmawiały, nie o pisklakach i kłusownikach, nie uciekały przed smokiem i dokładnie takim samym tonem, jakim przywykła rzucać propozycje w rodzaju „Ulepimy dziś bałwanka?” albo „Pójdziemy zjeść ciasteczko?”.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#20
28.12.2023, 20:54  ✶  

Nie przeszkadzało jej bycie żywą pochodnią, może dlatego, że w ogóle tego ciepła nie odczuwała, a może dlatego, że w tej chwili myślała tylko o tym, by wydostać się z tej jaskini. Nic innego nie było w tym momencie ważniejsze; ani jej godność, ani to, że podwija ogon jak przestraszony pies, ani to, że nie byli ani odrobinę bliżej znalezienia odpowiedzi na pytanie gdzie jest ta cała grupa – mieli tylko więcej pytań. Czy raczej – kilka odpowiedzi, które otworzyły drogę do kolejnych znaków zapytania.

Kiwnęła głową do Brenny, przyjmując do wiadomości, że nic bardzo poważnego jej nie jest – spojrzała zresztą na nią pobieżnie; ręce miała na swoim miejscu, nogi też, głowę również, chociaż teraz wcale nie było tak, że buzia jej się nie zamykała, ale nie było to nic dziwnego…

– Może być bluza – odparła do Brenny, bo choć wiedziała, że Longbottom znacznie lepiej poradzi sobie z transmutacją ubrania, niż zrobi to sama, to i tak… nie było to trwałe. Mogło przestać działać w każdym momencie. Guzik ją obchodziło, że była nadpalona. Czy Brenna widziała stan jej ubrania i to, że właściwie mogła oglądać jej klatkę piersiową? Znały się jednak z Brenną tyle czasu i była teraz w takim stanie, że nie czuła przed nią żadnego wstydu. Kiedy przyjaciółka robiła oględziny własnego ciała, Victoria spojrzała na swoje kolana, a raczej na zdarte w tym miejscu spodnie i na tak samo zdarty materiał na prawym przedramieniu i tylko westchnęła głośniej. Potem się tym zajmie – gdy już się stąd wydostaną i wyniosą, może poprosi ojca w domu… Bo maści miała, zrobione własnoręcznie.

– Tak. To zupełnie zmienia obrót sprawy. Przyjrzałaś się, ile tam było tych jajek? Dwa czy trzy? – bo Victoria nie miała na to tyle czasu, zdążyła zauważyć tylko, że były tam pozostałości po jajach i że były na pewno dwa. I że to oznaczało dużo więcej roboty i znacznie mniej czasu. – Do Afryki? – powtórzyła za nią, kompletnie niezdziwiona nagłą zmianą tematu – nie było to przy Brennie nic nadzwyczajnego. – Czemu akurat tam? – zapytała i wyciągnęła do niej dłoń, by pomóc jej wstać z kamienia, by mogły się w zorganizowanym pośpiechu ewakuować.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (4087), Victoria Lestrange (4637)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa