Dwie rzeczy dało się przypisać Richardowi już po kilku minutach rozmowy z nim. Pierwsza - był dobrym rozmówcą ale to już Stanley zdążył stwierdzić. Druga - szybko łączył fakty, domyślał się pewnych rzeczy i to potrafiło być zgubne. Ktoś, kto miał złe zamiary, powinien się obawiać... no ale to trzeba było mieć złe zamiary. Czy chęć dowiedzenia się czegoś o własnej rodzinie, od osób trzecich, które nadal odgrywały znaczące rolę w danym kręgu, było czymś złym? Raczej nie, chociaż i na to pytanie każdy musiał sobie odpowiedź osobno i według własnego uznania.
- Raczej obserwuje i domyślam się jak pewne rzeczy mogą się skończyć - wyjaśnił wujowi swoją wersję wydarzeń - Zresztą od razu przesłuchanie... To tylko rozmowa. Ustaliliśmy przecież, że nie trzeba odpowiadać na wszystko i tylko na to co uzna się za stosowne. W porównaniu do przesłuchania, jest to całkiem dobra zasada i to dla obydwóch stron - zauważył - Sami jesteśmy świadkami tego jak pewne rzeczy nie wychodzą na światło dzienne i trzeba na własną rękę drążyć i szukać. Czy to źle? Dobrze? Nie mi to oceniać - wzruszył ramionami, mając nadzieję, że taka odpowiedź wystarczy Richardowi aby zrozumieć, że przecież nie mają żadnych złych zamiarów wobec siebie.
Borgin pokiwał głową ze zrozumieniem na te słowa. "Neutralnie", to mogło mówić wszystko ale także i nic. Ciężko było wywnioskować coś więcej, chociaż pewna wizja się już zdążyła wykreować w jego głowie. Czy była poprawna? To była zagadka, jedna wielka niepewna, a zarazem niewiadoma. Patrząc jednak na dotychczasowe zachowanie Roberta, dziewczyna, nie miała zbyt łatwego życia, a wszystko musiało być zapewne dostosowane wprost pod niego. Idealne, perfekcyjne w każdym, nawet najmniejszym szczególe. Przerażające ale zarówno fascynujące.
Był zaskoczony? Coś go tknęło kiedy usłyszał zadane pytanie? A może po prostu się tego nie spodziewał? Stanley na pewno - pytanie zadane przez wujka było trochę niewygodne ale wymagało odpowiedzi jeżeli chciało się wymagać podobnych rzeczy od drugiej osoby
- Hmm... W pewnym stopniu na pewno. Nie widzi mi się zostanie podwójną sierotą przed trzydziestym rokiem życia - odpowiedział - A po drugie nie widzi mi się, aby ktokolwiek podnosił rękę na moją rodzinę, a Robert jest de facto jej częścią. Zresztą nie tylko on - strzepał odrobinę popiołu ze swojego papierosa - Więc tak długo jak będę miał na to jakiś wpływ. Tak długo jak starczy mi sił to będę w tej sprawie działać. Czyż rodzina nie powinna się zawsze wspierać? - dodał, pozostając Richardowi możliwość skomentowania czy odpowiedzenia jak on sam to widzi. Borgin przedstawił swój punkt widzenia, wszak tak został wychowywany przez swoją matkę, która raczej nie sądziła, że kiedykolwiek uda mu się odnaleźć drugą część swojej rodziny. Zwłaszcza tę "zaginioną" czy "niewiadomą" część.
- Czy mam kogoś konkretnego na myśli? Nie wiem, ciężko mi to stwierdzić - przyłożył wolną dłoń do twarzy, spoglądając przez moment na podłodze - Zapewne ktoś z Ministerstwa też mógłby być w to zaangażowany ale to nie chodzi o nic związanego z Juliusem Mulciberem. Dochodząc więc do wniosku końcowego... Chodzi raczej o inną "grupę", a raczej jej odłam bo wątpię, że wszyscy mogliby się pod tym podpisać - zauważył. Nadal jednak nie powiedział wprost o co chodzi. Ciężko było mówić trochę po omacku ale pozwalało to zachować poziom bezpieczeństwa - Ten wniosek nasunął mi się wcześniej, niż ukazało się dzisiejsze wydanie Proroka Codziennego - westchnął. Chciałby móc po prostu powiedzieć prosto z mostu ale nie mógł. Znaczy mógł - ale niosło to za sobą pewne ryzyko, a znali się dopiero jakieś kilka dni... i od razu zostali rodziną.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972