Elaine zamknęła oczy, gdy chłopak gładził jej włosy. Był to przyjemny, uspokajający gest, a ona cała zaczynała się delikatnie rozluźniać, a nawet można pójść o stwierdzenie, że rozpływać. Lubiła, gdy Felix to robił. To było wręcz definicją jej egoizmu, bo chciała, aby Felix robił to tylko jej i nikomu innemu. Nie była w stanie go sobie wyobrazić z jakąś inną lafiryndą, która by go zagarnęła dla siebie, a on by ją porzucił. Gdy zaczął opowiadać o tym jak dokładnie zostawił swoje życie za sobą Elaine spojrzała na niego. Przyglądała się mu uważnie czując dziwny ucisk w żołądku. Nigdy się nad tym nie zastanawiała. Felix pewnego razu przyszedł do niej i powiedział, że chce do nich dołączyć, zabrała go do siebie, pozwoliła spać z nią w jednej przyczepie, kazała Alexowi go przyjąć i tak już zostało. Tak miało być wiecznie. Nie sądziła, że został uznany za zmarłego, to było smutne, ale cieszyła się, że nie było prawdziwe, że jednak jemu nie stała się krzywda. To mógł być on, nie?
– Jak zareagowali? – zapytała – Nie żałujesz, że uciekłeś od tamtego życia? – nie odsuwała się od niego. Miała wrażenie, że Felix potrzebował jej na swoich kolanach, więc trwała tak blisko niego leżąc i pozwalając się głaskać, a w jej piersi rozpływało się ciepłe, przyjemne uczucie spowodowane jego zapachem.