• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 … 4 5 6 7 8 9 Dalej »
17 VI 1972 | But try measure loss | Sklep Olivandera |Septima & Morpheus

17 VI 1972 | But try measure loss | Sklep Olivandera |Septima & Morpheus
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#1
12.12.2023, 12:34  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.03.2024, 00:26 przez Morrigan.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Morpheus Longbottom - osiągnięcie Piszę, więc jestem

Słowo perfumy oznacza dym, odniesienie do świętego kadzidła, żywicy i drewna, które definiują duchową praktykę w każdej kulturze. Nasi przodkowie używali perfumowanych materiałów do balsamowania, do ceremonii, do maskowania zapachu śmierci i choroby. Poza luksusem czy aspiracjami perfumy są sygnałem dymnym noszonym na ciele, sposobem na przekazanie tego, kim jesteśmy, jednocześnie wyznaczając ochronną granicę między nami a światem. Podczas gdy ciało nie może uciec od okoliczności... perfumy pozwalają nam to zrobić, choćby na chwilę. W jednym oddechu doświadczyłem choroby, ulgi, miłości i historii. Pojedynczy moment zapachowy destyluje niezliczone emocje i doświadczenia, tak jak jedna linia może oświetlić całą historię. Nasz zmysł węchu ma ograniczone słownictwo. We wszystkich znanych językach antropolodzy znaleźli mniej słów określających nasze doznania węchowe niż jakiekolwiek inne doznania. Mówimy więc o naszych doznaniach węchowych za pomocą porównań i metafor. Sięgamy po język, aby opisać zapachy w odniesieniu do innych zmysłów. Jasny, zielony, metaliczny, dymny, kwiatowy, kałowy, głośny, okrągły, ostry lub cytrusowy to słowa, których mógłbym użyć, ale te nuty można odnieść do przedmiotów, a nie samych zapachów.
Morpehus rzadko chodził w czarnym kolorze. Przez ostatnie pół roku, gdy był w Grecji na wyjeździe służbowym, nosił głównie jasne kolory, dużo białego, odpowiednio do łagodnego klimatu śródziemnomorskiego. Teraz jednak zjawił się w kirze żałobnym na Pokątnej, czarna szata niczym jezioro smoły, oddająca nieco archaiczne już teraz przywiązanie do rytuału pogrzebu. Chociaż nie zdążył być na uroczystości, nadal nosił w sobie tę ciemność rozpaczy po utraceniu części siebie. To był jego brat. Pomimo czerni w magicznych szatach i smagłej skóry od greckiego słońca, odmiennej od zwykłej bladości, używał tej samej wody po goleniu. Nazywała się West, ale on bardziej nazwałby ją Cassandrą. Dla niego ostatnio pachniała dymem, niczym Troja w wizjach księżniczki. Może jednak to jego własne przekleństwo.
Z małą papierową torebeczką w grecki wzór za pazuchą, wszedł do lokalu jego dobrego znajomego, Gerricka Olivandera, różdżkarza. On sam miał różdżkę z tego sklepu i przynosił ją co pół roku na kontrolę. W teorii nie miał manii natręctw, ale tego rytuału się trzymał, co zaowocowało znajomością z właścicielem oraz jego córką w późniejszych latach. Miał wybrać się już wcześniej, ale w dniu, w którym zaplanował wizytę, burza całkowicie przemoczyła go, więc ograniczył swoją obecność na Pokątnej do minimum. Teraz pogoda dopisywała, wiosna chyliła się znacząco ku końcowi i ciepło witało coraz częściej nawet ponury Londyn.
— Dzień dobry — zawołał nośnym, przyjemnym głosem.

@ Septima Ollivander


And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Ćma
So here we are reinventing the wheel
Ambition tearing out the heart of you,
Carving lines into you
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Smukła, dość wysoka jak na kobietę (172cm), niewyróżniająca się z tłumu. To co zapamiętasz po kilkusekundowej migawce, to jej ciemne włosy i jasne oczy. Jakiego koloru? Tutaj już poeci i ewentualni adoratorzy mogą się popisać, my sobie nie będziemy tym głowy zawracać. Włosy, naturalnie przypominające puchową szopę, ujarzmia zaklęciami wygładzającymi. Niewielu wie, że jest pół-człowiekiem pół-pudlem, bo ten rytuał pielęgnacyjny odprawia już od 10 roku życia (dziękuję ci, świętej pamięci mamo!!) W półmroku całkiem ładna, ale dużo traci w starciu z bezlitosnym słońcem. Ujawni sińce pod oczyma i bladą, nawet trochę szarą cerę. Czasami nakreślą się na licu jakieś inne kolory, ale musiałbyś kazać jej się przebiegnąć, albo porobić kilka pajacyków (może też wtedy zemdleć, więc to ryzykowna gra). Nie potrafi ubrać się stosownie do okazji. Jeżeli widzisz ją paradującą w drogiej, czarodziejskiej szacie i długich kolczykach, to całkiem prawdopodobne, że nie idzie na randkę, ale po ziemniaki na ryneczku. Głos ma raczej niższy, niż wysoki, ale wyjątkowo młody, trochę nawet dziecinny. Uśmiecha się często, ale raczej nie do ludzi. Trochę ekscentryczna, może nawet dziwna, ale JESZCZE nie świr, którego omija się okrągłym łukiem. Zawsze pachnie wiśnią. Prawdziwą czy jakimś syntetykiem magicznym, nikt nie jest w stanie stwierdzić.

Septima Ollivander
#2
12.12.2023, 18:31  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.12.2023, 04:10 przez Septima Ollivander.)  
Wśród sennych tykań zegara czas upływał niepostrzeżenie; biegł nierównomiernie, robiąc niejako węzły w upływie godzin, połykając całe puste interwały spędzone przez nią w sklepie. Senne również były jej powieki, wydawałoby się, że ołowiane w swej masie, dążące rozpaczliwie do słodkiego pojednania. Miała wrażenie, że coś lub ktoś, rzuciło na nią figlarny urok, skostniało jej umysł, pozbawiając ostatnich wątłych nici myśli. Nie wiedziała jeszcze co to miało zwiastować i najpewniej nigdy by nie zgadła, wszak nie była jasnowidzem, a zwykłym, rzemieślnikiem pozbawionym ekscytujących, genetycznych darów.
Przez ciemny lokal na Pokątnej człapało na wskroś całe wielkie, acz jeszcze niepewne lato: majaki drgających słojów powietrznych, kwadraty blasku, rozbryzgane na podłodze. Mętne melodie gwaru ulicy, refreny sporadycznych krzyków, piano jej westchnień i tylko jej, bowiem dotąd jeszcze żaden klient nie pojawił się w sklepie, lecz nie było to niczym niezwykłym zważywszy na dzień i porę dnia. W pracowni o pełnym zapachu lakieru, farb, rzeczy zaczętych i nie wypróbowanych, zawsze znalazło się coś do roboty i choć nie była to robota paląca, to do systematycznych nawyków przywykła, bo przecież ileż można czasu tkwić w chaosie, jeśli chaos już dawno sobie uwił gniazdo w twojej głowie.
Nareszcie wybiła pełna godzina; papiery inwentaryzacji, zdawkowo przeglądane, kartki z notatkami oraz dopiskami, rzuciła na bok, z zamiarem zrobienia sobie kawowej przerwy — notabene, trzeciej już dzisiejszego dnia. Subtelne akordy świeżo zmielonym ziaren, zmieszanych z korzennymi nutami kardamonu uderzyły do nozdrzy i chwilowo pobudziły, ale okazało się, iż wcale tego nie potrzebowała.
Bo dzwonek, i głos, męski, donośny, wybrzmiał z drugiej części sklepu.
— Witaj Morpheusu — wychyliwszy się zza ściany, przywitała go z uśmiechem, odstawiając na wpół pusty kubek na blat. Przyjrzała mu się, niby przyjaźnie, ale i całkiem nieelegancko, bo całą mocą swojego penetrującego spojrzenia. Wyglądał dziś inaczej niż zwykle, a wiedziała całkiem dobrze, a przynajmniej jej się wydawało, jak na co dzień się prezentował.  Nie pamiętała już od jak dawna się znali, pewność miała jedynie co do genezy ich znajomości i nie była ona w żaden sposób niesamowita — Longbottom, jak zresztą spora część magicznej części Londynu, należał do klientów ich sklepu. Musiała go spotkać jeszcze jako nastolatka, kompletnie niezainteresowana dorosłymi oraz niezręcznymi gadkami o ocenach i nauce. Ale nastolatką nie była już od wielu lat i w kilkunastu złożonych sposobnościach, ze znajomego ojca, stał się również i jej znajomym. Chociaż wyłącznie znajomym nie był, nie dla osoby, której świat był tak ciasno osadzony w żelaznych ramach i to na jej własne życzenie.
— Wywróżysz mi coś z kawy i opiłków kardamonu? Coś miłego, w zamian za serwis różdżki.
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#3
14.12.2023, 12:50  ✶  

Morpheus uwielbiał przestrzeń różdżkarni. Z jakiegoś powodu zawsze miał wrażenie, że złote drobinki kurzu w przestrzeni są naładowane magią i układają się w przyszłość bardziej, niż w innych miejscach. Zwłaszcza tam, gdzie zwykle pierwszoroczniaki stawały, aby testować kolejne modele, w celu znalezienia tego, który przemówi fontanną iskier. Przez chwilę wpatrywał się trochę niewidzącym wzrokiem w pył oświetlony jeszcze wiosennym słońcem. W takie dni łatwo mu przychodziło zrozumienie, że ludzkie dusze nie są spętane naszym trójwymiarowym wszechświatem. Że czas jest względny.

Zamknął oczy i wrócił do Septimy, wyglądającej... Pasowała do tego miejsca, o tej urodzie, która gdy dojrzała i utraciła dziecięcą okrągłość, straciła mierzalny cyframi wiek. W twarzy miała coś, co przekraczało granice wiekowe, coś przedwiecznego i nieco grząskiego. Jedni nazywali to powołaniem, inni dojrzałymi rysami twarzy, jeszcze inni natchnieniem. On nie nazywał tego wcale, były wszak rzeczy, które im bardziej nazywane, tym traciły swój sens i przestawały oznaczać to, co chciało się opisać. Niektóre rzeczy prawdziwie pozostawały niewymowne, by być w najszczerszej postaci.

— Powracam z podarkami — zaczął, podając torebkę kobiecie przez ladę. W środku znajdowały się dwie butelki greckiego wina. — Jak będzie złe, to nie powiem

Odpowiedział Septimie z uśmiechem, wyciągnąć swoją różdżkę na blat. Jego egzemplarz, chociaż zadbany, nie należał do tych wyjątkowych dzieł sztuki, gdy drewno zaśpiewało do twórcy pieśń o rzeźbach, zdobieniach i pracowaniu ze słojami, aby stworzyć jakąś niesamowitą iluzję. Nieszczególnie długa, gdzieś pośrodku, zupełnie gładka i polerowana. Jedynym ozdobnikiem był dodany srebrny monogram na trzonku już po zakupieniu jej.

Morpheus miał swoją różdżkę od trzydziestu jeden lat i dzięki swojej skrupulatności wyglądała prawie jak nowa. Prawie, bowiem blisko trzonka obecnie znajdowało się wąskie wgniecenie, długie na jakieś dwa cale, które bardzo się odznaczało na całości. Już widać, dlaczego pospieszył się z wizytą o jakieś dwa miesiące.

Morpheus spojrzał na swój zegarek, obliczając odpowiednią godzinę planetarną. Któż rządził niebem o tej porze? Wyciągnął dłoń po filiżankę z fusami, zamykając jednocześnie oczy i inwokując w myślach. Merkury, stwórco, filozofie, który rządzisz umysłami największych z mówców, najbardziej biegły w logicznych argumentach, który rozdaje talenty w sztuce i rzemiośle, przybądź.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Ćma
So here we are reinventing the wheel
Ambition tearing out the heart of you,
Carving lines into you
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Smukła, dość wysoka jak na kobietę (172cm), niewyróżniająca się z tłumu. To co zapamiętasz po kilkusekundowej migawce, to jej ciemne włosy i jasne oczy. Jakiego koloru? Tutaj już poeci i ewentualni adoratorzy mogą się popisać, my sobie nie będziemy tym głowy zawracać. Włosy, naturalnie przypominające puchową szopę, ujarzmia zaklęciami wygładzającymi. Niewielu wie, że jest pół-człowiekiem pół-pudlem, bo ten rytuał pielęgnacyjny odprawia już od 10 roku życia (dziękuję ci, świętej pamięci mamo!!) W półmroku całkiem ładna, ale dużo traci w starciu z bezlitosnym słońcem. Ujawni sińce pod oczyma i bladą, nawet trochę szarą cerę. Czasami nakreślą się na licu jakieś inne kolory, ale musiałbyś kazać jej się przebiegnąć, albo porobić kilka pajacyków (może też wtedy zemdleć, więc to ryzykowna gra). Nie potrafi ubrać się stosownie do okazji. Jeżeli widzisz ją paradującą w drogiej, czarodziejskiej szacie i długich kolczykach, to całkiem prawdopodobne, że nie idzie na randkę, ale po ziemniaki na ryneczku. Głos ma raczej niższy, niż wysoki, ale wyjątkowo młody, trochę nawet dziecinny. Uśmiecha się często, ale raczej nie do ludzi. Trochę ekscentryczna, może nawet dziwna, ale JESZCZE nie świr, którego omija się okrągłym łukiem. Zawsze pachnie wiśnią. Prawdziwą czy jakimś syntetykiem magicznym, nikt nie jest w stanie stwierdzić.

Septima Ollivander
#4
18.12.2023, 15:10  ✶  
Traktowała warsztat jak ciasną, szklaną klepsydrę, w której czas nigdy nie ulegał zmianie – przez pomieszczenie przysypywały się ziarna tych samych, dawno zużytych minut, stłoczonych w szczelinach drewnianych lameli, wśród bliznowaciejących rys parkietu i bruzdach szarych listew. Podczas gdy miasto starzało się za drzwiami lokalu, zyskując nowe zmarszczki rdzawiących szyldów,  sklep różdżkarski Ollivandera nie zmieniał się ani trochę – w kątach wciąż zbierały się sfora kurzu, z tyłu, za drzwiami stały metalowe stelaże urządzeń, a nad drzwiami od wielu dekad wisiał wciąż ten sam zegar. Była stałym meblem tego miejsca, a wirujące w powietrzu elementy unosiły się wokół niej jak wokół plemiennego pobratymca. Bo przecież tym właśnie była, żywą naroślą magicznej pracowni, w której przyszło jej zapuścić długie korzenie. Wielką tragedią byłoby ją wyciąć z tegoż miejsca, czyż nie?
— Dziękuję — powiedziała, kątem oka zezując na podarki. Wino. Jedno dla niej, drugie dla ojca. Delikatnie zmarszczyła czoło; z jakiegoś powodu fasada żalu, może zakłopotania, wdarła się na jej oblicze. Mrowie myśli, wyjątkowo zakamuflowanych i zaszyfrowanych starożytnym dialektem, przemarszowało przez jej czerep, nie zostawiając po sobie żadnego widzialnego śladu. Usta rozchylały się i już układały do kolejnych słów, ale w ostatnim momencie zaniechała dialogu. Nie, nie miała na to odwagi. Odłożyła wina na bok, wracając swą uwagą do Morpheusa.
— A skłamałeś kiedyś, żeby oszczędzić komuś troski?
Złapała jego spojrzenie, choć nie było to szczególnie trudne; nie mrugał często, cementując całego siebie rozmówcy. Pamiętała, że kiedyś ją to wyjątkowo krępowało, z czasem tylko trochę mroziło, teraz zaś tak wniknęło do tożsamości ich relacji, iż nie uważała tego za dziwaczność.
— Zerknę na nią, a Ty nie przeszkadzaj sobie.
Dotknęła jej. Za każdym razem czyniąc to samo, dotykając cudzego instrumentu, czuła że przekracza pewnego rodzaju cienką membranę, barierę intymności. Włókno ze smoczego serca w cisowym drzewie. Dużo, bardzo dużo ambiwalentnej energii przelewało się z drewnianego tworu na jej palce; uśmiechnęła się delikatnie pod nosem, kątem oka śledząc mocny rys jego twarzy, widmo skupienia na czole, oczy ciasno zmrużone.
Targnął nią osobliwy dreszcz nieznanej genezy. Pokręciła głową w zastanowieniu, wracając do przenikliwego badania różdżki.
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#5
19.12.2023, 21:12  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.12.2023, 21:52 przez Morpheus Longbottom.)  

Zakręcił naczyniem, aby wydobyć resztę wilgoci z liści, które pływały na dnie, trzymając podane naczynie od góry, samymi końcówkami długich palców.

— Może. — Uniósł spojrzenie na nią, odpowiadając z nieco zadziorną miną kogoś, kto wie więcej i wypił kilka kropel herbaty Septimy. Przełknął tę odrobinę, która jeszcze wypłynęła, zupełnie jakby to była jego filiżanka z kawą i przez ten czas nie spuszczał wzroku z kobiety, bardziej obserwując ją, niż to co robiła z różdżką. W końcu między ustami, a brzegiem pucharu wiele wydarzyć się może, a wróżył właśnie dla niej.

Było kilka sytuacji, gdy zamiast prawdy o tym, co przeczytał, obchodził się naokoło z wieściami. Zwłaszcza, gdy zobaczył coś nagłego, tragicznego i nie do uniknięcia. Z pewnych powodów też nie wróżył nigdy ciężarnym. Nie chciał o tym mówić jednak w tym momencie, nie myślał nawet o nim, przedkładając ponad wszystko inne przyszłość panny Olivander.

Wywrócił filiżankę na dłoni do góry dnem, postukał trzykrotnie w denko i obrócił ją uszkiem trzykrotnie zgodnie ze wskazówkami zegara, cały czas śledząc wzrokiem różdżkarkę. W końcu to dla niej wzywał duchy przepowiedni i losu oraz samego ziela, chociaż akurat nie pasowała godzina. Sam preferował wróżenie z ziół, które zebrał w odpowiedniej godzinie planetarnej, korespondującej z rośliną, ale jak mawiają, kiepskiej baletnicy przeszkadza nawet rąbek u spódnicy. On zaś chlubił się w swoich umiejętnościach profetycznych.

Po raz pierwszy w jej towarzystwie stał się jakby nieobecny. Oczy się lekko zamgliły, nadal skierowane na nią, stając się nieprzeniknionymi jeziorami smoły, jakby pochłaniały całe światło dookoła nich, a sam Morpheus jakby rozmył się na brzegach swojego istenia, wypełniając się energią. W tym momencie rzeczywiście czas stawał się iluzją, nic nie następowało po sobie, bez znanej i bezpiecznej linearności.

Wtedy też przywrócił naczynie do prawidłowej pozycji, z uchem w stronę swojego serca, jak strzałą, która wyciąga nici Mojr z jego krwi i pozwala usłyszeć pieśń przyszłości.

Tak jak on powierzał jej swoją magię w geście zaufania, podjąc różdżkę, tak dla niego w tym jednym momencie otwierania się na czyjś los, tworzył również pewnego rodzaju intymną więź, stykał się z odbiorcą wróżby na skraju czasu. On był od teraz do końca, a oni od teraz do początku, znając swoją przeszłość. Jeszcze bardziej dotykało go to wtedy, gdy łączyły się wstęgi jego i osoby, którą znał bardziej, niż tylko przelotną znajomość.

W końcu spojrzał w dół i bardzo szybko odnalazł cztery symbole w czterech kwadrach czarki. Jej przyszłość istniała. Odetchnął z niezrozumiałą ulgą, która aż brzmiała w oddechu pachnącym papierosami i kawą.


Rzut Symbol 1d258 - 61
Gwiazda (szczęście/ zdrowie)


— Przywołałem Księżyc na patronat i widzę Gwiazdę, pierwsza z kolei, to bardzo dobry znak, zdrowia i szczęścia. — Tyle mówili w Hogwarcie. — Gwiazda jaśnieje podczas mroków, wyznacza drogę, odkrywa prawdę. Pewne sprawy zostaną rozjaśnione, zwłaszcza te które dręczą cię od jakiegoś czasu. Gwiazda przyświeca honorowym celom, rosnącej bliskości i stanowczym działaniom w osiągnięciu swoich pragnień.

Gdy mówił, głos miał wyjątkowo oddalony, jakby znajdował się w grotach Hadesu i stamtąd zdobywał boskie błogosławieństwa i przekleństwa widzenia, które teraz niemal szeptał jej, jakby nie dzieliła ich lada i eony istenia.

[/b]


And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Ćma
So here we are reinventing the wheel
Ambition tearing out the heart of you,
Carving lines into you
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Smukła, dość wysoka jak na kobietę (172cm), niewyróżniająca się z tłumu. To co zapamiętasz po kilkusekundowej migawce, to jej ciemne włosy i jasne oczy. Jakiego koloru? Tutaj już poeci i ewentualni adoratorzy mogą się popisać, my sobie nie będziemy tym głowy zawracać. Włosy, naturalnie przypominające puchową szopę, ujarzmia zaklęciami wygładzającymi. Niewielu wie, że jest pół-człowiekiem pół-pudlem, bo ten rytuał pielęgnacyjny odprawia już od 10 roku życia (dziękuję ci, świętej pamięci mamo!!) W półmroku całkiem ładna, ale dużo traci w starciu z bezlitosnym słońcem. Ujawni sińce pod oczyma i bladą, nawet trochę szarą cerę. Czasami nakreślą się na licu jakieś inne kolory, ale musiałbyś kazać jej się przebiegnąć, albo porobić kilka pajacyków (może też wtedy zemdleć, więc to ryzykowna gra). Nie potrafi ubrać się stosownie do okazji. Jeżeli widzisz ją paradującą w drogiej, czarodziejskiej szacie i długich kolczykach, to całkiem prawdopodobne, że nie idzie na randkę, ale po ziemniaki na ryneczku. Głos ma raczej niższy, niż wysoki, ale wyjątkowo młody, trochę nawet dziecinny. Uśmiecha się często, ale raczej nie do ludzi. Trochę ekscentryczna, może nawet dziwna, ale JESZCZE nie świr, którego omija się okrągłym łukiem. Zawsze pachnie wiśnią. Prawdziwą czy jakimś syntetykiem magicznym, nikt nie jest w stanie stwierdzić.

Septima Ollivander
#6
09.01.2024, 19:54  ✶  
Choć ciche westchnięcie zamarło na wargach z silną mocą, to udawała, że nie widzi męskich ust stykających się z rąbkiem jej filiżanki; głosy w głowie szeptały, że musiał uczynić to odruchowo, zapominając w roztargnieniu, iż właściwie należała do niej. Bo przecież komu by się to nie przydarzyło? Nie on jeden chadzałby zamyślony po Pokątnej z czerepem w letnich chmurach; może coś ważnego akurat go zaabsorbowało.
Ale cichy skowyt podbrzusza sugerował, że może liczyła na coś innego.
Skup. Się. Na. Różdżce.
Przymrużyła oczy w absolutnym skupieniu. Różdżka wibrowała subtelnie między palcami, a każde pociągnięcie palcem po jej powierzchni wywoływało obrazy i echa dawnych zaklęć. Skrywała w sobie historie i moce, które choć rozpostarte tuż przed nią, były poza zasięgiem jej wiedzy, czego podskórnie trochę żałowała. Za każdym razem, gdy tylko dotykała cudzego narzędzia, czuła jakby była na skraju odkrycia czegoś niezwykłego, sekretu tkwiącego w sercu drugiej osoby, takiego który mógłby równie dobrze odkryć nowe horyzonty magii. Był to portal do niewyjaśnionych tajemnic, opowieść czekająca na to, aby zostać opowiedziana.
Zastanowiło ją czemuż wciąż używa tej samej od kilku dekad i jaką sposobnością znalazła się właśnie w jego posiadaniu na tak długo. Czy po latach wybrałby podobny egzemplarz, czy też magia pchnęłaby go w ramiona innego? Czy wciąż był tym samym człowiekiem, o tych samych pragnieniach i aspiracjach? A może dopiero się nim stawał i magia sama wiedziała jakiego człowieka ukształtuje lata później.
Nie dzieliła się z nim tymi przemyśleniami, a wyjawiała klientom tylko tyle, na ile tylko pozwalały jej wyznaczone okowy marginesów zawodowej uprzejmości. Jakże ciężko było się z nich wydostać, jakże trudno było przełamać samemu sobie wyznaczone granice.
A przecież... chciałaby.
Jej wargi zadrżały, a coś podskórnie zapulsowało, gdy tylko usłyszała przepowiednię. Tak jak on, odetchnęła z ulgą promieniującą z jej aury.
— Stanowcze działania w osiąganiu moich pragnień — powtórzyła za nim, walcząc z rozbawieniem kolorującym jej oblicze — żeby jeszcze te wróżby przychodziły z interpretatorem...
Rosnącej bliskości.
Przylgnęła do tych słów, czując i otwierając się na obce ciepło, na bezpieczeństwo, ale i nieznajomą nutę grającą w jej skroniach.
— Coś więcej? — koślawy uśmiech pojawił się mimo tego jak pojedynczy bohomaz na płótnie jej twarzy.
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#7
11.01.2024, 16:16  ✶  

Jak na czarodzieja czystej krwi, którzy otaczają się magią, zaklęcia dzieliły czasami całe dni, a następnie pojawiało się natężenie i znów długotrwała cisza. Nigdy nic niebezpiecznego, nic co można nazwać mrocznym. Pieśń, któą tkała dla Septimy różdżka, mówiła o podróży, o soli morskiej, o skrzeku delfinów i pachniała oregano oraz winem. Jednak im bliżej teraźniejszości, tym bardziej pachniała skromną żałobą. Transmutacja koloru ubrań, światło posłane w niebo. Opowieść różdżki zawsze należała do najbardziej samotnych, tylko osoba czarująca i jej zaufane narzędzie.

— Powóz — odpowiedział. — Zawód. Kominek oznacza ogólnie dom, a namiot podróż. Wszystkie trzy są dość blisko siebie, tworząc koneksję, zwłaszcza namiot i dom. Doświadczysz zawodu w przestrzeni domowej, niekoniecznie chodzi dosłownie o budynek czy ojca, ale dom w kontekście najbliższych relacji, ugruntowanych, które stanowią fundament. Powóz odjeżdża, pozostawiając domostwo. Czeka cię podróż, ale nie dosłownym znaczeniu, ze względu na kominek, utożsamiany bezpośrednio z ogniem. Ogień pali i transformuje, czeka cię więc tranzycja w życiu, która nie będzie prosta. Pamiętaj, że wszystkiemu przyświeca nadal Gwiazda, która sugeruje odsłonięcie tego zawodu oraz oświetlenie drogi dla powozu, szczęśliwej drogi. 

Z zaskakującą delikatnością odłożył naczynie na ladę i z kieszeni szaty wyciągnął białą, krochmaloną chusteczkę z monogramem, w którą wytarł dłoń od herbaty. Czarne kropeczki kardamonowej przyprawy i beżowe ślady z taniny zaznaczyły tkaninę. Spojrzał na plamkę, która dziwnie przypominała muchę. Muchy są często kojarzone z procesem rozkładu i zgnilizny. W niektórych tradycjach mogą symbolizować obecność zepsucia czy korupcji, zarówno w sensie fizycznym, jak i duchowym. Ta symbolika odnosiła się do faktu przyciągania much do rozkładającej się materii. To przemilczał, bo mogło podkreślać transformatywny rodzaj podróży, jak larwa przemienia się w owada lub niepokoje w domostwie i śmierć.

A skłamałeś kiedyś, żeby oszczędzić komuś troski? Tak. Tak. Może.

— Przetrwa to? — zapytał ściszonym głosem, z troską, nachylając się nad różdżką po drugiej stronie lady, tak, że prawie zetknął swoje czoło z czołem kobiety naprzeciwko, chociaż jego różdżka nie wykazywała żadnych problemów z czarowaniem, ot, rysa, która naznaczyła drewno, ale nie naruszyła wnętrza i integralności całości. W ciemnych oczach, przypominających sarnę w tym momencie, odmalowywała się pewnego rodzaju żałość. Nie chciał zmieniać różdżki. Pasowali do siebie.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Ćma
So here we are reinventing the wheel
Ambition tearing out the heart of you,
Carving lines into you
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Smukła, dość wysoka jak na kobietę (172cm), niewyróżniająca się z tłumu. To co zapamiętasz po kilkusekundowej migawce, to jej ciemne włosy i jasne oczy. Jakiego koloru? Tutaj już poeci i ewentualni adoratorzy mogą się popisać, my sobie nie będziemy tym głowy zawracać. Włosy, naturalnie przypominające puchową szopę, ujarzmia zaklęciami wygładzającymi. Niewielu wie, że jest pół-człowiekiem pół-pudlem, bo ten rytuał pielęgnacyjny odprawia już od 10 roku życia (dziękuję ci, świętej pamięci mamo!!) W półmroku całkiem ładna, ale dużo traci w starciu z bezlitosnym słońcem. Ujawni sińce pod oczyma i bladą, nawet trochę szarą cerę. Czasami nakreślą się na licu jakieś inne kolory, ale musiałbyś kazać jej się przebiegnąć, albo porobić kilka pajacyków (może też wtedy zemdleć, więc to ryzykowna gra). Nie potrafi ubrać się stosownie do okazji. Jeżeli widzisz ją paradującą w drogiej, czarodziejskiej szacie i długich kolczykach, to całkiem prawdopodobne, że nie idzie na randkę, ale po ziemniaki na ryneczku. Głos ma raczej niższy, niż wysoki, ale wyjątkowo młody, trochę nawet dziecinny. Uśmiecha się często, ale raczej nie do ludzi. Trochę ekscentryczna, może nawet dziwna, ale JESZCZE nie świr, którego omija się okrągłym łukiem. Zawsze pachnie wiśnią. Prawdziwą czy jakimś syntetykiem magicznym, nikt nie jest w stanie stwierdzić.

Septima Ollivander
#8
15.01.2024, 03:45  ✶  
—Zawód. — Westchnęła melodramatycznie, spojrzeniem dryfując do sufitu, choć duchem przebijając się przez tą kornikową przestrzeń i pikując gdzieś w dalekie, bezkresne przestworza refleksji. Jej twarz oplatał skromny, pogodny uśmiech, ale oczy nie były w stanie zamaskować tafli zamyślenia, która zalała jej źrenice. Oczywiście od razu pomyślała o Leviathanie i o tym jak ich relacja, relacja fundamentalna od jakiegoś czasu chybotała się i gibała, a gdy tylko dowiedziała się o nowych zmianach całkowicie zmieniających jego dotychczasowe życie, jej obawy uderzyły w nią ze zdwojoną siłą. Obawy, że zostanie sama. A po atlantach ich przyjaźni pozostaną jedynie stare, kamienne kloce.
Pokręciła głową, wynurzając się z chwilowego namysłu. I choć nieopatrznie widziała palce wycierające się w chusteczkę, na szczęście nie przyuważyła żadnych makabrycznych wzorów. Zbyt skupiona była na ruchach męskich dłoni. Czy byłyby szorstkie jak dłonie jej ojca? Czy...
— Dziękuję za wróżbę. To na pewno intrygująca pożywka dla przemyśleń.
Nie stać jej było na nic bardziej szczerego, nie oprószonego grzecznością i wyuczoną życzliwością; i pomyślała wtedy, jakże prościej byłoby posiadać i naciskać kiedy tylko się zapragnie, nieistniejący, migotliwy przycisk i wyduszać z siebie parę ciążącą w płucach i na sercu. Kiedy tylko się zapragnie.
Smukłe, jasne palce splotły się delikatnie z nasadą różdżki. Gdy tylko Morpheus nachylił się nad ladą, miała wrażenie, że powietrze aż zadrżało od obcej aury zmieszanej z marginesem jej cielesności. Palce, miękkie, wrażliwe i drobne, zamarły w niewyjaśnionym oczekiwaniu (na co?).
— Oczywiście, że przetrwa, to solidny twór — jakże by inaczej, przecież to dzieło jej ojca! — Mają przetrwać długie dekady u boku ich właścicieli, idealnie zaś całe ich długie życie. A że tak się nie dzieje... problemem nie jest różdżka. Tylko człowiek. — odpowiedziała powoli, nie poruszywszy się ani na milimetr.
Powietrze stało się ciężkie, jak rtęć, jak ołów, oddychała smołą, trującą, lepką, zamarłą w podatnych płucach — a pomimo tego, nie usunęła się poza kresy jego oddechu.
— Zawsze wiedziałeś kim chcesz być?
Ach, ale o co tak naprawdę pytała? Morpheus sam musiał zadecydować, która myśl pierwsza zjawiła się w jego głowie.
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#9
15.01.2024, 20:17  ✶  

Pytanie zabrzmiało w jego uszach jak gruchanie gołębicy na gałęzi, nieco zlęknione w wydźwięku, jakby nieśmiałe. Wiele miał słów na temat swojego życia kiedyś, więcej niż miał obecnie. Stoczył z ojcem batalie o swoją przyszłość, nawet jeśli nie tak zażartą, jak niektórzy chłopcy pochodzący z rodzin czystej krwi, zawiódł go pierwszy raz, gdy okazało się, że nie zostanie Gryfonem, a następnie gdy nie obrał zaawansowanych zajęć z Obrony Przed Czarną Magią. W rodzinie o niemal wojskowych korzeniach to był prawie policzek. Wypracowali wspólnie konsensus pracy w administracji prawnej i badania naukowe jako dodatkowe zajęcia i dopiero gdy tamte stały się podstawą do zatrudnienia w Departamencie Tajemnic, poczuł, że rodzicielskie spojrzenie łagodnieje. Część z jego obaw była urojeniami jedynie, bo nie chciał zawieść swojego ojca. Kochał go.

Przeniósł spojrzenie na Septimę, prawie stykając się przez to z nią nosem. Prywatna natura ich spotkania wypełniła czas pomiędzy pytaniem i odpowiedzią drżącym napięciem, poszum życia tętniącego na zewnątrz dzwonił jedynie tłem wypełniającym przestrzeń, oddalając ich bardziej niż zbliżając do społeczeństwa poza sklepem, nie miał tutaj prawa nadać dystansu.

Przez chwilę nie wiedział, co powiedzieć, jakby zbity z pantałyku. Jak mógł tak długo nie zauważyć, jakie piękne oczy ma Septima?

— Nie miałem wyjścia, urodziłem się do tego — wyznał z nieznaną jej nutą słabości, prawie szeptem, jakby zdradzał jej jakiś sekret, który zaraz ukrył dalszą częścią swoich słów, w znacznie lżejszym tonie. — Gdyby nie to, byłbym pewnie politykiem, możliwe, że zasiadałbym w Wizengamocie lub robiłabyś przegląd różdżki Ministra Magii.

Pomimo słów, zostało między nimi jakieś napięcie, słowo powiedziane za dużo, fałszywa nuta. Kim były Morpheus bez daru Trzeciego Oka? Nikim. Widzenie dyktowało całe jego życie, pracę, sen, seks, interakcje z innymi. Bez widzenia nie było Morpheusa. To załamane wyrażenie przeznaczenia w samym fakcie własnych narodzin. Nagle, w przypływie szczerości, dokończył myśl w tonie swoich pierwszych słów:

— Przyszłość jest ciałem, jak każde inne. Jestem narzędziem bogów, którzy je rozcinają. To nie jest oferta, którą można odrzucić.

Grecja go zmieniła.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Ćma
So here we are reinventing the wheel
Ambition tearing out the heart of you,
Carving lines into you
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Smukła, dość wysoka jak na kobietę (172cm), niewyróżniająca się z tłumu. To co zapamiętasz po kilkusekundowej migawce, to jej ciemne włosy i jasne oczy. Jakiego koloru? Tutaj już poeci i ewentualni adoratorzy mogą się popisać, my sobie nie będziemy tym głowy zawracać. Włosy, naturalnie przypominające puchową szopę, ujarzmia zaklęciami wygładzającymi. Niewielu wie, że jest pół-człowiekiem pół-pudlem, bo ten rytuał pielęgnacyjny odprawia już od 10 roku życia (dziękuję ci, świętej pamięci mamo!!) W półmroku całkiem ładna, ale dużo traci w starciu z bezlitosnym słońcem. Ujawni sińce pod oczyma i bladą, nawet trochę szarą cerę. Czasami nakreślą się na licu jakieś inne kolory, ale musiałbyś kazać jej się przebiegnąć, albo porobić kilka pajacyków (może też wtedy zemdleć, więc to ryzykowna gra). Nie potrafi ubrać się stosownie do okazji. Jeżeli widzisz ją paradującą w drogiej, czarodziejskiej szacie i długich kolczykach, to całkiem prawdopodobne, że nie idzie na randkę, ale po ziemniaki na ryneczku. Głos ma raczej niższy, niż wysoki, ale wyjątkowo młody, trochę nawet dziecinny. Uśmiecha się często, ale raczej nie do ludzi. Trochę ekscentryczna, może nawet dziwna, ale JESZCZE nie świr, którego omija się okrągłym łukiem. Zawsze pachnie wiśnią. Prawdziwą czy jakimś syntetykiem magicznym, nikt nie jest w stanie stwierdzić.

Septima Ollivander
#10
18.01.2024, 02:51  ✶  
Milczała; pożarta siłą mikro-momentu, wchłonięta przez jamę ciemnych oczu; płatki ust ani drgnęły, chociaż spojrzenie, czujne, skupione wyłącznie na nim zaszkliło się głębią nieznanych odczuć. Serce zabiło szybciej, w pełnym strachu rytmie, ale czego się bała? Czy powinna? Przecież nic jej nie groziło. A może to nie był strach. Ach!
Cokolwiek poczuła, zaczynało być słodkie, przyjemne i nieoswojone w swej krasie, a takich emocji jak najbardziej pragnęła unikać. Były ogniem, może na razie płomykiem, którego nie dawało się zgasić, były iskierkami plującymi na nią nieopatrznie, bez składu, bez określonego wzoru. Nie mogła ich wyliczyć, nie mogła ich znaleźć w żadnej książce, nie mogla przygotować na nie żadnego znanego sobie remedium. Wtedy też, coś lękliwego przetoczyło się po jej twarzy i to na tyle, że kątem oka wyzezowała ku drzwiom wejściowym, tak jakby ktoś zaraz miał ją na czymś nieprzyzwoitym przyłapać. Czy Morpheus to zauważył?
Wyprostowała się, trochę zaróżowiona, trochę rozkojarzona, a przecież otwierał przed nią swoje dłonie, wyjawiał sekrety. Urodził się do tego. Czy mówił o swoim darze? 
— Myślisz, że to różdżka Ministra Magii? — uniosła brew, przyglądając mu się wyczekująco — kombinacja tego rdzenia i drewna jest całkiem wyjątkowa. Taka różdżka może wyrządzić wiele dobrego. No i wiele złego.
Pytanie, które mogła wkrótce zadać, tańczyło na linii ust; łaskotało język; drażniło, szarpiąc za struny krtani, kotłując się w gryfie gardła. Nie zadała go; nie wypuściła, nie pozwoliła, aby rozcięło przestrzeń. Ale przecież czego się obawiała?
Że przyzna się do bycia złym człowiekiem?
— Oferta? Czy brzemię?
Czym mogło być przeznaczenie? Nie drażniła nigdy podobnych, splecionych podstępnie pytań, wrzuconych w łupinę czaszki. Bała się ich treści, srogiej, nieobliczalnej jak zwierzę wpuszczone w knieje świadomości o ostrych rzędach pazurów i szczytach kłapiących zębów. Nie chciała wgłębiać się w werdykty wróżb, przepowiedni, objawień, skupiona na przyziemności, na życiu tutaj i teraz — strzegła pilnie swojego miejsca, azylu, jaki uwiła sama sobie wśród społeczeństwa, starając się, aby nikt z zewnątrz nie podważył jej natury, nie zakłócił akordów melodii, która kolędowała w jej życiu.
Zerknęła mimowolnie na zegar, w błysku zamyślenia. Czas, los, boskie decyzje. Nie chciała, bardzo nie chciała wnikać w arkana i drobne druki przeznaczenia. Przecież co mogła w nich znaleźć dobrego? Grafomańskie uchwały, skazujące jej matkę i brata na śmierć jeszcze na długo przed ich narodzinami?
Związane ręce? 
Pal licho przepowiednie.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Morpheus Longbottom (2706), Septima Ollivander (2668)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa