• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Bliskie Okolice Londynu v
« Wstecz 1 2 3 Dalej »
[29.07.72] Nie umkniesz przeznaczeniu

[29.07.72] Nie umkniesz przeznaczeniu
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#1
14.01.2024, 18:20  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.04.2024, 21:22 przez Morrigan.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Morpheus Longbottom - osiągnięcie Piszę, więc jestem
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Bajarz IV

Odkryj wiadomość pozafabularną
Zadanie rekrutacyjne do ZF dla Morpheusa. Sesję prowadzi Brenna L.

Czego uczą nas mity o przepowiedniach?
Umykasz przed nimi na koniec świata tylko po to, by zatoczyć krąg i wpaść im w ramiona.

*

…czym jest prawdziwa przepowiednia?
Były drobne znaki, symbole objawiające się w szklanej kuli, wskazówki udzielane przez karty, znaczenia, kryjące się na dnie filiżanki. Przebłyski przyszłości, jakie jasnowidz mógł zobaczyć, kiedy spoglądał na kogoś i sprawdzał, co go czeka. Sny o bliskich, zwiastujące grozę lub szczęście. I wszystko to może było prawdziwą przepowiednią, ale jednocześnie… nie jedną z tych, które zamykano w szklanych kulach, katalogowano i ustawiano na półkach Departamentu Tajemnic.
Tam trafiały tylko te wygłaszane przez wieszczy, nad którymi na chwilę kontrolę przejmował ich talent, a może jeszcze inna, niezrozumiała siła: boska czy magiczna. Przepowiednie, które mogły zmienić los wielu, a być może – zaważyć na dziejach świata.
*

Zadanie było pozornie rutynowe i mógł nim zająć się dowolny pracownik Komnaty Przepowiedni. Do Departamentu dotarły plotki o tym, że pewien jasnowidz – starszy już i przez własny talent doprowadzony niemalże do obłędu, chętnie zaglądający do butelki – wygłosił przepowiednię. Nie potraktowano tego nawet jakoś szczególnie poważnie, bo równie dobrze słowa Charona mogły być prawdziwym wieszczeniem, jak i majakami kogoś, kto wypił zbyt wiele butelek rumu w towarzystwie sąsiada, Alistaira Laramonta. Lub sąsiad sam wypił nieco zbyt wiele i niepotrzebnie zarzekał się, że jego przyjaciela na chwilę dosłownie opętało, że oczy stanęły mu w słup, że mówił straszliwym głosem i że wypowiedziane słowa z pewnością nie były tylko pijackim gadaniem, i że właściwie to Charon nie wypił tyle, by nic nie pamiętać, a utrzymywał, że przysnął…
A jednak Morpheus został po cichu poproszony przez bratanicę, by postarał się, aby zadanie przydzielono właśnie jemu. By nie dostał go jakiś młokos, któremu normalnie pewnie powierzono by rozmowę z Laramontem, a może sięgnięcie ku jego wspomnieniom, by potem – jeżeli weryfikacja wykazałaby, że przepowiednia jest prawdziwa – zamknąć je w szklanej kuli, w odmętach Komnaty Tajemnic.
Musimy znać treść tej przepowiedni.
I być może wszystkiego o niej nie powinien wiedzieć nikt inny w Departamencie…

Najwyraźniej pogłoski o przepowiedni dotarły nie tylko do Departamentu Tajemnic. I było w nich coś więcej: coś, co wzbudzało niepokój, coś, co skłaniało do zainteresowania się sprawą, zbadania jej bliżej i ocenienia, co jest prawdą, co kłamstwem i co mógł zapowiedzieć podstarzały wieszcz.
*

Charon, jasnowidz, który jeśli miał nazwisko, to od dawna go nie używał, mieszkał na irlandzkim wybrzeżu, w niewielkim domu, wzniesionym z szarego kamienia. Ledwo kawałek dalej, na stromym wzniesiony, leżała morska latarnia: i choć nie zdawała się potrzebna żadnym statkom, bo nie widzieli jej mugole ani mugolskie okręty, tam mieszkał Alistair i jako Latarnik każdego wieczora rozpalał w niej światła.
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#2
15.01.2024, 21:49  ✶  

Nie istniało nic bardziej paraliżującego, niż uczucie, gdy los, gdy bogowie przemawiają przez ciebie, odbierając na tę jedną chwilę wolę i język, gdy staje się narzędziem w ich rękach, rozcinając rzeczywistość na tę, która się wydarzyła i tę, która pozostaje jeszcze rozmyta, niczym wydarzenia za zaparowaną szybą. Morpheus żył i oddychajął przepowiedniami. Wieszczenie go definiowało, bez niego nie istniał Morpheus Longbottom.

Dlatego właśnie pracował w Departamencie Tajemnic.

Po rozmowie z bratanicą wziął się do pracy. Nie czekał na przydział do konkretnej sprawy, przejął po prostu cieniutką teczkę i przejrzał niekompletną dokumentację sprawy. Szara tektura miała odpowiednią zawartość, błaha sprawa z kilkoma dokumentami. Gdyby było ich mniej, ktoś by coś podejrzewał, im cieniej, tym bardziej niebezpiecznie zagłębiać się w daną sytuację. Wszystko w środku zgadzało się z tym, co mówiła Brenna, więc tylko zgłosił, że przejmuje sprawę, bo po Simi tęskni za morzem. Paląc przy tym papierosa, stwierdził, że jod dobrze mu zrobi na oddychanie. Longbottom pracował jako Niewymowny szesnaście lat, więc nikogo nie zaskakiwało, że wybrał to, czego chciał się faktycznie dowiedzieć lub miał jakiś interes, w tym wypadku zwiedzanie wybrzeża Irlandii Północnej.

Przejęcie sprawy, która brzmiała jak formalność z wypltą za delegację i użeraniem się z alkoholikiem, który prawdopodobnie musi się napić kilku kieliszków, aby być trzeźwym i dopiero wtedy pije, aby się upić, nie stanowiło problemu. To, czego obawiał się Longbottom, to sposobu, w jaki ukryje obecność przepowiedni, jeśli takowa zaistniała, aby nikt się o tym nie dowiedział oraz, a może przede wszystkim, w jaki sposób w ogóle ją pozna.

Pierwszy raz, prawie po trzech miesiącach, założył inny kolor, niż głęboki kir. Brązowy wełniany sweter zrobiony na drutach, sztruksowe spodnie, buty za kostkę, które służyły mu wiernie w skalistej grecji, sprawiały, że wyglądał zupełnie nie jak czarodziej, a kolejny turysta, chociaż w jego przypadku pojawienie się nie zostało okraszone porzuconymi byle jak śmieciami na miejscu pikniku, a cichym pyk podczas teleportacji oraz zerwaniem się mew w powietrze przez jego nagłe pojawienie się w przestrzeni.

Zbliżał się wieczór, więc usiadł swobodnie na jednym z kamieni. Papieros i pół kanapki później zebrał się i zapukał do drzwi domku, w którym miał mieszkać jego cel, profeta Charon.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#3
16.01.2024, 10:03  ✶  
Morpheus miał kilka możliwości pozyskania przepowiedni, z których najprostszą było przekonanie Alistaira, aby podzielił się z nim swoim wspomnieniem - później mającym trafić nie do myślodsiewni, a do kuli w Departamencie, o ile oczywiście zostanie uznana za prawdziwe wieszczenie. Na razie właściwie jednak nawet nie mieli pewności, czy faktycznie mają do czynienia z przepowiednią - czy wszystko nie jest wielką pomyłką i niczego nie trzeba będzie ani katalogować, ani ukrywać. Może Charon spił się i wygadywał bzdury, nie mające niczego wspólnego z Trzecim Okiem? A może Alistair coś sobie wymyślił, bo chciał ściągnąć na siebie uwagę? Czy w przepowiedni, nawet prawdziwej, było coś, co powinno zostać ukryte, czy doszło do pomyłki? A jeżeli nawet, opcji było wiele - od tych nieco bardziej radykalnych, które po wyjściu na jaw mogłyby narazić jego karierę, po drobniejsze, jak maksymalne przyspieszenie proceder, by kula błyskawicznie i bezpiecznie trafiła na półkę, z której nie zdejmie jej szeregowy pracowników, i drobniutkie niedopatrzenia czy odpowiednie sformułowania w dokumentach, dzięki którym sprawa nie powinna wzbudzić niczyjego zainteresowania.
Dom Charona był niewielki i kiedyś musiał być piękny - surowym pięknem budynku, który wzniesiono z myślą o trwałości, oparciu się wiatrom i ulewom, szalejącym na klifach. Teraz nosił jednak ślady zaniedbania: wokół domku pleniły się chwasty, dachowi prawdopodobnie przydałaby się naprawa, ławka, ustawiona pod jedną ze ścian, zbutwiała i jedna z desek się wyłamała. Drzwi, od dawna nie odnawiane, otworzyły się, jeszcze zanim Morpheus zdążył w nie zapukać.
Na progu stał mężczyzna, który wyglądał na lat przynajmniej siedemdziesiąt – i to mimo tego, że czarodzieje zwykle żyli dłużej, a wedle papierów Charon miał lat sześćdziesiąt jeden. Skołtunione włosy i zaniedbana broda były zupełnie siwe, twarz żłobiły głębokie zmarszczki, ubrania wyglądały na stare. W nozdrza uderzał zapach, wskazujący na to, że poprzedniej nocy Charon wypił całkiem sporo. Gdyby zresztą zajrzeć ponad jego ramieniem do izby, dałoby się dostrzec, że jest zabałaganiona, a istotnym elementem tego bałaganu są puste butelki, poniewierające się po podłodze oraz po stole. Nie sprzątano tutaj zbyt często, a informacja o tym, że Charon za bardzo upodobał sobie rum, musiała być prawdziwa.
– Nic nie pamiętam – powiedział, nie pytając nawet kim jest Morpheus ani po co tu przyszedł. Zwrócił na niego spojrzenie bardzo jasnych, wyblakłych oczu: prawdopodobnie miał jakieś kłopoty ze wzrokiem, ale nie nosił okularów. – Głosy nie chcą niczego powiedzieć.
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#4
16.01.2024, 14:53  ✶  

Dłoń Morpheusa jeszcze chwilę wisiała w powietrzu, nad pustą przestrzenią, gdzie powinny być drzwi. Mógł się tego spodziewać, w końcu sam był wieszczem, czasami też tak robił, bo bawiło go otwieranie drzwi, zanim ktoś w nie uderzy knykciami. Teraz on padł ofiarą i musiał przyznać, że nadal poprawiało to humor, od strony ofiary.

Posłał mu swój uśmiech gwiazdy północnej, bo nawet jeżeli nie widział go w sposób realny, to dzięki Trzeciemu Oku już pewnie mógł. Jaśniejący, wiedzący, trochę jak spojrzenie tych, którzy wypływając w morze, zdawali sobie sprawę, że mogą już nie powrócić. Jak spojrzenie kapitana, który pozostanie na pokładzie swojej łajby, aż jej dno uderzy o piasek i skały pod lustrem wody i odda hołd wiecznej ciemności morskiego grobowca.

— Przyniosłem raczej remedium, na złagodzenie obyczajów, nie wypada przychodzić z pustymi rękoma. Wiem, jak to jest — wyciągnął w stronę jasnowidza butelkę popularnego Lamb's Navy Rum, którą zakupił specjalnie na tę okazję. Nie był to alkohol z najwyższej półki ani nic, co zwykł pijać Morpheus, ale należało do najpopularniejszych wyborów na Wyspach Brytyjskich i nie stanowiło mieszanki wszystkich metali ciężkich z wysokoprocentowym alkoholem. — Mnie dopadło palenie, w gorszych momentach prawie dwie paczki dziennie.

Nie planował upijać Charona, nie takie były jego intencje, chciał sprawić mu przyjemność, bo sam niedawno doświadczył wizji, która należała do niesamowicie nieprzyjemnych nie tylko w czasie trwania, ale i w tematyce, bowiem obejmowała mózgi w formalnie oraz morderstwo. Wszystko, co mówił, było prawdą, zresztą pachniał wypalonym tytoniem, nawet jeżeli próbował to maskować kadzidlanymi woniami wody po goleniu.

— Morpheus Longbottom. Mogę zająć chwilkę? — przedstawił się, wskazując głową wnętrze pomieszczenia, udając, że nie widzi butelek i bałaganu. Urodził się arystokratą, jednakże jego rodzina odstawała od reszty czystokrwistych dość mocno i ogólny snobizm nie dotknął go tam mocno, jak innych. Nie lubił mieć błota na butach, a szaty zawsze szył na miarę, jednakże miarą człowieka nie były okoliczności jego urodzenia ani to, w jakich warunkach sytuacja zmusiła go do egzystencji ani jak sobie radzi z niefortunnymi zdarzeniami swojego życia. Każdy miał swój mechanizm obronny, alkohol musiał być tym Charona.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#5
16.01.2024, 16:37  ✶  
Charon zadarł lekko głowę, spoglądając na Morpheusa. Nie był całkiem ślepy – ot wiek i zapewne niezbyt zdrowy tryb życia odcisnęły swoje piętno, sprawiając, że widział słabo... przynajmniej dwojgiem oczu. Jak było z trzecim? Jak daleko sięgał jego dar, czy to on wpędzał go w pijaństwo, czy tylko pijaństwo sprawiało, że nie umiał go kontrolować?
I czy mógł wygłosić jakąś naprawdę znaczącą przepowiednię?
- Tacy goście to skarb - powiedział, rozciągając usta w uśmiechu, który nie sięgał tych bardzo jasnych oczu, których wizja powoli ginęła za mgłą. Głos miał chrapliwy, nieprzyjemny dla ucha. Przyjął butelkę: ta może i nie była z najwyższej półki, ale prawdopodobnie mężczyzna pijał na co dzień znacznie paskudniejsze trunki. Cofnął się w głąb mieszkania, ruchem ręki dając Morpheusowi znać, by wszedł. W środku czuć było alkohol. Podłoga była brudna, w kątach wiły się kłębki kurzu, nikt nie sprzątał butelek, w zlewie piętrzyły się naczynia - choć nie aż tak wiele, więc ktoś tutaj chyba przynajmniej od jakiegoś czasu sprzątał.
- Longbottom. Paskudne nazwisko dla paskudnie przyzwoitych ludzi. Przynajmniej tak mówią, ale wojna wiele zmienia, co? - spytał, opadając na krzesło, wciąż z otrzymaną butelką w dłoni. W tej chwili nie był pijany, choć ciężko było powiedzieć, aby był całkowicie trzeźwy - Morpheus trafił zapewne na ten krótki moment, w którym alkohol już niemal wywietrzał Charonowi z głowy, a nie zdążył jeszcze sięgnąć po kolejną porcję.
– Wiem, czego chcesz – mruknął, otwierając wręczoną mu butelkę, po czym upił łyk prosto z niej. Nie proponował, że się podzieli, nie oferował niczego do jedzenia. Może nie dbał o dobre maniery, a może tylko przeczuwał, że Longbottom i tak by odmówił. – Głosy mi o tobie mówiły – dodał. Czy głosy w jego głowie były przejawem talentu, czy może jedynie podszeptami na wpół oszalałego umysłu i alkoholu? Zagadka. Ale drzwi otworzył nim Morpheus do nich podszedł. – Mówią różne rzeczy, o, tutaj – dodał i popukał się przy tym w czoło. – Ale kiedy mówią moimi ustami, ja nie pamiętam. Młody twierdzi, że mówiłem o wyspie. Głosy czasem szepcą o wyspie i jaskiniach, ale nigdy ich nie znalazłem. Nie wiem nawet, jakie to jaskinie. Wiem tylko, że mieszka w nich bezimienna groza.
Pociągnął kolejny łyk rumu i zapatrzył się na Longbottoma.
– Kiedyś szukałem tego, o czym mówiły. Potem już nie. Nic dobrego nie przychodzi z takich przepowiedni i gonienia za nimi. Lepiej, że nie pamiętam.
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#6
17.01.2024, 10:30  ✶  

Nogą odsunął sobie stołek, zahaczając stopę o poprzeczkę między nóżkami i płynnym ruchem usiadł na miejscu. Wyciągnął z kieszeni papierową paczkę papierosów i wyciągnął jednego, również się nie dzieląc. Każdemu według jego potrzeb, jedni potrzebowali ujrzeć dno butelki, inni zasmolić swoje płuca, aż ciężko brało się oddech. Palenie nie dawało czystości umysłu, ale uspokajało gesty, rytuał powoli odprawiany nad własnym spokojem. Nie pamiętał już, kiedy zaczął palić, ale było to gdzieś na początku pracy w Ministerstwie Magii, aby socjalizować się z pracownikami Departamentu Przestrzegania Praw Czarodziejów. Było tuż przed połową stulecia albo tuż po, gdy zmęczone żmudną pracą w legislacji ciało zainhalowało się tytoniem.

— Bardzo niefortunne. Jednan strona nienawidzi nas za empatyzowanie z tymi, którzy cierpią i postawienie się w roli obrońcy. Z drugiej strony objawia się nienawiść i niechęć do obrońców, „łaskawych panów”, dających schronienie, którzy są tak na prawdę symbolem ucisku przez samo swoje istnienie. I są też tacy, którzy zaraz będą szczerzyli się z tego nieszczęścia, bo paniczyki mają kłopot z własną tożsamością. 

Strzepnął popiół do jakiejś brudnej szklanki, nie mogąc znaleźć w bałaganie popielniczki, o ile kiedykolwiek istniała w tym miejscu. Przestrzeń była paskudna i obrzydliwa, ale nie na tyle, aby przeszkodzić Morpheusowi w przyglądaniu się wieszczowi, w skupianiu swojej całkowitej uwagi na drugim jasnowidzu. Zachodzące powoli słońce i szum fal łaskotały jaźń. Longbottom nie pasował do przestrzeni nawet w bardzo adekwatnym kroju ubrania. Kaszmir swetra zbyt odcinał się swoją miękkością, obuwie niemal wyglądało na nowe, a pomimo wiatru, ani jeden włosek z jego zaczesana nie zmienił miejsca położenia. Zbyt wypolerowany i czysty.

— Jaskinie w których mieszka bezimienna groza — posmakował w ustach słowa, w jaki sposób się układają, wypuszczając z płuc dym. — Przepowiednia pojawiła się gdy jeszcze szukałeś czy gdy już przestałeś?

Mógłby to być pojedynek na spojrzenia, niemrugające i przeciągające się, skupione na drugim rozmówcy. Przykryte zaćmą najpewniej oczy nie mówiły zbyt wiele, ścierając się z czarnymi węglikami młodszego czarodzieja, jednakże w oczach Morpheusa nie było wyzwania, raczej naturalne zawieszenie i ustanowienie swojej obecności.

— Wiem, że to trudne, wiem że to boli, kiedy bogowie wycinają nam języki i wkładają do gardła swoje. Myśli pan, że ten młody może pamiętać więcej? To musiało być przerażające — szczera empatia pobrzmiewała w jego głosie.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#7
17.01.2024, 14:21  ✶  
- Macie swoje wpływy, pieniądze, znajomości. Za co was tu lubić? Nawet jeśli pomagacie, to możecie to robić dlatego, że jesteście częścią układu. Nie bylibyście wciąż czystej krwi, gdybyście do niego nie należeli i zupełnie was to nie obchodziło - powiedział Charon z krzywym uśmiechem. Ale nie zdawało się, że sam ma jakąś niechęć do Longbottomów w ogólności czy konkretnie do Morpheusa, tak bardzo nie pasującego do tego wnętrza: raczej podchodził do zagadnienia z obojętnością. Był człowiekiem mieszkającym gdzieś na krańcu świata, pocieszenia szukającym w butelce, żyjącym poza granicami społeczeństwa, borykającym się z chorobami i obłędem. Niewiele obchodziła go wojna albo czystokrwiste rody. Tak, jak niewiele obchodzili go i mugolacy. Jego świat zaczynał się i kończył na smaku rumu, na strzępkach obrazów, pojawiających się w głowie, które pojawiały się nawet wtedy, kiedy ich nie szukał i na cichych podszeptach, z których niektóre mogły być przejawem magii, a inne zaledwie oznaką szaleństwa.
- Przestałem szukać dawno temu. Rum pomógł - mruknął, unosząc butelkę ponownie do ust, by pociągnąć parę łyków. - Groza, największe lęki, największe pragnienia. Nie wolno im ufać. Co to znaczy? Kto wie. Może tylko głosy. Ale one nie wyjaśniają niczego - stwierdził z zamyśleniem. Znów jednak w żaden sposób nie było pewne: czy głosy były podpowiedzią od trzeciego oka, za pomocą którego zwykle przecież przeglądało się głównie cudze intencje, czy jedynie podszeptem z dna butelki. Charon na pewno był pijakiem, na pewno nie był do końca przy zdrowych zmysłach i na pewno posiadał talent jasnowidzenia. Te trzy rzeczy nie ulegały już wątpliwości, pytaniem pozostawało jednak, co z tego, co mówił, było wieszczeniem, a co jedynie wytworem niespokojnego umysłu.
- Mówiłem podobno niedawno. Nie pamiętam, kiedy. Chyba była jeszcze wiosna? Dni się zlewają. Wiem, że padał deszcz, że niebo było tamtego dnia szare, że morze było niespokojne. Nie wiedziałbym nawet, że coś powiedziałem, gdyby nie siedział ze mną chłopak. Ale wtedy pewnie nic bym nie powiedział, prawda? Przepowiednie chcą zostać usłyszane. Dlatego wciskają się do głowy - powiedział. Jego głos zmienił się lekko, stał się nieco mniej wyraźny, wpływ wypitego alkoholu, choć organizm przywykł do wlewania w niego rumu w takich ilościach, że te pół butelki, które teraz Charon opróżnił, nie wystarczyło, aby się upił. Wciąż zdawał się świadomy tego, co mówił i składał pełne zdania, nawet jeżeli odrobinę dziwne. - Chłopak na pewno pamięta. Nie pije tyle, co ja i wiek jeszcze nie zgrabił mu grzbietu. Pytał. Nie myślę, że go to przeraziło. Zaciekawiło raczej. Chciał szukać. Pytał ludzi. Dlatego przecież tu jesteś, prawda? Głupi młodzik.
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#8
18.01.2024, 14:41  ✶  

Czarodziejowi pozostało tylko przytaknąć na słowa starca, tchnące prawdą. Oto prawda o domu Longbottomów. Wielu poddawało wątpliwość prawdziwości proroków, którzy oszukiwali swoje zmysły alkoholem i używkami, który brali narkotyki, aby zacząć wieszczyć. Inaczej było zupełnie z Morpheusem. Lata jego pracy badawczej bardzo jasno podkreśliły mu, że prawdziwe przepowiednie mówią młode dziewczęta w damskich toaletach, pomiędzy kolejnymi kreskami i starcy w potrzebie jałmużny, w obdartym ubraniu. Prawdziwe przepowiednie niszczą i są największą ekstazą, niczym szał bitewny, pomieszaniem szaleństwa z agresywnym pięknem. Prawdziwe przepowiednie drżą przed odsłonięciem, niczym skrzydła motyla i zatruwają umysły wieszczów.

— Wyjaśnienie zazwyczaj objawia się, gdy jest za późno — westchnął, ponownie wypełniając płuca trującym dymem, szczypiącym gardło w znajomy sposób, nie każąc mu konfrontować się z myślami o własnej przyszłości i o przeszłości, która gorzkim rozmarynem naznaczała się bliznami stworzonymi przez samo istnienie. Myślał za dużo o śmierci i nie mógł przestać. Śmierć wyzierała z każdego narożnika, głaskała go do snu swoją kościstą dłonią i otulała chłodem kiru płaszczy. Symbol zmiany, ta, która zabiera tak samo króli i biedaków, grzeszników i świętych.

— Gdybym poprosił o wspomnienie, odmówiłbyś? — zapytał Morpheus, decydując się na postawienie sprawy prosto. Nie było tu miejsca na rozmowę o samozbawieniu czy wyznawaniu swoich grzechów, chociaż papierosy i alkohol rozmywały świat za oknami, dodając do brudu i szarości kolejną warstwę niezrozumienia. Czas płynął, ale dla niego nie istniał w taki sam sposób, w jaki dla innych. Jednak nadal, gdy spoglądał w tył, na swoje życie, widział, ile już go upłynęło, ile bezpowrotnie utracił i już nigdy nie odzyska. Ile umarło, aby postawić go w tym miejscu, w tej konkretnej linii wydarzeń.

Założył nogę na nogę, siadając wygodniej, jakby zamierzał spędzić więcej czasu w domu jasnowidza. Dopalił do końca papierosa i wyciągnął kolejnego. Ogień mugolskiej zapalniczki rozświetlił jego twarz miękko, ale zaraz ją zgasił, nie przykładając końcówki do płomienia. Nadal trzymał go między palcami i oglądał, jakby zobaczył go po raz pierwszy. Widział teraz, jak później go spala.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#9
18.01.2024, 16:33  ✶  
- Czasem żaden sens nie istnieje. Ludzie tylko bardzo chcą go znaleźć. I lubią sobie wmawiać, że go znaleźli - stwierdził Charon znad butelki. On wyraźnie nie był już człowiekiem, który by takiego sensu szukał. Może robił to kiedyś? Sam w końcu przyznał Morpheusowi, że kiedyś szukał tego, o czym mówiły głosy. Może w nadziei na to, że umilkną? Albo że w ich podszeptach kryje się jakiś sens?
Przestał jednak.
Był człowiekiem, który się poddał. Nie zniszczonym może jeszcze do reszty, bo rozmawiał w miarę przytomnie, ale powoli zamieniającym się we wrak. Każdy dzień jego życia miał być już taki sam, upływać w tym domu, na piciu takiego alkoholu, jaki zdobyć zdoła, może na prostych pracach, które zapewnią mu kilka dodatkowych sykli. A pewnego dnia ktoś znajdzie go tu martwego, pośród butelek.
Nie musiał być jasnowidzem, aby doskonale o tym wiedzieć.
- Dlaczego miałbym odmówić? To bez znaczenia. Dam ci je, jeśli prześlesz mi za to jeszcze jedną butelkę - stwierdził. Nie miał powodów ani rozmawiać z Morpheusem, ani go stąd wyrzucać, ani ulegać prośbie, ani jej odmawiać. Wpuścił go, bo było to zakłócenie monotonni i bo przejrzał jego przybycie. Mógł dać mu wspomnienie, bo butelka rumu była tego warta. - Wiele ci ono jednak nie da, bo ja nie pamiętam. Młody pewnie chętnie ci opowie. Aż za chętnie. Mieszka w latarnii, na pobliskich klifach - powiedział. Longbottom zmierzając tutaj zresztą z pewnością ją widział.
Mężczyzna wstał. Nieco chwiejnym krokiem ruszył do stolika, by wziąć różdżkę. Już sam fakt, że nie dbał o to, by stale mieć ją pod ręką, wiele mówił - a jeszcze więcej jej stan, bo była porysowana, na jej krańcu pobłyskiwało coś srebrzyście, powierzchnia drewna była poznaczona śladami palców. Charon nie dbał ani o sobie, ani o swoją różdżkę.
Przytknął ją do głowy, a srebrzysta nić połączyła z różdżką jego skroń. Następnie wrzucił tę srebrzystą ciecz do pierwszej lepszej pustej butelki: opadła na jego dno.
Później, mając myślodsiewnię, Morpheus będzie mógł przyjrzeć się temu wspomnieniu - rozmowie Charona z rudowłosym mężczyzną po trzydziestce, prowadzonej przy tym stole, nad butelkami rumu i pajdami chleba z dżemem, przyniesionymi przez gościa. Rozmowie o wszystkim i niczym, urywającej się bardzo nagle, by potem potoczyć się dalej, gdy obaj byli już w zupełnie innych pozycjach, Charon kręcił głową mówiąc, że chyba przysnął, a Alistair - że wcale nie przysnął, że mówił o magicznej broni, o wyspie i o strachach.
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#10
20.01.2024, 21:12  ✶  

Trzymanie różdżki tak daleko od siebie... Znał takich czarodziejów i ich nie rozumiał. On ze swoją nie rozstawał się, odkąd ją otrzymał od swojego ojca w sklepie Ollivandera na Pokątnej. Pamiętał własny zachwyt nad nowo odkrytymi możliwościami i dualizm jej tworzywa. Cis oraz włókno ze smoczego serca, symbole śmierci, mroku i predyspozycje do czarnoksięstwa, różdżka, która wymaga siły i charakteru. Kim tak naprawdę był Morpheus Longbottom?

— Wyślę ci butelkę, jutro powinna już być — zgodził się czarodziej, bez większego problemu. Taka cena była bardziej żartem dla niego, niż rzeczywiście obciążeniem, bo nawet jeśli wieszcz nic nie pamiętał, dla niego takie wspomnienie nadal miało ogromną wartość w kontekście momentów przed i po wizji, tych sekund między proroctwami, nim staccato słów bogów uderzy o język i gardziel, aby wyjawiać odmęty przeznaczenia.

Morpheus odebrał buteleczkę po setce wódki z dużo większym namaszczeniem, niż tworzący ją czarodziej. Rozejrzał się za zakrętką, a gdy zlokalizował jakąś, która pasowała gwintem, zakręcił ją i włożył za pazuchę, zupełnie jakby zamierzał później napić się, a nie zanurzyć we wspomnienia wieszcza. Strzepnął popiół znów do tej samej, pustej butelki, nie chcąc przyczyniać się do śmierci Charona za pomocą pożaru.

— Rum można pić wszędzie. Ci, którzy przyjdą po mnie, mogą nie zadowolić się twoim wytłumaczeniem, że nie pamiętasz. I wątpię, aby zadowolili się szybkim zaklęciem, nie będziesz Tyrezjaszem, nie dostaniesz nagrody za cierpienie — ostrzegł Morpheus, dopalając drugiego papierosa i sugerując mężczyźnie zmianę miejsca zamieszkania, opuszczenie wysepki, nad którą niedługo zaczną krążyć sępy. Czy zdecyduje się na to, czy nie, nie było już problemem młodszego wieszcza, ale czuł się zobligowany, aby mu to uświadomić. To samo zresztą zamierzał zrobić z rzeczonym Młodym.

— Bądź błogosławiony, Charonie, niechaj Apollo nie czyni cię więcej swymi ustami, a rzeka Lete obmyje twój umysł. Żegnaj. — Longbottom wstał, położył dłoń na sercu i skłonił się bez teatralności i bez szyderstwa drugiemu wieszczowi, nie bacząc na to, że przewrócił przy tym kilka butelek. Wyszedł, zamykając cicho za sobą drzwi i pozostawiając jedynie zapach wypalonych papierosów za sobą. Wziął głęboki wdech wietrznego powietrza na klifie i skierował wzrok na latarnię morską. Słońce zabarwiło jego oczy nadzieją bursztynu, miodowymi refleksami, odmładzając jego twarz o przynajmniej kilka lat.

Ruszył w stronę wzniesienia i ostatniego bastionu światła nocą.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Bard Beedle (3680), Morpheus Longbottom (3832)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa