Sylwetkę tej konkretnej postaci kojarzył przede wszystkim z zimowych spacerów po mugolskich dzielnicach miasta. Wtedy witryny sklepów nie tylko rozświetlały się kolorowymi światełkami i gwiazdkami zawieszonymi na choinkach na licznych placykach Londynu, ale też wszędzie można było zobaczyć symbolikę tego starszego, otyłego mężczyzny w czerwonym kubraku, który rozdawał prezenty dzieciom. Nawet na czymś takim można było ukręcić dramat w czarodziejskich mediach...
— Właśnie widać, że masz dobry humor! — Cieszył się, że pomimo ostatnich wydarzeń, ludzie potrafili znaleźć chwilę spokoju, aby faktycznie cieszyć się życiem. Na pytanie Aveline wzruszył lekko ramionami. — Nieco poobijany, trochę zmęczony, ale w ogólnym rozrachunku całkiem zadowolony. — Zanudził już wcześniej Patricka swoim narzekaniem na temat wydarzeń, jakie miały miejsce na statku, toteż nie chciał dwa razy powtarzać tego samego błędu. — Nie ma co narzekać. Poza tym są gorsze sposoby na świętowanie. Zwłaszcza że dzisiaj mamy aż dwie okazje!
Uśmiechnął się półgębkiem, poprawiając subtelnie swój temblak. Urodziny ich ulubionej mistrzyni wypieków zbiegły się w czasie z festiwalem Lithy. Chociaż część gości zdołała jeszcze z rana go odwiedzić, tak Erik akurat trzymał się z daleka. Owszem, żałował, że nie udało mu się zahaczyć o Stonehenge, jednak nie wyobrażał sobie też, że miałby przegapić przyjęcie Nory, aby zdążyć na samą końcówkę uroczystości. Miał inne priorytety; dotrzymywanie towarzystwa pannie Figg podczas jej święta było jednym z nich. Nie zamieniłby tego na wycieczkę do kamiennych menhirów, choćby go namawiało i pól Ministerstwa Magii.
Ponownie zerknął w kierunku Elliota, jednak nie potrafił się zorientować, czemu powitanie z Norą tak długo mu zajmuje. Mieli sobie coś do powiedzenia? Może tyle dobrego jej życzył? A może plotkują, pomyślał zgryźliwie, mimowolnie wyobrażając sobie, że to on staje się obiektem ich rozmowy. Rytuał z Beltane połączył ich w dosyć niekonwencjonalny sposób, a praca Erika stanowiła wieczne przypomnienie o tym przedziwnym zdarzeniu. Jeśli nie widzieli się od tamtego czasu, to nic dziwnego, jeśli chcieli zamienić parę słów na ten temat. Nawet żartobliwie. Erik westchnął cicho, kiwając głową, gdy Patrick się od nich odsunął, aby bawić się z kotem.
— Witamy ponownie — zwrócił się do Prewetta, gdy wrócił do ich grona. — Jak widzisz, jesteśmy bardzo dynamiczną grupą i... Patrick postanowił zająć się Lady. — Wrócił wzrokiem do Aveliny. — Znasz Avelinę, Laurencie? To kuzynka Nory.
Zaprosił jasnowłosego bliżej do ich grona, aby miał okazję przedstawić się pannie Paxton. Longbottom wykorzystał przy okazji to, że znalazł się przy butelce alkoholu i dolał sobie nieco do własnej szklaneczki. Miał wrażenie, że ta noc zbyt szybko nie dobiegnie końca. A jakieś znieczulenie, bądź co bądź, należało mu się po tym nad wyraz stresującym dniu, który był pełen wrażeń.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞