• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Little Hangleton v
« Wstecz 1 2 3 4 Dalej »
[07/08/1972] Co się kryje w błocie i resztkach warzyw? || Erik & Geraldine

[07/08/1972] Co się kryje w błocie i resztkach warzyw? || Erik & Geraldine
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#11
16.01.2024, 00:22  ✶  
Westchnął cicho. Cóż innego mógł zrobić, jak tylko przyznać kobiecie rację? Rozmawiali o tym wielokrotnie i chociaż Erik aż do Beltane starał się przynajmniej zrozumieć decyzje Śmierciożerców i ich motywy, tak, gdy na własne oczy zobaczył skalę zniszczeń, jaką są w stanie ze sobą przynieść, wyzbył się wszelkich nadziei na to, że sytuacja mogła się uspokoić samoistnie. Polana Ognisk była słabo obstawiona, a Czarny Pan to wykorzystał. Owszem, w tym czasie inni pracownicy Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów patrolowali inne miejscówki w okolicy Londynu, jednak i tak był to swoisty symbol słabości Ministerstwa Magii. Jak można było nie obstawić jednego z większych sabatów w roku większą ilością ludzi? To pytanie Erik zadawał sobie po dziś dzień.

— Sam jestem zdziwiony, że na płocie jeszcze mi nie wymalowali jakichś gróźb albo ostrzeżeń — mruknął, kaszląc cicho. To nie był pierwszy raz, kiedy sprzeciwił się sympatykom Czarnego Pana. Atak na Thomasa przed paroma laty, pomoc w wyleczeniu Arabelli, ba sama pro-mugolska postawa rodu Longbottomów. Z każdego aspektu życia Erika można było wyciągnąć co najmniej kilka przykładów oznak buntu wobec ideologii czystej krwi. — Chociaż znając życie, skoro już o tym wspomniałem, to niedługo takowe się pojawią.

Problemy w Dolinie Godryka zdawały się oznaką czegoś większego. Do tej pory konflikt rozgrywał się przede wszystkim na ulicach Londynu lub z dala od centrum władzy czarodziejów. Teraz miał wrażenie, że niebezpieczeństwo czyhało na horyzoncie, a on mógł jedynie obserwować je zza okna ze świadomością, że przyjdzie taki dzień, kiedy znajdzie się na jego progu, a potem bezceremonialnie wparuje do środka. To będzie ostateczny dowód na to, że Ministerstwo Magii i Zakon Feniksa jedynie opóźniali nieuniknione, zamiast położyć kres tej tyranii. Czy będzie to ostatni krzyk, aby ruszyć do boju z czarną magią, czy skomlenie dobitków? Longbottom pokręcił głową, wracając do rzeczywistości. Ta wizja nie mogła się ziścić aż tak szybko.

— A co? — Uniósł powoli brwi, taksując uważnie jej twarz, jakby szukał tam jakiegoś dowodu do ostatniego śledztwa. — Chcesz zacząć wpadać na poranną herbatę do Warowni? — Uśmiechnął się półgębkiem, spychając ponure myśli na bok. — Bo tak się składa, że chyba na końcu ulicy sprzedają kawałek ziemi. Wyobraź sobie - moglibyśmy machać do siebie z okien.

Im mniej, tym lepiej, potwierdził w myślach, kiwając powoli głową. Jego rosnąca Stala popularność w kręgach towarzyskich przyczyniła się do tego, że nie był znany tylko jako "ten wilkołak od Longbottomów". Jego futrzaste incydenty przykrywane były przyjęciami rodziny, sukcesami zawodowymi, plotkami i tytułami pokroju Najdroższego Czarodzieja Wielkiej Brytanii. Huh, może był jednak jakiś plus tego wszystkiego? Przynajmniej reporterzy nie pytali go co miesiąc, jak przeżył poprzednią pełnię.

— Nie, pojedyncze — odparł zwięźle, dopiero po chwili zdając sobie sprawę, że mogło to zabrzmieć w jego ustach nieco sarkastycznie. Wykrzywił usta w przepraszającym geście. — Zamknęłabyś ze sobą w jednym pomieszczeniu stado wilkołaków? Takich co pierwszy raz przechodzą przemianę i takich, co od lat przechodzą to samo co miesiąc? — Wzruszył sztywno ramionami. Bądź co bądź, nie wiedział zbyt wiele o tym, jak... odławiano inne wilki. To była działka Departamentu Kontroli Nad Magicznymi Stworzeniami. — To areszt, chyba obecnie na poziomie piwnic. Pojedyncze cele. Niektóre z łańcuchami, inne bez. Pewnie zależy od temperamentu wilkołaka i tego, czy przyjmował Eliksir Tojadowy.

Erik miał cholernie dużo szczęście. Podczas gdy on przebywał w szpitalu, a wraz z jesienią wrócił do szkoły, jego rodzice dopełnili wszystkich starań, aby nie wylądował w areszcie Ministerstwa Magii. Zamiast tego załatwili mu kryjówkę, dogadali się z urzędnikami. Ponoć skrytka przeszła jakąś kontrolę, jednak Longbottoma przy tym nie było. Poza tym, czy smutne panie na co dzień siedzące za biurkiem tak chętnie sprawdzały obiekt znajdujący się pod opieką rodziny pełnej Brygadzistów i Aurorów?

Dla Geraldine spacer pod ziemią mógł trwać od kilku do parunastu minut, jednak Longbottomowi czas dłużył się w nieskończoność. Miał klaustrofobię, znał swoje ograniczenia, jednak był też cholernym detektywem Ministerstwa Magii. To siłą rzeczy wymagało walki z własnymi słabościami. Może podjął złą decyzję? Może trzeba było zacisnąć zęby i zejść na dół wraz z Yaxley? Wypuścił głośno powietrze z ust, przerzucając różdżkę z jednej dłoni do drugiej. Czyżby to był jeden z tych dni, gdy podejmował nieodpowiednie decyzje?

[+]Spoiler
Chociaż potwór poruszył się na twoich oczach, tak wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na to, że po prostu przewracał się na drugi bok. Kto wie, może akurat śnił o kolejnej napaści na pola w okolicy miasteczka? W każdym razie miałaś spore szczęście — błotoryj dalej pozostawał w błogiej nieświadomości co do twojej obecności w jego leżu. Tak długo, jak dalej będziesz cicho, możesz poruszać się swobodnie po podziemnej komnacie. Czy było tu jednak cokolwiek wartego zbadania? Resztki warzyw i owoców, zwłoki drobnych stworzeń pokroju myszek...

Jeśli nie zamierzałaś pisać artykułu do gazety na temat diety błotoryj w regionie, to raczej nie zda ci się to nazbyt wiele. Na dobrą sprawę miałaś trzy opcje: zaatakować z ukrycia i wykorzystać element zaskoczenia, wycofać się i modlić o to, że Erik jednak dołączy do ciebie pod ziemią lub... spróbować czegoś zupełnie innego. Zapoznałaś się z leżem, wiedziałaś już, co spowodowała mini-katastrofę w okolicy, więc mogłabyś spróbować zastawić pułapkę na zwierza na powierzchni... Wykurzyć go i załatwić sprawę na znanym tobie i twemu towarzyszowi terytorium. Chyba że pod tą burzą jasnych włosów zaczął kiełkować jakiś inny pomysł? Decyzja należy do ciebie.


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#12
17.01.2024, 23:34  ✶  

Giovanni zadbał o to, aby odesłać Geraldine do domu nim na Beltane wszystko zaczęło się komplikować. Wiedziała, że był atak, jednak nie miała, jak tam wrócić, teleportacja nie działała. Nie miała jak im pomóc, nie dotarłaby od siebie tam na czas. Wiedziała, że Gio również ryzykował, był jej na tyle bliski, że skłonna była się tam wrócić, aby mu pomóc. Nie przejmowałaby się wtedy nawet tym, że ktoś może zobaczyć, że ich wspiera, mogło to być przecież jednorazowe, czyż nie. Zresztą na pewno przyjdzie czas, że zainteresują się i ją. W końcu nie miała problemu z tym, żeby pokazywać się z mugolakami, czy tymi półkrwi, którymi większość czystokrwistych gardziła. Czekała po prostu na odpowiedni moment i póki mogła wolała się trzymać na uboczu, bo skomplikowałoby to dość mocno jej interesy, a mimo wszystko one były dla niej naprawdę ważne. Czuła, że rodzinny interes jest głównie jej ciężarem. Jej bracia byli raczej nieudolni jeśli o to chodzi, musiała czuwać nad tym, żeby nadal ceniono ich w branży, aby żadna inna rodzina ich nie wygryzła. Miała nadzieję, że ojciec to doceni, bo matka, cóż, nie miała złudzeń - wolałaby, aby Gerry się trzymała od tego z daleka. Wiele razy pokazywała swoje niezadowolenie spowodowane tym, jaką wybrała profesję, ale nie tylko to, nigdy nie zaakceptowała w pełni tego, w jaki sposób ona chciała żyć, demonstrowała to przy każdym możliwym spotkaniu.

- Musisz być ostrożny Erik. - Jej ton zmienił się na bardzo poważny, spoglądała przy tym na niego, a usta wykrzywiła w grymasie. Nie chciała usłyszeć o tym, że zginął z rąk fanatyków. Naprawdę cieszyła się, że ma w sobie tyle odwagi, nie boi się pomagać i cała reszta, tyle, że mogło to przynieść śmierć, zupełnie znienacka. Nie malunki na płocie, a stratę życia. To naprawdę było bardzo poważne. Na pewno zdawał sobie z tego sprawę, nie sądziła, że odpowiednim podejściem było lekceważenie popleczników Voldemorta. - Oby to faktycznie były tylko groźby na płocie. - Powiedziała oschle.

- Nie wiem, czy jestem dobrym materiałem na sąsiada. - Uśmiechnęła się teraz szczerze. Zastanawiała się nawet przez moment, czy nie powinna wyprowadzić się gdzieś dalej, ale brakowałoby jej tłocznego i głośnego Londynu. Tam zawsze znajdowała towarzystwo, wystarczyło, że zeszła do pubu i od razu znajdowali się chętni do wspólnej zabawy. Było jej to potrzebne od czasu do czasu. W Dolinie psy dupami szczekały, nie powiedziała tego oczywiście w głos, aby nie urazić Erika, zresztą tak samo było w Snowdonii skąd pochodziła. Nie bez powodu dawno temu kupiła sobie mieszkanie w Londynie. Może na chwilę, dobrze byłoby od czasu do czasu zamieszkać w miejscu jak to, tak właściwie kupić sobie jakiś domek letniskowy? Wcale nie był to taki głupi pomysł, mogłaby tam sobie zrobić magazyn na wszystkie komponenty, które zdobywała. - Pomyślę jednak o letnim domu. - Dodała jeszcze, najwyraźniej chciała się podzielić tym pomysłem.

- Takich to nie, ale samych doświadczonych? - Wzruszyła ramionami, bo nie do końca wiedziała, co o tym myśleć. Nigdy nie była świadkiem przemiany wilkołaka, było to dla niej coś nowego, dlatego tak go wypytywała. - Dzięki za wytłumaczenie. - Jego komentarz jej trochę bardziej rozjaśnił całą sytuację, lepszego źródła wiedzy nie znajdzie.


Jej minęła ledwie chwila. Była tak zajęta, że nie czuła upływu czasu, zazwyczaj działo się tak, kiedy polowała. Często zachodzące słońce informowało ją o tym, jaka jest pora dnia. Szczególnie, że zawsze była skupiona przede wszystkim na tym, co działo się przed nią. Liczyła się tylko ona i zwierzę na które polowała, może trochę otoczenie, o ile mogło jej dać wskazówki, gdzie mogła znaleźć poszukiwanie stworzenie.

Miała szczęście, bo potwór, znaczy słodko śpiący błotoryj się nie obudził. Raczył się jeszcze nawet odwrócić na drugi bok. Nie wiedział jeszcze, co dla niego szykuje. Niech śpi słodko, bo najprawdopodobniej będzie to jego ostatni sen. Obudzi go pewnie jak będzie go zabijała, szkoda, bo tak może by się nie zorientował, że umarł. Ciekawe, czy odrodzi się jako inne zwierzę, a może człowiek? Reinkarnacja interesowała ją od kiedy odwiedziła Indie i poznała się bliżej z tamtymi mieszkańcami. Nie wiedzieć czemu, wróciło to do niej teraz.

Geraldine nie zamierzała uciekać, oj nie. Szczególnie, kiedy to zwierzę leżało przed nią podane na tacy. Nie miała zamiaru też ściągać tutaj Erika. Raczej chciała zrobić mu niespodziankę. Ciekawe, czy uda się jej go zaskoczyć małym prezentem, który wyłoni się na zewnątrz, podejrzewała, że zwierzę, że trochę zbyt duże, aby jej się to udało. Z mniejszym pewnie by przeszło. Nie zastanawiała się długo. Machnęła różdżką pewnym ruchem i mruknęła pod nosem Bombarda zaklęcie, chciała uderzyć w śpiącego zwierzaka ogromną siłą, która miała spowodować eksplozję.


Rzut Z 1d100 - 66
Sukces!

Rzut Z 1d100 - 10
Akcja nieudana
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#13
21.01.2024, 22:09  ✶  
[+]Spoiler
W czasie, który Ger przeznaczyła n zbadanie leża i przygotowanie się do konfrontacji, główny zainteresowany był myślami zupełnie gdzie indziej. Wprawdzie trudno było posądzać błotoryje o szalenie rozwiniętą inteligencję jednak temu tutaj ewidentnie dobrze się spało. Po nocnej rozróbie na powierzchni miał pełny żołądek, a podekscytowanie sianem zniszczeń podsycało jego pierwotne instynkty, co z kolei stanowiło niezłą pożywkę dla strzępków posiadanej wyobraźni.

Gdyby młoda Yaxley potrafiła dostroić się do nurtu pojedynczych myśl i prostego rozumowania dzikiego zwierza, zdziwiłaby się, że ten już śnił o kolejnym ataku, jakiego mógłby dokonać. Tyle smacznych warzywek, tyle żyjątek kryjących się pośród pól... A ludzie kompletnie nic nie zauważyli, zapewne obawiając się stanąć z nim oko w oko. Na tej wsi był niczym król, błotoryjem nad inne blotoryje, najpotężniejszym z nich wszystkich! To jest — aż do teraz.

Zaklęcie Bombarda było dobrym wyborem, biorąc pod uwagę rozmiary zwierzęcia. Kobieta pewnie liczyła, że rozsadzi stwora poprzez wysokie ciśnienie, ale tak się jednak nie stało. Narobiła jednak sporo szkód, raniąc potwora. Eksplozja otoczyła cielsko błotoryja, a w powietrzu zaczął unosić się zapach spalenizny. Błotoryj miał oparzony cały bok, a gdyby w jamie było jaśniej, Yaxley mogłaby zobaczyć zwisające tu i ówdzie fragmenty skóry, lejącą się krew zmieszaną ze śluzem i masę poparzeń. Pierwszym co zarejestrował umysł Geraldine, był jednak ryk stwora.

Błotoryj momentalnie wybudził się ze snu i zareagował naturalnie; czuł ból, a więc atakował. Na ślepo, nie mając pojęcia, gdzie znajduje się jego przeciwnik. Zaczął miotać się po jaskini, od jednej ściany do drugiej, a ciężar jego kroków sprawiał, że ściany i sufit ziemnej jamy zaczynał się powoli kruszyć. Ryzyko zawalenia bylo niskie, jednak to nie to było twoim głównym zmartwieniem. Musiałaś bowiem unikać ataków stwora, a także... Zadecydować co zrobisz z tym fantem dalej.

Błotoryj trzy razy znalazł się obok ciebie. Tylko jeden raz udało ci się uniknąć jego niespodziewanego ataku. Zareaguj na starcie i wykonaj kolejny krok w walce ze stworzeniem. Błotoryj nie jest jeszcze świadomy twojej pozycji; miota się w bólu po jamie.


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#14
29.01.2024, 09:57  ✶  

Wiedziała, że jej największą przewagą w starciu z tym wielkim potworem będzie to, że zaskoczyła go we śnie. Niby nie do końca sprawiedliwe starcie, ale życie właśnie takie było i ten błotoryj miał się tego za chwilę dowiedzieć. Nie zastanawiała się długo, bo nie było na to czasu. Musieli się go pozbyć, aby nie niepokoił kolejnych mieszkańców. Wybrał sobie nieodpowiednie miejsce do żerowania.

Zaklęcie które pomknęło w stronę potwora uderzyło w niego i wybudziło ze snu. Zraniło zwierzę dosyć mocno, jednak przy okazji rozjuszyło. Kto bowiem nie zareagowałby podobnie, gdyby w ten sposób został wyrwany ze snu? Zawył, więc musiało go to zaboleć, ale nie wystarczyło. Później było nieco gorzej. Obudzone zwierzę zaczęło się rzucać od strony do strony, atakowało na ślepo, nie wiedziało, gdzie ona jest, chociaż tyle dobrego. Nie spodziewała się, że wkurwi go aż tak bardzo.

Biegało po jaskini jak poparzone, może nawet dosłownie, bo zostało poparzone przez Yaxley. Znalazł się przy niej trzy razy, tylko jeden raz zdołała całkowicie mu umknąć. Dwa razy otarło się o nią swoim cielskiem, poczuła ból tym spowodowany, nie było jednak źle. Rozejrzała się po podziemnej komnacie, póki co nie wyglądała na taką, która miała się zaraz zawalić. Nie był to wcale zły znak, bo oznaczało, że miała jeszcze trochę czasu, aby go zabić, chociaż może zakopanie go żywcem, też nie było najgorszym pomysłem? Wolała jednak skorzystać z innych metod, bo takie bydle na pewno będzie idealnym okazem na pozyskanie komponentów.

Nie czekała, machnęła różdżką, Yaxley chciała wyczarować sznury, które go zwiążą, choć na chwilę, aby mogła do niego podejść i z bliska się nim zająć.

Rzut Z 1d100 - 3
Akcja nieudana

Rzut Z 1d100 - 74
Sukces!
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#15
30.01.2024, 00:42  ✶  
[+]Spoiler

Nieodpowiednie? To miejsce było wręcz wyśmienite! Zadbane pola uprawne byly położone na uboczu, z dala od wielkich ludzkich gospodarstw, a przy tym stosunkowo lbisko lasu, gdzie można było posilić się mniejszymi stworzeniami... Po prostu żyć nie umierać! Cała sprawa mogła rozejść się po kościach, gdyby ta konkretna część Little Hangleton była zajęta przez bogatsze rodziny. Może nie zwróciliby tak dużej wuagi na zniszczenia i po prostu poświęcili parę worków galeonów, aby przywrócić okolice do oryginalnego stanu.

Niestety, zgłoszenie do Ministerstwa Magii zostało wystosowane przez nieco mniej majętnych gospodarzy, którym faktycznie zależało na ziemi, jaką uprawiali. A błotoryj nie miał nawet czasu się ulotnić przez szybką reakcję służb bezpieczeństwa! Eh, szczęście to mu nie dopisywało, zwłaszcza teraz, gdy ktoś go nawiedził na jego własnym terytorium. Stwór miotał się z bólu po całym leżu. Parę razy odniósł wrażenie, że o coś uderzył i to coś jęknęło, jednak jego własne poparzenia były tak rozległe, że kompletnie zignorował nieproszonego gościa. To jest, dopóki czarownica nie wycelowała w niego ponownie różdżki.

Geraldine nie miała większych problemów z przywołaniem zaczarowanych lin, pomimo całego tego chaosu. Sznury pomknęły w stronę błotoryja, oplatając jego ciało i wżynając się w świeże oparzenia. Do uszu kobiety dobiegł przeraźliwy ryk, a gały stwora niemalże wyszły na wierzch, gdy zaczął mocniej wierzgać, sprawiając sobie tym samym jeszcze większy ruch. To go jednak nie powstrzymywało od tego, aby wyrwać sięspod wpływu zaklęcia i zaatakować kobietę, gdy tylko ta zbliży się chociaż odrobinę.

W pewnym momencie lewa noga swtora zdołała zrzucić z siebe linę. Zaczął wymachiwać kończyną w stronę Geraldine starając się ją powalić na ziemię i być może przy okazji zadrapać. Wykonaj rzut na Aktywność Fizyczną. Aby uniknąć ataku, musisz wyrzucić Sukces/Krytyczny Sukces. Oprócz uniku możesz wykonać drugą akcję w tym samym poście.


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#16
31.01.2024, 00:10  ✶  

Udało jej się wyczarować liny, które spętały zwierzę. Przypomniało jej to rozmowę z pewnym jegomościem podczas łapania niesfornego kota, tyle, że zastosowała je oczywiście przeciwko magicznemu stworzeniu, a nie w jego obronie. Ciekawa była, co by o tym pomyślał, czy pobiegłby pomóc temu wyrośniętemu błotoryjowi? Chętnie by to zobaczyła.

Ruszyła szybkim krokiem w stronę stworzenia, chciała się zbliżyć i dokończyć dzieła. Im szybciej, tym lepiej. Tak, czy siak musiała się go pozbyć, aby uchronić mieszkańców przed tym bydlęciem.

Najwyraźniej nie do końca było to przemyślane. Wydawało jej się, że może być pewna tego, że zwierzę zostało odpowiednio spętane, ale się myliła. Udało mu się wyswobodzić, na szczęście nie całkowicie, bo tylko lewa kończyna pomknęła w jej stronę. No, ale trafił. Uderzył ją ze sporą siłą. Przewróciła się na ziemię, nie dała rady utrzymać równowagi. Soczysta kurwa wymsknęła jej się z ust, kiedy lądowała na plecach. Zabolało, jednak póki co ból dupy zagłuszył ewentualne, inne zadrapania.

Kiedy tak leciała na tyłek przez moment zastanawiała się, co słychać u Erika, który znajdował się na górze i cieszył letnim słońcem, nie zamierzała jednak jeszcze go tutaj wołać. Była sobie w stanie sama poradzić z tym stworem, a przynajmniej tak sobie wmawiała.

Machnęła ponownie różdżką, tym razem celując w łeb tego zwierzęcia. Bombarda liczyła na to, że głowa wybuchnie przy pomocy siły, którą wyczaruje i teraz faktycznie błotoryj nie będzie mógł się ruszać już nigdy.


Rzut Z 1d100 - 9
Akcja nieudana

Rzut Z 1d100 - 16
Akcja nieudana
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#17
01.02.2024, 01:54  ✶  
[+]Spoiler
Całkiem możliwe, że obecny problem z zachowaniem potwora wynikał z poczynań panny Yaxley. Gdyby spróbowała spętać swojego przeciwnika podczas snu, ten mógłby zareagować nieco spokojniej na więzy. Może nie zdołałby zebrać siły potrzebnej do walki z magicznymi pętami. Niestety, potraktowanie go ognistym pociskiem tylko go rozeźliło i sprawiło, że miotał się po jaskini jak szatan.

Skonfundowanie, wściekłość, a przede wszystkim ból buzowały w nim, dodając mu tylko sił w walce z magicznymi linami. Chociaż dla niego najlepiej by było zupełnie zrzucić z siebie więzy, tak pozbycie się nawet jednej liny dało mu całkiem niezłą szansę na kontratak. Gdy kobieta się zbliżyła, wykonał kilka agresywnych wymachów lewą kończyną, co... Zakończyło się sukcesem! Błotoryj zarechotał z zadowoleniem na ten widok, jednak zaraz znowu ryknął, gdy pozostałe liny przywarły jeszcze mocniej do jego cielska.

To rozwścieczyło bestię, która ponownie zaczęła się rzucać. Lina oplatająca lewą łapę stworzenia puściła, dając błotoryjowi większą szansę manewru. W trakcie, gdy Yaxley próbowała dosyć nieudolnie rozsadzić mu głowę, ten powoli zbliżał się ku niej. Jeśli kobieta planowała zakończyć to starcie jednym ruchem, to lepiej dla niej byłoby, gdyby się z tym pospieszyła...
~~*~~

— Geraldine? — rzucił słabym głosem Erik, zaglądając z zaniepokojeniem do wnętrza podziemnego korytarza.

Nadal był na powierzchni; nie był na tyle głupi, aby pakować się pod ziemię. Nie wiedział, jak rozległe są tunele wydrążone przez stwora, a już na pewno nie miał zamiaru tego sprawdzać. Geraldine siedziała tam już jednak jakiś czas... Biorąc pod uwagę jej reputację, sądził, że dosyć szybko się uwinie. I że będzie przy tym dużo więcej krzyków, dodał w myślach, przerzucając różdżkę z jednej dłoni do drugiej.

Pościgi za czarnoksiężnikami zdecydowanie nie były takie ciche. Formułki zaklęć przecinały powietrze, a świst wstęg światła i żywiołów wydawały charakterystyczne odgłosy, ilekroć czarodziej lub czarownica poprawnie rzucili jakiś czar. Nie dochodziły jednak do niego żadne odgłosy walki. Było spokojnie. Za spokojnie. Nie do końca mu się to podobało, ale cóż więcej mógł zrobić? Musiał wierzyć w to, że Yaxley już niedługo wychyli swoją blond czuprynę z tej czarnej dziury i przytacha ze sobą truchło sprawcy całego zamieszania.

— Proszę, nie każ mi tam iść — wyszeptał pod nosem, zbliżając się o pół kroku do wejścia. Po chwili się jednak wycofał. Jeszcze trochę mógł poczekać. W końcu... Sztuka potrzebuje czasu, czyż nie? A polowanie na magiczne stworzenia zdecydowanie można było ująć w tej kategorii.


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#18
02.02.2024, 22:58  ✶  

Yaxley nie lubiła prostych rozwiązań. W końcu gdyby związała go podczas spania, to nie miałby szansy zrobić jej krzywdy, a ona najwyraźniej bardzo przepadała za ryzykiem. Tańczyła na krawędzi, kiedy tylko mogła. Była trochę szalona, co mogło skończyć się różnie. Zresztą nigdy nie uważała, że śmierć podczas walki należy do uwłaczających.

Zwierzęciu udało się ją po raz kolejny drasnąć, zacisnęła usta zirytowana, zrobiła to tak mocno, że ugryzła się w dolną wargę. Miała wrażenie, że śmieje się jej w twarz, co jeszcze bardziej ją rozwścieczyło, a to łączyło się z tym, że przestawała jasno myśleć. Chaos ogarnął głowę Yaxley, bo nie znosiła niepowodzenia.

Kolejna lina puściła. Mógł się poruszać, nie wróżyło to niczego dobrego. Nie panikowała jednak, nie bała się konfrontacji oko w oko z tym paskudztwem.

Usłyszała głos Erika dochodzący z zewnątrz. Nie miała jednak czasu, żeby mu odpowiedzieć, zdecydowanie nie wybrał odpowiedniego momentu. Ona również wolałaby poradzić sobie z tym sama, nie chciała wyjść na niekompetentną, szczególnie, że tak mu wcześniej opowiadała o tym, jaka to jest zdolna niesłychanie, niestety póki co nie udało jej się tego udowodnić, no życie. Nie zamierzała się jednak poddawać. Musiała walczyć do skutku.

Ponownie machnęła różdżką, nie zmieniała taktyki, prędzej, czy później rozwali mu ten wielki łeb, nie widziała innej opcji, błotoryj musiał się z tym pogodzić. Dzisiaj był ostatni dzień jego żywota na tym świecie, wspaniale, że zjadł obfity ostatni posiłek.

Machnęła zgrabnie różdżką, głośno wypowiedziała zaklęcie. Ponownie próbowała tego samego, chciała rozwalić mu łeb.


Rzut Z 1d100 - 87
Sukces!

Rzut Z 1d100 - 97
Sukces!
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#19
03.02.2024, 02:01  ✶  
[+]Spoiler
Bądź co bądź, kobieta nie miała do czynienia z pierwszym lepszym błotoryjem, który wychylił łeb ze swojego gniazda. Nie ulegało wątpliwości, że typowi przedstawiciele tego gatunku nie żyli na co dzień w zbyt sprzyjających warunkach. O odpowiedniej, zbilansowanej diecie mogli co najwyżej pomarzyć. Po prostu żarli to, co znaleźli na bagnach i w dzikich głuszach. O pożywienie z leśnych borów musiały walczyć z innymi stworzeniami; zarówno magicznymi, jak i niemagicznymi. A tutaj, na polach wokół Little Hangleton?

Nie dość, że konkurencja była mniejsza, to na dobrą sprawę dla tego wielkoluda musiał to być zupełnie nowy dziewiczy teren. Miał dostęp do ''zapasów'' z pobliskiego lasu i do świeżych upraw, które na dodatek były ''przyprawione'' zaklęciami zielarskimi, aby lepiej smakowały i były bardziej odżywcze. Nic dziwnego, że błotoryj miał w sobie wystarczająco dużo siły, aby zwalczyć efekty zaklęcia pętającego. No i kapkę szczęścia. Może w chwili największej słabości i wściekłości wzniósł modły do jakiegoś bóstwa? Czy błotoryje mają swoją boginię?

Chociaż aktualnej nemezis Geraldine Yaxley udało się zerwać aż dwie liny, nie miała ona już szansy na to, aby odpłacić pięknym za nadobne. Łowczyni znów sięgnęła po różdżkę i raz jeszcze zdecydowała się na to samo zaklęcie. Trochę monotematycznie, czyż nie? Klub Pojedynków pewnie nie byłby zbyt zadowolony - tam nagradzano inwencję twórczą, a nie bezmyślne nawalanie jednym i tym samym zaklęciem. Musieliby jednak przyznać jej jedno... Było to rozwiązanie, które po prostu działało.

Ger mogła poczuć, że jej różdżka zaczyna wibrować, gdy energia magiczna formowała się na jej czubku. Mistrzowska inkantacja, a przy tym o dużym ładunku energetycznym. Na efekty nie musiała dużo czekać. Zaklęcie uderzyło w głowę stwora z głośnym hukiem, wysyłając deszcz krwi i kawałków mięsa we wszystkich kierunkach; łeb błotoryja dosłownie eksplodował. Ciało stwora zwaliło się na ziemię, wijąc się w pośmiertnych drgawkach. Czarownica poczuła przypływ triumfu i ulgi, czy wręcz przeciwnie - obrzydzenia? To nie była pierwszyzna, jednak... Czy naprawdę można było przyzwyczaić się do takiego widoku?

Tak nawiasem mówiąc, Yaxley miała cholernie dużo szczęścia. Wystarczyłoby, że Bombarda minęłaby potwora o kilka centymetrów i trafiła w ściany podziemnej jaskini. Małe trzęsienie ziemi, a mogłaby tutaj zostać pogrzebana żywcem. Cóż, nie pozostało jej chyba nic innego, jak tylko zebrać się do kupy i wrócić na powierzchnię. Łowczyni na pewno będzie chciała uraczyć swojego przyjaciela długą i szczegółową opowieścią o tym starciu. Musiał trochę pocierpieć, skoro nie odważył się tutaj z nią zejść, czyż nie?


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#20
03.02.2024, 15:13  ✶  

Oczywiście, nie zamierzała mu umniejszać, ten błotoryj wyglądał na prawdziwego króla wszystkich błotoryjów. Był ogromny, na pewno miał jakąś wysoką pozycję w społeczności tych obrzydliwych stworzeń. Niestety za bardzo pewnie się poczuł w tym miejscu i nadużywał gościnności okolicznych mieszkańców. Nie było innego wyjścia, jak tylko się go pozbyć. Bardzo brutalnie pozbyć, ale inaczej by się to nie udało, nie należały one do pacyfistycznych stworów. Trzeba było skorzystać z siły, nie, żeby pannie Yaxley to jakoś specjalnie przeszkadzało.

Poczuła wibracje pod swoją dłonią. Najwyraźniej jej złość i wkurzenie zamieniło się w coś dobrego, bo przelało się to w naprawdę wspaniale rzucone zaklęcie. Czerwony strumień poleciał w stronę błotoryja i rozwalił mu łeb. Dokładnie tak, jak chciała. Odetchnęła głęboko, co nie było do końca przemyślane, bo oberwała wnętrznościami stwora po twarzy, była cała upaćkana tym, co miał w swojej głowie. - Ja pierdole. - Mruknęła, jak zawsze elokwentnie do siebie, po czym przetarła usta ręką.

Nie zamierzała dłużej tutaj zostać, bo jeszcze pojawią się jego koledzy. Była zmęczona, poobijana i brudna, ale to wyzwanie zakończyło się sukcesem. Ruszyła w kierunku wyjścia. Wydostanie się z tego podziemnego tunelu zajęło jej dłuższą chwilę, w końcu jednak na jego końcu dostrzegła światło i wyszła na zewnątrz.

- Kurwa mać. - Tymi słowami przywitała swojego towarzysza. Włosy miała posklejane, zdecydowanie nie prezentowała się w tej chwili świeżo. Wsadziła sobie w usta papierosa i odpaliła go mugolską zapalniczką Zippo, zaciągnęła się dymem, jej serce powoli wracało do normalnego rytmu, bo jeszcze chwilę wcześniej był przyspieszony. Każde starcie z potworami przynosiło zdenerwowanie, bo nigdy nie była w stanie przewidzieć, co dokładnie się wydarzy. - Był wielki, żałuj, że go nie widziałeś. - Powiedziała spokojnym głosem do Erika. - Nie będzie już sprawiał problemu, zostawiamy go pod ziemią, czy mamy coś zrobić z truchłem? - Nie miała pojęcia, jak wyglądają procedury ministerstwa.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Erik Longbottom (6964), Geraldine Greengrass-Yaxley (5252)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa