Przyjemność sprawiało jej patrzenie na to, jak inni jedzą to, co dla nich przygotowała. Sama Figg jadła raczej mało, zależało jej na tym, żeby goście byli zadowoleni, cieszyło to jej serce. Lubiła sprawiać innym przyjemność, tak po prostu.
Zrobiło się nieco spokojniej, miała wreszcie szansę porozmawiać z każdym, co również było dla niej istotne. Zdążyła porozmawiać z Brenną, nawet nie zauważyła tego zmęczenia, zresztą nie tylko jej, ale też innych osób, które przeżyły dzisiaj przygodę na statku, może była nieco mniej uważna niż zazwyczaj, w końcu bardziej zwracała uwagę na to, czy są odpowiednio najedzeni i napojeni, jak przystało na gospodarza.
Nie żałowała sobie tej nocy alkoholu. Właściwie to była dosyć mocno rozluźniona, jakby wcale niebezpieczeństwo nie czaiło się za rogiem. Dobrze im zrobiło, a na pewno jej takie chwilowe oderwanie się od szarej rzeczywistości. Smutne, że kiedyś nie musieli niczym się martwić, a teraz strach towarzyszył im na każdym kroku.
Rozejrzała się po pomieszczeniu, aby upewnić się, że każdy ma jakieś towarzystwo, zdecydowanie nie chciała, aby ktokolwiek czuł się tutaj samotny, mieli się dobrze bawić, i chyba tak było. Przynajmniej na pierwszy rzut oka.
Kiedy tak sobie siedziała i sączyła kolejnego drinka podszedł do niej Patrick. Uśmiechnęła się do niego serdecznie, jak miała w zwyczaju, nie było to broń Merlinie wcale wymuszone, taka już jej natura. Nie zdawała sobie sprawy, że Steward może podejrzeć swoimi nadzwyczajnymi umiejętnościami to, co łączy ją z innymi osobami w tym miejscu, gdyby wiedziała to pewnie by jej to nie martwiło, bo każda z osób tu obecnych była dla niej ważna. Niektóre nici zapewne się wyróżniały, bo łączyła je z nimi bardzo silna więź.
- Wydaje mi się, że gospodarz powinien zadbać o to, aby goście się dobrze bawili. - Nie odebrała jego komentarza, jako coś złego. Zwyczajne stwierdzenie faktu, uważny obserwator miał szansę to dostrzec, chociaż ten mniej uważny pewnie też. - Zresztą największą radość sprawia mi widok was wszystkich, razem, zadowolonych. - Rzadko kiedy tak naprawdę myślała o sobie, wolała uszczęśliwiać innych i to chyba było głównym celem jej egzystencji.
Propozycja Patricka spowodowała kolejny uśmiech na jej twarzy. Tylko tańca brakowało jej do pełni szczęścia. Odstawiła kieliszek na stół nim złapała Stewarda za dłoń. - Uprzedzam tylko, że może i lubię tańczyć, jednak nie jestem w tym szczególnie biegła. - Jak praktycznie we wszystkim, co było związane z ruchem. Całkiem szybko udało im się dojść na parkiet, który był wydzielony w drugiej części pomieszczenia.
Przepraszam za zwłokę, ale miałam dużo pracy w tym tygodniu. Kolejna tura do 06.02, chętnych zapraszam na parkiet, myślę, że powoli zbliżamy się do końca urodzin.
