• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 … 4 5 6 7 8 9 Dalej »
[21/06/1972] urodziny Norki

[21/06/1972] urodziny Norki
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#61
26.01.2024, 23:28  ✶  

Przyjemność sprawiało jej patrzenie na to, jak inni jedzą to, co dla nich przygotowała. Sama Figg jadła raczej mało, zależało jej na tym, żeby goście byli zadowoleni, cieszyło to jej serce. Lubiła sprawiać innym przyjemność, tak po prostu.

Zrobiło się nieco spokojniej, miała wreszcie szansę porozmawiać z każdym, co również było dla niej istotne. Zdążyła porozmawiać z Brenną, nawet nie zauważyła tego zmęczenia, zresztą nie tylko jej, ale też innych osób, które przeżyły dzisiaj przygodę na statku, może była nieco mniej uważna niż zazwyczaj, w końcu bardziej zwracała uwagę na to, czy są odpowiednio najedzeni i napojeni, jak przystało na gospodarza.

Nie żałowała sobie tej nocy alkoholu. Właściwie to była dosyć mocno rozluźniona, jakby wcale niebezpieczeństwo nie czaiło się za rogiem. Dobrze im zrobiło, a na pewno jej takie chwilowe oderwanie się od szarej rzeczywistości. Smutne, że kiedyś nie musieli niczym się martwić, a teraz strach towarzyszył im na każdym kroku.

Rozejrzała się po pomieszczeniu, aby upewnić się, że każdy ma jakieś towarzystwo, zdecydowanie nie chciała, aby ktokolwiek czuł się tutaj samotny, mieli się dobrze bawić, i chyba tak było. Przynajmniej na pierwszy rzut oka.

Kiedy tak sobie siedziała i sączyła kolejnego drinka podszedł do niej Patrick. Uśmiechnęła się do niego serdecznie, jak miała w zwyczaju, nie było to broń Merlinie wcale wymuszone, taka już jej natura. Nie zdawała sobie sprawy, że Steward może podejrzeć swoimi nadzwyczajnymi umiejętnościami to, co łączy ją z innymi osobami w tym miejscu, gdyby wiedziała to pewnie by jej to nie martwiło, bo każda z osób tu obecnych była dla niej ważna. Niektóre nici zapewne się wyróżniały, bo łączyła je z nimi bardzo silna więź.

- Wydaje mi się, że gospodarz powinien zadbać o to, aby goście się dobrze bawili. - Nie odebrała jego komentarza, jako coś złego. Zwyczajne stwierdzenie faktu, uważny obserwator miał szansę to dostrzec, chociaż ten mniej uważny pewnie też. - Zresztą największą radość sprawia mi widok was wszystkich, razem, zadowolonych. - Rzadko kiedy tak naprawdę myślała o sobie, wolała uszczęśliwiać innych i to chyba było głównym celem jej egzystencji.

Propozycja Patricka spowodowała kolejny uśmiech na jej twarzy. Tylko tańca brakowało jej do pełni szczęścia. Odstawiła kieliszek na stół nim złapała Stewarda za dłoń. - Uprzedzam tylko, że może i lubię tańczyć, jednak nie jestem w tym szczególnie biegła. - Jak praktycznie we wszystkim, co było związane z ruchem. Całkiem szybko udało im się dojść na parkiet, który był wydzielony w drugiej części pomieszczenia.


Odkryj wiadomość pozafabularną
Muzyka
Przepraszam za zwłokę, ale miałam dużo pracy w tym tygodniu. Kolejna tura do 06.02, chętnych zapraszam na parkiet, myślę, że powoli zbliżamy się do końca urodzin.
Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#62
27.01.2024, 10:45  ✶  
Dopiero wyciągając rękę w stronę Nory, Patrick przypomniał sobie o swojej zyskanej w maju ułomności. Zmarszczył brwi, zastanawiając się, czemu nie pomyślał o byciu Zimnym kilka sekund wcześniej albo wtedy, gdy bawił się z Lady. Ale kocie futerko i kocimiętka były najwyraźniej skuteczniejsze od przejmującego mrozu, który przenikał przez całe jego ciało a on poczuł się… zbyt normalnie.
Uśmiechnął się przepraszająco, gdy solenizantka ścisnęła wyciągniętą przez niego rękę. Chłód był prawdziwy, jakby dotykała zamarzniętego śniegu albo lodu do drinków – z tą tylko różnicą, że prawdziwy lód (tak, jak prawdziwy śnieg) topił się pod wpływem ciepła a jego dłoń jedynie absorbowała ciepło, ale nadal przy tym pozostawała przejmująco zimna.
- Przepraszam. Jeśli chcesz, mogę założyć rękawiczki – zaproponował wprost, gdy zmierzali w stronę parkietu. Patrick nie nosił ich ciągle, bo bez nich łatwiej było mu udawać, że po Beltane nic się w nim nie zmieniło. Zresztą, chodzenie w rękawiczkach w czerwcu jeszcze bardziej wyróżniałoby go w tłumie a tego wolał unikać. – Damy sobie radę.
Steward umiał tańczyć. Była to jedna z tych umiejętności, którymi się nie chwalił, ale które – jako wychowanek rodziny dyplomatów, posiadł niemal organicznie. Także poza nieprzyjemnym chłodem, gdy ich ciała się stykały, jego partnerka nie musiała się przejmować ani myleniem kroków ani prowadzeniem w tańcu.
- Jak idzie prowadzenie Klubokawiarni? Wydaje mi się, że odniosłaś niemały sukces – zagaił, gdy już znaleźli się na parkiecie. Patrick miał pewien problem z Norą. Fizycznie wyglądała dla niego niemal jak nastolatka, albo jak kobieta, która dopiero co przekroczyła dwudziesty rok życia. Była młoda, śliczna i pełna życia. Ale jednocześnie miała już całkiem dużą córkę a gdy się odzywała, czasem mówiła coś takiego, co mogłoby spokojnie przejść przez usta jego babci, ale jego babcia przekroczyła już dawno sześćdziesiąty rok życia. Tak jak przed kilkoma chwilami z tym: zresztą największą radość sprawia mi widok was wszystkich, razem, zadowolonych. Ciężko mu było nie dostrzegać tej dwoistej natury Nory. – Wydaje mi się, że widziałem cię dzisiaj na Lithcie. Byłaś z córką, stałyście przy jednym ze straganów?
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#63
28.01.2024, 17:28  ✶  

Niektórzy ludzie działali na nas onieśmielająco. Góra, która przyćmiewa cię swoim cieniem, chociaż wcale nie chowasz się w cieniu tego człowieka. Eryk, zdaniem Laurenta, należał do takich osób. Magnetycznie przyciągał, tworzył strefę komfortu i jednocześnie zajmował przestrzeń twojego wzroku. Tak, onieśmielał. Laurenta dość ciężko było onieśmielić per se, ale istniał taki rodzaj onieśmielenia, który pobudzał ciekawość i tylko sprawiał, że czułeś się mniejszym człowiekiem. Odnajdował to uczucie przyjemnym. Uczuciem, które porównane zostało do cienia, a zamieniało się w promienie słońca dotykające skóry, jeśli tylko dałeś mu na to szanse. W tym wyolbrzymianiu człowieka, idealizowania go po wszystkim, co przeczytało się w gazetach czy poznało spoglądając z boku, pomijało się trywialność ziemskich przywar. To, że właśnie powstrzymał grymas twarzy? To, że przed momentem padały słowa o tym, że blond do blondu ciągnie? Gdyby to usłyszał to odkryłby w przyszłości bardzo dużą ironię tego stwierdzenia i chyba przyszłoby mu tylko powiedzieć "no tak". Stwierdzenie faktu, bo tak oto na imprezie urodzinowej miałaby powstać jakaś dziwaczna reguła jego życia. Dziwaczna, bo chyba (gdyby przyszło mu wybierać) powiedziałby, że najbardziej podobają mu się bruneci...

- To musi być naprawdę wielka siła. - Powiedział pół żartem, lazur jego morskich oczu zabłysnął od odrobiny rozbawienia. Nie, zdecydowanie Eryk nie prezentował się jak ktoś, kto trzymał się tylko dzięki tej sile, ale wygląd potrafił strasznie mylić. W końcu Laurent też zadbał o to, żeby wyglądać jak najlepiej i niedoskonałość skryć pod zaklęciem. Eryk miał pod tym względem na podorędziu prawdziwą sztukmistrzynię. - Ta klątwa? Czy może ilość dusz, która została tam uwięziona? - I perły. Piękny naszyjnik z pereł, z którego to naszyjnika jedna miała zawisnąć na jego uchu. Chciał ten naszyjnik. Chciał jego piękna. Chciał puścić te perły u wybrzeży New Forest z myślą, że ich piękno jest blisko. Że jeszcze usłyszy ich śpiew, ich szept... byle nie tak bolesny jak na tamtym statku. Dziwactwo tego statku składało się na bardzo wiele elementów. Tkwiły tam w końcu też dusze, które nie chciały ich skrzywdzić. Chciały pomóc. Laurent trochę nerwowo zgiął palce prawej dłoni, gdzie na nadgarstku miał bliznę po tych wydarzeniach. Bliznę. Nie ranę, która powinna tam widnieć. Chyba traktował to z większą akceptacją przez to, że na początku tego miesiąca ktoś próbował go już zabić przez sen. I tak samo rany i blizny przeniosły się do rzeczywistości.

Tak, nieoczekiwane. Wręcz wprawiające go w zdziwienie, bo najpierw nie wiedział, do czego mężczyzna pije, a potem nie sądził, że w ogóle Eryk cokolwiek zauważył. W trzecim kroku trochę nie rozumiał tej reakcji tu i teraz. Przygryzienie wargi, powolny wydech. Jego głowa rodziła myśl: czy należał do ludzi, którzy nie lubili dziękować, być cokolwiek (komukolwiek!) winni, lecz COŚ powodowało, że nie mogliby też udawać, że nic się nie wydarzyło? Honor, na przykład. Duma? A może powód był o wiele bardziej przyziemny, jak to wcześniej zostało ujęte - trywialny! Tylko jakoś tej trywialności nie chciało się dolepiać do imienia Erika.

- Stratą dla nas wszystkich byłoby, gdyby tak przystojne lico ozdabiał ból i znużenie. - Uśmiechnął się ciepło, odpowiadając na grymas twarzy rozmówcy. - Czy człowiek może żałować tego, że pomógł drugiemu człowiekowi? Na pewno. Wolę jednak sądzić, że czegoś takiego nie da się żałować. - Marzycielstwo, idealizm, realizm. Laurent oglądał się w każdą z tych trzech stron. Marzył o jednym, idealizował to, a potem obracał w stronę realności świata. Konfrontacja zazwyczaj nie była przyjemna. - Pierwszy raz w życiu zresztą spadł mi prawdziwy bohater z nieba, możliwość podania mu pomocnej dłoni była dla mnie zaszczytem. - Ubrał to w żartobliwy ton, parafrazując jakże banalny (banalnie-słodki) tekst na podryw, uśmiechając się szerzej.

- Chyba każdemu należy się kropla znieczulenia po tym dniu. - Przyznał, spoglądając też na trunki i sięgnął po jednego drinka.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Alchemiczny Kot
I cannot reach you
I'm on the other side
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Avelina mierzy 157 centymetrów wzrostu i waży około 43 kilogramów. Nie jest blada, wręcz zawsze opala się na brązowo. Ma ciepłe brązowe oczy, które podejrzliwie patrzą na obcych i radośnie na przyjaciół. Usta ma pełne i czasami pomalowane czerwoną szminką, gdy się uśmiecha pokazuje przy tym zęby nie mając nad tym kontroli. Włosy ma brązowe i zwykle proste. Czasami jak nie zadba o nie to puszą się jej od wilgoci. Ubiera się w szerokie, kolorowe spodnie i luźne bluzy. Czasami narzuci na siebie szatę. Na pierwszy rzut oka Avelina sprawia wrażenie osoby spokojnej i cichej. Wokół niej zawsze unosi się zapach palonego drewna, pod którymi tworzy swoje mikstury oraz suszonej nad kominkiem lawendy. Nie jest to zapach szczególnie mocny, ale wyczuwalny. Dopiero przy bliższym poznaniu można stwierdzić, że jest też wesoła i czasami zabawna. Jest osobą dosyć sprzeczną, ponieważ walczą w niej dwie osoby październikowy Skorpion i numerologiczny Filozof.

Avelina Paxton
#64
29.01.2024, 20:52  ✶  

Lubiła stapiać się ze ścianami, chciałaby mieć zdolności kameleona, aby móc zmieniać swoje barwy dowoli, ale zamiast tego zmieniała się dosłownie w kota. Dzisiaj jednak odpuściła sobie uciekanie, aż w tak drastyczny sposób. Nie chciała nikomu sprawić przykrości, więc po prostu starała się nie zasnąć, starała się uśmiechać i nie ruszać już alkoholu, bo miała już drobną bombkę po tych dwóch szklankach whiskey, które wypiła. Nie uczestniczyła w rozmowach po tym jak Nora wprowadziła na salę jedzenie, starała się tak lawirować między innymi, aby nie musieć męczyć się rozmową. Jej głowa wbrew pozorom biegała do wspomnień z sabatu i tego, co powiedział Augustus, a nie tego, co działo się na statku, nad nim będzie myśleć jutro. Teraz musiała przeanalizować relacje z Rookwoodem.

W końcu podeszła do niej Brenna, więc obdarzyła ją delikatnym uśmiechem. Sama w dłoni trzymała szklankę z sokiem, aby chociaż udawać, że cokolwiek robi. Bawić – bawiła się dobrze – chociaż na pewno lepiej by było, gdyby nie była na statku, gdyby Augustus nie zrobił jej wyrzutów, o to, że ma własną wolę i robi co jej się żywnie podoba, gdyby Augustus nie zaproponował jej przy jego żonie romansu. Byłoby tak pięknie, gdyby ten dzień nie był taki intensywny.

– W sumie to tak – odparła dziewczynie na oba pytania. Potrzebowała rozmowy z kimś kto nie będzie jej głaskał, kto powie jej co myśli, twardo, kto powie jej własne myśli na głos, a miała wrażenie, że Brenna była właśnie taką osobą. Gdy Thomas odezwał się do nich uśmiechnęła się do niego i podziękowała mu za propozycję. Mieszkała w końcu niedaleko i w dodatku naprawdę potrzebowała spaceru.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#65
29.01.2024, 22:21  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.01.2024, 22:21 przez Brenna Longbottom.)  
Brenna stapiać się ze ścianami nie próbowała, ot robiła wszystko, by zachować się normalnie - ale nie byłaby sobą, gdyby nie zaczepiła Aveliny, gdy ta oparła się w milczeniu o jedną ze ścian. Zwłaszcza w świetle tego, co ta wcześniej wspomniała o statku. Normalnie zapewne wyciągnęłaby kogoś na parkiet, a potem zostałaby dłużej, mimo zmęczenia, by pomóc sprzątać, ale... dziś zdawało się jej, że lepiej i aby była przy Avelinie, i by pozwolić Erikowi wyjść jako jeden z ostatnich. On i Nora mogli mieć trochę do omówienia po dzisiejszej przygodzie (także z Elliottem, z czego jednak nie zdawała sobie sprawy).
- A ja potem teleportuję się bez problemu do Doliny, nie piłam, nie chcemy cię porywać, gdy Nora pewnie będzie potrzebowała tu pomocy - powiedziała do Thomasa, który usłyszał część ich wymiany zdań. Paxton nie mieszkała daleko, a Brennie zależało na tym, aby miały szansę chwilę porozmawiać. Posłała mu jednak uśmiech, wdzięczna, że w ogóle o tym pomyślał, bo gdyby obie piły, byłoby to na pewno bardzo przydatne. - Poczekajmy, aż Norka skończy tańczyć - zaproponowała jeszcze Avelinie, bo o ile z wielkich przyjęć mogła wymykać się po angielsku, tak na pewno nie wypadało zrobić tego tutaj.
I jak powiedziała, tak zrobiła - poczekała na moment, w którym Nora i Patrick zejdą z parkietu, aby uściskać solenizantkę, zapewnić, że jedzenie było pyszne i zabawa przednia, bratu szepnęła, że odprowadzi Avelinę, a jakiś czas później obie kobiety pożegnały się z każdym i wyszły z klubokawiarni w letnią noc.
Avelina i Brenna

Postacie opuszczają sesję


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#66
03.02.2024, 03:11  ✶  
— Może lubię robić Matce na złość? — sarknął, kręcąc powoli głową. — Gdyby nagle zabrakło tego jednego promyczka w formie ''mnie'', świat mógłby stać się nieco uboższy. A na to nie mógłbym pozwolić. To stąd ta siła woli.

Wzruszył lekko ramionami na pytanie chłopaka. Jedno? Drugie? Oba? Wszystkie te elementy składały się na szaleństwo, jakiego doświadczyli w trzewiach tej nawiedzonej łajby. Same historie pasażerów sprawiały, że włos się jeżył na głowie. Gdyby to była zwykła katastrofa statku, Erik i tak by ją przeżył. Tutaj jednak dochodziły do głosu także inne aspekty tego koszmaru. Czy jedna perła to wszystko rekompensowała? Nie, a znając życie, szanse na to, że miała być pamiątką po tej przygodzie, były równie wysokie, jak to, że sprowadzi na nich kolejne kłopoty. I tak to się żyje w tej Anglii.

— Cóż, jak to mówią, swój swojego zawsze pozna — przyznał ugodowo z zawadiackim uśmieszkiem na ustach, który zaraz ukrył za grzecznym skinieniem głowy. Zamyślił się na chwilę; słowa Laurenta sprawiły, że jego szare komórki wzięły się do roboty. — Sporo zależy od moralności człowieka. W tak intensywnych chwilach to instynkt przejmuje kontrolę, nasze najbardziej pierwotne refleksy. — Gdyby był samolubnym człowiekiem, który troszczył się tylko o własny tyłek, być może nie miałby najmniejszego problemu, aby zostawić Erika w tyle. Łatwo byłoby zrzucić tę odpowiedzialność na innych uczestników wyprawy. — Cieszę się, że stoisz po właściwej stronie.

Ten dzień był pełen niespodzianek, jednak te zdawały się tylko mnożyć, zamiast tracić na liczebności. Z początku myślał, że siostra chce zaciągnąć jego towarzysza na parkiet, jednak szybko został wyprowadzony z błędu, gdy pociągnęła go za rękaw, aby zaraz przedstawić mu całą sytuację. Jednym zdaniem i ograniczając się do najprostszych ogólników. W głowie momentalnie zapaliła mu się ostrzegawcza lampka, ale jedyne, na co było go stać do wymruczenie cichego ''mhmm''. Zerknął kontrolnie w stronę Aveline, która czekała pod drzwiami.

Coś musiało nie grać. Będzie musiał zagaić o to Brennę, gdy już wróci do posiadłości. Albo nad ranem, dodał w myślach. Sytuacja musiała być poważna, skoro młodsza Longbottom postanowiła zostawić go tutaj samego. No dobra, nie do końca ''samego''. W gruncie rzeczy był wśród swoich, ale nie był pod opieką młodszej siostry. To zazwyczaj nie wróżyło niczego dobrego. Zwłaszcza na hucznych imprezach, kiedy alkohol lał się strumieniami, a Erik dawał się porwać przyjemnej atmosferze.

— Ona zawsze gdzieś lata — wymamrotał pod nosem, wracając wzrokiem do swego rozmówcy. Rozchylił usta w pogodnym uśmiechu, stukając swoim szkłem o napitek Laurenta. — No to zdrowie!

Upił sporą część drinka, czując, jak przyjemne ciepło rozchodzi się po jego ciele. Najpierw zatańczyło na języku, po czym przelało się przez gardło, aby powędrować w głąb jego organizmu. Erik dotknął rozgrzanego policzka wierzchem dłoni. Zaczynało mu szumieć w głowie, jednak przyniosło to swego rodzaju ulgę. Ciężar i presja kończącego się dnia stawała się coraz bardziej nieuchwytna, nie pozwalając mu tym samym drążyć tematu ''Perły Morza'', odniesionych obrażeń czy przedziwnych wizji, jakich doznał na pokładzie statku.


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#67
08.02.2024, 14:30  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.02.2024, 14:31 przez Nora Figg.)  

Z początku w ogóle nie poczuła tego zimna, kiedy jednak Patrick zwrócił na to jej uwagę zaczęła faktycznie dostrzegać, że ma bardzo chłodne dłonie. Musiało mieć to związek z tym, co działo się podczas Beltane, czytała w którejś z gazet jakis artykuł na ten temat. Nie przeszkadzało jej to jednak zupełnie, było jej tak ciepło z powodu wszystkich emocji związanych z tym skromnym przyjęciem, że wręcz przeciwnie, nawet potrzebowała tego chłodu.

- Nie musisz, jest w porządku. - Dodała z uśmiechem, zupełnie szczerze, bo naprawdę jej ta drobnostka nie przeszkadzała.

- Cóż, jesteś tu ze mną, więc na pewno sobie poradzimy. - Ufała Patrickowi i jego umiejętnością, nie tylko tym związanymi z tańcem, w końcu prowadził ich również ku walce ze złem, taniec nie powinien być przy tym żadną przeszkodą, a na pewno nie taką, której nie udałoby im się wspólnie pokonać.

Dała się prowadzić, bo sama nie miała ku temu praktycznie żadnych umiejętności, wystarczyło, żeby za nim nadążała, a nie powinno się im przydarzyć tutaj nic nieprzewidywanego. - Chyba tak, właściwie to się tego nie spodziewałam, chociaż może trochę. - Widać było, że wcale nie łatwo jej jest o tym mówić, bo jej skromność na to nie pozwalała. Nie mogła jednak zaprzeczać, bo fakty mówiły same za siebie. Osiągnęła sukces, po tych latach wyrzeczeń.

Faktycznie dusza Nory nie do końca pasowała do jej fizyczności, które mogło kojarzyć się raczej z nastolatką, ciężko ją było brać na poważnie, chociaż można było się do tego przyzwyczaić, na pewno z czasem. - Tak, zabrałam Mabel ze sobą, nie chciałam zabierać jej tej przyjemności, chociaż po ostatnim sabacie nieco się wahałam. Nie jest bezpiecznie, ale ileż można ukrywać się po kątach. - Musieli próbować żyć normalnie, przecież nie mogli ciągle oglądać się za swoje ramiona w oczekiwaniu, że ktoś ich zaatakuje. Muzyka nie przestawała grać, kiedy trwający utwór dobiegł do końca Norka odsunęła się od Patricka i skłoniła, aby podziękować za ten taniec.

Goście powoli wychodzili i zmierzali do swoich domów. Figg żegnała każdego po kolei, wpychając im na wynos przy okazji torby ciastek, nie wypuściłaby nikogo z pustymi rękoma.


Odkryj wiadomość pozafabularną
Ostatnia kolejka, do 15.02, wtedy zamknę całość, dziękuję za czas i chęci Serduszko
Good Boy
I've got a twisted way of making it all seem fine
wiek
30
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Wysoki na metr i dziewięćdziesiąt centymetrów co do milimetra - no więc wysoki, ale za to z drobną budową ciała. Czarne, kręcone włosy i ciemne oczy. Twarz pokryta kilkudniowym zarostem zdradza, że niezbyt dba o siebie.

Thomas Figg
#68
09.02.2024, 01:58  ✶  
Pożegnał się z Brenną i Aveliną po słowach tej pierwszej, że zajmą się same swoim powrotem. Nie zamierzał się więc narzucać, były dorosłe i wiedziały co robiły - dlatego tylko im życzył spokojnej nocy nim wyszły.
Patrzył jak goście wychodzą wraz z wiktem wpychanym im przez siostrę. Niedługo zostaną tu sami z Norą zapewne, trudno, żeby było inaczej skoro też tutaj mieszkał. Po każdej imprezie przecież trzeba posprzątać. Ale nie miał nic przeciwko, wręcz przeciwnie lubił nawet ten moment, kiedy wszyscy goście już dawno opuścili progi i jedyne co zostało to echo rozmów, plątanina zapachów i bałagan. Czuł swego rodzaju satysfakcję, że może być w tym momencie i poświęcić się temu, aby przywrócić ład i poukładać wszystko na swoje miejsce. I niby można było do tego użyć kilku machnięć różdżką ,ale wolał wszystko robić własnymi rękami.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#69
09.02.2024, 10:16  ✶  

Uśmiechnął cię szerzej na słowa Erika, bo chociaż nie wątpił w to, że świat ucierpiałby na stracie kogoś takiego jak on (i nie musiał go przy tym znać, wystarczyło, że był bratem Brenny i ona by cierpiała, że cierpieliby jego bliscy i rodzina) to zostało to powiedziane w takim lekkim i wesołym tonie, że nie potrafił poczuć przyjemnego ciepła, które rozświetlało wnętrze. Te światło aż chciało się przekazać dalej, pozwolić mu wydostać się na zewnątrz i wykorzystać je do czegoś dobrego. Forma, w jakiej mężczyzna powiedział te słowa mogła być uznana za bardzo wysokie mniemanie o sobie (co brzmiałoby negatywnie), za żart, albo za znajomość własnej wartości. Pewnie znalazłoby się jeszcze kilka punktów i chociaż Laurent chętnie by to przeanalizował w odniesieniu do tego, co widział i słyszał do tej pory, to w tym momencie jego głowa była na to za ciężka, a on sam za bardzo zmęczony, żeby układać puzzle, jakimi był Erik Longbottom. Na pewno jednak odtrącił negatyw. Może to tylko ślepy strzał, ale jakoś nie czuł w tych słowach przerostu ego. Chciałby wręcz samemu móc wypowiedzieć takie słowa bez konieczności odgrywania aktu doskonałego życia, z tą naturalną pewnością siebie. To nie była zazdrość, to była mała szczypta podziwu i uznania dla tego, co sobą zaprezentował ten człowiek.

Ciekaw był, co Erik zobaczył na tym okręcie, ale jakoś wolał nie ciągnąć tematu po tym wzruszeniu ramion, dlatego pozostał przy obserwacji. To były urodziny, nawet nie wypadało mówić o śmierci i trudnych przeżyciach, o duszach szarpiących się i zakotwiczonych na okręcie. Lepiej było się zakotwiczyć w czymś przyjemniejszym, albo po prostu bardziej neutralnym. W zasadzie nie był też pewien czy dobrze zrobił zadając takie pytanie, dość filozoficzne, odwołujące się do ludzkiej natury, która była zdradliwa. Bardzo zdradliwa. Dlatego po człowieku rzadko kiedy można było się spodziewać, co zrobi. Szczególnie, kiedy był obcy. Szczególnie, kiedy świat się walił i groziło ci utonięcie. Zamiast tego więc przyszło zdanie, na które Laurent cicho prychnął z rozbawieniem i aż przysłonił usta dłonią, odsuwając na moment od siebie drinka.

- To prawda. - Skinął głową. Był skłonny pociągnąć temat. Rozważania nad ludzką naturą, nawet jeśli dość proste, zawsze dostawały od niego znaczek na "tak". Obojętnie, czy zdanie rozmówcy się pokrywało z jego, czy też nie. Myślał, że Brenna wędruje ku nim, żeby do nich dołączyć, żeby porozmawiać o czymś, ale jednak nie. Z jakiegoś powodu pomyślał, czy Brenna i Avelina nie pakują się w jakieś kłopoty. Na moment się spiął, kiedy kobieta poszła w stronę drzwi po szepnięciu czegoś na ucho Erika - to dopiero brzmiało jak "idę coś narozrabiać" i sam spojrzał w stronę Aveliny. Coś się działo? Coś się stało? Avelina wyglądała, jakby czuła się w miarę dobrze, ale z drugiej strony ona też była na statku. Może to zbytnie przewrażliwienie i kobiety po prostu chciały odpocząć? Ostatnio spotykał Brennę tylko w czasie kłopotów. Łatwo było stać się nadwrażliwym.

- Oj tak. - Stuknął się z Erikiem i umoczył usta w drinku. - Ostatnio spotykam Brennę tylko w kłopotach. Łatwo sobie wyobrazić, że idzie właśnie z Aveliną szukać kolejnych. - Tak pół żartem, pół serio. - Wszystko w porządku? - Zapytał, kiedy Erik dotknął rozpalonego policzka. Może gorzej się poczuł, a może za dużo wypił. A może przypominały mu się jakieś amory, kiedy spoglądał na pewnego Malfoya? Nawet jeśli Laurent o tym nie pomyślał i nawet nie wpadł na coś takiego.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#70
10.02.2024, 02:21  ✶  
— Miło, że się rozumiemy.

Uniósł żartobliwie brwi. W normalnych warunkach traktował takie rozmowy jak wyzwanie, pozwalające lepiej poznać rozmówcę. Na głębokie poznanie morałów i poglądów Laurenta była jednak zdecydowanie lepsza pora niż środek urodziny Nory, gdy to praktycznie wszyscy byli zmęczeni i dalej przeżywali wydarzenia minionego dnia.

— Tak? No tak, oczywiście! Wszystko gra i buczy. — Nie do końca rozumiał, co też zwróciło uwagę Laurenta, że zadał takowe pytanie. Zaczął słyszeć przyjemne szumienie, przypominające mu fale obmywające piaszczysty brzeg plaży w środku lata. W jego oczach zabłyszczały iskierki błogości. — O nie, chyba alkohol zaczyn działać, a leki przestają. — Uśmiechnął się, jakby dopiero teraz zdał sobie sprawę, że mieszanie mikstur wiggenowych z autorskimi drinkami Nory mogło nie być najlepszym pomysłem. — Och, to się źle skończy. Jak Brenny ledwo wyszła, a ja się zaczynam kiwać...

Obym tylko nie zaliczył powtórki z rozrywki, pomyślał przelotnie, starając się skupić przede wszystkim na tym, aby powstrzymać natłok myśli, próbujących się wedrzeć na jego język. Czasem lepiej było powściągnąć jadaczkę i dwa razy pomyśleć za nim się cokolwiek powiedziało, nawet jeśli nie miało się złych intencji. Alkohol, przyjazne usposobienie i dobre towarzystwo mogło przynieść beztroskę, ale...

Nagle z odmętów przeszłości do Erika zaczęło nawoływać dawne wspomnienie. Zabawa pośród młodych, pot lejący mu się po plecach, odgłosy czegoś musującego, może jakichś pastylek witaminowych z Apteki? Mówił ci ktoś kiedyś, że jesteś bardzo fotograficzny? Masz świetny... Profil. Mężczyzna wyprostował się momentalnie, obracając w dłoniach naczynie z wybranym wcześniej drinkiem.

Te dwa zdania rozgościły się w jego umyśle wraz z losowym zbiorem obrazów, których nie potrafił w żaden sposób dopasować do żadnego konkretnego zdarzenia, czy osoby. Czyżby alkohol wydobył na wierzch wspomnienie dawnej imprezy? Och, nie. To lepiej było zostawić w spokoju. To nie był dobry moment na wspominki. Odsunął mętną wizję na bok, pozwalając, aby ta zniknęła na wieki wieków pośród szumu fal w jego głowie.

— Może usiądziemy? — rzucił z nadzieją, przesuwając się w stronę jednego ze stolików. — Chyba muszę chwilę odsapnąć, jeśli mam dziś wrócić do Doliny. A jak jeszcze trochę wypije, to po tym dniu nawet powrót Błędnym Rycerzem może być ryzykowny.

Jakimś cudem udało mu się zachować resztki poczucia odpowiedzialności. Nie wlał w siebie następnej kolejki, ani też nie podążył na parkiet, aby spróbować odbić Patrickowi Norze w tańcu. Ba, nawet czekał cierpliwie, aż Elliot znajdzie czas i do niego podejdzie. Oczywiście, mógł go uprzedzić, ale nie chciał być natarczywy... Poza tym nawet nie wiedział, od czego winien był zacząć rozmowę. Tyle się wydarzyło, mieli tyle do omówienia, że niezobowiązująca rozmowa wydawała się, jak ucieczka od problemów wiszących nad ich głowami. Problemów, które sam sprowadził na Malfoya i Figg, gdy przyjął od nich wianek na Beltane.

— Więc... To twój pierwszy raz tutaj, czy wpadałeś wcześniej do Nory? — zagaił, pozwalając, aby impreza toczyła się dalej bez ich bezpośredniego udziału.

Wraz z kolejnymi wymienianymi między mężczyznami historiami, sala pustoszała, informując ich, że część gości zdecydowanie nie zamierzała (lub nie mogła) balować do rana. Erik został nieco dłużej od innych, poniekąd zmuszając Laurenta do tego, aby dotrzymał mu towarzystwa. Miał wrażenie, że gdyby nagle został sam na kilka minut, to położyłby się na podłodze i zasnął. A Nora zdecydowanie nie chciała mieć na porannej zmianie połamanego po walkach na ''Perle Morza'' Longbottoma, który na dodatek wymieszał eliksiry lecznice z alkoholem. Gdy nadszedł czas, Longbottom opuścił lokal, żegnając się z Norą i Thomasem i udając się do najbliższej uliczki, co by wezwać swój transport do domu. Może przeżyje podróż Błędnym do Doliny Godryka w jednym kawałku.

Erik Longbottom & Laurent Prewett
Postacie opuszczają sesję


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Avelina Paxton (2545), Brenna Longbottom (2520), Elliott Malfoy (750), Erik Longbottom (4079), Lady II (1172), Laurent Prewett (3923), Nora Figg (4710), Otto Abbott (1659), Pan Losu (7), Patrick Steward (3209), Thomas Figg (1498)


Strony (8): « Wstecz 1 … 4 5 6 7 8 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa