Cryk Bellów, wóz Jaśniepana Zarządcy i jego Żony
10 lipca 1972 roku
10 lipca 1972 roku
Nie było go dzisiaj w Fantasmagorii. To nie było nic, co szczególnie dziwiło - był środek tygodnia, a on lubił zawieruszyć się gdzieś na długo, to w okolicznym lesie, kiedy jeszcze jeździli po wioskach, to pomiędzy budynkami Charing Cross Street, kiedy przyjechali do Londynu. Albo do kogoś poszedł, albo leżał na dachu którejś z kamienic i palił papierosy. Norma. Ważne było, że zawsze wróci. Obiecał to głośno i wyraźnie - to będzie jego miejsce, był w tym szczery i znów nie zawiódł - co prawda zaskoczył go zmierzch, a on nie dał znać Alexandrowi jak piekielnie późno raczy pojawić się w ich sypialni, bo tego wszystkiego nie przewidział, ale... Jeszcze nie nastała godzina, przy której człowiek zaczynał się martwić, więc starszy Bell żył normalnie - poszedł się umyć, zamierzał położyć się spać, ale kiedy wracał do swojego wozu, mógł spostrzec, że świeci się w nim jedna z lamp. Czyli Flynn bezpiecznie wrócił.
I nagle jakiś taki niepokój rozszedł mu się po ciele, jakby zło wisiało w powietrzu... To dobrze, że wrócił, więc... dlaczego poczuł takie dziwne napięcie przed naciśnięciem klamki? Istniało kilka potencjalnych odpowiedzi na to pytanie. Pierwsza, która narzucała się na myśl zależała od tego, na co Alexander wpierw zwrócił uwagę.
Jeżeli na zmiany w pomieszczeniu... to nie mógł nie zauważyć wielkiego lustra opartego o półkę na książki. Wątpliwe było, żeby Flynn je sobie tutaj przyniósł - gdyby po prostu chciał się przejrzeć, to poszedłby do wozów którejś z dziewczyn, a nie targał je aż tutaj. Na stałe nie było im potrzebne, więc je pewnie na chwilę wykształtował, żeby się w nim przejrzeć. I to była zupełna nowość, bo on się nie czesał od co najmniej czterech lat. Tak, dawał obcinać sobie włosy i tak - rozczesywał je palcami podczas mycia, ale generalnie dawał im żyć własnym życiem. Codziennie ubierał się tak samo i teraz co - robił tutaj jakąś rewię mody? Bo obok lustra stała torba, z której wystawało więcej ubrań.
Jeżeli na jego twarz i włosy... to nie mogło mu umknąć, że nie zaczesał ich do tyłu, ani nie związał gumką. Urosły mu już sporo, pewnie zaraz będzie biegał za kimś, żeby mu pomógł je skrócić, ale teraz... teraz opuścił je swobodnie na ramiona, ewidentnie poprawił ich ułożenie palcami lub czarem, tak żeby tym razem nie wchodziły mu do oczu. Postarał się coś z tym swoim wyglądem zrobić, ale wpatrując się w swoje odbicie, sprawiał wrażenie piekielnie smutnego. Jakby coś w nim umarło. Te resztki nadziei tlące się zwykle pod przymkniętymi powiekami dzisiaj zniknęły.
Jeżeli na jego ubiór... i to on pewnie krzyczał najgłośniej, Alexander od razu doszedł do sedna tejże tajemniczej sprawy - do czarnej, damskiej bluzki z mocnym dekoltem i przewiewnej, ociupinę za króciutkiej, czarnej spódnicy w dziwaczny, kwiecisty wzorek, jakie Flynn miał na sobie.
Przyniósł te ubrania od znajomych, bo wiedział dobrze, że spodobają się ich siostrze, ale kiedy je wyciągnął momentalnie skojarzyły mu się z Fontaine i... nie był do końca pewny kiedy to się zaczęło. Kiedy chciał spojrzeć na siebie w tym stroju, obrócić się bokiem do tafli lustra, schylić przed nim, wykonać jakąś pozę? To się po prostu stało. I wyglądał absurdalnie. Powiedziałby nawet, że obrzydliwie. Nie miał wstydu nie od wczoraj, nie był dobry w przestrzeganie zasad społecznych - wyszedłby tak na miasto i śmiał się z każdego, kogo by ten widok zgorszył. Nie pomogło mu to jednak w przezwyciężeniu tych idiotycznych myśli, które go czasem nawiedzały - o porzuceniu, o byciu kimś niewystarczającym. I ta brzydota objawiająca się w tym momencie w kompletnie męskiej budowie ciała, w wyrzeźbionej muskulaturze, w twarzy, jakiej nikt by nie pomylił z kobiecą choćby i mu za to zapłacili pieniądze... Kurwa, ale on się robił żałosny.
- Chcesz... - zaczął, przerywając cokolwiek co jego brat miał mu do powiedzenia - iść ze mną potańczyć? - Dokończył to jakoś ciszej, niepewnie. Sam dopiero na to wpadł.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.