• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 7 8 9 10 11 Dalej »
[12.06.1972r.] 3... 2... 1... Wydech...

[12.06.1972r.] 3... 2... 1... Wydech...
Kolorowy ptak
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Neil Enfer
#11
22.01.2024, 19:35  ✶  
Słuchał go i się z nim nie zgadzał. Mężczyzna zdecydowanie siebie nie doceniał
-Wiesz nie chodzi tu zawsze o wielkie rzeczy, ale o te małe też.-zaczął ostrożnie.-Nie musisz walczyć nie wiadomo z kim i wygrać, czasami uratowanie kogoś w barze wystarczy, albo komplement, pomóc w przejściu przez ulicę, danie nadziei, że nie wszyscy są tacy źli i okrutni.-chciał, żeby uwierzył w to, że robi jakąś różnicę w świecie. Pomimo niepowodzeń dalej walczy o to co słuszne, dzięki temu inni też się nie poddają.
Spojrzał na niego bystrzej, wyraźnie zaniepokojony kiedy ten się załamał. Chciał pomóc, ale wiedział, że na ten rodzaj bólu nie było lekarstwa, a załagodzenie go opiera się na upływie czasu. Cierpiał razem z nim, chociaż tego rodzaju ból był mu jeszcze obcy.
Zsunął się z łóżka, uklęknął przy jego nogach, obejmując jego twarz w ciepłe dłonie. Pogładził kciukami policzki Morpheusa, ocierając wilgoć łez z opalonej skóry.
-Jestem tu i wiem, że boli. Pozwól sobie płakać, za niektórych warto wylewać wszelkie łzy, szczególnie za tych, których kochałeś.-mówił spokojnie, patrząc w jego zaczerwienione oczy. Był tu dla niego, nieoczekiwanie przyjemne spotkanie zmieniło się w przelewanie z żalów, ale dzielenie się smutkami sprawia, że te stają się trochę bardziej znośne.
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#12
29.01.2024, 13:35  ✶  

Parsknął śmiechem przeszytym do cna smutkiem, na przypomnienie ich pierwszego spotkania, z którego nie wiadomo czy Neil wyszedłby żywym, gdyby Morpheus nie był chociaż trochę odważny, tak jakby jego życie polegało na udowodnieniu Godrykowi, że mógłby być w Gryffindorze, jak całe jego rodzeństwo, ale Krukoństwo stanowiło jego wybór w opozycji do dziedzicznego przynależenia do odważnych lwów. Mógłby być okrutny, świat dał mu wszelkie narzędzia do tego, aby żyć niczym wywyższony bóg z alabastru, spoglądający z pogardą na ofiarowaną krew, łzy i modły, zimny i niedostępny, niczym Apollo, karzący śmiertelnika za piękniejszą pieśń, niż jego własna, oskórowaniem żywcem. Nadal patrząc na swoją różdżkę, na swoje pochodzenie i swoją przyszłość widział wszystko, momenty gdy mógł wkroczyć w mrok. Nadal je widział.

Położył swoją lodowatą dłoń na ręce czarodzieja, nie odsuwając jej, nie rezygnując z tej odrobiny fizyczności, ulgi kontaktu z drugą osobą w tak bezpośredni sposób. Właśnie dlatego nie był zły, dlatego nie przekroczył granicy, dlaczego nigdy by nie został Śmierciożercą. W każdym widział człowieka, widział ten blask życia i przyszłości. Efekt motyla samego faktu istnienia. Teraz zapach mięty przeplatał się z wonią skóry i ciała, herbaty, mleka i wina, z zapachami lata, które wpływały przez poruszaną wiatrem firankę w otwartym oknie.

Nie uwierzył mu. I nie zapłakał rzeczywiście, chowając ekspresję emocji znów w głąb siebie, rozjaśniając spojrzenie do ciepła, które zwykle z nich promieniało, nawet jeśli jego oczy naznaczały ciężkie cienie. Jak ktoś, kto został pocałowany przez słońce, mógłby być zły? Rzecz w tym, że mógł, bardzo. Każdego dnia jednak wybierał, aby nie być.

Przyłożył swoje czoło do czoła młodszego mężczyzny, nawet jeśli nie powinien. Zawsze zakładał, że ta otwartość fizyczna wywodziła się z tego, że był Francuzem; nie miało to znaczenia dla Morpheusa, nie w tej chwili.

— Przepraszam, Neil. Trzymam ból tak blisko siebie, że mam wrażenie, że to wszystko, z czego jestem zrobiony. Zapytaj mnie o morze.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Kolorowy ptak
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Neil Enfer
#13
29.01.2024, 17:33  ✶  
Wierzył w to co mówił i nie miał zamiaru cofać swoich słów. Starszy czarodziej robił zdecydowanie więcej dobrego dla świata niż ok. A skoro wrócił z wyjazdu, to będą się spotykać częściej i za każdym razem będzie mógł mu to powtarzać.
Postanowił wytrzymać cierpienie, znów biorąc wszystko na swoje barki choć nie musiał. Zmiana nie przyjdzie z dnia na dzień, ale może kiedyś uda mu się przekonać do otworzenia się. Mieli czas, bez pośpiechu. Póki co będą korzystać z teraźniejszości i tego jak radzą sobie na ten moment, w końcu prace nad zmianą już się rozpoczęły, teraz czekać na efekty które przyjdą, wierzył w to.
Z przymkniętymi oczyma odetchnął cicho i drżąco czując taką bliskość. Jeszcze czulej pogładził jego policzki, przelewając w ten gest całą miłość, jaką mógł mu zaoferować, bo uczucie to od dawna w nim żyło rodząc się na nowo gdy tylko widział mężczyznę przed sobą. Bijące dla mężczyzny serce czekało cierpliwie na zwrócenie na nie uwagi, na dostrzeżenie i odpowiedź.
-Nie masz za co przepraszać.-Klęcząc u jego stóp odpowiedział łagodnie, szeptem, który miał pozostać tylko między nimi.-Morpheus... opowiedz mi wszystko o morzu. Chcę wiedzieć co cię dręczy, proszę...-ciepło jego skóry pod palcami sprawiało, że czuł, jakby się roztapiał. Chciał otulić go ramionami, dać ukojenie w każdy możliwy sposób niezależnie od konsekwencji. W tej chwili nie należał do siebie, a do niego, był gotów mu służyć ciałem i psychiką które przywiązały się do niego sam nie do końca wiedział kiedy i dlaczego, ale nie chciał tego negować.
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#14
30.01.2024, 13:00  ✶  

Czarodziej lubił patrzeć w oczy innych. Teraz też spoglądał w oczy Neila z zaufaniem rannej łani. Czerwone obwódki tylko podkreślały czarną obcość, jaka w nich zamieszkała od ich ostatniego spotkania, tak dawno temu, wieki temu, oceany, przed wyjazdem, wobec którego Morpheus był tak podekscytowany. Tamtego wieczoru z nutą szaleństwa recytował hymn orficki do Apollo, siedząc na parapecie, wpuszczając zimno do mieszkania przez otwarte okno i dręcząc sąsiadów dymem papierosowym i swoim pompatycznym tonem.

— Morze Egejskie jest piękne, ale brutalne. I rzeczywiście, tak jak opowiada Homer, ma kolor głębokiego wina, nie jest niebieskie, nie tak, jak my opisujemy ten kolor. Kiedy płynąłem z Aten na Rodos, pierwszą rzeczą, jaką nam powiedziano, to wbrew powszechnej opinii... Nie wolno odwracać wzroku od tonącego, nie odwracasz się, aby rzucić mu koło ratunkowe. Wiesz dlaczego? — zapytał, ale było to pytanie retoryczne, dla złapania łamanego jeszcze rozpaczą oddechu. — Bo jeśli odwrócisz się, chociaż na sekundę, możesz już nigdy nie znaleźć tej osoby w ogromie wody i w falach. Nawet jeśli koło ratunkowe jest za tobą, nawet jeśli to oznacza, że będziesz patrzeć, jak ktoś umiera. Nie biegniesz w stronę pomocy. Wskazujesz palcem w to miejsce, gdzie jest tonący i krzyczysz z całych sił w płucach.  Nie możesz odwrócić wzroku, bez względu na wszystko. Patrzysz i liczysz, że pomoc nadejdzie szybciej, niż Posejdon pojmie ciało jako ofiarę za bezpieczną podróż. 

Jak bardzo to przypominało życie wieszcza. Wskazywało się palcem na miejsce, w którym coś miało się stać, na osobę, na wydarzenie i patrzyło szklanymi oczami na to, jak rozwija się nić Mojry i modli, aby nie był to nagły koniec kłębka. Zaczął szeptać rymowanym słowem:


Mów, czemu płaczesz? Czemuś zawsze wzdychający,
Gdy usłyszysz o Grekach lub Ilionu losach?
Nie poradzisz — zginęli! Wyrok ten w niebiosach
Padł na nich, aby w pieśniach pokoleń ożyli.
Czy i tobie tam kogo z twych bliższych zabili
Pod Troją? Teść twój może lub zięć dali głowy,
Ludzie zacni, a z takich, co po krwi rodowej
Najdrożsi nam bywają?*


Westchnął ciężko.

— Czytałem Odyseję nad morzem, siedząc na piasku, czując, jak wiatr targa moimi szatami, ten sam który nie pozwolił Odyseuszowi wrócić do Penelopy, pozwalając temu okrutnemu morzu obmywać moje nogi i nigdy nie przeczuwałem, że może mi przyjść w udziale klątwa rodu Atrydów.

Papieros między palcami Morpheusa nadal się palił, jak zapomniana ofiara na ołtarzu Nie chciał odrywać się z dotyku Neila, aby ponownie się zaciągnąć.



*Homer, Odyseja, Pieśń Ósma


And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Kolorowy ptak
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Neil Enfer
#15
30.01.2024, 14:51  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.01.2024, 14:59 przez Neil Enfer.)  
Ciemne oczy mężczyzny całkowicie go pochłaniały w swoim oceanie ukrywanego smutku, tak samo jak jego opowieść, któa jak zawsze nie była zwykłą opowieścią. Zasłuchał się w historii o śmierci i tym jak bezsilni wobec niej jesteśmy. Wybrać trzeba czy towarzyszyć komuś spojrzeniem w ostatnich chwilach czy odwrócić się z nadzieją ratunku, która może pozostawić kogoś w samotności i beznadziei. Wiedział, że mężczyzna widział śmierć nie raz, tuż przy nim, zaledwie kilka metrów. Rozumiał czym ona jest, jak działa, jak wpływa nie tylko na jednostki, ale i równowagę świata, co za sobą niesie. Nawet widok pięknych Testrali nie wynagrodzi obciążenia jakie za sobą niesie stałe towarzystwo śmierci w świadomości. Większość ludzi o niej nie myśli, dopóki nie przyjdzie do życia ich lub ich bliskich, a przecież tak o nią łatwo.
W każdym morzu ktoś zginął, dno wyścielone jest pozostałościami nie tylko morskich stworzeń, ale i ludzi, statków. A na brzegu i tak bawią się ludzie, nie zastanawiając się nawet ile dusz rozbryzgują w wesołej zabawie słoną cieczą.
Podniósł się nieco, przesuwając dłonie z jego policzków, na kark, na ramiona, obejmując go ściśle i bezpiecznie. Układając smukłe palce na jego włosach, wplątując się w nie i głaszcząc.
-Zostań dzisiaj ze mną.-poprosił cicho.-Martwię się o ciebie.-dodał, nie chcąc go wypuszczać poza mieszkanie. Nie chciał, żeby był sam, może nie tyle bał się, że czarodziej zrobi jakąś głupotę, ale wiedział, że samotność na pewno nie pomoże mu w przeżyciu straty. Bał się, ze odmówi, w końcu praca, dom, tyle rzeczy którymi może się zająć, ale dzisiaj naprawdę nie odpuści. A jeśli Morpheus uzna, że jednak chce iść, to pójdzie z nim.
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#16
30.01.2024, 19:54  ✶  

Morpheus odkrył, że większość osób jest całkowicie oderwana od rzeczywistości śmierci. Mugoli i czarodziejów. Świat dzielił się na tych, którzy widzieli wojnę, służyli, na tych, którzy przetrwali bombardowania oraz tych, którzy tańczyli w błogiej nieświadomości terroru, będącego tylko echem, nie rzeczywistością, tylko obawą. Kiedy świat ogarnęła II Wojna Światowa, on obserwował ją zza ciemnych murów Hogwartu, a latem patrzył razem z rodzeństwem i rodzicami na czarne niebo, wygaszając, tak samo jak cała Dolina Godryka, wszystkie światła dookoła posiadłości, aby ukryć ją w mroku przed nalotami. Wreszcie, widział, jak umierała jego matka. Oddech śmierci towarzyszył mu zawsze, bo często jego dar widział urwane nitki, które już nie należały do kłębka życia, a czyjś czas ulatywał, niczym nasiona dmuchawca.

— Dlaczego mnie tu chcesz? — zapytał, zezwalając na dotyk, który był aż zbyt mocno znajomy, chociaż wykonany innymi dłońmi.

Żałoba ujawniła przed nim pragnienie Neila, znał to uczucie, gdy nieznana była granica, czy to, czego się chce znajdzie odwzajemnienie czy krzywe spojrzenie, a może przemoc. Zacisnął powieki, chociaż nadal przed oczami miał krwawe sińce na bladej skórze, pokłosie miłośc, nie takie, jakby chciał, lecz przemocy w imię uprzedzeń. Pamiętał jak bardzo się bał, gdy je zobaczył wtedy, młodszy niż Neil.

Morpheus nie przyznawał się do miłości romantycznej. Kochał, zawsze jednak powtarzał, że to dla głupców. Dawno temu poprzysiągł sobie, że po Vakelu już nigdy się nie zwiąże i dotrzymywał skutecznie tej obietnicy. Chociaż ramionami objął drobniejszego chłopaka, uważając, aby go nie przypalić papierosem, który nadal tlił się w jego dłoni, zbyt oddalony od popielniczki, a nos wsunął w zgięcie między szyją i obojczykiem, to gryzły się w nim dwie emocje.

Z jednej strony chciał oddać się pragnieniu pocieszenia w najbardziej prymitywny sposób, wyrzucając z siebie załość w radości zbliżenia. Z drugiej strony oznaczało to utracenie Neila na zawsze. Dlatego tylko zapytał i nie zrobił nic więcej. Nie mógł podejmować decyzji teraz i samotnie, gdy obarczył młodzieńca swoim żalem i afekcją. Wiedział, że gdyby sytuacja była odwrócona, porzuciłby rozum na rzecz magii romansu i tęsknoty.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Kolorowy ptak
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Neil Enfer
#17
30.01.2024, 20:52  ✶  
Śmierć była mu obca, choć od kilku lat zbliżała się nieubłaganie, wyglądając zza każdego drzewa w sadzie domu rodzinnego. Choroba ojca nie dawała za wygraną męcząc go każdego dnia, a Neil codziennie przy odbiorze listów czuł szybkie bicie serca gdy przeglądał przesyłki. Czy to dzisiaj jest dzień gdy dostanie wiadomość od matki pachnącą chryzantemami? Uśmiech rodziny, czasami coraz ciężej było powiedzieć który jest szczęściem, a który jedynie przykrywką dla znów zbyt słabo działających leków. Kolejna ich zmiana, kolejne nadzieje na to, że organizm nie uodporni się na nie zbyt szybko, że przyniosą ulgę choćby przez kolejny miesiąc czy dwa.
-Nie chcę cię zostawić samego z bólem i myślami.-odpowiedział cicho, gładząc jego ciemne włosy.-Zależy mi na tobie i boję się, że jeśli wyjdziesz, to więcej ciebie nie zobaczę.-dodał, zaciskając szczękę i wzmacniając nieco objęcia jakby poczuł na plecach nagły chłód. Nie chciał żyć w świadomości, że mógł coś powstrzymać, zmienić bieg wydarzeń. Może było to na swój sposób egoistyczne, jednak zależy jak na to się spojrzy. Nie puszczał go, pozwalał się chować w objęciach, gładził jego plecy, dawał ciepło i zapewnienie, że jest przy nim, jest gotów słuchać lub klęczeć w milczeniu.
-Zostaniesz?-wyszeptał pytanie, lekko drżącym głosem, niepewnym odpowiedzi, ale mocne przytulenie wyrażało to, jak bardzo liczył na zgodę. Brał odmowę pod uwagę, ale się jej bał, co byłoby po niej gdyby ta nadeszła? Nie umiał sobie tego wyobrazić.
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#18
31.01.2024, 00:05  ✶  

Wedle wielu filozofii, aby uzdrowić się z cierpienia, należało skazać się na jeszcze wyższe cierpienie. Skolidować nieświadomość ze świadomością, zamiast zanurzać się w otumanieniu opium i medykamentów. Polać rany duszy octem i solą. Morpheus stanowił jednego z wyznawców tej teorii, teorii wyniesionego żalu i świętego terroru. U swojego magipsychiatry zawsze siadał na niewygodnym krześle, trzymając się świadomie tego, co niekomfortowe, aby nie zbaczać ze ścieżki. Ból wypełniał go satysfakcją. Czerpał dziwną przyjemność ze swojej własnej rozpaczy, kolejna rzecz, którą wypierał poza bardzo konkretnymi momentami, sytuacjami określonych scenariuszy.

— Czasami trzeba spojrzeć Sfinksowi w twarz i dać się jej rozszarpać, Neil. Zostanę, i tak tej nocy nie zasnę. Tylko wstań z tych kolan... — zakończył, a humor, cierpki, ale obecny, pojawił się w głosie. — Bo reumatyzmu się nabawisz, od podłogi ciągnie. Wiem co mówię.

Sam również pogładził plecy Efnera, kreśląc na jego plecach znaki protekcji, jakby chciał utworzyć tarczę na jego plecach, ochronić chłopca ze złotym sercem przed cierpieniem świata. Dopiero  w połowie wdechu, zorientował się, że inhaluje się czystą skórą mężczyzny, jakby próbował wybadać w woni jego stan psychiczny, niczym zwierzęta. Zapachy grały bardzo ważną rolę w życiu Morpheusa. Zwykle pachniał jak kadzidło i ambra, z wody po goleniu, ale czasami nosił też inne zapachy, które pozwalały mu ukryć się w pewien sposób, zmienić się w kogoś innego. Zresztą, kadzidło również stanowiło nieformalne, eteryczne skojarzenie z jego jasnowidzeniem i dlatego rzadko z niego rezygnował. Przede wszystkim był profetą.

— Powiedz mi jeszcze co u ciebie. Jak ojciec? Jaki był najgorszy klient. Dogadujesz się z Wendy?

Mówił w skórę Neila, drażniąc ją swoim oddechem pełnym papierosów i niespełnionych marzeń, boleśnie świadomy, że narusza granicę, którą sam ustanowił chwilę wcześniej, zaplatając na palec pukiel włosów z karku młodszego czarodzieja. Chwila była zbyt intymna, aby opacznie ją zrozumieć, nawet jeśli nie powinien dawać mu fałszywych nadziei. Może gdyby był tylko Morpheusem, gdyby nie był Longbottomem, Niewymownym, wszystko wyglądałoby inaczej. Był jednak sobą, paskudnym, przepełnionym egoizmem człowiekiem.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Kolorowy ptak
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Neil Enfer
#19
31.01.2024, 00:53  ✶  
Neil miał zdecydowanie inne podejście do cierpienia. Nie było typem przeciwnika, którego można było przeskoczyć, stłumić, bo wracał silniejszy. Choć czy ból straty jest przeciwnikiem? To część życia, którego uczymy się od urodzenia w mniej lub bardziej okrutny sposób.
Czarodziej usłyszał przy uchu krótki wydech śmiechu.
-Cicho, dopiero za dwadzieścia lat się odezwie.-odpowiedział mu w tym samym tonie. Nie ignorował ostrzeżenia, ale dla niego mógł klęczeć ile będzie trzeba, a teraz miał na to całą koc, skoro obiecał zostać. Od razu poczucie ulgi go przepełniło i znalazło ujście w jeszcze miększym objęciu.
Odwzajemniał niewinny dotyk łagodzący dyskomfort i smutek, mając nadzieję, że odegna całe zło jeśli jeszcze trochę pogładzi jego plecy czy ogrzeje pierś o pierś. Mógłby tak trwać w jego objęciach w nieskończoność, dlatego nie czując jakby mężczyzna miał dosyć i go odpychał, to trzymał się go dalej, z przymkniętymi teraz oczyma.
Pachniał ziołami z lekką nutą czarnej porzeczki, która została częściowo zmyta niedawną kąpielą. Naturalny i leśny zapach choć nie powinny łączyły się z wonią papierosów, kadzidła i wody po goleniu, a przy takiej bliskości ciał ciężko byłoby powiedzieć, który zapach do kogo należy.
Wtulił w niego policzek, słysząc pytanie. Odwraca uwagę? Możliwe, jednak czy powinien się wstrzymywać? Cierpienie Morpheusa nie oznacza, że nie ma prawa do własnych zmartwień i problemów, a nie mógł działać sprzecznie z własnymi przekonaniami które przed chwilą tu prawił. Uśmiechnął się pod nosem na natłok pytań.
-Tak, z Wendy się dogaduję, czasami bierze za mnie zmiany gdy muszę wyjechać.-zaczął od ostatniego pytania, które płynnie przeszło w kolejny wątek.-U taty...-zawahał się na sekundę.-Kolejne leki powoli przestają działać, mam nadzieję, że moje zioła mu pomogą...-jak zawsze wiózł im cały kosz świec, ziół i kadzideł, licząc, że któreś może magicznie jego ojca wyleczy. Nadzieja nigdy się nie spełniała. Niestety nie było to nic nowego, zwykły zawód codzienności.
Starał się skupić, nie wiedząc jakie mężczyzna ma intencje, jednak nie mógł się powstrzymać i odetchnął cicho, czując dotyk na karku. W nieco większym napięciu ścisnął lekko jego ramię, pogładził je rozluźniony. Robił sobie nadzieję, jak zawsze, jednak tyle czasu marzył o mężczyźnie, że teraz zadowoli go już każda najmniejsza chwila z nim spędzona, choćby zwykłe spojrzenie jakie od niego otrzyma.
-Jeśli chodzi o klientów... To ty od zawsze byłeś moim ulubionym.-wyszeptał mu do ucha, z lekko przyspieszonym oddechem. Czuł, jak serce mu mocno bije i miał wrażenie, że zaraz jego uderzenia będą echem roznosić się po całym pokoju.-Odłóż papierosa.-poprosił cicho, choć nie chodziło tu o ubrudzenie dywanu popiołem, a o to by dłonie mężczyzny miały jak najwięcej swobody i nieskrępowane podążały za jego pragnieniami.
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#20
31.01.2024, 10:59  ✶  

Wielokrotnie czytał w poezji czy w opowieściach o uwielbieniu swoich partnerów, ukochanych, jak siłę boską, swoiste sacrum. Z Neilem czuł się jak bóstwo, ale nie byle jakie, nie jak jeden wszechmocny z chrześcijańskich wierzeń. Czuł się jak konkretne bóstwo w konkretnym micie. Widział siebie jako złotoustego Apollina, dawcę przyszłości, słońce w pełni chwały nad wzburzonymi falami, a Neila jako syna Dedala, srebrnookiego Ikara, gotowego spaść w odmęty wzburzonej toni za jeden ognisty pocałunek. Miał taką moc, mógł roztopić jego woskowe skrzydła, zmienić poukładane lotki w puch i sprowadzić na dno, nie czyniąc nic, tylko istniejąc w całości na firmamencie jego życia.

Bluźnił. Jego każda modlitwa była bluźnierstwem. Każda myśl. Może to dlatego on pachniał cmentarzem, a Neil latem i młodością. Brakowało tylko białego kwiecia chryzantem i lilii, jak wiązanek pogrzebowych. Oto przybył bóg, pośredni, zwykły i okropny.

Dychotomia pomiędzy pożądaniem i dystansem pożerała go i szarpała trzewia. Musiał spróbować znaleźć to, co leży poza nią. Ułożyć świat pomiędzy tak i nie, spróbować ocalić, spróbować tworzyć, zamiast niszczyć, ale przede wszystkim go uwolnić ze swoich sideł. Gdyby ktoś zapytał, czy kocha Neila, odpowiedziałby, że oczywiście, że tak. Morpheus miał w sobie niesamowicie ogromną miłość do życia, od zawsze, nawet jeśli mówił, że umrze młodo, gdy był w ostatniej klasie Hogwartu. Jego miłość nie należała jednak do końca do Pożądania, a do Obżarstwa.

Istniały choroby, których nie leczyły nawet magiczne medykamenty. Cukrzyca od lat niszczyła ciało, a jego brzuch odznaczał się konstelacjami wkłuć po igłach od insuliny. Ciało Longbottoma było słabe, ukrywał je pod warstwami magicznych szat, nigdy nie nosząc normalnych, mugolskich ubrań. Zawsze spowijał się pod mięsistym materiałem, stanowiącym granicę pomiędzy nim i światem, jego zbroję.

— Przepraszam, prawie o nim zapomniałem — ruchami nieco ścierpniętego kota wyplątał się z objęć czarodzieja, matowy, czarny jedwab szaty wydał z siebie dźwięk jak lód pękający pod stopami, trzeszczący, niepokojący. Wstał z fotela, zabierajac kieliszek z winem ze stolika, przykładając końcówkę papierosa do ust, zaciągając się resztką dymu i podchodząc do okna, pozostawiając swojego wyznawcę na klęczkach przy prowizorycznym ołtarzu fotela. Usiadł bokiem na parapecie, wcześniej odsłaniając welon zasłonki i wypuścił dym z płuc w szarość zmierzchu. Niedbałym ruchem pstryknął petem, wyrzucając go na ulicę pod nimi i złożył dłonie na podołku, prawie jak dama na obrazach starych mistrzów, okręcając kieliszek dookoła własnej osi za stopkę.

— A kto jest najgorszym? Pewnie jakiś dupek, arystokrata, z fryzurą z rozkładówki Czarownicy , który pretensjonalnie recytuje Homera? — zaśmiał się w niebo, lekko ochryple.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Morpheus Longbottom (6338), Neil Enfer (6281)


Strony (4): « Wstecz 1 2 3 4 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa