• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Little Hangleton v
« Wstecz 1 2 3 4 Dalej »
[23.06.1972] The Lady is a Tramp

[23.06.1972] The Lady is a Tramp
Pan i Władca Prewettolandu
los chce ze mną grać w pokera
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Elegancki, dumny, nienaganny. Wysoki (ok. 184 cm wzrostu), warzący ok. 85 kg. Dobrze zbudowany, co z reguły ukrywa pod markowymi ubraniami. Nie nosi niczego, co nie pochodziłoby od projektanta. Twarz ma zwykle bez wyrazu, chyba że w jego otoczeniu jest bliska rodzina - wtedy pogodny, dowcipny. Z resztą wedle uznania. Ocieka charyzmą na poziomie półboga. Pies na baby. I nie tylko. Włosy siwe, długie, w artystycznym nieładzie. Broda pedantycznie przycięta.

Edward Prewett
#21
08.01.2024, 20:49  ✶  
Elaine okazała się jednak ignorantką, jeśli chodziło o czerpanie materialnych korzyści z okazji podsyłanych przez los. Jednakże to nie szkodziło, bo z kolei to, co miała okazję powiedzieć na ten temat, określało jej charakter, a ten po prostu prawił wielkimi literami, że nie była materialistką, że osiągnęła szczęście w życiu takim, jakim prowadziła. Z jednej strony rzekłbym, że doskonale, z drugiej - niekoniecznie. Niemalże każdy w moim otoczeniu czegoś pragnął, a jeśli ktoś czegoś pragnął, dawało się nim łatwo manipulować albo sprowadzać go gładko do własnych wyznawanych wartości, a Elaine miała swój świat, swój rozumek i niezależnie od tego, co by jej się ubzdurało w tej główce, nie dam rady zrobić nic, co by ją przekonało do innych racji. Jedynym sposobem byłoby pozbycie się jej. Niestety.
Ale co do śmierci miała rację, zamierzałem zejść z tego świata z dumą, z właściwą sobie nieskromną (nie)sławą, zapisując się na kartach historii rodu Prewett. Jako mężczyzna z głową na karku, błyskotliwy biznesmen, mężczyzna z miłosną historią na koncie, z którą to miłością swojego życia spędził całe swoje życie. I może umrę w samotności, a może u boku wspomnianej przed chwilą małżonki...? Niezbadane były wyroki Bogini Matki, więc to zdecydowanie był temat na bardziej pochmurne dni, nie zaś te jedne z najbardziej słonecznych.
A odnośnie słońca, radości, muzyki i tańca...
- Tańczysz w trakcie występów...? - zapytałem ją, widząc jej ruchy, ale też mojej uwadze nie umknęła rura z podestem. Przeznaczona, cóż, do bardziej wyzywającego tańca. Nie podejrzewałbym Elaine o podobne ekspresje, ale najwyraźniej czasy się zmieniła, wyrosła, a na dodatek żyła w kompletnie innym świecie niż ja. Pandorka, dajmy na to, zapewne nigdy w życiu nie widziała rury do tańca, a przynajmniej tego trzymałem się swoimi myślami.
Przysiadłem przy stoliku, odprowadzając wzrokiem jej falującą sukienkę. Było w Elaine tyle ruchu, tyle radości, tyle beztroski. Nie spodziewałbym się ujrzeć dziewczyny w podobnym wieku, w podobnym miejscu na takim etapie życiowym, gdzie była z tego wszystkiego szczęśliwa, chociaż nie potrafiła czytać i pisać, chociaż wisiała w powietrzu albo była przykuta do kuchni... To naprawdę było to, czego pragnęła, a co miała...?
- Aż tak bardzo lubisz gotować...? Dosyć sporo masz tu tego wszystkiego - zauważyłem dla podtrzymania rozmowy. Wziąłem do ręki talerzyk i skosztowałem jej ciasta. Pokiwałem z uznaniem głową, choć jadałem wybitniejsze.
Kobieta Guma
I won't go down you're blushing bride
Under the water I'll be sharpening my knife
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Na pierwszy rzut oka widzisz ogrom rudych i niesfornych włosów. Potem dostrzegasz, że dziewczyna ma jasną, bladą cerę i niebieskie oczy. Jest dosyć niska (154 cm) i to pomaga jej w wykonywaniu większości zadań związanych z jej elastycznością. Na co dzień ubiera się w zwiewne, lekkie i dziewczęce sukienki, a podczas występów ubiera obcisły kostium, w którym łatwiej jej pracować.

The Little Fox
#22
14.01.2024, 20:47  ✶  

Elaine faktycznie była upartym człowiekiem, ale miała też swoje pragnienia. Może nie była to sława, ani pieniądze, ale lubiła śliczne sukienki. Lubiła uśmiech u ludzi, byłaby w stanie rozpłynąć się w luksusach, ale nigdy nie zrezygnowałaby z życia sierotki z cyrku, bo to tu znalazła dom, to tu miała ludzi, których kochała i nigdy nie zrobiłaby nic, aby ich zdradzić. Prędzej porzuciłaby takiego Edwarda niż swoją rodzinę. Pozwoliłaby mu obsypywać się sukienkami, kolacjami, prezentami, oddałaby mu w zamian cokolwiek by chciał w granicach jej możliwości, ale nigdy nie porzuciłaby i nie zdradziła swojego domu. To on był tym, co trzymało ją przy życiu, przy zdrowym rozsądku. Jakby nie miała Alexa, Bellów, Felixa to nie potrafiłaby utrzymać swojej radości, bo ciągle bałaby się, że kogoś skrzywdzi, że zabije niewinne dziecko pod postacią podłego lisa.

– Tak, występuję tańcząc. Nie jestem na pierwszym planie, ale nie potrzebuje tego. Ważne, że mogę dać upust energii i emocji. Uwielbiam tańczyć, zwijać się w drobne kulki i sprawiać, że ludzie czują strach i obawę przed tym co mogę zrobić. Niektórzy uważają, że nie mam kości – wyjaśniła machając przy tym ręką, w której trzymała widelczyk, jej noga delikatnie podrygiwała w rytm muzyki, a jej ciało wręcz wyglądało jakby ruszało się w rytm jej słów. Po prostu żyła – A ty? Zapewne chodzisz do teatru? Zawsze chciałam zobaczyć występy tamtych artystów. Zapewne jest tam inaczej niż u nas, pewnie mniej chaotycznie i bardziej… dos…dospojnie? – nie pamiętała jak to słowo brzmiało, ale chyba tak było odpowiednio dobrze? Musi się nauczyć czytać, bo wychodzi coraz częściej na głupka. Błędy w nieznajomości słów były akceptowalne, gdy była dzieckiem, a nie gdy jest już dorosła. Na jej twarzy pojawił się spory rumieniec z powodu zawstydzenia, ale pewność siebie z jej ruchów nie zniknęła.

– Tak. Lubię wchodzić do serc ludzi poprzez jedzenie – wyjaśniła – A ty jak to robisz? – pochyliła się ku niemu patrząc mu w oczy.

Pan i Władca Prewettolandu
los chce ze mną grać w pokera
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Elegancki, dumny, nienaganny. Wysoki (ok. 184 cm wzrostu), warzący ok. 85 kg. Dobrze zbudowany, co z reguły ukrywa pod markowymi ubraniami. Nie nosi niczego, co nie pochodziłoby od projektanta. Twarz ma zwykle bez wyrazu, chyba że w jego otoczeniu jest bliska rodzina - wtedy pogodny, dowcipny. Z resztą wedle uznania. Ocieka charyzmą na poziomie półboga. Pies na baby. I nie tylko. Włosy siwe, długie, w artystycznym nieładzie. Broda pedantycznie przycięta.

Edward Prewett
#23
21.01.2024, 16:40  ✶  
Niebywałe. Jedno z drugim, trzecie z tym wszystkim. Wyobraźnia podsuwała mi niekoniecznie grzeczne obrazy Elki, nie tak niewinne, ale może również rozchichotana, pełne energii i podniecenia... tylko że trochę innego. A wyobraźnię to ja do takich rzeczy miałem, bo w swoim wieloletnim życiu przeżyłem wiele, więc... niech mnie Bogini Matka trzyma, żebym nie wziął tego dziewczęcia gwałtem.
Może właśnie dlatego raczyłem się ciastem. Niewinnie i przyziemnie, siedząc przy skromnym, kuchennym stole, gdzie niewiele było miejsca na moje ego, a jednak jakoś się tu mieściłem, a nawet odnajdywałem. Takie niewielkie przestrzeżenie miały w sobie coś przytulnego, bezpiecznego, a zarazem intymnego i elektryzującego. Zamek w Keswick był chłodny, ogromny z dużą ilością wolnych przestrzeni, a tu było inaczej, kompletnie inaczej. Można było się tu skryć, przepaść, zapomnieć o troskach życia codziennego. Udawać, że się jest na jakimś końcu świata, ale...
- Dostojnie, zapewne masz na myśli - pomogłem jej, wcale nie złośliwie, tylko pogodnie, cierpliwie. Moim celem nie było zrażenie do siebie panienki Bell, tylko podtrzymanie naszej znajomości, oczarowanie jej, może kupienie, o ile jednak zdobyłaby się jednak na drobny materializm. - Bywam w teatrze, ale powiem ci, że jeszcze ciekawiej jest w operze. Przyznam szczerze, że te wszystkie trzy miejsca, wraz z cyrkiem, rzecz jasna, mają ze sobą wiele wspólnego, ale też diametralnie się różnią. Myślę, że wasze spektakle mogą uchodzić za najbardziej niebezpieczne, co sprawia, że przykuwają oko. Opowiadają historie w ekstremalnych warunkach, bez słów, tylko za pomocą ruchu ciał i muzyki, co bardzo przypomina operę... Ale w operze masz śpiewaczkę. Stoi w miejscu, podryguje i śpiewa dramatyczną historię, niemalże do utraty tchu i głosu. Z reguły jest sama, choć bywają również duety, a gdzieś tam obok, w sporym oddaleniu jest cała orkiestra, która jej akompaniuje. I jest ten teatr, gdzie ważną rolę odgrywa gra aktorska ludzi, ich ruchy, mimika twarzy, ale też ton wypowiadanych słów. Można by rzec, że najmniej wymaga od aktorów, ale... ja mam słabość do takich szczegółów, do bardzo dobrej sztuki, wręcz wybitnej, więc to wszystko zależy od tego na jak dobre dzieło trafisz. Zanudzi cię albo sprawi, że staniesz się jej oddana całym sercem - opowiedziałem co nieco, po czubkach, bo mógłbym na te tematy mówić i mówić. Nie tylko o cyrku, teatrze, operze... O, jeszcze balecie, ale o obrazach, muzyce, rzeźbie. Miałem do tego zdecydowaną słabość. Sam zamek w Keswick, mój dom, był pełen dzieł sztuki. Z każdym rokiem przybywało ich więcej. Uwielbiałem gromadzić perełki. Nawet do renowacji i konserwacji brałem najlepszych specjalistów, bo wszystko musiało być perfekcyjne w najmniejszym szczególe.
Zaśmiałem na pytanie Elki. W jaki sposób lubiłem wchodzić do serc ludzi?
- Poprzez podziw, pieniądze i własny urok osobisty...? - zapytałem, choć to było oczywiste. Zastanawiałem się aby, czy Elka mogłaby się ze mną zgodzić, jeśli chodziło o to ostatnie. Wiedziałem, że być może na pieniądze wywróci oczami, ale nieco się różniliśmy. Nie zmieniało to faktu, że ją podziwiałem jako artystkę i jako osobę. - Oczywiście, tak między nami pozostawmy moje patenty - zaśmiałem się, popijając chłodną lemoniadę dla ostudzenia zapędów.
- Podziwiam cię, Elko, za to, jaką jesteś artystką, niezłomną i wytrwałą, wciąż trenującą i poszerzającą swój kunszt, bo nie każdy jest w stanie zamknąć się w niewielkim pudle, gdyż fizycznie jest to dla niego niemożliwe albo psychicznie nie do zniesienia... A ty to robisz! Na dodatek twój upór jest godny uznania, trwanie przy swoich prawdach i przede wszystkim posiadanie ich w tak młodym wieku - zauważyłem całkiem poważnie, patrząc jej prosto w oczy i zastanawiając się, co sobie właśnie o mnie myślała. Zapewne za chwilę miałem o tym usłyszeć i to było w niej cudowne. Nie grała przede mną kogoś, kim nie była, ani nie gryzła się w język. Nie miała takiej potrzeby by wchodzić wielkiemu Prewettowi w tyłek.
Kobieta Guma
I won't go down you're blushing bride
Under the water I'll be sharpening my knife
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Na pierwszy rzut oka widzisz ogrom rudych i niesfornych włosów. Potem dostrzegasz, że dziewczyna ma jasną, bladą cerę i niebieskie oczy. Jest dosyć niska (154 cm) i to pomaga jej w wykonywaniu większości zadań związanych z jej elastycznością. Na co dzień ubiera się w zwiewne, lekkie i dziewczęce sukienki, a podczas występów ubiera obcisły kostium, w którym łatwiej jej pracować.

The Little Fox
#24
29.01.2024, 20:54  ✶  

Jej oczy wręcz błyszczały, gdy Prewett zaczął opowiadać jej o tych miejscach, których nie widziała. Nie miała na to czasu, ani pieniędzy. Kiedyś w końcu uda jej się wybrać do teatru, albo opery, albo na balet. Te miejsca były niesamowicie cudowne, piękne i hipnotyzujące. Elaine przez swój brak wiedzy, brak możliwości do uczenia, albo nawet przez brak chęci do takiej nauki miała braki w zakresie sztuki, ale nie zmieniało to faktu, że kochała ją. Uwielbiała patrzeć jak Layla i Flynn błyszczą podczas swoich występów, jak Fiery zmaga się z dzikimi bestiami, a one się jej słuchają. W cyrku był ogrom dziwności i sztuki całkowicie innej od tej, która jest tworzona dla bogaczy takich jak Edward. Nie umniejszała mu tego, zazdrościła nawet, że miał takie możliwości, aby obejrzeć świat od strony błyskotliwej inteligencji.

– Myślę, że cyrk łączy to wszystko. U nas możesz robić co chcesz, ale trzeba to odpowiednio zapakować i sprzedać. Myślę, że w cyrku właśnie wchodzimy do serc za pomocą strachu przed niemożliwym – nie mówiła za dużo, bo bała się popełnić jakąś gafę, ale jeszcze trochę i nauczy się czytać. Felix był chętny do tego, aby ją nauczyć, więc czemu nie. Jeszcze trochę, a Edward może dostanie od niej list z koślawymi słowami?

Pokiwała energicznie głową, gdy poprawił jej słowo. Zapamięta je! Na pewno. Na jego zdanie o tym jak wchodzi do serc ludzi zachichotała cicho przysłaniając swoje usta. Ramiona się jej poruszyły, sukienka zafalowała, a włosy opadły niesfornie na piegowatą twarz. Zgarnęła ten kosmyk za ucho i spojrzała na niego z rozbawieniem. Nie ujmowała mu niczego, nie twierdziła, że to złe. Każdy miał inne atuty, on miał pieniądze.

– Uroku osobistego tobie nie można odebrać, to fakt – uśmiechnęła się i dziabnęła kolejny kawałek ciasta, który popiła lemoniadą. Gdy zaczął jej prawić komplementy, nie zawstydziła się, wręcz uśmiechnęła szerzej jeśli było to możliwe. Edward Prewett ją podziwiał. Nie była pewna, czy były to tylko miłe słówka, aby ją zmanipulować, ale ta dziewczyna nie myślała takimi kategoriami, trzymała się od obcych ludzi z dala, rozmawiała, ale nigdy nie wchodziła zbyt blisko w relacje z nimi. Dopiero od niedawna chciała posmakować trochę innego świata, a Preweci jakoś wyjątkowo łatwo napatoczyli się jej pod nogi.

– Ty kojarzysz mi się ze smokiem z bajek. Gromadzisz pieniądze i skarby, chowasz je dla siebie dla własnej przyjemności. Z ludźmi też tak robisz? Nie mówię, że to źle. Każdy lubi coś innego. I w sumie to jest zadziwiające... eee godne podziwu, o! – podniosła się z miejsca, aby odłożyć pusty talerzyk do zlewu, machnęła różdżka, aby naczynia same się zmyły i oparła się o ten nieszczęsny blat. Nosiło ją. Nie była w stanie tak usiedzieć w jednym miejscu zbyt długo.

Pan i Władca Prewettolandu
los chce ze mną grać w pokera
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Elegancki, dumny, nienaganny. Wysoki (ok. 184 cm wzrostu), warzący ok. 85 kg. Dobrze zbudowany, co z reguły ukrywa pod markowymi ubraniami. Nie nosi niczego, co nie pochodziłoby od projektanta. Twarz ma zwykle bez wyrazu, chyba że w jego otoczeniu jest bliska rodzina - wtedy pogodny, dowcipny. Z resztą wedle uznania. Ocieka charyzmą na poziomie półboga. Pies na baby. I nie tylko. Włosy siwe, długie, w artystycznym nieładzie. Broda pedantycznie przycięta.

Edward Prewett
#25
04.05.2024, 23:40  ✶  
- Przyznam, że to nader trafne porównanie - przyznałem, pozwalając sobie na zaśmianie się. Beztroskie i głębokie. Nic dziwnego, że śmiałem się z własnego obycia, stylu życia. Nie ukrywałem, że dla mnie liczyła się wyjątkowość, oryginalność, staranność, więc usłyszeć opinię, może bardziej porównanie, jakobym był takim smokiem z bajek, który gromadził kosztowności dla własnej aprobaty... jak najbardziej mi to odpowiadało, a że miałem okazję zaznać mugolskich bajek, to znał kilka ciekawych baśni właśnie z udziałem smoków. Pewien wykradł księżniczkę i jej pilnował... Miałem wiele z nim wspólnego, bo też miałem w swoim zamku pewną turecką piękność, której już nigdy nie oddałem nikomu, szczególnie jej rodzicom. Aczkolwiek niekiedy wypożyczałem ją im na kilka dni... A właściwie jej pozwalałem na wizyty u tych bezduszników.
- Tobie, moja droga, również uroku osobistego nie brakuje... Ale jesteś artystką! Jak mogłoby być inaczej, skoro masz we krwi występy? - zauważyłem ożywiony, obserwując ją w ruchu, w tańcu pomiędzy stolikiem a szafką. Nie potrafiła usiedzieć w miejscu. Była pełna energii, wigoru. Dokładnie tak jak ja lata temu. Nie potrafiłem usiedzieć w miejscu, przez co pakowałem się w tarapaty, ale takie tarapaty, z których jakoś wychodziłem z twarzą, hah.
Uśmiechnąłem się do Elki i wzniosłem niemy toast, pozwalając sobie na wypicie całej lemoniady, która znajdowała się w mojej szklance.
- Dziękuję ci za przepyszną lemoniadę, za ciasto. Tak jak wspominałem, zapraszam przy najbliższej okazji do siebie... Gdybym mógł jakoś ci pomóc, Elko, to zapraszam do kontaktu - odparłem, wstając ze swojego miejsce i poprawiając marynarkę. Skłoniłem się jej lekko. - Wybacz, za ten pośpiech, ale może jestem szczęśliwym bogaczem, ale również zapracowanym... Jakby nie patrzeć, fortuna nie bierze się znikąd, więc obowiązki wzywają. Miłego dnia, do zobaczenia - usprawiedliwiłem się i pozwoliłem sobie na pożegnanie, zdecydowanie łamiące jakiekolwiek obyczaje, dobry smak na salonach, gdyż po prostu postąpiłem tych kilka kroków by ucałować Elaine w policzek i delikatnie przytulić do siebie na pożegnanie. Już wcześniej złamała tę granicę, więc uważałem za stosowne postąpić podobnie przy pożegnaniu. Poza tym to był zaszczyt dotykać dziewczę, które było w stanie zamknąć siebie w ciasnej skrzyni.
Po pożegnaniu pozwoliłem sobie na opuszczenie przyczepy i odfrunięcie daleko przed siebie, do zamku, do domu Pana Smoka, gdzie gromadził swoje skarby.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Edward Prewett (5486), The Little Fox (3934)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa