Teraz życie po raz kolejny go testowało. Jak miał rozumieć jego odpowiedź, a w końcu i działanie, jakie odsunęło ich od siebie? Z niepokojem go puścił, obserwował, jak wstaje i podchodzi do okna. Czekał cierpliwie na kolanach, a klęczenie na ziemi pomimo braku ciepła mężczyzny, dalej wydawało się być odpowiednie. Chłodna kara za nadzieję, za oczekiwania, za głupią wyobraźnię. Czy odsunięcie się było zaskakujące? Poniekąd nie, w końcu tyle razy już zostawał sam w mieszkaniu po jego odwiedzinach, tyle razy jak pies czekał przy oknie, aż zobaczy swojego Pana na ulicy przed kamienicą. Czekanie na Morpheusa weszło mu w krew i nawet nie wiedział czy jest na co czekać, choć dzisiaj przez chwilę poczuł, że owszem.
Uśmiechnął się na jego słowa. Wstał spokojnie i podszedł do niego, stając przed nim, blisko, kładąc dłoń na jego ramieniu, przesuwając ją na kark, na włosy. Patrzył mu zakochany w oczy, wolną ręką chwytając ciemnoczerwoną zasłonę.
-I tak mógłbym go słuchać całą noc.-wyszeptał, płynnym ruchem odgradzając ich welurowym materiałem od okna, od świata i niechcianych spojrzeń. Przyciągnął go do siebie żeby ucałować jego usta jeśli tylko ten się przysunął lekko, aby odwzajemnić gest.