- Człowiek czasami potrzebuje pozbierać myśli. Emocje. Szczególnie, kiedy od drugiej strony następuje kąsanie i syczenie. - Od jego strony również następowała samoobrona w bardziej ostrym stanie, ale ile można tak żyć w takim punkcie, gdzie nie jesteś zupełnie poważany? Gdzie ciągle płaczesz? Tutaj chyba i tak przegra. Koniec końców zostanie tym żałosnym człowiekiem żebrzącym o miłość. Płaczkiem wpatrzonym kiedyś w tego pięknego krukona w szkole. - Musisz to czynić dla mnie trudniejszym? Że wszystkich osób... - Czemu akurat ty. Ale nie miał siły już dokończyć tego zdania. Odetchnął i pokręciło z rezygnacją głową. Czy to nie ten moment, w którym szkoda tracić oddechu w płucach?
Już chciał pytać, że jak może oskarżać go o obojętność? Już chciał mówić, że przecież powiedział - potrzebował momentu do namysłu, nie był jednak chodzącym ideałem! Ale potem dodał coś o pustej kartce i z rozchylonych warg nie wydobyły się słowa. Był za to brak zrozumienia na twarzy. A potem padły następne słowa. Nie nadążał. Jego emocje za nim nie nadążały. Nie rozumiał i nie rozumiał, czemu czuł się atakowany. Czemu był atakowany.
- Ja... Nie próbuję niczego odwracać... Rozumiem, że to moja wina, ja... Ja... - Moment w którym zaczynał się jąkać był momentem, w którym już wiedział, że przestawał sobie radzić z poziomem napięcia i stresu. - Nie chciałem... narzucać ci się za bardzo... Ani cię martwić, czy nadużywać twojej... Empatii... - Mówił bardzo ostrożnie, spoglądając tymi wielkimi oczami w te ostro-gorzkie. - Wiem, że nie jesteś z kamienia, ale ja przestaję już rozumieć o co chodzi, Kaydenie. Przepraszam. - Nawet nie wiedział w sumie za co teraz przeprasza. Bo za co? W jego mniemaniu za to, że go drażnił i denerwował.
![[Obrazek: qEyGuHF.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=qEyGuHF.gif)