• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 7 8 9 10 11 Dalej »
[12.06.1972r.] 3... 2... 1... Wydech...

[12.06.1972r.] 3... 2... 1... Wydech...
Kolorowy ptak
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Neil Enfer
#31
01.02.2024, 20:10  ✶  
Nie było ważne czy alkohol był w jego krwi czy nie, samo otwarte wino stanowiło idealną wymówkę, w którą by uwierzył. Morpheus nie wypił za dużo, ale wilkołak nie miał prawa mówić mu czy było to wystarczająco aby popełniać głupoty niezgodne z prawdziwymi myślami czy nie.
Pewna nadzieja pojawiła się w nim słysząc, że czarodziej stoi po tej samej stronie mostu. Rozumie, nie odrzuci za to kim jest, bo sam wie, że życie w ten sposób nie zawsze było usłane różami. Jednak to mu nie wystarczało.
Nie puszczał jego rąk, wyczuwając zmianę atmosfery i nastawienia. Przymknął oczy gdy go obcałowywał i wiedział już co to oznacza. Tyle razy mówi sobie, że to akceptuje, że to zrozumie, że tak będzie dobrze, ale teraz wiedział, że nie miał racji, i mimo tego dalej w duszy próbował się przekonywać i okłamywać.
Obietnica, która miała być zaprzeczeniem, że konieczność pożegnania w ogóle się kiedyś wydarzy. Teraz wiedział, że czeka to ich, teraz czy za tydzień, miesiąc. Kiedyś czarodziej zacznie żałować, wiedział to... Zacisnął usta. Nie mógł go do niczego zmuszać, namawiać. Jednak to była jego dusza, mógł ją rozrywać dla kogo tylko chciał, a wybrał jego.
-Dlaczego mnie nie odepchnąłeś?-spojrzał na niego szklanymi oczami okalanymi przez rzęsy zroszone kropelkami łez.-Jeśli mnie nie kochasz i chcesz, tylko ciała, to bierz, jest twoje...-w zmarszczonych w prośbie brwiach był ból i niezrozumienie. Był zagubiony. Czarodziej odwzajemnił pocałunki, obiecał ,,kiedyś", a teraz... Przeczył sam sobie. Szybki oddech spiętego ciała wydobywał się z jego ust, gdy cierpiące spojrzenie lustrowało ciemne oczy mężczyzny. Żądał odpowiedzi, krzyku, złości, irytacji, pasji, pocałunków, czegokolwiek, co nie pozostawiłoby nic wątpliwościom.
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#32
01.02.2024, 21:08  ✶  

Przez dłuższą chwilę nie wiedział co mu odpowiedzieć. Zamknął oczy i oparł głowę o framugę okna, wypuścił Neila i z elegancką marinerą złożył dłonie na swom kolanie, jedna na drugą. Morpheus należał do tych osób, które nie miały kłopotu z tym, co robić z rękoma; gestykulowały i spoczywały w swobodnych, obliczonych pozycjach. Dystansował się w eleganckie plisy szaty , zlewając się w marmurowy posąg, który jeszcze gdzieś brzmiał echem wcześniejszej pieszczoty, umierającej powoli pod śniegiem niezrozumienia. Nigdy to co oferował nie było dość dobre dla nikogo. Ugryzł wewnętrzną część policzka, aby otrzeźwieć.

— Neil, jestem urzędnikiem państwowym i synem nestora jednego z najstarszych rodów czystej krwi. Ja nie mogę pozwolić sobie na mieszkanie w kawalerce na Horyzontalnej z innym mężczyzną, a szukanie miłości będąc Niewymownym jest jeszcze gorsze. Któregoś dnia zniknę, bez pożegnania, bo pochłonie mnie jakaś klątwa lub na zawsze zamieszkam w Lecznicy Dusz, nie potrafiąc nawet napisać swojego imienia kredką świecową.

Głos miał boleśnie opanowany i widocznie Neil uraził go swoimi słowami. Mówił miękkim szeptem, aby wścibska sąsiadka lub ktoś, kto wychylił się po papierosa, nie usłyszał i nie rozróżnił konkretnych słów i zwrotów. Homoseksualizm mógł być legalny od kilku lat, ale nie było na niego społecznego przyzwolenia. Wobec takich jak on były postawione oczekiwania, a on nie miał dwudziestu lat, tylko czterdzieści i musiał się do nich dopasować, aby przeżyć. Płyń albo giń.

— Nadal jestem człowiekiem, który chciał uczynić ciebie szczęśliwym chociaż na chwilę i pozwolić sobie kochać przez chwilę. Jeśli chciałbym po prostu zdjąć napięcie z lędźwi, mógłbym za to zapłacić. Nie o to jednak chodzi. Chodzi o mentalną więź. Jest wiele form miłości, ta jest moja.

Nie zamierzał go dotykać już więcej, nie tego wieczoru. Skóra świerzbiła, aby posłuchać go, podsycić jad w sercu Neila, sprowokować i dać się zdominować na podłodze, gdzieś pomiędzy stolikiem, a komodą, pozwolić na zostawienie siniaków frustracji na ciele. To jednak nie było możliwe, nie w tej chwili.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Kolorowy ptak
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Neil Enfer
#33
01.02.2024, 21:44  ✶  
Zrobił coś nie tak, widział to, nie tylko teraz, ale i wcześniej. Wszystko co tego wieczora zrobił było niepoprawne, ściągał go ze sobą na dno i mógł jedynie patrzeć, jak ich rozmowa zrozumienia i czułości odchodzą do przeszłości, choć bardzo chciał, żeby zostały.
Słuchał go i nie miał mu tych słów za złe, bo mówił prawdę, w końcu kim wilkołak był? Ledwo ukończył akademię, nie mógł znaleźć swojego miejsca, praca jaką miał była niestabilna i nie wyróżniała się ambicją, nie wymagała zjawiskowych umiejętności czy cech charakteru. Był nikim w porównaniu z Morpheusem, który codziennie walczył, nie jedna osoba zawdzięczała mu życie. Próbował racjonalizować jego decyzję, a spragniony odpowiedzi umysł zawsze je znajdzie i wmówi sobie, że są logiczne i oczywiste.
Morpheus go zabijał z każdym kolejnym słowem. Naprawdę wodził go tylko za nos? Znał znaczenie gestów jakich jak objęcie, chwycenie za dłoń, pocałunek, a jednak używał ich jakby w ogóle o tym nie myślał. Młody umysł wiedział jednak, że powinien był to przewidzieć, w końcu tyle razy mu to powtarzano, tacy jak oni są nieprzewidywalni i nieuchwytni, jedyne co robią, to grzeszą i łamią serca, dla takich jak oni nie ma szczęśliwego zakończenia, tylko życie z przymusowo wybraną żoną lub śmierć w samotności. Co dawało mu prawo myśleć, że z Morpheusem ma szansę na coś więcej? Nie miał prawa zaburzać jego życia, wciągać w wir niekorzystnych dla jego wizerunku sytuacji.
-Za każdym szczęściem podąża smutek i rozczarowanie.-wszystko co dobre kiedyś się kończy. Proste, a jak często zaskakuje. Nawet teraz nie miał w głosie tylko tonu stwierdzenia faktu, a ukrywany ból spowodowany odepchnięciem po odsłonięciu najwrażliwszej części duszy.-Ale masz rację... Kim jestem, żeby choćby móc obok ciebie stać.-uśmiechnął się do niego promieniście ze zbierającym się w kącikach oczu łzami.-Zaparzę nam nowej herbaty, stara już wystygła.-zdecydował, obracając się szybko, chcąc ukryć nowe mokre smugi na policzkach.-I nie siedź tak na oknie, bo cię przewieje.-dodał jeszcze, znikając za drzwiami pokoju, gdzie w kuchni obok gotującej się na nowo wody, mógł w spokoju oprzeć się o blat i zakrywając usta aby ukryć szloch, oddać się rozpaczy. Nie był zły na Morpheusa za jego kłamstwo, za jego brutalność, był zły na siebie, za swoją głupotę młodości i wiarę w idee mające sens jedynie w książkach i wyobraźni.
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#34
03.02.2024, 00:58  ✶  

Morpheus wyglądał niemal na oburzonego słowami Neila. Nie przez siebie, ale przez to jak ubliżał sobie samemu w słowach, jak poniżał się. Zagryzł zęby, aby nie powiedzieć za dużo, bo to brzmiało jak kłótnia kochanków, a nimi zdecydowanie nie byli. Problem leżał w tym, że Morpheus pragnął Neila w bardzo zwierzęcy sposób, prymitywnie, a jednocześnie był to jedyny rzeczywiście szczery rodzaj miłości, bez wyobrażeń i oczekiwań. Poczekał, aż Efner zniknie w kuchni, aby powtórzyć to, co robił tamten.

Jego krzyk rozpaczy i frustracji był inny. Nie był to nawet krzyk, gardło miał ściśnięte gniewem na siebie samego, że przyjął w ogóle atencję młodszego czarodzieja, powinien udawać, że go odrzuca albo próbować zaciągnąć go do łóżka podczas drugiego spotkania, nie po dwóch latach znajomości, po tragedii w rodzinie i tak długiej nieobecności, która oczywiście upiększała drugą osobę, piaskiem nieobecności polerując wszystkie wady.

Nagle zachciało mu się nie być kompletnym dupkiem i wyszedł na jeszcze większego skurwiela.

W masochistycznej potrzebie włożył do ust bokiem ten sam kciuk, którym tak czule dotykał drugiego mężczyznę, a następnie zagryzł na nim z całej siły zęby, aż nie poczuł w ustach krwi, aż ból nie zabielił mu umysłu, aż łzy nie popłynęły z jego oczu. Wtedy rozluźnił ścisk i przyjrzał się równemu rzędowi wgłębień na skórze, z trzech płynęła płytko krew. Starł ją, ale znów się pojawiła.

Wstał i poszedł do kuchni. Stanął w drzwiach, jak milczący posąg, nie zamierzając przerywać. Woda wrzała, a on patrzył na Neila, kropla krwi spływała mu powoli, gęsto, z jednej ranki, po knyciach, a później dalej, niczym trucizna, po wskazującym palcu i kap! Pierwsza kropla rozbiła się o pożółkłe linoleum w kuchni.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Kolorowy ptak
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Neil Enfer
#35
03.02.2024, 01:36  ✶  
Łzy spływały diamentami po policzkach i za nic nie chciały przestać, nawet kiedy zamknął oczy, zacisnął mocniej dłoń na blacie, poczuł ból od zaciskanych zębów. W jego umyśle jednak zaczęło się wszystko klarować, gdy po chwili uniesienia zanikały ostatnie ślady przytłoczone okrutną rzeczywistością. Świat go weryfikuje w każdym momencie, ocenia i sprawdza. Ilu testom już nie podołał? Wszystko byłoby zdecydowanie lepsze gdyby przykładał się bardziej do zachowania maski, jaką nosił codziennie. Trzeba było udawać kolejne dwa lata. Uczucie na pewno by wygasło, na pewno... Kiedyś musiało, prawda?
Nieświadomy obecności Morpheusa tuż obok, zalał herbatę, choć przez drżące dłonie nie dał rady zalać ich pod sam brzeg, centymetr szyderstwa i pogardy pozostał. Dezaprobata, to teraz czuł. Niepocieszenie i zawód. Oraz strach. Jest teraz sam... Nigdy nie myślał, że nie będzie miał kompletnie nikogo do dzielenia się swoimi problemami. Zawsze Morpheus był jego oparciem, to on słuchał, on pomagał, tłumaczył, doradzał, a teraz? Do kogo ma się zwrócić? Nawet mówiąc do lustra nie usłyszy nic godnego zaufania. Z resztą nie mógł o tym mówić, nie mógł ryzykować, że w przypływie kolejnych młodzieńczych emocji wypowie jego nazwisko, zdradzi kim jest.
Odkręcił lodowatą wodę, którą nabrał w dłonie, z ostatnim wydechem szlochu przemył nią twarz, skupiając się na schłodzeniu czerwonych oczu, na oddychaniu, które nie chciało wrócić do normy. Ścierką na szybko starł wodę i rzucił materiał na blat z bezsilną złością. Pociągnął nosem, spróbował zebrać myśli, zaczepić je o znaną dobrze codzienność o coś co się nie zmieni nagle o coś bezstronnego.
-Cukier...-rzucił do siebie, odwracając się w stronę stolika w kuchni. Od razu wyłapał ciemny kształt w przejściu, na który wzdrygnął się całym ciałem i krzyknął krótko, zaraz przykładając dłoń co serca. Szybkie orzeźwienie przez panikę i przerażenie. Mężczyzna jednak nie stał z pięściami gotowymi do bicia, z dłońmi gotowymi do duszenia za splamienie jego godności tak bardzo niechcianym pocałunkiem. Przynajmniej jeszcze nie stał.
Zmarszczył brwi, zacisnął szczęki. Nie miał do niego prawa. Opuścił wzrok. Nie był kimś kto może mówić mu, że ma zostać. Zostać? Całym sercem wierzył, że mężczyna przyszedł się pożegnać, w końcu po co miałby tu przychodzić z bezpiecznego miejsca w pokoju, który miał cały dla siebie?
Bezradnie splótł ze sobą ręce, męcząc palce w silnym ścisku znęcającym się nad samym sobą, karząc się za wyciągnięcie dłoni do bóstwa, i za bycie zdziwionym, że to nie jest nim zainteresowane.
Nie umiał na niego spojrzeć, nie tylko nie miał odwagi, a po prostu się bał. Herbata nie miała znaczenia, nigdy nie miała, zrobił ją tylko po to żeby uciec, a mężczyzna i tak do niego przyszedł. Zmienił zdanie? Nie, niech tego nie robi. Kolejny raz go odtrąci, a tego już nie zniesie, miał dosyć, dosyć tego dnia, mieszkania, pracy, magii, ludzi, wszystkiego. Gdyby tylko mógł zniknąć, rozpłynąć się w niebyt nie mieszać w życiach innych ludzi.
Milcząc czekał na pożegnanie, na odwrócenie się mężczyzny i wyjście bez słowa, na komentarz obrzydzenia, na uderzenie. Ludzie boją się tego czego nie rozumieją, a dzisiaj czarodziej niezwykle namieszał w głowie wilkołaka.
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#36
04.02.2024, 16:03  ✶  

Nie dziwił się, że Neil tak zareagował. W ciemnym korytarzu musiał wyglądać jak zjawa pokroju dementora, która zabłąkała się w drodze do Azkabanu, po to, aby pożreć duszę młodego czarodzieja i odebrać mu całą radość. W gruncie rzeczy tak było, a kir odzienia tylko podkreślał nieczyste i okrutne zamiary.

— To tylko ja — zaczął, niepewność drgała gdzieś na końcu jego głosu, bo przez myśl mu przeszło, że powinien po prostu teleportować się do Warowni albo gdziekolwiek indziej.

— Masz jakiś opatrunek? Skaleczyłem się o gwóźdź we framudze — skłamał, unosząc dłoń z czerwoną smugą obok swojej twarzy, aby zwrócić uwagę na zadraśnięcie. Większość śladu po zębach już zaczynała znikać, nie dość głęboka, aby pozostawić prócz zadrapania. Nadal jednak były trochę widoczne, więc krętactwo Morpheusa zostało raczej cienko zawoalowane. Nigdy nie umiał łgać, nie wychodziło mu to za dobrze, ale liczył na kurtuazję ze strony Neila, który zaakceptuje to wytłumaczenie, zamiast doszukiwać się prawdy.

W końcu drewniane okna potrafiły być kapryśne, a budynki w magicznej części Londynu nie należały do najmłodszych.

Przez chwilę, pomiędzy zasłoną zaciągniętą przez Neila, o barwie teatralnej, ciężkiej purpury i cienką firanką, w efemerycznym złączeniu trwała utopijna chwila. Gdy stał na progu kuchni, niczym żebrak proszący o pomoc, wyczuwał całuny, które owijały ich oddzielnie, dusząc, nie pozwalając nabrać oddechu. Miłość nie tyle była ślepa, ile zaślepiała, zdaniem Morpheusa, na wszystko, co realistyczne, co sprawiedliwe. Mógł napierać teraz przez gruby tiul bariery, ale wątpił, aby na coś się to zdało, do rozdarcia wymagano większej siły.

Zupełnie jak całun oddzielający Arkę Przymierza od wiernych, nie dało się po prostu przedrzeć przez tę izolację i samotność, której ostrza zaznaczyły ich ciała, do tego należało torturować pół-boga i go ukrzyżować, sprowadzić na niego śmierć w męczarniach, aby ostateczne błagalne pytanie do Najwyższego rozstąpiło gromem jej poły. Przed chwilą złączeni w pocałunku, teraz rozdzieleni kilometrami niezrozumienia, dystansem pary ulatującej z filiżanek. Intymność i erotyzm zostają zakryte przestrzenią linoleum i słów, które padły.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Kolorowy ptak
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Neil Enfer
#37
04.02.2024, 16:59  ✶  
Tylko on? To był AŻ ON. To AŻ ON go odwiedził. To AŻ ON opowiadał mu o swoim bólu. To AŻ ON pozwolił zatopić mu się w pocałunku, podczas którego przestał istnieć świat. To AŻ ON sprawia, że teraz cierpiał. Poniekąd był to zaszczyt dla niego, że w ogóle miał dostęp do mężczyzny, mógł z nim spędzać czas, mógł przez chwilę doświadczyć najpiękniejszego uczucia na świecie. Z drugiej strony była to dla niego normalność, zwykłą codzienność, odwiedziny przyjaciela, który do dzisiaj nie zdawał sobie sprawy z nieczystych uczuć, jakimi darzy go młodszy.
Bał się konsekwencji swoich działań, wiedział, że te nadejdą, ale nie wiedział jakie. Czekał w strachu, aż przerażenie zostało rozwiane. Podniósł na niego wzrok. Jak mógł go posądzać o chęć podniesienia ręki na wilkołaka? Jak mógł choćby o tym pomyśleć?
Odetchnął cicho, patrząc na niego miękko. Kochał go, tak bardzo go kochał, a widząc jak cierpi cierpiał z nim. Szkoda, że sam był jednym z powodów jego bólu.
Bez słowa podszedł do szafki, wyjmując z niej opatrunki, z jakimi zbliżył się do mężczyzny. Chwycił delikatnie jego dłoń, jeśli się przed tym nie wzbraniał. Obmył skaleczenie dokładnie i zaraz zakleił plastrem, przesuwając po nim palcami, aby dobrze przylegał do skóry. Obejmował jego rękę, nie puszczając jej nawet gdy krew już nie ciekła.
Podniósł wzrok zaczerwienionych oczu na jego twarz. Wysunął w jej stronę dalej nieco drżącą dłoń. Lodowate opuszki dotknęły opalonego policzka, gdy na ustach młodego czarodzieja pojawił się nikły, smutny uśmiech, nie było w nim już jednak żalu i złości, a przygnębione zrozumienie.
-Cierpienie jest zapłatą za szczęście, a każda chwila przyjemności z tobą jest warta swojej ceny.-przyjemność cielesna, psychiczna, zwykłe poczucie bezpieczeństwa jakie mu mężczyzna dawał.-Kocham cię, Morpheus. Chciałbym z tobą spędzić resztę swojego życia, dzielić się szczęściem i smutkiem, zasypiać i budzić się przy tobie.-pogładził palcami jego policzek.-Ale jeśli nie kochasz mnie w ten sposób, to nie mogę cię do tego zmuszać. Nie wiem tylko co teraz ze sobą zrobić...-zacisnął usta. Nie miał doświadczenia w tych sprawach, nie wiedział czy emocje ostygną, a uczucia wygasną, czy rana na sercu się kiedyś zaleczy.-Powiedziałeś ,,nie dzisiaj"... Mam czekać aż odpowiedni dzień nadejdzie? Czy jest szansa, że kiedyś pokochasz mnie w sposób w jaki ja kocham ciebie? Niepewność daje mi nadzieję, a przez nią szukanie kogoś innego byłoby dla mnie jak zdrada.-był zagubiony i miał wyrzuty sumienia, że tak bardzo obarcza swoją niewiedzą mężczyznę, że prosi go o pomoc i radę, ale nikt inny nie udzieli mu prawdziwszej odpowiedzi niż sam podmiot pytań. Cierpliwie patrzył mu w oczy, przepełniała go chęć zrozumienia, chęć rozwiązania sytuacji dla ich dobra, dla ratowania ich relacji, która dalej była jedną z ważniejszych części jego życia.
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#38
04.02.2024, 19:47  ✶  

Podał zranioną rękę, aby Enfer mógł ją opatrzeć. Przyglądał się, jak wyciera wacikiem ścieżkę, którą zostawiła pojedyncza kropla krwi,  jak owija opatrunek dookoła samookaleczenia, nadal widocznego śladu zębów, odciśniętych na miękkiej skórze czarodzieja, namacalnego pod palcami znaku frustracji i jego niezdrowej formie ujścia. Morpheus bardzo rzadko karał się fizycznie, nigdy nie miał skłonności do zadawania bólu swojemu ciału, odkrył ten sposób wyrzucania z siebie złości już w czasach nastoletnich i zdarzało mu się wracać do tego, gdy nie mógł znaleźć innego katalizatora emocji. Dał się zająć sobą, jak pokorny baranek wchodzący w wilczą paszczę, bez żadnej obietnicy, że ten ich nie zaciśnie.

Przylgnął policzkiem do dłoni, w cichym pojednaniu, które szybko miało umknąć ku kolejnej tragedii, zupełnie jakby weszli na tor czegoś, co mogło być niezwykłe lub niszczące i wybrali zwrotnicę tragedii. Mógł milczeć, nic nie mówić, dać się rozebrać i kochać się z nim, bez myślenia o tym, jakie to będzie mieć skutki dla młodego czarodzieja. Wybory, których już się nie zmieni. Przynajmniej nie będzie mógł spać przez smutek nad utraconym przyjacielem, nie przez swoje niemoralne zachowanie. To zdecydowanie stanowiło różnicę dla Morpheusa.

Kocham cię, wypowiedziane przez mężczyznę, zupełnie inaczej, niż powiedział to Morpheus, ścisnęło go. Jedno słowo, które było niedoskonałe, bo mogło być tak bardzo mylnie odczytane. Zbyt proste.

— To minie, Neil.

Kolejne okrutne słowa, zatrute realizmem.

— Nie dzisiaj dotyczyło fizycznego aspektu tej relacji. Mogę dać ci wiele z siebie, ale nie mogę obiecać miłości. Nie mogę obiecać ci wspólnego domku na peryferiach Londynu i wspólnego łóżka. Dawno temu tego próbowałem i skończyło się to tragicznie dla obu stron. Bierz teraz, czego pragniesz, a kolejna miłość przyjdzie, uwierz mi.

Uśmiechnął się smutnym spojrzeniem niedowiarka, kogoś, kto mówi: rób, jak mówię, a nie naśladuj. Nie zdradził jednak więcej już, jakby karty tamtej historii były zbyt bolesne.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Kolorowy ptak
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Neil Enfer
#39
04.02.2024, 21:03  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.02.2024, 21:13 przez Neil Enfer.)  
Nieuciekanie mężczyzny od dotyku czy to opatrywania czy pogładzenia policzka koiły jego nerwy. Kilka chwil temu miał wrażenie, że wszystko się rozpadało i nigdy nie wróci. W jego życiu jedynie więzy rodzinne były na ile silne by przetrwać kłótnie i nieporozumienia. Teraz również z Morpheusem obowiązywała go taka relacja. Czy był mu bliższy niż rodzina? Na pewno trzymał wiele jego sekretów, których nie powiedział nikomu innemu. Dzisiaj doszły kolejne tajemnice do jego zbioru. Coraz bardziej go sobą obciążał, ale czy nie na tym polega relacja? By razem nieść ciężary niedogodności jakie wychodzą nam na spotkanie?
Zacisnął zęby na jego słowa. Nie chciał, żeby to mijało, ale może tak było lepiej? Skoro nie ma szans nim być, lepiej by minęło niż jakby miał tracić życie na czekaniu na coś, co nigdy nie przyjdzie. Mimo tego patrzył na niego dalej, wierząc w jego doświadczenie, w strach zasiany w potężnym czarodzieju po utracie miłości, po zdeptaniu marzeń i oczekiwań. Czy jego też to czeka? Czy też sprowadzi na kogoś uraz, śmierć, szykanowanie otoczenia, tylko dlatego, że będzie kochać? To było niesprawiedliwe.
Nie chciał brać tego czego pragnął, chciał brać i dawać, a w ich relacji nie był pewien czy taka dynamika jest możliwa. Już nie wiedział czy chodzi o jego wspomnienia, doświadczenia, czy po prostu nie jest w kręgu jego zainteresowań... Kolejna miłość przyjdzie? Obiecuje? A co jeśli nie? Co jeśli skończy się tak samo, jak ta? I kolejna też? I następna? Może takie ich przeznaczenie, a próba jego zmiany zakończy się tragedią.
Puścił jego rękę i obiema dłońmi objął jego twarz, przyciągając go do siebie. Wargi tak bardzo spragnione ust czarodzieja dotknęły jednak tylko jego czoła, delikatnie, czule. Z troską pogładził jego policzki, zaraz przesuwając ręce na jego ramiona, przyciągając go, obejmując i chowając od świata z westchnięciem.
-Wierzę ci... Ale mam nadzieję, że do ciebie też przyjdzie kolejna miłość.-wyszeptał mu życzenie. Chciał, żeby Morpheus był szczęśliwy, a jeśli sam nie da rady mu tego zapewnić, to może jedynie mieć nadzieję, że kiedyś znajdzie się ktoś kogo mężczyzna nie odrzuci.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Morpheus Longbottom (6338), Neil Enfer (6281)


Strony (4): « Wstecz 1 2 3 4


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa