Pewna nadzieja pojawiła się w nim słysząc, że czarodziej stoi po tej samej stronie mostu. Rozumie, nie odrzuci za to kim jest, bo sam wie, że życie w ten sposób nie zawsze było usłane różami. Jednak to mu nie wystarczało.
Nie puszczał jego rąk, wyczuwając zmianę atmosfery i nastawienia. Przymknął oczy gdy go obcałowywał i wiedział już co to oznacza. Tyle razy mówi sobie, że to akceptuje, że to zrozumie, że tak będzie dobrze, ale teraz wiedział, że nie miał racji, i mimo tego dalej w duszy próbował się przekonywać i okłamywać.
Obietnica, która miała być zaprzeczeniem, że konieczność pożegnania w ogóle się kiedyś wydarzy. Teraz wiedział, że czeka to ich, teraz czy za tydzień, miesiąc. Kiedyś czarodziej zacznie żałować, wiedział to... Zacisnął usta. Nie mógł go do niczego zmuszać, namawiać. Jednak to była jego dusza, mógł ją rozrywać dla kogo tylko chciał, a wybrał jego.
-Dlaczego mnie nie odepchnąłeś?-spojrzał na niego szklanymi oczami okalanymi przez rzęsy zroszone kropelkami łez.-Jeśli mnie nie kochasz i chcesz, tylko ciała, to bierz, jest twoje...-w zmarszczonych w prośbie brwiach był ból i niezrozumienie. Był zagubiony. Czarodziej odwzajemnił pocałunki, obiecał ,,kiedyś", a teraz... Przeczył sam sobie. Szybki oddech spiętego ciała wydobywał się z jego ust, gdy cierpiące spojrzenie lustrowało ciemne oczy mężczyzny. Żądał odpowiedzi, krzyku, złości, irytacji, pasji, pocałunków, czegokolwiek, co nie pozostawiłoby nic wątpliwościom.