• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 7 8 9 10 11 Dalej »
[22.06.1972, wieczór] Rysa na szkle | Rodolphus, Nicholas

[22.06.1972, wieczór] Rysa na szkle | Rodolphus, Nicholas
Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#1
05.02.2024, 11:45  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.11.2024, 06:46 przez Baba Jaga.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Rodolphus Lestrange - osiągnięcie Badacz Tajemnic I

Emocje, które targały Rodolphusem po spotkaniu z narzeczoną, wciąż buzowały i wprawiały krew niemal we wrzenie. Wypadł ze swojego mieszkania, które uprzednio zdemolował, by przynajmniej postarać się zająć czymś swój umysł. Myśli goniły jak szalone, przeskakiwały się niczym pędzące wierzchowce, podsuwając mu przeróżne scenariusze i rozwiązania. Jak miał traktować teleportację Bellatrix - czy to było zerwanie? Czy po prostu kłótnia? Kłótnie były czymś normalnym w związkach, tyle wiedział. Problem w tym, że w żadnym nie był na tyle długo, by móc rozszyfrować co to oznaczało w praktyce. Kłótnię mieli na Lithe, ale to... To było coś więcej. Lestrange miotał się jak zamknięte zwierzę w klatce, obijał o metalowe pręty myśli, które zaciskały się wokół jego mózgu, powodując silny, niemal fizyczny ból. Żaden spacer nie był w stanie ich uspokoić. Stronił od ludzi, stronił od używek i po raz pierwszy w życiu poczuł, że jest sam. Nie mógł wrócić do rodzinnej posiadłości bez słowa wyjaśnienia, a póki sam nie rozgryzie, co się właściwie stało, wolał nie angażować w to rodziny. Nie mógł też wrócić do siebie - zniszczenia, których dokonał, były poważne, wątpił by w przeciągu kilku godzin skrzaty się z nimi uporały. A nawet jeśli, to nie miał ochoty spać w łóżku, które z nią dzielił. Był wściekły. Nie mógł udać się do Roberta - nie miał zamiaru mieszać Mulcibera w swoje prywatne sprawy, chociaż zapewne poinformuje go o tym, że Black nie stanowi już zagrożenia. Problem w tym, że wcale nie chciał, żeby tak wyszło. Chciał trzymać ją blisko, mieć na nią oko. Nadal wspólnie palić świat ku chwale Voldemorta. Ale z jakiegoś powodu ona zdecydowała się zniknąć, wcześniej zarzucając mu, że straciła do niego zaufanie. To był cios, po którym nie potrafił się podnieść.

Myśli pędziły jeszcze intensywniej, a jego nogi same zaniosły go pod drzwi mieszkania. Z niejakim zaskoczeniem stwierdził, że nie było to jego mieszkanie, chociaż znajdowało się na tej samej ulicy. Jego dłoń właśnie pukała do drzwi Nicholasa. Lestrange zmarszczył brwi, bo nie pamiętał jak się tu znalazł. Nie pamiętał ostatniej godziny. Z jeszcze większym zaskoczeniem zauważył zdarte do krwi kostki prawej dłoni. Krew zdążyła ubrudzić mu skórę i rękaw koszuli. Przestała lecieć wartkim strumieniem, odrobinę zakrzepła, lecz rany były dość rozległe. Jakby uderzył w chropowatą powierzchnię muru. Ból poczuł dopiero teraz. Stalowoszare oczy z ciekawością wodziły po ranach. Jak to się stało?
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#2
05.02.2024, 18:09  ✶  

Nic w życiu nie przychodzi łatwo. Zdarzy się, że pewne sprawy mogą wymknąć się spod kontroli. Każdy z nas uczy się na błędach. Są sytuacje, które możemy naprawić, a inne nie. Człowiek wiedziony zdradą, gniewem czasami nie myśli rozsądnie nad swoimi działaniami. Nie wie gdzie los go zaprowadzi.

Dzisiejszego dnia, czy zaś już wieczora, na szczęście Rodolphusa, Nicholas przebywał w swoim mieszkaniu. Siedział na swojej kanapie, mając rozłożone papiery, teczki i dokumenty. Pracował w mieszkaniu. Zabrał kilka badań ze swojej Komnaty Śmierci, aby na spokojnie coś przeanalizować. Nie spodziewał się dnia dzisiejszego mieć gościa. Kiedy usłyszał pukanie, na jego twarzy wymalowało się zdziwienie. Zmarszczył brwi, wstał i podszedł do drzwi. Otworzył je i tym razem dostał dosłownego zaskoczenia.

- Rodolphus?
Zlustrował go od góry w dół, zatrzymując na poranionej dłoni.
- Wejdź.
Zaprosił go marszcząc brwi. Zrobił mu przejście i kiedy kolega wszedł do środka, sam wyjrzał na korytarz zapobiegawczo i wrócił do mieszkania zamykając drzwi.
- Spodziewałem się zapowiedzi listownej, ale nie, że nagle zjawisz się przed drzwiami mojego mieszkania. Co się stało?
Zapytał, kierując się od razu do łazienki po apteczkę i z nią wracając. Mógł opatrzyć mu ranę zaklęciami, ale lepiej to i pewniej zrobić tradycyjnymi przedmiotami.

W mieszkaniu Nicholasa panował czysty porządek. Zachowane w surowych i zimnych kolorach. Ściany i meble współgrały ze sobą, ale nie znalazło się nic w cieplejszych barwach. Nie było także żadnych interesujących dekoracji. Jedynie parę podręcznych książek i podręczników. No i rozłożone dokumenty na ławie w salonie, a to pomieszczenie z kolei było połączeniem z aneksem kuchennym oraz jadalnią. Sam Nicholas na sobie miał czarną koszulkę i jeansy. Mroczny znak ukryty pod zaklęciem maskującym. Koledze wskazał miejsce przy stole jadalnym. Tam położył apteczkę i nawet jeżeli Lestrange by odmawiał opatrzenia rany, Nicholas pozostawał przy swoim. Zgarnął czysty ręcznik, namoczył go aby przetrzeć mu ranę na dłoni.

- Pokaż.
Polecił.

Traversa zaczęło zastanawiać, czy ten cały stan jego postawy, rany na dłoni ma związek ze sprawą, jaką omawiali kilka dni temu. Czy spotkał się i rozmawiał z Robertem? Miał jakiś trop na swojego siewcę plotek? Czy może wydarzyło się coś jeszcze innego, że nie zamierzał kontaktować się listownie, ale bezpośrednio zjawiając u niego?

Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#3
05.02.2024, 19:27  ✶  
Być może gdyby w tej chwili był bardziej sobą, to rzuciłby jakąś kąśliwą uwagą. Ale nie było żadnych wątpliwości, że Lestrange sobą w tej chwili nie był. Krew na dłoni, nieobecne, pełne szoku spojrzenie, pomięta biała koszula i czarne włosy, rozsypane wokół twarzy w nieładzie - te elementy tak bardzo nie pasowały do schludnego do tej pory Rodolphusa, że każdy kto by go zobaczył, zorientowałby się, że coś jest nie tak. Lestrange zrobił krok, gdy Nicholas się odsunął, chociaż nie bez wahania. Co on tu właściwie robił?
- Nie wiem - odpowiedział zgodnie z prawdą, ponownie opuszczając wzrok na poranioną dłoń. Ból zdawał się pomalutku go otrzeźwiać, lecz był przytłumiony. A przecież rana powinna piec, palić żywym ogniem. Nic takiego jednak nie miało miejsca, zupełnie jakby mózg Rodolphusa nie dopuszczał do siebie pewnych bodźców. Chciał coś jeszcze powiedzieć, ale w tym momencie Travers poszedł po apteczkę. Niewymowny westchnął, lewą rękę unosząc do włosów. Bał się, że i one będą posklejane od krwi, lecz na jego szczęście były czyste. Mógł je zaczesać nerwowym ruchem w tył, lecz wyjątkowo nie dało mu to ukojenia. Nic nie dawało mu ukojenia, myśli wciąż pędziły nieustannie - było ich w tej chwili jeszcze więcej, niż przed kilkoma minutami. - Z reguły się zapowiadam.
Nie przeprosił, że wparował mu do mieszkania bez zapowiedzi. Bo może i takową zapowiedź wysłał, tylko nie dotarła? Cholera, nie pamiętał co robił przez ostatnie kilka godzin, nie pamiętał w jaki sposób rozwalił sobie dłoń, czemu koszula, którą wyprasował przed obiadem, wyglądała teraz jakby była psu z gardła wyjęta. Odruchowo dotknął twarzy, by sprawdzić, czy nadal jest na swoim miejscu i czy przypadkiem nic w jej obrębie nie bolało. Czy kogoś skrzywdził? Szarpał się z kimś?

Gdy Nicholas polecił mu, by pokazał dłoń, w pierwszym odruchu miał zamiar nią machnąć i odpędzić się od mężczyzny jak od natrętnej muchy. Ale przyszedł tutaj z jakiegoś powodu, lecz na pewno nie po to, by stroić fochy. Usiadł posłusznie przy stole, a dłoń położył wierzchem do góry. Gdy woda weszła w kontakt z raną, ta zapiekła. W końcu bodziec, który znał i na który wiedział, jak reagować. Mięśnie szczęki napięły się, gdy Lestrange próbował powstrzymać wpełzający na twarz grymas bólu.
- Nie żartowałeś z tym gustem - mruknął tylko, odwracając wzrok od dłoni. Zawiesił go gdzieś w przestrzeni, próbując odtworzyć swoje ostatnie kroki. Wszystko przesłaniała mu czerwona mgła wściekłości. Lewa ręka mimowolnie zacisnęła się na jego własnym udzie, gdy cofnął się do momentu zniknięcia Black z jego mieszkania. Pamiętał, że rzucił talerzem. Potem chyba krzesłem? Na pewno wywrócił stół i zniszczył regały. Czy podpalił własne mieszkanie? Czy kopnął skrzata, który był odpowiedzialny za kolację? Nie pamiętał, zupełnie jakby ktoś narzucił na te wspomnienia czerwoną, nieprzezroczystą płachtę.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#4
05.02.2024, 23:38  ✶  

Czy mu się wydawało, czy Rodolphus wyglądał jakoś nieobecnie? Zdziwiony? Zaskoczony? Nie miał pojęcia co tutaj robił? To się Nicholasowi nie podobało. Od razu zamknął drzwi na zamek. Wyjął różdżkę i zabezpieczył dodatkowo mieszkanie.  Nie wiadomo czy wpadł w jakieś towarzystwo. Po zranionej dłoni Nicholas mógł wywnioskować, że wdał się w bójkę? Uderzył coś lub kogoś? Innych ran nie dostrzegał, kiedy wrócił z apteczką, po dodatkowym zabezpieczeniu mieszkania.

Nicholas nie domagał się przeprosin. Wpuścił Lestrange’a, gdyż pracowali razem w Departamencie Tajemnic, a także mieli wspólnego znajomego, z którym współpracowali i o nim kilka dni temu rozmawiali. Czy miałoby z nim coś wspólnego? Oby nie.

Na jego odpowiedź w sprawie zapowiadania się, Nicholas westchnął. Nie domagał się jakichkolwiek przeprosin. Sam rzadko używał takich słów. Lestrange teraz wyglądał jakby zagubił się w terenie? W sobie?

Nie chciał od razu pozwolić sobie opatrzyć rany. Ale Nicholas był nieugięty pod tym względem. Chociaż prowizorycznie mu założy opatrunek, aby zobaczyć też jak poważna jest rana. Najlepiej dla niego byłoby wtedy udać się do kogoś ze swojej rodziny, żeby mu podleczyli.

Siedząc już przy stole w części jadalnej, Travers zaczął przemywać mu ranę, nie reagując na jego grymasy na twarzy. Jest facetem to zniesie ból. Chyba że był mięczakiem i zacznie mu płakać bo boli.

- Nigdy nie żartuję.
Odparł w odpowiedzi na temat gustów, skupiając się na dokładnym obmyciu dłoni kolegi. Zabrudzony ręcznik odłożył na bok, wziął bandaż i zaczął owijać mu okaleczoną dłoń. Nie był gwałtowny, a robił to odpowiednio, spokojnie, z ostrożnością, nie zaciskał zbyt mocno, aby nie sprawiać mu dodatkowego bólu, jeżeli czuł jakieś szczypanie rany. Skóra u knykci była rozdarta. Nic poważniejszego. Na całe szczęście.

Całe mieszkanie mogło sprawiać wrażenia tajemniczego, pustego, zimnego ale i kontrastującego w barwach jasnych i ciemnych. Mówiące o tajemniczości samego właściciela. Trudno więc można było stwierdzić, czy miał jakieś pasje, zainteresowania, czy to mieszkanie pełniło mu tylko rolę samego noclegu.

- Co pamiętasz jako ostatnie? Nie padłeś czasem ofiarą jakiegoś uroku? Imperiusa? Hipnozy?
Zapytał bezpośrednio. Bowiem to nie było normalne, że ten zjawia się przed jego mieszkaniem, nie mając pojęcia dlaczego. Nie mógł pomylić ze swoim. Może i to była ta sama ulica, ale przecież inna kamienica.
Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#5
06.02.2024, 10:16  ✶  
Rodolphus nie planował odwiedzania kogokolwiek ze swojej rodziny. Rana nie była na tyle poważna, żeby trzeba było w to mieszać krewnych - a z wiadomych względów planował trzymać ich na tę chwilę na dystans. Nie grymasił też, gdy Nick opatrywał mu ranę. Piekła i szczypała, oczywiście, ale był to bardzo orzeźwiający ból. Miał wrażenie, że przebija się odrobinę przez tę czerwoną mgłę, która zasnuła jego umysł. Lestrange nie tylko nie przepraszał, ale i nie dziękował i nie płakał. Nie pamiętał w zasadzie, kiedy ostatnio mu się zdarzyło uronić łzę. Od najmłodszych lat reagował raczej agresją lub przeciwnie: tłumieniem uczuć w środku, lecz nie płaczem. Oczywiście pomijając tu naturalne łzawienie oczu, spowodowane dymem czy zimnym wiatrem. Teraz również nie zamierzał płakać, nawet nie czuł tej charakterystycznej potrzeby, która objawiała się szczypaniem nasady nosa, tuż przy kanalikach.

Na stwierdzenie, że Nicholas nigdy nie żartuje, Lestrange tylko posłał mu przelotne spojrzenie. Nie miał siły, by rzucić jakikolwiek komentarz w stylu "i dobrze, to same problemy, te żarty". Bo przecież jego życie zaczęło częściowo się sypać właśnie przez durny żart. Gdy się nie umiało tego robić, lepiej było trzymać język za zębami. Dla Rodolphusa ten czerwiec to było jakieś niekończące się pasmo porażek. Szkoda, że kręciły się wokół jednej... Nie - dwóch osób.
- Nie, nie padłem, a przynajmniej nie pamiętam. Ostatnie co pamiętam, to rozkurwienie mieszkania i wyjście z domu - mruknął, odwracając wzrok z powrotem na ścianę. Wystrój mieszkania Traversa bardzo mu odpowiadał, sam przecież w takim żył. Nie identycznym, a łudząco podobnym. Inną sprawą było to, że Rolph nie przeklinał, a przynajmniej nie nadużywał przekleństw w rozmowie. Teraz jednak bluzgi przyszły mu tak naturalnie... Jakby nie istniało inne określenie na to, co zrobił. - Nie jestem pewny tej hipnozy. Bella jest w niej naprawdę dobra, ale nie przypuszczam, żeby miała mnie zahipnotyzować tuż przed tym, jak mnie rzuciła i zniknęła z mieszkania przy pomocy teleportacji.
I to jeszcze kichając! Zupełnie tak, jakby nigdy nic dla siebie nie znaczyli, jakby ich związek to był jeden wielki, nieśmieszny żart. A przecież był gotów zabijać dla niej, przynieść jej głowę niemal każdego. Była jedyną osobą, którą tak mocno pokochał - i wydawało mu się, że on dla niej również. Nie wierzył, że tu nie było nic więcej na rzeczy. Może był kto inny? Może dowiedziała się, że nie może mieć dzieci? Albo była w ciąży, a on jak ostatni kretyn nie wiedział. A może po prostu jej się znudził? Tu było tyle różnych scenariuszy, że zaczynał się gubić. A każdy był jeszcze bardziej nieprawdopodobny od poprzedniego.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#6
06.02.2024, 16:42  ✶  

Jeżeli nie pamiętał, czy padł ofiarą jakiegokolwiek zaklęcia, to mieli kolejny problem. Ktoś mógłby mu nawet pamięć zmodyfikować, aby tego nie pamiętał. Mimo to, zakładając bandaż, słuchał odpowiedzi kolegi, który przypominał sobie powoli co się stało. Rozkurwienie mieszkania? Travers uniósł brew i spojrzał na niego jakby pytająco. Sam sobie mieszkanie zdemolował? Pięknie. Słownictwem się nie przejmował. Sam często używał wulgarnego.

Zawiązał bandaż i oparł się na razie plecami o oparcie krzesła, słuchając dalszych słów Rodolphusa, patrząc z uwagą na niego. Wtedy stało się jasne, skąd ten stan dziwnego zachowania u niego.

- Tak po prostu? Bez słowa?
Zdziwił się zachowania jego kobiety. Westchnął.
- Układało się między Wami czy coś się popsuło? Z tego co mówisz, rzuciła Cię z jakiegoś powodu, rozgniewało Cię to, zdemolowałeś mieszkanie? Wyszedłeś nie wiedząc gdzie i po co, trafiając pod moje mieszkanie?
Podsumował to tak, jak sam zrozumiał z jego treści.
- I jeszcze ta rana. Nie pamiętasz skąd?
Dopytał. Dał mu chwilę na zastanowienie się. W między czasie, pozbierał rzeczy ze stołu i odniósł na miejsce, ręcznik w misce z wodą mocząc. Na razie tak zostawił, potem się tym zajmie. Jak nie zejdzie ta krew, to wyrzuci go. Nie żałował materiału. Wrócił do salonu, kierując się w stronę barku, który otworzył i przeglądał butelki. Znalazł jakąś szkocką whisky. Wyjął, barek zamknął i postawił na stole. Po czym udał po odpowiednie dwie szklanki z szafki kuchennej i postawi na stole.
- Zdaje się, że pewnie tego teraz potrzebujesz.
Stwierdził. Otworzył butelkę i nalazł. Do obu. Zamknął i na razie Rodolphusa zostawił przy stole a sam przeszedł parę kroków do ławy, gdzie pracował, aby wszystkie papiery i teczki poukładać, pozbierać i odłożyć na komodę. Skoro kolega przyszedł i potrzebuje wsparcia, wysłuchania, porady, popracuje później, albo jutro w pracy.
Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#7
06.02.2024, 19:56  ✶  
Wyłapał jego wzrok, lecz nie odpowiedział na pytanie, skrywane w oczach. Skoro powiedział, że je zniszczył, to tak było. Nie musiał mu tego tłumaczyć. Co innego z pytaniami, zadanymi werbalnie. Lestrange westchnął ciężko.
- Nie do końca bez słowa - przyznał ostrożnie, nie będąc pewnym czego w zasadzie oczekuje od Nicholasa. Nie byli specjalnie blisko, nawet nie był pewien czy czuje do niego sympatię. Jedyne emocje, które odczuwał, to były te gwałtowne: miłość, pożądanie, nienawiść, wściekłość. Buzowały pod jego skórą i sprawiały, że jego dusza taplała się w tym bajorze, nie pozwalając na przyjęcie półśrodków. - Po prostu jej odbiło. Powiedziałem coś, co ją uraziło, gdy byliśmy na Lithe. Możesz mi wierzyć lub nie, ale przeprosiłem i to niejednokrotnie. Rzekomo wybaczyła moje... potknięcie słowne, ale gdy przyszła do mnie do mieszkania dzisiaj, była inna.
Bellatrix nie zachowywała się wtedy jak Bella, którą znał. Była złośliwa, zadawała celne i bolesne rany, jakby chciała pozbyć się go ze swojego życia raz a porządnie. To bolało, ta rana była świeża i znacznie głębsza, niż rany na knykciach. I żaden bandaż nie mógł nic na nią poradzić.
- Stwierdziła, że nie może mi ufać - powiedział, wpatrując się w Nicholasa. Nie streszczał dokładnie całego problemu, nie mówił o przebiegu jednej i drugiej rozmowy bo nie widział w tym sensu. Dziewczynie odjebało i to konkretnie, tak uważał i nie zamierzał zmienić zdania - nie był typem osoby, która przyznaje się do błędu, jeżeli chodzi o wypowiedziane słowa. - Mówisz bardzo dyplomatycznie i używasz eufemizmów, Nicholasie. Jak byś się czuł, gdyby jedyna osoba, której ufałeś i dla której gotów byłbyś zrobić wszystko, nagle stwierdziła, że ci nie ufa, bo powiedziałeś że ma słabość do dzieci, które ostatnio przewijają się przez nasze życie?
Prychnął, zabierając zabandażowaną rękę. Powód był tak idiotyczny, że poczuł nieodpartą chęć, by po prostu zacząć się śmiać. Nie zrobił tego jednak - przejechał zamiast tego lewą dłonią po twarzy.
- Wyszedłem i nagle jakby wszystko zasnuła czerwona mgła. Wiem, jak działa mózg, Nicholasie, podejrzewam że silne emocje spowodowały, że nie do końca rejestrowałem otoczenie - powiedział w końcu, po chwili milczenia. Obserwował mężczyznę, który chodził po mieszkaniu, w zastanowieniu. Patrzył na bursztynowy płyn, który Travers nalewał - powinien odmówić, picie w tym stanie to byłaby kolejna durna rzecz, którą zrobiłby w tym miesiącu. Ale jednocześnie zdawał sobie sprawę z tego, że ta trucizna w szklance pozwalała uspokoić galopujące myśli. Nie odmówił więc. - Nie mam pojęcia skąd ta rana. Możliwe, że walnąłem w którąś ze ścian po drodze.
Pozostawało pytanie, czemu udał się akurat do niego. Z niejakim zaskoczeniem Rolph stwierdził, że rozmowa z mężczyzną sprawiła, że zaczął odrobinę jaśniej myśleć. Ale wniosek, który się nasuwał na tę sytuację, wcale go nie zadowalał.
- Przeszkodziłem ci w pracy - stwierdził, dostrzegając że Nick zbiera dokumenty. Nie odczuł wstydu, bo wydawało się, że rzadko kiedy go odczuwał (o ile w ogóle), po prostu stwierdził fakt. - Niedługo się mnie pozbędziesz. Pójdę... Gdziekolwiek.
Nie miał zamiaru wracać do mieszkania, nawet jeżeli zniszczenia nie były specjalnie duże. Skrzaty pewnie się uporały z większością tego, co rozwalił. Ale na myśl o tym, że miałby położyć się spać w tym samym łóżku, zbierało mu się na wymioty, spowodowane wściekłością.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#8
07.02.2024, 18:06  ✶  

Nie było to sprawą Nicholasa, aby wtrącać się w sprawy między Rodolphusem a jego dziewczyną zwaną Bellatrix. Ale skoro kolega, zamiast z problemem udać się do kogoś ze swojej rodziny, brata czy kuzyna, przyszedł do niego, to wypadałoby może go wysłuchać, poznać powód, przyczynę i coś doradzić? Nie ma co ukrywać, że Nicholas w tym przypadku był zaskoczony. Problem miłosny. Poza bratem, nikomu w tej kwestii nie pomagał. Nie znał się na tych sprawach za bardzo. Co innego mówić o uczuciach, a co innego polecić świetną restaurację.

Aby wiedzieć, na czym stoi sytuacja Rodolphusa i dlaczego tutaj przyszedł z poranioną dłonią, Nicholas musiał mu zadawać pytania. Nie czując w tym przypadku żadnej granicy prywatności. Mieszkanie zabezpieczył. Cokolwiek tutaj mówili, było między nimi.
Na wspomnienie o sabacie Litha. Że kobiecie odbiło. Przepraszanie ze strony Rodolphusa. Westchnął. Jak nie zamieszanie na Beltame, na którym go nie było, to teraz kolejny kowen, na którym wynikły już inne problemy niż organizacyjne.

Nie bardzo wiedział jak się do tego odnieść. Kobieta faktycznie była dziwna. Chłop przeprosił, niby mu wybaczyła, ale i tak stwierdziła, że nie może mu ufać? I sobie od tak zniknęła z jego mieszkania? Coś tutaj było nie w porządku.

Pytania, jakie mu Rodolphus zadał, w zasadzie nie spodziewał się. Może nie w kwestii dziewczyny, Nicholas by się odniósł, ale w życiu miał osobę taką, której naprawdę ufał. Dużo dzięki niej osiągnął. Ostatnio jej zwrócił na to uwagę w kwestii zaufania. Choć nie miało związku z wyjawieniem słabości. To jednak w ostatnich dniach, wyjaśnili sobie wszystko. 

Odpowiedzieć dyplomatycznie. Nicholas z Rodophusa, przeniósł wzrok na okno.
- Jakbym się czuł…
Potrzebował paru sekund, aby ułożyć odpowiedź. Jakby wyobrazić sobie sytuację.
- Stwierdziłbym, że nie jest godna mojego zaufania. Obrażając się o coś, co nie jest istotne a głupią pierdołą, nie mówi o drugim człowieku dobrze. Kobiety najwyraźniej są uczulone na niektóre stwierdzenia. Obrażają się z byle powodu. Jeżeli nie wyjaśniła Ci wcześniej, o czym nie chce rozmawiać lub jak na pewne sprawy reaguje, to znaczy, że nie jest Ciebie warta. Nie jestem specjalistą od takich spraw. Sam nie byłem w związku.
Odparł wracając spojrzeniem na Rodolphusa. Według niego to była błaha sprawa. Gdyby chodziło o coś poważniejszego, to już inna sytuacja. Jak w ostatnich dniach, kiedy rozmawiali. Na razie mógł postawić flaszkę, zakładając, że facet załamany po utracie swojej miłości, ma potrzebę trochę wypić. Jedna szklaneczka mu nie zaszkodzi. A może trochę rozluźni mu myślenie.
- Nie przeszkodziłeś.
Zapewnił go, już nie odnosząc się do rany jaką sobie zrobił. Ważne, że tej ręki nie rozwalił porządnie. Wtedy konieczne byłoby udanie się do kogoś z jego rodziny, aby ją ”naprawili”.
- Rodolphus.
Zwrócił się do niego imiennie, trzymając zebrane papiery i teczki z ławy.
- Z jakiegoś powodu przyszedłeś do mnie, abym Cię wysłuchał? Może udzielił porady? Pracujemy razem. Więc jak masz spać gdzieś pod mostem, w Dziurawym Kotle i nie chcesz iść do kogokolwiek ze swojej rodziny, możesz zostać u mnie. Z Twojej wypowiedzi wnioskuję, że nawet do siebie nie chcesz wracać.
Odłożył dokumenty na komodę.
- Mieszkam sam. Miejsca dla nas wystarczy. Rozgość się.
Nie wyrzucał go. Ze względu na koleżeństwo w Departamencie, współpracę z jednym czarodziejem, nie wyrzucał go. Lepiej takich mieć przy sobie, niż poza zasięgiem. W tym mieszkaniu, Nicholas nie miał niczego do ukrycia. Dlatego wyglądało jak wyglądało. Prawie puste, jedynie z meblami, ubraniami, i przedmiotami codziennego użytku, jakie stanowią w łazience czy w kuchni. Nie zagracał się. A najważniejsze dokumentacje czy przedmioty, trzymał w swoim domu w Little Hangleton. Tam być może też by się Rodolphusowi spodobało.

Zaznaczając, że mieszka sam, można było także wywnioskować, że nie miał w tym miejscu nawet skrzatów. Wszystko robił sam. Włącznie z tym sprzątaniem. Z jakiegoś powodu człowiek uczył się przydatnych zaklęć.

- Robota mi nie ucieknie. Dokończę w biurze.
Dodał dla zapewnienia.
Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#9
08.02.2024, 01:50  ✶  
Tak, wypadałoby wysłuchać. Dlaczego tak naprawdę Lestrange nie udał się do nikogo ze swoich bliskich? Miał przecież kuzynów, kuzynki - bliższą i dalszą rodzinę. Na pewno miał jakichś znajomych, chociaż jeśli ktoś by się nad tym zastanowił przez dłuższą chwilę, to wokół Rodolphusa było pełno ludzi, którzy nie znaczyli dla niego nic. I vice versa - ktoś kiedyś zauważył, że Rodolphus marnuje swoją młodość. Najlepsze, młodzieńcze lata poświęca na naukę, angażuje się w tematy, o których w tym wieku nie powinien nawet myśleć. Zamiast kraść pocałunki czystokrwistych dam, brylować na balach - on zaszywał się z dala ludzkiego wzroku, chował się, odbijał ciekawskie spojrzenia i budował mur. Stawiał powoli, acz konsekwentnie, kamień na kamieniu. I co mu z tego przyszło?

Absolutnie nie wymagał od Nicholasa, by ten stał się jego powiernikiem czy wręcz mu doradzał. Nie znał go na tyle, by móc stwierdzić, że jest to odpowiednia osoba do prowadzenia tego typu rozmów. Travers jednak pytał, być może starał się zrozumieć sedno problemu? Ach, sedno... Lestrange właśnie tego spojrzenia potrzebował. Z boku, od osoby trzeciej - która spojrzy na wszystko z dystansu, bez zbędnych emocji. Nie chodziło o to, by Nicholas mu doradzał, ale by wysłuchał, zmarszczył brwi, pokręcił głową. To były gesty, które mu w zupełności wystarczały. Tym językiem posługiwał się na co dzień - językiem niedopowiedzeń i niedomówień.
- Nie jest godna mojego zaufania... - mruknął, pocierając palcem wskazującym usta. Jego spojrzenie spoczęło na postawionej przed chwilą szklance z whisky. Ręka sama do niej sięgnęła, niezbyt mocno zacisnęła się na szkle. Bandaż drażnił jego skórę, sprawiał że było mu niekomfortowo. Zwykle nie dopuszczał do tego, by cokolwiek mu się stało - a nawet najmniejsze zadrapania leczył niemal od razu, w ten czy inny sposób. Lecz teraz nie miał takiej możliwości. I być może nie chciał tego robić? Ten dyskomfort i ból stanowiły most pomiędzy tym, co znał i czego nie znał. - Nie, nie wspominała. Mieliśmy ostatnio serię niefortunnych zdarzeń, los podrzucił na naszą ścieżkę dzieci w różnej formie. Jedno było duchem, który przywiódł nas do opuszczonego domostwa. Kolejna dusza również była dzieckiem...
Zastanowił się. Jedyną osobą, która wiedziała o tym, co się stało z tą konkretną duszą, był Robert. Nie chciał wtajemniczać Nicholasa w tę opowieść, mimo że po części to zrobił te kilka dni temu. Ale Travers nie musiał i nie powinien znać szczegółów.
- Dziewczynka, tak jak poprzednia. I kolejna, na Lithe. Tym razem było to dziecko z krwi i kości. Zaczepiło ją, tak jak poprzednie. Nie wierzymy w przeznaczenie, Nick, ale to że Trix chciała jej pomóc, tak jak tej poprzedniej, samo wymusiło durny komentarz na moich ustach - cytując klasyka: tylko głupi by nie skorzystał. Rodolphus uniósł szklankę do ust i upił dość spory łyk alkoholu. Ostry płyn przyjemnie zapiekł nie tylko w wargi, ale i przełyk. To uczucie nie powinno być przyjemne: alkohol był zgubny i stanowił jeden z kamieni, którymi wybrukowane było piekło. Tylko czym było piekło tak naprawdę? Czyż nie żyli w jego odbiciu tu, na ziemi?

Na kolejne słowa Nicholasa Rodolphus zmarszczył brwi. Porady... Sam przecież przyznał, że nie był w związku. Co prawda wcześniej o tym nie wiedział, ale wiedział na tyle dużo by ogarnąć, że Travers nie miał oficjalnej żony czy narzeczonej. Może się z kimś spotykał - tego nie wiedział, nie śledził życia prywatnego współpracowników.
- Gdybym miał do wyboru Kocioł i most, wybrałbym most - prychnął w odpowiedzi, odstawiając szklankę. Miał przedziwne pojęcie poczucia własnej godności. - Jeśli chodzi o porady, to nie wydaje mi się, żeby o to chodziło. Wciąż nie myślę jasno, ale to miejsce wydaje mi się jednym z ostatnich bezpiecznych, które kojarzę.
Nie chciał mu się podlizać - wyraz twarzy mężczyzny świadczył o tym, że na nowo zaczął analizować wszystkie fakty. Bezpiecznie czuł się u siebie - ale to zostało pogrzebane pod stosem rozwalonych mebli. Bezpiecznie nie czuł się u Roberta, gdzie został wzięty w kleszcze i spotkał się z jego bliźniakiem i gdzie musiał (a może chciał?) złożyć przysięgę wieczystą. Bezpiecznie czuł się w ich wspólnej przestrzeni, poza granicami Londynu, lecz najwyraźniej resztka rozsądku odmówiła teleportacji właśnie tam.
- Nie, nie chcę - potwierdził, sięgając do wewnętrznej kieszeni. Wyciągnął różdżkę, którą obrócił leniwie w palcach lewej dłoni, zanim odłożył ją na stół. Dalej, niż powinien gdyby czuł się tu zagrożony. Gdyby chciał po nią sięgnąć nagle, straciłby cenne sekundy, mogące zaważyć o jego życiu. Być może była to drobnostka, odruch, lecz w gruncie rzeczy znaczyła naprawdę wiele. - Nie wiem co tam zastanę. Albo kogo. Wolałbym być przez pewien czas nieuchwytny dla niektórych osób.
Osób... Wiadomo było, że mówił o konkretnej personie.
- Mówiłeś o wysłuchaniu. Nie wiem na ile chcesz poznać żałosny wytwór mojego umysłu, ale podejrzewam, że tu chodzi o coś więcej, niż niefortunnie dobrane słowa podczas głupiego sabatu - mruknął, przesuwając wzrok na szklankę. Przesuwał ją wokół własnej osi, obserwując jak bursztynowy płyn faluje, rozbijając się o ścianki. - Mówiłeś, że nie jesteś w związku. Jak udało ci się odpędzić rodzinę od swoich prywatnych spraw?
Zapytał, bo najpewniej to właśnie go czekało w najbliższych miesiącach. Nie mógł tego ukrywać w nieskończoność. Był niezależny finansowo, lecz wciąż był zależny pod innymi względami. I nawet jeśli to nie była jego wina, to był mężczyzną - będą naciskać na naprawę stosunków między tą dwójką. A tego niekoniecznie chciał. Brak zaufania do osoby, z którą miało się żyć pod jednym dachem, dla Rodolphusa był od razu dyskwalifikacją na pełnej linii.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#10
09.02.2024, 00:54  ✶  

Czy panowie nie byli w jakiś sposób do siebie podobni? Nicholas, choć starszy od Rodolphusa, w tym wieku powinien mieć już żonę i starać się o potomka. Jednak podobnie jak kolega z pracy, swoje życie skupiał na innych dziedzinach, niż bawienie się w dziedziczenie rodu. Ten obowiązek, został zwalony na brata, któremu została przyrzeczona narzeczona. Niby ojciec te kontrakty ustalał, to jednak Nicholas podejrzewał, czy babka nie chciała młodego bardziej ustatkować.

Poświęcanie się karierze może ich wynieść wyżej. Pozwoli się rozwijać, zdobywać doświadczenie i być może awansować? Nicholas tego chciał, gdyby to było możliwe. Zostać Szefem Komnaty Śmierci. Brzmiałoby dumnie.
Byłoby to już znacznie duże osiągnięcie. Mieć ten dział pod sobą. 

Doradcą w sprawach sercowych dobrym nie był. Ale skoro Rodolphus chciał poznać jego zdanie, udzielił go. Zaufanie wszędzie miało znaczenie. Pełniło istotną rolę. Gdziekolwiek się pracowało, jakąkolwiek miało rodzinę, znajomych, bliskich. Budowanie jej od podstaw było sztuką. W zależności od tego, na jaką osobę się trafiło.

Nicholas przy okazji przytoczył sugestie, z własnego punktu widzenia, które mogłyby wpłynąć na wrażliwość i reakcję kobiecą, spowodowaną utratą zaufania wobec Lestrange. Travers wysłuchał jego krótkiej wzmianki bez głębszych szczegółów, w której opowiedział w jakiej formie mieli dzieci na swojej drodze z Bellatrix i skąd u niej zainteresowanie nimi. Słabość do dzieci nie powinna być cechą drażliwą na tyle, aby od razu zarzucić brak zaufania do Rodolphusa. Czy on mu czegoś nie mówił?

- Mogę się jedynie domyślać, że nie tylko o tę sprawę chodzi, skoro wypaliłeś z jej słabością a ona nagle przestała Ci ufać. Nie wymagam, abyś mówił mi wszystko, gdyż to nie moja sprawa. Ale zastanów się, czy gdyby jej się odwidziało i chciała do Ciebie wrócić, czy nadal chcesz z nią być?
Doradzał chyba dosadnie. Choć bardziej zadał mu zwyczajne pytanie do zastanowienia. Bezpośrednio uderzając w zastanowienie się nad swoimi uczuciami. Jeżeli ją kochał, co zrobi? Ulegnie jej przeprosinom? Czy może pozwoli zamurować swoje serce i nie dopuszczać jej do siebie? Nie miał gwarancji, czy kiedykolwiek ta sytuacja się nie powtórzy z jej humorami.

Kiedy ława była uprzątnięta od dokumentów, a te znalazły się ułożone na komodzie, Nicholas wrócił do stołu, aby przy nim towarzyszyć koledze. Przy czym upił łyk ze swojej szklanki, rozgrzewającego przełyk alkoholu. Zwrócona była uwaga odnośnie nocowania Rodolphusa, który najwyraźniej wolałby wybrać most zamiast jednego z tych lepszych miejsc. Travers to słysząc westchnął. Jego wybór. Ale czy zdawał sobie sprawę z zagrożenia wynikającego spania w takich warunkach? Może teraz nie przejmowałby się splamieniem swojej reputacji, być powodem plotek po rodzinie i w miejscu pracy na swój temat pod tytułem "Lestrange spał pod mostem! Czy to znaczy, że Bellatrix go rzuciła?" Tego podobne lub nawet gorsze. Że stracił mieszkanie? Nie opłacał je? Rodzina go wydziedziczyła? Lepiej uniknąć poniżenia się jeszcze bardziej.

- Więc możesz zostać tutaj tak długo jak chcesz. Lepsze to, niż spanie pod mostem. O swoją reputację też powinieneś dbać.
Zaproponował mu zamieszkanie u siebie na tak długo jak będzie chciał. Aż pozbiera się po tej całej akcji z narzeczoną. Przy okazji zwrócił mu uwagę odnośnie własnej reputacji, że spanie czy mieszkanie pod mostem, nie jest dobrym rozwiązaniem. Sam Lestrange zaznaczył, że potrzebuje być nieuchwytny. A most tego nie zagwarantuje.
- Mamy całą noc. Butelka jest pełna. Jak masz potrzebę się wygadać, wysłucham Cię. Jeżeli będziesz chciał, mogę Cię jutro usprawiedliwić w pracy z nieobecności.
Dał mu do zrozumienia, że jeżeli to w jakiś sposób pomoże rozszarpanej duszy Rodolphusa, Nicholas był gotów poświęcić mu ten czas i go wysłuchać. Dla każdego go miał i starał się go znajdować.

Przy tym temacie zaś padło pytanie o odpędzenie rodziny. Nicholas spojrzał na swoją szklankę, którą trzymał w dłoni na blacie stołu.

- Zaznaczyłem, że chcę się skupić na karierze aby mieć stabilną pracę. Udało mi się to osiągnąć dostając do Departamentu Tajemnic i w nim utrzymać. Wyprowadziłem się z rodzinnego domu, kupując to mieszkanie. I tak sobie żyję. Rodzina jakoś dała mi spokój. Ale za to całą uwagę skupiła bardziej na moim bracie.
Nicholas mimo iż jest najstarszy z rodzeństwa, mógł mieć nacisk na założenie swojej rodziny aby przedłużyć ród. Jako jeden z nielicznych członków swojej rodziny nie odziedziczył genu lykantropii. Nie był wilkołakiem. Mógłby dać początek linii Traversów bez dziedziczonego genu klątwy. Na razie Nicholas od rodziny miał spokój. Całą troskę i obawy rodzina przerzuciła teraz na jego młodszego brata. A w kwestii zawodowej, po śmierci dziadka, też bardziej uwagę skupili na Theonie niż na nim.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Nicholas Travers (5554), Rodolphus Lestrange (7018)


Strony (3): 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa