• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 6 7 8 9 10 11 Dalej »
[28 kwietnia 1972] No chodź, chodź ze mną do restauracji - Theon & Lycoris

[28 kwietnia 1972] No chodź, chodź ze mną do restauracji - Theon & Lycoris
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Brązowowłosy i niebieskooki mężczyzna, wyróżniający się z tłumu przede wszystkim za sprawą swojego wzrostu. Niewielka domieszka krwi olbrzymów sprawiła, że osiągnął nieco ponad 2 metry wzrostu. Łatwo z niego czytać, w przypadku Theona emocje praktycznie zawsze są wypisane na twarzy. Nie stara się z nimi kryć. Często można go spotkać z papierosem w ręku bądź wyczuć specyficzny zapach, niekiedy lekko dominujący nad pozostałymi.

Theon Travers
#11
12.02.2024, 10:03  ✶  

Pamiętał. Doskonale pamiętał tamten dzień oraz tamten wieczór. Tamten wspólny taniec na cmentarzu oraz to, na co w tamtym czasie pierwszy raz zwrócił uwagę. Kompletnie się tego nie spodziewał. Powinien był? Dla niektórych, to gdzie znaleźli się w chwili obecnej, nie było żadnym zaskoczeniem. Prędzej oczywistością, która nastąpiła zdecydowanie zbyt późno. Kiedy kilka dni temu rozmawiał z bratem, usłyszał z jego strony jedynie krótkie: nareszcie.

- To i wiele więcej. – przyznał. Bo tamten dzień odtwarzał wielokrotnie, zastanawiając się nad tym, co powinien z tym fantem zrobić. Ostatecznie zdecydował się to odepchnąć. Nie wracać do tamtych wydarzeń. Bo przecież byli przyjaciółmi. Bo przecież ona, Lycoris, była dla niego zbyt ważna. Zbyt istotna, aby podejmować tak wielkie ryzyko. – Wypiliśmy wtedy zdecydowanie za dużo, ale ponoć to co mówi pijany, często jest najszczerszą prawdą.

A oni powiedzieli wówczas sobie całkiem sporo. Więcej niż powinni? Jak dużo z tego Lycoris zdołała zapamiętać? Bo Theon, jeśli o nim mowa, zapamiętał sporo. Był w stanie odtworzyć jej słowa. Przywołać je choćby w tym momencie.

Nie zrobił tego jednak.

- Zaliczamy pierwszą randkę. Ponoć tak należy. – poinformował ją. Kącik ust lekko mu zadrżał. Był rozbawiony? Jak najbardziej. Tym, że obydwoje najwyraźniej wiedzieli to w podobny sposób. Nie pasowali do tego miejsca. To miejsce nie pasowało do nich. Znacznie lepiej bawiliby się zapewne w pierwszej z brzegu, podrzędnej knajpie. Nie potrzebowali, żeby w lokalu zatrudniony był wybitny szef kuchni. Nie potrzebowali, żeby do posiłku kelner proponował najlepsze dostępne alkohole. W zasadzie to kelnerów nie potrzebowali wcale. Wystarczył by im barman, który przyjąłby zamówienie na ognistą whisky, dowolne wino czy piwo. Cokolwiek, na co mieliby ochotę. – Za 20 lat będziesz opowiadać o tym miejscu, zamiast o jakiejś mordowni na Nokturnie. Bo chyba nie chcesz, żeby na… Twoja córka szlajała się w przyszłości po Nokturnie? – poprawił się, rezygnując z cisnącego się na usta nasza, na rzecz Twoja. Bo przecież nie planowali tu właśnie ślubu oraz zakładania rodziny. Byli na pierwszej randce, po której wszystko… po której wszystko mogło się wciąż potoczyć różnie. Możliwości było wiele i nie dało się przewidzieć dokąd zaprowadzi ich los. Niekiedy kapryśny, robiący ludziom pod górkę. – Poza tym nie wiem jak Ty, ale ja jestem człowiekiem bardzo poważnym. Pracuje w Ministerstwie, mam nawet własne biurko. Duże, nie takie małe jak te, które wciska się stażystom. - tym razem starał się zabrzmieć jak ktoś, kto faktycznie jest dumny z tego, o czym mówi. Ze swoich osiągnięć? Nieco pajacował, ale jak słusznie zauważyła Lycoris, nie byli poważnymi ludźmi. Przynajmniej nie w swoim towarzystwie. Tak już na siebie wzajemnie wpływali… - Całkiem sporo tam zarabiam, chciałbym w przyszłości awansować. Dużo czasu poświęcam pracy, dlatego niewiele mogę go przeznaczyć na przyjemności, no ale, może nie będę tyle mówić o sobie. Powiedz mi Lycoris coś o sobie. Zawód koronera musi być fascynujący? – jeśli w pierwszej chwili się nie zorientowała, w następnej musiała już połapać się w tym do czego zmierzał. Chciał się trochę zabawić. Rozegrać to tak, jakby była to pierwsza randka ludzi, którzy się nie znali. Poważnych. Pasujących do tego miejsca. Dorosłych. Tylko jak długo byliby w stanie tego rodzaju szopkę pociągnąć? Jak długo byliby w stanie odgrywać role, które przypadły im właśnie w udziale?

Może to właśnie o to powinni się założyć?

Call me the Villain
You should see me in a crown
Your silence is my favorite sound
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wiecznie znudzona i zblazowana mimika okrywa płaszczem wyraziste kości policzkowe, pełne usta i oczy tak głęboko piwne, jakby sama piana morska wyrzucona na brzeg w nich mieszkała. Koścista aparycja jest podkreślona wielokroć przez wysoki wzrost, sięgający wybitnym stu siedemdziesięciu sześciu centymetrom. Zdecydowanie bardziej kanciasta, aniżeli kobieca - porusza się, jak i nosi, po męsku. Nosi za sobą ciężką woń piżmowych perfum, głos ma zupełnie niemelodyjny, niski i ochrypły.

Lycoris Black
#12
17.02.2024, 16:30  ✶  

Tamten taniec zjednał ich jak nic, co do tej pory rozjaśniłoby ich mętne życia, coś się odmieniło bezpowrotnie, a odpychanie tej koneksji należało przecież do ich obowiązków względem przyjaźni. Nie mogli sobie pozwolić na zburzenie zamku, który układali przez mnogość lat. Staż ich relacji był wszak nie byle jaki, a ona nade wszystko nie chciała spopielić tej relacji przez drgnięcia oksytocyny i przyziemnych żądz. Świętość trzymała się od niej na umowny dystans, jakby bała się podejść do absurdalnie obraźliwej osobowości; do jej przynoszenia hańby rodzinie na bankietach i krzywienia się brzydko nieomal w każdej sytuacji.

Tym razem na jej obojętnym obliczu kwitł cień uśmiechu.

– Czy nie przybiłam wtedy gwoździa na twoim ramieniu? – spytała retorycznie, starając się przywołać te mętne chwile – to, jak deptał ją po stopach i to, jak bliska mu wtedy się poczuła. Jej emocje nie mogły się równać z niczym, co przyziemne i cielesne, nigdy przecież nie była femme fatale, a uwodzenie nie należało do jej ulubionych gier – zdecydowanie wolała partie szachów.

Ilekroć przywoływała mantrę tamtego wieczoru, w jej głowie czyniło się nieposkładanie. Jakby nie była w stanie dosięgnąć dostatecznie percepcji, jego urokliwych uśmiechów i własnej, skalanej procentami głowy. Nie potrafiła przecież zdystansować się, w szczególności, gdy proscenium myśli zajmował smak jego ust.

To wspomnienie, kwitło w jej pamięci z każdą lichą wstęgą namysłu.

– Jakkolwiek sceptycznie nie byłabym nastawiona do koncepcji dzieci, to n a s z e – powiedziała to słowo z należytą emfazą, naciskiem, do którego on nie był zdolny – wyprowadzałabym na ulice Nokturnu prędzej niż na plac zabaw. Coś mi mówi, że nie jestem dobrym materiałem na matkę. Nie tylko dlatego, że brak mi jakiegokolwiek instynktu; ja po prostu jestem niewydarzoną egoistką i obawiam się, że nie przeżyłyby ze mną za długo. Brzmię jak parszywa karierowiczka – podsumowała samą siebie.

Parsknęła śmiechem w odpowiedzi na jego słowa i nieomal natychmiastowo podłapała grę.

– Ja, panie Travers, piastuję prestiżową posadę obcującej z trupami wariatki. Mam swój gabinet i prosektorium, stażystów nad którymi się znęcam oraz wybitne zdolności. Nie dość, że pracuję w zawodzie, to jeszcze jestem wspaniałym magomedykiem, a więc myślę, że mogłabym wstawić pańskie zęby po tym, jak je wybiję – rzekła tonem niebywale pompatycznym, tak jakby istotnie chciała się mu sprzedać na pierwszej randce.

– Piję tylko prosecco, ubieram się wyłącznie w jedwabne suknie i gardzę nieprawdziwymi perłami – dodała po chwili, powstrzymując się usilnie od wybuchnięcia salwą śmiechu – tego szczerego, urokliwego, który rzadko opuszczał spętany jej wargi. – Aby zdobyć moje serce należy być dżentelmenem, mieć wysoki status i zarobki, oraz obdarowywać mnie świeżymi różami. Jeśli róże, to wyłącznie czerwone, a jeśli mężczyźni, to wyłącznie z dobrego domu.

Oparła podbródek na dłoni, odbijając piłeczkę ku niemu, czekając, czy dalej pociągnie tę grę, paskudną farsę, jakby oboje byli z innych światów – jakby nie plątali się po spelunach Nokturnu, jakby nie tańczyli na nagrobku i jakby nie pili obrzydliwie dużo najprostszej ognistej.

Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Brązowowłosy i niebieskooki mężczyzna, wyróżniający się z tłumu przede wszystkim za sprawą swojego wzrostu. Niewielka domieszka krwi olbrzymów sprawiła, że osiągnął nieco ponad 2 metry wzrostu. Łatwo z niego czytać, w przypadku Theona emocje praktycznie zawsze są wypisane na twarzy. Nie stara się z nimi kryć. Często można go spotkać z papierosem w ręku bądź wyczuć specyficzny zapach, niekiedy lekko dominujący nad pozostałymi.

Theon Travers
#13
18.02.2024, 20:00  ✶  

Na krótką chwilę uciekł spojrzeniem na bok, kiedy z jej ust padło określenie nasze. Zlustrował spojrzeniem najbliższą okolice. Na chwilę zatrzymał wzrok na jednej z par, które zajmowały pobliski stolik. Starszy mężczyzna i znacznie od niego młodsza dziewczyna. Starał się jednak nie skupiać uwagi zbyt długo na zupełnie sobie obcych ludziach. Zwłaszcza, że nie był przecież w tej restauracji sam.

- Może i karierowiczka, ale nie potrafię uwierzyć, że nie otoczyłabyś odpowiednią opieką kogoś sobie bliskiego. -  pozwolił sobie na taki komentarz. Bo przecież wiedział, że choć skupiona na pracy, na ciągłym rozwijaniu swojej kariery, Black pozostawała nadal człowiekiem z krwi i kości. Potrafiła przywiązać się do innych ludzi. Obdarzyć ich uczuciem. Musiała sobie tylko na ten krok pozwolić.

Pewne rzeczy trzeba było do siebie dopuścić.

Uśmiechnął się, widząc że podłapała jego grę. Nie musieli być przez cały czas poważni. Również w miejscu takim jak te, mogli się dobrze bawić. Wystarczyło tylko się rozluźnić. I być sobą. Prawdziwym sobą. Reszta nie miała znaczenia.

- To dobrze się składa, że pochodzę z naprawdę dobrego domu. Moja rodzina ma cudowną posiadłość w Szkocji. Zabytkowy budynek, który zakładam, że przypadłby pannie do gustu, panno Black. - sam również nie zmieniał tonu, swojej postawy. Mówił tak, jakby to wszystko stanowiło najprawdziwszy powód do dumy. Było osiągnięciem na miarę zdobycia nagrody imienia Newana Slughorna, która nie trafiała przecie w pierwsze lepsze ręce. Była przeznaczona dla tych, którzy dokonali czegoś godnego zapamiętania. - Dwa skrzydła, a do tego ponad 20 pokojów. Meble z poprzedniej epoki, o naprawdę sporej wartości. Naprawdę jest się czym zachwycać. Niestety z roku na rok mam coraz mniej czasu, żeby wracać na wieś. Spędzam tam coraz mniej czasu. Jestem człowiekiem, który trochę za bardzo związał się z Londynem. - mimo wcześniejszych narzekań, kolejny raz zdecydował się sięgnąć po lampkę wina, z ktorej upił dwa niewielkie łyki tegoż parszywego alkoholu. Nie skrzywił się przy tym nawet odrobinę. - Życie płynie tutaj szybciej i jest bardziej intensywne. Uwielbiam pojawiać się na przyjęciach. Odwiedzać teatr. Spędzać czas w restauracjach. Wydaje mi się, że we dwoje, powinniśmy stać się idealnym tematem do plotek. Wzbudzać zazdrość innych. Jeden z najbardziej pożądanych kawalerów i kobieta, która przez lata złamała niejedno serce. Gdyby tylko się panna zdecydowała, prawdziwe perły nie stanowiłyby dla mnie żadnego problemu. Róży zaś kupiłbym na początek jakiś tysiąc. Wątpię jednak, żeby chociaż jedna dorównała Tobie swoją urodą. 

Zakończył, czekając na to co odpowie. Jak zareaguje na złożoną właśnie propozycje. W jakim kierunku pociągnie tę drobną zabawę? Potrafiła go przecież niejednokrotnie zaskoczyć. Nie wątpił, że i tym razem byłaby w stanie to zrobić.

Kiedy tak rozmawiali, czując się w swoim towarzystwie - wielkie zaskoczenie - wcale nie najgorzej, na moment przeszkodził im kelner, stawiający na stole zamówione dania. Tym razem nie tracił czasu na to, aby zadawać liczne pytania, rzucać w ich kierunku jakieś instrukcje, uwagi. Powiedział jedynie, że będzie w pobliżu, gdyby czegoś jeszcze potrzebowali. Życzył smacznego posiłku.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Lycoris Black (2824), Theon Travers (3786)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa