• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Wyspy Brytyjskie Walia Snowdonia [18.06.1972] Do the stars gaze back?

[18.06.1972] Do the stars gaze back?
dragonborn
Ruthlessness
is mercy upon ourselves.
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
właściciel rezerwatu, smokolog, magizoolog
Mający 187cm, o atletycznej budowie ciała i ciemnych włosach. Porusza się ze specyficzną dla niego manierą, która zdaje się przypominać gady; zastygnięty w bezruchu, jakby wyczekiwał potknięcia, obserwując z uwagą otoczenie, tylko po to by nagle zareagować i wprawić ciało w ruch. Posiada parę blizn na ciele, pozostawionych przez spotkania ze zwierzętami. Plecy, lewą stronę obojczyka i ramię pokrywa drobna, szarawa łuska, a jego oczy posiadają pionowe źrenice i trzecią powiekę. Zawsze towarzyszy mu któryś z jego smoczogników.

Leviathan Rowle
#1
06.02.2024, 04:03  ✶  
Scenariusz randki: Czy gwiazdy patrzą na nas tak jak my na nie? To dopiero pytanie!
Scena: strome wybrzeże
Prompty: nocne niebo, spadająca gwiazda, astrologia, strzelane kapslami w niebo, bunt żywiołów

Strome wybrzeża Walii wydawało się niemal idealnym miejscem na obserwowanie nocnego nieba. Kiedy rozkładali się na chłodnej, nieco wilgotnej trawie, niebo czerwieniało jeszcze na zachodzie, ale Rowle wydawał się wziąć pod uwagę, specjalnie wybierając miejsce, które zapewni im najlepszy możliwy widok na spektakl, który co wieczór odprawiało dla świata słońce, jak i potem ciemny całun, którym okrywała wszystko noc.
Im dłużej zapatrywali się w dogasające kolory, tym prędzej drobne chmurki zdawały się umykać, nie chcąc może przysłaniać migoczących poufale nad nimi gwiazd, które rozsypywały się w złożone konstelacje. Levi nigdy nie był mistrzem z astronomii, szkolny przedmiot i przeznaczoną mu wieżę traktując bardziej jako atut i miejsce spotkań ze swoimi towarzyszami i towarzyszkami. Czasem też pytał Timmy, czy nie chciała się z nim przejść, ale ich wypady wyglądały o wiele bardziej spokojnie. Siadywali sobie wtedy na podłodze i próbowali głowić się nad tym, które gwiazdozbiory znajdowały się w zasięgu ich wzroku. Oczywiście, często wymyślali zupełnie inne, niż z uporem próbowała wbić do głowy nauczycielka, ale w tym była cała ta zabawa - mogli dostosować widziany świat do siebie i wymyślać na ten temat głupiutkie, ale jakże zajmujące historie.
Od dłuższego czasu nie padało, a ziemia, nagrzewająca się dzień za dniem od słońca, teraz przyjemnie oddawała ciepło, kontrastując z rześkim powietrzem napływającym od strony skarpy. Gdyby przeszli się wzdłuż niej, mogliby zejść po naturalnej ścieżce wiodącej w dół i prowadzącej na dziką plażę. Teraz jednak siedzieli na wyczarowanych kocach w towarzystwie piknikowego koszyka, który przygotował w domu skrzat Leviego. Mogliby tu pewnie spędzić nawet całą noc, podpijając czy podjadając ze wszystkiego, co mieli w zanadrzu.
Milczeli od dłuższej chwili, ale to akurat wychodziło im zwykle nad wyraz dobrze i bez cienia zażenowania. Rowle rozłożył się na plecach, dłonie splatając pod głową i kiedy tak przyglądał się gwiazdom, mimowolnie błądził nie 'tu i teraz', a przy Lithcie, która miała odbyć się za trzy dni. Lithcie, która miała być jego wyrokiem. W końcu jednak spojrzał na sylwetkę Septimy, przyczajoną obok niego na kocu.
- Gdybyś mogła dodać jeden, jaki tylko chcesz gwiazdozbiór do atlasu nieba, to jaki by to był? - zapytał wreszcie. Cicho, bo otaczająca ich noc niosła słowa z łatwością i wypowiedzenie ich głośniej, nawet jeśli normalnym tonem, wydawało się czynem wołającym o pomstę do nieba.
Ćma
So here we are reinventing the wheel
Ambition tearing out the heart of you,
Carving lines into you
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Smukła, dość wysoka jak na kobietę (172cm), niewyróżniająca się z tłumu. To co zapamiętasz po kilkusekundowej migawce, to jej ciemne włosy i jasne oczy. Jakiego koloru? Tutaj już poeci i ewentualni adoratorzy mogą się popisać, my sobie nie będziemy tym głowy zawracać. Włosy, naturalnie przypominające puchową szopę, ujarzmia zaklęciami wygładzającymi. Niewielu wie, że jest pół-człowiekiem pół-pudlem, bo ten rytuał pielęgnacyjny odprawia już od 10 roku życia (dziękuję ci, świętej pamięci mamo!!) W półmroku całkiem ładna, ale dużo traci w starciu z bezlitosnym słońcem. Ujawni sińce pod oczyma i bladą, nawet trochę szarą cerę. Czasami nakreślą się na licu jakieś inne kolory, ale musiałbyś kazać jej się przebiegnąć, albo porobić kilka pajacyków (może też wtedy zemdleć, więc to ryzykowna gra). Nie potrafi ubrać się stosownie do okazji. Jeżeli widzisz ją paradującą w drogiej, czarodziejskiej szacie i długich kolczykach, to całkiem prawdopodobne, że nie idzie na randkę, ale po ziemniaki na ryneczku. Głos ma raczej niższy, niż wysoki, ale wyjątkowo młody, trochę nawet dziecinny. Uśmiecha się często, ale raczej nie do ludzi. Trochę ekscentryczna, może nawet dziwna, ale JESZCZE nie świr, którego omija się okrągłym łukiem. Zawsze pachnie wiśnią. Prawdziwą czy jakimś syntetykiem magicznym, nikt nie jest w stanie stwierdzić.

Septima Ollivander
#2
13.02.2024, 03:13  ✶  
Powietrze w Walii nigdy nie było ciężkie i męczące, nigdy też nie przyjmowało postaci duszącej brei, która osiadała na ludzkich twarzach i ramionach, a miernie wybudowane londyńskie budynki, w letnim skwerze, zdawały się być tego apogeum.
Choć Walia nigdy nie była jej domem, to tutaj, wiedząc iż jest domem Leviego, czuła się bezpiecznie, z dala od doczesnych problemów, doczesnych mrzonek. Mój dom twoim domem, czy jak to leciało. Mogła być tu sobą, zagubioną Timmy o zamyślonym spojrzeniu i rozczochranej fryzurze; mogła tymczasowo porzucić ciężką togę tożsamości, która niczym pstrokata plakietka przybita była do jej piersi. Nie było jej dziś dobrze z londyńską Ollivanderówną pracującą w sklepie różdżkarskim. Tą młodą, acz nienajmłodszą kobietą czyhającą za ladą wielowiekowego sklepu, tą niezręczną sobą, która nieustannie wdawała się w przedziwne interakcje, które potem nocami wypominała, choćby wczoraj, podczas żenuły z Morpheusem Longbottomem, który odwiedził zakład ze swoją różdżką.
Przestań.O.Tym.Myśleć
Skarciła się w myślach i odkleiła spojrzenie od spienionej wody uderzającej natarczywie o brzeg. Przez zaklęte momenty, nie odzywała się wcale, odchylając głowę ku niebu, po którym szybowały chmury przypominające porwaną watę cukrową.
Życie stawało się ciasne – opinały się na nim gładkie ściany w jej pracowni, opinała się sztywna kobieca skóra, wymęczona rzemieślnictwem i opinała się również jej przeszłość, w której się zamykała, bo była tak ciepła i wygodna. A przecież bardzo lubiła ciepło; dlatego też włosy kryła pod letnim szalikiem, zarzuconym za jedno ramię, spod którego wymykały się się niewinne, czarne kosmyki, tańczące wokół jej bladej skóry pod wraz z powiewem bryzy.
Poprawiła się na kocu wybudzona z zamysłu i sprowadzona na trawiaste siedzisko. Z trudem powstrzymała śmiech ciskający się na usta.
– Gwiazdozbiór... – spojrzała na niego z ukosa, marszcząc nos – niech będzie osy.
Pokręciła przez dłuższy moment palcem, wskazując na gwiezdne wybrzuszenia, które niby widziała na atłasie nieba, a które przypominać miały pękatego owada
– Są pożyteczne, zapylają, a ich jad i ślina znajduje dużo zastosowania w medycynie i eliksirach. Ale nie są tak bezbronne jak pszczoły...przynajmniej tak nie utożsamiane – pospieszyła z wyjaśnieniem – na pewno ciekawsza to propozycja niż choćby ćma– dodała z przekąsem, ewidentnie niezadowolona ze swojego "zwierzęcia" totemicznego. Bo nie było to nawet zwierzę. Owad! Do jasnej anielki! I to taki, którego każdy chciał pacać łapką na muchy!
– A ty?
Przeciągnęła się leniwie, bez żadnego zbędnego anonsu, bez ostrzeżenia, nucąc niedbale pod nosem:
Siała baba mak,
Nie wiedziała jak,
A dziad wiedział,
Nie powiedział,
A to było tak…
dragonborn
Ruthlessness
is mercy upon ourselves.
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
właściciel rezerwatu, smokolog, magizoolog
Mający 187cm, o atletycznej budowie ciała i ciemnych włosach. Porusza się ze specyficzną dla niego manierą, która zdaje się przypominać gady; zastygnięty w bezruchu, jakby wyczekiwał potknięcia, obserwując z uwagą otoczenie, tylko po to by nagle zareagować i wprawić ciało w ruch. Posiada parę blizn na ciele, pozostawionych przez spotkania ze zwierzętami. Plecy, lewą stronę obojczyka i ramię pokrywa drobna, szarawa łuska, a jego oczy posiadają pionowe źrenice i trzecią powiekę. Zawsze towarzyszy mu któryś z jego smoczogników.

Leviathan Rowle
#3
12.03.2024, 00:30  ✶  
Oh, gdyby tylko wiedział co, albo raczej kto jej chodził po głowie i zajmował myśli. Może jego znajomość z Morpheusem nie była długa, ale wystarczająca, by przypisać odpowiednią twarz do imienia i nazwiska, nie mówiąc już o tym, z jaką łatwością poczułby to dziwaczne, nieprzyjemne ukłucie zazdrości gdzieś w po lewej stronie klatki piersiowej. Z uporem maniaka, za każdym razem gdy to uczucie wracało, zdawał się zwyczajnie nie rozumieć skąd ono się brało, zwalając całą winę na zwykłe poczucie jakiegoś dziwnego obowiązku i potrzebę chronienia jej od wszystkiego, co mogło ją skrzywdzić. Tak przecież zachowywali się prawdziwi przyjaciele, prawda? Stawali w swojej obronie i wszystkiego tego, co było dla drugiej osoby ważne; Longbottom w jakiś sposób na pewno nastawał na coś Septimie drogiego - tak sobie przynajmniej był gotowy wmawiać Rowle, nawet jeśli do przodu pchało go zupełnie samolubne uczucie.

Zwyczajnie nie chciał, by w tym momencie myślała o kimkolwiek innym, niż o nim.

Byli tu i teraz, zamknięci w małej bańce, którą oferowała im Walia, w której mogli być sobą, albo przynajmniej jakąś wersją siebie - tą przeznaczoną dla swoich oczu i dla zielonych klifów Snowdonii. Nie potrzebowali więc niepotrzebnie rozpraszać się wszystkim tym, co działo się w Londynie, lub z tym co miały przynieść kolejne dni. Bo z tym drugim to on się właśnie zmagał, usilnie odsuwając od siebie wizję pierścionka na palcu panny Mcmillan, który sam miał tam wsunąć.

- Osy? - skrzywił się nieco, ale więcej w tym było powątpiewania niż prawdziwej niechęci. Osy były dla niego tylko uciążliwymi insektami, które zwyczajnie wydawały mu się złośliwe. - Ćmy - odpowiedział jej zaraz z przekąsem, kiedy odbiła piłeczkę w jego stronę. - Żebyś już zawsze, patrząc na rozgwieżdżone niebo, mogła myśleć o tym że ci tam ją wsadziłem, ku twojej czci - parsknął, bo w sumie nie rozumiał do końca co takie złego było w tym jej zwierzęciu totemicznym. Może nie było tak majestatyczne jak jego (chociaż sam mógł mieć co do jego formy pewne obiekcje), ale miało skrzydełka, mogło latać i w ogóle. Kiedyś gdzieś wyczytał, że podobno najpotężniejsi czarodzieje mieli najmniejsze i najbardziej niepozorne patronusy, więc gdzie tu powód do żali?
- Tak sobie w ogóle pomyślałem... - zaczął, na moment tylko milknąc, kiedy zaczęła nucić pod nosem. - Tak pomyślałem, że kiedy już to wszystko się skończy - przez wszystko miał na myśli cyrk z narzeczeństwem, a przynajmniej jego zawieraniem. - To może moglibyśmy faktycznie gdzieś pojechać po tę twoją jodłę? Tę o której niedawno wspominałaś? Nikt raczej nie miałby mi za złe urwania się na trochę z rezerwatu, no i wybawilibyśmy cię od problemów związanych z tymi potraconymi kontaktami i wyzwiskami. Co ty na to?
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Leviathan Rowle (847), Septima Ollivander (402)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa