• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 7 8 9 10 11 Dalej »
[22.06.1972, wieczór] Rysa na szkle | Rodolphus, Nicholas

[22.06.1972, wieczór] Rysa na szkle | Rodolphus, Nicholas
Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#11
09.02.2024, 21:31  ✶  
Zastanowił się. Czy chciałby, żeby do niego wróciła? Czy przyjąłby ją z powrotem? Czy byłby w stanie pozwolić jej zaklepić tę ranę, ogromną i ziejącą pustką dziurę w sercu, którą zrobiła? Przez dłuższą chwilę Rodolphus milczał, pozwalając myślom wybiec naprzód i wytworzyć przed oczami obrazy różnych scenariuszy. Każdy jednak kończył się tak samo. Westchnął.
- Nie wiem. To nie jest pytanie, na które łatwo odpowiedzieć bez uspokojenia myśli - powiedział w końcu, bo nie miał jednoznacznej odpowiedzi. Gdyby dostał od niej list dzisiaj lub jutro, gdyby jakimś cudem go znalazła: zapewne odtrąciłby ją i kazał po prostu spierdalać. Ale czy jeżeli zrobi to za miesiąc, gdy wszystko ucichnie... To czy nie będzie jeszcze gorzej? Najpewniej będzie. Wniosek był niestety jeden, ale nie był na tyle pewny, żeby Lestrange mógł odpowiedzieć Nicholasowi z taką łatwością, z jaką by chciał. - Dziękuję.
Powiedział, przesuwając wzrok na Traversa. Nieczęsto dziękował, ale nie miał problemu z tym, by to robić, jeżeli faktycznie tak trzeba było lub odczuwał wdzięczność. W tym przypadku zdecydowanie był wdzięczny Nicholasowi, że mimo tak bezczelnego wtargnięcia i zakłócenia jego spokoju pozwolił mu tu zostać. Słów o reputacji jednak nie skomentował. Dbał o nią od lat, zawsze i wszędzie. Taka ryska na idealnej tafli szkła byłaby nawet wskazana, bo przecież nie ma ludzi idealnych. Idealni ludzie wzbudzają ciekawość i sprawiają, że zaczyna się wymyślać na ich temat kłamstwa, opierając się tylko na domysłach. Ludziom trzeba było podrzucać ochłapy i pokazywać drobne potknięcia, by uśpić ich czujność.
- Czy ty chcesz mnie upić? - Rodolphus uniósł brew. Nie był pewien, czy kiedykolwiek rozmawiał z nim na temat alkoholu - chyba nie. Ale on nie upijał się, przynajmniej nie od kilku lat. Ostatni raz upił się wiele, wiele lat temu, za dzieciaka, i poranek dzień po był najgorszym porankiem w jego życiu. Eliksiry pomogły, ale skutki tej libacji odczuwał naprawdę długo. Zaniki pamięci, spowolnione reakcje, plączący się język, który jednocześnie był suchy i sztywny jak kołek. Nieznośny ból głowy i nadwrażliwość na światło oraz dźwięki - to tylko kilka z nich. Nawet mała dawka alkoholu raz na jakiś czas powodowała zmiany w mózgu, być może nieodwracalne, jeżeli ktoś pił regularnie. Alkohol był trucizną, jedną z bardziej podstępnych i niebezpiecznych, bo zachęcano ich do picia. Picie było dystyngowane, picie rozluźniało i pozwalało zapomnieć o problemach, a jednocześnie gdy wypiło się odrobinę za dużo: sprowadzało cię do rynsztoka, powodowało że rzygałeś na własne buty, przewracałeś się i powodowało więcej problemów, tamte zostawiając bez rozwiązania. - I to jeszcze do tego stopnia, że miałbyś się za mnie tłumaczyć w pracy?
Parsknął śmiechem. Po raz pierwszy od naprawdę dawna. Jego życie było w gruncie rzeczy pozbawione pozytywnych emocji i odczuć, chociaż czasem miał wrażenie, że to życie to jeden wielki żart - z tym, że nieśmieszny.
- Tak po prostu? - zapytał, przekrzywiając lekko głowę. Jakoś dali mu spokój... Rodolphus upił kolejny, tym razem mniejszy łyk ze swojej szklanki. - W moim przypadku ja jestem na świeczniku. Rabastan... Nie nadaje się do związków przez jakiś czas.
Nie zamierzał mówić Nicholasowi, dlaczego tak było - ważny był fakt, że ktokolwiek chciałby zmusić Rabastana do wzięcia ślubu w tej chwili, byłby bez serca. W przenośni, chociaż czy nie byłoby tak, że gdyby on się o tym dowiedział, to nie wyrwałby serca tej osobie? Nie, niech lepiej zostawią jego brata w spokoju.
- Byłem, że tak powiem, pewną opcją. Chyba nikt nie podejrzewał, że nagle stanie się inaczej - wzruszył ramionami. A jednak: stało się. Rodzice będą musieli to przełknąć, bo jak znał i siebie, i Bellatrix, to jeżeli klamka zapadnie, to zrobią wszystko, by nie dopuścić do małżeństwa. Pod tym względem byli do siebie bardzo podobni. Na szczęście miał jeszcze wiele kuzynostwa, chociaż nie z tej linii Lestrange'ów. Ale być może podsunięcie kogoś innego byłoby lepszą opcją. - Dlatego wolę najpierw samemu sobie poukładać to w głowie. Przeprawa z rodziną w tej materii nigdy nie będzie łatwa.
Eufemizm.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#12
11.02.2024, 23:43  ✶  

Może za wcześnie zasugerował mu pomyślenie nad kwestiami ewentualnego powrotu swojej narzeczonej, gdyby okazało się, że zmieniła zdanie i chce być z nim nadal. Po takiej szopce jaką mu odstawiła w mieszkaniu, tak po prostu sobie znikając. Jednak Rodolphus powinien to mieć na uwadze i zastanowić się nad opcjami, co by zrobił nawet jutro, gdyby zechciała się z nim spotkać.

- Po prostu zastanów się nad tym.
Rozumiał, że odpowiedź nie przyjdzie łatwo.

Na podziękowanie, Nicholas skinął głową. Zrobił to z powodów koleżeńskich i wzajemnej współpracy. Mieszkał sam i poza bratem, rzadko komu innemu pozwalał zatrzymać się u siebie na dłużej.

Czy chciał upić Lestrange’a? Skąd takie stwierdzenie?
- Nie mam takiego zamiaru.
Nicholas wyjaśnił, że to nie było w jego zamyśle. Doskonale wiedział, jak alkohol działa na organizm ludzki i do czego może doprowadzić. Również był naukowcem, choć w dziedzinie śmierci, to jednak znał skutki uboczne po przeholowaniu, nadmiernej ilości wspomnianego napoju. Sam nie pijał dużo. Okazjonalnie. Lub kiedy potrzebował czegoś mocniejszego. Ale rzadko.

Na kolejne słowa Rodolphusa, Nicholas uniósł jedynie kącik ust, nie przejmując się jego śmiechem.

- Jeżeli preferujesz coś innego, to powiedz. Dysponuję dużą ilością herbat, nawet na uspokojenie. Wodą, kawą. A jeżeli chodzi o pracę. Chcesz iść i mieć nadzieję lub obawy, że Bellatrix może Cię tam szukać? Czy wolałbyś mieć jeden dzień spokoju?
Doprecyzował, wyjaśniając swoją propozycję odnośnie usprawiedliwienia się z nieobecności w pracy. Nie musiało być z powodu upicia smutków. I jeżeli Rodolphus rzekł żartem, no to chyba Nicholas nie umiał żartować.
- Nie mam pojęcia.
Odparł w odpowiedzi na krótkie pytanie Lestrange’a. Mogło być też tak, że rodzice nie chcieli mu nic mówić wraz z babką i mogliby kogoś szukać dla niego, ale że współpraca i układy pasowały ojcu z Flintami, Theon stał się celownikiem do aranżacji małżeństwa.

Ich rodziny widocznie działały inaczej. O tyle ich ojcowie mieli farta, że mają po dwóch synów. Jak jeden nie nadaje się, drugiego mogą wykorzystać. Obaj z Rodolphusem byli najstarsi ze swojego rodzeństwa.

- Równie dobrze mogę się mylić, że mi odpuścili. A faktycznie może być inaczej. Póki nie muszę zaprzątać sobie z tym głowy, jest dobrze. I niech tak zostanie. Nie w planie mi teraz zakładanie rodziny. 
Stwierdził, dzieląc się swoją opinią. Upił kolejny łyk alkoholu, pozwalając aby rozgrzał ponownie jego przełyk.
- Przeprawa z rodziną nigdy nie jest łatwa. Ale jeżeli tutaj winę ma Bellatrix, to może nie masz powodów do obaw?
Nie miał pojęcia jak wewnętrznie wyglądają sprawy rodzinne Lestrange’ów w sprawie małżeństw, aranżowanych lub dobrowolnie przedstawiających swoich partnerów.
Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#13
12.02.2024, 12:00  ✶  
- Nie, na razie to jest to, czego mi trzeba - zamyślił się, uciekając wzrokiem gdzieś w bok. Po prostu to przemyśl... Myślenie najlepiej wychodziło mu, gdy był w znanym sobie środowisku i to w pojedynkę. Na razie miał bardziej palący problem, a nawet kilka. Bellatrix była zaledwie kroplą w morzu. - Mogę myśleć o niej co chcę i mieć do niej żal czy być wściekły, ale nie zmieni to faktu, że Black jest profesjonalistką. Nie będzie mnie zaczepiać w Ministerstwie. Zresztą nie chcę wracać do domu z wielu różnych powodów.
Tego akurat był pewny. Chciał na moment zniknąć tak na wszelki wypadek, ale nie będzie rezygnował z pracy. Praca była w tej chwili jedyną rzeczą, która mu pozostała - jedyną stałą w tym świecie. Dodatkowo miał na głowie nie jednego, a dwóch Mulciberów, musiał też podjąć pewne kroki w sprawie planu, jaki narzucił im Robert. Rodolphus przetarł twarz dłonią. Tak, to zdecydowanie był najmniejszy z jego problemów w danej chwili.

Gdy Nicholas powiedział, że nie w głowie mu było zakładanie rodziny, skierował na niego swój wzrok. Nie był zdziwiony, z tego co go zdążył poznać to był niezwykle ambitny. Nie zdziwiłby się, gdyby Travers ostrzył sobie zęby na awans.
- Nie wiem. Na razie zaczyna mi ten temat wychodzić bokiem, zwłaszcza że już wcześniej... Potrafiła sprawić problemy - skrzywił się, nie rozwijając jednak tego tematu. Nie chciał wprowadzać Nicholasa w szczegóły, chociaż i tak wcześniej to zrobił, gdy przyszedł do niego pytając o Roberta. Teraz jednak sprawy miały się zupełnie inaczej i musiał staranniej dobierać słowa, skoro był pod przysięgą wieczystą. Po prostu pozwoli, by tamten temat się rozpłynął w nicości. Tak jak temat Belli. - Zakładam, że chcesz awansować, stąd taka decyzja?
Zmienił temat, bo nie miał zamiaru siedzieć w ciszy. Zwykle mu to nie przeszkadzało, ale teraz miał wrażenie, że cisza mogłaby być niezręczna. Nie byłaby, gdyby był w pełni władz umysłowych. Pamięć bywała kapryśna i wracała niezwykle powoli. Opornie, chociaż powoli zaczynały prześwitywać mu pojedyncze scenki. Skręcił w alejkę, poszedł na Nocturn. Po co? Nie wiedział. Potem z niego wyszedł, już wtedy miał ranę na dłoni. Pamiętał, że bezwiednie skierował się do swojego mieszkania, ale skręcił w ostatniej chwili.
- Być może. Ale tego się dowiem przy konfrontacji. Najwyżej mnie wydziedziczą - wszystko co osiągnąłem, zawdzięczam wyłącznie sobie - było to w dużej mierze prawdą. Nie polegał na koneksjach rodziny, chociaż znane nazwisko na pewno mu pomogło. Ale to nie rodzina napisała za niego badania, nie ona je prowadziła. Wszystko to, co robił, toczyło się poza ich zasięgiem.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#14
13.02.2024, 02:24  ✶  

Czyli jednak Rodolphus przyznał, że potrzebował bardziej w tej chwili alkoholu, niże jakiejś herbaty. Czegoś mocniejszego, niż uspokajającego. To na razie jedna szklanka i tak niepełna, więc nie zatopi mózgu, jeżeli był pod tym względem ostrożny. W dodatku obaj są tutaj naukowcami, choć w innej dziedzinie, to jednak wspólnie znali działania mózgu.

- W porządku.

Przyjął do wiadomości, gdyż nie znał aż tak dobrze Bellatrix, co Rodolphus. Nie będzie też mieszał się bardziej do tego jego problemu. Mógł pomóc mu jedynie tym alkoholem i możliwością tymczasowego zamieszkania, jeżeli tego potrzebował.  A biorąc pod uwagę okoliczności, zdecydowanie chciał odciąć się od rodziny i swojego miejsca zamieszkania. Nicholas nie potrafił postawić się na jego miejscu, jakby on zareagował w takiej sytuacji. Nie był w związku stałym, jak narzeczeństwo. Nie doznał miłości, zauroczenia. Nie wiedział jak to jest. Nie potrzebował tego. Gdyż jak widać już na tutejszym przykładzie, te cechu prowadziły problemy. Jeżeli Rodolphus chciał normalnie chodzić do pracy, nikt mu tego zabraniać nie będzie.

Wyglądało na to, że szanowna narzeczona kolegi niejednokrotnie sprawiała problemy, a ten ostatni numer z teleportacją, nie był pierwszy. Zatem Nicholas jedynie pokiwał głową, przyjmując do wiadomości i upił kolejnego łyka. Co miał powiedzieć? Czasami lepiej jest milczeć. Rodolphus przekonał się sam, jaka jest Bellatrix. To już od niego zależy, jakie podejmie kroki w następnej turze swojego związku z nią.

Na pytanie o awans, Nicholas również skupił spojrzenie na Rodolphusie. Czy myślał pod tym względem? Nie zastanawiał się. Na razie zależało mu na tym, aby utrzymać się w Komnacie Śmierci. Lecz, czy odpowiadało mu bycie wiecznie zwyczajnym pracownikiem biura? Nie do końca. Brak zakładania rodziny, wiązał się także z innymi sprawami.

- O ile los da mi taką szansę. Byłoby wspaniale zostać Szefem Komnaty Śmierci.
Potwierdził. Mogło to stać się jego jednym z priorytetów. Pracował, bo pracował. Nie wychylał się a zapłatę miał całkiem dobrą. Niezależny Departament Tajemnic, miał swoje zasady i płace. Nie musieli podlegać Departamentowi Przestrzegania Prawa. Nie musiał ich nikt kontrolować. Nie musiał się wychylać, ze względu na przynależność do Śmierciożerców. Choć zbudował sobie jako taką reputację, to jednak nie poszerzał jej.
- Szanuję.
Doceniał to, że ktoś w taki sposób siebie oceniał. Że wszystko co osiągnął, to własną pracą i dla siebie. Lestrange miał o niego łatwiej, ze względu na nazwisko i że w jego rodzinie byli nie tylko uzdrowiciele ale i naukowcy. Nicholas musiał przejść wszystkie procedury rekrutacji i wykuć na blachę, aby pozdawać egzaminy. Sobie mógł zawdzięczać to, że pokonał te trudy i utrzymuje się na swoim stanowisku. Ale w większości była tutaj też zasługa jego nauczyciela. Gdyby nie poznanie Roberta i pomoc jego rodziny, czy nadal pracowałby w Departamencie Tajemnic? Nawet nie zastanawiał się, gdzie miałby pracować w innym miejscu. Wrócić do Departamentu Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami?
- Przy okazji… Jak mają się sprawy z Twoim "siewcą" plotek?
Zapytał. Również odbijając temat trochę na bok. Czy miał czas się tym zająć, czy nie bardzo? Czy może dopiero zacznie?
Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#15
13.02.2024, 11:57  ✶  
Herbata była dobra na ukojenie nerwów, wspomagała także sen - lecz w niektórych przypadkach nawet ona nie była w stanie pomóc. Skąd to wiedział? Cóż… Rodolphus nie należał do zbyt rozrywkowych osób na tym świecie: nie pił, nie palił, narkotyków tym bardziej nie brał. Za kawą nie przepadał, podobnie jak za smakiem słodkiego, chociaż w tych dwóch przypadkach zdarzało się, że robił wyjątek. Zwykle siedział w pracy lub mieszkaniu, które estetyką przypominało mieszkanie Nicholasa. Nie, zdecydowanie nie był typem rozrywkowym, a wręcz przeciwnie: do porzygu nudnym. Pijał więc herbatę zamiast kawy, odrzucając jak najbardziej się dało większość używek tego świata.
- Los nic tu nie ma do rzeczy, Nicholasie - mruknął, nie bez zaskoczenia wpatrując się w Traversa. Nigdy nie posądziłby go o bycie osobą, która powierza swoją przyszłość takim bzdurom, jak los. Nie chodziło o to, by zamordował obecnego szefa Komnaty, lecz każdy Niewymowny wiedział, że tego stanowiska nie piastowało się zbyt długo. Zamiast liczyć na los, Nicholas powinien być po prostu w gotowości, robić wszystko by to on był pierwszym wyborem, jeśli chodziło o awans. Nie miał pojęcia, czy Travers się starał, ale zakładał - być może błędnie - że to robił a wcześniejsza wypowiedź była utartym frazesem.

Lestrange opróżnił szklankę. Na ten moment poza delikatnym paleniem przełyku i ostrym, specyficznym posmakiem alkoholu, nie odczuwał jego skutków. Doskonale jednak wiedział, że to było zgubne uczucie, bo zanim ten dostanie się do krwi i wpłynie na cały organizm: minie trochę czasu. Jednak kolejne pytanie Nicka było tym, którego nie chciał słyszeć. Sięgnął więc wbrew sobie po butelkę i jeśli mężczyzna chciał, to najpierw nalał jemu, a potem sobie.
- Można powiedzieć, że sam rozwiązał swój problem - odpowiedział po chwili namysłu, obracając szklankę w dłoni. Przyglądał się, jak płyn rozbijał się o szkło, tworząc bursztynowe, niespokojne morze. - Plotki okazały się być nadinterpretacją, a osoba je rozpuszczająca nie będzie miała okazji, by ponownie je rozpuścić.
Mówił niezwykle ogólnikowo i tak po prawdzie to nieznacznie manipulował faktami, chociaż technicznie rzecz biorąc wcale nie kłamał. Ona nie będzie już miała okazji by się tym interesować, a plotki faktycznie były nadinterpretacją.
- Mogę cię zapewnić, że Robert jest bezpieczny, jeśli to miałeś na myśli - czy był bezpieczny? Na ten moment: tak. Czy będzie bezpieczny? Tego już musiał przypilnować sam Lestrange: nie tylko dla dobra Mulcibera, ale przede wszystkim dla siebie samego.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#16
15.02.2024, 13:33  ✶  

Nicholas również zaliczał się do osób preferujących umiar w spożywaniu alkoholu. Nie tylko ze względu na jego działanie, ale w jego przypadku miało to aspekt zdrowotny. Gościnnie nie odmawiał choć jednej szklaneczki dobrego alkoholu, który nie niszczył mu od razu trzeźwego myślenia. Nie mógł jednak pozwolić sobie na nałóg. Prawdą było też, że herbaty nie zawsze pomagały w takich sytuacjach, jak złamane serce. Choć uspokajały, doprowadzały do melancholii, to jednak nie zastąpią czegoś mocniejszego. Mimo to, skoro Rodolphus wspomniał o możliwym upiciu przez kolegę, Travers zaoferował inny napój. A zestaw herbat, jaki posiadał, był prosto od koleżanki z pracy, pracującej jako koroner w Ministerstwie Magii.

Uśmiechnął się lekko na stwierdzenie Rodolphusa, że los nie ma tu nic do rzeczy. A może ma? Robi Nicholasowi pod górkę? Albo sprawdza jego cierpliwość?

- Może i nie. Ale pracuję jakieś dziesięć lat w Komnacie Śmierci. Zgłaszałem już raz swoją kandydaturę, jak tylko zwolniło się stanowisko. Ale nie udało się. Wciąż czekam na okazję.

Wiedział, że miał wiele innych możliwości sprawienia, że obecny szef ”zniknie”. To jednak aby mieć szanse na awans, musiałby może pierw zostać jego zastępcą. Piąć się wyżej, małymi krokami. Nie rzucając się za bardzo w oczu drastycznymi metodami. Nicholasowi nie spieszyło się. Jako śmierciożerca, nie wychylał się.

Skoro Rodolphus do niego przyszedł i żeby w kółko nie zadręczał się zachowaniem swojej narzeczonej, Nicholas postanowił też trochę odbić z tematu, nawet dotyczącego jego osoby. Choć miał ostatnio rozmowę z Robertem na jego temat, chciał też coś usłyszeć od niego. W końcu Lestrange sam przyszedł do niego o informacje, miał wątpliwości.

Pytanie jakie mu zadał, zdawało się być tym, przez które sięgnął po butelkę? Może miał jednak taką potrzebę napić się więcej. Nicholas nie miał nic przeciwko temu, żeby mu nalał. Podsunął swoją szklankę. Uniósł brew słysząc, że ów problem sam się rozwiązał. Interesujące, jak szybko zadziałali. Choć wiedział, tutaj mógł przecież udawać. Rodolphus przecież nie miał pojęcia, że to Nicholas był Roberta informatorem.

- Dobrze to słyszeć. Oby więcej nie było takich sytuacji.
Odparł, nie ukrywając po sobie zadowolenia tym faktem. Lecz nie odniósł się do bezpieczeństwa samego Mulcibera. Nie zapomni tego spojrzenia, które mogło zwiastować jego obawy o swoje bezpieczeństwo. Tego dnia, kiedy powiedział mu o Rodolphusie. O tych plotkach. Cóż więcej miał dodać? Ujął w dłoń swoją szklankę i upił łyk.
Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#17
16.02.2024, 10:37  ✶  
- Czyli nie los, a okazja - poprawił go cicho, wbijając wzrok w szklankę. Alkohol powoli zaczynał działać - z zaskoczeniem przyjął fakt, że wolniej, niż podejrzewał. Czy to była zasługa adrenaliny, która wciąż buzowała w jego żyłach? Być może. A być może to był jeden z takich dni, gdy dobrze zjadł, wyspał się i po prostu whisky wchodziło jak woda? Przecież działanie alkoholu zależało od wielu czynników, w tym od kondycji fizycznej organizmu. I chociaż on sam nie był w dobrym stanie psychicznym, to fizycznie było bardziej niż dobrze. - Byliby głupcami, gdyby po raz kolejny odrzucili twoją kandydaturę.
Mogło to brzmieć jak komplement, jednak Rodolphus nie miał zamiaru podlizywać się mężczyźnie. To nie było w jego stylu - mówił to, co myślał lub milczał, jeżeli uznawał że wypowiadanie myśli było niestosowne lub mogło mu zaszkodzić. Nicholas pracował w Departamencie wystarczająco długo, na dodatek był pracownikiem sumiennym. Dlaczego znowu mieliby go odrzucić? Być może kiedyś zabrakło mu lat doświadczenia lub weszły tu koneksje rodzinne. Bo przecież nie można było udawać, że nepotyzm nie miał w ich świecie miejsca. Ministerstwo Magii było zepsute do cna, gdyby to od niego zależało, zaorałby ten system i zaczął wszystko od nowa. Lecz nie miał zamiaru się wychylać: był zbyt młody, zbyt dokładny i zbyt ostrożny, żeby wybiegać myślami w tak daleką przyszłość. Nie wiązał jej zresztą z Ministerstwem w takiej formie, w jakiej był związany z nim dzisiaj. Po to między innymi współpracował z Robertem.
- Nie będzie - w jego głosie pobrzmiewała pewność. Rzadko kiedy brał coś za pewnik, bo przecież życie było nieprzewidywalne. Ale miał powody ku temu by sądzić, że ta sytuacja się nie powtórzy. Przede wszystkim: nie mógł do tego dopuścić. Cokolwiek by zagrażało Robertowi, zagrażałoby jemu samemu. Wplątując się w przysięgę wieczystą musiał dbać nie tylko o swoją reputację, ale i reputację Mulcibera. I chociaż nie podejrzewał, że będzie musiał po mężczyźnie sprzątać, chciał trzymać rękę na pulsie. Mieć uszy i oczy szeroko otwarte. Nie umknął mu fakt, że Travers wydawał się zadowolony z tego obrotu spraw. Mógł się tylko domyślać powodów, dlaczego tak bardzo zależało mu na tym, by temat Roberta nie wypływał za bardzo. W tej chwili Rodolphus wiedział na tyle dużo, by wiedzieć, że nawet bez przysięgi chronienie Mulcibera było absolutną koniecznością.

Wrócił wspomnieniami do tego samego, dzisiejszego dnia. Rozsypane puzzle powoli układały się w całość. Odtwarzał w milczeniu swoje kroki. Poszedł na Nocturn, ale sam nie wiedział po co. To był chyba odruch, który instynktownie w sobie zwalczył, bo gdy tylko ręka dotknęła ściany jakiegoś sklepu, by uderzyć w nią z wściekłością, zmienił zdanie i wrócił na Horyzontalną. Chciał iść do jednego z mężczyzn, do którego kiedyś chodził, po informacje. Ale zrezygnował. Minęło trochę lat, a gdyby ktoś go tam przyuważył, mogłoby to niekorzystnie wpłynąć na jego reputację. Lestrange odetchnął z ulgą. Nawet gdy działał pod wpływem tak silnych emocji, wyuczone zachowania chroniły go przed popełnianiem podstawowych błędów. Ale wiedział, że to musiał być ostatni raz - nie był pewny, czy gdyby znowu nie targały nim tak silne uczucia, i tym razem zdołałby się opanować, nawet świadomie.
- Zostanę u ciebie góra dwie noce, jeśli nie masz nic przeciwko. Potem przestanę ci mieszać w codziennej rutynie - odezwał się w końcu, po chwili milczenia. Nie mógł przecież wiecznie u niego mieszkać, prawda? Musiał wrócić do siebie, nawet jeżeli nie chciał. Musiał zająć się kwestią wymiany mebli, no i przecież nie mógł dopuścić do tego, by Travers poznał do końca jego zwyczaje. W teorii był przykładnym pracownikiem Departamentu Tajemnic - wymykanie się w nocy, chociażby na wezwanie Mistrza, wzbudziłoby podejrzenia. Nie mógł do tego dopuścić, musiał utrzymywać pozory. A jako że Nicholas także pracował w Departamencie, kłamstwo o pilnym wezwaniu z pracy szybko by się rozpadło.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#18
16.02.2024, 14:21  ✶  

Działanie alkoholu mogło mieć przyczyny. Nie tylko sama adrenalina, ale także reakcja organizmu, procenty zawarte w napoju? Nie był to byle jaki alkohol z najtańszych, a zakupiony lub otrzymany z rodzinnych stron Nicholasa. Ważne, że działał i pomagał na tyle ile, ile było to od niego oczekiwane. Firma nie zawiodła.

Czy faktycznie można było tutaj mówić o oczekiwanej kolejnej okazji, niż działalność losu, aby ponownie próbować o awans? Być może. Tylko taka też nie prędko się pewnie pojawi. Chyba, że wymusi się pewne czynniki. Z drugiej strony, wiedząc jak bardzo Ministerstwo jest zepsute od środka, Nicholas rozważał odejście. Niejednokrotnie. Nie podejmował jeszcze w tym kierunku żadnych działań, gdyż nie miał pojęcia, co miałby potem robić, aby finansowo zarabiać. Wrócić do publikacji artykułów naukowych? Iść w ślady ojca i pisać książki? Podręczniki? Otworzyć swoją działalność badawczą nad tajnikami śmierci? Mógł także zająć się badaniem magicznych stworzeń. Po matce. Możliwości miał kilka. Które, pozwoliłyby mu normalnie pracować, bez potrzebny obawiania się o wykrycie mrocznego znaku na jego lewym przedramieniu. Choć Departament Tajemnic był samodzielnie pracującym, nie podlegającym Departamentowi Prawa, tak lepiej zachowywać cały czas ostrożność. Biorąc pod uwagę, że sprawa Muciberów niespodziewanie pojawiła się na pierwszych stronach gazet Proroka Codziennego.

- Jak odrzucą, to zastanowię się, czy warto tam nadal pracować.
Westchnął, wyrażając swoje zdanie na ten temat. Ale tak, byliby głupcami. Zgadzał się z Rodolphusem w stu procentach. Niemal dziesięć lat pracy, dzięki Mulciberom udało mu się wiele nauczyć, nawiązać ścisłą współpracę między komnatami a także utrzymał dzięki ich pomocy i wsparciu na swoim stanowisku. Gdy odeszli, musiał radzić sobie sam. Dlatego nie w głowie było mu myślenie o jakimś małżeństwie. Aż po dzień dzisiejszy.

Nicholasa ucieszył fakt, że Rodolphus szybko rozprawił się z ”siewcą” o jakim parę dni temu rozmawiali. Nie dopytywał o szczegóły. Ważny był efekt końcowy. Nie byli bliskimi sobie kolegami, aby aż tyle rzeczy sobie mówić. Nicholas po rozmowie z Robertem wiedział, że może ufać Lestrange’owi. Tylko to zaufanie, nawet między nimi miało dystans. Nie mówili sobie dosłownie wszystkiego.

Rozmowa się zakończyła. Siedzieli w milczeniu. Skoro tematy się im wyczerpały, Nicholas przygotował koledze kanapę i pościel. Na czymś i gdzieś musiał spać. Chyba, że preferował łóżko. We dwoje by się zmieścili bez problemu. Tego jednak nie proponował, jeżeli Rodolphus nie wyrażał po sobie jakiegoś sprzeciwu. Przy czym Lestrange, oznajmił , że zostanie na góra dwie noce.

- Nie mam. Jak mówiłem. Możesz zostać ile chcesz.
Nicholasowi to nie przeszkadzało. Nawet jeżeli był śmierciożecą, dawał radę zaklęciami ukryć swój mroczny znak.
- Tam jest łazienka. Jak nie chcesz wracać po swoje kosmetyki, możesz skorzystać z moich.
Wskazał mu drzwi do łazienki. Po czym spojrzał na Rodolphusa, jakby mu się przyglądał.
- Pożyczyć Ci na jutro koszulę?
Zwrócił uwagę na ubrudzony mankiet od krwi. Byli podobnego dość wzrostu i budowy, więc jakakolwiek powinna na kolegę pasować.
Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#19
16.02.2024, 15:28  ✶  
Na usta cisnęło się "nie warto". Ale nie wypowiedział tych słów na głos. Starał się nie wypowiadać na temat Ministerstwa - raczej w ocenie jego działania na głos był ostrożny, szczególnie jeżeli rozmawiał z osobami, które w Ministerstwie pracowały. Mogły mieć inne spojrzenie na pewne kwestie, a nie zawsze jego intencją było wchodzenie klinem między rzeczywistość a opinie.

Rodolphus nie zaczynał nowego tematu, skupiając się na wspomnieniach sprzed kilku godzin. Cisza, która zapadła między nimi, nie była niekomfortowa, jak mógł się wcześniej spodziewać. Być może dlatego, że jego własne meandry umysłu pochłonęły go na tyle, że na krótki moment przestał zwracać uwagę na otoczenie. Rzadko mu się to zdarzało, ale jednak: zdarzało. Ocknął się z tego dziwnego stanu dopiero, gdy Nicholas się odezwał. Spojrzał najpierw na niego, a potem jego wzrok ześlizgnął się na ubrudzony krwią mankiet. Westchnął ciężko. Jasna cholera. Kolejna koszula do kosza, tym razem przez własną głupotę. Ostatnią musiał wywalić przez Laurence'a. I też skończył, chodząc w ubraniach innych ludzi. Chyba musiał zrobić krok w tył i spojrzeć z boku na ostatnie wydarzenia, bo kiedyś nigdy by do tego nie dopuścił. A na pewno nie w tak krótkim odstępie czasu.
- Dzięki. Co do koszuli to obiecuję jej nie zakrwawić - mruknął w odpowiedzi, rozpinając guzik przy mankiecie. Obejrzał plamę, niezbyt dużą ale jednak widoczną. Miał takich jeszcze z tuzin, ale wszystkie były szyte na wymiar i pasowały idealnie. Stanowiły doskonałe połączenie między wynoszonym komfortem a niewygodą, niepowalającą mu na rozluźnienie się. Poza tym nienawidził zakupów, na samą myśl o tym, że będzie musiał udać się do krawca, robiło mu się słabo. - Nie kłopocz się kanapą - istnieje duża szansa, że nie zasnę w ogóle, ale nie będę ci przeszkadzać.
Lestrange wstał. Nie kręciło mu się w głowie, język również był w pełni sprawny i nie powodował plątania słów. Czuł jednak przyjemne rozluźnienie, które opanowało jego ciało i umysł - czyli dokładnie to, co chciał osiągnąć. To był cholernie niebezpieczny stan, pułapka w którą chętnie łapali się nieostrożni ludzie. Spowolnione myśli, przepełnione optymizmem spowodowanym trucizną krążącą w żyłach, były przyjemne i powodowały złudne wrażenie panowania nad sytuacją. Nie dziwił się osobom, które piły często: to było naprawdę miłe uczucie. Przeciągnął się, zerkając w kierunku łazienki. Nie dość, że będzie nosił cudze ubrania, to jeszcze będzie pachniał jak obca osoba. Zdecydowanie powinien przemyśleć swoje zachowanie, zanim ktoś nie urwie mu głowy. Jednak z propozycji zamierzał skorzystać - musiał zmyć z siebie smród Nocturnu i zapach krwi, który mimo obmycia rany drażnił jego nos. Nie wspominając o alkoholu, który wypił i który w tej chwili mu nie przeszkadzał, ale jutro - zapewne tak. Albo i wcześniej, bo podejrzewał, że bez eliksiru który pomoże mu w zaśnięciu, nie miał co liczyć na to, że prześpi ten moment, w którym alkohol przestanie w nim krążyć. Zniknął więc za drzwiami, lecz to co zobaczył w odbiciu lustra, niezbyt mu się spodobało. Był bledszy niż zwykle, źrenice miał nienaturalnie rozszerzone. Włosy, mimo tego że próbował je ujarzmić, wciąż były w nieładzie. Z ust wyrwało mu się ciche ja pierdole. I jak skończyłeś, Lestrange? Zrzucając ubrania w obcym mieszkaniu, bo do swojego nie chcesz wrócić? Miało być oazą, miejscem w którym odzyskujesz spokój i równowagę, a stało się więzieniem. Wiedział już, że popełnił błąd wpuszczając kogoś do swojej przestrzeni. Ten spokój został naruszony, a w efekcie: zburzony. I nawet chłodna woda, spływająca po jego ciele, nie była w stanie zmyć z niego tego poczucia bycia zdradzonym i wrażenia, że ostatnio zbyt wiele potknięć miał na swojej drodze. Na dodatek szykująca się nieprzespana noc na pewno nie sprawi, że jutro będzie lepiej. Nicholas mógłby go nawet na siłę upić, wlewając mu do gardła całą zawartość butelki, a zapewne i tak by nie zasnął.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#20
16.02.2024, 21:45  ✶  

Cisza też była wskazana, pozwalająca uporządkować myśli, znaleźć rozwiązania. Dlatego Nicholas o nic więcej nie pytał. Tematu nie pociągał. Obaj byli także niewymownymi. Nicholas długo potrafił siedzieć w milczeniu , czy to nawet w towarzystwie. Nie musząc podejmować niepotrzebnych tematów, nie obawiając się powiedzenia czasem czegoś za dużo. Mając kontrolę nad sobą, otoczeniem i rozmówcami. Czy z Rodolphusem było tak samo? Podobnie? Kiedy kłębiło się mu za dużo myśli, potrafił powiedzieć za dużo. Ale przynajmniej znajdował słuchacza. Odpowiedniego.

Nicholasowi nie przeszkadzało to, że kolega zostanie na dwie noce, mógłby nawet i na kilka. I tak widywali się niemal codziennie w pracy, często może mijając na korytarzach. Kogo będzie obchodził fakt, że razem pojawią się z rana w Ministerstwie? Mogliby wspólnie popracować nad jakimś projektem badań. Kto to sprawdzi?

- Żyjemy w takich czasach, że krew można znaleźć wszędzie. To tylko koszula, więc się nie przejmuj.
Nicholas ze względu na swój wzrost, też w większości kupował szyte na miarę. Jak szczęście w jakimś dobrym sklepie dopisze, to i kupi gotowca z marszu. Takie mogą przydawać się na jakieś misje, niż spotkania wizytowe, czy do pracy. Mniejsza strata, kiedy przypadkowo się pobrudzą czy zniszczą.

Nie miał się kłopotać z kanapą? Nicholas spojrzał na Rodolphusa unosząc brew ku górze. ”Szybki jest…” – przeszło mu przez myśl. Ale kolega zaznaczył problem, jakim jest widocznie bezsenność.

- A już myślałem, że wolisz łóżko.
Uśmiechnął się kącikiem ust i minął go, podchodząc do jednej z wiszących szafek kuchennych. Dość wąskiej, ale pełnej różnych eliksirów.
- Gdybyś miał problem z zaśnięciem, to mam coś na to. Sam zmagam się z tym problemem.
Przyznał i wyjmując jeden flakonik, zamknął szafkę i podszedł o Lestrange’a.
- Nie powali od razu. Ale jakbyś potrzebował mocniejsze, są na tej samej półce z tyłu.
Dodał, podając mu do dłoni. Niech schowa albo zrobi z tym co uważa.
- Lepiej abyś do pracy był wypoczęty.
Poradził. Dalej już dał mu spokój i pozwolił skorzystać z łazienki. Jeszcze tylko przygotuje mu ubrania na zmianę. Aby przez te dwa dni nie chodził w tym samym. Choć niewykluczone, że i tak Lestrange będzie musiał do siebie wrócić, po rzeczy. Przynajmniej część?

Podczas gdy Rodolphus przebywał w łazience aby się ogarnąć, Nicholas w tym czasie przygotował mu na zmianę ubrania, choćby na ten wieczór czy do spania. Pożyczył mu jakieś spodnie i koszulkę. Na rano także i jedną z jasnych koszul, żeby jakoś wyglądał do pracy. Travers zajrzał jeszcze do osobnego małego pokoju, gdzie miał swoją sowę, aby ogarnąć jej sprawy i dosypać karmy. Zostawił także otwarte okno, gdyby rano jakaś sowa z prasy dostarczyła Proroka Codziennego dla niego.

Z łazienki Nicholas skorzystał, jak tylko Rodolphus, zrobił co potrzebował. Mógł wziąć nawet czysty ręcznik, jeżeli potrzebował porządnie się opłukać w całości. Na resztę wieczoru i nocy, Nicholas dał mu spokój. Lecz jeżeli obaj nie dali rady zasnąć, mogli jeszcze pogadać te kilka długich godzin, lub siedzieć w milczeniu. Aż wzięliby eliksiry i oddali się snu.


23 czerwca


Ranek, godzina dość wczesna. Po przebudzeniu się, Nicholas pierwsze co zrobił, to sięgnął o różdżkę i wprowadził sobie zaklęcie maskujące mroczny znak. Aby go ukryć. Po czym wstał i ogarnął się już do pracy, ubierając na siebie wstępnie koszulę spodnie i krawat. Jeżeli łazienka była wolna, to z niej skorzystał. Umył i trochę ogolił, zostawiając delikatny zarost. Ułożył włosy, poprawił kołnierz koszuli. Wychodząc, w między czasie przywitał się z Rodolphusem na dzień dobry, jeżeli nie spał. Postanowił w następnej kolejności zajrzeć do pokoju będącego sowiarnią. Co było dla niego zaskoczeniem, nie tylko na podłodze leżał oczekiwany nowy numer Proroka Codziennego, ale i siedziała na parapecie druga jakby znajoma sowa. Nicholas zmarszczył brwi podchodząc do niej. Odebrał list jaki ze sobą przyniosła. Pogłaskał ją i pozwolił jej odlecieć. ”Co Robert chce z samego rana?” – zastanawiał się w myślach, po czym odwrócił kopertę aby sprawdzić adresata. Uniósł brew ku górze. Mimo znajomego charakteru pisma, skierowany był do Rodolphusa Lestrange.

Travers zgarnął gazetę i wyszedł z pokoju, kierując się do salonu z kuchnią.
- List do Ciebie.
Rzekł podając go Rodolphusowi. Gazetę położył na stole i wziął się za zrobienie porannej kawy i dla kolegi, herbaty.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Nicholas Travers (5554), Rodolphus Lestrange (7018)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa