• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[9 czerwca 1972] Pro­mie­ni gra ró­ża­na top­nie­je w si­nej mgle || Stanley & Stella

[9 czerwca 1972] Pro­mie­ni gra ró­ża­na top­nie­je w si­nej mgle || Stanley & Stella
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#1
05.01.2024, 10:16  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.12.2024, 10:38 przez Baba Jaga.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Stanley Borgin - osiągnięcie Badacz tajemnic I


9 czerwca 1972, Queen Mary's Rose Gardens, wieczór
Stanley Andrew Borgin & Stella Avery



Ostatni tydzień, a nawet trochę dłużej, było bardzo intensywne w życiu Stanleya. Tu trzeba było coś załatwić, tam pójść. W skrócie - ogrom pracy i wyrzeczeń aby to wszystko jakoś połączyć. Nie zawsze jednak były to prawe spawy jak chociażby "rodzinne sprawy" w Szkocji... chociaż gdyby wziąć pod uwagę fakt, że tam był wraz z nim Anthony oraz Sauriel, który był też częścią rodziny... to może jednak można to tak uznać? Mniejsza o to - nie mógł po prostu nikogo zawieść - najbliższych, współpracowników czy Stelli. Trzeba było jednak przyznać, że było to nie lada wyzwanie, aby odpowiednio lawirować pomiędzy tym wszystkim i nadążać z rytmem. Trochę taki taniec, który trzeba było kontynuować i nie połamać sobie nóg.

Tym razem jednak Borgin był na spotkaniu w kwestiach rodzinnych i było to najprawdziwsze spotkanie biznesowe. Mając z tyłu głowy fakt, że kiedyś nastąpi dzień niejako koronacji Tośka na nestora ich rodu i tym samym przejęcie przez niego obowiązków w kwestii zarządzania majątkiem czy rodziną, zgodził się wziąć udział w kilku spotkaniach wraz ze swoim dziadkiem, który musiał po prostu pozałatwiać parę rzeczy i nie wypadało, aby robił to sam, a nikt inny nie mógł mu w tym pomóc z braku czasu. Stanley mógł się nauczyć paru rzeczy i wesprzeć ich aktualnego seniora, a ich czołowy przedstawiciel miał okazję przekazać swoją wiedzę i przerzucić część obowiązków na swojego pomocnika. Gdyby dorzucić do tego fakt, że wypełnianie raportów to Borgin miał we krwi, czy nie czyniło to z niego idealnego kandydata do piastowania tej funkcji asystenta?

To nie było jednak wystarczające, ponieważ Stanley nudził się tam tak na zajęciach z zielarstwa. Dodatkowo miał wrażenie, że to jak kazano mu się ubrać, a wręcz to co mu przygotowano, było przerostem formy nad treścią. Fakt - często wybierał bardziej galowe stroje, nosił chyba codziennie koszule ale te pasowały wszędzie i idealny wpasowywały się w ministerialny mundur. Ale to? No brak słów... Było galowe, dopasowane, eleganckie... Ale czy to nie było, aż nadto? Jeszcze ten kapelusz? No wołało to o pomstę do samego Merlina, a jego interwencja była wręcz wskazana i nieunikniona. Problem tylko w tym, że ten nie bardzo kwapił się aby cokolwiek zrobić w tej kwestii.

Najgorsze było jednak to, że nie zdążyłby się przebrać i wrócić do ogrodu na czas. Spóźnienie się nie wchodziło w grę - wchodziło tylko jeżeli chciał nie dożyć jutra. Znaczy o ile minutę, dwie można było przeżyć, tak godzinę już nie bardzo. Ale o tym, że musi się tak stawić i nie starczy mu czasu, dowiedział się dopiero na 10 minut przed spotkaniem, na które sam de facto wybrał godzinę. Nie pozostało nic innego jak wziąć nogi za pas i się pośpieszyć, a zaistniała sytuację skwitować jednym - kurwa mać.

Punkt dziewiętnasta minął bramę wejściową i nerwowo rozejrzał się po okolicy. Na całe szczęście nie miał problemów z dostrzeżeniem swojej wybranki, więc czym prędzej udał się w jej kierunku. Specjalnie poszedł lekko okrężną trasą tak, aby Stella nie mogła mieć możliwości go zauważyć albo chociaż zrobić to z lekkim opóźnieniem, dając mu niejako pewną przewagę. Im bliżej niej się znajdował, tym bardziej zwalniał, a tuż przed samym odezwaniem się, przejechał dłonią po materiale aby mieć pewność, że wszystko wygląda idealnie.

- Wygląda na to, że albo się pani zgubiła... albo na kogoś czeka - odezwał się - Ja na przykład się kiedyś zagubiłem w pewnych orzechowych oczach i chyba już mi tak zostało - dodał z pogodnym uśmiechem na twarzy. Nie ważny jak bardzo byłby zmęczony czy zatraciłby chęci do życia, sama obecność Avery sprawiał, że chciało się unieść kąciki ust do góry - a już na pewno miał tak Stanley - Mam nadzieję, że nie musiałaś długo czekać, wiesz jak to bywa na spotkaniach - wytłumaczył się, wyciągając zza pleców mały bukiet dali - A to dla Ciebie, proszę bardzo - przekazał kwiaty ich docelowej właścicielce. Tym razem były one po prostu dodatkiem, miłą niespodzianką w mniemaniu Borgina, a nie czymś, co miałoby mówić "przepraszam" - tak jak to już bywało. Chociaż może trochę miały usprawiedliwić te kilka minut, które potrzebował pożyczyć, aby ów bukiet zakupić?



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Urokliwa wiolonczelistka
to piekło - nie raj, to tutaj się kończy świat
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stella mierzy 165 centymetrów wzrostu, należy raczej do szczupłych kobiet. Buzię ma okrągłą, posiada pucułowate policzki, które dodają jej uroku. Oczy ma w kolorze orzechowym, włosy długie, jasne, najczęściej nosi je rozpuszczone. Ubiera się bardzo starannie, dba o to, aby zawsze wyglądać nienagannie. Pachnie cytrusami.

Stella Avery
#2
05.01.2024, 12:39  ✶  

W przeciwieństwie do życia Stanleya to jej było zdecydowanie dużo bardziej powolne. Nie działo się nic, co spowodowałoby zmianę. Sama zresztą tego nie chciała, dobrze jej było w tym ospałym trybie. Z racji na to, że powoli lato rozgaszczalo się już na dobre nieco więcej czasu spędzała poza domem. Był to odpowiedni czas, aby nacieszyć się pięknem rozkwitającej natury i inspirować się tym, żeby później móc stworzyć coś efektownego. Świat malował najpiękniejsze obrazy bez udziału pędzla. Nadal zachwycało to Stellę ogromnie.

List, który otrzymała od Stanleya ucieszył ją ogromnie, ostatnio nie mieli dla siebie tyle czasu co wcześniej, więc każde spotkanie traktowała jako coś wyjątkowego. Zastanawiała się, czy długo potrwa to jego zabieganie, chociaż nie miała żadnych pretensji - wiedziała, że jej życie bardzo różni się od tego zwyczajnych ludzi. Tryb jej pracy był specyficzny, tak to już jest z artystami. Tworzą, kiedy pojawia się wena, a pozostałym czasie, cóż, nie robiła nic konkretnego. Snuła się po swoim mieszkaniu bez mniejszego sensu, dużo grała, bo ważne było to, żeby ćwiczyć, nawet z jej wprawą musiała dbać o to, żeby nie stracić umiejętności. Przerwa od grania mogłaby spowodować nie daj Merlinie jakieś braki.

Miała cały dzień na to, aby przygotować się do tego spotkania. Zadbała więc o to, aby wyglądać idealnie. Kto wie, czy robiła to dla siebie, czy po to, aby Stanley przypadkiem nie zaczął się oglądać za innymi kobietami. Właściwie zawsze dbała o to, aby dobrze wyglądać, jeśli już wychodziła z domu, w końcu kojarzyło ją sporo osób i nie mogła sobie pozwolić na to, żeby ktoś zobaczył ją choć trochę niezadbaną. Bywały jednak takie okazje, kiedy stroiła się bardziej, dzisiaj był właśnie taki dzień. Szykowała się więc niemalże od rana, aby w okolicach godziny osiemnastej opuścić swoje mieszkanie ubrana w różową sukienkę, która sięgała jej gdzieś przed kolano, włosy związała wyjątkowo dla siebie, ale stwierdziła, że w sumie nie wygląda źle.

Zawsze wolała pojawiać się w miejscu spotkania wcześniej, nie znosiła się spóźniać, uważała, że to jest chyba jedna z najgorszych możliwych cech. Świadczyła o braku szacunku do drugiej osoby. Wolała poczekać chwilę, niżeli pojawić się zbyt późno. Dzisiaj było to całkiem przyjemne oczekiwanie, bo miejscem spotkania były różane ogrody, więc okolica zachwycała.

Pospacerowała chwilę po okolicy, jednak pięć minut przed dziewiętnastą pojawiła się w miejscu, w którym byli umówieni. Zastanawiała się, czy jej towarzysz pojawi się o czasie, chociaż zakładała, że pewnie tak, znał jej stosunek do spóźnialstwa. Wpatrywała się w parę z dzieckiem, która wyśmienicie się bawiła, ojciec opowiadał swej latorośli o różach, tyle udało jej się podsłuchać, także nie zauważyła momentu pojawienia się Stanleya. Dopiero głos, który usłyszała spowodował, że się odwróciła.

Przywitała go promiennym uśmiechem, wyglądała całkiem dobrze, jak na ostatni czas, nie miała tych okropnych sińców pod oczami, które powodowały problemy ze snem, może akurat tej nocy udało jej się zmrużyć oko, albo był to efekt idealnie nałożonego makijażu. Zaskoczyło ją to, jak wyglądał Stnaley, nie to, żeby normalnie nie wyglądał dobrze, tyle, że jednak był dzisiaj zdecydowanie dużo bardziej elegancki, może to przez to spotkanie, o którym wspominał w liście? - Zdecydowanie na kogoś czekałam, chociaż książę z bajki właśnie się pojawił więc to chyba nieaktualne. - Zbliżyła się o krok, uśmiech nie schodził jej z twarzy, bo naprawdę cieszyła się z tego, że dane im będzie spędzić razem trochę czasu.

- Czekanie w tym miejscu to sama przyjemność. - Nie zauważyła nawet tego drobnego spojrzenia, nie była dzisiaj w nastroju, aby czepiać się pierdół. Na widok bukietu uśmiechnęła się jeszcze szerzej, wtedy też podeszła bliżej Borgina i nim wzięła od niego bukiet stanęła na palcach, aby musnąć ustami jego policzek na przywitanie. Dopiero wtedy przejęła kwiaty. - Spotkanie się udało? - Zapytała jeszcze, nie miała pojęcia, czego dotyczyło, ale ciekawa była, czy wszystko przebiegło po jego myśli.

Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#3
08.01.2024, 16:11  ✶  

Prawda była taka, że zawsze wygląda dobrze, nie ważne od tego czy akurat miała na sobie sukienkę wyjściowa czy najzwyklejszy strój, w którym paradowało się po własnym mieszkaniu. Jedno jednak trzeba było przyznać - widok uśmiechniętej Stelli naprawdę napawał optymizem. To było po prostu zaraźliwe i nie dało się przejść obok tego obojętnie. Ona mogłaby nim przegonić nawet najczarniejsze chmury czy wielką ulewę, powodując, że ponownie zagościłoby słońce.

Stanley pokiwał przecząco głową na słowa dotyczące pojawienia się księcia z bajki. Bo ani on był z bajki, ani był z niego książę. Gdyby powiedziała 'Borgina z Horyzontalnej' to mógłby się z tym pewnie zgodzić, a tak? Było to jednak mimo wszystko miłe, podnosiło samoocenę, budowało człowieka na duchu.

Kiedy musnęła jego policzek, a chwilę później przyjęła kwiaty, wystawił prawe ramię tak aby mogła się za nie złapać - Księcia mówisz, tak? A wiesz co się robi z księżniczkami? - zapytał retorycznie, nie potrzebując nawet odpowiedzi Avery bo i tak zamierzał jej wyjaśnić - Porywa się - odparł z pewną dumą w głosie, chociaż nie wiedział czemu tak było. Może dlatego, że to on mógł ją porwać, a nie nikt inny?

Na krótki moment zawiesił się również na parze z dzieckiem, a to wystarczyło aby wybić go z rytmu - Eeem... - zaciął się, próbując sobie przypomnieć o ktore spotkanie, Stella, mogła pytać. Chodziło jej o 'spotkanie' w Szkocji czy te dzisiejsze? Nie mieli przecież czasu się zobaczyć od kiedy powrócił z północy kraju, a raczej to on nie miał bo praca jego wybranki była dużo bardziej elastyczna pod tym względem. Oczywiście obydwa poszły dostatecznie, jeżeli nie dobrze, więc nie ważne o które pytała, odpowiedź była taka sama - A całkiem dobrze. Może nie jestem piękną blondynką aby swoją urodą upiększyć spotkanie... - przyznał, spoglądając w jej kierunku - Ale na pewno szybko pisze, bo lata klepania raportów nie poszły na marne - parsknął pod nosem na swoją super umiejętność - Dziadek głównie rozmawiał, a ja to spisywałem w jeden, spójny dokument i nawet starałem się pisać ładnie - podkreślił jeżeli ktoś miałby czelność podważyć jego intencje albo co gorsza, próbował oskarżyć o sabotowanie umowy.

Ruszył powolnym krokiem w kierunku kwitnących róż - czyli tak naprawdę gdziekolwiek. Planu nie było - mieli się przejść, pooddychać świeżym powietrzem i nacieszyć oczy tym do czego była zdolna przyroda.

- Na przyszłość zapamiętam żeby zawsze umawiać się tutaj, więc jakby mi coś wypadło to nie będziesz przecież zła - stwierdził, mając oczywiście z tyłu głowy ten felerny w skutkach Marsz Charłaków. Pozwolił sobie również kątem oka spojrzeć na reakcję Stelli bo był bardzo ciekaw jak na to zareaguje. Zezłości się, a może korzystając z dobrego humoru, pokręci tylko głową z dezaprobatą na taką myśl?

- Niedługo powinno słońce zacząć powoli zachodzić i będzie jeszcze piękniej - zakomunikował jakby był jakimś przewodnikiem. W teorii mógłby nim być ale jego wiedza pozwalała mu opisywać te wszystkie kwiaty w jeden sposób - to róża, to róża i to też jest róża... chyba?. Nie było to za dużo informacji odnośnie danej rodziny ale zawsze coś - Jak się czujesz w ogóle ostatnimi czasy? Ładniejsza pogoda trochę pomaga? - zapytał z czystej troski. Kiedy jeszcze żyła Anne to wspominała swojemu synowi, że powinno się korzystać z dobroci lata, wychodząc na spacery czy inne aktywności, chociaż młodszy Stanley miał to całkowicie w poważaniu. Teraz jednak mógłby podziękować za taką radę, zwłaszcza jeżeli rzeczywiście miałaby spełniać swoje zadanie.

- Odnalazłem ostatnio dobrą znajomą z czasów szkolnych - rzekł, spoglądając na jeden z okazów róży - Gdybyś potrzebowała jakichś eliksirów czy specyfików na problemy ze snem to pewnie mógłbym coś załatwić. Nawet bez konieczności wizyty w Mungu po receptę - zaproponował Stelli, wszak sam skorzystał ze starych znajomości i zakupił remedium na bezsenność na następny kwartał. Lek działał jak należy, a przespanie całej nocy było jak najpiękniejsza rzecz, którą człowiek mógł przeżyć. To też dało się zauważyć w lepszym humorze, większej ilości energii czy chęci do działania.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Urokliwa wiolonczelistka
to piekło - nie raj, to tutaj się kończy świat
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stella mierzy 165 centymetrów wzrostu, należy raczej do szczupłych kobiet. Buzię ma okrągłą, posiada pucułowate policzki, które dodają jej uroku. Oczy ma w kolorze orzechowym, włosy długie, jasne, najczęściej nosi je rozpuszczone. Ubiera się bardzo starannie, dba o to, aby zawsze wyglądać nienagannie. Pachnie cytrusami.

Stella Avery
#4
09.01.2024, 22:10  ✶  

Chyba nie do końca to czuła. Wiedziała, że wygląda dobrze, lepiej od większości osób, w dużej mierze była to zasługa tej wyjątkowej mieszanki krwi, która płynęła w jej żyłach. Nie wystarczało to jednak w przypadku samooceny, bo wydawało jej się, iż przez to powinna zawsze wyglądać nienagannie, a nawet wiły miewały z tym problem. Szczególnie po nieprzespanej nocy, a tych nie brakowało ostatnio w życiu Stelli. Nadchodzące lato trochę poprawiło jej nastrój, jednak nie przyniosło ze sobą snu, a szkoda. Może jeszcze i na to przyjdzie czas. Kiedyś pewnie się pogodzi z tym, co przeżyła, tyle, że wcale nie wydawało się, żeby miało się to stać szybko. Rana, która pojawiła się po samobójstwie Kordelii nie chciała się zabliźnić, tylko czasem, kiedy wino na chwilę szumiało jej w głowie zapominała o tych wydarzeniach.

Przewróciła oczami, kiedy Stanley pokiwał przecząco głową. Nie chciał się z nią chyba spierać o taką pierdołę, przecież już dawno temu doszli do tego, że akurat dla niej był tym księciem, powinien o tym wiedzieć, zamierzała więc ciągle mu to przypominać, bo nie wyobrażała sobie kogoś innego u swojego boku. - Pozostaje mi więc czekać, aż zdecydujesz się to zrobić. - W przeciwieństwie do niego, nie zaprzeczyła, że jest księżniczką, może przez to, że trochę się czuła jak jedna z nich, tyle, że nie była zamknięta w wieży, a w swoim mieszkaniu.

- Myślę, że piękna blondynka mogłaby jedynie nieco utrudnić spotkanie. - Nie daj Merlinie, aby dowiedziała się, że jakaś tam była, bo co jeśli spodobałyby się jej Borgin? - Nie było tam żadnych blondynek? - Postanowiła się upewnić, że nie znalazło się tam żadne zagrożenie, mógł zauważyć chwilowy niepokój, który się pojawił w jej oczach. Po chwili minął, bo dotarło do niej, że było to głupie, ale zareagowała nie do końca przemyślanie.

- To ogromne poświęcenie z twojej strony, notować wszystko na czas, do tego ładnym pismem. - Nie miała wątpliwości, że poradził sobie z tym doskonale. Wiedziała, że Stanley należał do tych osób, które zawsze chciały sprawić dobre wrażenie, chociaż wychodziło mu to różnie, to liczyły się przecież intencje.

- Nie wiem, czy zawsze to dobry pomysł, zimą pewnie nie jest tu równie atrakcyjnie. - Wolała go o tym uprzedzić, żeby się przypadkiem kiedyś nie zdziwił, jeśli te założenie okaże się nie do końca trafne. Nawet przez chwilę nie pomyślała o tym nieszczęsnym Marszu Charłaków, bo nie miała ochoty dzisiaj wracać do nieprzyjemnych wspomnień. Miał to być tylko przyjemny spacer, zbyt wiele niepotrzebnych dramatów ostatnio przeżyli, nie było sensu szukać dziury w całym, wolała cieszyć się tą krótką chwilą, gdy byli razem.

Dotrzymywała mu kroku, kiedy szli właściwie donikąd. Nie mieli celu. Miał to być przyjemny spacer, na świeżym powietrzu, podczas którego mogli nadrobić ostatnie kilka tygodni, gdy się nie widzieli.

- Tak, wybrałeś idealną porę, oby niebo było różowe. - Ostatnio, gdy zachodziło słońce mieniło się pięknymi kolorami, wszystko zapowiadało, że i dzisiaj tak będzie. Lubiła cieszyć się takimi drobnymi rzeczami. Jego pytanie nieco wybiło ją z rytmu. Sama nie wiedziała, jak się czuje. Na pewno było lepiej niż zimą, jednak nadal nie do końca tak, jakby chciała. Tylko, czy kiedykolwiek jeszcze będzie w stanie poczuć taką beztroskę jak kiedyś? Chyba nie. Jej życie się zmieniło, to co, przeżyła bardzo mocno na nią oddziaływało, i nie była sobie sama w stanie z tym poradzić. Tyle, że wolała o tym nie mówić, bo to bolało.

- Pomaga, chce się żyć bardziej, niż zimą. - Odparła z uśmiechem, chciała przebrnąć przez ten temat jak najbardziej naokoło, żeby mieć go z głowy. - Cieszę się, że u ciebie też się układa, w sprawach zawodowych i tych rodzinnych. - Dziadek go angażował w jakieś sprawy, wykazał się podczas Beltane, to chyba awans się zbliżał, pamiętała, jak bardzo marzył o tym, żeby zostać aurorem, zapewne niedługo zostanie doceniony. Dobrze, że chociaż on tak dobrze radził sobie ze stratą.

- Dziękuję za troskę, jakby coś to się odezwę. - Chociaż pewnie nie poprosi o pomoc, nie do końca zdawała sobie sprawę z tego problemu, który jej dotyczył. Wolała udawać, że on nie istnieje, tak było prościej, a i wino okazywało się być wcale nie takim najgorszym lekarstwem.

Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#5
21.01.2024, 21:38  ✶  

Stanley zdziwił się co nie miara na pytanie zadane przez Stellę. Była zazdrosna o inne blondynki? W końcu nawet jeżeli byłaby tam jakaś inna jasnowłosa to nie patrzyłby na nią w taki sam sposób jak na Avery. To chyba było pewne i jasne, czyż nie? - Nie było. Nie masz co się martwić. Nie było nawet szatynek czy brunetek. Nie było żadnych przedstawicielek płci pięknej - odparł, aby ukoić jej nerwy. Czysto męskie spotkanie przepełnione testosteronem, dymem tytoniowym i kilkugodzinną dyskusją o niczym.

Tylko pod względem klepania umowy mógł wyręczyć dziadka. W końcu nie chodziło tym razem o rzucanie czarno magicznych zaklęć, a jedynie niejako "służbowe" wyjście w sprawach rodzinnych interesów.

Zimą na pewno musiało być tutaj pięknie. Może nie w ten sam sposób co latem ale nadal. Fakt - było pewnie lodowato i pewnie nawet szło nieźle zmarznąć ale zawsze coś odbywa się jakimś kosztem. Nie można było mieć wszystkiego.

Co by nie mówić - ucieszył się. Stanley był szczęśliwy, że Stella doceniła porę, którą wybrał. Dlaczego zadał takie pytanie? To akurat było proste. Ktoś musiał o nią dbać, niejako pilnować, upewniać się, że wszystko w porządku, a zarazem podtrzymywać na duchu i zapewniać, że wszystko będzie dobrze. Tylko... kiedy? To było niestety pytanie na które nie potrafił odpowiedzieć i też nie chciał niczego obiecywać w tej kwestii bo po prostu nie mógł.

Odwzajemnił uśmiech bo cieszył się, że chce się jej żyć bardziej, niż zimą. Było to na swój sposób budujące, nawet jeżeli Stella dążyła do tego, aby tylko przez niego przebrnąć i pójść dalej. To był tylko i wyłącznie jej wybór - on tu był, aby ją wesprzeć i pomóc, chociaż może nie było najbardziej odpowiednią osobą do tego typu spraw.

Kiedy z ust Avery padło stwierdzenie "rodzinnych", Borginowi aż się przypomniał pewien mały fakt. Może nie mały, bo jednak odnalezienie ojca, którego poszukuje się całe życie, nie jest małą rzeczą ale tak się zdarzyło, że może Stanleyowi się trochę zapomniało żeby o tym wspomnieć? Tak z miesiąc? Półtora? Prawie dwa? Upsi?

Każdemu się mogło zdarzyć zapomnieć, czyż nie? Teraz tylko należało to jakiś ubrać w słowa w swoich myślach. Tak aby to jakoś wyglądało... A może... powinien właśnie walnąć prosto z mostu i po temacie? Stanley był tak zajęty obmyślaniem planu, że tylko pokiwał głową na odpowiedź Stelli dotyczącą eliksirów.

- No całkiem się układa. A właśnie... - zaczął, rozglądając się po okolicy - W sprawach rodzinnych... - budował napięcie ale tak naprawdę to dalej sobie segregował to w głowie - Wspominałem Ci, że... - zastygł wzrokiem na jednej z róż, które znajdowały się dobrych kilkaset metrów od nich. Stały się w tym momencie niejako punktem zaczepnym dla jego wzroku, tak aby nie musiał panikować - Odnalazłem ojca? Roberta? - zapytał - Trochę minęło de facto od tego kiedy to się stało ale wiesz jak to bywa... Musieliśmy sami najpierw pogadać - dodał jeszcze jako swego rodzaju wymówkę. Borgin nie miał pojęcia o tym, że Stella i jego ojciec są de facto rodziną i tym samym nie zdawał sobie sprawy, że poruszenie tego tematu może być niczym mgła, która miała zasłonić te radosne, różane promienie... a tego przecież nie chcieli bo mieli się świetnie bawić, odpocząć i pooglądać ten zachód słońca, który właśnie zaczął się dziać.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Urokliwa wiolonczelistka
to piekło - nie raj, to tutaj się kończy świat
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stella mierzy 165 centymetrów wzrostu, należy raczej do szczupłych kobiet. Buzię ma okrągłą, posiada pucułowate policzki, które dodają jej uroku. Oczy ma w kolorze orzechowym, włosy długie, jasne, najczęściej nosi je rozpuszczone. Ubiera się bardzo starannie, dba o to, aby zawsze wyglądać nienagannie. Pachnie cytrusami.

Stella Avery
#6
31.01.2024, 23:53  ✶  

Każdy miewał momenty zwątpienia. W tej chwili przyszedł on do Stelli. Czasem się bała, że zostanie zupełnie sama, skąd mogła wiedzieć, że Borgin nie spotka na swojej drodze kogoś, kto wzbudzi w nim zainteresowanie. Niby jej poczucie własnej wartości wcale nie było takie najgorsze, jednak nie mogła być zbyt pewna siebie, czasem wystarczył moment nieuwagi, a można było stracić wszystko. Ostatnio nie miała najlepszego czasu, co jeśli będzie miał dość tej jej niesubordynacji. - Czy jeśli takie by się pojawiły, to powinnam się martwić? - Wolała mieć pewność, nie, żeby wątpiła w jego słowa, jednak ostatnio naprawdę potrzebowała słownych zapewnień, żeby ponownie nabrać pewności siebie.

Nie chciała być jego ciężarem, a trochę tak się czuła ostatnio przez tą swoją melancholię. Naprawdę próbowała z tym walczyć, ale wychodziło jej to różnie, nie do końca radziła sobie z uczuciami, które nadal w niej siedziały. Strata siostry okazała się być naprawdę mocnym ciosem, że też dotarło do niej, jak bardzo była dla niej ważna dopiero wtedy, kiedy jej zabrakło. Ironia losu. Miała wrażenie, że Stanley zdecydowanie lepiej od niej radził sobie po swojej stracie, a może były to tylko pozory? Nie wypytywała go właściwie od dawna, czy nadal tęskni za matką. Więź rodzica z dzieckiem była równie silna, co ta między rodzeństwem, a może nawet jeszcze silniejsza.

Przystanęła, kiedy zaczął kolejny temat. Wpatrywała się w niego uważnie. Nieco zdziwiło ją to wyznanie, nie spodziewała się takiego obrotu spraw, mógł zauważyć konsternację, która pojawiła się na jej twarzy. - Nie wspominałeś. - Zaczęła od tego. Właściwie to nie spotykali się ostatnio zbyt często mógł zapomnieć o tym wspomnieć, chociaż to nie była nowa koszula, czy inna pierdoła, a spora zmiana w jego życiu.

- To spore wydarzenie. - Nie dawała po sobie znać, że dziwi ją dlaczego dopiero teraz jej o tym wspominał, skoro trochę minęło od tego, kiedy go poznał. Nie wiedziała dlaczego to przed nią ukrywał, albo o tym nie mówił, jak zwał, tak zwał. - Jaki on jest? - Była ciekawa tego, co myśli o mężczyźnie, który dał mu życie, bo ojcem trudno jej było go nazwać nawet w myślach, nie opiekował się nim w końcu, nie był przy nim kiedy dorastał. Dlaczego zjawił się nagle, zupełnie znienacka? - i jak to się właściwie stało? - Była ciekawa, jak doszło do ich spotkania.

Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#7
06.02.2024, 20:50  ✶  

- Oczywiście, że nie! - odparł z pewnością w głosie, całkowicie zaprzeczając temu co powiedziała - Jesteś jedna, jedyna, tak? - zapytał, chcąc się upewnić, że na pewno o tym wie. Skłamałby mówiąc, że czasem nie rzucało się okiem na inne kobiety ale czy tego nie robili zdrowi mężczyźni? Nie patrzył na nie w formie potencjalnych partnerek czy co gorsza zdrady, a jedynie jako entuzjasta damskich kształtów. Ot, taki koneser - co sobie popatrzy to jego.

Stanley raczej unikał tematu swojej matki od momentu jej śmierci. Nie podejmować go chyba z nikim, wyłączając ten etap ze swojego życia. Oczywiście chodził na grób i zawsze upewniał się, że ten jest wysprzątany, są na nim świeże kwiaty i zapalone znicze jako forma hołdu, na który mógł sobie pozwolić. Może obawiał się, że ta zasklepiona rana, znowu się otworzy? Albo że powie zbyt dużo? Pewne rzeczy łatwiej było przemilczeć, udać, że nie istnieją... lub nawet palić głupa na ten temat.

Na pewno nic nie wspomniał? Cóż... lepiej późno, niż wcale - Hmm... Mogło tak być - przyznał, wolną dłonią przejeżdżając po swojej brodzie. Czemu nie zrobił tego wcześniej? Bo sam musiał się z tą myślą pogodzić. Z tym, że już nie jest de facto sierotą - Prawda, ciężko się z tym nie zgodzić - stwierdził - Pytasz jaki on jest? - westchnął - Myślę jakby odpowiedzieć na to pytanie w najprostszy możliwie sposób... Jest dosyć specyficzny? - uniósł zdziwioną brew na swoje własne słowa. Nie bardzo wiedział jak mógł Stelli opisać Roberta Mulcibera - Wymaga pełni zaangażowania. Ma trochę pedantyczne podejście do wszystkiego? Mam wrażenie, że nie bardzo lubi jak ktoś mu się sprzeciwia... Wiesz, musi zawsze postawić na swoim. Bardzo opanowany i spokojny. Trochę małomówny? Oceniający? - kontynuował, próbując wyłapać główne cechy swojego ojca - Ale z tego co się dowiedziałem to był kiedyś kimś ważnym w Ministerstwie, a dokładnie to w Departamencie Tajemnic, więc nie jest źle - pokiwał głową. W życiu by przecież nie powiedział, że ktoś tak wysoko postawiony mógł być z nim powiązany. Co więcej - nie mógł być, a był i to było zaskakujące.

- Jak doszło do spotkania? Przypadkiem trochę. Okazało się, że mój krewniak, a chyba współpracownik Roberta połączył kropki i przekazał kontakt. Napisał do mnie list, spotkaliśmy się i tak jakoś poszło - wytłumaczył - Nie sądzisz, że to wspaniałe? Co prawda mamy wiele do nadrobienia i w ogóle... ale małymi kroczkami do celu i jakoś to będzie - dodał, poklepując ją swoją wolną dłonią po jej własnej, obdarowując Stellę pogodnym uśmiechem. Stanley ewidentnie był zadowolony z takiego obrotu spraw. A może chciał tym uśmiechem jej zrekompensować to, że tyle jej o tym nie mówił?



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Urokliwa wiolonczelistka
to piekło - nie raj, to tutaj się kończy świat
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stella mierzy 165 centymetrów wzrostu, należy raczej do szczupłych kobiet. Buzię ma okrągłą, posiada pucułowate policzki, które dodają jej uroku. Oczy ma w kolorze orzechowym, włosy długie, jasne, najczęściej nosi je rozpuszczone. Ubiera się bardzo starannie, dba o to, aby zawsze wyglądać nienagannie. Pachnie cytrusami.

Stella Avery
#8
11.02.2024, 09:35  ✶  

Na całe szczęście nie słyszała teraz jego myśli. Pewnie by się nieco zirytowała, a tak to tylko uśmiechnęła się promiennie na potwierdzenie, że nie ma nikogo więcej. Uspokoiły ją te słowa, chociaż i tak nigdy nie dawał jej powodu do braku zafuania. Wiadomo jednak, jak to jest. Lepiej być nadgorliwym i zapobiegać, niż później zorientować się o tym, że istnieją jakieś problemy. Mimo tego, że zdawała sobie sprawę, iż posiada pewien urok, któremu mało kto mógł dorównać, czasami martwiła się, czy faktycznie jest wystarczająca. Nigdy nikt nie dawał jej powodu ku tym zmartwieniom, było to raczej coś, co sobie ubzdurała gdzieś na przestrzeni lat. Raczej nie powinna, jednak jak widać każdemu, nawet Stelli Avery czasem zdarzały się dni zwątpienia.

Temat matki wydawał się być tematem tabu, tak właściwie Stella wolała również nie dopytywać, trochę sobie pomogła tymi specjalnymi umiejętnościami, kiedy Borgin znajdował się w tej dramatycznej sytuacji, co nie świadczyło o niej do końca dobrze, jednak wydawało jej się to właściwe w tamtym momencie. Sama pewnie wiele by dała, żeby ktoś mógł zabrać ból, który pojawił się w jej sercu po śmierci Clare. Życie byłoby wtedy łatwiejsze.

- Wymaga od Ciebie pełni zaangażowania, kiedy sam dopiero pojawił się w twoim życiu, naprawdę? - Nie wydawało jej się to do końca w porządku. Nie rozumiała takiego podejścia, nie widziała też całego obrazu sytuacji, bo nie znała tak naprawdę całych okoliczności. Nie miała pojęcia, kiedy dowiedział się o tym, że ma syna. Mimo wszystko, to podejście wydawało się jej dosyć nie na miejscu. Pojawiasz się nagle w czyimś życiu i jeszcze masz wobec tej osoby jakieś oczekiwania.

- Kiedyś był kimś ważnym, to ciekawe. - Dlaczego już nie był, czyżby zrezygnował? Właściwie to nie był jej problem, jednak bała się o Stanleya, zależało jej na tym, żeby był szczęśliwy, nie chciał, żeby poczuł rozczarowanie. Wiedziała, że to był dosyć drażliwy temat. - Jak Ci z tym, no wiesz, jak się czujesz teraz, jak już go poznałeś? - Wydawało się jej to być dosyć istotne, ciekawa była, jak mu jest z tą informacją. Nie wyglądał na nieszczęśliwego, jednak wolała się upewnić, że faktycznie tak jest.

- Jeśli Ty uważasz, że to wspaniałe, to się cieszę, naprawdę, dobrze widzieć Cię zadowolonego. - na pewno musiało być frustrujące nie mieć żadnych informacji na temat swojego ojca. Nigdy nie mógł w pełni dowiedzieć się kim właściwie jest, bo brakowało mu informacji o połowie swoich genów.

Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#9
15.02.2024, 23:20  ✶  

O tym jak bardzo jest obciążony genetycznie ze wszystkich stron swojej rodziny, miał się dopiero przekonać. Ojca dopiero poznawał ale już miał zarys tego jaki on jest. Rodzinę swojej matki znał bardzo dobrze i wiedział, że nie wróży to nic dobrego. Trochę jak taka tykająca bomba, która miała gdzieś schowany zapalnik, wszak sam nie wiedział jak to się może potoczyć. Jak jego życie może potoczyć i wpłynąć na te wszystkie bliskie mu osoby.

Czy się obawiał? Tak, bo w sumie nie była to jedyna rzecz, która dawała mu takie powody. Tych przecież były dziesiątki, jak nie setki gdyby się tak na poważniej zastanowić. W zasadzie to łatwiej było wymienić to, co nie powodowało plątaniny myśli w jego głowie, chociaż takich rzeczy było mało. Wszystko się kołtuniło.

- No trochę tak... - zgodził się ze Stellą. Kiedy on to mówił nie brzmiało to, aż tak źle. Kiedy powiedziała to Avery, wybrzmiało to całkowicie inaczej. Trochę jakby zniknął pewien filtr na słowach czy ich intonacji. Zupełnie jakby Stanley patrzył na to przez różowe okulary, pomijając pewne fakty - Musimy się po prostu dograć do siebie... wiesz... spędzić trochę czasu i będzie w porz... rządku... - dodał niepewnym głosem, jakby w to nie wierzył, choć bardzo chciał to robić.

Czy Borgin chciał od życia wiele? Całe życie przecież marzył o tym, aby "mieć ojca". Coś co dla innych było porządkiem dziennym, rzeczą na którą nie zwracali uwagi, dla Stanleya było skrytym marzeniem. Zawsze chciał usłyszeć, że jego ojciec - kimkolwiek by ta osoba nie była - jest z niego dumny. Może było to trochę płytkie i bez większej głębi, ale chciał tyle tyle i zarazem aż tyle.

Gdyby tylko Stella była jedną z nich. Wspierała Czarnego Pana w jego działaniach o lepsze (lub według niektórych, gorsze) jutro, uznałaby, że jest to ciekawe podwójnie. Robert był nie tylko kimś wysoko postawionym w Ministerstwie ale również wśród szeregów popleczników Toma Riddle'a. Szkoda, że w obydwóch przypadkach była potrzebna forma przeszła, wszak aktualnie przebywał w nieładzie obydwóch instytucji. W sumie to nikt nie wiedział gdzie przebywał - czy nadal była to Francja?

- Jakby... trochę dziwnie? - posłał jej pytające spojrzenie - Bo do tej pory była to dla mnie rzecz obca, a teraz stała się rzeczywistością. Trochę niespodziewaną rzeczywistością - przyznał - Może czuję ulgę? Bo jednak okazał być się kimś... - po tym słowie zamilkł. Nie potrafił tego lepiej wytłumaczyć Stelli. Nadal ciężko przychodziło mu stwierdzić cokolwiek więcej, niż powierzchowna ocena. Avery na pewno widziała to bez problemu - znała go nie od dzisiaj. Trochę cedził słowa, trochę się nad nimi zastanawiał. Nie kłamał jednak. Nie tym razem.

Kolejne słowa tej urokliwej wiolonczelistki sprawiły, że i Stanley się szerzej uśmiechnął. Cieszył się mimo wszystko, że tak pozytywnie to odebrała, wszak spodziewał się trochę najgorszego.

- Raczej nie będę zmieniać nazwiska mimo wszystko. Jakiś wewnętrznie mi nie pasuje i czuje, że jestem to winny Anne, aby pozostać przy jej rodowym nazwisku. Za to wszystko. Za ten cały trud, który poniosła - stwierdził bez zawahania i pewnym głosem. Zupełnie jakby traktował to jako najwyższą wartość. Może hołd - Zresztą... Posłuchaj jakby to brzmiało... - zwrócił się do Stelli - Stanley Andrew Mulciber... Stanley Mulciber... Jakoś tak dziwnie... Borgin brzmi lepiej - przyznał z lekkim wzruszeniem ramion. To było jednak nazwisko jak każde inne ale według Stanleya, nie komponowało się zbyt dobrze z jego imieniem. Gdyby nazywał się Paul czy Arthur to fakt - Mulciber brzmiało by dobrze. Ale tak? Średnio to widział.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Urokliwa wiolonczelistka
to piekło - nie raj, to tutaj się kończy świat
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stella mierzy 165 centymetrów wzrostu, należy raczej do szczupłych kobiet. Buzię ma okrągłą, posiada pucułowate policzki, które dodają jej uroku. Oczy ma w kolorze orzechowym, włosy długie, jasne, najczęściej nosi je rozpuszczone. Ubiera się bardzo starannie, dba o to, aby zawsze wyglądać nienagannie. Pachnie cytrusami.

Stella Avery
#10
11.03.2024, 23:11  ✶  

Nie do końca potrafiła się postawić w sytuacji Stanleya. To na pewno było dla niego trudne, nie znał połowy swojej rodziny, nie miał pojęcia, kto jest jego ojcem, a to przynosiło wiele niewiadomych. Zaczynając od najbanalniejszych spraw, jak chociażby ciążące na nich choroby, a kończąc na tych bardzo istotnych, którymi była czystość krwi. Nigdy nie mógł być pewien, na pewno trudno mu było postawić się po jednej ze stron konfliktu czarodziejów, w końcu skoro nie znał ojca, nigdy nie mógł mieć pewności. Dla Stelli nie było to szczególnie istotne, może bardziej dla jej rodziców, ale nie przejmowała się tym szczególnie. Już kiedyś zadecydowała, że nie będzie się przejmowała takimi drobnostkami.

- Jeśli tak mówisz, to pewnie ma to jakiś sens. - Powiedziała spokojnym tonem. Grunt, że wreszcie udało mu się znaleźć swojego ojca, najwyraźniej był z tego powodu zadowolony, musiało mu to dać odpowiedzi na te wszystkie pytania, które zadawał sobie przez całe życie. Dobrze dla niego, zdecydowanie na to zasługiwał. Próbowała więc cieszyć się jego szczęściem.

Miała nadzieję, że nie jest za bardzo ufny, że nie przepadł w tym pragnieniu, które tkwiło w nim przez całą jego egzystencję, że sama chęć posiadania ojca nie zaślepi go i że się tym nie zachłyśnie. Szkoda by było, aby się na tym przejechał. Nie była jednak odpowiednią osobą, aby oceniać tę sytuację. Nie umiała sobie wyobrazić, jakby zachowała się, gdyby to dotyczyło jej. Zapewne podobnie do niego. Może więc lepiej, że po prostu cieszy się tą chwilą, skoro całe życie o tym marzył.

Zauważyła, że wcale nie tak łatwo było mu o tym mówić. Nie ma się, co dziwić, sprawa była mocno skomplikowana. Dała mu jednak czas, aby zebrał myśli, nie wchodziła w słowo. Była tu po to, aby go wysłuchać, teraz to ona musiała być jego ostoją. W końcu on wiele razy służył jej swoją radą, musiała odwdzięczyć się mu tym samym.

- To bardzo szlachetne z twojej strony, Anne na pewno by to doceniła. - Niesamowicie ją to urzekło, że nawet po śmierci Stanley myślał o swojej matce. Nie znała wielu osób, dla których zdanie rodziców, było, aż tak ważne. Najwyraźniej doceniał cały trud, który włożyła w jego wychowanie. Musiało jej być trudno, ale poradziła sobie wyśmienicie. Borgin był naprawdę wspaniałym człowiekiem.

Kiedy zaczął recytować jej swoje ewentualne nowe dane osobowe zatrzymała się w miejscu, mrugnęła kilka razy. Jej mózg przyspieszył swoje działanie. - Twój ojciec to Robert Mulciber? - Zapytała z lekką niepewnością. Chyba dobrze połączyła kropki, może nie była jakimś wspaniałym myślicielem. Wcześniej jednak wspomniał coś o Robercie, teraz rzucił nazwiskiem, musiała to dobrze zrozumieć, czekała jednak na jego potwierdzenie.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Stanley Andrew Borgin (4513), Stella Avery (3780)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa