- Nie wiem. To nie jest pytanie, na które łatwo odpowiedzieć bez uspokojenia myśli - powiedział w końcu, bo nie miał jednoznacznej odpowiedzi. Gdyby dostał od niej list dzisiaj lub jutro, gdyby jakimś cudem go znalazła: zapewne odtrąciłby ją i kazał po prostu spierdalać. Ale czy jeżeli zrobi to za miesiąc, gdy wszystko ucichnie... To czy nie będzie jeszcze gorzej? Najpewniej będzie. Wniosek był niestety jeden, ale nie był na tyle pewny, żeby Lestrange mógł odpowiedzieć Nicholasowi z taką łatwością, z jaką by chciał. - Dziękuję.
Powiedział, przesuwając wzrok na Traversa. Nieczęsto dziękował, ale nie miał problemu z tym, by to robić, jeżeli faktycznie tak trzeba było lub odczuwał wdzięczność. W tym przypadku zdecydowanie był wdzięczny Nicholasowi, że mimo tak bezczelnego wtargnięcia i zakłócenia jego spokoju pozwolił mu tu zostać. Słów o reputacji jednak nie skomentował. Dbał o nią od lat, zawsze i wszędzie. Taka ryska na idealnej tafli szkła byłaby nawet wskazana, bo przecież nie ma ludzi idealnych. Idealni ludzie wzbudzają ciekawość i sprawiają, że zaczyna się wymyślać na ich temat kłamstwa, opierając się tylko na domysłach. Ludziom trzeba było podrzucać ochłapy i pokazywać drobne potknięcia, by uśpić ich czujność.
- Czy ty chcesz mnie upić? - Rodolphus uniósł brew. Nie był pewien, czy kiedykolwiek rozmawiał z nim na temat alkoholu - chyba nie. Ale on nie upijał się, przynajmniej nie od kilku lat. Ostatni raz upił się wiele, wiele lat temu, za dzieciaka, i poranek dzień po był najgorszym porankiem w jego życiu. Eliksiry pomogły, ale skutki tej libacji odczuwał naprawdę długo. Zaniki pamięci, spowolnione reakcje, plączący się język, który jednocześnie był suchy i sztywny jak kołek. Nieznośny ból głowy i nadwrażliwość na światło oraz dźwięki - to tylko kilka z nich. Nawet mała dawka alkoholu raz na jakiś czas powodowała zmiany w mózgu, być może nieodwracalne, jeżeli ktoś pił regularnie. Alkohol był trucizną, jedną z bardziej podstępnych i niebezpiecznych, bo zachęcano ich do picia. Picie było dystyngowane, picie rozluźniało i pozwalało zapomnieć o problemach, a jednocześnie gdy wypiło się odrobinę za dużo: sprowadzało cię do rynsztoka, powodowało że rzygałeś na własne buty, przewracałeś się i powodowało więcej problemów, tamte zostawiając bez rozwiązania. - I to jeszcze do tego stopnia, że miałbyś się za mnie tłumaczyć w pracy?
Parsknął śmiechem. Po raz pierwszy od naprawdę dawna. Jego życie było w gruncie rzeczy pozbawione pozytywnych emocji i odczuć, chociaż czasem miał wrażenie, że to życie to jeden wielki żart - z tym, że nieśmieszny.
- Tak po prostu? - zapytał, przekrzywiając lekko głowę. Jakoś dali mu spokój... Rodolphus upił kolejny, tym razem mniejszy łyk ze swojej szklanki. - W moim przypadku ja jestem na świeczniku. Rabastan... Nie nadaje się do związków przez jakiś czas.
Nie zamierzał mówić Nicholasowi, dlaczego tak było - ważny był fakt, że ktokolwiek chciałby zmusić Rabastana do wzięcia ślubu w tej chwili, byłby bez serca. W przenośni, chociaż czy nie byłoby tak, że gdyby on się o tym dowiedział, to nie wyrwałby serca tej osobie? Nie, niech lepiej zostawią jego brata w spokoju.
- Byłem, że tak powiem, pewną opcją. Chyba nikt nie podejrzewał, że nagle stanie się inaczej - wzruszył ramionami. A jednak: stało się. Rodzice będą musieli to przełknąć, bo jak znał i siebie, i Bellatrix, to jeżeli klamka zapadnie, to zrobią wszystko, by nie dopuścić do małżeństwa. Pod tym względem byli do siebie bardzo podobni. Na szczęście miał jeszcze wiele kuzynostwa, chociaż nie z tej linii Lestrange'ów. Ale być może podsunięcie kogoś innego byłoby lepszą opcją. - Dlatego wolę najpierw samemu sobie poukładać to w głowie. Przeprawa z rodziną w tej materii nigdy nie będzie łatwa.
Eufemizm.