25 czerwca 1972
Maeve Chang & Nora Figg
Nora Nory, klubokawiarnia
Nie lubiła ulicy Pokątnej.
Było tu za czysto, zbyt porządnie. Ten świergoczący optymizm przepełniający wszelkie sklepy i kawiarenki układające się wzdłuż zalanego tłumami bruku źle na niej leżał, uwierał niczym gryzący sweter. I to wcale nie z przebodźcowania, a z tego, że cała scenka rodzajowa niebotycznie kontrastowała z krajobrazem, który widywała zazwyczaj i do którego nader przywykła - Śmiertelnego Nokturnu.
A jednak tutaj cyklicznie przychodziła. Czasem przysłana z powodu zadania bojowego od matki, czasem ciągnięta przez pewną dziewczynę, która musi śledzić jakiegoś ciecia koniecznie w towarzystwie, nawet jeśli samej poszłoby jej świetnie, jeśli nie lepiej. I Mewa zawsze na to wszystko przystawała, bo istniały w jej życiu kobiety, którym nie potrafiła powiedzieć nie. Prawdę mówiąc - nigdy nawet nie próbowała i raczej by się nie odważyła.
Musiała przyznać jednak, że na Pokątnej najłatwiej było znaleźć pracę. Taką legalną, ma się rozumieć - najszybciej oczywiście robotę znajdowało się na Nokturnie jako dawca organów lub posoki dla wygłodniałych wąpierzy zamieszkujących lokalne rynsztoki, ale takie zatrudnienie nie wchodziło tym razem w grę. Po pierwsze czuła się przywiązana do swoich kończyn, a po drugie nie mogła się w swoim rewirze łapać byle czego - paskudnie by to robiło rodzinnej renomie, gdyby Chang w desperacji szukała pracy u byle szarlatana. No i, o zgrozo i diabli wszyscy, na ten cel chciała zarobić uczciwie. Czego się nie robi z miłości, nawet resuscytuje sumienie, kurwa mać.
Najpierw wpadła do kwiaciarni zapytać, czy nie szukają pomocy, ale spotkała się z odmową. Bardzo sympatyczną, ale odmową. Maeve była nieco zawiedziona, bo brzmiało to jak przyjemny fach związany z jej hobby, ale mówi się trudno. Zaczęła więc iść dalej wzdłuż ulicy, wypatrując ogłoszeń przyklejonych do witryn, co by sugerowały, że praca szuka człowieka.
Aż w końcu trafiła - Nora Nory.
Stała z minutę przed samym wejściem, gapiąc się na wnętrze przez okna. Na ludzi wchodzących i wychodzących, na siedzących przy stolikach. Chciała wybadać, czy jej flakami będzie wywracać w takim miejscu, ale wydawało się przyjazne. Przynajmniej na pierwszy rzut oka, ale jako iż Maeve osobą wybitnie analityczną i rozpamiętującą nie była, więcej niż pierwsze dobre wrażenie nie potrzebowała - wzięła głęboki oddech i weszła do środka.
- Cześć, dzień dobry - przywitała się dwojako, nie wiedząc tak naprawdę, jaki poziom poufałości powinna tutaj stosować. Na Nokturnie powitania nie były częste, a jak już, to zwykle kiwało się głową i na tym kończyły się uprzejmości. - Na froncie pisze, że szukacie sprzedawcy? - Zagadnęła, licząc, że osoba za ladą albo da jej więcej informacji, albo pokieruje ją do kogoś, kto takich jej udzieli.
I wanna wear your flesh
— like a costume —