Olivia, której kilka dni temu udało się odzyskać z łazienki Marty coś cennego, starała się teraz za wszelką cenę unikać tego korytarza. Przemykała z dala od drzwi, lecz jej wzrok wciąż wędrował w ich okolice... Szczególnie jeśli były uchylone, tak jak teraz. Rudowłosa, młoda Olivia zwolniła odrobinę, wyciągając szyję tak, by móc zobaczyć przez szparę co za nieszczęśnik wpakował się do damskiej łazienki. W dłoniach trzymała dwie książki i kilka zwojów, a także pióro. Nie patrzyła gdzie idzie, tak zaaferowana zwykle zamkniętymi drzwiami, że nie mogło stać się inaczej - musiała w kogoś wleźć. Olivia z całym impetem wlazła w Lovegooda, idącego z naprzeciwka. Niczym w tanich książkach romantycznych jej własne księgi i pergaminy pofrunęły w górę, a ona zachwiała się i runęła na tyłek z głośnym piskiem. Hogwart wbrew pozorom był bardzo przyjaznym miejscem - tajemniczym, acz przyjaznym, jednak nawet zamek nie mógł nic poradzić na to, że zderzenie z twardą, kamienną podłogą bolało jak jasna cholera.
Olivia, której kilka dni temu udało się odzyskać z łazienki Marty coś cennego, starała się teraz za wszelką cenę unikać tego korytarza. Przemykała z dala od drzwi, lecz jej wzrok wciąż wędrował w ich okolice... Szczególnie jeśli były uchylone, tak jak teraz. Rudowłosa, młoda Olivia zwolniła odrobinę, wyciągając szyję tak, by móc zobaczyć przez szparę co za nieszczęśnik wpakował się do damskiej łazienki. W dłoniach trzymała dwie książki i kilka zwojów, a także pióro. Nie patrzyła gdzie idzie, tak zaaferowana zwykle zamkniętymi drzwiami, że nie mogło stać się inaczej - musiała w kogoś wleźć. Olivia z całym impetem wlazła w Lovegooda, idącego z naprzeciwka. Niczym w tanich książkach romantycznych jej własne księgi i pergaminy pofrunęły w górę, a ona zachwiała się i runęła na tyłek z głośnym piskiem. Hogwart wbrew pozorom był bardzo przyjaznym miejscem - tajemniczym, acz przyjaznym, jednak nawet zamek nie mógł nic poradzić na to, że zderzenie z twardą, kamienną podłogą bolało jak jasna cholera.
Szkoła była przeogromna. Bardzo łatwo można było się zgubić. Jak i coś zgubić. Dzisiaj nie tylko skradziono mu ukochane buciki, ale i on sam zgubił się w gmachu wielkiego zamku. Xenophilius w tym roku zaczął swoją edukację. I już po miesiącu zaczął być uważany za dziwnego. Mówił dziwnie, imię miał dziwne, zachowywał się dziwnie? Może nawet i ubierał. Jedynie noszenie szat uczniowskich nie wyróżniało go z tłumu. Niektórzy mylili go z Malfoyami, ze względu na blond włosy. Szybko jednak połapali się, że był Krukonem.
Zamyślony, nie zorientował się, że znalazł na korytarzu, gdzie prawdopodobnie zginęła jakaś uczennica, lata temu. Rozglądał się na boki, podziwiając eksponaty, czy obrazy. Szukając także swojej zguby. Zaglądał to tu, to tam. Aż w pewnym momencie, na kogoś wpadł. Zderzenie mogło być mocne, bowiem i chłopak stracił równowagę i upadł na posadzkę, uderzając tyłkiem. Być może dostał także jakąś książką, która wypadła osobie z naprzeciwka z rąk. Rozmasował głowę, mrużąc oczy.
- Przepraszam!Wyrzucił z siebie i spojrzał z kim się zderzył. Uczennica. Ten sam dom, starszy rocznik. Kojarzył ją. Co tutaj robiła? Nie miał pojęcia. Pozbierał się z podłogi i zaczął zbierać także rzeczy, jakie leżały na korytarzu. Książki, pergaminy, pióro, które koleżance wypadły z rąk. Choć, mimo iż zbierał, to jednak przykuwał uwagę do tytułów. Lubił czytać, pochłaniać wiedzę. Interesował się światem, materialnym i niematerialnym. Zielarstwem, historią, runami. W szkolnej bibliotece to by siedział dniami i nocami. Jak pierwszy raz zobaczył to ogromne pomieszczenie, oczy miał jak wielkie monety!
- To hm. Ja przepraszam - powiedziała w końcu, podejrzliwie łypiąc na chłopaka. To nie tak, że nie zwracała na innych uwagi, po prostu miała talent do zapominania twarzy, które migały jej bez kontekstu w pokoju wspólnym czy wielkiej sali. Zauważyła jednak barwy swojego domu, co ostatecznie rozwiało wszelkie wątpliwości. Ale by była wtopa, gdyby na niego nawrzeszczała, aj. - Powinnam patrzeć, gdzie idę.
Dodała już łagodniej, zbierając się z ziemi. Sięgnęła po pergaminy, skoro Lovegood zajął się zbieraniem jej książek. Wszystkie dotyczyły zielarstwa i eliksirów, nie było wśród nich ani jednej książki typowo rozrywkowej. Możliwe, że Olivia miała na głowie jakąś pracę do napisania, patrząc na to, że część zwojów, które zebrała, była pusta.
- Dzięki, zagapiłam się - odebrała od chłopaka książki i ułożyła je tak, by nic jej nie wypadło z rąk. Mogłaby je włożyć do torby, ale pech chciał, że zapomniała jej z pokoju, i jakoś tak wyszło, że zorientowała się pod biblioteką. I nie chciało jej się już wracać, więc taki był tego efekt.
Lovegood usłyszał czyjś płacz. Dobiegał zza zamkniętych drzwi, obok których zderzył się z Olivią. Brzmiał... żałośnie smutno, jakby komuś zadziała się naprawdę ogromna, niewypowiedziana krzywda. Tylko osoba, która miałaby serce z kamienia, nie zainteresowałaby się tymi dźwiękami, tak przejmująco smutne były.
Lovegoodowie byli totalnym przeciwieństwem Malfoyów. Choć obie rodziny z wyglądy zdawały się być do siebie podobne, to jednak różnice były znaczące. W tym przypadku, nie łatwo było spostrzec, z którego domu był pierwszoroczniak, na jakiego wpadła Olivia. Pierwsze zderzenie, obaj upadli, on się szybko pozbierał i klęczał na podłodze, zbierając jej książki. Uwagę przykuwając na tytułach. Pierw grzecznie przeprosił. Co faktycznie, do śliz gonów nie pasowało. Herby przydzielonych domów, bez problemu potrafiły rozwiązać mniejsze problemy. Panna Quirke miała prawo młodego osobnika nie kojarzyć od razu. Pierwszoroczniak, dopiero od dwóch miesięcy w Hogwarcie i wciąż się gubił.
Starsza koleżanka także przeprosiła. Niech będzie kompromis, że oboje się zagapili i na siebie wpadli.
- Nic się nie stało. To jak się zgubiłem i trochę nie skupiłem na drodze.Wytłumaczył się ze swojej gapiowatości. Choć zabawne, że oboje podobnie się tłumaczyli. Chłopak oddał książki koleżance z przyjaznym uśmiechem. Ulżyło też i jemu, kiedy dostrzegł herb domu Ravenclaw na jej szacie. Choć miała prawo go zbesztać, nie zrobiła tego. Zdążył zorientować się, kto tutaj był miły a kto wręcz przeciwnie.
Xenophilius wyminął Olivię, ale zatrzymał się tuż obok niej, kiedy usłyszał czyjś płacz? Obejrzał się w kierunku drzwi do łazienki damskiej, a następnie na koleżankę. Słyszała? Ktoś tam może potrzebuje wsparcia? Przytulenia? Pocieszenia? Xenio niepewnie podszedł do drzwi i zajrzał do środka.
- Jest tu kto?Zapytał, jakby próbował porozumieć się z przestrzenią, zapewne pustej łazienki? Choć to była damska, nie powinien tutaj wchodzić. Zaniepokoił się czyimś płaczem, więc nie zważając na ostrzeżenia czy uwagi starszej koleżanki, jeżeli takie były, wszedł do środka, rozglądając się z podziwem. Choć miał wrażenie, że pomieszczenie wygląda trochę przerażająco? Jakby nad nim ciążyła jakaś klątwa? Zamieszkiwał duch?
I tyle by było z ładnie ułożonego stosiku na jej rękach. Olivia wypuściła wszystko, co miała w dłoniach, by ruszyć w stronę drzwi, przez które przechodził Xenophilius. Miał przewagę kilku sekund, więc zanim ruda zdążyła wpaść do środka, blondyn już tam był i się rozglądał. Dobrze słyszał: w środku ktoś płakał. Ale miał wrażenie, że ten płacz jakby dobiegał spod wody? Jakby z głębokiej toni. Był wyraźny, głośny, pełen bólu i rozpaczy, lecz coś w nim było nienaturalnego. Ciężko było stwierdzić co konkretnie, ale takie wrażenie sprawiał.
- Nie powinniśmy tu być, to łazienka Marty - powiedziała cicho, ściskając Xenia za ramię. Jakby to miało cokolwiek wyjaśnić. Skąd miał wiedzieć, kim jest Marta? Ale miał się tego dowiedzieć, bo Lovegood miał dobre przeczucie.
Na parapecie wysokiego okna tuż pod sufitem siedziała (o ile duchy mogły siedzieć) przezroczysta dziewczyna. Miała ciemne włosy, związane w dwa kucyki, i duże okrągłe okulary. Duch był mocno przysadzisty, a pryszcze na pucołowatej twarzy odznaczały się ciemniejszym kolorem. Nawet z tej odległości mogli zobaczyć, że Marta nie należała do piękności, gdy jeszcze żyła. Szczegóły stały się wyraźniejsze, gdy duch spojrzał w ich stronę.
- Oczywiście że nikt już nie pamięta o biednej Marcie! - zawyła, lotem błyskawicy przesuwając się tuż przed Xenophiliusa. Dusze łzy przestały wypływać z jej oczu - teraz twarz Marty wykrzywiała wściekłość. - Każdy wchodzi jak do siebie i zapomina o prywatności!
Kiedy starsza rocznikiem koleżanka, zaoferowała pomoc w odprowadzeniu go do ich dormitorium, lub tam, gdzie chciał się dostać, Xenpphilius zatrzymał się i spojrzał na nią jakby w zgodzie. Była dla niego poniekąd nadzieją na odnalezienie drogi, bowiem mapy przy sobie nie miał żadnej. Ale, nie odpowiedział jej na pytania, gdyż mimo przystanku obok niej, przyciągnął go płacz dziewczyny z pobliskiej łazienki. No i jak to ciekawski młody chłopak, pierwszoroczniak, wszedł do środka. Nie reagując na ostrzeżenia starszej koleżanki.
Znajdując się w łazience, przystanął kiedy Olivia go dotknęła za ramię i trzymała. Nie do końca wiedział o co chodzi.
- Łazienka Marty?Zamrugał patrząc na Quirke, po czym rozejrzał znów, bo słyszał płacz. Atmosfera była jakaś taka dziwna w pomieszczeniu. Choć minęło kilka dobrych lat. Kiedy wspomniana Marta najpewniej, odezwała się, Xenio podążył wzrokiem za usłyszanym głosem. ”Duch?” – zaskoczyło go w myślach. Czy on spodziewał się, że ta łazienka należy do jakiejś nauczycielki? Architektki tego pomieszczenia? Innego ucznia? W tym ostatnim się nie pomylił. Ale, warto dodać – nieżyjącego ucznia.
I kiedy Marta przefrunęła zjawiając przed nim, dostał chyba gęsiej skórki. Chyba coś mu w głowie mówił, że duchem nie zadzieraj.
- Ja… P…p…psze…prze…przep…. Przepraszam!
Zająknął się z przerażenia. Widział twarz zmarłej dziewczyny. Może i wyglądała jak brzydkie kaczątko. Ale może gdyby żyła, okazała się pięknym łabędziem?
- Jestem tu nowy… Ni… nie wiedziałem.. że to Twoja łazienka. Słyszałem płacz.
Podjął rozmowę z duchem, chyba ignorując stojącą obok Olivię, trzymającą go wciąż za ramię.
- Marto, daj mu spokój, akurat on się martwił - może gdyby głos jej nie drżał, to brzmiałoby to tak, jakby naprawdę to wierzyła? Ale niestety. Jęcząca Marta odwróciła głowę w kierunku Olivii i zmarszczyła brwi.
- Martwił się, martwił! NIKT nie martwi się o głupią Martę! - nie zważając na nic, Jęcząca Marta przepłynęła dalej, do przodu. Prosto przez ciało Lovegooda, który mógł poczuć, jakby nagle w płucach znalazło się lodowate powietrze. To było tak nieprzyjemne uczucie, że u niektórych powodowało wymioty lub omdlenia, chociaż zdarzało się to dość rzadko. Głównie pozostawiało w ustach nieprzyjemny, lodowaty posmak, a w sercu: dziwne uczucie niepokoju.
Rudowłosa, widząc ruch ducha, odsunęła się i puściła ramię blondyna, bo co jak co, ale nie chciała ponownie wchodzić w interakcję z umarłymi. Kiedyś na korytarzu któryś z duchów Hogwartu przeniknął i przez nią - do dzisiaj na samo wspomnienie miała ciary. Ach, biedny chłopak...
- Dajcie mi spokój! - zabuczała Marta, unosząc się teraz dobrych kilkadziesiąt centymetrów nad głowami uczniów.
Wzdrygnął się, kiedy ta duchowa dziewczyna zaczęła krzyczeć. Stanął jak wryty, kiedy tak przybliżyła się do niego.
- Ale... Ja… Nie śmieję się…Tak. Xenophilius próbował się wytłumaczyć. Wyjaśnić. Był teraz przerażony? Odobinę. Ale także zafascynowany. Zainteresowany. Starsza koleżanka chciała go wesprzeć. Wyjaśnić na swój sposób. Ale ta Marta nic sobie z tego nie robiła. Aż taka przykrość ją spotkała za życia?
- Nie powiedziałem… Że jesteś głupia… Nawet Cię nie znam.
Z wahaniem, ale to powiedział. Lecz wtedy poczuł, że duch dziewczyny, mimo iż przepłynął jakąś część pomieszczenia, po prostu przez niego przeleciała. To dziwne uczucie. Ten chłód otaczający jego wnętrze i na zewnątrz. Tak wygląda dusza? Tak się ją czuje? Zaintrygowało go to. Wciąż stał, ale obiema rękoma dotknął siebie. Klatki piersiowej, brzucha. Nie czuł się o dziwo źle. Nieswojo co prawda, ale miał iskierki w oczach. Doświadczył czegoś niesamowitego!
Podniósł głowę i podążył wzrokiem za duchem dziewczyny. Nie chciał naruszać jej spokoju. Przeniósł wzrok na koleżankę pytająco. Powinni wyjść? Korciło go jednak zadawać pytania na temat życia pozaziemskiego tej dziewczyny. Choć mógł to zrobić z każdym tutejszym duchem, to jednak ona wydawała się być, wyjątkowa.
- Dlaczego tym razem płakałaś? - zagadnęła łagodnie, najmilej jak potrafiła. - Znowu ci dokuczali?
Ostatnio ślizgonki chciały zrobić jej bardzo nieprzyjemnego psikusa i chyba im się udało. Niby duchy nie powinny czuć, ale najwyraźniej nadal potrafiły odczuwać emocje. Może były spotęgowane ich duszą postacią? Chyba że Marta zawsze taka była. To nic dziwnego, że nikt jej nie lubił. Bo już nie chodziło o nadwagę, okulary czy dwa kucyki na głowie.
- Jakiś blondyn rzucił we mnie książką, gdy rozmyślałam - Marta przekrzywiła głowę i spłynęła odrobinę na dół, by znaleźć się przed Olivią. - Zaczęli krzyczeć, że za głowę jest 20 punktów dla Slytherinu.
Powiedziała smętnie. Tak smętnie, że Quirke aż zrobiło się głupio. Chciałaby ją poklepać po ramieniu, ale to nie był dobry pomysł, bo nie lubiła tego uczucia, jak ciało stykało się z duchem.
- Ślizgoni zawsze sprawiają problemy. Nie myślałaś może o tym, żeby zmienić otoczenie? - zapytała ostrożnie, zerkając na Lovegooda. Trochę wzięła Martę na siebie, ale dzięki temu on nie musiał się z nią użerać.
- Miał tak samo jasne włosy, jak ty - duch dziewczyny zignorował pytanie Olivii. Podpłynął do Xenia i przyjrzał mu się. - Gdyby nie szata Krukona, powiedziałabym, że jesteś Malfoyem.
Xenio był chyba zbyt dobry, aby zignorować czyjś płacz lub jakąś krzywdę. Dlatego wszedł do zakazanej w sumie łazienki, gdzie przebywał duch zamordowanej dziewczyny. Jako pierwszoroczniak, nie miał jeszcze za wiele pojęcia o tajemnicach tej szkoły. Gdziekolwiek nie pójdzie, bo się zgubił, trafiał na coś nowego, odkrywczego.
Słuchał pytań starszej koleżanki, dowiadując przy tym, że ktoś mógł dokuczać tej martwej duszy. Ale to tak można? Nie przeszkadzało jej to? Dlaczego się nie uwolniła od tego świata i nie poszła dalej? Co ją tutaj trzyma?
Blondyn, rzucił w nią książką. I wyglądał jak on? Spiął się. Przełknął ślinę. Fakt. Mylono go często z Malfoyami. A że był dla większości osób pokręcony, szybko zauważali pomyłkę. Jak i przez herb symbolu domu do którego należał.
- Aż tacy okrutni są Ślizgoni?Tego chyba się nie spodziewał. Dopiero co zaczynał edukację a nie spodziewał się, takich informacji. Może z obserwacji własnej, widział jak się zachowują. Ale chyba nie ma mowy o wszystkich czarodziejach tam przynależących?
- Dlaczego tutaj jesteś? Nie odzyskałaś wolności po śmierci? Co Cię tutaj trzyma?
Rzucił pytaniami do Marty. Spojrzał też na starszą koleżankę, mając nadzieję, że go jeszcze nie zostawi samego. Trzymał się blisko. Drugi raz nie chciał poczuć w sobie zimno duszy ducha. Nie było to przyjemne uczucie.
Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości