Może… może jest coś między nami, ale nie mogę się zmusić, aby powiedzieć to na głos.
5.08.1972, pora lunchu
Kamienica Potterów, Mieszkanie Tobbey'a i Mildred
Zwykły dzień roboczy, ale nie dla wszystkich. Uczniowie Hogwartu mieli wakacje, a świeżo upieczeni absolwenci korzystali z ostatnich dni wolności. Niektórzy z nich, tak jak Peppa, postanowili jednak zrobić coś ze swoim życiem. Ubrana elegancko, wyszła z domu tuż po rodzicach, zostawiając brata samego. Był już wystarczająco duży, poza tym nad nimi mieszkała ich cioteczka, a dwa piętra niżej znajdował się sklep zawierający ojca.
Peppa miała kawałek drogi do przejścia. Mogła skorzystać z Sieci Fiuu i deportować się bezpośrednio do wejścia dla interesantów w Ministerstwie, ale wolała się przejść. Co stanowiło też jeden z powodów, dla których wyszła trzy godziny przed swoją rozmową o pracę. Drugim powodem była chęć poobserwowania pozostałych kandydatów i być może wyciśnięcia z nich, co było poruszane podczas spotkania.
Planowała powrót do domu i nie mogła doczekać się kolacji, podczas której opowie rodzicom (i bratu) o swojej cudownie poprowadzonej rozmowie, o błyskotliwych odpowiedziach na podchwytliwe pytania i obiecujących informacjach zwrotnych komisji.
Niestety, totalnie zawaliła. Tak bardzo, że aby ją pobić, kolejny kandydat musiałby zatańczyć nago na stole, albo popisać się zdolnością używania Bombardy.
A potem stało się coś jeszcze...
Wróciła do domu. Wiedziała, że musi wziąć prysznic, uczesać się na nowo i przebrać. Ale jednocześnie nie chciała tego robić. Jej włosy wyjątkowo nie wyglądały tak idealnie jak zawsze, a kapelusz trzymała w ręce, bo przecież nie miała swojej szpilki. Odłożyła go wraz z teczką na komodę i spojrzała na swoje dłonie. Jej policzki znów poróżowiały, a na ustach powoli kwitł szeroki uśmiech. Nie dostrzegła, że w przestronnym korytarzu nie jest sama.