25.02.2024, 00:32 ✶
A więc Mary zwykle nie przyjmowała klientów w domu.
To mogło znaczyć wszystko ani nic. Człowiek, którego przyjmowała, mógł być klientem specjalnym, sponsorem właśnie. Mógł też nie być mordercą, a jej kochankiem - i morderca pojawił się później, bo na przykład ją śledził. Z dużym prawdopodobieństwem obie dziewczyny czarodziej upatrzył sobie w tym samym miejscu.
- To pan powinien odzywać się grzeczniej, panie Lark - powiedziała Brenna, uśmiechając się ciągle, niezbyt zaniepokojona tym, że sięgał do broni. Ta była zabezpieczona, a jej różdżka nie, poza tym stała na tyle blisko mężczyzny, że nie byłoby mu łatwo na czas wycelował w Brennę pistoletem.
Poza tym prawdziwa agentka M15 nie okazałaby niepokoju w takiej sytuacji, nie pokazała grzecznie legitymacji i na pewno nie sprawiałaby zbitej z tropu. Mieli znacznie większe uprawnienia i mogliby łatwo zniszczyć karierę przypadkowemu policjantowi, przyjmowanie więc teraz przesadnie uprzejmej postawy czy spłoszenie tylko spaliłoby ich przykrywkę. Zwłaszcza, że jeśli policjant chciał im grozić, to chodziło o jedno z trojga – był albo niestabilny i tytuł jednego z najlepszych detektywów dostał nieco na wyrost, albo chciał ich sprawdzić, albo zaklęcie zauroczenia zamieszało mu nieco w głowie z zachowaniem.
Głównie przez tę trzecią ewentualność była gotowa, by w razie czego mu walnąć. Lepiej tak niż zostawić mu w pamięci jakieś bardziej widowiskowe zaklęcia niż confundus… Ach, ależ Aidan by się ucieszył, gdyby faktycznie doszło tutaj do bójki! Brenna z kolei wolałaby jednak tej uniknąć.
– Szczeniakiem może pan nazywać Higlestona, Lopeza albo Tarneyów, a nasze legitymacje zobaczy pan ponownie, kiedy grzecznie o to poprosi – oświadczyła, wymieniając nazwiska innych policjantów pracujących przy sprawie, w tym ich informatora. – Nie wiemy wiele o tej sprawie, bo zwykłe morderstwo przypadkowej dziwki niezbyt by nas interesowało, gdyby nie to, że jeden z naszych informatorów wspomniał, że nasz człowiek był widziany z dziewczyną bardzo przypominającą Mary Reed w pobliżu jej mieszkania. A teraz musimy wiedzieć.
To mogło znaczyć wszystko ani nic. Człowiek, którego przyjmowała, mógł być klientem specjalnym, sponsorem właśnie. Mógł też nie być mordercą, a jej kochankiem - i morderca pojawił się później, bo na przykład ją śledził. Z dużym prawdopodobieństwem obie dziewczyny czarodziej upatrzył sobie w tym samym miejscu.
- To pan powinien odzywać się grzeczniej, panie Lark - powiedziała Brenna, uśmiechając się ciągle, niezbyt zaniepokojona tym, że sięgał do broni. Ta była zabezpieczona, a jej różdżka nie, poza tym stała na tyle blisko mężczyzny, że nie byłoby mu łatwo na czas wycelował w Brennę pistoletem.
Poza tym prawdziwa agentka M15 nie okazałaby niepokoju w takiej sytuacji, nie pokazała grzecznie legitymacji i na pewno nie sprawiałaby zbitej z tropu. Mieli znacznie większe uprawnienia i mogliby łatwo zniszczyć karierę przypadkowemu policjantowi, przyjmowanie więc teraz przesadnie uprzejmej postawy czy spłoszenie tylko spaliłoby ich przykrywkę. Zwłaszcza, że jeśli policjant chciał im grozić, to chodziło o jedno z trojga – był albo niestabilny i tytuł jednego z najlepszych detektywów dostał nieco na wyrost, albo chciał ich sprawdzić, albo zaklęcie zauroczenia zamieszało mu nieco w głowie z zachowaniem.
Głównie przez tę trzecią ewentualność była gotowa, by w razie czego mu walnąć. Lepiej tak niż zostawić mu w pamięci jakieś bardziej widowiskowe zaklęcia niż confundus… Ach, ależ Aidan by się ucieszył, gdyby faktycznie doszło tutaj do bójki! Brenna z kolei wolałaby jednak tej uniknąć.
– Szczeniakiem może pan nazywać Higlestona, Lopeza albo Tarneyów, a nasze legitymacje zobaczy pan ponownie, kiedy grzecznie o to poprosi – oświadczyła, wymieniając nazwiska innych policjantów pracujących przy sprawie, w tym ich informatora. – Nie wiemy wiele o tej sprawie, bo zwykłe morderstwo przypadkowej dziwki niezbyt by nas interesowało, gdyby nie to, że jeden z naszych informatorów wspomniał, że nasz człowiek był widziany z dziewczyną bardzo przypominającą Mary Reed w pobliżu jej mieszkania. A teraz musimy wiedzieć.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.