Och, nie wiń mnie za to, że miłość sprawia, że jestem szalona.
Zawijała się w miękkim, skórzanym obiciu fotela; nieistniejące sprawy nie miały prawda bytu, a jej relacja z Longbottomem prędko przyjęła miano wzajemnej obsesji – chciała go skrzywdzić dogłębnie, chciała poczuć jego cierpienie, jednocześnie owinąć chuderlawymi ramionami i wyszeptać słowa słodkiej kantyczki. Lepki sok jego obecności rozlewał się jak słodki miód, a ona – zlękniona jego spojrzenia – zamierała, czytając po raz kolejny jedno zdanie w książce. Przepastne tomisko spoczywało na jej udach, gdy z nogami przewieszonymi przez ramię krzesła, pocierała w palcach jedną ze stron.
Boleśnie chciała, aby był szczęśliwy, równie okrutnie jednak łaknęła jego upodlenia. Bo jej uczucia zawsze były toksyczne i sprzeczne, zahaczały o strefę sacrum równie mocno, co o profanum. Ich zbliżenia cielesne były gwałtowne i wypełnione agresją – bo była jak żurawinowa wódka, którą spożywali nader często; słodka i lepka na początku, liczył się jednak tylko jej gorzki posmak palący podniebienie. I prawdopodobnie wiedziała, że powinna uczynić krok w tył, jednak zbyt upodobała sobie jego.
Nie było w tym bigoteryjnej świętości, jedynie paląca potrzeba.
Wzrok co rusz unosiła znad stronic, wbijając jego szpilki w Morpheusa, który siedział naprzeciwko, kołysząc w dłoni obmywającą ścianki kryształowej szklanki whisky.
W pewnym momencie również zatrzasnęła księgę, a na jej miejsce pochwyciła naczynie wypełnione ognistą cieczą. Wypiła dwa łyki gwałtownie, zupełnie jak nie przykładna panna, a ogołociwszy szklankę z zawartości, z głuchym stuknięciem odstawiła ją na stolik.
Patrzyła na niego, jakby go nie znała. Jakby gdzieś pośród chmur zagubiła jego dłoń, a teraz – zastawała go obcego. Nie był wart tych wyświechtanych metafor, w które ubierała swoje ofiary; on był jednoznaczny i cielesny, obecny i niknący w ciemnej toni jednocześnie. Może dlatego tak zawrócił jej w głowie?
Może to ten dotyk na jej plecach, który zamarł jej w pamięci, gdy trafili na siebie w jej galerii, rozpalił niewiadomy płomień? Nie nudził jej się; przynajmniej nie tak szybko, jak większość mężczyzn.
Gotta admit, I'm a hypocrite
I like it way better than being on the side of it
I'm a psycho, loving it