• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Wyspy Brytyjskie Szkocja [19.04.1972, Overtoun] Most Overtoun – Dagur Nordgersim & Adelard Longbottom

[19.04.1972, Overtoun] Most Overtoun – Dagur Nordgersim & Adelard Longbottom
Mistrz Dagur
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Dagur to mężczyzna obdarzony bardzo wysokim wzrostem (3 metry) i masywną budową ciała, przez co wyróżnia się na tle innych ludzi. Islandczyk ma rude, zwykle utrzymanie w nieładzie włosy, gęstą rudą brodę i zielone oczy. Ubiera się w wygodne, często mugolskie ubrania. Bardzo często można go zastać w narzuconym na codzienne ubrania skórzanym fartuchu i rękawicach ze smoczej skóry, wykorzystywanych podczas pracy w kuźni. Przez swój wzrost i budowę ciała może wywoływać mieszane uczucia u spotykanych na swojej drodze osób i może odstawać swoim zachowaniem od mieszkańców Anglii, jednak jest tak naprawdę serdecznym człowiekiem.

Dagur Nordgersim
#1
20.05.2023, 00:38  ✶  

Dagur razem z żoną postanowił wybrać się na kilkudniowy urlop do zachodniej Szkocji. Padło na Overtoun. Kuźnię pozostawił na ten czas w rękach syna. Władzę nad domem powierzył córkom. Ufał, że pod jego nieobecność Hjalmar nie puści tego przybytku z dymem. W przeciwieństwie do swojej żony, jest rannym ptaszkiem. Postanowił wybrać się na poranny spacer po tym mieście i wrócić dopiero na śniadanie.

Jako półolbrzym wyróżniał się wzrostem i posturą na tle mieszkańców tego miasteczka. Żaden z mijanych przez niego ludzi nie osiągnął tych trzech metrów wzrostu. Tyle mierzył. Z każdym energicznie stawianym przez niego krokiem ziemia zdawała się drżeć. Na szczęście nie na tyle, by doprowadziło to do zawalenia się okolicznych budynków. Bądź co bądź mugole znali się na budownictwie, choć brak możliwości posługiwania się magią utrudniał wznoszenie budowli.

Wkroczył na most Overtoun, przy którym przystanął na parę chwil. Obserwowanie rozciągających się przed jego oczami widoków i panującą względną ciszę przerwało szczekanie psa na coś w oddali. Nie było to nietypowe zachowanie jak na psa. Nie pierwszy raz widywał psy ujadające na coś, czego ludzie nie widzieli. Nie spodziewał się ujrzeć psa skaczącego z tego mostu w przepaść.

— Djöfulli! Na włochate jaja Odyna, co było?! — Wyrwało mu się w ojczystym języku. Osoba, która poleciła mu to miejsce, najwyraźniej zapomniała poinformować go o takich incydentach, jak ten którego był właśnie świadkiem. Wydobył z kieszeni noszonego płaszcza różdżkę, celując nią w tę mgłę. Prawdopodobnie to zwierzę było już nie do uratowania. Pomimo tego postanowił spróbować przywołać je do siebie za pomocą magii.


Translokacja
Rzut O 1d100 - 95
Sukces!

Rzut O 1d100 - 80
Sukces!
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#2
25.10.2023, 21:02  ✶  

Mglisty poranek był bardzo leniwy. Nawet późniejszą porą świat budził się tutaj wolno, rozciągał swoje nogi jak w dzień, w którym wolna niedziela pozwala ci wypocząć na miękkiej pierzynie pościeli. Mgła snuła się pod nogami na wzór piany z kąpieli i chciała osiadałn a skórze i ubraniach, ale była na to zbyt słaba i zbyt nieważka. W istocie mogła tylko muskać i wspominać oddech smoka, ten rozgrzany, do jakiego chciała się upodobnić. W mniej wybujałej fantazji porównywałaby się do dymu z papierosa, który został właśnie wyrzucony przez damę przechodzącą przez most. Miała na sobie sukienkę w grochy do kolan, która okręcała się wokół jej długich nóg i elegancki kapelusz z piórem kryjący jej blond lokowane włosy. Tylko czerwone jak sam ogień usta wystawały spod niego, całując przed chwilą peta, który wylądował pod jej obcasikiem. Dźwięk jej kroków rozbijał się w tej błogiej ciszy, jakiej mogły doświadczyć uszy Dagura. Błogiej - do czasu.

Ta mgła nie tylko chciała dotykać i całować. Była kurtyną, która przysłaniała oczy i bawiła się widocznością. Figlowała tak, jak pewnie niejeden człowiek nie ośmieliłby się postąpić wobec czystej siły, jaką prezentował sobą półolbrzym. A ona mogła. Mogła, ponieważ nie ważne, z jaką siłą Dagur próbowałby z nią walczyć efekt byłby taki sam - przegrałby. Mógłby rzucać magią, mógłby ją przeganiać, ale ona zawsze wróci i nie będzie miał na to żadnego wpływu. Mógł co najwyżej przygotowywać monotonię zaklęć, by mierzyć się z nią w kółko i w kółko... Myliła też uszy. Dźwięk rozchodził się w tych kropelkach wody inaczej, tak jak inaczej tonęło tutaj słońce. Promienie gubiły się, a przecież już były zagubione w szarości chmur. Wilgoć osiadała na zieleni wokół, która prezentowała swoje piękno środkiem wiosny. Wszystko było takie soczyste, pełne życia. Gotowe do tego, by zachwycać serca. Kamienny most był cały wilgotny. Starość malowała się na jego murku, który miał oddzielać przestrzeń od drogi - łączył w końcu jej jeden kraniec z drugim nad przepaścią. Nikt tu nie powinien spaść. Żadne dziecko, kot czy pies. Przecież miejsce było zabezpieczone. Przecież żaden zwierzak nie byłby na tyle głupi, żeby po prostu... skoczyć.

Prawda?

Ten dźwięk nie należał już do obcasów tajemniczej kobiety, która minęła Dagura zostawiając za sobą tylko zapach nikotyny. Należał teraz głównie do ujadającego, szczekającego psa, którego łapy oparte były na kamiennej barierce. Nie było nawet istotne, gdzie i na co patrzył. Istotne było, co ten pies widział. A konkretniej - co dostrzegł, że opadł na ziemie łapami, cofnął się... i skoczył. Jakby to miało być jego przeznaczenie. Skoczył, by powierzyć swoje ciało nigdy niezaspokojonej mgle. Pozostał tylko pisk po nim, kiedy zdziwione stworzenie nie napotkało pod swoimi łapami gruntu. Albo raczej - pozostałby. Kolejny pies zniknąłby w Overtoun bez życia.

Sprawna i szybka reakcja Dagura sprawiła, że pies znowu szczeknął iiii wrócił na most. Zawieszony w powietrzu, majtając nogami. Niemy strażnik mostu, dawno nieuczęszczany budynek, spoglądał na to wszystko brudnymi oknami. Równie zimny, niemy i nieczuły na cierpienia czworonogów jak świat wokół. Pies, zwykły kundel, spojrzał na ciebie czarnymi oczami, popiskując cicho, podkulając ogon. Biały, w brązowe i czarne ciapy, miał krótkie futro, nieco mokre od mgły i pewnie kropel rosy, jakie zebrał biegając po łąkach i między krzewami.

Mistrz Dagur
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Dagur to mężczyzna obdarzony bardzo wysokim wzrostem (3 metry) i masywną budową ciała, przez co wyróżnia się na tle innych ludzi. Islandczyk ma rude, zwykle utrzymanie w nieładzie włosy, gęstą rudą brodę i zielone oczy. Ubiera się w wygodne, często mugolskie ubrania. Bardzo często można go zastać w narzuconym na codzienne ubrania skórzanym fartuchu i rękawicach ze smoczej skóry, wykorzystywanych podczas pracy w kuźni. Przez swój wzrost i budowę ciała może wywoływać mieszane uczucia u spotykanych na swojej drodze osób i może odstawać swoim zachowaniem od mieszkańców Anglii, jednak jest tak naprawdę serdecznym człowiekiem.

Dagur Nordgersim
#3
06.11.2023, 03:41  ✶  

Dagur lubił takie właśnie poranki. W swojej ojczyźnie, jak i wybranej przed dwoma laty na swój nowy dom Dolinie Godryka dni takie jak ten oznaczały to, że nie otworzy bram kuźni, nie rozpali ognia w kamiennym piecu i nie sięgnie po kowalski młot. Nawet najlepszy rzemieślnik potrzebował przynajmniej jednego dnia wolnego i czasu na spędzenie go z rodziną. Po dwóch latach spędzonych w tym kraju już w jakimś stopniu przywyknąć do panującego tutaj klimatu i angielskiej pogody, wszechobecnej w tym kraju mgły. Dagur przelotnie obejrzał się na przechodzącą z most kobietę, zwiastującą swoją obecność dźwiękiem obcasów uderzających o nawierzchnię mostu oraz drażniącym nozdrza zapachem nikotyny. Zaraz zwrócił się twarzą w stronę przestrzeni rozpościerającej się przed jego oczami. Nie obawiał mgły. Nie kryły się w niej żadne potwory. Gdyby było inaczej to one powinny się go obawiać. Miał siłę kilku rosłych mężczyzn.

Bardzo podobało mu się to, że świat się zazielenił i tętnił pełnią wiosny. Czuł chłód wilgotnych kamieni, z których wzniesiono balustradę mostu. Naprawdę nic nie zwiastowało tragedii, która miała rozegrać się na jego oczach. Dagurowi psy zawsze wydawały się inteligentnymi w swoich standardach i naprawdę trudno było uwierzyć mu w to, że ten pies po prostu rzucił się w przepaść. Gdyby nie widział tego na własne oczy to poddałby to wszystko w uzasadnioną wątpliwość, powtarzając sobie, że to niemożliwe, że w tych wszystkich opowieściach nie ma nawet ziarna prawdy. Dla miejscowych to pewnie straszna codzienność, do której musieli przywyknąć. Ilu właścicieli psów potraciło swoich pupilów? Mugole nie mają takich możliwości, jakie posiadają czarodzieje. Nie zapobiegną nieuchronnemu.

Dzięki jego szybkiej reakcji pies wrócił na most. Podszedł do niego, powoli opuszczając na kamienne podłoże. Dagur serdecznie uśmiechnął się do tego psa, kucając przed nim. Trzymając różdżkę w pogotowiu na wypadek podjęcia przez psa ponownej próby rzucenia się w przepaść, wyciągnął drugą dłoń ku niemu. Chciał zachęcić go do podejścia, do obwąchania swoich palców. Nie miał przy sobie nic do jedzenia. Zamierzał spróbować zrobić wszystko, aby tego psa zabrać ze sobą. Zabierając go ze sobą uniemożliwi mu ponowne skoczenie w przepaść, a po drugie zyskają nowego domownika. Pies okazał się całkiem ładny, nie miało znaczenia, że to zwyczajny kundel. Po porządnej kąpieli, właściwym nakarmieniu i nadaniu odpowiedniego imienia otrzyma legowisko w domu.

Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#4
10.11.2023, 00:41  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.11.2023, 00:44 przez Bard Beedle.)  

Znasz się na zwierzętach, drogi Dagurze? To nie był żaden samiec rasowy. Zwykły kundel z okolicy - takim mianem określiłby go każdy mieszkaniec tego miejsca. Lub: jeden z niewielu, którzy przetrwali. Kiedy ujadanie przestało być słyszalne, zapadła tutaj gęsta cisza. Od mgły, albo jeszcze innego zbioru bodźców, jakie były wygłuszone na ten moment. Najpierw miałeś do czynienia z jazgotem, a teraz ledwo cichutki pisk, który też w zasadzie ustał, kiedy postawiłeś go na ziemi i kiedy kucnąłeś, przestając górować nad tym absolutnie prześmiesznie małym względem twoich rozmiarów stworzonkiem. W twoich rękach nic nie ważył. Mógłbyś go nosić na jednej dłoni i też jakoś dałoby radę - część zwisałaby na twoim przedramieniu, ale co to za problem. Krótka sierść zwierzęcia była mokra, ale nie dlatego, że wpadł do wody. To przez zebraną rosę. Dość szorstka w dotyku, ale nie był zaniedbany, nie był brudny, nie cuchnął jak... jak ten faktycznie pierwszy lepszy kundel, którego spotkać można było szczególnie wiele na wioskach, gdzie nawet jeśli miały bude, to nie znaczyło od razu, że będą zadbane i że ktoś będzie je kochał. Nie miał jednak na sobie żadnej obroży, a pojedyncze przybrudzenie malowały się na sierści. Być może bardziej przybrudzenia od jego dzisiejszej przygody samej w sobie. Nie był też wybitnie chudy. Wydawał się całkiem zdrowym psem, który podkulając ogon pod łapy wyglądał, jakby chciał uciekać od ciebie jak najdalej, ale z drugiej strony instynkt nie pozwalał mu zdjąć z ciebie spojrzenia. Ach, instynkt! Potężna broń. Ale nie zwracał już uwagi na murek, na którym się wcześniej opierał. Nie szczekał w tamtym kierunku, tak jakby ta jedna "próba samobójcza" wystarczyła i cokolwiek tutaj drzemało, cokolwiek wabiło do siebie te stworzenia to w pełni akceptowało samą próbę poświęcenia. Nie potrzebowało zeżreć ofiary. Ładne nazwanie zupełnie niezrozumiałego nawet dla czarodziei zjawiska.

Cierpliwość cnotą cesarzy, jak mówili. Ta cierpliwość popłaciła i tutaj. Stworzenie powoli, bardzo powoli, zaczęło wyciągać w twoją stronę swój nos. Węszył. Zachęcony spokojną postawą, bezruchem, brakiem naciskania do niego zbliżył się do rąk, które go ocaliły. Czy w ogóle zdawał sobie z tego sprawę? Czym była różdżka dla psa niż zwykłym patykiem? Czym była dlań magia niż szalonym przebłyskiem? W końcu udało ci się położyć nawet dłoń na jego łbie, nastawił się na głaskanie.

- Proszę uważać na pana kundelka. - Głos nie pojawił się znikąd - słyszałeś wcześniej zbliżające się kroki. Mężczyzna w płaszczu, w kapeluszu, przystanął na moment, kurtuazyjnie ten kapelusz ściągając w geście powitania. Był starszy, może nawet po sześćdziesiątce, z elegancką brodą i zakręconym nieco wąsem, srebrzystymi włosami zaczesanymi w tył. - Niejeden pies stracił tutaj życie. - Wskazał laską, którą się podpierał o ziemię, na przepaść, na murek, na granicę życia i śmierci psowatych. Mimo tej laski nie garbił się, nie krzywił. Wyglądał na eleganckiego dżentelmena, który nie niósł sobą wścibskości. - Bogowie jedni wiedzą, dlaczego. Prosi się aż o egzorcystę. - Pokręcił głową. - Miłego dnia. - Skinął w twoim kierunku, gotów iść w swoją stronę po serdecznym ostrzeżeniu. Bo takie też to ostrzeżenie miało być.

Mistrz Dagur
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Dagur to mężczyzna obdarzony bardzo wysokim wzrostem (3 metry) i masywną budową ciała, przez co wyróżnia się na tle innych ludzi. Islandczyk ma rude, zwykle utrzymanie w nieładzie włosy, gęstą rudą brodę i zielone oczy. Ubiera się w wygodne, często mugolskie ubrania. Bardzo często można go zastać w narzuconym na codzienne ubrania skórzanym fartuchu i rękawicach ze smoczej skóry, wykorzystywanych podczas pracy w kuźni. Przez swój wzrost i budowę ciała może wywoływać mieszane uczucia u spotykanych na swojej drodze osób i może odstawać swoim zachowaniem od mieszkańców Anglii, jednak jest tak naprawdę serdecznym człowiekiem.

Dagur Nordgersim
#5
10.02.2024, 21:00  ✶  

Zdaniem Dagura czworonóg pokroju psa nie stanowiłby dla niego prawdziwego wyzwania nie do pokonania. Przecież to nie był trójgłowy pies, z którym nawet on miałby problem sobie poradzić. Trójgłowe psy były magicznymi stworzeniami dla doświadczonych hodowców i odpowiedzialnych opiekunów. Dagur chciałby mieć tak ogromnego psa o trzech głowach - w jego skromnej opinii tego rodzaju pies wydawał się być odpowiedni dla niego z racji swojego potężnego wzrostu i przewidzianej dla niego funkcji. Taki czworonóg doskonale sprawdziłby się jako dodatkowy obrońca domu i jego mieszkańców. Ten ocalony przez niego kundel również powinien doskonale sprawić się w tej samej roli. Przy odrobinie szczęścia i nakładu pracy mógłby stać się istotnym członkiem rodziny.

Zarówno los zwierząt, jak i ludzi nie był mu obojętny, dlatego nie mógł pozwolić na to aby jakakolwiek krzywda spotkała to zwierzę. Dorosły człowiek mógł zadecydować o swoim losie i wpływać na losy innych, z czego nie zawsze korzystali w dobry sposób. Dorosły człowiek powinien wziąć odpowiedzialność za swoje czyny. Zwierzęta towarzyszące pod tym względem nie były im równe i to do nich, ludzi, należała odpowiedzialność za ich losy. Zamierzał zabrać tego psa ze sobą i zadbać o niego należycie. Zacznie od dania mu porządnego posiłku. Pies nie uniknie profilaktycznej kąpieli w balii, która oczyści jego sierść z tych nielicznych zabrudzeń. Będzie na razie spać w domu albo w kuźni, ale pies powinien posiadać przyzwoitą budę. Brakowało też obroży na jego szyi. Gdyby wiedziony instynktem czworonóg zaatakowałby go to w przeciwieństwie do większości ludzi potrafiłby sobie poradzić z tym odruchem kundla, choć musiałby miarkować swoją siłę aby nie zrobić mu krzywdy.

Dagur postrzegał to jako coś dobrego, że to zwierzę nie zwracało już uwagi na tamten murek, nie szczekało w tamtym kierunku i, co najważniejsze, nie próbowało po raz drugi zakończyć swojego psiego żywota poprzez skoczenie w przepaść. Uśmiechnął się pod nosem, kiedy bezimienny jeszcze pies zaczął węszyć w powietrzu i ostatecznie do niego podszedł, przez co mógł ułożyć potężną dłoń na jego łbie i zacząć go głaskać.

— Proszę pana, jeszcze przed chwilą nie miałem psa. Zamierzam jednak na niego uważać. — Zwrócił się do do mężczyzny, którego wcześniej słyszał kroki. Należało to sprostować w ujęciu czasu przeszłego. Bo od teraz miał psa, na którego zamierzał już uważać. Skinął nieznajomemu głową na powitanie, w sposób pełen szacunku do starszych od siebie osób. Za jakieś piętnaście lat jego pocałowane przez ogień włosy przyprószy siwizna. W przeciwieństwie do niego, zagadujący go przechodzień, wyglądał jak typowy angielski dżentelmen, człowiek starej daty. W jakimś stopniu zaskarbił sobie tym jego szacunek.

— To prawdziwa tragedia, zwłaszcza dla właścicieli tych czworonogów. — Słowa starszego mężczyzny przykuły jego uwagę, również zwracając na moment jego spojrzenie ku, jak się okazywało, tym przeklętym moście. — Ja się mogę nad tym wyłącznie zastanawiać. Może faktycznie ma to związek z duchami i ingerencja egzorcysty to jedyny sposób na powstrzymanie fali samobójczych śmierci psów. Nikt z tym nic nie próbował nic zrobić? — Dagur już teraz wiedział, że tak osobliwy przypadek sprawi, że przez dłuższy czas będzie się nad tym zastanawiać. Tym bardziej ma ku temu powód, skoro uratował tego kundla, do którego wrócił spojrzeniem. Wolał mieć go na oku. Tak na wszelki wypadek, jakby coś mu się odwidziało, znów zadziałało fatum tego mostu czy może faktycznie ta konstrukcja była miejscem bytowania jakiegoś ducha albo poltergeista. Specjalista tego rodzaju powinien przeprowadzić tutaj swoje badania odnośnie ustalenia, czy ten most nie jest przypadkiem nawiedzony. Na miejscu mieszkańców tych okolic, zwłaszcza posiadających psy, starałby się zwrócić z tym do władz. Możliwe, że mieszkańcy tych terenów to zrobili, ale zostali zignorowani i pozostawieni z tym problemem sami sobie.

— Ja również życzę panu miłego dnia. — Dagur również pożegnał skinięciem głowy tego mężczyznę, biorąc sobie do serca to ostrzeżenie. Nie zamierzał go dłużej zatrzymywać, nawet jeśli ten mężczyzna mógłby powiedzieć mu znacznie więcej o tej okolicy. Wydawał się być doskonałym źródłem informacji o tych stronach. Może okazałby się skłonny udzielić ich cudzoziemcowi. W końcu Dagur nie pochodził z Wielkiej Brytanii.

— Potrzebujesz jakiegoś imienia. Ponieważ cię uratowałem na tym moście to może... Birgir. Wydaje mi się, że pasuje do ciebie. — Zwrócił się do tego psa z ciepłym uśmiechem, zdającym się niknąć pod jego gęstą, zmierzwioną brodą. — Na nas też już pora. Musimy wrócić do hotelu. — W tym momencie postanowił wziąć tego kundla na ręce w taki sposób, aby oparł łapy na jego potężnym barku. Jako jego nowy pan będzie znacznie spokojniejszy, jeśli w ten sposób wyniesie swojego zwierzaka z tego przeklętego mostu i zaniesie tak go do hotelu - w końcu nie miał dla niego obroży i smyczy. W jednym z pokoi hotelowych czekała na niego jego żona, aż wróci z porannej przechadzki. To, że stali się posiadaczami psa, raczej będzie oznaczało konieczność przedwczesnego powrotu do domu.

Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#6
27.02.2024, 14:16  ✶  

Ludzie bardzo lubili przeliczać swoje możliwości na czystą siłę, prawda? Tak samo jak zapytanie o jarczuka, które miało dopiero nadejść, tak i trójgłowy kundel wymuszał na właścicielu coś więcej niż tylko brutalną siłę rąk. Coś więcej niż tylko chęć posiadania kogoś, kto dom obroni, coś więcej niż wiedza o tym, jak takiego kundla utrzymać i jak dać mu jeść, czy jak podrapać za uszkiem albo jak nie ciągnąć za ogon. Nawet zwykły pies potrafił być niebezpieczny. Owszem, Dagur był silny, ale siła nie zawsze wystarczyła w zetknięciu z szybkością tych stworzeń i z ich stalowymi szczękami, które dobrze zaciśnięte potrafiły uszkodzić kości. Pogruchotać je. Rwały mięso, jakby były nożami - dziesiątkami malutkich noży wetkniętymi w paszczę. Ten kundelek tutaj... nie, przecież on nie mógł być śmiertelnie niebezpieczny! Nie w całym jego zachowaniu! Czy jednak zawsze chodziło o to, żeby pies od razu rwał szczękami tego, kto wejdzie nieproszony do domu? Dla Dagura chyba nie to było tutaj wyznacznikiem, kiedy myślał o obronie domu. Raczej wystarczyło, żeby ktoś odpowiednio wcześnie zagrożenie wyczuł. Wtedy już on mógł zająć się resztą. Wiadomość słana szczęknięciami - na moście Overtoun nabierało to zupełnie nowego znaczenia, nowej myśli. Przed czym ten pies ostrzegał? Kogo chciał powiadomić, albo do kogo wołał? Czy to niebezpieczeństwo pchało go do potrzeby bronienia, czy może coś zupełnie innego? Ile tajemnic kryło się w tym jednym miejscu osnutym mgłą i mgłami tajemnic? I ile kości leżało pogrzebanych i pochłoniętych przez larwy much, rozłożonych przez rośliny, tam, parędziesiąt metrów w dole? Natura w końcu samodzielnie zagarnie je sześć stóp w dół. Nikt nie czynił tym stworzeniom pochówku, bo woń rozkładu nie docierała tak daleko w górę, a w te dzikie, zarośnięte ostępy zapuszczały się co najwyżej żądne przygód dzieciaki.

Zaufanie było bardzo kruchą rzeczą. Łatwo było je stracić, a odzyskać? Oj, to już budowaliśmy latami. Ludzie byli bardzo skomplikowanymi istotami, kiedy przychodziło do układania sobie w głowie myśli o tym, czy ta osoba ci ufa, czy może nie. Albo czy ty jej możesz zaufać? Na ile? Czy to w ogóle rozsądne? Przecież wszyscy kochali plotki! Pies nie mógł niczego wyplotkować. Przede wszystkim jednak - pies o wiele chętniej wybaczał. Łatwiej. Psie serca chyba potrzebowały tego bodźca - miejsca do wypełnienia go miłością, potrzeba ochrony i bycia chronionym. Idealnej synchronii między nim a człowiekiem. Coś, co Overtoun burzył, naruszał i doprowadzał końcowo do tragedii. Ta historia była jednak niedostępna dla Dagura. Dla niego był tylko fakt przedstawiony - psiak, który wpadł pod jego nogi i którym wypadało się zaopiekować. Choć wcale się opiekować nim nie musiał. Mógł go zostawić, odstawić, poszukać właściciela - ale to ostatnie wymagałoby czasu, a ile mógł go Dagur poświęcić? Nie miało to znaczenia - już postanowił. Wybrał. A stworzenie również wybrało. Wybrało zaufanie pomimo tego, że ktoś go porzucił.

Mężczyzna zatrzymał się na moment i uniósł jedną brew, jego mimika twarzy miała wyraz zainteresowania w najbardziej uprzejmy sposób. Rzucanie słów o egzorcyście miało czasami wiele aspektów i nie zawsze odnosiło się do wiary. Nie zawsze też odnosiło się do magii.

- Władze miasta pozostają obojętne na ten problem, jeśli o to Pan pyta. - Odpowiedział grzecznie, ciągle wyprostowany. Nie w ten sztywny sposób - w bardzo naturalny. To był jeden z tych ludzi, którzy elegancję mieli wyszytą w żyłach i płynęła przez ich krew. To, czy władze miasta się obudzą, a może zainteresują się czarodzieje, może pozostawało kwestią czasu. A może ktoś się już próbował tym zająć, po prostu nie wyszło. Historia znała bardzo dużo takich przypadków.

Niesienie psiaka na rękach nie stanowiło żadnego problemu - stworzenie wcale się nie broniło, a wręcz chętnie przylgnęło do ciepła, drżąc.

Mistrz Dagur
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Dagur to mężczyzna obdarzony bardzo wysokim wzrostem (3 metry) i masywną budową ciała, przez co wyróżnia się na tle innych ludzi. Islandczyk ma rude, zwykle utrzymanie w nieładzie włosy, gęstą rudą brodę i zielone oczy. Ubiera się w wygodne, często mugolskie ubrania. Bardzo często można go zastać w narzuconym na codzienne ubrania skórzanym fartuchu i rękawicach ze smoczej skóry, wykorzystywanych podczas pracy w kuźni. Przez swój wzrost i budowę ciała może wywoływać mieszane uczucia u spotykanych na swojej drodze osób i może odstawać swoim zachowaniem od mieszkańców Anglii, jednak jest tak naprawdę serdecznym człowiekiem.

Dagur Nordgersim
#7
17.03.2024, 20:04  ✶  

Dagur jak przystało na typowego czarodzieja posiadającego całkiem znośny poziom o otaczającym go świecie w pierwszej kolejności zwracał się ku magii. Pozostawało dla niego niejasne istnienie egzorcyzmów powiązanych z jakąkolwiek wiarą, tylko właśnie z magią i błąkających się po świecie żywych duchami. Po władzach tego miasta nie spodziewał się wiele. W końcu to była sprawa dla Ministerstwa Magii i tym samym dla zatrudnionych w nim egzorcystów. Od pierwszego dnia pobytu w tym kraju zdołał dowiedzieć się o nim naprawdę sporo rzeczy, które bardzo ułatwiły mu i jego rodzinie funkcjonowanie w tym miejscu. Bez tego nie mogliby się tam osiedlić, a on nie mógłby otworzyć kuźni i prowadzić jej wraz z jedynym synem.

— Jak najbardziej o to. Nie powinno tak być, że mieszkańcy tracą swoje zwierzaki i nikt z tym nic nie robi. Chociażby odradzić mieszkańcom spacery z psami w okolicach tego mostu. — Na miejscu obecnych władz miasta wystosowałby takie właśnie zalecania do mieszkańców. To nie było wiele, a mogłoby pomóc uniknąć kolejnych tego typu tragedii do czasu aż to wszystko dotrze do  Ministerstwa Magii.

Dagur poczuwał się do napisania stosownego listu do Ministerstwa Magii. Nie potrafił powiedzieć, czy władze świata czarodziejów podjęły się próby rozwiązania tego problemu dotykającego czworonogów i ich właścicieli oraz tego, jak im to poszło. Jeśli faktycznie się podjęli to ze znikomym efektem. Mogło się okazać, że zignorowali wszystkie skierowane do nich pisma w tej właśnie sprawie i napisany przez niego list podzieli ten sam los, nie doczekawszy się nawet zdawkowej odpowiedzi. Nie zajmie się tym na własną rękę, gdyż nie ma pojęcia o tego typu sprawach.

Mógł jednak odetchnąć z ulgą - zabierał ze sobą tego psa, który nie stawiał żadnego oporu. Wysoki na trzy metry brodacz uśmiechnął się czując jak ten czworonóg przylgnął do niego. Co prawda, drżał. Stanowiło to kolejny problem, którym zamierzał się zająć. Zamierzał go jednak zatrzymać, nawet jeśli jego żonie to nie odpowiadałoby.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Bard Beedle (1624), Dagur Nordgersim (1724)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa