adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz tajemnic IV
Rozliczono - Aidan Parkinson - osiągnięcie Piszę, więc jestem
Rozliczono - Aidan Parkinson - osiągnięcie Piszę, więc jestem
Kolejna sesja z kampanii pracowej.
– Najciekawszą sprawą, dotyczącą Andrewa, jest fakt, że jakiś czas zanim zginął, sąsiedzi widzieli dwa czy trzy razy, jak przywozi do domu jakąś blondynkę. Nie wiem, czy oś czasu się zgadza, ale to mogłaby być Tatiana. Albo może obaj mieli na oku tę samą dziewczynę i… od niej zaczął się ten morderczy proceder? – relacjonowała Brenna, kiedy wędrowali przez niemagiczny Londyn. Niebo pociemniało już jakiś czas temu, zapłonęły uliczne latarnie, a oni zagłębiali się w tę nieco mniej przyjemną okolicę. Brenna nawet o tym nie myślała, chociaż być może powinna: mugole w końcu też mogli być niebezpieczni. Kula z pistoletu mogła być szybsza niż protego, chwila utraty czujności łatwo skończyłaby się nożem między żebrami. W tej chwili jej myśli pochłaniała jednak ta pogmatwana sprawa.
W teorii nic tutaj nie miało sensu.
W praktyce działania mordercy wcale nie musiały być logiczne.
– Wydaje mi się, że ktoś przetrząsnął jego mieszkanie, ale równie dobrze jakiś krewny mógł szukać czegoś cennego – dodała, a jej spojrzenie powędrowało ku dwóm dziewczynom, stojącym po drugiej stronie ulicy. Jedna była szczupła, bardzo wysoka i ruda, druga była korpulentna i ciemnoskóra. Żadna nie pasowała do wzoru.
Żadna nie miała włosów jak ze złota i niebieskich oczu, pełnych gwiezdnego pyłu.
So they sprinkled moon dust in your hair of gold
And starlight in your eyes of blue
Zagrało znów w głowie Brenny – jak grało niemal przez cały dzień. Pokręciła głową, próbując pozbyć się tej melodii z umysłu. I wspomnienia, które tego dnia do niej wróciło. Wciąż i wciąż słyszała te słowa, mieszające się z głosem mordercy, który tak pieszczotliwie zwracał się do Mary.
– Pora pogodzić się, że nie rozwiążemy tej sprawy w dzień czy dwa, porozmawiać z „ochroniarzami” i dziewczynami, i zacząć przekopywać się powoli przez wszystko… potrzebowalibyśmy cholernego cudu, żeby… – zaczęła Brenna i urwała. Twarz jej stężała, a potem sięgnęła dłonią ku ręce Aidana i bardzo, bardzo mocno zacisnęła mu palce na nadgarstku, tak żeby przypadkiem nie wyrwał się z jej uścisku. Bo w świetle najbliższej lampy mignęły jej złociste włosy… – Facet na trzeciej. Wygląda bardzo podobnie do Andrewa. W domu było zdjęcie. Nie rób niczego głupiego. Za dużo mugoli – powiedziała cicho. Gdyby się teraz na niego rzucili, obojętnie czy z magią, czy bez niej, on mógłby sięgnąć po różdżkę – byleby uniknąć Azkabanu. A wtedy ucierpieli by mugole, później zaś trzeba by rzucić bardzo wiele zaklęć zapominających.
Rzut na scenariusz
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.