• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 6 7 8 9 10 11 Dalej »
[26.06.1972] You've gotta stand up

[26.06.1972] You've gotta stand up
Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#1
27.02.2024, 23:39  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.11.2024, 06:43 przez Baba Jaga.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Rodolphus Lestrange - osiągnięcie Badacz Tajemnic I
Gdy otrzymał list, z początku nie wiedział jak na niego zareagować. Bo nie dalej jak dzień wcześniej mówił, że ma plan. A nawet kilka planów. Był przekonany, że kobieta się odezwie, w końcu sukienka za trzy wypłaty nie była czymś, co łatwo się odpuszczało. Nie w momencie, gdy ktoś ledwo mógł sobie na nią pozwolić. Rodolphus miał to szczęście, że pieniądze dostawał więcej niż godziwe, a wydatków miał naprawdę niewiele. Mógł pozwolić sobie na to, by odłożyć sporą kwotę, która jednak nie była studnią bez dna. Dobrze, że chociaż Mulciber zapłacił za kolację w Chimerze, bo przeczuwał, że za tę z Marie zapłaci on. Podobnie jak za sukienkę.

Czym jednak była sukienka od Rosiera w porównaniu do tego, po co właśnie sięgali w te kilka osób? Niczym. Dobrem materialnym, które zostanie zeżarte przez mole lub oblane ponownie winem na kolejnym przyjęciu rodzinnym.

Rodolphus nakreślił kilka zdań i odesłał sowę, uprzednio dając jej coś do jedzenia i gładząc po piórach. Sowy były zastępowalne, wadliwe, ale jednocześnie chyba żaden czarodziej nie chciał się ich pozbywać. Piekielnie inteligentne ptaki, prawie jak kruki. Lestrange westchnął i przetarł twarz dłonią. Grał w swoją własną grę, której zasady znał tylko on. Ale musiał dopasować się do zasad, które wyznaczał mu Robert. I okoliczności, bo przecież wciąż mieszkał nie u siebie. Odruchowo tylko poinformował Traversa, że jutro również wychodzi i by na niego nie czekał, bo nie wie kiedy wróci. I tyle. Ten człowiek miał więcej cierpliwości, niż ktokolwiek inny na tym świecie.

(...)

W Złotych Łukach zjawił się chwilę przed 7 wieczorem. To Abbott go zaprosiła, lecz przeczuwał, że nie będzie to lokal, który wymagał rezerwacji. Miał rację. Gdy wszedł do środka, z trudem opanował skrzywienie się. To nie było miejsce, do których był przyzwyczajony. Nie odpowiadało mu tu wszystko: od zapachu, przez wystrój aż po klientelę. Domyślał się jednak, że dla ludzi pokroju Marie to mogła być całkiem dobra restauracja, która nie zrujnuje jej budżetu. Szkoda, że nie zostawiła wyboru miejsca jemu, ale nie ośmielił się tego proponować. W tej kwestii to Marie musiała czuć, że ma nad wszystkim kontrolę. Zajął więc miejsce, kelnera poinformował że czeka na Marie Abbott i wsparł łokieć na blacie stolika. Jego oczy wodziły po wystroju, dziwnie szarym i smutnym miast czerwono-złotym, którego się spodziewał. Były tu nawet elementy naturalnego, ciepłego drewna, przywodzące na myśl uniwersalny wystrój ze Skandynawii. Ciekawe połączenie, chociaż zupełnie nie w jego stylu. Jakby na siłę starano się sprawić, by to miejsce było dla każdego. A jak jest dla każdego, to jest dla nikogo.
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#2
28.02.2024, 22:32  ✶  

Kiedy Marie Abbott otrzymała zwrotny list, napisany charakterem pisma Rodolphusa Lestrange’a, jej ekscytacja wylewała się na boki. Gdyby nie to, że w pokoju swoim była sama, biegałaby chwaląc się niczym nastolatka ”że książę odpisał”. Może wróżba, przepowiednia okazała się być prawdą? Może to ten jej wybrany? Koleżanki niejednokrotnie opowiadały jej historie jak kobieta spotyka faceta. Wydarzenia zapoznania dwójki osób bywają różne. Nie mogła tego zepsuć!

Specjalnie na ten wieczór, ubrała bordową sukienkę. Nawet jak wyleje na nią wino, nie powinno być widać śladu. Specjalnie dobrała taką, aby było widać nieco więcej dekoltu. Odkryte ramiona. Wzięła ze sobą także narzutę. Fioletową. Oczywiście także szpilki. Aby podkreślały jej sylwetkę. Włosy upięła, aby podczas posiłku i rozmowy nie przeszkadzały jej. Nie mogło też zabraknąć jej złotej biżuterii. Musiała dobrze wyglądać. Dłużej zajęło jej zastanawianie się nad makijażem. Delikatny? Ostry? Wyzywający? Stonowany? Nie znała jego gustu. Stwierdziła, że nałoży taki, jaki miała ostatnim razem. Nie odrzucił go. Nie patrzył na nią dziwnie, krzywo.

Gdy była gotowa, pojawiła się w odpowiednim czasie. Nie spóźniła. Lekko się stresowała. Poprawiła swoją czarną torebkę na ramieniu. Weszła do środka. Rozejrzała się. Dostrzegła go. Posłała mu lekki uśmiech i podeszła do stolika.

- Dziękuję, że zgodził się Pan spotkać.
Zagadnęła. Może to on powinien podziękować? Była trochę podekscytowana. Bogaty, wysoki, szczupły, Lestrange! Podobno w rodzinie mieli wielu takich przystojniaków.
Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#3
28.02.2024, 22:53  ✶  
Rodolphus patrzył na drzwi. Od razu zauważył, że Marie weszła do środka. Ubrana inaczej, również fryzurę miała inną. Niebrzydka była, ale Merlinie, miał tak dość kobiet w ostatnim czasie, że powinien chyba udać się na terapię, żeby mu wyjaśnili, co się ostatnio odkurwiało w jego życiu. Albo przynajmniej powinien wziąć co najmniej dwa tygodnie wolnego, by zaszyć się gdzieś, gdzie nikt go nie znajdzie. Absolutnie nikt.

Wstał, również obdarzając ją uśmiechem. Wyciągnął rękę, by pochwycić dłoń kobiety i złożyć na jej wierzchu krótki pocałunek. Czy dostrzegła, że w tym geście nie było ani grama sztuczności? Tak go wychowano, tak robił jeszcze kilka lat temu, gdy był bardziej obecny na przyjęciach. Tak należało robić w jego kręgach, a w nieco niższych... Zwykle przynosiło to efekt taki, że przynajmniej kobiety były zaskoczone. A skoro Marie tu już weszła, to przecież miał zamiar ją zaskoczyć. Podejść, urobić, przekabacić na swoją stronę. Tylko czy musiał? Widział od razu, że Marie zadbała o niemal każdy szczegół. Szpilki, sukienka, narzutka, pasująca torebka i biżuteria. Lśniące włosy, uśmiech... I może by i zwrócił na nią uwagę nawet w tej chwili, gdyby nie to, co dostrzegł w jej oczach. Czy była w ogóle dla niego wyzwaniem?
- To ja powinienem dziękować, że się pani odezwała - sprostował miękko, odsuwając kobiecie krzesło. Musnął jej ramię palcami, gdy siadała. Niby przypadkowy dotyk, ale tak naprawdę idealnie obmyślany, by dotknąć odkrytego ramienia, ale nie w sposób, który można by jednoznacznie odczytać jako zachętę do flirtu. Ale jednocześnie na tyle wyczuwalny, by dał do myślenia. - Naprawdę strasznie mi przykro za to, co się stało. To była moja nieuwaga i oczywiście jestem gotów zapłacić za nową sukienkę. Bo domyślam się, że nie udało jej się uratować?
Wlepił w nią swoje spojrzenie. Ale nie to, którym zwykle obdarzał ludzi. Jedyne co chciał, to to, by się zatraciła w jego oczach, chciał dostrzec, że ma całą jej uwagę, że sukienka to tak naprawdę tylko pretekst do tego, by spróbować podnieść swój status społeczny. Ach, pożałuje tego, bo kolejna baba, kręcąca się obok niego, gdy miał tak mało czasu i robił tak dużo rzeczy na pograniczu szarości, nie była mu potrzebna.
- Za kolację oczywiście też zapłacę, proszę się nie przejmować - starał się, by wypadło to naturalnie. Tak jak na dobrego chłopaka z dobrego domu przystało. Wygiął usta w lekkim uśmiechu nawet, w duchu jednak obiecując sobie, że po tym wszystkim weźmie długi, gorący prysznic, żeby to z siebie zmyć.
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#4
29.02.2024, 14:20  ✶  
”Jaki on jest przystojny!” – przeszło jej przez myśl. To jak wstał, ujął jej dłoń, ucałował wierzch! Aż się zarumieniła z tej wewnętrznej ekscytacji. ”Pocałował moją dłoń! Chyba nigdy jej nie umyję!” – kolejna w jej głowie myśl. Była tak podekscytowana tym spotkaniem, że w chwili obecnej, nie zwracała uwagi na to, czy ów mężczyzna grał swoją rolę, okazywał sztuczność swojego zachowania i uśmiechu, czy był z nią szczery.
- No tak…
Odpowiedziała trochę zmieszana. Skorzystała z jego dżentelmeńskiego zachowania, gdzie odsunął jej krzesło. Zajęła swoje miejsce, pozwalając, aby przysunął mebel. I jeszcze krzesło odsunął…!” – miała w głowie wewnętrzną rozmowę. Koleżanki jej będą zazdrościć! Ale musiała skupić się na obecnej sytuacji. Nie wyjść na głupią. To się musi udać!
Słuchała go. Patrzyła na niego. W środku się rozpływała od patrzenia w jego piękne oczy. Te tęczówki. Ta fryzura. Ziemia do Marie! On o sukience mówił.
- Niestety nie. Plama nie chciała zejść. To była droga sukienka i muszę niestety nową kupić. Skoro Pan oferuje się w rekompensacie… zapłacić.
Nie do kończyła, ale można było odnieść wrażenie, że była gotowa się zgodzić. Przyjąć jego zapłatę. A nawet iść z nim do Rosiera i kupić nową sukienkę! Bez problemu wziąłby rachunek na siebie, albo zapłacił na miejscu. Ludzie by ich widzieli razem. Czyż to nie wspaniałe?
”Zapłaci za kolację?!” – chyba ucałuje dłonie swojej wróżbitki. Jeżeli to on jest tym bogatym księciem, jakiego miała spotkać.
- Czy mogłabym o coś zapytać?
Wzięła się za odwagę, aby zadać mu pytanie. Korciło ją. Nie skupiła się za bardzo na całości w treści wizytówki jaką jej podał. Utkwiła wzrok tylko na tym nazwisku.
- Pan jest tym… Byłym zawodnikiem Quidditha?
Nie wiedziała, że mogła go pomylić z kimś z jego rodziny. Ale nawet, jeśli, to nic się nie stało! Co z tego, że miała w pokoju plakat jego kuzyna!
Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#5
01.03.2024, 09:34  ✶  
- Bardzo mi przykro, że do tego doszło - powiedział, przerywając na chwilę gdy podszedł do nich ktoś z obsługi. Dla siebie zamówił wodę i cokolwiek, co polecał młody człowiek, który ich obsługiwał. Zwykle gdy wchodził do nowych miejsc, opierał się na poleceniach obsługi. Tak jakby cena dań nigdy nie robiła na nim wrażenia. - Zamów, proszę, co tylko chcesz. Wygodniej nam też będzie przejść na ty.
Posłał jej kolejny uśmiech, tym razem delikatniejszy, ledwo zauważalny, ale zauważalny. Nie dało się go przeoczyć. Wszystko, co w tej chwili robił Lestrange, było doskonale wyuczone - każdy ruch, każdy gest i każdy uśmiech. Każde spojrzenie, posłane w kierunku rozpływającej się Marie.
- Oczywiście, że opłacę nową sukienkę. Możemy umówić się na inny dzień, by pójść do sklepu Rosierów i wybrać taką, która najbardziej ci pasuje. Za ewentualne poprawki również pokryję wszystkie koszta. Nie chciałbym, byś musiała zadowolić się byle czym - mówił tonem, jakby Marie zasługiwała na wszystko to, co najlepsze. Jakby zakup sukienki, która nie będzie do końca dobrze leżeć, był poniżej jej godności.

Na pytanie Marie aż go skręciło w środku. To nie była nowość, że mylili go z jego kuzynem. Z Louvainem byli do siebie fizycznie podobni, chociaż ten był od niego starszy o kilka lat. Poza tym ich zachowanie różniło się diametralnie. Ale... Czy niewprawne oko obcej osoby mogło to dostrzec?
- Muszę cię niestety wyprowadzić z błędu. To mój kuzyn, Louvain. Nigdy nie grałem zawodowo w Quidditha. Nie byłbym w stanie dorównać talentowi Louvaina, nawet gdybym poświęcił na treningi całą dekadę. Obawiam się, że w porównaniu do niego jestem tylko nudnym pracownikiem Ministerstwa - posłał jej niby-przepraszający uśmiech. Przyniesiono im napoje, Rodolphus kiwnął głową w podziękowaniu. Na jedzenie przyjdzie im poczekać co najmniej kwadrans. - Mam nadzieję, że nie czujesz się rozczarowana, Marie?
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#6
01.03.2024, 16:24  ✶  

Dziewczyna zamówiła to samo. Nie mogłaby się skupić na wybraniu czegokolwiek innego z menu, co zawsze jadała w tej restauracji. Lecz do picia, poprosiła wino. Tym razem białe. W takiej chwili potrzebowała czegoś mocniejszego niż sama woda. W wielką chęcią skorzystała z jego oferty, skoro oferował się zapłacić. ”To prawdziwy bogacz… Dżentelmen…” – pomyślała i skinęła głową w zgodzie, aby przeszli na Ty. Tak szybko! Czy to może być prawda? Czy on był jej przeznaczony?

Rumieniec chyba nie chciał z niej zejść. Musiała przywyknąć do tej sytuacji. Działał na nią hipnotyzująco. Oddałaby mu się w tej chwili.

Czy on mówił poważnie? Nie tyle co pójdzie z nią na zakup sukienki, ale pokryje także koszta z poprawek? Gdyby mogła, to by ujęła swoją twarz w dłonie i zrobiła sweet kota. To najszczęśliwszy dzień w jej życiu!

- Bardzo dziękuję za taką ofertę. Nie spodziewałam się, że… Aż taką zaoferujesz pomoc.
Musiała przemóc się, aby nie powiedzieć do niego "pan", ale przejść od razu po imieniu. Zgodziła się bez zastanowienia. A kiedy udadzą się do Rosiera, przyjdzie pewnie umówić się im na dniach.

Miała jednak osobiste pytanie i musiała je zadać. Zamrugała oczami trochę zaskoczona. Po chwili sięgnęła do wnętrza swojej torebki wyciągając wizytówkę. Miała wtedy w głowie ”OJAPIERDOLEALEWTOPA!”. Aż dotknęła palcami swoich ust. Robiąc oczy zaskoczenia. Tam było imię Rodolphus. Czemu ubzdurała sobie, że spotyka się z Louvainem? Czy oni są bliźniakami? Ale nie. Powiedział, że to kuzyn. Identyczni! To już nawet nie podobni. Dla niej. Ta rodzina musiała mieć geny od bogów.

- Najmocniej przepraszam. Za tą pomyłkę.
Miała ochotę schować się pod stół. Mimo to, słuchała jego wyjaśnień uważnie, chowając wizytówkę. Prawie jak robot, automatycznie. Przeprosiła jednak grzecznie.
- Ależ nie!
Pokręciła głową i gestykulowała dłońmi. Zapewniając, że to jej absolutnie nie przeszkadza.
- Jestem zaskoczona. Jesteście… niemal identyczni… Znaczy się, bardzo podobni. W Twojej rodzinie wszyscy są tacy przystojni? Przepraszam za wścibskość.
Język chyba się jej plątał. Albo nie wiedziała jak ugryźć temat. Sięgnęła zaraz po kieliszek i upiła dużego łyka. Czuła że chyba zaraz spali się ze wstydu.
Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#7
01.03.2024, 19:25  ✶  
Widział, że była zawstydzona tą pomyłką. Gdyby żywił do niej jakiekolwiek uczucia, to być może by jej współczuł. Zapewnił z głębi serca, że przecież to nic takiego - każdemu się zdarza. On i Louvain byli cholernie do siebie podobni, co chwilę ktoś ich mylił. Zdążył się przyzwyczaić, a i być może to był jeden z impulsów, który sprawił, że tak unikał spotkań rodzinnych.
- Tak, to prawda, jesteśmy bardzo podobni. Nie musisz przepraszać, dużo osób nas myli - uśmiechnął się kącikiem ust, bo w zasadzie jej nie skłamał. O to w tym chodziło: żeby lawirować w półprawdach, sprzedawać tyle prawdy i przemilczeć tyle kłamstw, ile się dało. Na jej kolejne słowa zaśmiał się cicho i nieco opuścił głowę. Być może gdyby był w innym stanie psychicznym, to by mu schlebiło. Uznałby to za urocze. Ale tak... Wykręcało mu żołądek za każdym razem, jak na nią patrzył. Co nie przeszkodziło mu oczywiście posłać Marie długiego, przeciągłego spojrzenia. Gdyby umiał, to by się zarumienił, lecz nie potrafił aż tak kontrolować swojego organizmu. Jego cera pozostała blada. - Proszę cię, zawstydzasz mnie. To prawda, że mamy pewne cechy wyglądu, które sprawiają, że jesteśmy do siebie podobni, ale kwestia tego, czy jesteśmy atrakcyjni dla innych, jest kwestią indywidualną.
Fałszywa skromność, bo przecież Rodolphus doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jak wyglądał. Jak się ubierał, jakie miał maniery, w jaki sposób się odzywał i jaką miał barwę głosu. Wiedział, jak działa na kobiety, wykorzystywał to bezlitośnie już w Hogwarcie, by idiotki odrabiały jego prace domowe. Nie był jednak na tyle zadufanym w sobie kretynem, by podejrzewać, że leci na niego co najmniej pół magicznego Londynu. Każdy miał przecież swoje preferencje, a przecież za wyglądem zawsze powinien iść charakter. U Rodolphusa było odrobinę odwrotnie, bo dla niego liczył się umył, obycie, sposób bycia, który można było określić jako charakter - potem dopiero wygląd zewnętrzny. Ale on nie funkcjonował tak, jak inni. Nie był brzydki, miał zarysowaną szczękę, był szczupły i cholernie wysoki, nie miał niedowagi, nie był także nieproporcjonalnie zbudowany. Dbał o prezencję tak, jak umiał. Niektórym się to podobało. Najwyraźniej trafił w gust Marie, co niestety dla niej zamierzał wykorzystać.
- Marie, wybacz mi proszę śmiałość, ale jedna rzecz nie może mi wyjść z głowy od naszego pierwszego, dość niefortunnego, spotkania. Wydajesz się być kobietą szalenie inteligentną, na dodatek bezsprzecznie piękną - czy mogę zapytać, gdzie pracujesz, skoro na sukienkę musiałaś poświęcić aż trzy swoje wypłaty? Jeżeli, oczywiście, nie chcesz odpowiadać, to nie mów, ale być może mógłbym pomóc? Taki skarb nie powinien się marnować za niską pensję - zaraz się zrzyga. Po tym spotkaniu będzie musiał wziąć kurewsko długi prysznic. Przy okazji wyszoruje sobie język za te bzdury, które wychodziły z jego ust. I przywali sobie w twarz za kolejny słodki uśmiech, posłany w stronę kobiety.
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#8
01.03.2024, 22:52  ✶  

Oh. Czyli nie była pierwszą osobą, która ich pomyliła. Choć imiona mieli znacznie inne, tak wygląd i nazwisko dzielili jakby wspólnie. I ten jego uśmiech. Aż się rozmarzyła. Już widziała oczami wyobraźni, że są razem, że mają piękny i bogaty ślub. Że jej marne życie stanie się lepsze. Że mogłaby żyć jak księżniczka. Marie Lestrange… Mogłaby mieć swoją upatrzoną, wymarzoną suknię ślubną!

Musiała jednak wrócić do rzeczywistości. Czy ona go zawstydzała? Nawet nie miała pojęcia, że skręcało mu żołądek. Czy także odczuwał te fruwające motylki co ona? To naprawdę musiało być przeznaczenie!

Odstawiła kieliszek, po tym jak wzięła jednego dużego łyka białego wina. A alkohol rozgrzał jej przełyk, zwilżył usta. To przyjemne uczucie. Rozluźniające. Stres z niej schodził. Czuła, że może z nim swobodnie rozmawiać. Kiwnęła głową, że rozumie. Nie chciała już wchodzić z tematem na jego rodzinę. Ale ta ich atrakcyjność…

Kiedy zaczął ją prosić o wybaczenie, skupiła na niego swoje niewinne spojrzenie, zamrugawszy wachlarzem swoich czarnych rzęs. ”Uważa, że jestem inteligentna? Uroczy…” – przeszło jej przez myśl. ”I że jestem piękna! Powiedział to!” – aż w głowie jej zapiszczało z radości. Starała się tego nie okazywać, ale uśmiech nie potrafił zejść z jej twarzy. Przecież ona, jako kobieta, uwielbiała komplementy. A szczególnie od tak przystojnych mężczyzn.

Jego pytanie, dotyczyło wykonywanej przez nią pracy. Westchnęła, jakby trochę zawiedziona. Bowiem chciała być bogata, być kimś, a wylądowała na stanowisku sekretarki.

- Nie jest to żadną tajemnicą.
Wzruszyła lekko ramionami.
- Również pracuję w Ministerstwie. Przyjmuję i wydaję dokumenty. Zwyczajna praca biurowa w Departamencie Przestrzegania Prawa.
Odpowiedziała mu szczerze. Bo dlaczego miałaby kłamać? To by wyjaśniało, dlaczego nie była bogata. Dopiero też zaczynała swoją poważną przygodę z karierą. Miała nadzieję, zostać kimś więcej. Poważnym urzędnikiem. Może i szefową jakiegoś biura?
- Jak wspomniałeś. Także pracujesz w Ministerstwie. Jaki Departament, jeżeli mogę wiedzieć?
Nie kojarzyła go, nie widziała aby przewijała się jego osoba na tym samym piętrze co ona. Skoro mu zdradziła swój kierunek zawodu, to w którym departamencie Rodolphus pracował?
Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#9
01.03.2024, 23:08  ✶  
- Niemożliwe, na pewno bym cię kojarzył - odpowiedział, udając lekkie zaskoczenie. I być może niedowierzanie. To również nie było kłamstwem, bo przecież nie znał jej i sama informacja o tym, gdzie pracuje, była dla niego zaskakująca... Z tym, że kilka dni temu, nie w tej chwili. Lestrange sięgnął po szklankę z wodą, nie spuszczając z kobiety wzroku. Dawał jej czas na odpowiedź, na to by wypowiedziała wszystkie zdania do końca. By zadała swoje pytania. Nie był kimś znanym w Ministerstwie, chociaż oczywiście współpracownicy z Departamentu Tajemnic, a w szczególności z Komnaty, w której pracował, go znali. Również niektórzy odgadywali, kim jest, ze względu na podobieństwo do kuzyna. No i odrobinę do Victorii, chociaż ona była piękna w zupełnie inny, niedziwaczny sposób, acz wciąż w podobny, chłodny.

Gdy zadała pytanie, Rodolphus ostrożnie odłożył szklankę. W dokładnie to samo miejsce, z którego ją wziął. Odrobinę ją przesunął, by każdy milimetr się zgadzał. Dopiero wtedy przeniósł wzrok z powrotem na kobietę.
- Jestem Niewymownym w Departamencie Tajemnic - odpowiedział zgodnie z prawdą, bo i on nie widział potrzeby, żeby jej kłamać. Gdy kłamało się na zbyt wiele rzeczy naraz, traciło się kontrolę, grunt uciekał spod stóp. - Często współpracujemy z Departamentem Przestrzegania Prawa, dlatego dziwi mnie, że wcześniej nie miałem okazji cię zobaczyć. Musisz chyba tam pracować od niedawna?
Akurat wcale nie był wzywany tam aż tak często. Głównie wzywano Niewymownych, gdy działy się różne, niewyjaśnione rzeczy - i to na miejscu, a nie w Ministerstwie. Ale nie zaszkodzi odrobinę podkoloryzować historii, żeby jeszcze bardziej połechtać kruche ego Marie. Była, jak chyba każda kobieta, łasa na komplementy. Rodolphus zastanawiał się, jak zareagowałaby na dotyk, gdyby stąd wyszli. Czy ugięłaby się od razu, rozpłynęła i wyśpiewała mu wszystko? Pewnie tak, zawsze mógł użyć na niej legilimencji, ale nie potrafił później zahipnotyzować człowieka tak, by ten milczał. Potrafił modyfikować niektóre wspomnienia, ale legilimencja zostawiała ślady. Musiał więc zdobyć informacje w dużo wolniejszym tempie, przy pomocy niemagicznych sposobów. Wzięcie jej teraz do łóżka byłoby zbyt szybkie i zbyt ryzykowne, ale mógł przecież rozpalić płomień nadziei, który w Abbott się tlił. Żeby sama zaczęła za nim chodzić.
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#10
04.03.2024, 01:33  ✶  

Kojarzyłby ją? Och to takie urocze. On był uroczy! No ale niestety, prawda była taka, że dziewczyna nie pracowała w Ministerstwie dość długo.

- Staż odbywałam gdzie indziej. Ale że nie dawałam sobie rady w tamtej pracy. Przeniosłam się tutaj. Do Ministerstwa.
Była prostą dziewczyną. Dopiero zaczynającą budować swoją karierę. Lubiła imprezować jak każda młoda kobieta. Korzystać z życia. Ale żeby się utrzymać, trzeba było pracować. Być kimś. I chciała to osiągnąć. Aby móc bez problemu kupować sobie odzież prosto od Rosierów.

Także pozwoliła upić sobie łyk wina, po zadaniu pytania Lestrange’owi. I tutaj zrobiła duże piękne oczy, pełne podziwu.

- Departament Tajemnic? Niesamowite.
Była pod wielkim wrażeniem. Podobno nie łatwo tam się dostać. ”Ciekawe jaki wydział? Może Komnata Miłości? To byłoby cudowne…” – rozmarzyła się. Ale musiała wrócić znów na ziemię. Szanowny Pan Rodolphus zadawał przecież pytania i coś wyjaśniał. Zamrugała, odstawiając kieliszek.
- Zgadza się. Pracuję dopiero od jakiegoś miesiąca. Może, dlatego mnie nie kojarzysz.
Wyjaśniła mu, uroczo się uśmiechając. Krótko pracowała, ale jednak. Ogarniała swoją dziedzinę, że jeszcze jej nie zwolnili. Sprawy biurowe, administracyjne lepiej jej leżał, niż interes rodzinny Abbottów. Dlaczego przeniosła się akurat do Ministerstwa? Możę dlatego, że ktoś jej powiedział o tym, że tutaj pracuje ten były zawodnik Quiddittha, którego była fanką? Chciała być blisko? Spotykać go na korytarzu? Jeżeli faktycznie tutaj pracował?
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Bard Beedle (1623), Rodolphus Lestrange (2475)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa