• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
1972/lato/czerwiec/6 - Woda dla słoni

1972/lato/czerwiec/6 - Woda dla słoni
Widmo
The bodies in my floor all trusted someone.
Now I walk on them to tea.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Eunice Malfoy
#1
20.02.2024, 20:51  ✶  
- Byłeś już kiedyś w cyrku? – spytała, z autentycznym zaciekawieniem rozglądając się po otoczeniu. Głośno, kolorowo i jeszcze raz głośno – miejsce to nieszczególnie pasowało do Rookwooda, który przecież sobie cenił spokój. A jednak: znaleźli się tutaj, gdzie próżno szukać jakiegokolwiek spokoju. Wręcz przeciwnie: mnóstwo zaciekawionych czarodziejów, gwar rozmów, czasem pokrzykiwania - czy to dziecka, chcącego zwrócić uwagę opiekuna na coś, czy to któregoś z pracowników cyrku, oznajmiającego, że panie, panowie, nigdzie indziej nie ujrzycie cudów takich, że aż oko wam zbieleje, gdy tylko na nie spojrzycie!
  - Sama nieszczególnie miałam na to okazję i chyba najbliższe cyrkowi było goblińskie koło – dodała zaraz lekkim tonem. Żartowała czy mówiła całkiem serio? W zasadzie… tu może się nie wygrywało fantów za sprawą zakręcenia odpowiednią tarczą, tylko raczej oglądało, co się na niej wyrabia.
  Dzień należał do tych bardzo pogodnych; słońce przygrzewało, aż miło, a sama Eunice nie wahała się wyjąć z szafy mocno letniej, zwiewnej sukienki. Nie, nie postawiła tego dnia na czerwień, w której ostatnimi czasy dość często się prezentowała, a na dość subtelny błękit. I kapelusz z szerokim rondem, chroniącym twarz przed niepożądanym przypieczeniem. Najwyraźniej panna nie kwapiła się do zyskania opalenizny, a co dopiero do spieczenia się niczym raczek. Z drugiej strony, przy urodzie, jaką obdarzyła ją Natura, zapewne nieszczególnie należałoby się spodziewać ładnych efektów. Prędzej samych problemów, wymagających stosowania maści mających uratować skórę.
  Ale, ale, zanim rozpocznie się przedstawienie, zanim pójdą zająć miejsca, to… hm, a dlaczego by nie?
  - Może weźmiemy popcorn? I och, widziałeś to? – dość nagle obróciła głowę, podążając spojrzeniem za czymś, co przykuło jej uwagę. Żyjąc w świecie magii, całkiem sporo fantastycznie wyglądających rzeczy zdawało się całkiem zwyczajnymi, ale, ale… ten kolorowy przebieraniec nie miał w ręku różdżki! A jednak wyglądało to, jakby ział ogniem, niczym smok, raz po raz!
Cień Swojego Ojca
Prawdziwa nienawiść to dar, którego człowiek uczy się latami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrząc na niego z daleka widzisz schludnego, nienagannie ubranego mężczyznę. Mierzy około 180 cm wzrostu. Jest szczupły. Nieszczególnie umięśniony. Ma ciemne włosy i jasne, niebieskie oczy. Z bliska okazuje się, że natura obdarzyła go wydatnym nosem i często zaciska usta w cienką linię. Rzadko się uśmiecha. Nie żartuje. Jest spięty. Ma pedantyczne ruchy. Aż do bólu opanowany i kontrolujący.

Ulysses Rookwood
#2
23.02.2024, 01:59  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.03.2024, 16:20 przez Ulysses Rookwood.)  
Ulysses posłał Eunice spojrzenie, które przy odrobinie dobrej woli można było uznać za kpiarskie. Że on miałby sam z siebie pójść do cyrku? Do miejsca pełnego kompletnie mu obojętnych ludzkich istnień, do miejsca pełnego huków i krzyków, do miejsca pełnego smrodu zwierząt i samych zwierząt, wreszcie do miejsca, gdzie najróżniejsze ludzkie (i nieludzkie) wydzieliny ścierały się między sobą i łączyły w jedno? Oczywiście, że nie był w cyrku. Poprawka, do tej pory nigdy nie pojawił się w cyrku. Ale chciał być dobrym narzeczonym i na tyle dobrym mężem w przyszłości, na ile tylko będzie potrafił.
Więc szedł obok swojej narzeczonej, starannie omijając większe skupiska gawędzących między sobą czarodziei, za wszelką cenę skupiając się na własnych butach i towarzyszącej mu kobiecie.
- Goblińskie koło? – zapytał, marszcząc przy tym mocno brwi. Na goblińskim kole nie był dokładnie z tych samych przyczyn, w których nie bywał w cyrku. Pewne miejsca po prostu nie były dla takich mruków jak on.
Młody Rookwood wstrzymał oddech a potem wypuścił go ze świstem. Jego ramiona jakby nieco opadły i może wyglądało to tak, jakby oklapł, ale w rzeczywistości… w rzeczywistości próbował, po prostu, odprężyć się trochę. W końcu był na randce ze swoją narzeczoną i - choćby jej nie kochał – próbował zrobić na niej dobre wrażenie.
- Masz rację – powiedział po chwili. – Powinniśmy pójść po popcorn. Przedstawienie niedługo się zacz… - urwał, gdy Eunice wskazała mu na człowieka zionącego ogniem.
Ulysses skrzywił się, dość szybko porzucając próbę uśmiechania się i udawania podekscytowania nie tylko jego widokiem, ale i ogólnie miejscem, w którym się pojawili. Ten zionący ogniem człowiek na ten przykład, na pewno nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo niehigieniczne było to co właśnie robił.
- Kiedy ludzie nauczą się, że to, że możesz coś zrobić, nie oznacza, że powinieneś? – zapytał retorycznie.
W przypływie gorącego pragnienia by zachować się na randce z narzeczoną jak należy, złapał ją za rękę i pociągnął w stronę budki z popcornem.
- Na jaki masz ochotę? Słony? Słony karmel? Słodki karmel? Z masłem? – zaproponował, spoglądając na menu. Gotów był najwyraźniej zamówić cokolwiek by sobie Eunice zażyczyła. – Do początku przedstawienia zostało nam bodaj z dziesięć minut – przypomniał. Trzynaście, ale wolał zając swoje miejsce w środku, bez dotykania innych widzów.
Widmo
The bodies in my floor all trusted someone.
Now I walk on them to tea.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Eunice Malfoy
#3
02.03.2024, 14:10  ✶  
Cóż, trudno sobie wyobrazić Ulyssesa gnającego z wielką chęcią do cyrku - dlatego też właśnie spytała. Bo może? Może kiedyś, dawno temu, po prostu został do tego cyrku wzięty? Chociażby wraz z rodzeństwem? Co wcale nie było tożsame z wędrówką "sam z siebie". Cóż, nie można powiedzieć, żeby Malfoy nie była świadoma tego, jak rodzice potrafili naginać wolę latorośli do własnej... Ale, ale, to jedno spojrzenie wystarczyło - nie musiała więcej pytać. W każdym razie, wyglądało na to, że jechali na jednym wózku, aczkolwiek z innych powodów.
  - Czasem na sabatach widywałam goblina. I jak się zakręciło kołem, to można było wygrać jakiś drobiazg – wyjaśniła. Tak. Najwyraźniej mówiła o czymś z rodzaju z ostatniego Beltane, gdzie goblin został przyskrzyniony na gorącym uczynku; raczej nie ma co oczekiwać kontynuowania tej, hm, tradycji na kolejnych sabatach. No, chyba że jednak się znajdzie jakiś chętny…
  … ale w sumie nie miało to znaczenia, bo ta atrakcja nie zaliczała się jednak do czegoś, za czym szczególnie by tęskniła.
  - I po prostu mi się to skojarzyło. Tu kręcenie kołem, tam kręcenie kołem. Aczkolwiek u goblina raczej nie uświadczysz tej niepewności, czy zaraz oberwiesz nożem czy też jednak rzucający ma na tyle pewną rękę, iż żadne niebezpieczeństwo nie grozi – uzupełniła swoje spostrzeżenie. I prawie że się wzdrygnęła, bo jednak nieszczególnie sobie wyobrażała tkwienie na takim kole, w oczekiwaniu na kolejne rzuty. Jeszcze faktycznie ostrze nie ugrzęzłoby w drewnie, a w miękkim ciele… nie, taka rozrywka to zdecydowanie nie dla niej; jakoś nie potrafiła sobie tego wyobrazić.
  Nie dało się nie zauważyć reakcji Roolwoda, przez którą w głowie Eunice zakiełkowała pewna myśl. W zasadzie pewnie wcale nie powinni byli tu przychodzić, ale skoro już się tu znaleźli, to może…?
  - Hm, nigdy? – zaryzykowała odpowiedź, choć też nie do końca była pewna, czy jakiejkolwiek w ogóle oczekiwał. I nie można powiedzieć, że jej nie zaskoczył, bo jakoś tak… nie spodziewała się specjalnie tego rodzaju gestu z jego strony. A już na pewno nie pociągnięcia.
  - Karmel – zdecydowała niemalże natychmiast i posłała uspokajający uśmiech – Jestem pewna, że zdążymy – zapewniła uspokajającym tonem. No bo w końcu – to nie tak, że mieli do celu bardzo, bardzo daleko i również nie tak, że cały popcorn musiał zostać przygotowany całkowicie od podstaw… wręcz przeciwnie, wydawał się stale wysypywać z naczynia, jakby zawierało ono niekończącą się ilość kukurydzianych ziaren.
  - … chyba że jednak wolisz nie zdążyć? – spytała cicho, łagodnie. Zawsze można było zamienić cyrk na coś o wiele spokojniejszego. Hałas i tłok na spokój i większą przestrzeń. Ot, nie zamierzała przystawiać narzeczonemu różdżki do głowy i zmuszać do wzięcia udziału w widowisku, jeśli miałby się z tym czuć bardzo, bardzo źle. W końcu budowali sobie właśnie fundamenty pod przyszłe, wspólne życie, prawda? Zdecydowanie nie chodziło tu o wbijanie klina...
Cień Swojego Ojca
Prawdziwa nienawiść to dar, którego człowiek uczy się latami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrząc na niego z daleka widzisz schludnego, nienagannie ubranego mężczyznę. Mierzy około 180 cm wzrostu. Jest szczupły. Nieszczególnie umięśniony. Ma ciemne włosy i jasne, niebieskie oczy. Z bliska okazuje się, że natura obdarzyła go wydatnym nosem i często zaciska usta w cienką linię. Rzadko się uśmiecha. Nie żartuje. Jest spięty. Ma pedantyczne ruchy. Aż do bólu opanowany i kontrolujący.

Ulysses Rookwood
#4
05.03.2024, 00:18  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.03.2024, 01:33 przez Ulysses Rookwood.)  
Czasem na sabatach widywałam goblina. Och, a więc w ten sposób… Ulysses odwrócił głowę, żeby ukryć zawstydzenie, które pojawiło się na jego twarzy. Wiedział, że odstawał towarzysko, ale w tym momencie, nawet jemu wydało się, że aż za bardzo. Że też nie skojarzył tego przeklętego, rozdającego brudne majtki i kulki analne w ramach nagród goblina z tym, o czym mówiła Eunice. W jego głowie cyrk przypominał bardziej wesołe miasteczko…
A tu w opowieści narzeczonej pojawił się jakiś pokaz rzucania nożami. Zamrugał, głęboko skonsternowany samą sugestią, że ktoś miałby rzucać w kogoś nożem. Przecież to było niebezpiecznie.
- A mi się wydawało, że będziemy oglądać pokaz słoni, przeskakującego przez płonącą obręcz tygrysa, wyciąganie królika z kapelusza, nieśmiesznego klauna i chodzących po linach akrobatów – odpowiedział i nawet posłał Eunice coś na kształt słabego uśmiechu, bardziej przypominającego mało przyjazny grymas niż wesołość. Chrząknął, starając się nadać swojemu głosowi przyjemniejszą barwę.
Ściskana dłoń narzeczonej ciążyła mu niemiłosiernie. A jednak, zamiast puścić ją (chwilę wcześniej przecież sam ją złapał), przesunął kciukiem po wnętrzu jej dłoni. Myślał o dotyku, o fizycznej bliskości, która miała ich w przyszłości połączyć. Chciał, żeby to co między nimi miało być, zrodziło się naturalnie, nie było wymuszone lub na siłę. Być może nie kochał swojej towarzyszki (a ona nie kochała go), ale chciał przynajmniej dać jej poczucie bezpieczeństwa i świadomość, że była dla niego kimś ważnym.
Z niezrozumiałych dla siebie powodów zamówił największe opakowanie popcornu z karmelem, jakie tylko miał sprzedawca, a potem wręczył go Eunice.
- Oczywiście, że wolę zdążyć – zaprzeczył szczerze. Pewnie, że chciał zdążyć. Tak samo, jak chciał, by ich randka, tak różna od tej, którą spędzili razem w filharmonii, była tym razem choć trochę bardziej spontaniczna.
Wciąż trzymając narzeczoną za rękę, szedł z nią w kierunku wejścia do cyrku. Pokazał ich bilety bileterowi, a potem skierowali się ku wykupionym miejscom. Ulysses prowadził Eunice między ludźmi, którzy już zajęli miejsca, ku tym, które były na ich biletach.
- Hm, wydawało mi się, że na tych niżej lepiej widać całą arenę – powiedział do swojej towarzyszki. – Nie przewidziałem tylko, że rzeczywiście są aż tak blisko tego, co się będzie rozgrywało i no… zwierząt – tu się lekko skrzywił. Odruchowo zaczął myśleć o tym, że zwierzęta jak to zwierzęta… śmierdziały.
Zaledwie kilka minut po tym, jak rozsiedli się wygodnie na swoich miejscach, rozpoczęło się przedstawienie cyrkowe. I tu Rookwood musiał przyznać, że chociaż cyrk był miejscem, które nadmiernie oddziaływało na jego mózg, to robiło pewne wrażenie.
Najpierw ściemniło się i gdzieś z tyłu, z widowni, rozległo się kilka pojedynczych krzyków, potem na arenę wyszedł dyrektor cyrku. Snop światła podążał za nim, gdy szedł na sam środek, gdy machał długą batutą i krzyczał do mikrofonu, zapowiadając atrakcje, które miały ich tego wieczoru spotkać.
Widmo
The bodies in my floor all trusted someone.
Now I walk on them to tea.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Eunice Malfoy
#5
11.03.2024, 21:02  ✶  
Uśmiechnęła się szerzej. Pokaz słoni, skoki przez płonące obręcze, króliki z kapelusza – wszystko to i wiele więcej. Tak, cyrkowe opowieści się niosły… i ciekawe, na ile znajdą odzwierciedlenie w dzisiejszym występie?
  - Myślę, że tego właśnie możemy się spodziewać. I pewnie nawet więcej – zapewniła, po czym ściągnęła brwi. Zaraz, zaraz, cyrk miał bawić, miał zachwycać, a tu… - Nie rozumiem, dlaczego nieśmieszny klaun…? Wydawało mi się, że jak najbardziej powinien być śmieszny? – spytała, nieco zbita z tropu. W końcu miejsce takie jak to kojarzyło się ze śmiechem, zabawą i jeszcze raz śmiechem, czy jakoś tak. Czy na pewno więc była tu przestrzeń na coś całkiem nieśmiesznego, co jednocześnie nie wzbudzałoby podziwu, który jednak uzasadniałby brak humoru? No bo hej, takie skoki przez obręcze to raczej nie będzie coś, do czego zrywałoby się boki, ale jak najbardziej powinny wzbudzać respekt – czy to dla umiejętności tresera, czy to zwinności wielkich bestii…
  Odebrała popcorn – oczywiście, że nie mogła się powstrzymać i poczekać – i natychmiast musiała go spróbować! Wrzuciła kilka białych „kulek” do ust, po czym wymownym ruchem podsunęła kubełek Ulyssesowi.
  - Chyba nie spodziewałam się, że coś tak prostego i nieprzygotowanego w kuchni może być takie dobre – przyznała. Kolejny uśmiech – jednak wolał zdążyć (a przynajmniej tak twierdził), zamiast znaleźć inny sposób na wspólne spędzanie czasu. Niewątpliwie spokojniejsze.
  Już samo wnętrze cyrkowego namiotu wywoływało swego rodzaju „wow”. Odpowiedzią oczywiście była magia, ale i tak nasuwały się pytania, jakim cudem mieli do dyspozycji taką przestrzeń pod płachtą materiału. Przestrzeń, która musiała pomieścić arenę, ogromne słonie i jeszcze należało pamiętać o zapewnieniu miejsca na akrobacje! Więc niedziwne, że już-teraz się rozglądała, jedną ręką mocno ściskając dłoń Rookwooda, a drugą przytulając ogromniasty kubek.
  - I tak mamy bardzo dobry widok – zapewniła narzeczonego pogodnie. Jej zwierzęta najwyraźniej aż tak nie przeszkadzały, no i w zasadzie… tak, pewne rzeczy z całą pewnością będą tu lepiej widoczne aniżeli w wyższych rzędach. Choć te drugie dawały pewną perspektywę – I myślę, że stąd bardziej doświadczymy tego, jakie one są imponujące? – ni to spytała, ni to stwierdziła. Siedząc wysoko, taki słoń może wydawać się mniejszy, a tu… zapewne przyjdzie im poczuć się jak niewielkie mrówki.
  Dyrektor pojawił się i zniknął, gdy skończył zapowiadać wszelkie atrakcje. Sztuczki ze zwierzętami i bez, parady takie, siakie i owakie – aż oczy coraz bardziej błyszczały na te wspaniałości, które zaraz miały się im ukazać. A naprawdę nie było ich mało; czasem dziewczę aż zapominało, że mają do dyspozycji popcorn, którego zresztą i tak stopniowo ubywało.
  A czego to nie widzieli! Słonie balansujące na piłkach, skoki lwów i tygrysów, nawet wkładanie głowy do wielkiej paszczy takiego kociska… nie ma co, do tego naprawdę potrzeba było wiele odwagi, bo koniec końców – zwierzę zawsze pozostawało tylko tym: zwierzęciem ze swoimi instynktami. Akrobaci, nie tylko na linach – ich loty aż pod sam „sufit” wręcz zapierały dech w piersi. Żonglowanie – piłeczkami, płonącymi pochodniami. Połykanie mieczy, parada koni w pióropuszach i akrobacje na ich grzbiecie, aż w końcu…
  - Panie i panowie! – zaczął mężczyzna w smokingu i pelerynie – To, czego zaraz będziecie świadkiem, znacznie wykroczy poza to, co wiecie o tym świecie… ale, potrzebuję odważnej duszy, która ma odwagę spojrzeć w oblicze tajemnicy i gotowość doświadczyć czegoś niezwykłego. Czy mamy tu takiego śmiałka…? – zawiesił wymownie głos, obdarzając widownię spojrzeniem.
Cień Swojego Ojca
Prawdziwa nienawiść to dar, którego człowiek uczy się latami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrząc na niego z daleka widzisz schludnego, nienagannie ubranego mężczyznę. Mierzy około 180 cm wzrostu. Jest szczupły. Nieszczególnie umięśniony. Ma ciemne włosy i jasne, niebieskie oczy. Z bliska okazuje się, że natura obdarzyła go wydatnym nosem i często zaciska usta w cienką linię. Rzadko się uśmiecha. Nie żartuje. Jest spięty. Ma pedantyczne ruchy. Aż do bólu opanowany i kontrolujący.

Ulysses Rookwood
#6
14.03.2024, 23:45  ✶  
Dlaczego klaun miał być nieśmieszny? Bo Ulysses nie miał w sobie nawet odrobiny poczucia humoru a śmiech traktował niemal jak oznakę słabości. A klauna wyobrażał sobie jako pomalowanego na biało mężczyznę z czerwoną kulką zamiast nosa, który paradował po arenie, wywracał się i bił wielkim, dmuchanym młotem w jakieś losowe miejsca tak długo, aż uderzył się w nogę i przy akompaniamencie młotów, zacząłby podskakiwać i…
Wzdrygnął się odruchowo. Stanowczo nie widział w tym niczego śmiesznego. Ale jak miałby wyjaśnić to Eunice w taki sposób, żeby przy okazji nie wyjść na gburowatego durnia? Nikt nie chciał iść na randkę z kimś, kto był gburowatym durniem.
- Może jednak będzie śmieszny – zreflektował się poniewczasie. Bo rzeczywiście, klauny powinny być śmieszne. Powinny być tak śmieszne, żeby ludzie pokładali się ze śmiechu na krzesłach.
Wolną ręką sięgnął po popcorn. Jego towarzyszka nie miała pojęcia, ile kosztowało go wsadzenie sobie do buzi i przełknięcie kilku oblepionych karmelem puchatych kulek. W smaku rzeczywiście był dobry. Bardzo dobry. Nawet bardzo, bardzo jak na coś, co jednocześnie zostało przygotowane w niespecjalnie higienicznych warunkach i nałożone jeszcze mniej higienicznie wyglądającą chochelką.
- Są doskonałe – skłamał, obiecując sobie gorąco, że w ramach kontynuowania łgarstwa będzie co jakiś czas sięgał po jeden, utytłany w karmelu popcornik i go zjadał.
A potem już właściwie nie musiał kłamać. Rozsiedli się na swoich miejscach i do czego nie chciałby się przyznawać sam, ale Ulyssesa również pochłonął cyrk. Nawet zaczął się powoli odprężać. Ręka Eunice przestała mu ciążyć, jak przymus, ściskanie jej stało się bardziej naturalne i w pewnym momencie, zaczął się nawet zastanawiać nad tym, by ją puścić, ale tylko po to by jednocześnie objąć narzeczoną w pasie. Narzeczeni czasem się przecież dotykali, a oni powinni się oswoić ze sobą nawzajem.
Rozluźnił się trochę. Po prostu chłonął wzrokiem przedstawienie, może nie śmiejąc się głośno i na pewno nie gwiżdżąc, ale coś w jego wzroku się zmieniło, jakby złagodniało. Od czasu do czasu zerkał też na Eunice, zadowolony, że ona także chyba naprawdę dobrze bawiła się w cyrku.
Więc może właśnie o to chodziło. O tę chwilę niepotrzebnego rozluźnienia, bo gdy tylko wybrzmiało pytanie zadanie przez człowieka w smokingu, Rookwood – całkiem naturalnie, co w jego przypadku było już jakimś rodzajem cudu – uniósł rękę do góry. Dokładnie tą samą rękę, którą wciąż ściskał dłoń Eunice. Czy myślał o tym, że nagle światło reflektorów pomknęło w ich stronę i tak o to stali na prostej drodze ku ośmieszeniu (a przecież to ośmieszenia obawiał się niemal tak samo mocno, jak zawiedzenia ojca)? Nie. Ba, w ogóle nie przeszło mu przez głowę, że cokolwiek z tego, o czym wcześniej wspominała narzeczona może być prawdą i jakiś iluzjonista naprawdę mógłby próbować ciskać w nich nożami lub przepoławiać któreś na pół.
- A więc mamy! – zawołał mężczyzna w smokingu i pelerynie. – Mamy nawet parę! To wspaniale! Zapraszam was do mnie! Niech reszta przypatrzy się śmiałkom!
Ulysses podniósł się z miejsca. Posłał Eunice dłuższe, odrobinę nawet rozbawione spojrzenie.
- Próbuję wyjść ze swojej strefy komfortu i sprawić, by ta randka stała się dla ciebie niezapomniana – powiedział uroczyście do narzeczonej.
We dwójkę ruszyli ku centrum areny. Już idąc w tamtym kierunku, Rookwood zaczął sobie zdawać sprawę z tego, jak wiele par oczu nagle zaczęło na nich spoglądać. Ale to przecież było tylko przedstawienie, prawda? Nic złego nie mogło się stać.
I wtedy mężczyzna w pelerynie zapytał:
- Miałeś kiedyś ochotę cisnąć nożem w narzeczoną?
Ulysses zbladł. Posłał mu przerażone spojrzenie. Owszem, Rookwoodowie często dość obcesowo traktowali swoje żony, ale on nie zamierzał brać z nich przykładu. Nawet gdyby bardzo miało mu się z Eunice nie układać, nigdy nie cisnąłby w nią nożem. Już prędzej użyłby hipnozy.
- Nie bój się. Nie będziesz musiał tego robić. – Ludzie na widowni roześmieli się, jakby to miał być jakiś żart najwyższych lotów. – Ja będę rzucał. – I znowu się roześmieli, jakby tym razem powiedział już taki dowcip, że należało pokładać się ze śmiechu.
Ale Rookwood nie potrafił. Po prostu stał zdezorientowany.
- Tobie zostawię zawiązanie twojej pięknej partnerce oczu szarfą. – I już nie było śmiechu, choć zdaniem Ulyssesa to dalej musiał być jakiś mało śmieszny żart.
A jednak, jakby wbrew samemu sobie sięgnął po czerwoną szarfę.
- Czy to jest ten moment, w którym powinniśmy się aportować? – zapytał szeptem Eunice.
Chwilę się wahał, jakby czekając na jej odpowiedź a potem zawiązał szarfę i patrzył jak obcy facet w pelerynie prowadził jego narzeczoną ku dziwnie wyglądającemu kołu.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Eunice Malfoy (1317), Ulysses Rookwood (1569)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa