• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 6 7 8 9 10 11 Dalej »
[2.07.1972] Spróbuj złapać dym gołymi rękami | Camille, Richard

[2.07.1972] Spróbuj złapać dym gołymi rękami | Camille, Richard
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#11
01.03.2024, 09:57  ✶  
Camille powoli skinęła głową. Przez cały czas starała się nie epatować siniakiem, zasłaniać go - układać rękę w taki sposób, by nie rzucał się w oczy. To było jednak niemożliwe w chwili, gdy wypełniała formularz i była na nim całkowicie skupiona.
- Tak, uderzyłam o stół. Nic poważnego - potwierdziła, jednocześnie zapewniając, że przecież wtedy nic się nie stało. Ale mogło, o to przecież się rozchodziło. Przecież mogło się coś stać, coś co odbiłoby się na jej sprawności. Była uzdrowicielem, sprawne dłonie i bystry umysł były konieczne w tej pracy. Delacour uniosła kieliszek wina do ust. Piła niewielkie ilości, maleńkie łyki przez całe spotkanie, lecz wydawało się, że alkohol w ogóle na nią nie działa. Nie miała zaróżowionych policzków, a spojrzenie wciąż miała normalne, ciekawe i wcale niezmącone działaniem trucizny w kieliszku.

- Przepraszam, mam wrażenie że doszło do nieporozumienia - odezwała się w końcu, odstawiając kieliszek. Pokręciła głową z łagodnym uśmiechem. A więc o to chodziło. Bali się, że stracą klienta. Zrozumiałe, ale przecież przez całą rozmowę nie dała mu odczuć, że chciała się wycofać. To było po części urocze. Blondynka wyciągnęła dłoń i delikatnie, w uspokajającym geście położyła ją na dłoni Richarda. - Spokojnie, proszę się nie martwić. Nie mam zamiaru zrywać z wami współpracy. To tylko mały błąd, który może zdarzyć się każdemu. Przecież to nie wasza wina, jeżeli dostawca się po drodze pomylił, prawda? Proszę nie uważać mnie za kogoś okrutnego i wyrachowanego, kto chce wymusić na kimkolwiek zniżkę tym spotkaniem. Tak samo nie chciałam przyjmować niczego w zamian. To był prezent, nic za niego nie zapłaciłam. Panie Mulciber, rani mnie pan zakładając, że przez drobną pomyłkę porzucę kogoś, co do kogo nigdy nie miałam żadnych zastrzeżeń.
Zabrała rękę, a na jej ustach pojawił się rozczulony uśmiech. Nie wyglądała, jakby była urażona. Raczej jakby uznała to za rozczulające. Naprawdę nie miała zamiaru rezygnować z dostaw tych świec, przecież potrzebowała ich coraz więcej. Zresztą nie tylko ona.
- Aczkolwiek coś łagodniejszego brzmi dobrze, szczególnie jeśli miałoby działanie uspokajające. Przy moim trybie życia, pracując w takim tempie, czasem trudno jest zachować odpowiedni balans. Pojawiają się problemy ze snem, potrzeba by wszystko wokół było uporządkowane, na swoim miejscu. Życie mogłoby być łatwiejsze bez tego, a jeżeli kadzidła by choć trochę ukoiły umysł przed snem... To czemu nie? Tylko wolałabym, żeby nie wpływało na sam sen jako taki, a po prostu relaksowało. Lawenda jest dobrym tropem, jej działanie jest niemal magiczne, a przecież właściwości tej rośliny wykorzystywane są przez wszystkich od lat. Zarówno kolor, jak i zapach, działają kojąco na umysł i relaksują zmysły. Myślę, że skoro naprawdę pan nalega, to możemy zgodzić się na takie rozwiązanie.
Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#12
02.03.2024, 00:40  ✶  

Niestety nie wszystko dało się ukryć, przed spostrzegawczym spojrzeniem Richarda. A jako że mieli też letnią pogodę, gdzie na zewnątrz było ciepło, komu chciałoby się ubierać długie rękawy? Nieliczni. Kobieta mogła to zamaskować na wiele sposobów, nawet zaklęciami. Ale nie zrobiła tego. Może dlatego, że ów dowód chciała okazać. Aby Mulciber go dostrzegł, że winne temu były kadzidełka. O zbyt silnym zapewne działaniu. Jednego składnika mogło okazać się być za dużo wyważonego.

- Rozumiem.
Odparł, udając może przejętego, że produkt jaki został jej sprezentowany, zagroził jej zdrowiu. I tak dobrze, że skończyło się na tym upadku. Gdyby nie musiał udawać, pewnie spłynęłoby to po nim, twierdząc, że kobieta po prostu na siebie nie uważała. Nie wyglądała mu na taką, co by sama się uderzyła świadomie, aby pokazać, jak beznadziejny towar dostała. Wyglądała na uczciwą uzdrowicielkę.

Doszło do nieporozumienia? Może źle zinterpretował jej wcześniejsze słowa, przeczuwając, że skoro tyle się produkowała, to chciała zrezygnować z tego prezentu? Nawet w postaci rekompensaty? Wysłuchał jej, ale nie spodziewał się, że Camille odważy się położyć swoją delikatną dłoń, na jego. Spojrzał na ich dłonie, po czym wrócił spojrzeniem na jej oblicze. Nie cofnął, nie poruszył się. Ale nie był też gotowy na zbliżenia damsko-męskie. Zarzucił sobie, że na jednym związku małżeńskim skończy. Więcej z żadną kobietą się nie zwiąże. Swój obowiązek, posiadania potomstwa, które przedłuży ich nazwisko - dopełnił.

Nie okazywał tego po sobie żadnych emocji, reakcji na to co uczyniła Camille. Skupił się na jej słowach, utrzymując nadal swój stan prawie idealnego sprzedawcy.

- Uspokoiła mnie Pani.
Chcąc nie chcąc, musiał grać dalej. Dziękując za wyjaśnienie nieporozumienia. O tyle w sumie dobrze, że Delacour nie zamierzała rezygnować z ich usług. I jeszcze wychwalała świece, jakie były ich produkcji. Wciąż także utrzymywał uprzejmy uśmiech, dodając do tego odetchnięcie z ulgą.
- W takim razie proszę o wybaczenie.
Nie chciał, aby przy tej rozmowie czuła się zraniona. Nie zamierzał się także tłumaczyć ze swojego błędu. Choć wymówkę miałby całkiem dobrą. Wrócił niedawno z zagranicy, na szybko ogarnął temat i miał w sumie prawo do pomyłki.

Mimo wszystko, Camille zgodziła się na przyjęcie sprawdzonego towaru, proponowanego przez Richarda. Mulciber zapisał sobie jej preferencje, żeby to były kadzidełka typowo pod uspokojenie. Nie przesadzając z ich intensywnością zapachu, a żeby były łagodniejsze. Co więcej, Camille zdawała się coś więcej wiedzieć o roślinach, ich zastosowaniu i działaniu. Opowiadając z własnej potrzeby o lawendzie. Richard wspomniał o niej, gdyż w tutejszym miejscu jej zapach było można odczuć. Ile to on musiał mieć cierpliwości do rozgadanych kobiet.

- Skoro jesteśmy wciąż przy interesie. Życzy sobie Pani zamówić świece, czy na razie pozostajemy przy formalnościach z kadzidłami?
Zapytał z uprzejmością, gdyż skoro już tutaj się spotkali, mogli dokonać kolejnego zamówienia, jeżeli Delacour potrzebowała uzupełnić zapasy towaru ze świecami. W takim wypadku, będą musieli umówić się na kolejne spotkanie, aby dopiąć formalności z zapłatą.
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#13
02.03.2024, 10:34  ✶  
Nie każdy miał złe intencje. Camille nie miała w planach w żaden sposób podrywać Richarda, chociaż być może przychodziło jej to naturalnie. Jej serce było zajęte, a myśli krążyły wyłącznie wokół jednego mężczyzny. Nie była w stanie jednak zmienić tego, w jaki sposób zachowywała się przez lata. Subtelny dotyk, uśmiech, potrząśnięcie głową, by blond włosy rozsypały się wokół twarzy i łapały refleksy słońca. Przychodziło jej to niezwykle naturalnie, co w połączeniu z charakterystycznym francuskim akcentem potrafiło tworzyć dla niektórych mieszankę wybuchową. Akcent prawie zanikł, bo przecież mieszkała w Londynie od naprawdę dawna, ale tego charakterystycznego R nie dało się wyplenić, szczególnie jeżeli dość często używało się francuskiego. Może gdyby zrezygnowała z tego języka, to by było inaczej. Ale nie chciała.
- Naprawdę nic się nie stało - pokręciła głową. Nie musiał przecież tyle razy przepraszać, prosić o wybaczenie. Nie była jakąś harpią, która czyhała na każde potknięcie drugiej osoby. Przeciwnie: wyglądała na osobę naprawdę ciepłą i wyrozumiałą, chociaż przebijało się przez tę fasadę także wrażenie osoby zdeterminowanej i konkretnej. Bo przecież gdyby nie była konkretna, to najpierw bawiłaby się w small talki z Richardem, zamiast od razu przechodzić do rzeczy. Ale prawda była taka, że Delacour miała naprawdę niewiele czasu wolnego - w krew weszło jej bycie konkretnym aż do bólu.

Gdy zapytał o świecie, Camille wydęła lekko usta. Czy potrzebowała ich teraz... Chyba nie.
- Mam jeszcze niewielki zapas, ale o tym w zasadzie chciałam porozmawiać. Czy istnieje możliwość, byście przesyłali mi paczki regularnie, powiedzmy raz w miesiącu? Nigdy nie wiem, czy akurat wykorzystam cały zapas, a wolę mieć ich więcej, niż mniej. Tak jak ostatnio, gdy prosiłam Margaret, żeby mi wybaczyła, że... Niegrzecznie się zachowałam, prosząc o dostawę świec na następny dzień. Wiem, że tak się nie robi, ale to była sytuacja podbramkowa i nie ukrywam, że istnieje duże ryzyko, że może się powtórzyć. A nie chcę wam sprawiać kłopotu - wyjaśniła, bo przecież nadal uważała, że absolutnie nie powinna na nich wymuszać takiego zamówienia, jak ostatnio. Nie chodziło o ilość, a o termin zamówienia. Był absurdalnie krótki. - Tylko nie wiem wtedy, jak wyglądałaby zapłata przy tak regularnych dostawach. Może macie jakieś rozwiązanie na to?
Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#14
03.03.2024, 12:39  ✶  

Jeśli mówić o akcentach, podobnie było u Richarda, kiedy przez ponad dwadzieścia lat mieszkał w Norwegii. Musiał nauczyć się ich języka, aby przetrwać w tamtych rejonach Skandynawii. To także zwracał na siebie uwagę, angielskim akcentem. Nie pozbywał się go. Nie chciał dosłownie odcinać się od swoich rodzinnych korzeni. Ale też dawał innym znać, że mimo iż nie jest tutejszy, to jednak szanował ich tradycję, język i kulturę.

Od samego przepraszania go nieco mdliło, ale musiał dobrze grać, aby nie wypaść na upierdliwego sprzedawcę. Od tego zależał sukces ich biznesu handlowego. Więc dobrze, że kobieta ciągle zapewniała, że nic się nie stało. Zostawił już ten temat z uśmiechem wdzięczności i przeszedł do zapisywania ustaleń, jak i zapytania o kolejne zamówienia.

Świec, na razie nie potrzebowała. Ale miała co prawda pytanie o dostarczanie paczek co miesiąc. O ile będzie płaciła z góry, to będzie je dostawać. Tylko będzie musiał to z bratem przegadać. Bo może widział to inaczej, niż Richard? Teoretycznie, problemu nie widział. Ale od praktycznej strony, nie chciał za brata i jego córkę decydować. Jeszcze jemu się oberwie, że przyjął zamówienie na chorą ilość, której oni we dwoje nie wyrobią. A on sam kompletnie nie znał się na tworzeniu świec. Czy to może czas, aby się tego nauczyć? Czy on miałby do tego cierpliwość?

- Myślę, że byłaby możliwość, umówić się na comiesięczne dostarczanie paczki. Chociaż, jeżeli chodzi o opłacenie, to byłbym skłonny zrobić to na zasadzie pośrednika od naszej strony. Dostarczamy osobiście towar, Pani płaci. Jest także opcja, że przeliczymy ustaloną ilość towaru na świece do przodu, przypuśćmy, na trzy miesiące, czyli kwartał i Pani zapłaci nam z góry. A wtedy będziemy przez ten ustalony w umowie okres, dostarczać w terminie zamówienie. Przedstawię ten temat bratu i jeżeli Pani wyrazi zgodę, przygotujemy umowę.
Przedstawił jej propozycje, analizując rozwiązanie z opłacaniem towaru, najlepiej z góry. Żadna ze stron nie będzie stratna. A umowa ich wiążąca na papierze będzie zapewnieniem, do wywiązania się ze zlecenia. Najwyżej Robert wyśle jej pewne sprostowania. Ale nie sądził, żeby to musiał robić. Potrzebowali pieniędzy. Bo już nie tylko Robert musiał mieć na utrzymanie, ale oszczędności Richarda, też kiedyś się skończą.

Dał Camille chwilę na zastanowienie się, pozwalając sobie na upicie łyka kawy, dość dużego. Gdyż korciło go zapalić teraz papierosa, ale musiał się powstrzymać od tego. Kawa musiała mu ten ważniejszy nałóg zastąpić.

Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#15
03.03.2024, 13:53  ✶  
Uśmiechnęła się, chwytając za kieliszek. Nie wzięła go jednak do ust, a odsunęła lekko od siebie. Zostawiła prawie połowę. Było dobre, szkoda było go marnować, ale z drugiej strony kim by była, gdyby dokończyła go na raz? Jak by wyglądała w oczach Richarda i ludzi wokół, nawet gdyby było po niej widać, że alkohol działa na nią tak, jak woda? Jeśli chodziło zaś o propozycję, to aa oferta jej odpowiadała. To, co zaproponował Richard, było logiczne i sensowne. Lubiła, gdy ktoś tak podchodził do biznesu. I chociaż doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że sprzedawcom nie należy ufać w stu procentach, tak jednak im mogła dać pewien kredyt zaufania. Bo w najgorszym przypadku po prostu ich odszuka i odbierze to, co jej zabrali. Nie miałaby z tym problemu, potrafiła być bardzo przekonująca. Zwłaszcza że miała i imię, i nazwisko. Praktycznie wszystko, czego by potrzebowała do tego, by odnaleźć któregoś z Mulciberów, w razie gdyby ją oszukali.

Ale nie zakładała, że to zrobią. Ktoś, kto prowadzi biznes tak długo, nie może być skończonym kretynem i oszukiwać klientów. Na pewno usłyszałaby od kogoś, że tak robią, prawda? A skoro nie słyszała, a przecież pytała innych, to znaczy że nie robili. Krótka piłka.
- Cudowne. Doskonale robi się z panem interesy, Richardzie - przeszła na ty, uśmiechając się szeroko, z nutą rozbawienia w oczach. Sięgnęła po torebkę, by zdjąć ją z krzesła. - W takim razie czekam na informacje w sprawie kadzideł i umowy. Miło było poznać.
Posłała mu kolejny uśmiech, bo nie było sensu przedłużać tego spotkania. Była zapracowaną osobą, przeskakiwała z jednej roboty do drugiej - i właśnie do tej drugiej musiała powoli się zbierać. Dlatego pożegnała się i po prostu wyszła. Za wino zapłaciła wcześniej, za Mulcibera płacić nie zamierzała. Skoro tak dobrze im szło, to niech płaci sam za siebie.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Bard Beedle (3841), Richard Mulciber (2948)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa