• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[04.08.72. Potańcówka] Duchy, które wracają; Sebastian, Patrick, Neil

[04.08.72. Potańcówka] Duchy, które wracają; Sebastian, Patrick, Neil
Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#1
05.03.2024, 02:28  ✶  
Patrick zaczerpnął głęboko powietrza, gdy wyszedł razem z Sebastianem ze stodoły. W środku, za sprawą magii, wszystko wyglądało imponująco, ale było także głośno, hałaśliwie i… tłumnie. A sierpniowy wieczór na dworze pozostawał przyjemnie cichy i rześki. Steward przystanął i rozejrzał się po podwórku, dopiero jakby w tym momencie, z należytą uwagą doceniając zwykłą trawę, drzewa a wreszcie i znajdującą się kilkanaście metrów dalej ławeczkę, o której wspominał Sebastian.
To miejsce rzeczywiście wydawało się dobre na rozmowę. Tu na skraju Doliny Godryka, może łatwiej będzie mówić o śmierci? O tym jak bardzo wydawała się w tym momencie nierealna.
- Mam nadzieję, że nie żałujesz – powiedział. Mimo, że teraz mówił ciszej, przez panujący na dworze spokój, wydawało mu się, że jest wprost odwrotnie. Głos niósł się głośniej i Patrickowi  zaczęło się wydawać, że dało się w nim wyczytać drżące z niepokoju nuty. A przecież już rozmawiał wcześniej z Sebastianem na dużo poważniejszy temat niż ten, który chciał poruszyć teraz. Wtedy losy rozgrywały się o jego własne życie. Teraz myślał o Clare. O tym, czym się stała i o tym, czy w ogóle powinna istnieć na tym świecie. Kiedyś dałby się pokroić za jeszcze jedną chwilę w jej obecności. Teraz… teraz zyskał taką szansę. – Mam nadzieję, że nie żałujesz, że tu dzisiaj ze mną przyszedłeś – powtórzył, tym razem wypowiadając całe zdanie, które krążyło mu po głowie.
Wbrew wszystkiemu, wydawało mu się, że naprawdę rozumiał z jak poważnym i kłopotliwym talentem zmagał się Sebastian. Podszedł do kamiennej ławki. Machnął ręką, trochę jakby pokazywał McMillanowi, że może się na niej wygodnie rozsiąść. Mógł się nawet położyć, Steward wtedy usiadłby na trawie, uznając, że pewnie informacje warte były drobnych niewygód.
- Zabawne. Właśnie sobie uzmysłowiłem, że niepotrzebnie brałem dla siebie lód do whisky. – Ciągle był Zimny. I teraz, gdy podeszli do ławki, a do niego dotarło jak wiele minut upłynęło od chwili, gdy dostał alkohol od niepokornego barmana, do tego momentu, przypomniał sobie o swojej odmienności. Parę miesięcy wcześniej myślał o niej niemal bezustannie. – No to teraz już zobaczyłeś jak się bawią Longbottomowie. To była ta mniej oficjalna część. Czasami jeszcze wyprawiają bale charytatywne – i wystawiają krewniaków na aukcje, ostatnią część zdania dodał w myślach. Trochę z lojalności do Brenny, a trochę przez to, żeby nie gorszyć Sebastiana.
Chwilowo uciekł od tematu Clare, ale ta wciąż krążyła w jego myślach. Kiedyś pozostawała ulotna jak zjawa, teraz stała się namacalnie prawdziwa, realna. Chyba już podjął decyzję co powinien zrobić, ale z jakiegoś powodu chciał jeszcze usłyszeć to, co mógłby mu powiedzieć McMillan.
- Opowiadałem ci o tym, co spotkało mnie podczas niedawnego pobytu we Włoszech?
Pan Egzorcysta
here lies the abyss,
the well of all souls

wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
kapłan kowenu | egzorcysta ministerstwa magii
ciemnobrązowe oczy; rozszczep tęczówki prawego oka (źrenica w kształcie dziurki od klucza); czarne włosy; przeciętny wzrost 173 cm; zimne dłonie; często ubrany cieplej niż sugeruje pogoda; okulary do czytania; srebrny łańcuszek z sygnetem na szyi (w oczku znajduje się zasuszony kwiat z rodzinnego ogrodu); niespieszny chód; cichy, nieco niewyraźny głos

Sebastian Macmillan
#2
06.03.2024, 00:01  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.03.2024, 00:02 przez Sebastian Macmillan.)  
Wyjście na zewnątrz przyniosło mu nie lada ulgę. Im dłużej trwał konkurs tańca i im głośniej grała muzyka, tym wszystko stawało się z perspektywy Sebastiana bardziej intensywne. Może nawet aż nazbyt intensywne. Bądź co bądź, Sebastian rzadko kiedy pojawiał się na takich zbiegowiskach. Największe imprezy, na jakich były to urodziny, zjazdy rodzinne lub sabaty kowenu Whitecroft. I chyba nawet festyny sabatowe miały w sobie więcej ładu niż przyjęcie młodej Longbottmówny. Czego innego mógł się jednak spodziewać, skoro pani gospodarz była takim żywym srebrem?

Miał wrażenie, że ludzie skakali z kąta w kąt, próbując zagadać jak największą ilość osób. Kręciło mu się od tego wszystkiego w głowie. Na dobrą sprawę Patrick wydawał się jednym z nielicznych spokojnych punktów w tym całym przedstawieniu. Nawet jeśli parę minut wcześniej sądził, że cofnął się do czasów szkolnych i zaczął brylować na scenie, śpiewając na cały głos. To na pewno wprawiło parę osób w osłupienie... Ba, może nawet skradło serca paru dam? Taki pokaz musiał być rzadkim widokiem.

— Jedna trauma w tą czy w tamtą nie robi mi większej różnicy — zaśmiał się krótko, starając się dotrzymać Stewardowi kroku w drodze do ławeczki. — Ten dzień i tak by kiedyś nadszedł. Jeśli nie byłoby to prywatne przyjęcie, to jakaś kolacja dla pracowników Ministerstwa czy coś w tym rodzaju. — Machnął dłonią, jakby poprzez przyjście tutaj nie pokonał jednego ze swoich strachów. — Ale dziękuję. Za zaproszenie i towarzystwo. Nawet ściany obyły się bez mojej asysty przez dłuższy czas.

Macmillan na początku usiadł prosto na ławce, tak jak wielu ludzi przysiada na ławkach w parku czy na przystankach autobusowych. Szybko jednak zorientował się, że nie jest to zbyt wygodna pozycja, toteż obrócił się w stronę Patricka i usiadł na kamiennym siedzisku ze skrzyżowanymi nogami. Kapłan... Mnich... Egzorcysta... Praktycznie jedno i tao samo, prawda? Brakowało mu tylko fikuśnej szaty albo kolorowego szlafroka w egzotyczne wzory.

— Przyzwyczajasz się. To chyba dobrze? Mniejszy stres. — Zamoczył usta w alkoholu, biorąc mały łyczek. Uśmiechnął się minimalnie na komentarz co do Longbottomów. Przeniósł spojrzenie na dłoń swego towarzysza, która zamknęła się wokół szklanego naczynka. — Na takie imprezy Brenna wyciąga z kapelusza przenośny pałacyk?

Pytanie o wypad zagranicę nieco zbiło go z tropu. Sebastian wprawdzie nie był zbytnio obyty z głębokimi relacjami międzyludzkimi, jednak spędził wystarczająco czasu pośród wiernych kowenu, aby wyłapać, że Steward chce coś powiedzieć i próbuje zacząć temat. Pukał ostrożnie do drzwi, czekając tylko, aż ktoś mu otworzy. A co jak co, Patrick był jednym z niewielu gości, których Macmillan dosyć chętnie u siebie gościł.

— Nie? — Zmarszczył brwi, dodając pytająco nutę na wszelki wypadek niż z braku pewności. Nie przypominał sobie, aby w ostatnim czasie w ogóle poruszyli temat jakiejś delegacji Stewarda do Włoch. — A nawet jeśli, to mogę usłyszeć po raz kolejny. Nie mam nic przeciwko temu.
Kolorowy ptak
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Neil Enfer
#3
06.03.2024, 21:10  ✶  
Miał dosyć patrzenia na uśmiechy obcych ludzi, którzy mają to, czego on nigdy nie będzie mieć. Pewnie dlatego uznał, że obecność dwóch obcych facetów jest zdecydowanie lepsza niż siedzenie na sali i modlenie się, żeby nikt nie podszedł i nie zaprosił go do tańca. Z drugiej strony kto miałby go zapraszać, skoro jest mężczyzną? To on powinien chodzić, szukać kobiety miłość swojego życia, z którą potem się zwiąże i będzie mieć trójkę dzieci. Nie chciał tego, a powinien, tak byłoby dużo łatwiej ze wszystkim. Gdyby tylko jakaś dziewczyna zawróciła mu w głowie wystarczająco mocno... Alkohol chyba za bardzo uderzał mu do głowy.
Po wyjściu na zewnątrz stodoły od razu wziął głęboki oddech, patrząc w niebo. O ile na początku zabawa była całkiem dobra, tak teraz znowu nie miał pojęcia, czemu tu jest. Dlaczego zgodził się na to wszystko? Próbował znaleźć sens, ale nie bardzo mógł. Morhpeus dalej był dla niego zagadką która teraz w najlepsze bawiła się na parkiecie z jakąś raszplą. Może nie powinien tak o niej mówić, w końcu to nie jej wina, że czarodziej się w niej zakochał. Zakochał się? Czy to jest miłość, której tak bardzo zaprzeczał? Może to też owija sobie dookoła palca? Czy ona też jest w tym układzie? Mężczyzna wybiera sobie, na kogo ma ochotę danego dnia i do tej osoby idzie? Byli dla niego tylko rzeczami mającymi zaspokoić jego nagłe pragnienia?
Jego wzrok spadł z nieba na krzaki, które tak bardzo znowu się zerwać, rzucić na ziemię, zdeptać, a jednocześnie ususzyć i wykorzystać do leczenia. Wszystko ma dwie strony. Upił wina z kieliszka i ruszył ścieżką wskazywaną mu przez kwiaty, albo po prostu głosy rozmowy. Wzrok wlepiony w ziemię, żeby nie było, że wie gdzie idzie, po prostu się zamyślił, prawda? Nie szedł za nikim, przypadkiem na siebie wpadną. Dokładnie tak.  Kolejne udawanie, że nic tu nie zaplanował. Równie dobrze, mógłby po prostu się przy wejściu do stodoły zatrzymać, bo już tam nikt go nie zaczepiał, ale trochę chciał towarzystwa, bo bez niego, jak zawsze wymysli coś straszliwie głupiego.
Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#4
08.03.2024, 02:54  ✶  
Patrick pokręcił głową. Gdyby nie to, że – jak mu się wydawało – wychwycił żart skrywający się w słowach towarzysza, pomyślałby, że popełnił błąd ciągnąc go tutaj na siłę. Trauma brzmiało poważnie, ale Sebastian lubił wielkie słowa, które niosły ze sobą wielkie znaczenie.
- Patrz, nawet teraz stodoła jeszcze się nie zawaliła – zauważył pogodnie. Wskazał wolną ręką w stronę budynku, jakby ten rzeczywiście miał się walić lub chwiać w posadach. W rzeczywistości, po prostu kontynuował żart, zastanawiając się przy okazji z czego wynikała wybrzmiewająca między wersami pochwała samotności. Z talentu, który był jednocześnie brzemieniem? Z charakteru? Z tego, że Sebastian zdążył się kiedyś sparzyć w kontaktach z ludźmi? – W Hogwarcie też unikałeś imprez? Świętowania zdobycia Pucharu Domów, zwycięstwa nad przeciwną drużyną w meczu Quidditcha czy grupowych wypadów do Hogsmeade? – zainteresował się.
Steward nie unikał. Jeśli się chciało pozostać bezimienną twarzą w tłumie, nie można było się tak po prostu odwrócić i robić coś przeciwnego do reszty. Inna sprawa, że kontakty towarzyskie nigdy nie sprawiały mu większych trudności. Częściowo przez charakter, a częściowo dzięki aurowidzeniu, ale łatwo przychodziło mu nawiązywanie znajomości.
- Tak. Przyzwyczajam się – potwierdził, uśmiechając się krzywo pod nosem. Kiedy teraz o tym myślał, brzmiało to dla niego dość osobliwie, ale chyba naprawdę zaczął się przyzwyczajać. Nawet cudze zaskoczenie malujące się w oczach lub przypadkowe wzdrygnięcia, przestał odbierać personalnie. Wystarczyło się przecież uśmiechnąć, odsunąć i zachowywać tak, jakby nic się nie stało, jakby jego rozmówca wcale nie zetknął się z przenikającym na wskroś zimnem, jakby kostki lodu w szklaneczce roztopiły się a nie pozostały nienaruszone. Kiedy się dostatecznie przymykało oczy, można było nie zobaczyć wielu rzeczy. – Zamienia rezydencję rodową w prywatny pałac.
Uniósł szklankę z whisky. Umoczył w niej usta, uświadamiając sobie, że tym razem to on zaczął gadać o Brennie. Ale ta historia właściwie była jego i Brenny. Clare, choć z jego strony była jej mimowolnym początkiem i (nie)chcianym końcem, dla fabuły pozostawała nieszczególnie istotna. Opowieść nic nie traciła bez jej imiennego udziału, ale traciła sens bez Brenny.
- Czasami imprezy, jak kłopoty, same znajdują Longbottom – zaczął rozbawionym tonem. - Jakoś dwa lata wcześniej, ja i ona, zostaliśmy wciągnięci na pewne wesele. Pan młody był szkotem. Panna młoda pochodziła z Włoch. Chociaż trafiliśmy tam przypadkiem i nie znaliśmy nikogo, bawiliśmy się dobrze. Udało nam się nawet zaprzyjaźnić z państwem młodym, czyli Cataliną i Robertem. W lipcu byliśmy nawet w Rzymie na weselu siostry Cataliny.
Otworzył usta, by kontynuować opowieść, gdy dostrzegł zbliżającego się Neila. Zamrugał, dopiero po paru sekundach uświadamiając sobie, że widział nici Morfeusa Longbottoma, biegnące ku temu młodemu mężczyźnie. Patrick nie widział wtedy ani aury, ani nici Neila, ale pozostawał na tyle empatyczny by zrozumieć, że obserwowanie tańczącego Morfeusa z Septimą, mogło nie należeć do najprzyjemniejszych doznań. Może z tego powodu postanowił wyjść ze stodoły?
- Też potrzebujesz chwili wytchnienia? – zagaił do niego. -  Strasznie tam głośno w środku. Aż trudno usłyszeć własne myśli.
Pan Egzorcysta
here lies the abyss,
the well of all souls

wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
kapłan kowenu | egzorcysta ministerstwa magii
ciemnobrązowe oczy; rozszczep tęczówki prawego oka (źrenica w kształcie dziurki od klucza); czarne włosy; przeciętny wzrost 173 cm; zimne dłonie; często ubrany cieplej niż sugeruje pogoda; okulary do czytania; srebrny łańcuszek z sygnetem na szyi (w oczku znajduje się zasuszony kwiat z rodzinnego ogrodu); niespieszny chód; cichy, nieco niewyraźny głos

Sebastian Macmillan
#5
08.03.2024, 04:12  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.03.2024, 04:14 przez Sebastian Macmillan.)  
Prawda była taka, że kiedy używało się wielkich słów, to ludzie uważniej słuchali. Właśnie dlatego kazania kapłanów i kapłanek pełne były wersów traktujących o zbawieniu, potępieniu, wielkich przyjemnościach i okropnym cierpieniu. Gdyby opisywali najgorszych grzeszników jako łobuzów z osiedla, piętnowanie ich czynów nie przynosiłoby takiego efektu. A tak? Parę trudnych, acz mocnych słów i gawiedź od razu wsłuchiwała się w to, co głoszono z ambony. Nawet kapłan mógł uciec z kowenu do Ministerstwa Magii, ale kowen nigdy nie mógł wyjść z kapłana.

— Toż to proste! — Uniósł głos, wykręcając głowę, aby przyjrzeć się budynkowi. — Po prostu czeka, aż wszyscy wyjdą i wtedy dokona żywota. Wiesz, tak z grzeczności. — Uniósł szklaneczkę w geście toastu mającego stanowić hołd dla tej przerośniętej szopy. — Na tablicy upamiętniającej wspomną, że ostatni raz została wykorzystana w ramach imprezy... Sam-Wiesz-Kogo. — Uśmiechnął się krzywo, zadowolony z tego, że nie wspomniał o Brennie z imienia i nazwiska. — Wielki zaszczyt. — Upił łyk alkoholu. — Podejrzewam, że mało która stodoła mogłaby pochwalić się takim epitafium.

Sebastian nie miał oporów przed tym, aby jego osoba ginęła w tłumie innych. I tak czuł się niezręcznie przy większej ilości ludzi, a już zwłaszcza jeśli byli mu kompletnie obcy. W tych najgorszych chwilach, gdy nie potrafił wykrzesać z siebie ani trochę pewności siebie, po prostu zamykał się w sobie, pozwalając, aby to inni, bardziej wygadani, przejęli pałeczkę pierwszeństwa w konwersacji. A on tylko kiwał głową, uśmiechał się i słuchał, nie wiedząc, nawet kiedy mijały odpowiednie momenty, aby dorzucić swoje trzy grosze.

— Pucharu Domów nie ma zbytnio, kiedy świętować, biorąc pod uwagę, że niedługo później uczniowie rozjeżdżają się do domów — zauważył sprytnie, a na jego ustach zagościł zjadliwy uśmieszek, jakby właśnie znalazł lukę w jakimś niepisanym regulaminie. — Świętowanie wygranej w meczu można zostawić graczom, a Hogsmeade... To Hogsmeade. Piwo kremowe i cukierki z Miodowego Królestwa. — Wzruszył ramionami. Jako dzieciak wychowujący się w kowenie już na tym etapie zwykł ograniczać się w tych kwestiach. — Ale tak, unikałem większości imprez. Nie licząc tego z okazji wygrania międzyszkolnego konkursu z tłumaczenia Starożytnych Run. To było warte tych kilku butelek.

Oczywiście, że zamienia posiadłość w pałac, pomyślał z przekąsem, tłumiąc głębokiego westchnienie. Wysłuchał jednak spokojnie historii Stewarda. Szkot i Włoszka? Ciekawe połączenie. Może nawet wybuchowe. Nic dziwnego, że Longbottomówna odnalazła się w tym środowisku i jeszcze wciągnęła w to wszystko biednego Patricka. Uśmiechnął się minimalnie na wzmiankę o weselu w Rzymie.

— I jak się bawiłeś? — spytał, unosząc szklaneczkę do ust. Dopiero wtedy zauważył, że coś zmieniło się w twarzy jego kolegi i podążył za jego wzrokiem. Chłopak. Nieznajomy. Chyba. Przynajmniej dla niego. — Hej?

Pomachał ku Neilowi szkłem wypełnionym whiskey, podsuwając się na ławce, żeby zrobić więcej miejsca przybyszowi. Zerknął na Stewarda pytającym wzrokiem, bo nie wiedział, czy mógł skądś chłopaka kojarzyć. Z Ministerstwa Magii? Może kolejny partner Brenny z Brygady, bo tych jak by się zdawało, dziewczyna miała na pęczki.
Kolorowy ptak
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Neil Enfer
#6
08.03.2024, 04:41  ✶  
Niby chciał, niby nie, a koniec końców szedł przed siebie, jak po sznurku, zamyślony, speszony i zły jednocześnie, z uczuciem ulgi, że oddala się od tego wszystkiego, od całego uśmiechniętego tłumu, od muzyki.
Miał wyrzuty sumienia i to paskudne, bo nie chciał im przerywać rozmowy, ale siedzieć samemu pod stodołą nie miał zamiaru, nie drugi raz w ciągu jednej nocy. Dobrze chociaż, że nie musiał iść do gospodyni po bandaż na pociętą rękę. No i miał wymówkę, że po prostu po pijaku się wywalił, jak poszedł się przewietrzyć. Nie było świadków, więc mógł mówić co mu się podobało i nie było komu tego podważyć, no chyba, ze Samuelowi, ale on nie wydawał się wtedy nawet zauważyć pękającej szklanki, a nawet jeśli to był pijany, źle pamięta, przewidziało mu się.
Został w końcu wyłapany wzrokiem i teraz nie było odwrotu. Znaczy był, ale wyglądałoby to paskudnie gdyby nagle obrócił się na pięcie i uciekł. Zatrzymał się więc i spróbował uśmiechnąć, względnie radośnie, ale zmartwienie i przybicie i tak wyszły na wierzch, bo jak człowiek uśmiecha się szczerze, to oczy też się śmieją, a przynajmniej powinny. To przez alkohol twarz nie działa mu jak powinna i tyle.
-Hej...-odpowiedział, nie wiedząc, czy może sobie pozwolić na taki ton, w końcu mężczyźni byli od niego starsi, może nie jakoś sporo, ale jednak.-Tak... I też trochę się duszno tam zrobiło, jak wszyscy zaczęli tańczyć.-zaśmiał się przytakując jego słowom i przy okazji dodając kolejny argument wedle którego nie warto jest być w środku. Widząc miejsce na ławce jakie dla niego wygospodarowali, po chwilce wahania, przysiadł się. Ta pozycja była dobra, nie musiał patrzeć nikomu w oczy, nie czuł się aż tak obserwowany, jak zwykle.
Zabujał kolanami, zastukał paznokciami w kieliszek.
-Co... Emmm... Co wylosowaliście na prezent?-zapytał niepewnie i zerknął na nich mętnym spojrzeniem. Nawet jakby mieli na czole wypisane co dostali, to by nie wiedział, bo się prawie wcale na nich nie patrzył. Jakoś tak, ziemia, rośliny dookoła, wino w kieliszku. Patrzenie się na innych jest niegrzeczne, a wskazywanie palcami, to już w ogóle obraza majestatu. No, tak czy inaczej jakiś small talk trzeba było zacząć, bo czuł całym sobą, że wbił im się w jakąś ważną rozmowę. Znowu przeszkadza ludziom, czy to jego pasja tego wieczoru? Jego cel, aby przeszkodzić w jak największej ilości prywatnych rozmów? Możliwe, że tak, na pewno nie zamierzony cel, ale idealnie wychodzący sam z siebie.
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#7
08.03.2024, 16:04  ✶  
Panowała cisza.
Pora była już późna i mrok wziął w swoje posiadanie Dolinę Godryka: na niebie migotały gwiazdy, których nie dało się zobaczyć w Londynie i one oraz blady blask księżyca były jedynym źródłem światła. Zaklęcia wyciszające spowijały stodołę ciasnym kokonem, nie przepuszczając żadnych dźwięków i można by uwierzyć, że byli tutaj tylko oni troje, siedzący w oddali od zabudowań, z dala od wszystkich ludzi.
Tylko oni i ciemność.
Kark Patricka swędział. Zaczęło prześladować go to charakterystyczny uczucie, które jako auror na pewno świetnie znał – zdawało się mu, że ktoś go obserwuje. Takie przeczucie równie często okazywało się fałszem, jak i prawdą, więc niekoniecznie musiało cokolwiek oznaczać. A jednak… a jednak…
…gdyby się obejrzał, zdałoby się mu, że widzi, jak coś porusza się w mroku.
Wrażenie obserwacji ustąpiło jednak zaledwie chwilę później. Jeżeli coś, ktoś tam był, to znikł: teleportował się, odszedł, odbiegł. Może to było złudzenie. Może tylko jakieś zwierzę podeszło bliżej i umknęło między drzewa, kiedy zorientowało się, że w pobliżu byli ludzie.
A może wcale nie.
Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#8
09.03.2024, 00:11  ✶  
Parsknął pod nosem, znowu dając się ponieść słowom Sebastiana. Uprzejmie jak uprzejmie. Bardzo to było litościwe ze strony stodoły, że nie chciała pod swoimi powałami pochować trzech czwartych składu Zakonu Feniksa.
- Czasami już dwa tygodnie przed końcem roku było wiadomo, który dom zwycięży – zauważył, przekrzywiając głowę. – I proszę szanować piwo kremowe – wtrącił się w ten rant egzorcysty na temat życia towarzyskiego. – Nawet teraz je lubię.
Znowu przyglądał się Macmillanowi, tym razem czując jakiś rodzaj dalekiej goryczy majaczący w żołądku. Tak, Patrick zdawał sobie dobrze sprawę, że Sebastian wiódł pewnie całkiem szczęśliwe i uporządkowane życie, ale jednocześnie trochę mu było szkoda chłopca, którego z własnej (lub nie) woli ominęły tak naturalne przygody jak szkolne imprezy.
- Wspaniale, dostaliśmy nawet z Brenną zaproszenie do zamku Roberta i Cataliny w Szkocji – odpowiedział na pytanie o wesele. Ale jego myśli mimowolnie zboczyły w stronę Clare. A potem w stronę martwego projektanta mody. – To głupie, ale… mam wrażenie, że ostatnio ciągle natykam się na duchy i nawet poznałem opętańca. - Patrick nawet nie zdał sobie sprawy z tego, że wypowiadając drugą część zdania, spiął się i wstrzymał oddech.
Ale powiedział to. Bezimiennie przyznał się do znajomości z Clare. Nazwał po imieniu to czym się stała. Czemu w ogóle się nad tym zastanawiał, zamiast stać się najszczęśliwszym facetem na świecie, bo dziewczyna wróciła do niego nawet zza grobu?
Pojawienie się Neila wydało się Stewardowi całkiem przyjemną formą ucieczki. Nie wiedział tylko, czy oddalał się od niewygodnego tematu, od Sebastiana, który mógł poznać prawdę czy od własnych myśli.
Wzruszył bezradnie ramionami na niezadane na głos pytanie przyjaciela. Właściwie to nie wiedział wiele więcej od niego o ich nowym towarzyszu. A to, co wypatrzył, nie było raczej tematem do opowieści.
I wtedy poczuł się tak, jakby był obserwowany. Odruchowo zerknął za siebie, dotknął palcami karku, przy okazji ściągając z szyi szal, prezent który wylosował po wejściu na imprezę. Zmrużył oczy, zastanawiając się czy w ciemnościach naprawdę ktoś był, czy tylko mu się wydawało. Ostatecznie, przez całą kabałę związaną z Clare, z tym kim był i co spotkało go w ciągu ostatnich kilku miesięcy, mógł się trochę zrobić przewrażliwiony na swoim punkcie. A potem dotarło do niego, że w ciemnościach mógł kryć się jakiś dziennikarz z „Czarownicy” i gdy zobaczył akurat go, to odpuścił. Steward doskonale zdawał sobie sprawę, że był tym najmniej interesującym z Zimnych i powoli słabnące zainteresowanie mediów bardzo mu odpowiadało.
Dopiero pytanie Neila przywróciło go do rzeczywistości. Popatrzył na chłopaka uważniej, na chwilę omiatając spojrzeniem obandażowaną rękę.
- Och, potrzebujesz temblaka? – upewnił się, a potem wyciągnął ku niemu rękę z szalem. Był czarny i chociaż w ciemnościach stało się to mniej widoczne, srebrzyły się na nim gwiazdy, jakby wyciągał w jego stronę strzęp nocnego nieba.
Jeśli Enfer wziął go od niego, przez chwilę, gdy ich palce zetknęły się ze sobą, poczuł przenikające na wskroś zimno, jakby siedzący obok mężczyzna był albo chodzącym soplem lodu albo wyciągniętym z lodówki trupem.
Pan Egzorcysta
here lies the abyss,
the well of all souls

wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
kapłan kowenu | egzorcysta ministerstwa magii
ciemnobrązowe oczy; rozszczep tęczówki prawego oka (źrenica w kształcie dziurki od klucza); czarne włosy; przeciętny wzrost 173 cm; zimne dłonie; często ubrany cieplej niż sugeruje pogoda; okulary do czytania; srebrny łańcuszek z sygnetem na szyi (w oczku znajduje się zasuszony kwiat z rodzinnego ogrodu); niespieszny chód; cichy, nieco niewyraźny głos

Sebastian Macmillan
#9
10.03.2024, 23:45  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.03.2024, 23:53 przez Sebastian Macmillan.)  
— Nie powinno się chwalić dnia przed zachodem słońca — odbił piłeczkę, przyjmując spokojny i wyważony ton głosu. — Koniec końców wszystko ląduje w rękach Matki... I woli dyrekcji. A jak oboje dobrze wiemy, oboje są dosyć nieprzewidywalni i nigdy nie wiadomo czego się spodziewać.

Los był przewrotny. Pani Księżyca mogła w ostatniej chwili pobłogosławić swych młodych czempionów i zesłać do podziemi Hogwartu górskiego trolla, z którym musieliby poradzić sobie uczniowie. To na pewno przyniosłoby reprezentantom odpowiednich domów parę cennych punktów, które mogłyby przeważyć szalę zwycięstwa na ich stronę. Równie prawdopodobne było też to, że dyrekcja w przemówieniu podsumowującym przypomni sobie o tym, że nie wręczyli komuś nagrody za aktywność czy ponadprzeciętne osiągnięcia naukowe i nagle dom, który znajdował się na drugim miejscu, mógł wylądować na pierwszy. Taki już był świat.

— A czego tu nie lubić? — rzucił, spoglądając w dal. — Zacząłbym się martwić, gdybyś powiedział mi, że ci nie nigdy nie posmakowało. Kremowe piwo dla czarodziejów jest jak herbata dla obywateli tego kraju. A kto nie pije tu herbaty? — Uśmiechnął się minimalnie, jakby właśnie opowiedział najlepszy żart pod słońcem. — No właśnie.

Starał się skupić na opowieści Patricka, jednak ciężko było mu znaleźć punkt zaczepienia. Ewidentnie krążyli wokół jakiegoś ważnego tematu, jednak Sebastian nie do końca rozumiał, o co mogło chodzić. Może chce się oświadczyć, pomyślał mimowolnie. I może Brennie? Och, to byłoby absolutnie cudowne, biorąc pod uwagę, że na innej imprezie jakaś krzykaczka - znajoma Brenny - też ogłosiła zaręczyny i nie omieszkała poinformować o tym wszystkich gości potańcówki, wysyłając wyjca.

Macmillan mimowolnie wyobraził sobie, jak starszy brat Longbottomówny prowadzi ją do ołtarza. Kompletnie nie potrafił sobie wyobrazić Brenny w sukni ślubnej. I to jeszcze z welonem. Przeszły go dreszcze, gdy uświadomił sobie, jak trudną klientką byłaby ta kobieta. Przecież ona nie usiedziałaby kilku godzin w kapliczce podczas prób. Nie mówiąc już o tym, że pewnie miałaby problem o tym, aby się wyspowiadać przed Matką... Wprawdzie Sebastian byłby tuż obok i udzielał jej przewodnictwa duchowego, jednak to Pani Księżyca miała główną rolę w odpuszczeniu grzechów.

Wszelkie jego nadzieje i troski odeszły jednak w niebyt, gdy dowiedział się, że sprawa dotyczy ducha i opętańca. Wbił skołowane spojrzenie w Patricka, wzdychając cicho w niezrozumieniu. Nie wiedział, czy powinien żałować, że jednak nie chodzi o zaręczyny czy wręcz przeciwnie. Na Matkę, same problemy z tymi Brygadzistami, mogliby być nieco konkretniejsi w swoich tłumaczeniach. Nic dziwnego, że archiwa Ministerstwa Magii były zawalone ich aktami i raportami.

— Opętańca? — powtórzył po nim niepewnie, licząc, że zdradzi mu coś więcej.

Nadejście Efnera uratowało na moment Stewarda przed tym, aby powiedzieć, co właściwie się wówczas wydarzyło. Skinął głową na komentarz chłopaka. W punkt, te tańce nikomu nie mogły wyjść na zdrowie. Dobrze, że jego to nie spotkało. Wystarczyło mu parę piruetów z Brenną, więc cieszył się, że udało mu się uniknąć towarzystwa innych chętnych do tańca osób.

— Pierścień — wyjaśnił krótko, zdejmując go z palca, a następnie na powrót wsuwając. Gwiezdny pył obsypał ciemną koszulę egzorcysty i jego włosy. — A Patrick... No właśnie.

Uśmiechnął się krzywo, gdy auror zaproponował Neilowi zrobienie z niego temblaka z chusty. Dopiero wtedy zwrócił uwagę na bandaże, oplatające rękę młodego czarodzieja. Zmarszczył brwi. Przyszedł już na przyjęcie w takim stanie, czy doznał jakiegoś urazu podczas zabawy?

— Zgódź się — zasugerował niemalże nabożnym głosem. — To auror. Nie przepuści okazji, żeby komuś pomóc.
Kolorowy ptak
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Neil Enfer
#10
11.03.2024, 04:33  ✶  
Gdyby tylko wiedział ile osób uciekało w trakcie tej zabawy od nieprzyjemności czy własnych myśli. Gdyby tylko porozmawiali ze sobą szczerze, na pewno zrobiłaby się z potańcówki stypa. Może i potrzebne byłoby takie spotkanie, poważne, spokojne, przy okrągłym stole.
Przyglądał się im, czekając na odpowiedzi albo na pogardliwe spojrzenia, że zadaje głupie pytania. Poruszenie nie umknęło jego uwadze, zerknął za jego spojrzeniem, ale nie wyłapał nic niepokojącego, z resztą zaraz Sebastian odpowiedział i przerzucił zaciekawione spojrzenie na pierścień. Zaraz przenosząc oczy na szal jaki mężczyzna wystawił w jego stronę. Przełożył wino do drugiej ręki i sięgnął po prezent, zaraz prychając śmiechem na ich propozycje temblaka i przekonywania. Spojrzał na jednego, na drugiego, z uśmiechem. Byli kochani.
-Temblaka mi nie trzeba, to tylko skaleczenie, zagoi się jak na kocie. Ale dziękuję za troskę.-przesunął palcem po materiale. Czuł go normalnie, więc czemu dłoń mężczyzny wydała się taka zimna? To przez emocje? Trzymanie kieliszka? Zimno nocy? Zaburzone przez alkohol i nerwy krążenie? Odstawił wino na bok, aby trzymając materiał w dwóch dłoniach przyjrzeć się Patrickowemu prezentowi.
-Ja wylosowałem pozytywkę z kobietą w płomieniach.-rozłożył szal.-To na pewno zły omen, tylko jeszcze niw eim kiedy nieszczęście przyjdzie. Może już przyszło.-dodał zerkając na swoją dłoń. Preludium katastrofy.
-Szal jest piękny.-skomentował go w końcu, wystawiając go w stronę jego właściciela. Nie będzie mu kraść, choć mógłby.-I pierścień też, choć sam takich nie noszę. Zaraz byłyby całe w ziemi czy maściach, nie miałbym cierpliwości co chwila go myć albo zakładać i zdejmować.-gadał sobie, bujając nogami wyciągniętymi daleko przed siebie.
-Myślicie, że długo to jeszcze potrwa?-rzucił w eter, szybko się reflektując co właśnie zasugerował.-Bo w sensie nie to, że mi się nie podoba, ale trochę zmęczony jestem.-zmęczony, przybity i uświadomiony w tym, że nieważne jak mocno by chciał, to i tak nie będzie tak jak chciałby żeby było. Zawsze chuj w dupę i kotwica w plecy, całe życie pod górkę. Brak pieniędzy, przeprowadzka, niepowodzenia w szkole, wilkołactwo, choroba ojca, ataki śmierciożerców. Czy może dostać choć rok życia bez większych zmartwień? Zbyt wiele wymaga. W takim razie choć miesiąc bez problemów, to powinno dać się zrobić. Na szczęście nie tylko jego życie nie rozpieszczało, gdyby tak było, to siedziałby tu sam, a nie z nimi.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Bard Beedle (170), Neil Enfer (3715), Patrick Steward (6490), Sebastian Macmillan (8313)


Strony (4): 1 2 3 4 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa