• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Little Hangleton v
« Wstecz 1 2 3 4 Dalej »
[2.07.72, dom Cathala Shafiqa] Nasz pies, nasza kuchnia - Cathal & Ulysses

[2.07.72, dom Cathala Shafiqa] Nasz pies, nasza kuchnia - Cathal & Ulysses
Cień Swojego Ojca
Prawdziwa nienawiść to dar, którego człowiek uczy się latami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrząc na niego z daleka widzisz schludnego, nienagannie ubranego mężczyznę. Mierzy około 180 cm wzrostu. Jest szczupły. Nieszczególnie umięśniony. Ma ciemne włosy i jasne, niebieskie oczy. Z bliska okazuje się, że natura obdarzyła go wydatnym nosem i często zaciska usta w cienką linię. Rzadko się uśmiecha. Nie żartuje. Jest spięty. Ma pedantyczne ruchy. Aż do bólu opanowany i kontrolujący.

Ulysses Rookwood
#1
08.03.2024, 04:01  ✶  
Ta kuchnia wymagała remontu. Wymagała go jeszcze długo przed tym jak ich pies urwał drzwiczki jednej z dolnych szafek a na dwóch nogach od stołu pozostawił ślady zębów. Wymagała go także przed tym, jak ich pies zrobił dziurę w dywaniku. I wymagała go również wtedy, gdy Ulysses wreszcie przeniósł do tego domu wszystkie swoje rzeczy. I wcale nie chodziło o to, że czuł się w niej nieswojo i dostawał apopleksji, gdy ich pies, w przypływie wilczego głodu pożerał karmę z miski z takim apetytem, że przy wtórze mlasków i pomruków, metal głośno uderzał o ceramiczne kafelki i uszkadzał je coraz bardziej.
Wymagała remontu, bo była ciemna, ponura, jakby wycięta z minionej epoki, a na pewno nie przystawała do realiów, w których mieli z niej korzystać dwaj dorośli mężczyźni, jeden żywiołowy pies i ani jedna kobieta. Zielona falbanka w węże nad piecykiem musiała zniknąć. Wiekowe, żeliwne garnki także. I ta przeklęta cerata w kwiatki, którą pani Shafiq musiała zakupić w przypływie szaleństwa. I zasłonki w złote węże. I kolekcja gipsowych królików.
- Brąz, zieleń i biel – powiedział Ulysses. Chciał, by jego głos nie brzmiał krytycznie, ale nie był w stanie nie patrzeć z rozczarowaniem w oczach na ich psa, który obgryzał właśnie ulubiony patyk, przy okazji rozrzucając dookoła siebie (i znowu na tym nieszczęsnym dywaniku) ślinę i kawałki połamanego drewna.
Stał obok Cathala w kuchni i trzymał w dłoniach filiżankę z jeszcze parującą od ciepła czarną herbatą. Ubrany był jak na siebie bardzo… nietypowo, bo tym razem nie miał na sobie garnituru, ale jasną koszulkę polo i tweedowe spodnie. Wyglądał raczej jak człowiek, który za chwilę pójdzie grać w golfa ze swoimi bogatymi znajomymi, niż jak ktoś rozmawiający na poważnie o remoncie kuchni.
Ale Ulysses był w tym momencie śmiertelnie poważny.
- Chyba, że wolisz inne kolory – dodał, gdy ich pies z głośnym chrupnięciem przełamał swoją ulubioną gałąź na pół. Zamrugał, z trudem odwracając wzrok od zadowolonego z siebie zwierzęcia. – Czy czujesz się bardzo przywiązany do kolekcji gipsowych królików?
Było jeszcze stosunkowo wcześnie. Na stole stała taca ze świeżymi croissantami i imbryk z tylko co zaparzoną herbatą. Ich pies był już po porannym spacerze z wciąż mokrymi łapami, które drażniły pedantyczny umysł Rookwooda.
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#2
08.03.2024, 16:15  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.03.2024, 01:42 przez Cathal Shafiq.)  
Dom Isabelli Gaunt (jak przywykł o nim myśleć Cathal nawet ponad siedemnaście lat po śmierci matki) Shafiq w ostatnich latach odwiedzał rzadko. Spędzał większość roku poza granicami Anglii, a gdy już tutaj przyjeżdżał, częściej zatrzymywał się w swoim niedużym mieszkaniu na Horyzontalnej, skąd bliżej było do Ministerstwa i siedziby rodu Shafiqów. W efekcie domostwo w Little Hangleton nie popadło w ruinę głównie dzięki Ulyssesowi, który mógł tu uciec przed swoją rodziną, a przy okazji dopilnował, by nic się nie rozpadło.
Jednocześnie jednak faktycznie, miejsce wymagało pewnych napraw i reorganizacji. Dom był stary, a Isabella Gaunt miała skłonności do zbierania wszystkiego, co wiązało się z jej wspaniałą rodziną. Pielęgnująca ją kobieta, spokrewniona z Quirellami, tylko trochę mniej szalona od niej, te zapędy popierała.
To nie tak, że nie zrobiono tutaj już niczego. Zanim lata temu Cathal dał zapasowe klucze Rookwoodowi, wywalił wszystkie rzeczy Isabelii z jej dawnej sypialni, dając znać Ulyssesowi, że może dostosować pomieszczenie do swoich potrzeb. Jeszcze wcześniej, tuż po ukończeniu Hogwartu, jako pierwsze wyniósł z salonu portrety przodków – wrzeszczały okropnie, a ich narzekania i oburzenie były prawdziwą muzyką dla uszu Cathala. Gdzieś w międzyczasie znikł sprany dywan, wywalony gdzieś pomiędzy powrotem z Peru a wyjazdem do Egiptu, z półek w salonie sukcesywnie znikały przez lata te co bardziej idiotyczne bibeloty, zastępowane pamiątkami z podróży, książkami i papirusami, a w kwietniu Cathal odmalował ściany swojej sypialni i wymienił w niej okno…
Kuchnia jednak gwałtownie domagała się remontu. A teraz, chociaż wciąż Cathal głównie przebywał w Walii, wpadał tutaj trochę częściej, Ulysses zaś (ku wielkiej satysfakcji Shafiqa) miał wreszcie dość domu Rookwoodów. Nie mogli dalej trzymać tutaj gipsowych królików.
– Zieleń zawsze jest w modzie – ocenił Cathal, przerywając pakowanie do szafki świeżo zakupionych puszek z herbatą, która już powoli się kończyła. Zmierzył kuchnię krytycznym spojrzeniem, jakby starał sobie wyobrazić, jak będzie wyglądała w takich kolorach. – Ale żadnego srebra, nie chcę się tu czuć jak w pokoju posiadłości Gauntów. I więcej bieli niż brązu, inaczej wyjdzie grobowiec – oświadczył, po czym zapakował ostatnią puszkę na półkę.
Cavall, najwyraźniej niezadowolony z tego, że patyk pękł podszedł i trącił nogę Shafiqa, domagając się pieszczot. Ten pochylił się i poklepał go po łbie, a następnie wyciągnął różdżkę, by pozbyć się śladów po błocie.
– Kiedyś rozważałem urządzenie sobie z Nell zawodów, które z nas ciśnie nimi mocniej o furtkę, ale miałbym nieuczciwą przewagę. Wiesz, że Isabella miała też taką kolekcję z wężami w salonie? Gdyby chociaż były ładne. Albo odpowiednio stare – westchnął Shafiq i pokręcił głową. Jeśli któryś z królików miałby więcej niż tak dwieście lat, zapewne byłby do nich całkiem przywiązany, a gdyby przekroczyły wiekowo pięć wieków, byłby do nich przywiązany ogromnie. Najstarszy okaz w kolekcji mógł jednak liczyć sobie najwyżej pięć dekad, a to oznaczało, że Cathal był nimi zupełnie niezainteresowany.
Cień Swojego Ojca
Prawdziwa nienawiść to dar, którego człowiek uczy się latami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrząc na niego z daleka widzisz schludnego, nienagannie ubranego mężczyznę. Mierzy około 180 cm wzrostu. Jest szczupły. Nieszczególnie umięśniony. Ma ciemne włosy i jasne, niebieskie oczy. Z bliska okazuje się, że natura obdarzyła go wydatnym nosem i często zaciska usta w cienką linię. Rzadko się uśmiecha. Nie żartuje. Jest spięty. Ma pedantyczne ruchy. Aż do bólu opanowany i kontrolujący.

Ulysses Rookwood
#3
09.03.2024, 17:31  ✶  
Ulysses przekrzywił głowę na bok. Zmrużył oczy, zastanawiając się, jak będzie wyglądała kuchnia, gdyby zamiast – jak sobie to zdążył wyobrazić, brązowych mebli, zastąpić je zielonymi. Nie, chyba jednak wolał by meble pozostały brązowe. Dużo jaśniejsze niż teraz, ale wciąż brązowe. I może trochę mniej ozdobne. Im więcej tkwiło na nich ozdób, tym więcej nieścisłości i nierówności między nimi młody Rookwood wychwytywał i później rozpamiętywał w głowie. Urastały do rangi ogromnego problemu, tak dużego, że niemal dostawał przez to migreny. Meble stanowczo musiały być proste. Bez udziwnień.
- Myślałem, żeby wywalić całą mozaikę ze ścian – zaczął powoli, znowu skupiając uwagę na tych fragmentach porcelanowych płytek, które z lubością uszkodził ich energiczny pies. – Ściany można by było wtedy odmalować na biało. Zielony zostawić tylko ten pasek, który teraz zdobi mozaika.
Pozostawała podłoga. W oczach Ulyssesa, gwałtownie wymagała napraw. Leżące na niej płytki musiały zniknąć, bo jako pierwsze padły ofiarami roznoszonego energią Cavalla. Może powinna być drewniana? Albo wyłożona jakimś bardziej trwałym materiałem niż teraz. Potem, na pewno, zabezpieczona magią przed uszkodzeniami.
- Uparłem się na zielony, bo wydawało mi się, że lubisz ten kolor – przyznał, zerkając na twarz Cathala. – Myślałem o brązowych meblach, białych ścianach i zielonych dodatkach. – W głowie Rookwooda to było takie proste: trzy kolory, żadnych dodatkowych rozpraszaczy jego uwagi. – Ale jeśli wolałbyś inną kolorystykę to powiedz.
Ulysses odstawił filiżankę z herbatą na spodeczek. Tak naprawdę, czuł się bardzo dziwnie w domu Shafiqa. Z jednej strony, miał tutaj ulubioną ciszę i spokój. Z drugiej, tkwiło w nim przekonanie, że był zdrajcą, że zostawił ojca samego w wielkim domu (i na nic zdawały się całkiem logiczne fakty, że przecież razem z Chesterem pozostał Augustus, Imogen, trójka ich dzieci). Z trzeciej, było coś obezwładniającego w świadomości, że teraz odpowiadał sam za swój los i nie musiał nikomu wyjaśniać ani powodu swojego wyjścia z domu, ani godziny powrotu. Z czwartej… był jednak w domu Cathala i chociaż Cathal nigdy, w najmniejszym stopniu nawet, nie zasugerował mu, że jest tutaj tylko gościem, to ciągle czuł się tylko gościem. I remont mógł to zmienić.
Jego usta zadrgały, jakby z trudem powstrzymywał się przed uśmiechnięciem.
- Możemy je oddać twoim wężom w ruinach ogrodu Gauntów – zauważył i znowu głos mu trochę zadrżał, jakby naprawdę był rozbawiony. – Węże przecież zjadają króliki. – Tych gipsowych raczej nie zjedzą, ale mogłyby się owinąć dookoła i dusić je na tyle mocno, aż wreszcie popękałyby.
Ulysses trochę unikał trochę mówienia o matce Cathala. I nie dlatego, żeby kobieta, za swojego życia, zrobiła mu jakąś krzywdę – bo nie zrobiła żadnej. Unikał, bo wiedział jak skończyła i jakoś odruchowo próbował odsunąć widmo jej śmierci od jedynego człowieka, z którym był naprawdę blisko.
- Wolałbyś pierścionek z oczkiem czy bez? – zapytał niespodziewanie.
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#4
09.03.2024, 18:47  ✶  
Było to bardzo typowe dla Ulyssesa: składać jakieś propozycje i przedstawiać pomysły, ale potem szybko dodawać obronnie „ale tylko jeżeli zechcesz” albo „jeżeli nie masz innego pomysłu”, jakby się bał, że zaraz dostanie po uszach, albo gorzej – że wyjdzie na kretyna, który proponuje coś, co zdaniem drugiej osoby nie ma żadnego sensu. Cathal zaobserwował to lata temu, ale ponieważ był całkiem niezłym przyjacielem, po prostu zwykle rozważał jego pomysły i dzielił się opinią. Ponieważ nie był najbardziej empatycznym i sympatycznym człowiekiem pod słońcem – nie zrobił jednak też wiele, by spróbować coś z tym zrobić.
– Mozaika wygląda dobrze tylko w kościele i zamku – zgodził się Cathal, a potem utkwił spojrzenie w zasłonce w złote węże. Pies wciąż trącał jego nogę, niezadowolony z tego, że pieszczota została przerwana. – Nie jestem pewien, dlaczego dotąd nie wywaliłem tego paskudztwa – stwierdził z pewnym zastanowieniem.
Chociaż może wynikało to z faktu, że zasadniczo też nie traktował tego miejsca jako prawdziwego domu. Nigdy. Wprowadzili się tu z matką, do domu niegdyś zamieszkanego przez jej ojca, kiedy miał kilkanaście lat, i większość roku spędzał już w Hogwarcie. A zaraz po szkole odszedł bez żalu, nie oglądając się za siebie.
Mimo to zawsze wracał.
I nie potrafił powiedzieć, dlaczego.
– Szafki, stół, krzesła. Mniejsza ilość krzeseł, nie mam cholernego pojęcia, dlaczego matka postawiła ich tutaj aż dziewięć. Może przy okazji wymienimy piec – dodał, spoglądając na piec z pewnym namysłem. Wyjątkowo nieozdobiono go żadnymi wężami, ale był już cholernie stary i w kupie trzymała go właściwie magia, a skoro obaj bywali tutaj trochę częściej, to i częściej przyjdzie im coś ugotować. A potem jego wzrok przesunął się w stronę gipsowych królików.
Niektóre były paskudne, inne nie. Żaden nie był tu potrzebny – ani Ulyssesowi, ani Cathalowi. Nie pasowały nawet szczególnie do wystroju, nie były jakąś rodzinną pamiątką, jedną z wielu, jakie kolekcjonowała matka i Shafiq podejrzewał, że mogły tu po prostu stać przyniesiono kiedyś przez kogoś, a Isabella uznała je za część dziedzictwa, skoro kupiła je jej matka czy babka i za żadne skarby nie chciała wyrzucić, chociaż były tak mało eleganckie, mało gauntowskie…
– Wiesz co? Mam lepszy pomysł – zdecydował nagle. – Węże jeszcze się pokaleczą, ale rozstawimy je w posiadłości Gauntów. Będą doskonale się prezentować.
W tych wszystkich wspaniałych, pustych, niszczejących powoli salach. Niech inni potomkowie przeklętego Slytherina patrzą na nie i mrugają ze zdumieniem, zastanawiając się, kto u diabła postawił gipsowego królika na środku biblioteki czy w oranżerii. Ciekawe, co powiedziałaby na to mała Sarah Macmillan, tak oddana pielęgnacji rodowego domostwa? Pochłonięty tym wyobrażeniem Cathal dopiero po chwili zareagował na pytanie Ulyssesa.
– Hm? – mruknął, przenosząc na niego wzrok, w pierwszej chwili nie rozumiejąc, o co mu chodzi. Dopiero po paru kolejnych sekundach coś kliknęło i umysł Shafiqa „zaskoczył”, i skojarzył pytanie z krążącymi od niedawna plotkami. – A, z oczkiem. Zielonym oczywiście.
Cień Swojego Ojca
Prawdziwa nienawiść to dar, którego człowiek uczy się latami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrząc na niego z daleka widzisz schludnego, nienagannie ubranego mężczyznę. Mierzy około 180 cm wzrostu. Jest szczupły. Nieszczególnie umięśniony. Ma ciemne włosy i jasne, niebieskie oczy. Z bliska okazuje się, że natura obdarzyła go wydatnym nosem i często zaciska usta w cienką linię. Rzadko się uśmiecha. Nie żartuje. Jest spięty. Ma pedantyczne ruchy. Aż do bólu opanowany i kontrolujący.

Ulysses Rookwood
#5
10.03.2024, 00:39  ✶  
Więc postanowione. Mozaika wylatywała z kuchni. Ulysses dalej tylko nie był pewien, czy na jej miejscu powinien pojawić się pasek zielonej farby, czysta biel, czy też może boazeria.
- Zasłania widok na rozwalającą się stodołę. Tam na horyzoncie – odpowiedział Cathalowi, teraz również zawieszając wzrok na zasłonce w złote węże. Bywały takie dni, gdy Rookwood poważnie rozważał pójście do właściciela gospodarstwa, zahipnotyzowanie go a potem zmuszenie albo do rozbiórki, albo do gruntownego remontu budynku. – Wyrzucimy ją po remoncie.
Chociaż Ulysses rzeczywiście często zachowywał się tak, jakby między wierszami przepraszał za swoje pojawienie się, w przypadku domu Cathala chodziło tylko i wyłącznie o to, że był to… no cóż, dom Cathala. Shafiq nigdy nie powiedział mu, że jest w nim gościem, ba – pozwolił mu na zmiany, na które w rodzinnej rezydencji nigdy nie zezwoliłby jego własny ojciec, ale wciąż w umyśle młodego Rookwooda to Cathal miał podejmować ostateczną decyzję w sprawach tak kluczowych jak kolory ścian, rodzaj podłogi czy typ mebli.
Znowu sięgnął po filiżankę z herbatą. Zapatrzył się na stół i na liczbę krzeseł przy nim. Nie dostrzegał tu żadnej wielkiej prawidłowości numerologicznej. Odruchowo założył także, że nadmiar krzeseł był kolejnym przejawem zbieractwa, które rozkwitło w umyśle matki przyjaciela.
- Ty, ja, Leta, Nell – zaczął wyliczać. Danielle, dodał w myślach, ale tylko w myślach. Nawet jeśli Danielle pojawi się w tym domu, raczej nie będzie w nim wtedy Cathala. A jeśli będzie Cathal to raczej nie będzie albo Lety, albo Nell. Nadal wystarczą cztery krzesła. – Zastanawiam się ile osób maksymalnie usiądzie przy nowym stole – wyjaśnił, skąd wcześniejsza wyliczanka. – Chyba, że kogoś pomijam. Ginewra albo Sebastian? Wtedy sześć.
Jakoś tak odruchowo Ulysses bardziej liczył za rodzinę Cathala członków grupy archeologicznej niż kogoś spokrewnionego z nim krwią. A przecież Shafiqów trochę było w czarodziejskim świecie.
- Właściwie to możemy w ogóle go usunąć. Zyskamy dodatkowe miejsce. No i zamiast pieca, można by kupić kuchenkę. – Znowu zerknął na twarz przyjaciela, jakby szukając w nim jakiejś reakcji, która pokazałaby mu, czy zmierza dobrym tropem. – Można by było ustawić tam miski dla naszego psa i leżankę. – A wtedy, być może, Cavall nie zniszczy kolejnego dywanu, który Ulysses kupi.
Dopił herbatę, zastanawiając się nad tym, czy czasem się nadto nie rozpędzał. Chwilami miał wrażenie, że czegokolwiek nie kupił dla ich psa, ten i tak wolał zajmować się przedmiotami, które należały do nich. Nawet z tym kocem ostatnio… kupił mu przecież specjalny kocyk, ale Cavall i tak wyciągnął skądś znoszoną kurtkę Shafiqa i to na niej próbował się wylegiwać. Ulysses mało nie dostał apopleksji, gdy to zobaczył.
- Dobrze – zgodził się co do królików. Oczyma wyobraźni widział to może trochę inaczej niż przyjaciel, bo wyobraził sobie całe sceny: gipsowe króliki czekające na koncert obok rozwalonego pianina, gipsowy królik z monoklem w zniszczonej bibliotece Gauntów, gipsowy królik w kuchni doglądający przerdzewiałej patelni, etc. Ciekawiło go, jakby zareagowali ci, którzy mieli prawo bywać w tym miejscu. – A wolałbyś, by był złoty? Z białego złota? Srebrny? – dopytał niewinnie.
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#6
11.03.2024, 19:15  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.03.2024, 19:15 przez Cathal Shafiq.)  
Kącik ust Cathala drgnąl lekko, ale jedynie skinął głową, przyjmując do wiadomości, że zasłonka jest bardziej znośna niż widok rozwalającej się stodoły. Sam tę zauważył, zapamiętał, i traktował jako nieistotny element krajobrazu, ale Ulysses zawsze zwracała większą uwagę na szczegóły.
- Wątpię, by wszyscy mieli przyjść tu na raz, a jeżeli nawet, mamy jeszcze salon. Sądzę, że cztery, maksymalnie pięć by wystarczyło - ocenił, bo rzadko kogoś tutaj zapraszał, i raczej ani on, ani Rookwood nie należeli do osób, które miałyby ochotę urządzać huczne imprezy czy sprowadzać do domu wielu gości na raz. Shafiq takie rzeczy tolerował dużo lepiej niż Ulysses, ale momentami brakowało mu cierpliwości, poza tym chociaż nie ukrywał krwi Gauntow bardzo pilnie, to i nie przechwalał się tym dziedzictwem na prawo i lewo. O tym domu zresztą spośród znajomych Cathala poza Ulyssesem wiedzieli tylko Nell i Leta, jeżeli miał coś do omówienia z innymi, to spotykali się w Londynie. Istniała jednak większa szansa, że zaprosi tu właśnie członków ekipy niż swoich krewnych - z Shafiqami utrzymywał bardzo luźne kontakty, a z potomkami Gauntów: żadne.
- Sądzisz, że da się tu podłączyć gaz? - zastanowił się, spoglądając krytycznie w stronę pieca. Nie że miał coś przeciwko mugolskiej kuchence gazowej, a i w domu nie używano takiej masy magii, by ta mogła przestać działać, ale nie miał pojęcia, jak wygląda sprawa tych wszystkich mugolskich środków... matka na pewno z nich nie korzystała. A może nie trzeba było całego systemu, tylko jakichś śmiesznych, regularnie wymienianych butli? Shafiq zawiesił się na moment na tym jakże skomplikowanym zagadnieniu, bo mógł walczyć z odszyfrowaniem starożytnych run w egipskim grobowcu albo próbować zamordować kogoś na pustyni, ale kwestie związane z mugolskim gazem stanowiły dla niego... no, nie czarną magię, bo tę zdarzało mu się ruszać, ale magię obcą. Chociaż biorąc pod uwagę, że w Little Hangleton tylu było mugoli, pewnie skądś kupowali gaz...? - Ten nasz drań i tak będzie leżał na kanapie w salonie, ale można spróbować - powiedział Shafiq, spoglądając na psa, który usiadł na podłodze i zamiatał te podniszczone płytki ogonem. - Za każdym razem, gdy wchodzę do domu, to z niej zeskakuje na przywitanie.
Ich wizja królików w posiadłości Gauntów zasadniczo wcale się nie różniła tak bardzo. Cathal mniej więcej tak to sobie wyobrażał. Królik patrząc na wchodzących z ramy obrazu przy wejściu, królik usadowiony na zabytkowym zegarze, który dawno przestał odmierzać godziny... Było w tym coś przekornego, co bawiło Cathala, a przy okazji pozbędą się tych paskudztw z domu.
- Nie jestem pewien, jakoś nigdy nie pomyślałem, żeby nosić biżuterię. Czy ja też powinienem kupić ci pierścionek? - parsknął z rozbawieniem i opadł na jedno z tych dziewięciu krzeseł, zagracających kuchnię, by przyjrzeć się pomieszczeniu. - Może jednak jasne meble, jedna ściana brązowa i szare dodatki? - zastanowił się. - Cholera, nie mam za bardzo wyobraźni, jeśli chodzi o takie rzeczy. Trzeba będzie zatrudnić któregoś z Fletcherów, żeby ogarnął podłogę i ten piec, inaczej zajmie nam to rok.
Cień Swojego Ojca
Prawdziwa nienawiść to dar, którego człowiek uczy się latami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrząc na niego z daleka widzisz schludnego, nienagannie ubranego mężczyznę. Mierzy około 180 cm wzrostu. Jest szczupły. Nieszczególnie umięśniony. Ma ciemne włosy i jasne, niebieskie oczy. Z bliska okazuje się, że natura obdarzyła go wydatnym nosem i często zaciska usta w cienką linię. Rzadko się uśmiecha. Nie żartuje. Jest spięty. Ma pedantyczne ruchy. Aż do bólu opanowany i kontrolujący.

Ulysses Rookwood
#7
14.03.2024, 01:29  ✶  
Ulysses spojrzał krytycznie na stół. A więc cztery albo pięć. Wolałby cztery. Było liczbą parzystą. Łatwiej będzie ustawić idealnie równo cztery krzesła. Piąte zawsze by bezsensu odstawało. Burzyło asymetrię. Takie pozbawione pary. Niby pasujące do kompletu a jednak wybrakowane. Młody Rookwood sam często czuł się w taki sposób.
- Myślę, że są prostsze sposoby niż przeciąganie tu całej instalacji gazowej – odpowiedział, ale właściwie nie pociągnął dalej tego tematu. Jako pracownik Departamentu Magicznych Wypadków i Katastrof naoglądał się trochę mugolskich mieszkań i domków. Mimowolnie zdobył też całkiem sporo teoretycznej wiedzy o tym, jak to wszystko powinno funkcjonować bez dodatku magii. Oczywiście nie była to wiedza, która pozwoliłaby mu samodzielnie przeprowadzić cały remont bądź wykonać odpowiednie instalacje, ale dawała mu jakieś podstawy na temat tego, jak to właściwie powinno działać.
Ulysses zmarszczył brwi, myśląc o rosnących kosztach remontu kuchni. Wywalenie pieca. Wymiana mebli. Kupno nowych artykułów gospodarstwa domowego (przecież nie zostawią starej lodówki, po wyrzuceniu całej reszty). Nowa podłoga. Zerwanie płytek i odmalowanie ścian. Dobrze, że chociaż z hydrauliką i elektrycznością nie było tutaj problemów.
Sięgnął ręką by poluzować krawat i w połowie ruchu uświadomił sobie, że przecież nie miał na sobie białej koszuli i krawatu a koszulkę polo.
- Postaram się zapłacić za większość – zaczął dość ostrożnie. Tak, miał świadomość, że to ciągle był dom Cathala, a on tutaj mógł mieszkać tak długo, jak długo tylko będzie miał ochotę, ale… ale chciał się jakoś odwdzięczyć. Gdyby był bogaty, od razu wyłożyłby całość na stół (inna sprawa, że gdyby był bogaty, nie miałby pretekstu by w ogóle tu przebywać, tylko kupiłby sobie własne dom lub mieszkanie).
Przeniósł na ich psa twarde spojrzenie. Ulysses chciałby powiedzieć, że darzył zwierzę jakąś głębszą sympatią, ale to nie była do końca prawda. Przygarnął go tylko przez wzgląd na Danielle. A teraz, tutaj, miał wrażenie, że więcej uwagi poświęcał Cavallowi Cathal niż on sam. On po prostu pamiętał o kupnie karmy, o wyprowadzeniu ich psa na dwór, o wymianie kuwety i kupieniu mu gryzaków. Dużo trudniej przychodziło mu z głaskaniem lub inną formą dotyku.
- A ja się zastanawiałem czemu nie mogę doczyścić kanapy z psiej sierści – wymruczał pod nosem, odstawiając pustą filiżankę po herbacie idealnie na środek spodeczka. Zignorował pytanie o pierścionek, nie za bardzo wiedząc czemu Shafiq próbował żartować z tak poważnego tematu. – Złoto jest klasyczne, ale może sprawiać złe wrażenie – wyjaśnił. Jakby Cathal miał żonę albo, ha tfu, męża. – Srebro nie starzeje się zbyt dobrze. Białe złoto? – podsunął. Z daleka mogło udawać srebro, ale było i droższe, i lepiej opierało się wpływowi czasu.
Wykrzywił wargi, głęboko pochłonięty zastanawianiem się nad rodzajem kruszcu. Shafiq był archeologiem, w dawnym Egipcie królowało żółte złoto. Mógł być tradycjonalistą. W myślach zanotował opis przyszłej kuchni podany mu przez Cathala. Brązowa ściana. Jasne meble. Szare dodatki. Kiwnął głową, znowu spoglądając na gipsowe króliki.
- Możemy je zanieść do rezydencji Gauntów nawet teraz – zaproponował.
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#8
14.03.2024, 20:35  ✶  
– Pewnie wiesz o tym więcej niż ja. Cokolwiek, byleby dało się zrobić kawę – stwierdził Cathal, którego wiedza o mugolach była spora, ale tylko w bardzo określonych sprawach. Z konieczności obcował z nimi sporo w Egipcie, znał nieźle ich historię, obyczajowość w krajach, które odwiedzał – bo nie poruszał się tam tylko po czarodziejskich ulicach. Ale sprawy związane z gazem albo kuchenką gazową już trochę go przerastały i wolał pozostawić je Ulyssesowi.
– Podzielimy się po połowie – oświadczył Shafiq, który właściwie nie miałby problemów z zapłaceniem za całość, bo nie był może obrzydliwie bogaty, ale już zamożny owszem. Poza tym pieniądze niewiele dla niego znaczyły poza tym, że umożliwiały prowadzenie badań: a wykopaliska w Walii finansowali Shafiqowie, w dodatku te z Egiptu okazały się całkiem sporym sukcesem. Nie oponował jednak wobec wkładu Rookwooda, bo może ten poczuje się tu wtedy bardziej u siebie – a de facto to Ulysses spędzał tu już od wielu lat więcej czasu niż Cathal i tak raczej miało pozostać. Sam Shafiq za wiele podróżował, i zbyt ambiwalentne żywił odczucia wobec całego Little Hangleton, aby faktycznie to miejsce mogło w każdym aspekcie stać się dla niego domem.
A jednocześnie nie umiał ot tak go porzucić albo sprzedać w obce ręce.
– Obawiam się, że każdy pies pakuje się na kanapę, jeśli się go nie tłucze i nie trzyma na łańcuchu – stwierdził Cathal, pochylając się, by poklepać Cavalla po łbie. Mogło brzmieć to okrutnie, ale taki był już świat, że tego typu rzeczy się działy. Nie znaczyło to, że Shafiq planował postępować w podobny sposób – nie, nie był dobrym człowiekiem, ale nie był też psychopatą, znajdującym radość w dręczeniu zwierząt. – Białe złoto jest twardsze od żółtego, więc i trwalsze. Coś mi umyka? – spytał, a potem uniósł nieco roztargnione spojrzenie (bo zastanawiał się przez moment, o co Ulyssesowi chodzi, że aż tak poważnie traktuje sprawę tych kruszców, może to jednak nie chodziło o te plotki? Może postanowił oświadczyć się tej kobiecie z Lithy? Może to dla niej chciał wyremontować tę kuchnię? Wiele o ich przyjaźni mówiło, że Cathal by na to okiem nie mrugnął, a wcale wobec większości ludzi nie był jakoś bardzo tolerancyjny…) na jednego z gipsowych królików. Tego absurdalnie kolorowego i paskudnego.
– To świetny pomysł – zdecydował, bo kiedy decyzja w jakiejś sprawie już zapadła, i nie trzeba było niczego starannie planować, Cathal zwykle działał szybko. – Tutaj pod zlewem powinno być jakieś pudło… – mruknął, przykucając, by przegrzebać szafki w poszukiwaniu pojemnika, do którego mogliby wrzucić te paskudztwa.
Cień Swojego Ojca
Prawdziwa nienawiść to dar, którego człowiek uczy się latami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrząc na niego z daleka widzisz schludnego, nienagannie ubranego mężczyznę. Mierzy około 180 cm wzrostu. Jest szczupły. Nieszczególnie umięśniony. Ma ciemne włosy i jasne, niebieskie oczy. Z bliska okazuje się, że natura obdarzyła go wydatnym nosem i często zaciska usta w cienką linię. Rzadko się uśmiecha. Nie żartuje. Jest spięty. Ma pedantyczne ruchy. Aż do bólu opanowany i kontrolujący.

Ulysses Rookwood
#9
19.03.2024, 02:26  ✶  
Ramiona Ulyssesa opadły a cała jego sylwetka rozluźniła się trochę. Podniósł pustą filiżankę i zaniósł ją do zlewu. Myjąc, myślał o uldze, którą poczuł na wieść o tym, że Cathal nie zamierzał oponować przeciwko pokryciu przez niego części kosztów. Wytarł pedantycznie czystą ściereczką umytą porcelanę i odłożył ją na suszarkę.
- Próbujesz mi powiedzieć, że musimy nawyknąć do psiej sierści?
Zerknął na zadowolonego z siebie Cavalla. Być może Rookwood nie był najlepszym opiekunem, a sam z siebie z pewnością nie adoptowałby czworonoga, ale nie zamierzał go także wyganiać do budy lub trzymać na łańcuchu. Pewnych rzeczy, po prostu, nie wypadało robić. Tak, może sierść na kanapie przestałaby go doprowadzać do szewskiej pasji, ale jednocześnie czułby, że jego zachowania nie pochwaliłby ani Cathal, ani Danielle, ani nawet ten śliniący się, szczekający, energiczny, radosny potwór, którego adoptował.
I znowu pominął pytanie o to, co umykało Shafiqowi. Tak naprawdę nie bardzo wiedział, jak powinien mu na nie odpowiedzieć. Bo nie chodziło tylko o to, że planował kupienie mu pierścionka. Właściwie to forma pierścionka wynikała tylko z wygody. Chodziło o całokształt, o coś, czego jeszcze nie potrafił sam określić i nie wiedział nawet, czy będzie potrafił właściwie opisać to, o czym myślał.
Kucnął przy szafce od zlewu i otworzył ją. Wyciągnął stamtąd pusty karton po mokrej karmie Cavalla. I proszę, okazywało się nagle, że nawet roznoszący po całym domu błoto i sierść pies mógł się na coś przydać.
- Hm, zobacz, ten mógłby stanąć niedaleko drzwi wejściowych. Wygląda na takiego, który byłby całkiem dobrym odźwiernym – powiedział cicho, podnosząc jednego z gipsowych królików i pokazując go najlepszemu przyjacielowi. Odłożył nędznej jakości figurkę ostrożnie do tekturowego pudła. – A ten wygląda na melomana. To na pewno miłośnik sonaty księżycowej – wyjaśnił, wkładając kolejnego królika do kartonu.
I gdyby tylko bardziej modulował swój głos, gdyby się przy tym uśmiechał lub jakimś szerszym gestem wykazywał, że żartował to jego słowa można by było odebrać za żart. Ale brzmiał, po prostu, jak Ulysses Rookwood...
Mechanicznie wkładał kolejne figurki do kartonu.
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#10
19.03.2024, 14:50  ✶  
- Albo dużo lepiej opanować rzucanie ochronnych zaklęć na kanapę - przytaknął Cathal. On z błotem i psią sierścią miał mniejszy problem niż Ulysses, bo podczas podróży nawykł do naprawdę różnych warunków. Może drażniłyby go bardziej, gdyby nie był czarodziejem, ale wymiecenie sierści czy błota za okno za pomocą paru czarów nie stanowiło wielkiego problemu i nie zmuszało go do chwytania za ścierę (pod kątem takich rzeczy Shafiq potrafił być bardzo leniwy.) - Ewentualnie można spróbować poszukać mu domu, ale wątpię, żeby czarodzieje chcieli niemagicznego psa, a nie znam zbyt wielu mugoli - dodał, spoglądając na Cavalla. Ten, z dużym wyczuciem chwili, podsunął Shafiqowi łeb do głaskania.
Cathal byłby skłonny przekazać zwierzaka w dobre ręce. Był człowiekiem, który nie zapuszczał głębokich kojarzeni, przywiązany był zaledwie do paru osób, a i z nimi nie musiał mieć ciągłych kontaktów. Lubił tego psa, zaczął się już do niego po tych dwóch miesiącach przyzwyczajać, ale też nie był to moment, w którym w wypadku jego oddania czułby duży brak, gdyby Ulysses uznał, że zwierzak w domu jest jednak trudny do wytrzymania.
- Chociaż mi tu nie przeszkadza. Polubiłem go - dorzucił jeszcze na wypadek, gdyby Rookwood uznał, że właściwie to Cathal chce się pozbyć Cavalla i jest problemem fakt, że ten został tutaj sprawdzony, a w ogóle to najlepiej byłoby od razu ruszyć na poszukiwanie nowych właścicieli.
Poklepał Cavalla po łbie, a potem też zabrał się za ściąganie z półek gipsowych królików. Tego z książką w ręku ("Będzie idealny do biblioteki"), tego paskudnego, z różowo - zielonej ceramiki ("postawimy go w pokoju pana domu"), i w żółtej sukience ("idealny do pokoju z rodowymi portretami") i tego białego w ciemnym kaftanie ("raz taki mi się śnił"). Wszystkie trafiały do pudła, a potem miały pojawić się w rezydencji Gauntów...

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cathal Shafiq (2140), Ulysses Rookwood (2137)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa