Pokręciła przecząco głową, kiedy zapytał o to czy się przypadkiem nie zdążył czymś pobrudzić. Nie w tym był problem. A Penny nie miała powodu, żeby go okłamywać. Przynajmniej na ten moment. W zasadzie, to nie zdążył jej jeszcze niczym podpać. Tak naprawdę podpaść.
- Oczywiście. - nie polemizowała. Nie wchodziła w dyskusje. Skoro twierdził, że potrafił znaleźć sobie zajęcie, to cóż. Jego sprawa. Niech tam sobie Malfoy żyje w tej swojej błogiej nieświadomości. Ona nie czuła potrzeby sprowadzania go na ziemie. Wiedziała swoje. Wystarczyło.
Nigdy dotąd nie widziała ślimaków. To akurat prawda. Albo inaczej. Ślimaków przygotowanych do zjedzenia. Bo przecież te normalne, które dla kogoś kto wychował się poza miastem nie mogły być niczym zaskakującym - te miała okazje spotkać w swoim życiu wielokrotnie. Niestety, ani trochę nie przypominały swoim wyglądem tego, co znajdywało się na talerzu. Aż się odrobinę zarumieniła, speszona taką pomyłką! Czy aby na pewno nikt poza Malfoyem tego nie usłyszał? Nie minęło dużo czasu, a zaczerwieniły się nawet i jej uszu. Ot, uroki tego typu urody, jakim Weasley się odznaczała.
- I wy naprawdę to jecie? - mimo tego speszenia, tego lekkiego zawstydzenia, musiała zapytać. Z jednej strony o jadalnych ślimakach słyszała, ale z drugiej... nie była pewna czy sama dałaby się na coś takiego namówić. Brzmiało trochę przerażająco? Tak odrobinę. Przynajmniej odrobinę.
Im dziwniej się zachowywał, tym bardziej się martwiła. Byli przecież tutaj razem. Co jeśli blondyn zaraz zaniemoże? Co jeśli będzie czuł się tak źle, że koniecznością okaże się pilny powrót do domu? Nie chciała zostawać na tym przyjęciu sama! Zresztą... czy coś takiego w ogóle wchodziło w grę?
- Sypiesz komplementami jak z rękawa. Uważaj, bo jeszcze pomyślę, że mnie lubisz. A może nawet trochę bardziej niż lubisz. - przy tych słowach przewróciła oczyma. Cały Regina! Ona się tu o niego prawdziwie troszczy, przejmuje jego stanem, a ten dupek nic, tylko się odgryza. I licz tu na takiego. Pewnie nawet powiedziałaby mu teraz coś więcej na temat tego, co myśli o takim zachowaniu, ale wtedy gestem wskazał jej dziennikarkę. Panna Larson była sama! Czy to był ten moment, na który czekała? Liczyła? Nawet jeśli nie, to nie zamierzała rezygnować. Była podekscytowana niczym mała dziewczynka. - Chodźmy, szybko! - dala mu znać, odkładając talerz na stół. Co za różnica? Zje czy nie zje? Nie po to tutaj przyszła. Pojawiła się tu tylko i wyłącznie po to, żeby porozmawiać z tą kobietą.
I może, ale tylko trochę, również po to, aby trochę poirytować Reginę. To zawsze było przyjemne. Stanowiło dobrą zabawę.