Rozliczono - Florence Bulstrode - osiągnięcie "Piszę, więc jestem".
Florence Bulstrode miała naprawdę bardzo dobrą pamięć. I była naprawdę bardzo, bardzo uparta. W związku z tym zwykłe sprawdzanie zapasów oddziału, miało dalsze konsekwencje. Od tego, że Florence została w pracy trzy godziny dłużej, aby posprzątać magazyn i sprawdzić, kto składał jakie zamówienia, przez to, że dwóch uzdrowicieli otrzymało od niej uprzejme, ale zjadliwe notatki na temat niewpisywania zużytych mikstur do rejestrów, po wizytę u Astorii Trelawney, aby sprawdzić historię podejrzanego eliksiru.
To jednak nie był koniec.
Jeszcze nie.
Florence przeszła między stołami, jeszcze raz sprawdzając pióra, zaczarowane tak, by utrudniały ściąganie. Poprawiła szatę uzdrowicielki, strzepnęła nieistniejący pyłek z rękawa i z przyzwyczajenia sprawdziła, czy jej kasztanowe włosy wyglądają dokładnie tak, jak powinny: związane w bardzo ciasnego koka.
- Zapraszam! – zawołała, otwierając drzwi sali dla żaków akademii Munga. – Mam nadzieję, że wszyscy dobrze się wyspaliście, bo dzisiaj na początek zajęć drobna niespodzianka.
W teorii mieli dzisiaj rozmawiać o efektach nieudanej transmutacji i sposobach na ich anulowanie, gdy zwykłe „finite” nie wystarcza – za pomocą magii oraz eliksirów. W praktyce Florence miała zamiar uczknąć piętnaście minut z czasu wykładowego na coś, co było równie ważne, przynajmniej w jej opinii, jak usuwanie skutków źle rzuconych czarów.
Nigdy więcej „brónatnicy” na liście składników mikstur.
Stała przy wejściu, obserwując, jak kolejne osoby wchodzą do sali i odhaczając je na liście. Florence należała do tego strasznego rodzaju wykładowców i uzdrowicieli, który wymagał obecności na wykładach i zajęciach praktycznych. A chociaż absencję mogła tolerować, każda wymagała wyjaśnienia i bardzo dobrego powodu - w rodzaju "dopadła mnie smocza ospa". Co więcej nie lubiła spóźnień i listę sprawdzała od razu, już w progu. Jasne oczy uzdrowicielki przesuwały się po stażystach, a ręka szybko stawiała kolejne znaczki.
– Panie Lupin – zaczepiła jeszcze Camerona, gdy ten ją mijał, wskazując mu… na bukiet badyli, który leżał na jednym ze stolików. Wstążka, jaką go opleciono, wyglądała na drogą. Podobnie jak pojedyncze kwiatki, wchodzące w jego skład… Pojedyncze? – To przyszło do pana, omyłkowo trafiło na moje biurko. Tutaj jest karteczka. Wyjęłam z bukietu rośliny służące jako składniki do eliksirów i czekają w pokoju stażystów na posegregowanie. Idealnie się składa, bo kilka składników zaginęło ostatnio, kiedy niektórzy stażyści katalogowali eliksiry i zioła w magazynie..