• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[04.08.72. Potańcówka] Duchy, które wracają; Sebastian, Patrick, Neil

[04.08.72. Potańcówka] Duchy, które wracają; Sebastian, Patrick, Neil
Pan Egzorcysta
here lies the abyss,
the well of all souls

wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
kapłan kowenu | egzorcysta ministerstwa magii
ciemnobrązowe oczy; rozszczep tęczówki prawego oka (źrenica w kształcie dziurki od klucza); czarne włosy; przeciętny wzrost 173 cm; zimne dłonie; często ubrany cieplej niż sugeruje pogoda; okulary do czytania; srebrny łańcuszek z sygnetem na szyi (w oczku znajduje się zasuszony kwiat z rodzinnego ogrodu); niespieszny chód; cichy, nieco niewyraźny głos

Sebastian Macmillan
#21
19.03.2024, 01:20  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.03.2024, 01:21 przez Sebastian Macmillan.)  
Zamrugał parokrotnie, gdy Steward nie tylko się z nim nie zgodził, ale jeszcze zaczął wygłaszać dosyć rozbudowaną krytykę na temat jego światopoglądu. Z każdym kolejnym zdaniem, pochylał się coraz bardziej ku niemu, garbiąc się przy tym minimalnie. Nie do końca rozumiał, skąd wysnuł takie wnioski. Czyżby Patrick wlał w siebie jednak więcej niż te trzy drinki, a może to Sebastian gdzieś na trasie stodoła - ławka zatracił umiejętność poprawnego wypowiadania się? A może był to sprzeciw dla samego sprzeciwu, aby podtrzymać rozmowę, której temat najwyraźniej był dla mężczyzny ważny?

— Chyba zostałem źle zrozumiany — rzucił w przestrzeń miałkim głosem, a jego policzki się zaróżowiły.

Uniósł do ust szklaneczkę z alkoholem, jednak nie nabrał go do ust, zamiast tego pozwalając, aby szkło schłodziło jego wargi. Właśnie dlatego wolał się wypowiadać oszczędnie; im mniej gadał, tym trudniej było go łapać za słówka i wysnuwać niepotwierdzone wnioski. Poznał się jednak z Patrickiem nieco lepiej, więc i mówił więcej, a alkohol najwyraźniej tylko zachęcał go do tego, aby stawać się jeszcze bardziej otwartym. W tym przypadku zdecydowanie nie zadziałało to na jego korzyść.

— Miałem na myśli właśnie to, że na takie wydarzenia idzie się właśnie dla innych ludzi — tłumaczył powoli i cicho, podirytowany niejako tym, że musi przeprowadzać innych przez swój tok myślenia. Jakby poczucie inności nie towarzyszyło mu wystarczająco często. — Chodzi mi o to, że... Jeśli człowiek jest zapraszany na imprezę, na której wie, że będą ludzie, których lubi czy na których mu zależy, to większym priorytetem jest sam fakt spotkania z nimi niż to, że będą się bawić w konkretnym klubie do konkretnej muzyki. Bo chce spędzić z nimi czas, a warunki spotkania stają się drugorzędne.

Neil nie musiał lubić takich zbiegowisk, ale najwyraźniej czuł potrzebę czy chęć spotkania się z kimś, kto się w stodole obecnie bawił. Wyszedł ze swojej strefy komfortu dlatego, że zależało mu na tym, aby spędzić z kimś czas. Kapłan, który nie potrafi się wysłowić, pomyślał, obracając szklaneczkę z alkoholem tuż przy swoich ustach. Czysta komedia. Może faktycznie powinien rzucić tę robotę w Ministerstwie Magii i ponownie przywdziać szaty kowenu. Parę spotkań z kapłankami i ''braciszkami'', a na pewno szybko wypełniłby wszelkie luki w swej erudycji.

— Mhmm — wymamrotał na przeprosiny Patricka, chociaż te nawet nie były skierowane do niego.

Trochę ubodło go to, że jego słowa zostały tak brutalnie zinterpretowane. Zaczynał mieć też lekki mętlik w głowie, nie potrafiąc rozeznać się, czy faktycznie został na początku źle zrozumiany, czy po prostu Steward wychwycił między jego słowami coś, czego sam nie dostrzegał lub nie chciał dostrzec. Zamoczył usta w whiskey, jednak nie wziął zbyt dużego łyczka.

— Cóż, wolę mieć jednego Patricka, którego znam bardzo dobrze niż dwudziestu, których znam z widzenia — rzucił pod nosem, odwracając się zaraz w kierunku Neila. Niewiedza chłopaka wywołała uprzejmy uśmiech na jego twarzy. Tak, praca była zdecydowanie łatwiejszym tematem do rozmowy. — Wypędzam duchy z opętanych ludzi, zdarza się, że pozbywam się poltergeistów... Oczyszczam też przedmioty, w których zostały zamknięte dusze, które postanowiły nie odejść na drugą stronę. A kiedy trzeba, otwieram drzwi do zaświatów i odsyłam tam te duchy z nadzieją, że znajdą w końcu ukojenie.

Czy te kilka zdań mogło w pełni uświadomić Enferowi, z czym tak naprawdę Sebastian mierzył się na co dzień w pracy? Zapewne nie do końca, ale był to jakiś początek. Bo zacząć trzeba było od rzeczy lekkich, zwłaszcza jeśli chłopak nie był ekspertem w tej dziedzinie, a duchy kojarzył co najwyżej z murów Hogwartu.
Kolorowy ptak
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Neil Enfer
#22
20.03.2024, 10:19  ✶  
Czy te spotkanie były samoumartwieniem? Nie było dopóki nie przyszedł tu i nie zobaczył, Morpheusa z jakimś babiszczem. Wcześniej było tylko lekko niezręcznie, ale chciał rozmawiać z innymi, nawiązać znajomość, pośmiać się, nie z każdym, była osoba jakiej chciał unikać, ale w znacznej mierze był zainteresowany innymi. Jedna zwykła rzecz, którą rozumiał, ale nie umiał jej zaakceptować, popsuła mu wieczór. Odmawiał współpracy.
Morpheus zaprosił go bo był egoistą? Bardzo możliwe. Wiedział jaki ma stosunek do takich spotkań, wiedział, że nie lubi tłumów obcych osób, że nie jest dobry w nawiązywanie relacji, że alkohol i taniec nie leżą do końca w kręgu jego zainteresowań, a najwidoczniej uznał, że warto aby przyszedł, poznał się z innymi, doskonale wiedząc, że francuz za nic nie odmówi jego propozycji dającej możliwość spędzenia z nim chociaż chwili, której koniec końców i tak nie spędził, a podarowane mu ochłapy kontaktu i dotyku w tej chwili pozostawiały po sobie nie smak, bo nie rozumiał już co znaczyły. Nie chciał jednak wierzyć w złe intencje czarodzieja, bo ten może był zbyt podekscytowany zabawą, że zignorował całą wiedzę jaką miał o wilkołaku mówiącą, że zapraszanie go to zły pomysł. Ale czy sam też nie był egoistą? Przyszedł tu licząc, że będzie mieć Morpheusa na wyłączność, co było głupie, bo to grupowa zabawa. Jeden egoista, drugi naiwniak.
Jego rozmyślania malowały mu się na twarzy w sposób niezbyt wesoły. Odgonił te myśli i uśmiechnął się do aurora.
-Nic się ie stało, chciałeś dobrze.-intencje były pozytywne, wyszło jak wyszło, ale nie to się liczy, szczególnie, że nie przyniosło to upierdliwych skutków, a ciekawą debatę. Nie chciał podupadać na humorze, ale trudno było to zrobić.
Spojrzał na nich i na ich wymiany słownych czułości. Czemu sam nie dostał takiego zapewnienia? Może Morpheus był zbyt mało pijany, może za bardzo się bał. Gdyby nic ich nie łączyło, może mógłby mu takie rzeczy bo jak ludzie mają doszukać się podtekstu, skoro tego nie ma.
Praca mężczyzny była jednak dużo bezpieczniejszą opcją rozmowy na ten moment, a do tego ciekawą. Wypędzanie duchów, poltergeistów.
-Hmm. Duchy pewnie nie zawsze chcą iść na drugą stronę prawda? Co musi się stać, żeby duch został między nami?-może jakieś niedokończone sprawy? Nie to, że coś planował, ale nie chciał, żeby przypadkiem jego tata po śmierci został na ziemi po śmierci i tułał się bezcelowo.
Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#23
21.03.2024, 00:11  ✶  
Patrick spoglądał na Sebastiana uważnie. To nie tak, że chciał go urazić albo wprawić w konsternację. Nie próbował go również zmieszać, zawstydzić lub upokorzyć. Zmarszczył brwi, najpierw notując rumieńce, zmianę modulacji głosu, pochylenie, wreszcie nerwowy ruch szklanką, który – być może – miał pomóc egzorcyście zyskać parę sekund na wymyślenie jakiejś spójnej odpowiedzi.
Nie. Nie w tę stronę. Dość machinalnie, dotknął ramienia przyjaciela ręką i ścisnął je lekko, potarł. Ten gest raczej nie miał szans na to, by przywrócić Sebastianowi dobry humor, ale Patrick próbował, przynajmniej, okazać mu, że był po jego stronie. Pewnie mógłby się dalej kłócić o intencje, o to co między wersami albo na wierzchu, ale nie miał na to najmniejszej ochoty. Raz, bo zgadzał się z Sebastianem, że jego pytanie było nieuprzejme, dwa, bo jednak dyskutował akurat z Sebastianem. I już nie chodziło nawet o wypytanie go o opętańców, ale o całą sympatię, którą do niego czuł.
- Ej, uderzyłeś w sedno, nawet jeśli nie zgadzam się z tobą w detalach – sprostował łagodnie, ciągle ściskając jego ramię.
Patrick skupił spojrzenie na szklance z whisky, którą Macmillan trzymał w rękach. Przemknęło mu przez myśl, że gdyby go teraz przytulił, alkohol niechybnie wylądowałby na jego białej koszuli. A jednak jakaś część Stewarda szczerze chciała go przytulić i zapewnić, że wcale nie próbował wbijać mu noża w plecy i że nie zniknie, nawet jeśli Sebastian będzie miał inne zdanie w każdym temacie, który podejmą a w przypływie złości każe mu spierdalać. Westchnął, zdając sobie jak bardzo to było irracjonalne. Macmillan był dorosłym facetem, który potrafił świetnie poradzić sobie w życiu. I będzie sobie w stanie poradzić nawet wtedy, gdy…
Jeśli Brenna i Mavelle miały rację to zostało mu ile? Niepełne trzy miesiące? A więc będzie sobie w stanie świetnie poradzić nawet po Samhain. Cofnął rękę.
Posłał Neilowi przyjazny uśmiech, gdy ten przyjął jego przeprosiny. Przynajmniej nie zrobił sobie wroga w potencjalnym członku ruchu oporu.
I wtedy dotarł do niego sens kolejnych słów Sebastiana. Odwrócił się do niego. Pokręcił głową, niby to rozbawiony, chociaż gdzieś na końcu ciemnych tęczówek zamiast rozbawienia majaczył strach.
-  Jeszcze raz mi tak powiesz, a naprawdę cię przytulę – rzucił, trochę zdradzając, że właśnie to chodziło mu po głowie.
Poprawił się na ławce, wsłuchując w pytania Neila. Całkiem nieświadomie, ale młodszy mężczyzna poruszył temat, który i jego interesował.
- Czemu wracają jako opętańce? – dopytał.
Pan Egzorcysta
here lies the abyss,
the well of all souls

wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
kapłan kowenu | egzorcysta ministerstwa magii
ciemnobrązowe oczy; rozszczep tęczówki prawego oka (źrenica w kształcie dziurki od klucza); czarne włosy; przeciętny wzrost 173 cm; zimne dłonie; często ubrany cieplej niż sugeruje pogoda; okulary do czytania; srebrny łańcuszek z sygnetem na szyi (w oczku znajduje się zasuszony kwiat z rodzinnego ogrodu); niespieszny chód; cichy, nieco niewyraźny głos

Sebastian Macmillan
#24
21.03.2024, 21:39  ✶  
Skulił się nieco w sobie, gdy poczuł rękę Stewarda na swoim ramieniu. Chłód jego dłoni zdawał się przenikać jego skórę, pomimo materiału, który go chronił. Nie był przyzwyczajony do kontaktu fizycznego, jednak stopniowo zaczynał się przyzwyczajać do tego, że takie po prostu były konwenanse pewnych przyjaźni. Brenna i Patrick mieli to do siebie, że wyglądali na takich, którzy byli bardzo towarzyscy i lubili kontakt z drugim człowiekiem. Nawet taki bezpośredni. Sebastian wypuścił powoli powietrze z ust, próbując się zrelaksować. Szukaj dobrych stron, szukaj dobrych stron...

— Po prostu za mało o nich rozmawialiśmy — odparł, bardziej dla samego aktu przekomarzania się z Patrickiem niźli tego, aby mu dopiec przez to, że na moment zrobiło mu się przykro przez jego monolog. — Jestem pewny, że po paru herbatach z miodem bardzo szybko zmieniłbyś swoją perspektywę. Może nie mam pełnych święceń, ale uznaje się za kapłana. — Spojrzał na niego z figlarnym uśmiechem na ustach. — Przekonałbym cię do swoich racji.

Zaczerwienił się, gdy Patrick oznajmił go, że jeszcze chwila, a go przytuli. To byłoby trochę za dużo. Zwłaszcza przy ludziach. Chociaż lepszy ten młody chłopak niż Brenna. Przecież ona dostałaby kompletnego fioła, gdyby dowiedziała się, że Sebastian aż tak się na kogoś otworzył. Następnego dnia byłaby to plotka numer jeden w Ministerstwie Magii. Longbottomówna i jej długi jęzor.

— Czasem to zwykłe cierpienie, niedokończone sprawy czy świadomość tego, że odeszło się przedwcześnie — wytłumaczył pokrótce Neilowi. — Po ''podjęciu decyzji'' co do zostania tutaj po śmierci, niektóre duchy decydują się na tułaczkę po świecie, a inne postanawiają osiąść w konkretnym miejscu. Jak w Hogwarcie. — Pokiwał głową, przypominając sobie dosyć liczne grono duchów nawiedzające tamtejszą akademię. — Duża rotacja dobrej energii. Przez te wszystkie dzieciaki. No i mają towarzystwo. Nawet duchy go potrzebują.

Oczywiście i od tego występowały wyjątki od reguły: niektóre duchy potrafiły tkwić w zawieszeniu po śmierci nie do końca świadome swego losu lub mogły zostać momentalnie zamknięte w pojemniku, który stawał się ich więzieniem. A do jeszcze innych wzywano egzorcystów i przedstawicieli Ministerstwa Magii, aby uwiązać ducha w konkretnym miejscu, jeśli ten sprawiał duże problemy. Jak Jęcząca Marta, która przez jakiś czas nawiedzała swoją rówieśniczkę, dopóki urzędnicy się nie wtrącili. Sebastian zawsze podejrzewał, że zagrożono jej wypędzeniem do Limbo, jeśli nie zmieni swoich zwyczajów. Teraz po prostu łkała po toaletach i podrywała co ładniejszych chłopców.

— Pragnienie życia — odparł przyciszonym głosem na słowa Patricka. — Limbo nigdy nie zostało odpowiednio zbadane, toteż sama sytuacja duchów po przejściu na drugą stronę jest kwestią dyskusyjną. — Wolał nie nawiązywać publicznie do wizyty Brygadzistów w innym wymiarze podczas walk na Polanie Ognisk podczas Beltane. — Jednak... Wiele wskazuje na to, że po przejściu duchy dalej hmm funkcjonują. Dlatego medium są w stanie się z nimi skontaktować. Niektóre dalej mogą kierować się chęcią spełnienia swoich doczesnych marzeń. Wówczas, podczas niektórych świąt są w stanie wrócić i opętać kogoś.

Skrzywił się lekko. Podobny incydent nastąpił podczas Beltane, kiedy to jego kuzyn Jamil został opętany. Sytuacja awaryjna, szybkie wezwanie na miejsce i jakoś udało mu się uratować krewniaka, zamykając przy okazji ducha w zabezpieczonym naczynku. Nigdy nie spotkał się z sytuacją, gdy duch-intruz dogadał się z oryginalnym rezydentem ziemskiej powłoki. Ciało stawało się wówczas zasobem, a człowiek i duch mocarstwami, które się o nie ścierały. I duch zazwyczaj wygrywał te bitwy. Z wojnami bywało inaczej, zwłaszcza gdy do pracy przystępowali egzorcyści.

— Duchy lubią nasz świat. Lubią ludzi, ich energię i aury. Przynajmniej taka jest jedna z teorii. — W zależności od tego, czy spytać o opinię egzorcystę, czy przywoływacza, zapewne uzyskałoby się inne odpowiedzi. Każdy specjalista wyznawał inną szkołę, kierował się innymi zasadami, miał swoje osobiste techniki wypracowane podczas wielu lat szkoleń i praktykowania. — A więc kiedy widzą okazję, żeby spełnić swoje małe ''marzenie'', nie potrafią się oprzeć. To tak jakby zostawić psidwaka sam na sam z pętem kiełbasy i oczekiwać, że jej nie zje, jak wyjdziesz. — Uśmiechnął się bez wesołości. — A wtedy... Szybka walka o dominację, zepchnięcie człowieka na skraj świadomości i pasożytowanie, dopóki nie będzie się miało pełni kontroli i nie przyzwyczai w pełni do nowej powłoki.

A tym, ile to zajmowało duchom, bywało różnie. Zdaniem Macmillana czas odgrywał kluczową rolę. Facet, który wrócił z Limbo dwadzieścia lat po śmierci, a nie dwieście, miał zdecydowanie prostsze zadanie, jeśli chodziło o aklimatyzację w nowym ciele i środowisku. W świadomości dalej pozostawały wypalone ślady po naturalnych odruchach; oddychaniu, poruszaniu kończynami, mruganiu. Im duch starszy, tym teoretycznie, więcej tracił. Nieużywany mięsień zanika i tak dalej.
Kolorowy ptak
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Neil Enfer
#25
23.03.2024, 23:40  ✶  
Patrzył na nich totalnie zachwycony, ciesząc się z odrobiny swobody gdy mężczyźni skupiali się na sobie. Myśli na temat ich bliskości płynęły swobodnie przybierając wszelakie barwy o różnych sensach i znaczeniach. Ręka, alkohol, przytulenie. Mocny chwyt na karku, wlewanie w siebie wina... a przytulenia brak, jedynie złapanie za nadgarstek pociętej ręki przez osobę, która pozornie powinna dbać najmniej o jego dobrostan. Zerknął na swoją dłoń, na bandaż, palce z długimi paznokciami, które myślał, że będzie tej nocy wbijać w czyjeś plecy, nie, nie czyjeś, w JEGO plecy. Plany się jednak zmieniły szybciej niż myślał, w tej chwili nie myślał, że było to takie złe, gdy przed oczyma miał pokaz słownych czułości i komunikacji nastawionej na porozumienie. Co jeszcze zobaczy? Chciał więcej, bo rozkosznie się na nich patrzyło.
Ważne pytanie zostało jednak zadane. Nie chciał, żeby po śmierci jego ojciec tułał się nie wiadomo gdzie i po co po świecie zamiast odejść i móc w spokoju odpocząć oczekując aż oni do niego dołączą. Tyle lat męczenia się żeby dalej się martwić i nawet po śmierci nie móc odpuścić.
Marszczył więc brwi i słuchał dalej, kiwał głową, mrużył oczy, analizował, a pijany łepek wilkołaka przyjmował bezsprzecznie wszystkie wyjaśnienia, które były bardziej niż wystarczające.
-Więc... Jeśli ktoś pogodzi się ze śmiercią i odejściem z tego naszego lubianego świata... To... Raczej nie grozi mu utknięcie tutaj, prawda?-wlepił skupiony wzrok w mężczyznę, chcąc się upewnić, że dobrze zrozumiał przekaz. Nie chciał myśleć o śmierci ojca, ale musieli być gotowi, bo w końcu i tak każdy list od matki z założenia traktuje z rozklekotanym sercem bojąc się, że to wiadomość o śmierci. Nigdy nie wiedział, nigdy nie był pewny, a jeśli może coś jeszcze zrobić, aby wszystko przebiegło jak najbardziej bezboleśnie i spokojnie, to chciał dołożyć wszelkich starań aby tak było.
Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#26
30.03.2024, 15:35  ✶  
Patrick kiwnął machinalnie głową. Było sporo tematów, w których dawał się przekonywać Sebastianowi. Wśród nich dominowały te, które pozostawały powiązane mocnymi nićmi ze światem zmarłych. Paradoksalnie, bardziej ufał Macmillanowi w kwestii swojego własnego ojca, niż temu, co podsumował mu paranoiczny umysł. W kwestii opętańca też wolał opinię egzorcysty niż swoją własną. Może dlatego, że w obydwu sprawach nie potrafił zachować obiektywizmu, ale kierował się zbyt silnymi emocjami?
Na czole Stewarda pojawił się głęboki mars. Myślał o niedokończonych sprawach Clare, o jej przedwczesnej śmierci i o tym, że tak naprawdę wróciła dla niego. Jako nastolatek byłby zachwycony tą perspektywą. Ale już nie był nastolatkiem a perspektywa czasu… perspektywa czasu potrafiła być miażdżąca wobec dziecięcych rojeń. Nadal ją kochał, ale teraz coraz częściej zestawiał jej zachowanie z zachowaniem Florence i nigdy nie wypadała dobrze w takich porównaniach.
Uśmiechnął się ironicznie, dochodząc nagle do wniosku, że wystarczyło by się aż tak nie śpieszyła. Poczekała tam w tym swoim funkcjonowaniu w Limbo a on sam by do niej wrócił. Najpierw podczas Beltane, gdy chciał przeszkodzić Czarnemu Panu a kilka miesięcy później dlatego, że miał ponieść konsekwencje tego gonienia.
- Na ile takie opętania są trwałe? – zainteresował się. Nie chodziło o to, by żałował Alanny Carrow, w której ciało wbiła się Clare. Nigdy tak naprawdę nie poznał rudowłosej pracownicy Ministerstwa Magii, a sam fakt, że zamordowała Clare prowadził do tego, że w jego oczach zasługiwała na śmierć. Na swój sposób pasożytowanie na niej, jak nazwał to Sebastian, uznawał za sprawiedliwą karę. – I czy może się okazać, że duch sam zechce odejść? Nie pytam teraz tylko o opętańca, ale ogólnie. Wiesz… swego czasu zaczepił mnie – i Brennę – na cmentarzu pewien duch. Najpierw chciał tylko, żeby go wysłuchać a potem próbował mi zlecić odnalezienie sprawczyni mordercy swojej siostry. Według jego własnych słów, to była sprawa, która go zatrzymała przy świecie żywych. Ta sprawa jest już rozwiązana, więc…? – podniósł pytające spojrzenie na Sebastiana, jakby czekał na potwierdzenie, że duch de Berkeleya sam zniknie. A jeśli nie to cóż… w niedługim czasie poprosi egzorcystę o pomoc w jego odesłaniu.
Skupił spojrzenie na Neilu, zastanawiając się, czy i on czasem nie miał w zanadrzu jakiejś podobnej historii, skoro aż tak obawiał się śmierci i utknięcia w świecie żywych.
Pan Egzorcysta
here lies the abyss,
the well of all souls

wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
kapłan kowenu | egzorcysta ministerstwa magii
ciemnobrązowe oczy; rozszczep tęczówki prawego oka (źrenica w kształcie dziurki od klucza); czarne włosy; przeciętny wzrost 173 cm; zimne dłonie; często ubrany cieplej niż sugeruje pogoda; okulary do czytania; srebrny łańcuszek z sygnetem na szyi (w oczku znajduje się zasuszony kwiat z rodzinnego ogrodu); niespieszny chód; cichy, nieco niewyraźny głos

Sebastian Macmillan
#27
31.03.2024, 00:18  ✶  
— Czysty duch? — dopytał, chcąc się upewnić, że Steward na pewno wszystko mu mówi. W gruncie rzeczy odpowiadał tym samym także na pytanie Neila. — Cóż, szansa jest zdecydowanie większa niż w przypadku opętańca. Jeśli domknął wszystkie sprawy, jakie go trzymały na tym świecie, to przejście dalej powinno być naturalnym krokiem. Ponoć ludzie widzą swych zmarłych bliskich tuż przed przejściem. Może to jakoś zwiększa ich motywacje. — Wzruszył lekko ramionami. Jeszcze nie umarł, więc nie miał za wiele do powiedzenia na ten temat z pierwszej ręki. — Coś go może dalej trzymać, może lubi dane okolicy... Ale żeby cmentarz? — Uniósł lekko brwi, zerkając na Patricka. — Może pamiętasz, Jamil twierdził, że duchy lubią chłód. Ja uważam, że lgnął do żywych. Skoro wszystko pozałatwiał, a trzymał się cmentarza, to zgodnie z moimi przekonaniami powinien odejść.

Tylko, czy jego racja była tę najlepszą i najbardziej logiczną? Pracował z duchami od lat i wiedział, że miały różne powody, dla których nie chciała przestąpić progu zaświatów. Duchy dalej były po części ludźmi i jak ludzi nie dało się ich wpisać w jeden schemat. To tak jak z planami na życie: najpierw szkoła, potem praca, zbudowanie domu, żona i dzieci. Niektórzy odhaczali kolejne punkty na liście zgodnie z oczekiwaniami społeczeństwami, podczas gdy inni skręcali w zupełnie innym kierunku.

Z duchami było podobnie, chociaż na ich liście widniało po prostu przejście do Limbo i nie byli zbyt zachęceni tą perspektywą. Lęk przed zmianami a może tym, że dalej mają szansę doświadczyć czegoś w tym wymiarze pośród swych ziomków, którzy również dalej plątali się po świecie? Nie słyszał wcześniej o śledztwie Stewarda i Longbottomówny, toteż mógł posługiwać się jedynie ogólnikami i wiedzą własną. Ah, przyjaciel pytał jeszcze o sytuację opętańców, czyż nie?

— Lubię porównać doświadczenie ludzkiego życia do uzależnienia — odparł na pytanie Patricka, postanawiając nie odpowiadać od razu wprost. — Człowiek, nawet gdy popchnie się go do ekstremum, będzie walczył o przetrwania. Taka jest nasza natura. Do ostatniej chwili, nawet wbrew sobie, wierzymy w to, że zdołamy ocalić sami siebie albo ktoś nas ocali. — Westchnął cicho. — Wyobraź sobie, że ci to odebrano i metaforycznie toniesz w nicości. Jakoś tam kontaktujesz, twój umysł dalej walczy, chociaż ciało się poddało, ale nagle dostajesz zastrzyku energii i wchodzisz w ten ostatni zryw, zanim wszystko będzie stracone. Potrzeba życie jest większa niż kiedykolwiek. — Zamilkł na moment, pocierając nerwowo jedną dłonią o drugą. — Wychodzę z założenia, że chęć ducha do pozostania w ciele, gdy już się w nim zasiedli, jest jak ten ostatni zryw. Desperacja, która sprawia, że łapie się wszystkiego, żeby tylko przeżyć, nawet jeśli jest to wbrew jego doczesnym morałom.

Po części był to najbardziej oczywisty wyraz tego, że duchy, chociaż tak odmienne dalej zachowywały ludzkie odruchy. Nie znaczyło to jednak, że branie w posiadanie czyjegoś ciało było jakkolwiek usprawiedliwione. Skoro zjawom było tak blisko do ludzi, to każda z nich miała swoje motywacje. I każda znalazłaby wymówkę na to, czemu potrzebowała cielesnej powłoki. Rodzina, zemsta, uzyskanie sprawiedliwości czy sama rozrywka ponownego doświadczenia świata żywych. Ale były pewne zasady. Świętości. Medium funkcjonowało na granicy tych światów, pozwalając duchom przemawiać przez siebie. A to było jak poruszanie się po bardzo kruchym lodzie.

— Można żałować ducha, ale nie powinno się akceptować jego gierek, kiedy sięga po czyjeś ciało, nawet jeśli druga strona miałaby się zgodzić. Oszustwo i toksyczne relacje mówi wam to coś? — Uniósł wymownie brew. — Nawet zjawy nie są zobowiązane do mówienia stuprocentowej prawdy. Mogą ją naginać do swoich potrzeb, a potem — pstryknął palcami — Walczysz o przeżycie własnej podświadomości.
Kolorowy ptak
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Neil Enfer
#28
31.03.2024, 02:27  ✶  
Pytania padały, temat był niezwykle chodliwy i każda z trzech stron tego trójkąta chciała ciągnąć rozmowę.
Zmarszczył brwi i wpadł w lekką zadumę na słowa Patricka. Ciekawy cmentarz? W sumie powinien jakiś odwiedzić żeby pozbierać dobrze odżywione kwiaty, a nie polegać na jakichś przydrożnych zdechlakach.
Historii nie miał do podzielenia się, miał jedynie obawy, które kłębiły się w jego głowie coraz mocniej i mocniej, z każdym dniem gdy wybierał listy ze skrzynki. Co jeśli jego ojciec nie będzie pogodzony ze śmiercią? Co jeśli w jakiś sposób pozostanie wśród nich? Co jeśli jego duch zejdzie na złą stronę? Czy jeśli coś pójdzie nie tak, to będzie mógł się zgłosić do... Jak mu było? Nie, no na pewno się nie przedstawiali. Będzie musiał Morpheusa zapytać, bo teraz to już po ptokach.
Opierając się ustami o krawędź kieliszka, zastanawiał się po cichu nad tym wszystkim co mężczyzna mówił. Tonięcia nie musiał sobie wyobrażać, w końcu gdyby nie Morpheus, to już by nie żył. Rozumiał chęć powrotu, ale równie dobrze rozumiał chęć odejścia. Któryś raz śmierć po niego przyszła i znów się jej nie udało. Kiedyś zablokuje mu ona wszystkie drogi ucieczki i nie będzie przebacz, ni jak się nie uda. Uśmiechnął się kącikiem ust na słowa o desperacji. Śmierć nie była zła, jeśli ktoś miał okazję stać obok niej, trzymać jej dłoń, gdy inni uparcie go od niej odciągali. To nie ona przerażała, a to co stanie się z jego bliskimi, którzy bez niego mają marne szanse na przetrwanie w świecie w którym pieniądz jest ważniejszy niż zdrowie i życie.
Pokiwał głową na mowę o toksyczności. Czy znał takie relacje? Czy on i Longbottom... Nie, no gdzie? Głupie myślenie, gdzie tu niby toksyczność? Nieporozumienia i ignorowanie szalenie wielkich różnic w celach i uczuciach to nie jest jeszcze toksyczność.
-Hm... Mógłbym zostać opętany... Żeby na własnej skórze poczuć jak to jest.-zarzucił, opierając się wygodnie plecami o ławkę i upijając wina.-Może duch rozwiązałby kilka moich problemów.-dodał, myśląc na głos, niekoniecznie celowo, po prostu usta się otworzyły i poruszały pozwalając światu poznać głupoty jakie siedziały mu w głowie.
Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#29
31.03.2024, 18:52  ✶  
Patrick zmarszczył brwi, zastanawiając się, czy w słowie „czysty” kryły się jakieś dodatkowe informacje, których nie wziął pod uwagę. Dla niego duch de Berkeleya wyglądał dokładnie tak samo jak duchy, które mieszkały w Hogwarcie.
Powoli pokiwał głową.
- Półprzezroczysty, w stroju ze swojej epoki, ze śladami po kołku wbitym w serce – i srebrzystymi rozbryzgami z krwi, dodał w myślach. – Raczej nie ma szans na to, by przed odejściem spotkał się z kimś ze swojej rodziny. Ostatni przedstawiciel de Berkeleyów zmarł dobre trzydzieści lat temu – i w odróżnieniu od krewniaka, nie postanowił pozostać w świecie żywych.
Steward miał pewne (niesłuszne, ale o tym nie mógł mieć zielonego pojęcia) przypuszczenia, dlaczego Wolfgang de Berkeley trzymał się kurczowo akurat cmentarza. Domniemywał, że chodziło o wiążące go z miejscem swojego pochówku runy, które auror nieopatrznie starł.
- Hm, czyli powinienem go odwiedzić i powiedzieć mu, że sprawa załatwiona? – podsumował pytająco. – Nie masz ochoty wybrać się w najbliższym czasie na cmentarz? Jakby de Berkeley miał jednak problem z przedostaniem się na drugą stronę? On nie żyje od pięćdziesięciu lat. – Ostatnie zdanie dopowiedział tak na wszelki wypadek, gdyby czas śmierci odgrywał jakąś istotną rolę w przejściu ducha między światami.
Wykrzywił lekko usta, zastanawiając się, jak wytłumaczyć Sebastianowi, że przypadkiem zamordowali z Brenną nielegalną, żerującą przez dziesiątki lat wampirzycę. Może wystarczyło powiedzieć mu, że duch bredził? Patrick zamrugał, dochodząc do wniosku, że chyba najpierw powinien sam pójść na cmentarz i spróbować wyjaśnić duchowi, że lepiej żeby trzymał język za zębami. Szkoda, że de Berkeley był aż tak gadatliwy…
Paradoksalnie, myśli o duchu, trochę Stewarda odprężyły. Łatwiej było się nad nim zastanawiać niż nad tym, co powinien zrobić z opętańcem. Już sama myśl o decyzji, która na niego czekała, sprawiała, że czuł się zagubiony. Poczuł, że robiło mu się niedobrze, gdy usłyszał dalsze wyjaśnienie Sebastiana.
- Czyli co? Jeśli duch raz opęta jakieś ciało i się w tym zasmakuje to może próbować z kolejnym? – dopytał wstrząśnięty. Kim stałaby się Clare, gdyby się dopuściła czegoś takiego? Przecież to brzmiało jak jakieś szaleństwo. Ile innych żyć mogłoby zostać w ten sposób zniszczonych na rzecz jednego ducha, który bardzo nie chciałby odchodzić?
Posłał Neilowi ciężkie i smutne spojrzenie.
- Nawet tak nie mów – poprosił cicho. – Przecież nie miałbyś żadnej pewności, że on kiedyś zechce opuścić twoje ciało. – I, że nie wykorzysta go do zrobienia czegoś okropnego, czego Enfer nigdy by sam zrobił. – Jesteś młody i masz całe życie przed sobą. Swoje życie. Jesteś wart tego, by sam je przeżyć. - Bez żadnego nieproszonego (albo i proszonego) gościa.
Pan Egzorcysta
here lies the abyss,
the well of all souls

wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
kapłan kowenu | egzorcysta ministerstwa magii
ciemnobrązowe oczy; rozszczep tęczówki prawego oka (źrenica w kształcie dziurki od klucza); czarne włosy; przeciętny wzrost 173 cm; zimne dłonie; często ubrany cieplej niż sugeruje pogoda; okulary do czytania; srebrny łańcuszek z sygnetem na szyi (w oczku znajduje się zasuszony kwiat z rodzinnego ogrodu); niespieszny chód; cichy, nieco niewyraźny głos

Sebastian Macmillan
#30
31.03.2024, 21:38  ✶  
Nie do końca to miałem na myśli, ale niech będzie, pomyślał, kiwając powoli na tłumaczenia Stewarda. Jako ''czyste'' duchy miał na myśli standardowe zjawy, które po prostu krążyły po świecie bez większego celu, nie mogąc pogodzić się z tym, że ich czas już dawno przeminął.

— Rozmowa raczej nie zaszkodzi? — Uniósł lekko brew. Zamilkł na chwilę, bijąc się z myślami, co też poradzić przyjacielowi w kwestii de Berkeleya. — Cóż, asysta egzorcysty nie zaszkodzi. Może mi się uda przemówić mu do rozsądku.

Dokładnie! Dobrze, że chociaż Steward rozumiał powagę sytuacji i jak niebezpieczne było to, aby po prostu pozwolić duchom na przejmowanie kolejnych ciał.

— Moim zdaniem tak — powiedział po dłuższej chwili zamyślenia. Nie mógł mówić za innych specjalistów z dziedziny egzorcyzmów. Mógł co najwyżej bazować na własnym doświadczeniu i wysnutych w ciągu lat wnioskach. — Wychodzę z założenia, że ciało może się zużyć, gdy o kontrolę nad nim walczy opętany i duch. To tak jakby upchnąć dwie dusze w jednym ludzkim naczyniu. To coś nienaturalnego. — Chrząknął cicho. — Jeśli duch kompletnie przejmie kontrolę, to może pozostać przy danym ciele. Kto wie, może nawet przeskoczyć do innego, gdy nadarzy się okazja. A jeśli ciało nie wytrzyma walki dwóch dusz... Tutaj ciężko powiedzieć. Obopólne zniszczenie? Nosiciel kompletnie umiera i staje przed wyborem Limbo czy pozostanie na ziemi, a duch, który zaatakował, leci szukać nowego naczynia?

Macmillan skrzywił się na słowa Neila, patrząc na niego spode łba. W przeciwieństwie do Stewarda nie był już taki miły i zdecydował się dosyć dosadnie pokazać, co myśli na temat ''genialnego'' pomysłu młodszego kolegi. Może brak mu było wyczucia, ale gdzie miał go nabyć, skoro w ostatnim czasie do grona najbliższych zaczął zaliczać ludzi pokroju Longbottom? Ta to dopiero nie miała filtra i waliła prosto z mostu.

— Jesteś jak dziecko, które musi wsadzić rękę do wrzątku, żeby sprawdzić, czy faktycznie się oparzy, wiesz? — sapnął Sebastian, poruszając z rozczarowaniem głową. Brak wiedzy? Doświadczenia życiowego? A może była to próba romantyzowania zaświatów i życia po życiu? Cóż, najwyraźniej niektórych nie dało się ocalić przed ich własną głupotą. — Mogę cię zapewnić, że byłaby to dla ciebie przede wszystkim nieustanna walka o utrzymanie swojej własnej świadomości w jednym kawałku.

Temat duchów i egzorcyzmów zgłębiał od lat. Obcował z zawiłościami zaświatów zarówno w życiu zawodowym, jak i osobistym. Jako historyk, powinien słuchać obu stron, próbować znaleźć neutralny grunt, który pozwoli na wzięcie pod uwagę kilku punktów widzenia. A jednak słowa Neila zadziałały na niego jak płachta na byka. Na Matkę i wszystkie inne bóstwa, z kim on się zadawał? Banda doświadczonych czarodziejów z Brygady Uderzeniowej wskakuje w Limbo bez żadnego przygotowania, a teraz jakiś młodzik uważa, że opętanie ułatwiłoby mu życie. Co się porobiło z tymi ludźmi?

Kolejna kwestia, jaką trzeba będzie poruszyć w kowenie, pomyślał z przekąsem. Eh, jakby organizacja nie miała wystarczająco dużej ilości problemów, to teraz jeszcze zaczynał się czuć zobowiązany do tego, aby pouczyć paru kapłanów, żeby faktycznie zaczęli opowiadać podczas obrządków o tym, czym może się skończyć taka zabawa z niespokojnymi duchami. Takiego Enfera może to nie ocali, skoro stronił od kowenu, ale kto wie, może uratuje to skórę komuś bardziej wierzącemu?

— Nisko oceniam szansę, że duch miałby pomóc komuś, kogo decyduje się opętać — sprecyzował z wahaniem, nie wiedząc, czy w ogóle warto to było chłopakowi tłumaczyć, skoro poprzednie monologi Macmillana nie pokazały, że opętanie było okropnym losem. — Zepchnie cię na samo dno twojego własnego umysłu, a sam skorzysta z okazji, żeby się gdzieś zaszyć lub uciec, żeby przypadkiem twoi bliscy nie zauważyli różnicy w zachowaniu. Dzięki temu zyska więcej czasu na przejęcie kontroli, a ty będziesz pozbawiony zewnętrznej pomocy.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Bard Beedle (170), Neil Enfer (3715), Patrick Steward (6490), Sebastian Macmillan (8313)


Strony (4): « Wstecz 1 2 3 4 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa