• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[05.08.72, koło 10] Śniadanie to najważniejszy posiłek dnia

[05.08.72, koło 10] Śniadanie to najważniejszy posiłek dnia
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#11
18.03.2024, 16:45  ✶  
Gadam z Norą, Tomkiem i Erikiem, plotkuje o Samie i Brennie, wzoszę toast herbatką.

— Ależ ja bawię się wyśmienicie, Eriku. Po prostu coś wisi w powietrzu. Zabierzcie mnie tam z powrotem, o pijani bogowie rzezi, oto wołam ja, wasza ukochana córka! — zadeklamował i odrzucił nieistniejące pukle włosów przez ramię niewieścim gestem. — Raczej spodziewam się ponurej atmosfery u Perseusa i Vespery. Który to jej ślub? Trzeci? Ciekawe kiedy Chester zbankrutuje. I czy przyjdą Malfoyowie.

Popatrzył na Thomasa z powątpiewaniem do jego samokontroli i postanowił bardzo dokładnie przyglądać się jego przyszłości, aby nie dostać torsjami na nową koszulę. Niech karmi bociany w krzakach, nie przy stole. Jak go ubrudzi, złoży jego jądra w ofierze podczas Dionizjów.

— Najważniejsze, aby dobrać kolorystykę koszuli pod sińce pod oczami, wtedy całość wygląda spójnie, jakbyś wybierała estetykę powabnego wampira sprzed dwóch stuleci, zresztą, dobrze ci poszło — wskazał głową na jej fiołkową sukienkę, wybierając na swój talerz pajdę ciemnego chleba na zakwasie, kiełbaskę i trochę smażonych marchewe, które Malwa wykopała świeżo z ogródka.

— Wyczuwam kaca mordercę i moralniaka. Zresztą, Sam jest we wczorajszym ubraniu. Czyli nie był w domu. Jak myślicie, kogo poderwał? — nachylił się ze szczwanym uśmiechem i szeptem na ustach do panów przy stole, zaciemniając przestrzeń między nimi dymem z papierosów. Jego mina jasno mówiła, że nie chodziło mu o podrywanie. W sumie, chłopak tak się kręcił dookoła Brenny, że aż zastanawiało to Morpheusa, ale sądził, że jego bratanica dałaby mu ubranie na zmianę, skoro i tak koszula Leśniczego de facto była jego sprzed dwóch sezonów.

Uniósł filiżankę w górę, jak w toaście, chociaż teraz podarował sobie zbyt długie modlitwy do Wenus, jemu spełniły się w opaczny, niemal okrutny sposób, a nie życzył Perseusowi źle. Jego głos poniósł się po sądzie radością tego, który prosi o to, czego jemu samemu braknie.

— Za miłość raz i dwa, za miłość do dna!



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Pies policyjny
Live fast,
pet dogs
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Tomasz przede wszystkim jest wysoki, nawet bardzo. Ma 192 centymetry wzrostu więc nietrudno go zauważyć w tłumie. Nie mówiąc już o tym, że prawie zawsze oślepia uśmiechem. Jego włosy przyjmują barwę bardzo ciemnego blondu, jego oczy są niebieskie, na twarzy często widnieje zarost - uważa, że tak wygląda przystojniej. Jest dość dobrze zbudowany. Zwykle ubiera się w stonowane kolory, jeansom często towarzyszy sweter lub koszulka z kołnierzykiem, rzadko sięga po koszule, które według niego są strasznie niewygodne. Podczas słonecznych dni towarzyszą mu jego ulubione okulary przeciwsłoneczne, w te chłodniejsze ukochana skórzana kurtka z brązowej skóry. Można czasem wyczuć od niego dym papierosowy, znacznie częściej jednak przesiąka zapachem kawy oraz swojej wody kolońskiej o nucie lawendy i cedru.

Thomas Hardwick
#12
18.03.2024, 17:19  ✶  
Thomas rozmawia z Erikiem, Morpheusem i Norą, przyjmuje papierosa od Erika, je grzecznie śniadanie

Thomas kompletnie nie wiedział co się tu działo, jedynie spokojnie umierał sobie wesoło, głównie fizycznie. Starał się jednak jakoś nadążać za rozmową, w ostateczności zostanie zapchanie się bułeczką i udawanie, że nie ma ochoty wrócić do łóżka.
- Nie wiem, jak zamierzacie wytrzymać na tym weselu dłużej niż dwie godziny, polecam wam łyknąć jakiś zestaw eliksirów, bo ja tak chyba zrobię, a nie mam zamiaru ruszać się z domu - odparł, przecierając lekko twarz, na chwilę odsłaniając okulary, za którymi kryły się zdecydowanie niewyspane i lekko opuchnięte oczy. Które zaraz znów zniknęły za ciemnymi szkłami.
Nie narzekał, że zostanie dziś w domu. Nie miał powodu, by zostać zaproszonym na tę całą szopkę czystokrwistych, a i sam raczej czuł niechęć do niektórych osobistości, które tam się pojawią, zapewne odwzajemnioną. Mugolaków nie zapraszało się na salony.
Przyjął papierosa od Erika, spojrzał na przedmiot z głęboką zadumą, po czym schował go sobie za ucho, przytrzymując oprawkami okularów. Poczeka może z tym aż zje.
- Dobrze wiedzieć, że wszyscy są w jednym kawałku, ja też bawiłem się całkiem nieźle - aż za dobrze do pewnego momentu, można by rzec. - I nie Nora, dziękuję za herbatę, wrzucę w siebie kilka kubków kawy i będę jak nowonarodzony - chyba. Przynajmniej liczył na to, że odzyska trochę energii do życia. - Ale tobie na pewno dobrze zrobi. Wyglądasz, jakbyś nie spała całą noc - stwierdził szczerze, lekko się martwiąc. On chociaż zdążył się krótko zdrzemnąć.
Szczerze mówiąc nawet nie przyjrzał się zbytnio Samowi, teraz jednak gdy Morpheusz zwrócił na to uwagę, spojrzał na mężczyznę zza okularów, oceniając to co widzi.
- Nie wiem kogo, ale na zdrowie. Wczoraj wszyscy mieli dobry wieczór, dla innych skończył się widocznie zdecydowanie lepiej, inni za to dziś cierpią katusze i to jeszcze samotnie, nie mnie oceniać. - Nałożył sobie jedną kiełbaskę, tak na próbę. Wolał delikatnie przetestować żołądek, zanim rzuci się na jedzenie. A zaczynał się robić naprawdę głodny.
Skrzywił się jednak na ten cały toast, zdecydowanie nie mając zamiaru go podnosić. Nie był jakoś w nastroju, zresztą wolał też nie liczyć ile ich wypił wczoraj. Mogło mu się niezdrowo po tym odbić.
- Już byś wzniósł za nasze biedne, skacowane istnienia. Zasługujemy na to - stwierdził, wpychając pierwszy kęs jedzenia, który o dziwo na razie się całkiem dobrze przyjął.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#13
19.03.2024, 12:09  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.03.2024, 12:09 przez Brenna Longbottom.)  
Uspokajam spanikowanego Sama.

Brenna połączyła fakty.
Marny byłby z niej detektyw, gdyby tego nie zrobiła. I nie stało się nic, nie rozstąpiła się ziemia, nie walnęły błyskawice, a ona nawet nic na ten temat nie powiedziała. Raz, bo Sam był teraz przestraszony czymś zupełnie innym. Dwa, bo chociaż Bren lubiła wtykać nos w nieswoje sprawy, robiła to tylko, gdy była pewna, że nikogo przy okazji nie skrzywdzi.
A w tej chwili tej pewności nie miała.
Nie zmuszasz innych, żeby otworzyli przed tobą swoją duszę, jeżeli sami tego nie chcieli.
Wszyscy mieli swoje tajemnice.
Emocje McGongalla w tej chwili jednak tajemnicą nie były. Brenna nie musiała być aurowidzem, aby dostrzec, że Sama wypełnia najwyraźniej coraz większa panika. I przeklęła samą siebie, że wcześniej nie dopytała dokładnie, jakie są objawy tej pogorszonej klątwy, zakładając, że to po prostu niepokój. Niepokój istoty wyrwanej z dotychczasowej środowiska, mającej trudności z odnalezieniem się w nowym miejscu, a przez to też nad zapanowaniem nad emocjami. Nie drgnęła, kiedy chwycił ją za ramię, za to uniosła własną rękę i pogłaskała go po głowie, jak robi się zwykle z przestraszonymi zwierzakami.
Samuel był człowiekiem, ale niektóre jego reakcje były bardzo podobne do tych na wpół dzikich stworzeń.
– To nie ty, Sam – powiedziała łagodnie. – To dzieje się w całej Dolinie, ale i poza nią, sięga do pewnego stopnia nawet Londynu. Nie jestem naukowcem, ale gdybym miała zgadywać, Voldemort popsuł coś podczas Beltane tak bardzo, że odmieniło to samą ziemię. Zbuntowało ją przeciwko nam. Klątwa żywiołów nie działa w ten sposób. Może trudniej zapanować ci nad emocjami i atakami, ale to nie twoja wina, że w naszym sadzie jest tyle jabłek i to nie przez ciebie ten bluszcz wspiął się aż pod moje okno – stwierdziła. Jak mogła wcześniej na to nie wpaść? Że zjawisko, o którym pisano w gazetach, o którym rozmawiano na ministerialnych korytarzach, dyskutowano przy kolacji w Warowni, on mógł opacznie zrozumieć? Że nie zdawał sobie sprawy z tego, że trwa pleniąca w ogrodzie, przez który przeszedł, to nie jego wina?
Dla niej winnym był Voldemort. Nie mogła znać prawdziwych przyczyn, ale Brenna nie zawsze była obiektywną osobą, a Voldemorta i śmierciożerców chętnie obwiniała o wszystko co złe na tym świecie.
Zwłaszcza po Beltane.
– A dom masz tak długo, jak długo będziesz go potrzebował – stwierdziła, cofając dłoń. To była Warownia. Miejsce schronienia. Częściej nazywali ją Warownią niż posiadłością Longbottomów, bo nie należała tylko do nich. Jasne, prędzej czy później McGongall będzie zapewne potrzebował czegoś tylko dla siebie, gdzie zapuści korzenie na stałe, ale różne były pojęcia domu i na razie to miejsce mogło nim dla niego być.
Czy wyłapała to „wczoraj omal…?” Owszem. Ale uznała, że to nie czas i nie miejsce, aby naciskać na wyjaśnienia.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#14
19.03.2024, 13:42  ✶  
Sam uspokaja się trochę i przytula mocno Brennę dziękując jej za podtrzymanie zaproszenia i ogólnie no... bycie Brenną.
Następnie odwraca się i zauważa resztę towarzystwa. "Wita się" i siada w pewnej odległości, unikając kontaktu wzrokowego i próbujac coś zjeść.


Słuchał jej z uwagą, śledził jej twarz swoimi przekrwionymi, błękitnymi oczami i kiwał głową, udając, że rozumie. Brenna niejednokrotnie mówiła mu rzeczy, które umykały mu, były zbyt obce, dziwne, no ale teraz kiedy był w Dolinie, to trochę się nasłuchał, trochę już wiedział o Wielkim Konflikcie, który może nie był w kręgu jego zainteresowań, ale chyba on pozostawał w kręgu zainteresowań Wielkiego Konfliktu.

Na rozmowy o polityce potrzebował zdecydowanie więcej spokoju i przespanej nocy, a Brenna nie miała przecież tyle czasu, żeby robić mu wykłady w tempie i treści przystępne dla kogoś, kto przez lata żył na marginesie magicznej społeczności. Jej słowa jednak przynosiły względne ukojenie, nawet jeśli zasiewały wątpliwość, że może skoro ten cały Voldemort zrobił coś z magią ziemi, to przesto zrobił coś z jego magią ziemi. Z drugiej strony... ataki powróciły w ubiegłym tygodniu, a nie w maju. Ataki wróciły po pewnym liście napisanym po pijaku, o którym być może nikt nigdy nie powie ani słowa. Nie było czasu żeby dojść do tych wniosków, może potem.

Na razie skinął głową kilka razy, jakby przekonany i nie czekając dłużej objął Brennę i przytulił ją do siebie mocno, totalnie pochłonięty rozmową, nie zdając sobie sprawy, że przy stole siedzą ludzie, którzy mogliby opacznie zrozumieć gest..

– Nie wiem, nie mam pojęcia jak Ci się odwdzięczę Bee... – szepnął w jej ramie, przyciskając ją mocno do siebie, nie myśląc o tym, że może pachnie nieprzyjemnie i jego przyjaciółka nie miałaby ochoty mieć tej woni tak blisko własnego nosa. – Dobrze, zjem śniadanie, zjem kiełbaskę albo dziesięć, a jak poczuje, że jest źle, to... to pójdę ok? – pociągnął mocno nosem i uśmiechnął się do niej niepewnie, odsuwając się i próbując opanować wewnętrzne drżenie.

A potem się obrócił.

Szlag

Nie mógł uciec, no bo jak, no bo gdzie. Już powiedział Brennie, że zostanie, a był człowiekiem zaskakująco honorowym jak na granatem od puszczy oderwanie. Sapnął niczym rumak zmuszany do tego, by przejść przez groźnie wyglądające zasieki, błękitne oczy rozlały się nieco po barwnym przecież towarzystwie siedzącym przy stole. [u]Burknął coś pod nosem niezrozumiałego, zapewne powitanie[/b] i przysiadł przy krańcu stołu na taborecie skulony i milczący, zagarniając dla siebie kawał razowego chleba i wspomniane wcześniej kiełbaski.

viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#15
19.03.2024, 18:03  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.03.2024, 13:35 przez Erik Longbottom.)  
Erik rozmawia z Morfeuszem, Thomasem i Norą.
Erik gasi papierosa i zaczyna jeść.

— Ale było blisko, prawda? — Uniósł wymownie brwi na komentarz Nory. Poprawił się niespiesznie na krześle, celowo przedłużając ciszę, jaka między nimi zapadła. — To jak młody Carrow wywijał z tą dziewczyną na parkiecie, mogło skończyć się tragedią. Mieli sporo szczęścia. Któreś z nich mogło się połamać. Mogło też stać się coś gorszego.

Na jego twarz wdarł się drobny grymas, który sprawił, że między brwiami Erika zagościła pojedyncza zmarszczka. Ta dwójka dała spory pokaz umiejętności tanecznych - co do tego raczej nikt nie miał wątpliwości. Jednak wystarczył jeden nieostrożny krok lub zaburzenie równowagi, aby skończyło się to bardzo nieprzyjemnym wypadkiem. Oni przynajmniej mogliby liczyć na pomoc innych gości imprezy, nie to, co poniektórzy, którzy postanowili oddalić się na własną rękę.

— Przede wszystkim trzeba będzie przetrwać koncert pieśni liturgicznych kapłanek kowenu. Jak tam nie zaśniemy, to połowa sukcesu za nami — stwierdził z nadzieją w głosie na komentarz Hardwicka. Może jak uwierzy w to bardzo mocno, to ta przepowiednia się spełni? — Resztę... Jakoś przetrwamy.

Zmęczenie było komplikacją, jaką można było wymazać paroma flakonikami magicznych eliksirów. Przynajmniej na te kilka godzin. Gorzej było z gośćmi; chociaż Erik był dosyć blisko z Perseuszem czy Elliotem, tak nie do końca wiedział, kogo będzie mu dane spotkać na ceremonii i weselu. Mimowolnie przypomniał sobie pogrzeb Simone, na który udał się z Brenną. Zdecydowanie odcinali się wówczas od reszty socjety. Czy był skazany na podobną historię, tylko tym razem w towarzystwie swego wuja?

— Nie liczyłbym na ich obecność. — przyznał z krzywą miną, gdy Morfeusz nawiązał do rodu jasnowłosych czarodziejów i czarownic. — A przynajmniej nietłumną.

Biorąc pod uwagę plotki związane z nagłym narzeczeństwem Blacka i Rookwoodówny, większość rodu Malfoyów zapewne będzie się trzymać z daleka. No, może z wyjątkiem Elliotta, bo akurat jego spodziewał się spotkać na weselu. Ktoś musiał zadbać o to, aby Percy zjawił się przed ołtarzem w odpowiednim stanie. Poza tym Blacków i Malfoyów dało się przeżyć. To o inne rodziny powinni się martwić, zwłaszcza te, które mogły mieć potencjalne na pieńku z Longbottomami.

— Wzajemnie — odparł machinalnie na słowa blondynki, układając usta w przebiegły uśmiech, zanim wargi zacisnęły się wokół filtra i żar papierosa rozbłysł przy stole.

Zerknął z zaciekawieniem w stronę Samuela, który dalej rozmawiał z Brenną, gdy Morfeusz o nim wspomniał. Cóż, faktycznie wyglądał nieco wczorajszo, ale z drugiej strony może po prostu nie pomyślał o tym, aby zostawić na terytorium Warowni jakieś ciuchy na zmianę? Mógł nie chcieć zahaczać jeszcze o swój pokoik u Lizzy.

— Może przydrożne krzaki? — rzucił, przekrzywiając lekko głowę. — Jego czasem... ciągnie do natury.

W ogóle by go nie zdziwiło, gdyby podczas powrotu z potańcówki stwierdził, że chcę posiedzieć w lesie, czy zmienić się parę razy w niedźwiedzia. Może tak się doprowadził do takiego stanu? Widząc, że reszta gości zaczęła już powoli zajadać się śniadaniem, Erik zgasił papierosa i nałożył sobie nieco jajecznicy z półmiska, popijając kolejne kęsy małymi łyczkami herbaty. Co rusz zerkał w stronę Nory, przypominając jej o swojej obecności.


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#16
19.03.2024, 19:05  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.03.2024, 13:28 przez Nora Figg.)  
Próbuje nie zakrztusić się herbatą, dalej siedzę na przeciwko świętej Trójcy

Nie angażowała się w rozmowę na temat wesela, na które się wybierali. Nie znała jakoś specjalnie tej dwójki, która to miała rozpocząć swoją nową drogę życia (poza tym spotkaniem bliskiego stopnia z laską Perseusa, które nadal wzbudzało w niej mieszane uczucia), chociaż to, co wspomniał Morpheus ją zainteresowało, trzeci mąż? Brzmiało dosyć kontrowersyjnie. Po co brać ślub, jeśli nie jest się pewnym swojego wyboru, nie miała pojęcia.

Unosiła do ust filiżankę z herbatą, kiedy wujek kontynuował swój wywód, akurat upijała niewielki łyk herbaty. Jego słowa spowodowały, że się zakrztusiła. Próbowała złapać oddech, po kilku próbach odkaszlnięcia jej się to udało. - Dziękuję? - Powiedziała nieco zmieszana, nie spodziewała się, że jej nie najlepszą formę będzie chciał skomentować i on.

Miała wrażenie, że Morpheus robi wszystko, żeby ją doprowadzić do zawału, bo kolejny temat rozmowy, który wybrał wcale nie był lepszy. Wiele by dała, żeby odbiec od tego stołu, ale chyba znajdowała się w potrzasku. Nie odezwała się ani słowem, za to czuła, że pieką ją policzki. Na pewno nikt tego nie zauważył.

- Jesteś pewien, że kawa to dobry wybór? - Zapytała jeszcze Thomasa, z doświadczenia sugerowałaby jednak herbatę, była zdecydowanie mniej inwazyjna, ale różne był gusta i sposoby leczenia kaca.

Nie wiedzieć czemu, nawet Hardwick dołączył do komentowania tego, jak wygląda. Czy oni się zmówili? Westchnęła jedynie głośno. - Nie sądziłam, że jest, aż tak źle. - Powiedziała jeszcze cicho, może nie powinna w ogóle wychodzić z tego pokoju.

- To zdecydowanie lepszy pomysł, co tam miłość, kiedy można leczyć kaca. - Zgodziła się z Tomaszem.

Nie zauważyła, że Sam skończył rozmawiać z Brenną. Zarejestrowała to dopiero wtedy, kiedy się odezwał. Jej wzrok wtedy momentalnie przeniósł się na pusty talerz, który wydawał się być teraz istnym dziełem sztuki, które podziwiała.

- Po prostu im zazdrościsz, bo ty nie umiesz tak wywijać. - Rzekła jeszcze do swojego najukochańszego przyjaciela. Strasznie uszczypliwy się ostatnio zrobił.

Posłała mu również zabójcze spojrzenie, sugerujące, że ma chęć go zamordować, po tym jak dostrzegła ten przebiegły uśmiech na jego twarzy, nie było to jedyne, co zrobiła, bo przy okazji dyskretnie kopnęła nogą pod stołem, żeby uderzyć Erika w kostkę.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#17
20.03.2024, 13:16  ✶  
Wydaje mi się, że nikt więcej nie wbije (ale oczywiście jeszcze można dołączać), więc odblokowuję was na kolejną rundę.
Odpisy proponuję do 24.03 rano, kto chce może rzucić kością.

@Erik Longbottom @Nora Figg @Morpheus Longbottom @Samuel McGongall @Thomas Hardwick

*
Ściskam Sama, idę donieść na stół pieczywa, pytam, czy niczego nie brakuje, a potem sobie rzucam kością sprawdzić, co wypadnie/

Zważywszy na to, jak często Brenna kogoś przytulała - czy to z radości, czy na przywitanie, czy po prostu dlatego, że zdawało się jej, że ktoś tego właśnie potrzebuje - nawet nie przyszłoby jej do głowy, że ktoś z rodziny czy krewnych coś tutaj mógłby nadinterpretować. Zapach jeziora też został przez nią zignorowany, bywała w końcu na Nokturnie dostatecznie często, żeby ta woń, choć wyczuwalna, nie przeszkadzała kobiecie specjalnie.
Ataki świadczyły o tym, że Samuela coś dręczyło i nie panował nad emocjami, ale to co działo się w Dolinie w żaden sposób nie było przecież jego winą. Musiał zapanować jakoś nad swoją głową i swoim sercem, nie on jeden w tym towarzystwie, ale za szaleństwo roślin i bunt ziemi nie odpowiadał ani on, ani jego uczucia.
- Daj spokój - powiedziała po prostu. - Wystarczy, że jesteś. Smacznego. A jeżeli poczujesz, że chcesz zostać sam, idź po prostu na spacer, przecież nikt się nie obrazi - oświadczyła, po czym wypuściła go z ramion i znów sięgnęła po koszyk z pieczywem, by ruszyć wraz z nim do stołu.
Bardzo się starała, aby nie zatrzymywać na Norze spojrzenia na zbyt długo.
– Dzień dobry wszystkim, mam nadzieję, że się wyspaliście – przywitała się radosnym tonem, jak gdyby nigdy nic i ustawiła na blacie koszyk pełen ciepłych jeszcze bułeczek. – Czegoś brakuje albo macie jakieś specjalne życzenia? Mleka albo płatków owsianych? Więcej kawy? – zapytała, sama sięgając po dzbanek, by sobie tejże nalać, bo czuła, że bardzo jej potrzebuje. Chociaż wypiła już jakiś czas temu pełen kubek.

!roślinywarowni



Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#18
20.03.2024, 13:16  ✶  
Przybiega do ciebie jeden z psów Longbottomów. Zanim odbiega dalej zostawia przy tobie przedziwny kwiat – nigdy takiego nie widziałeś. Skąd go on wykopał, skoro na pewno nie z ogródka Dory?
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#19
21.03.2024, 09:41  ✶  
Mówię do Erika i Brenny, jem.

Strzepnął popiół do kryształowej popielniczki, którą pewnie ustawiła tam Malwa, blisko jego miejsca. Cóż, skrzatka znała go całe jego życie, nic dziwnego, że wiedziała dokładnie, czego będzie potrzebował. Pewnie położyłby tam też paczuszkę i zapalniczkę, gdyby wiedziała, że zapomni swoich. Z uniesioną brwią spoglądał to na Erika, to na Norę, próbując przeanalizować, co tu się dzieje i o co chodzi. Gdyby nie to, że znał preferencje bratanka pod względem partnerów, pomyślałby, że to o coś w tej kwestii... Może niedługo w gazetach pojawią się artykuły: Ciastka Nory tak magiczne, że teraz wolę kobiety? Nie, podteksty tego zdania były nader obrzydliwie i kojarzyły mu się z tworem wczesnych komiksów o pączkach i miłości. Trochę obrzydliwe.

— W następnym wywiadzie, jak będą pytać o sekrety twojej urody, powiesz, że to zasługa drzemek do dźwięków pieśni religijnych i zrobisz z... kto jest teraz naczelną tam? Nie ważne, zrobicie biznes na winylach na zmarszczki — zasugerował, dopalając papierosa i zgniatając filtr w kupce popiołu.

— Brenna! Jakże nam miło, że nas zaszczyciłaś. Siadaj i jedz, na czymś musisz żyć, jeśli nie sen, to chociaż kiełbaski. — Posłał jej uśmiech znad zmarnowanego masłem chleba. Wyglądał świeżej, niż się czuł, zdecydowanie, zresztą bezsenność i nadmierna obecność tu i tam należały niemal do ogólnych cech Longbottomów. Może dlatego wydawało się wielu, że matka miała ich więcej, niż rzeczywiście. — Co prawda nie spałem w ogóle, ale poranek jest doskonały.

Wydawał się być niemal kwiatem, który żywi się plotkami i domysłami i nieco ciężka atmosfera jest dla niego wyśmienita; oczywiście dlatego, że skoro nikt nie umarł, to nie była żadna bardzo poważna rzecz. Nie ma prawdziwiej potańcówki bez dramatu. Musiał tylko dotrzeć do sedna, co właściwie się zdarzyło. Nora nie spała w Warowni, bo widział drzemiącą Brennę na kanapie, jak szedł po eliksir dla siebie nas ranem. Czyżby? Nie. A może? Nieeee.

Nieświadomie zaczął bawić się przy szyi łańcuszkiem czasozmieniacza. Kusiło, oj, kusiło, żeby sprawdzić, co takiego wyczyniała panna Nora, Erik i Książę Kniei. Czyżby? Nie. A może? Nieeee. Erik to jeszcze, posadziłby go o to, ale Nora? Nie ma szans.


!roślinywarowni


And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#20
21.03.2024, 09:41  ✶  
Chwilę temu na pewno ich tu nie było, ale teraz koło swoich nóg widzisz kolorowe tulipany…
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (2686), Erik Longbottom (3266), Morpheus Longbottom (1860), Nora Figg (2389), Pan Losu (126), Samuel McGonagall (2323), Thomas Hardwick (1661)


Strony (4): « Wstecz 1 2 3 4 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa